ebook Dziewczyny, które zabiły Chloe
3.46 / 5.00 (liczba ocen: 12988)

Dziewczyny, które zabiły Chloe
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

najlepsza cena! w ostatnich 9 miesiącach
E-book - najniższa cena: 16.30
-49% 16.30 zł
17.88 zł Lub 16.09 zł
32.50 złpremium: 19.50 zł Lub 19.50 zł
32.50 zł Lub 29.25 zł
25.42 zł
26.12 zł
26.61 zł
27.00 zł
27.27 zł
27.63 zł
27.63 zł
28.93 zł
Inne proponowane

Trzy dziewczynki. Poznały się rano. Wieczorem pozostały już tylko dwie. Z rękami splamionymi krwią... i zniszczoną przyszłością. Thriller, który odniósł sukces porównywalny z „Dziewczyną z pociągu”.

Letni poranek 1986 roku. Dwie jedenastolatki spotykają się tego dnia po raz pierwszy w życiu. Wieczorem obie zostają oskarżone o morderstwo. Ponad dwadzieścia lat później, dziennikarka Kirsty Lindsay, pracuje nad reportażem na temat seryjnego mordercy, grasującego w nadmorskim kurorcie. W trakcie zbierania materiałów spotyka przypadkiem sprzątaczkę Amber Gordon.
Kirsty i Amber spotykają się po raz pierwszy od tego strasznego dnia, który odmienił na zawsze ich losy. Są gotowe zrobić wszystko, by nie odkryto ich dawnej tożsamości, nie zrujnowano im życia, by chronić swoje rodziny. Jednak przeszłość postanawia się o nie upomnieć... Kobiety będą musiały zmierzyć się z dawnym koszmarem i dokonać trudnych wyborów.

Dziewczyny, które zabiły Chloe od Alex Marwood możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Przecież o to właśnie w życiu chodzi. Nie o wakacje, kolacje w knajpach i pragnienie posiadania więcej rzeczy , ale o to , by napić się razem herbaty i przytulić po długim dniu. Chodzi o wybaczanie i zapominanie , ulgowe traktowanie. A także o uczciwość , prawdę i zaufanie , o stworzenie bezpiecznego , ciepłego schronienia dla tych , których się kocha".
Wszystko ma tylko cenę, nic nie ma wartości.
Przepis na marketingowy sukces? Napisz thriller. Wzorem Gillian Flynn, upchnij w tytule albo słówko "dziewczyna", albo różne wariacje na jego temat. Na sam koniec - postaraj się o rekomendację Stephena Kinga. Proste? Proste - i to chyba aż za bardzo. Ostatnimi czasy fani powieści z dreszczykiem zostali wręcz zalani książkami, które miały zapełnić pustkę po Zaginionej dziewczynie. Do tytułu tego pretendowała między innymi Dziewczyna z pociągu (która rok po premierze wciąż wzbudza morze emocji i sprzecznych opinii), nieco później pojawiła się Prawda o dziewczynie, a ostatnio - Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie. Gdzieś między nimi przemknęły też The Wicked Girls, polskim czytelnikom znane jako Dziewczyny, które zabiły Chloe. I to właśnie je chciałabym Wam dziś przedstawić.

Rok 1986. Jade i Bel, dwie opuszczone przez dobry los dziewczynki, poznają się w dość osobliwych okolicznościach w pewien pozornie zwykły poranek. Być może zostałyby przyjaciółkami, gdyby nie pojawił się ktoś jeszcze. czteroletnia, nieco marudna Chloe. Nim zajdzie słońce Bel i Jade staną się nieletnimi morderczyniami, a śmierć Chloe na zawsze zmieni i je, i ich życie.
Dwadzieścia pięć lat później Amber Gordon, szefowa ekipy sprzątającej w pewnym parku rozrywki znajduje zwłoki brutalnie zamordowanej dziewczyny. W tym samym czasie dziennikarka Kirsty Lindsay próbuje wpaść na trop coraz bardziej zuchwałego Nadmorskiego Dusiciela. Pech sprawia, że wcześniej wpada na Amber i chcąc nie chcąc wywołuje lawinę, która może zburzyć wszystko to, co z mozołem budowała przez lata i przypomnieć to, co za wszelką cenę starała się pogrzebać w pamięci. Kiedy do głosu dochodzą duchy przeszłości, Jade i Bel zostają przywrócone do życia i rozpoczyna się szaleńcza walka o względną normalność.

Szukając informacji o debiutanckiej książce Alex Marwood natknęłam się na stwierdzenie, że Dziewczyny, które zabiły Chloe to nie tyle thriller, co dramat psychologiczno-społeczny. Ciężko jest się z tym nie zgodzić. Zabójcę - a właściwie zabójców - mamy tak naprawdę podanych na tacy. Tych Chloe od samego początku, reszty kobiet teoretycznie z czasem, w praktyce zaś odgadnięcie tożsamości Nadmorskiego Dusiciela nie jest żadnym wyzwaniem. Tym razem pytaniem nie jest więc "kto zabił?", ale "dlaczego zabił?". Alex Marwood kreśli portrety dwóch kobiet z zupełnie różnych grup społecznych; dwóch kobiet, które w zupełnie inny sposób poradziły sobie (albo i nie) z dramatycznymi wydarzeniami sprzed lat. Marwood dzieli się z nami opowieścią o winie i odkupieniu, o sprawiedliwości i jej braku, o ferowaniu fałszywych wyroków i prawdzie, która nie zawsze chce zostać wysłuchana.

Historia rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, przez co stopniowo poznajemy okoliczności dawnej zbrodni i jednocześnie jesteśmy świadkami jej konsekwencji. Osobiście jestem fanką takich książkowych "powrotów do przeszłości", więc odbieram to jako kolejny plus Dziewczyn.... Początkowo styl Marwood sprawiał mi nieco trudności, ba! powiem więcej - był po prostu niewygodny i dość chaotyczny. Wraz z pojawieniem się Martina akcja nabiera tempa, a warsztat pisarski autorki w cudowny sposób ewoluuje. Książka szokuje, wzbudza współczucie, czasem słuszną złość. Momentami wprawia w odrętwienie, a zakończenie dosłownie wbija w fotel. Mocne, przesycone emocjami i pytaniami. Takie jak lubię.
Jeśli szukacie książki, która skłoni Was do przemyśleń; jeśli ciekawi Was funkcjonowanie ludzkich mechanizmów obronnych czy intryguje funkcjonowanie mediów i ich wpływ na życie szarego obywatela to bardzo, bardzo mocno polecam Wam Dziewczyny, które zabiły Chloe. Jedno zabiją na pewno.
Nudę

Ocena: 4/6
©Półka na książki
Debiut Alex Marwood intrygował mnie już od momentu polskiej premiery, o czym zresztą napomknęłam mimochodem opowiadając Wam o moich wrażeniach z lektury Najmroczniejszego sekretu. Pomijając rekomendacje Stephena Kinga, który jak wiemy nie jest nieomylny w swoich osądach, przyciągał mnie sam zarys fabuły Dziewczyn, które zabiły Chloe. Minęło jednak trochę czasu zanim faktycznie udało mi się zapoznać z powieścią autorstwa Alex Marwood. Trochę na przekór pierwotnym planom, nie było to też już moje pierwsze zetknięcie z twórczością autorki. Co ważniejsze jednak, okazało się one niemal równie udane.

Dwie jedenastolatki pochodzące z całkowicie różnych środowisk i znające się zaledwie jeden dzień - Bel i Jade - zostają skazane za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Dwadzieścia pięć lat później sprzątaczka Amber Gordon znajduje zwłoki dziewczyny. Jako że zbrodnia zostaje przypisana seryjnemu mordercy, sprawa szybko staje się medialna. Amber obawia się rozgłosu, zwłaszcza, że od lat ukrywa swoją prawdziwą tożsamość. Tymczasem w jednej z dziennikarek - Kirsty Lindsay, kobieta rozpoznaje osobę ze swojej przeszłości.

Lektura Dziewczyn, które zabiły Chloe wzbudzała we mnie emocje zbliżone do tych, które towarzyszyły mi przy Najmroczniejszym sekrecie Fabularnie są to całkowicie odmiennie historie, ale jednak dostrzegam między nimi pewne punkty wspólne. Sposób w jaki Alex Marwood pisze swoje powieści nie ma uniwersalnego charakteru i dostrzegam dlaczego jej twórczość zbiera raczej różnorodne opinie, także takie wskazujące na rozczarowanie lekturą. Dziewczyny, które zabiły Chloe nie są pozycją, które fundują czytelnikowi zaskoczenie - słowem, nie są napakowane plot twistami - i można by zarzucić autorce, że trochę zbyt szybko rozwiewa pewne wątpliwości, wytrącając sobie z rąk kolejne mocne karty.

Ale chociaż rozpoznaje zarzuty jakie można wysunąć powieści Alex Marwood, osobiście po raz kolejny pozostaję pod wrażeniem sposobu w jaki autorka prowadzi swoje historie. Dziewczyny, które zabiły Chloe, podobnie jak Najmroczniejszy sekret, przedstawia naprzemiennie wydarzenia z przeszłości i czasów nam obecnych. Dzięki temu nie tylko stopniowo rozwiewa wszelkie nasze wątpliwości, udzielając odpowiedzi na kluczowe pytania, to jest co wydarzyło się dwadzieścia pięć lat temu z Chloe i kto stoi za morderstwami w okolicy; ale także ukazuje to, w jaki sposób przeszłość i pozornie drobne wybory ukształtowało życie kilku rodzin.

Chociaż pozbawione elementu zaskoczenia, nie powiedziałabym, że Dziewczyny, które zabiły Chloe nie szokują czytelnika. Sposób w jaki Alex Marwood kreuje swoich bohaterów i przedstawia pewne wydarzenia, w pewnym zakresie pogrywa z umysłem czytelnika i zmusza go do zmiany oceny pewnych sytuacji. Mocnym punktem Dziewczyn, które zabiły Chloe pozostają także wątki poruszone niejako mimochodem - konsekwencje poszczególnych ścieżek wymiaru sprawiedliwości oraz sposób w jaki media wpływają na postrzeganie rzeczywistości przez społeczeństwo.

Powtarzam się, ale w moim odczuciu chociaż proza Alex Marwood nie jest przeznaczona dla każdego, zdecydowanie warto dać jej szansę i przekonać się na własnej skórze czy należycie do grona jej wielbicieli czy też przeciwników. Prywatnie, Najmroczniejszy sekret bardziej do mnie przemówił, ale także przy lekturze Dziewczyn, które zabiły Chloe nie mogę nie docenić atmosfery i dobrze rozplanowanej fabuły. Zdecydowanie jestem ciekawa co jeszcze Alex Marwood mi zaproponuje.

Ocena: 5/6
©Złodziejka książek
O najlepszych książkach pisze się lekko, łatwo i przyjemnie? Raczej nie. Te najbardziej doskonałe w swej literackiej materii dzieła są od zawsze, przynajmniej dla mnie, największym twórczym wyzwaniem.

Od kilku dni zastanawiam się, jak zdefiniować arcydzieło? Co tak naprawdę może nim być i czy musi minąć sto lat od śmierci autora, aby potomni mogli okrzyknąć jego powieść dziełem wybitnym, wręcz arcydziełem. Pewien portal pozwala oceniać przeczytane książki gwiazdkami w maksymalnym ich ujęciu dziesięciu. W moim przypadku ocena, po którą sięgam bardzo rzadko.

Dosyć niedawno Trzynaście powodów, chwilę później Dziewczyny, które zabiły Chloe.

Ta pierwsza niewielkich rozmiarów książka traktuje o osobistym wyborze bohaterki. Druga, z którą nie rozstaję się od kilku dni, (choć lektura już dawno za mną), przyglądając się okładce, szukając inspiracji, tych odpowiednich słów, które bez cienia wątpliwości świadczą o geniuszu autora, a w zasadzie autorki, która ukrywa się pod pseudonimem Alex Marwood.

Nie potrzebujemy wiele czasu, aby doznać olśnienia, że oto pojawia się coś, co z marszu przebija wszystko to, co udało nam się poznać w tym roku, może też w poprzednim, a może jeszcze wcześniej. W zależności od tego, jak dużo i jak często sięgamy po książki nasz gust się wyostrza. Książki dobre, nawet te bardzo dobre już nam nie wystarczają. Musiały pojawić się Bel i Jade, aby czas się zatrzymał, a wszystko wokół nas zwolniło swój rytm. (...)

Cała recenzja: Dziewczyny, które zabiły Chloe

Ocena: 6/6
©Internetowa cela
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    To nie jest thriller, ale trzymająca w napięciu opowieść o nieuniknionym losie, błędach młodości, które rzucają cień na całe życie, o przeznaczeniu, zbrodni, karze, ucieczce, odkupieniu, przyjaźni, ale też o psychologii tłumu, mediach i stereotypowym szufladkowaniu ludzi. Bardzo dobra książka, rekomendacja Kinga nie jest tylko marketingowym chwytem.

  • Awatar

    Kiedy przeglądam zapowiedzi literackie i widzę kolejną książkę, na oprawie której napisane jest, że „została ona uznana przez Stephena Kinga za jedną z najlepszych książek roku”, to w mojej głowie natychmiast powinno rozbłysnąć światełko ostrzegawcze. Jeśli wiem, że za powieścią idzie szeroko zakrojona kampania reklamowa, wtedy w mojej mózgownicy powinna zacząć rozbrzmiewać syrena okrętowa wraz z wściekle hałasującym dzwonkiem alarmowym. Jednak naiwność ludzka nie zna granic, mój okręt, na którym zamontowana była wspomniana syrena pewnie zatonął, a dźwięk jego dzwonka alarmowego jest niesłyszalny z otaczającej go głębiny. Mnie zostaje stać z otwartą buzią i złapać się na ten lep reklamowy, czego oczywiście nie omieszkam uczynić. I oto jestem szczęśliwym (?) posiadaczem thrillera psychologicznego zatytułowanego „Dziewczyny, które zabiły Chloe”.

    Niestety historia znowu się powtarza. Dostaję kolejną najzwyklejszą w świecie powieść. Nie jestem nawet na siebie zbyt mocno zły, bo okazuje się, że jest ona nawet dobrze napisana. Ma doskonale skonstruowanych bohaterów z misternie uplecionymi portretami psychologicznymi. Tyle, że świetność książki na tym się kończy. Nie wzrusza mnie niestety kolejna opowieść o ciągnącym się za człowiekiem, jak smród, piętnie mordercy. Niby ciężar gatunkowy czynu ogromny, ale ja przyjmuję to wszystko zbyt łatwo na klatę i spływa to po mnie, jak po kaczce. Brakuje mi w tej opowieści wiarygodności, nie wywołuje ona we mnie pożądanych emocji. O ile całkiem nieźle czyta mi się wątki związane z teraźniejszością, to retrospekcje są schrzanione całkowicie i wywołują co najwyżej jęk zawodu.

    I kiedy tak czytam, przekładam kolejne stronice książki, wyobrażam sobie zebranie pracowników wydawnictwa odpowiedzialnego za ukazanie się „Dziewczyn…” na naszym rynku. Widzę zatem jak wpadają na genialny pomysł zaprzęgnięcia w ich przedsięwzięcie Stephena Kinga, który prawdopodobnie z tą kampanią reklamową nie ma zbyt wiele wspólnego. Nie od dziś wiadomo, że do reklamy najlepiej zaciągnąć sławne postacie, a wszyscy rzucą się na towar, jak na świeże bułeczki. No i rzucam się przecież na tę książkę, tyle że łamię sobie na niej zęby. Można powiedzieć pracownikom wydawnictwa, że ich operacja się udała, ale pacjent zmarł.

    Jeśli już pisząc tę krótka opinię, cały czas tak się nad czymś zastanawiam, to koniecznie muszę przemyśleć szczegóły akcji ratunkowej mojej zatopionej syreny okrętowej. Może następnym razem zadziała, jak powinna, a ja przestanę w końcu nabierać się na tanie chwyty reklamowe.

    Ocena: 3,5/6

Warto zerknąć