ebook W krainie kolibrów
3.43 / 5.00 (liczba ocen: 369)

W krainie kolibrów

Kategoria:  /
Chcę otrzymać powiadomienie,
kiedy oferta będzie dostępna
Podając nam adres e-mail
lub korzystając z konta na Facebooku

damy Ci znać, kiedy oferta będzie dostępna.
VIRTUALO#VIRTUALO Urodziny
VIRTUALO#VIRTUALO Urodziny
Aktualnie brak dostępnej pozycji do zakupu
Inne proponowane

"Dwie kobiety Argentyna pulsująca życiem Wielkie nadzieje Latem 1863 roku Anna i Viktoria zaprzyjaźniają się na statku do Buenos Aires – ówczesnej ziemi obiecanej dla tysięcy Europejczyków. Młode kobiety dzieli prawie wszystko. Zakochana Viktoria płynie do swego męża Humberto, syna bogatego plantatora. Nie martwi się o swój los, rozkoszuje się luksusową podróżą, śmieje się głośno i odważnie patrzy życiu w oczy. Anna jest służącą – ma dołączyć do bliskich, którzy już od roku mieszkają w Argentynie. Jej serce wypełnia obawa przed nieznanym. W odległym kraju, z którym obie kobiety wiążą wielkie nadzieje, ich drogi z początku się rozchodzą. Przyszłość Viktorii będzie pełna zaskoczeń, Annę zaś czekają złe wieści… W krainie kolibrów to pierwszy tom żywiołowo opowiedzianej sagi rozgrywającej się na tle zapierającej dech argentyńskiej panoramy. Sofia Caspari zabierze Cię w podróż pełną dramatycznych zwrotów akcji, barwnych postaci i namiętnych historii miłosnych. "

W krainie kolibrów od Sofia Caspari możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Książka-podróż – W krainie kolibrów

Sofia Caspari, a właściwie Kirsten Schützhofer, to niemiecka pisarka urodzona w 1972 roku. Jest autorką tzw. sagi argentyńskiej, do której inspiracją były jej długie podróże po Ameryce Środkowej i Południowej, a w szczególności długi pobyt w Argentynie. Poza trzema książkami, które ukazały się w ramach tej sagi, Sofia Caspari ma na koncie jeszcze jedną powieść, na razie nieprzetłumaczoną na język polski, której akcja ma miejsce tym razem w Brazylii.

Rok 1863. Wsiadając na pokład statku Kosmos, który płynie z Niemiec do Argentny, Anna, Viktoria i Julius nie mają jeszcze pojęcia, że długa podróż ze starego kontynentu do Nowego Świata będzie rzutować na całe ich życie, a ich losy splotą się na zawsze. Anna, była służąca, płynie do Argentyny, w której od roku, w samym Buenos Aires, mieszkają jej rodzice, siostra, bracia i mąż. Przybyli tam, aby zyskać szansę na lepsze życie. Z kolei Viktoria płynie do męża, który mieszka z rodzicami w Santa Celia. Humberto Santos jest synem bogatego właściciela ziemskiego, a więc Viktoria podróżuje w najwyższej klasie i w przeciwieństwie do Anny, nie musi się o nic martwić. Julius ucieka z domu, ponieważ nie ma zamiaru podporządkowywać się ojcu, który już zaplanował jego życie. Pragnie zacząć żyć po swojemu, aby pokazać mu, na co go stać. Zapoznaje ze sobą Annę i Viktorię, dzięki czemu we trójkę długa podróż mija im w przyjemnej atmosferze. W międzyczasie Anna spostrzega, że wpadła Juliusowi w oko. Po dobiciu do Nowego Świata rozstanie jest bolesne, Anna jednak stara się o tym nie myśleć. Wraca do rodziny, do męża. Nie wie, że w domu czekają ją złe wieści, oraz że los jeszcze niejednokrotnie zetknie ją z dwójką współtowarzyszy podróży.

Jak już wspomniałam, akcja W krainie kolibrów ma miejsce w Argentynie. Sofia Caspari przenosi czytelnika do świata, którym sama się zachwyciła i który sama pokochała. Jej wielkie upodobanie do Ameryki Południowej, a w szczególności właśnie tzw. Krainy Srebra, widać w każdym, najdrobniejszym opisie. Czytelnik razem z bohaterami poznaje ten kraj zarówno pod względem wyglądu, jak i pod względem historycznym czy też kulturowo-społecznym. Tak jak dla nich, imigrantów z Niemiec, wszystko jest nowe, niezwykłe, inne i w pewien sposób egzotyczne dla nas, Europejczyków – począwszy od pór roku występujących tu odwrotnie niż w Europie, przez piękne krajobrazy, zwłaszcza pamp, na których rosną różne, nieznane nam rośliny i po których chodzą zwierzęta znane tylko z nazw, aż po potrawy argentyńskie czy kultury wielu indiańskich plemion. W krainie kolibrów to przede wszystkim cudowna podróż po Nowym Świecie, oderwanie się od kultury europejskiej i zetknięcie się z całkiem nową rzeczywistością, stanowiącą coś zupełnie odmiennego od tego, co dotąd znaliśmy. Sofia Caspari daje czytelnikowi sporą dawkę argentyńskiego klimatu, sprawiając, że może on chociaż w myślach zasmakować tego świata.

Niezwykła jest także kreacja bohaterów. Przede wszystkim czytelnik otrzymuje szeroki wachlarz świetnie wykreowanych, wyraźnie i mocno zarysowanych oraz wcale nie tak jednoznacznych postaci. Trójka głównych bohaterów, Anna, Viktoria i Julius, to trójka różnych osobowości. Anna to silna, stanowcza kobieta, która jednak czasem zbytnio kieruje się własną dumą i ambicją, nie zważając ani na swoje, ani na czyjeś uczucia. Viktoria to przyzwyczajona do luksusu, jakiego doświadczyła u Santosów, kobieta, która z początku lubi czerpać z życia wyłącznie to, co przyjemne, lecz z czasem dojrzewa i da się zauważyć w niej wewnętrzną przemianę. Natomiast Julius to ciekawy, stały w uczuciach, ale raczej wycofany człowiek, który jednak potrafi być silną podporą dla kobiety. Bardziej jednak zdumiewa ilość wspaniałych postaci drugo-, a nawet trzecioplanowych. Było ich bardzo dużo, ale chciałabym wspomnieć o dwóch. Po pierwsze ogromnie podobała mi się kreacja – zaznaczam: kreacja, nie sam charakter – matki Humberto Santosa, doñy Ofelii. Jest to kobieta, która w życiu kilkukrotnie doznała dużego rozczarowania, co wydaje się rzutować na jej osobowość w chwili poznania jej przez czytelnika. Jest to bowiem osoba bardzo zaborcza i zazdrosna, ale nie o swojego męża, lecz o własnego syna. Nie akceptuje Viktorii ani żadnej kobiety, która kręci się wokół Humberto. Wydaje się wręcz psychopatyczna w swoim zachowaniu wobec wszelkich osób, które próbują odebrać jej syna – lecz poza tym, że ten problem wraz z rozwojem akcji tylko się nasila, nic więcej nie powiem. Drugą zaś postacią jest Eduard, starszy brat Anny. W pewnych momentach do złudzenia przypominał mi XIX-wiecznego, argentyńskiego Ojca Chrzestnego i taka kreacja również niesamowicie przypadła mi do gustu. Wracając jednak do ogólnego spojrzenia na bohaterów – Sofia Caspari stworzyła ich naprawdę sporą ilość, jednak zadbała o to, aby każdy był zupełnie inny, przez co przy czytaniu nie powinno się mieć żadnego problemu z zapamiętaniem, kto jest kim.

Skoro jednak głównymi bohaterami są niemieccy emigranci, poszukujący w Argentynie lepszego, bardziej dostatniego życia – co w tamtych czasach nie było czymś szczególnie dziwnym, gdyż napływ białej ludności do Ameryki Południowej był spory – ważną rolę odgrywa tu wątek przystosowania się do nowych warunków. I bynajmniej nie chodzi mi teraz o warunki klimatyczne, ale o warunki społeczne. W krainie kolibrów bowiem podejmuje temat odnalezienia się w nowym, zupełnie innym miejscu, kulturze i społeczeństwie. Najsilniej widać to na przykładzie ojca Anny, który zresztą wypowiada powyższe słowa. Mimo że przecież zgodził się na podróż do Argentyny, nie potrafi zapomnieć o swoim pochodzeniu. Jego korzenie są w Niemczech, co właściwie przez cały czas podkreśla, nie zamierza więc udawać, że jest inaczej. Nie umie przystosować się do nowego klimatu, nie chce poznać kultury argentyńskiej. Zamyka się na nowy kraj, myślami nadal pozostając w starym. Problemy z wejściem w nową kulturę, w nowy świat widać także na przykładzie innych postaci, np. Anny lub Viktorii. Jednak ich podejście jest inne – mimo że tęsknią za krajem, z którego pochodzą, rozsmakowują się w kulturze Argentyny, odnajdują w niej fascynujące rzeczy, a przede wszystkim są na nią otwarte.

Fałszem byłoby stwierdzenie, że pierwsza część sagi Sofii Caspari jest powieścią tylko i wyłącznie o miłości. W rzeczywistości wątki miłosne są tutaj nienachalne i ukazane na równi z innymi – np. ze wspomnianym wyżej problemem odnalezienia się w nowym miejscu, lecz także z wątkami pełnymi intryg i spisków. Mamy więc na przykład cofnięcie się do lat młodości pokolenia rodziców Anny i Viktorii, co głównie obraca się wokół mniej i bardziej namiętnych oraz szczęśliwych historii miłosnych, które jednak pełne są również zawodu, bólu i rozczarowań. Jest świetnie poprowadzona intryga Ofelii Santos i Humberta, o której jednak za wiele Wam nie powiem, ponieważ rozwija się bliżej końca niż początku. Jest także tematyka przestępczości, która również staje się bardzo ważna pod koniec książki. Ponadto autorka w świetny sposób przybliża historię i kulturę plemion indiańskich, które akurat w opisywanych czasach toczą walkę z białą ludnością, starającą się wyprzeć ich z należących do nich terenów. W krainie kolibrów, jak widać, to kopalnia wątków i motywów – jednak wszystko jest odpowiednio wyważone, nie ma się wrażenia przesytu, nic także nie wychodzi zbytnio przed szereg. Jest to bowiem książka przede wszystkim o życiu.

Tym, co nieco przeszkadzało mi w odbiorze książki, było dość duże rozwleczenie w czasie, a może nie tyle samo to, ale niekiedy wielkie przeskoki czasowe. Akcja powieści rozgrywa się na przestrzeni około trzynastu lat, a sama powieść podzielona jest na kilka części, gdzie każda z nich opowiada o pewnym wycinku czasu. Czasami jest to rok, czasami kilka miesięcy. Ale między jedną częścią a drugą potrafiły być nawet trzy lata przerwy. Oczywiście autorka zadbała o to, aby poinformować czytelnika, co działo się przez ten czas, jednakże nie zawsze było to dla mnie przyjemne w odbiorze – czasami miałam wrażenie dużego skrótu.

Podsumowując, W krainie kolibrów to po pierwsze świetny debiut, a po drugie świetny początek sagi. To przede wszystkim książka-podróż, która zabiera czytelnika na wycieczkę po Argentynie. To także książka wielowątkowa, wcale nie tylko o miłości, chociaż z miłością cały czas obecną, wplecioną jednak w nienachalny, przyjemny sposób. To również książka ze świetnymi postaciami, które mimo swojej liczności nie stają się jedną, wielką szarą masą postaci, ale wyróżniają się na tle pozostałych. Z czystym sercem mogę Wam polecić W krainie kolibrów – jestem pewna, że to nie tylko książka dla kobiet. Mężczyźni również znajdą tu coś dla siebie i wcale nie będą się nudzić.

Ocena: 5/6
©Bohater Fikcyjny
Powieść Sofii Caspari, nie jest zwykłą powieścią o przypadkowych bezbarwnych postaciach. To powieść epicka, w której piękno dzikiego świata przeplata się z jego okrutnością. To opowieść o wielkiej przyjaźni, walce o własne dobro i szczęście najbliższych. Znajdziemy w niej walkę o lepsze jutro. Jak wiele trzeba poświęcić, aby w "Nowym Świecie", wydawałoby się wspaniałym świecie zaznać odrobinę spokoju i stabilizacji?

Sofia Caspari to pseudonim Kristen Schutzhofer, która na swoim koncie ma już wiele niemieckich powieści historycznych. W swoim życiu wiele podróżowała po zakątkach Ameryki Środkowej i Południowej, co zaowocowało w jej powieści. Autorka dokładnie przemyślała każdy krok pisząc tą powieść, dzięki czemu nie znajdziemy w niej niedociągnięć i niejasności. Są takie książki, które po pierwszych kilku stronach mamy ochotę odłożyć i więcej po nie nie sięgnąć, mimo że mogą mieć 632 strony. Tak było w tym przypadku. Niezmiernie jednak się cieszę, że udało mi się przerzucić oczy na następną stronę, gdyż momentalnie zaczęłam książę pochłaniać.

Anna i Victoria poznają się na statku Kosmos płynącym do Argentyny. Kobiety szybko zaprzyjaźniają się, mimo iż pochodzą z różnych klas społecznych. Anna to młoda służąca, która pragnie dołączyć do rodziny i kochającego męża, którzy od roku mieszkają już w Buenos Aires. Victoria z kolei płynie do męża, który jest bogatym plantatorem i o nic nie musi się martwić. Z uśmiechem na twarzy spogląda w przyszłość. Choć drogi obu kobiet po dopłynięciu do portu się rozchodzą, to jeszcze nie raz los poniesie je ku sobie.

XIX-wieczna Argentyna odbierana była przez Europejczyków jako "Nowy Świat", lepszy, obiecana ziemia i raj. Wizja Argentyny pełnej przepychu i bogactwa ściągała na jej ziemie wielu ludzi,w tym wspaniałe kobiety będące naszymi bohaterkami. Autorka bardzo dokładnie opisuje świat, jaki widzi Anna po zejściu ze statku. Wszystko wygląda inaczej niż każdy sobie wyobrażał. Złoto i pieniądze nie leżą na ulicy, a do wszystkiego trzeba dążyć bardzo ciężką pracą. Paskudne choroby nie omijają ludzi tu mieszkających, a zaraza potrafi dosięgnąć każdego. Aby przetrwać, każdy z bohaterów musi wykazać się niezwykłą siłą, odwagą i determinacją.

Sofia Caspari zabiera nas w podróż do tętniącej życiem Argentyny. W krainie kolibrów to genialna fabuła, którą najlepiej poznawać małymi kroczkami i delektować się każdym fragmentem. Autorka bardzo rzetelnie pokazuje nam życie w biednych dzielnicach oraz w strefach bogaczy. Czytając tą książkę ma się wrażenie, że siedzi się pomiędzy Anną i Victorią popijając yerba mate, czy jedząc maślane rogaliki. Karty powieści pochłaniają nas ukazując coraz to piękniejsze miejsca. O jednym z nich posłuchajcie:

[...] jej oczom ukazał się widok równiny w dole, ciemnoszmaragdowej niczym morze i tak rozległej, że patrząc na horyzont, nie można było stwierdzić, czy to mgła, woda, czy jednak ziemia. Złudzenie było tym silniejsze, że znajdowali się teraz pod chmurami, tymczasem wierzchołki gór jaśniały w promieniach słońca na tle błękitnego nieba.

Autorka pięknym językiem ożywiła przedstawiony świat, a wykreowani bohaterowie byli dla tego świata niczym serce pobudzające do życia. Kilka postaci było jednak dość schematycznych, a niektóre aż nadto przerysowane, np. Ofelia. Całość mimo wszystko współmiernie się uzupełniała i tworzyła idealną całość. Warto również zauważyć przepiękną okładkę, która zachwyca, nadaje klimat z jakim przyjdzie nam się zmierzyć podczas czytania. Okładka W krainie kolibrów to swego rodzaju wisienka na torcie.

Reasumując, książkę przeczytałam z wielkim zapałem, momentami czując wypieki na policzkach. Piękna saga osadzona w fantastycznym klimacie, która przeniesie nas w miejscu i czasie. Zdecydowanie polecam i z chęcią sięgnę po kolejny tom!

Ocena: 5/6
©Kraina Książką Zwana
XIX wiek, czasy kolonialne. Anna i Victoria to dwie Niemki, które poznają się podczas podróży do Argentyny. Obie płyną do swoich mężów, ale dzieli je wiele – nie tylko pozycja społeczna i majątek. Każda wraz z nową ojczyzną wiąże ogromne nadzieje. Jak potoczą się ich losy? Czy spełnią się ich marzenia o świetlanej przyszłości?

Już od dawna słyszałam wiele dobrych opinii na temat „W krainie kolibrów”, więc postanowiłam od razu się za nią rozejrzeć. Skusiłam się nawet na promocję Otwartego na Targach Książki w Krakowie w zeszłym roku, ale potem ochota na lekturę jakoś dziwnie minęła, a pani Sofia Caspari spoglądała na mnie z półki i stosunkowo długo czekała na swoją kolej. Dopiero niedawno pani od języka polskiego gorąco zachwalała argentyńską trylogię na tyle, że w końcu postanowiłam dać jej szansę. I tradycyjnie nie zawiodłam się.

Nie będę owijać w bawełnę, chociaż naprawdę nie wiem, od czego powinnam zacząć, bo tak bardzo mi się podobało. Zakochałam się nie tylko w zwiewnym i niebywale lekkim języku Niemki, nie tylko w ujmującym argentyńskim klimacie i nie tylko w zaskakującym pomyśle na fabule. Nie, to przede wszystkim bohaterowie zdobyli moje serca, w szczególności Anna, która wyrusza w daleką podróż do rodziny. Wraz ze sobą wiezie swoje marzenia, proste i zwykłe nadzieje na spokojne i ustatkowane życie z mężem, na założenie szczęśliwej rodziny, w której niczego nie brakuje. Gdy jednak rzeczywistość tragicznie zaskakuje dziewczynę, ta nie traci ducha walki. Mimo druzgocących przeciwności losu i braku sił na cokolwiek, nie poddaje się i wiernie walczy nie tylko o swoją przyszłość, ale i o chleb dla własnej rodziny, która nie potrafi tego docenić. Od początku podziwiałam zachowanie głównej bohaterki, osoby tak uczciwej, tak sympatycznej i tak „kochanej”, ale również tak ciężko doświadczonej przez los.

„Zaczęła cicho płakać. Płakała nad tym, co straciła, choć nigdy tego nie miała. Płakała nad swoimi marzeniami. Nad dzieckiem. I nad Kalebem.”

Warto także wspomnieć o wielowątkowości powieści. Caspari porusza w swojej książce wiele ważnych tematów, nie tylko z historycznego punktu widzenia, ale i również tego bardziej dzisiejszego. W ciekawy sposób opisuje ogromne kontrasty między ludźmi zamieszkującymi Amerykę Południową, które niestety trwają do dziś.

„W krainie kolibrów” to wyjątkowa książka, która na długo pozostanie w mojej pamięci. Zachwyca nie tylko egzotycznym klimatem argentyńskiego miasta, ale i historią, którą nam opowiada. Zdecydowanie polecam miłośniczkom literatury typowo kobiecej.

Ocena: 5/6
©Caroline Livre
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    Niestety ogromne rozczarowanie. Po kilku opiniach, zachęcającej okładce byłam nastawiona na wielkie "łaaał". A tu ... pyk. Balonik pękł. I to bez huku.
    Będą spoilery:
    Wielka przyjaźń Anny i Victorii zawiązana na statku? Że co? Jaka to przyjaźń? Dla bogatej Victorii, Anna była chwilową rozrywką w długiej nudnej podróży. Jeżeli Anna miałaby być tak sprytna, jak to też jest często podkreślane zdawałaby sobie z tego sprawę.
    Anna żyjąc w nędzy, woli zostawić dziecko nieodpowiedzialnej rodzinie i ruszyć samotnie przez dziki kraj do obcej kobiety? Biedna, niewykształcona, małorolna chłopka z Niemiec wyrusza bez pieniędzy, w podróż przez nieznany kraj, słabo znając język, w XIX w.?
    Victoria puszcza w obieg plotki o Annie a potem zamiast podważyć na tej kanwie jej wiarygodność i wyrzucić z domu ulega idiotycznemu szantażowi?
    Anna wzdraga się przed pożyczeniem pieniędzy od brata (bo zarabia je nieuczciwie) ale bez skrupułów posuwa się do szantażu?
    I tak w kółko - jedna niewiarygodna historia goni drugą. Na dodatek, gdyby nie przewijająca się czasem nazwa Buenos, spokojnie można by akcję umiejscowić na tzw. Dzikim Zachodzie. Żadnej "zapierającej dech w piersiach argentyńskiej panoramy" nie zauważyłam. A na Dzikim Zachodzie to wolę Winnetou.
    Nie to ładne, co ładne, tylko to, co się komu podoba. Mnie się nie podobało. Domęczyłam z niechęcią do końca, ale żaden dalszy ciąg mnie nie interesuje. Dałam się nabrać na reklamę :(

Warto zerknąć