ebook Moja walka. Księga 3
4.19 / 5.00 (liczba ocen: 48)

Moja walka. Księga 3
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - polecana oferta: 25.66
wciąż za drogo?
30.60 złpremium: 19.74 zł Lub 19.74 zł
25.66 zł Lub 23.09 zł
32.90 zł Lub 29.61 zł
25.28 zł
25.99 zł 20% rabatu
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (5)
Inne proponowane

Norwegia, lata 70. Czteroosobowa rodzina przenosi się na południe kraju. Dzieci są małe, rodzice młodzi – życie stoi przed nimi otworem. Ale do czasu... Kto lub co wyznacza ich drogę?

„Moja walka. Księga 3” to książka, w której Karl Ove Knausgård powraca do czasów dzieciństwa. Okresu, w którym sukcesy dają najwięcej satysfakcji, porażki bolą najdotkliwiej, a każda próba odpowiedzi na pytanie „kim jestem?” nie daje wystarczającej satysfakcji. Dla autora i głównego bohatera to czas przeplatania się codziennej beztroski z paraliżującym lękiem. Matczynej miłości z okrucieństwem ojca.
Po tym jak w pierwszej części Karl Ove szokował naturalistycznym spojrzeniem na alkoholizm i śmierć, a w drugim tomie z bezwzględną szczerością pisał o ojcostwie i małżeństwie, Knausgård zachwyca po raz trzeci. Powieść ta to półmetek współczesnego fenomenu wydawniczego. Przed polskimi czytelnikami jeszcze trzy kolejne części, ale — jak pisał Krzysztof Varga na łamach „Gazety Wyborczej” — co będzie potem, jak sobie poradzimy, gdy skończymy lekturę szóstego, ostatniego tomu?

Moja walka. Księga 3 od Karl Ove Knausgård możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Pamięć nie stanowi w życiu żadnej obliczalnej wielkości. A jest tak z tego prostego powodu, że pamięć wcale nie ceni prawdy najwyżej. To nie wymóg zgodności z prawdą decyduje o tym, czy pamięć odzwierciedla jakieś zdarzenie w sposób właściwy lub nie. Decyduje o tym korzyść własna. Pamięć jest pragmatyczna, przebiegła i zdradziecka, chociaż nie działa wrogo czy złośliwie, przeciwnie, czyni wszystko, aby zadowolić swego gospodarza. Pewne rzeczy usuwa w nicość zapomnienia, jedne przekształca nie do rozpoznania, inne w kapitalny sposób źle rozumie, a tylko niektóre – tych jest tak mało, że prawie w ogóle ich nie ma – zapamiętuje ostro, wyraźnie i prawidłowo. Ale decyzja o tym, co zostaje prawidłowo zapamiętane, nigdy nie zależy od nas.
Nigdy czas nie płynie tak prędko jak w dzieciństwie, nigdy godzina nie jest tak krótka jak wtedy. Świat stoi otworem, biega się raz tu, raz tam, robi się to jedno, to drugie, tymczasem słońce zachodzi i nagle człowiek staje wśród zmierzchu, a czas spada mu przed nosem jak szlaban: o nie, już dziewiąta? Ale też czas nigdy nie płynie równie wolno jak w dzieciństwie i żadna godzina nie dłuży się tak jak wtedy. Kiedy znika otwartość, te możliwości biegania raz tu, raz tam, czy to w myślach, czy w fizycznej rzeczywistości, to szlabanem staje się każda minuta, a czas klatką, w którą człowiek zostaje schwytany.
Powrót do tej historii to prawie jak spotkanie po dłuższej nieobecności ze znajomym. Karla Ove poznałam w sierpniu 2014, gdy mierzył się z obrazem ojca i obserwowałam jego życie ponownie w czerwcu 2015, gdy opowiadał o małżeństwie z Lindą i o trudnej roli rodzica. W księdze trzeciej cofamy się do początków, czyli do dzieciństwa i dowiadujemy się, dlaczego dorosły Karl Ove zachowuje się tak, a nie inaczej.

Wszystko zaczyna się od przeprowadzki Knausgårdów do nowego domu w sierpniu 1969 roku. Karl Ove pamięta to jedynie z opowieści bliskich, jest wtedy bowiem ledwie rocznym bobasem. Jednak taki jest fakt – Karl Ove, jego starszy brat Yngve, ojciec i matka przeprowadzają się do domu pod lasem. Nie ma tu zbyt wielu wspomnień z najwcześniejszego dzieciństwa, co jest zrozumiałe, bowiem jako osoby dorosłe niewiele z niego pamiętamy, jest za to sporo wydarzeń z czasów, gdy chłopak miał między 5-16 lat.

Narrator od zawsze bał się ojca, odczuwał przed nim wręcz paniczny strach:

Już sama myśl o tacie, o tym, że istnieje, sprawiła, że zalała mnie fala strachu.

Za każdym razem, gdy coś przeskrobał, drżał na myśl o ojcowskiej karze. A ojciec krzyczał, wykręcał ucho, poniżał, zamykał w pokoju za karę, dawał szlaban na wychodzenie z domu, odsyłał go do łóżka bez kolacji, wyśmiewał się z jego wady wymowy (chłopiec mówił „j” zamiast „r”) i generalnie daleko mu było do ideału rodzica. Przeciwwagą była dla niego czuła, rozumiejąca matka, jednak ta nie wtrącała się w relacje ojca z synem; ma się wrażenie, że sama trochę bała się męża. W jego obecności wszyscy prostowali plecy, przyciągali do siebie łokcie i starali się zachowywać poprawnie. Nigdy nie wiadomo, czym można było podpaść.

Jedynym naprawdę nieprzewidywalnym elementem w tym życiu, powtarzającym się przez kolejne jesienie, zimy, wiosny i lata, był mój ojciec. Bałem się go tak, że nawet przy największym wysiłku woli nie jestem w stanie oddać tego strachu. Uczuć, jakie wobec niego żywiłem, nigdy później nie doznałem, nawet się do nich nie zbliżyłem.

W trzecim tomie Mojej walki obserwujemy małego chłopca, który bawi się z kolegami w lesie, chodzi na wysypisko, biega do sklepu po cukierki, a w końcu któregoś dnia staje podekscytowany z nowym plecakiem przed drzwiami szkoły. Nie wie jeszcze, że szkoła to małe pole bitwy, że inność jest tam wyśmiewana i że nikt nie lubi prymusów, którzy wszystko wiedzą najlepiej. Chce zabłysnąć, chce wzbudzać podziw wśród rówieśników i oczywiście stara się tak bardzo, że osiąga wręcz odwrotny efekt.

Idziemy wraz z nim do kolejnych klas, przekraczamy wrota gimnazjum, a za nimi czają się nowe problemy: Jak rozmawiać z dziewczynami? Jak zrobić na nich wrażenie? Jak wyglądać bardziej męsko? Jak nauczyć się grać na gitarze i zostać członkiem sławnego zespołu? Jak przestać płakać, gdy tylko wpadnie się w złość? Jak dobrać się dziewczynom do majtek?

Karl Ove to typowy nastolatek, tyle że dociążony jeszcze bagażem strachu przed ojcem i straszną, ogromną nienawiścią, w którą go przekuł:

W wyobraźni mogłem go zmiażdżyć. W wyobraźni mogłem urosnąć, być od niego większy, ścisnąć mu policzki, żeby wargi ułożyły się w ten głupi grymas, który robił, kiedy mnie naśladował z powodu moich wystających zębów. W wyobraźni mogłem uderzyć go zaciśniętą pięścią w nos tak mocno, żeby się złamał i popłynęła mu krew. Albo jeszcze lepiej, żeby kość nosowa wbiła mu się do mózgu i żeby umarł. Potrafiłem ciskać nim o ścianę, zrzucać go ze schodów, mogłem chwycić go za kark i wbić jego twarz w stół.

Karl Ove był raczej żałosnym typem: był słaby, raczej pokraczny, raz miał niską samoocenę, innym razem próbował wszystkim wmawiać, że jest najlepszy, a gdy udowadniano mu czarno na białym, że się myli, wściekał się i płakał. Mówiąc szczerze, nie umiałam go w tym tomie polubić, tak jak lubiłam go w poprzednich, ale wciąż jest mi go ogromnie żal. Żal, bo jego rodzice popełnili kilka ważnych błędów, żal, bo ojciec tak źle go traktował, żal, bo matka nic nie zrobiła, by mu pomóc. A tutaj ojciec jeszcze nie pił, skąd więc jego wybuchy agresji?

Smutno mi się robi i przechodzą mnie dreszcze, gdy Karl Ove wyznaje:

Żyję, mam własne dzieci, a w związku z nimi zawsze zależało mi w zasadzie na jednej jedynej rzeczy, mianowicie na tym, żeby nie bały się własnego ojca.

Nie boją się. Wiem to na pewno.

Kiedy wchodzę do pokoju, w którym siedzą, nie kulą się, nie wbijają oczu w podłogę, nie wymykają się, gdy tylko nadarzy się taka sposobność, a kiedy na mnie patrzą, to obojętnie, rejestrująco.


I to jest sukces Karla Ove Knausgårda.
Choć ten tom wydał mi się trochę słabszy od poprzednich, to jednak wciąż nie można odmówić pisarzowi kunsztu w opisywaniu niby zwykłego życia tak, że czytelnik nie może się wyrwać z jego słowotoku. To jedno jest pewne – Knausgård potrafi świetnie opowiadać. I wiem, że muszę go wysłuchać w kolejnym i kolejnym tomie.

Ocena: 5-/6
©tanayah czyta
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Ci, którzy znają już dwa pierwsze tomy powieści Knausgarda domyślają się zapewne czego można spodziewać się po kolejnych jej częściach. Pragnę „uspokoić” ewentualnych zaniepokojonych czytelników, oczekujących na premierę kolejnej odsłony „Mojej walki” : nie będzie zbyt wielu zmian, auto wiwisekcja życiorysu trwa w najlepsze dalej. Knausgard poświęca trzecią książkę swojemu dzieciństwu: szkolnym perypetiom , zabawom z kolegami, pierwszym zauroczeniom. Nie jest to jednak wspomnienie dorosłego mężczyzny, ale opowieść prowadzona z perspektywy dziecka. Autorowi udaje się dość wiarygodnie osiągnąć taki efekt. Oczywiście musimy się w związku z tym pogodzić na przykład z passusami w stylu „siedziałem na sedesie i robiłem kupę, kiedy przyjechał tata”. Knausgard jednak konsekwentnie unika wprowadzenia choćby w najmniejszym stopniu optyki osoby dorosłej. Dziecięca narracja wyklucza więc wprowadzenie w treść „dorosłych” wytłumaczeń pewnych spraw, które bohaterowi wydawały się dziwne czy niezrozumiałe. Pozorna sielanka w jaką wprowadzają nas pierwsze strony opowieści urywa się dość szybko. Już w okolicach pięćdziesiątej strony następuje pierwsze zderzenie z ojcem i wtedy wyjaśnia się jaką walkę tym razem toczył będzie autor powieści. Oczywiście nie będziemy mieli do czynienia z ustawicznymi starciami. Większość treści to opisy szkolnych i podwórkowych sukcesów i niepowodzeń o różnej skali, w różnym stopniu przeżywanych przez bohatera. Knausgard zatrzymuje się na osobie matki, opowiada o swoim bracie. Co jakiś czas następuję jednak, bolesna na ogół, konfrontacja z rodzicielem. Trzeci tom w pewnym stopniu zmiękcza wizerunek bohatera-narratora: jakiekolwiek nieszczęście dziecka zawsze powoduje wyrzuty sumienia i skłania do usprawiedliwiania późniejszych zachowań (mam tu na myśli wydarzenia z wcześniejszych tomów). Rzuca też nieco inne światło na pierwszą część powieści, również poświęconą wzajemnym relacjom z ojcem. Jednak choć przy lekturze, czytelnikowi (zwłaszcza rówieśnikom autora) mogą zdarzyć się nostalgiczne westchnienia, to Kanusgard na pewno nie „bawi”, a raczej jak i poprzednio, zdecydowanie „przestrasza”. Wszystkim, a zwłaszcza osobom, które zastanawiają się cały czas nad decyzją czy zacząć Knausgarda czytać, polecam jednak rozpoczęcie lektury. To prawda, że rozmiary poszczególnych tomów nieco przerażają (Wyd.Literackie, co godne pochwały, zadbało jednak o równoczesną premierę e-bookowej wersji), a zapewne wielokrotnie będziecie mieli Państwo ochotę cisnąć książkę gdzieś w kąt i nigdy do niej wracać. To jednak się nie uda bowiem Knausgard przyciąga niczym oko Saurona i nie sposób się od niego uwolnić.

Warto zerknąć