Tajemnica domu Helclów

średnia ocena: 3.54 / 5.00
liczba ocen: 1684
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
Pozostałe księgarnie
19.19 zł
Opis:

Profesorowa Szczupaczyńska ma tysiąc spraw na głowie. Musi pamiętać o pulardzie na obiad, nie zapomnieć kupić wina przeciwko cholerze, sprawdzić, czy nowa służąca dobrze wyczyściła srebra. I jednocześnie potwornie się nudzi. Kraków w 1893 roku nie obfituje w atrakcje. Kiedy więc przypadkiem dowiaduje się, że w słynnym Domu Helclów zaginęła jedna z pensjonariuszek, zaczyna działać. Z wrodzoną dociekliwością – niektórzy mogliby ją nazwać wścibstwem – rozpoczyna śledztwo.Kryminał Tajemnica Domu Helclów to zaskakujący pastisz literatury z epoki, który dowodzi, że w mieszczańskim świecie pani Dulskiej jest miejsce na sensacyjną aferę. Przekorna gra z konwencją, wyjątkowy styl, cięte dialogi i przewrotny portret Krakowa końca XIX wieku. Błyskotliwa powieść Szymiczkowej wdzięk klasycznego kryminału łączy z pyszną satyrą na dawno minioną epokę.

CYTATY:
Wydaje się, że okrągła suma uśmierza wyrzuty sumienia wielu ludzi, natomiast suma spodziewana i niewypłacona, przeciwnie, wzmaga je niepomiernie.
Recenzje blogerów
Choć lubię powieści historyczne, to podchodzę do nich bardzo ostrożnie. Niejednokrotnie autorzy pochłonięci swoją wizją, nie uwzględniają w niej jednej ważnej rzeczy: mentalności danej epoki. Młode nauczycielki uwodzą policjantów, panienki z dobrego domu co wieczór mają tête-à-tête z przystojnymi młodzieńcami itd. itd... Nic dziwnego, że tak cieszy każda powieść, której autor zadbał o detale. I cykl o profesorowej Szczupaczyńskiej do takich właśnie należy.

Profesorowa Szczupaczyńska ma tysiąc spraw na głowie. Musi pamiętać o pulardzie na obiad, nie zapomnieć kupić wina przeciwko cholerze, sprawdzić, czy nowa służąca dobrze wyczyściła srebra. I jednocześnie potwornie się nudzi. Kraków w 1893 roku nie obfituje w atrakcje. Kiedy więc przypadkiem dowiaduje się, że w słynnym Domu Helclów zaginęła jedna z pensjonariuszek, zaczyna działać. Z wrodzoną dociekliwością – niektórzy mogliby ją nazwać wścibstwem – rozpoczyna śledztwo.
źródło opisu: okładka

Jako kryminał historyczny...

Już w podsumowaniu zeszłego roku pisałam o tym, że jeśli rozpatrywać „Tajemnicę domu Helclów” TYLKO jako kryminał historyczny, to wyjdzie coś przeciętnego. Sama zagadka nie wciąga specjalnie: profesorowa drepcze od jednego potencjalnego świadka do drugiego, po drodze mamy pewne zawirowania i mylne tropy itd. Nic, czego jeszcze nie było (co mogę stwierdzić nawet ja, mająca kontakt z kryminałem sporadycznie). Aczkolwiek trzeba przyznać, iż autorzy wykorzystują te sprawdzone schematy dość umiejętnie. Widać również (celowe) nawiązania do twórczości Agathy Christie. I nie chodzi nawet o niepozorną (pod pewnymi względami), nieco komiczną panią detektyw, ale sam sposób prezentacji rozwiązania: typowa nasiadówa ze wszystkimi zainteresowanymi osobami, policją oraz mordercą. Daje nam to kryminał przyzwoity, ale bez żadnych fajerwerków. Tylko że sama intryga stanowi raczej drugi plan. I to nie dla niej powinno się czytać „Tajemnicę domu Helclów”.

...i jako jego pastisz

Wspomniałam o protagonistce. Ona... może irytować. Bezdzietna żona wykładowcy medycyny na Uniwersytecie Jagiellońskim. Co oznacza dużą ilość wolnego czasu. Do tego przeraźliwie ciekawska, po krakowsku skąpa (wszystkich krakowiaków serdecznie przepraszam za to porównanie), snobistyczna, za wszelką cenę starająca się wybić do wyższych sfer i do przesady drobnomieszczańska. Co z wrodzoną inteligencją tworzy mieszankę wybuchową. Słowem (no dobrze, dwoma): rozkosznie przerysowana. Pokochałam ją właściwie od pierwszych stron, a gdy dołączył do niej mąż (delikatny pantoflarz, ale po prostu złoty człowiek) z gruntu uznałam ich za jedno z najbardziej uroczych literackich małżeństw w mojej karierze. Sceny wspólnego czytywania gazet cytowałam bliskim niemal w całości, zaśmiewając się do rozpuku. Do tej cudownej parki szybko dołącza oczywiście cały zastęp barwnych postaci drugoplanowych, takich jak chociażby służąca Marianna czy kuzynka Dudkiewiczowa. To samo tyczy się osób prawdziwych. Tadeuszek Żeleński okazuje się naprawdę przydatnym znajomym, a spotkania profesorowej z Ignacym Daszyńskim nie sposób zapomnieć.

Jak już wspomniałam, „Tajemnicę domu Helclów” wyróżnia niezwykła dbałość o szczegóły historyczne, niezależnie, czy tyczy się to wspomnianej mentalności bohaterów, samej fabuły czy towarzyszących jej "smaczków". A tych znajdziemy tu naprawdę sporo. Mam wrażenie, że w każdej innej pozycji upychanie takiej ilości ciekawostek nie wyszłoby nikomu na zdrowie. Tutaj jednak dzięki ogólnemu przerysowaniu efekty okazują się zgoła urocze, a ciekawostki na tyle ciekawe, że ich hipotetyczny nadmiar po prostu nie mógłby zaszkodzić. Trochę jednak drażniło mnie nawiązywanie do wszelkich możliwych wydarzeń historycznych. Intryga, zahaczając o jak największą ich liczbę, wypada nieco nienaturalnie. Choć z drugiej strony nie należy zapominać, iż to jednak pastisz i rządzi się on swoimi prawami. Poza tym, czego by nie mówić: autorzy wiedzą, o czym piszą. Ich wiedza jest olbrzymia, a zaprezentowany przez nich Kraków z początku dwudziestego wieku - zniewalający.

Dostosowany do epoki jest również język, pełen archaizmów, ale równocześnie nie zbędnie skomplikowany. Buduje nastrój i wiernie oddaje sposób wyrażania się epoki. Ów język, a także bogaty styl, mają jeszcze jedną, dominującą w zasadzie, funkcję: humorystyczną. Cała reszta byłaby w zasadzie bez znaczenia, gdyby autorzy nie zaserwowali nam sporej dawki fantastycznego, inteligentnego humoru. To on sprawił, że się w „Tajemnicy dom Helclów” się zakochałam.

Cóż więc pisać więcej. W „Tajemnicy domu Helclów” można się spokojnie zakochać. Tak inteligentna rozrywka spodoba się chyba każdemu, a zwłaszcza historycznym geekom. Byle nie nastawiać się na kryminał. Szczerze polecam i czekam na kolejny tom. A Wy, zamiast oglądać „Belle Epoque”, czytajcie Szymiczkową!

Ocena: 5/6

©Między sklejonymi kartkami
Profesorowa Szczupaczyńska ma mnóstwo spraw na głowie – oprócz dopilnowania, by pularda na obiad była na czas, musi zwracać uwagę na służące – i to bynajmniej nie na zaufaną Franciszkę, ale młode dziewczyny, które bierze na próbę i zazwyczaj wyrzuca po dwóch dniach. Całą jej uwagę zajmują najważniejsze krakowskie wydarzenia i plotki o najdostojniejszych obywatelach miasta smoka wawelskiego. To właśnie swojego męża wpycha wciąż w ten szacowny krąg, próbując uczynić go osobą publicznie ważną – w końcu nie ma co, profesor medycyny to przecież nie byle kto, musi być poważany. Czasu ma więc niewiele, zazwyczaj pada na łóżko wyczerpana, nie spełniając małżeńskiego obowiązku. Ale gdy w szacownym Domu Helclów znika jedna z pensjonariuszek, profesorowa bierze sprawy w swoje ręce. Będąca tam akurat w sprawie fantów na loterię dla chorych dzieci, wyciąga swój kajecik i najpierw zapisuje tam drobne uwagi, a już po chwili gotowa jest notować zeznania wszystkich pracowników i pensjonariuszów ośrodka. Krok po kroku wpada na trop, gdy nagle okazuje się, że na jednej ofierze się nie kończy, bowiem poturbowane zwłoki pani Krzywdowej – kucharki Domu – zostają znalezione zaledwie kilka dni potem. Nie zważając na zwyczaje i konwenanse Szczupaczyńska staje do walki z policjantami, sędzią, a nawet samą sobą. Czy uda jej się rozwiązać zagadkę? Czy to chociaż na chwilę oderwie ja od rutyny dnia codziennego?

Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński stworzyli wspaniały duet, powołując do życia Marylę Szymiczkową. Ten pierwszy lubujący się w XIX wiecznych obyczajach, stylizujący się nawet na takiego fircyka, dandysa idealnie zgrał się ze swoim partnerem, który ponoć lubi kryminały (chociaż nie do szaleństwa). Profesorowa Szczupaczyńska to postać zabawna i inteligentna zarazem, nie zdająca sobie sprawy ze swojego rozwiniętego rozumu i ponadprzeciętnego sprytu. Bawi niemalże tak samo, jak słynna Pani Dulska Gabrieli Zapolskiej. Stawia sobie za cele te same wartości, co prawie każda kobieta (rodzina) dążąca do awansu społecznego. Pełno tu fałszu i zakłamania, udawania czegoś po to tylko, aby nikt na jej temat nie powiedział nic złego. Ale to nie tylko ona postępuje w ten sposób, praktyka ta wydaje się być dość powszechną. Sam język bohaterów jest zręczną odwzorcowany z ogromną precyzją i dokładnością – mnóstwo tutaj ironii i satyry.
„Tajemnica domu Helclów” to sprawnie zrobiony pastisz XIX-wiecznych powieści, czego doskonałym przykładem są krótkie wstawki pod rozdziałami mówiące nam o czym akurat na tych stronach przeczytamy. Forma jest bardzo swobodna i płynna, a drobiazgowo odrysowana topografia XIX-wiecznego Krakowa pozwala wczuć się w klimat powieści i razem z Zofią Szczupaczyńską wyruszyć na poszukiwanie mordercy. Czytając tę powieść nasunęło mi się namyśl jedno pytanie, które widnieje zresztą i na okładce książki – co tutaj jest tłem czego – krakowskie obyczaje i XIX-wieczny klimat są tłem dla zbrodni, czy odwrotnie?

Wydaje się, że Dehnel to gwarancja doskonałe lektury, bowiem chyba jeszcze żadna z jego książek mnie nie zawiodła. Tak też jest z „Tajemnicą domu Helclów”, która i bawi, i uczy, a przede wszystkim urzeka – po przeczytaniu ostatniego zdania - I była szczęśliwa jak bąbelek w szampanie – na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

A dla tych, którym profesorowa przypadła do gustu mam dobrą wiadomość:
To eksperyment, ale długość jego trwania zależy od czytelników. Jeśli Szczupaczyńska nie przypadnie im do gustu, to skończy się na jednym tomie. A jeśli przypadnie, to planujemy cykl kilku książek, z których ostatnia ma dziać się już po zakończeniu II wojny światowej.
- Jacek Dehnel w wywiadzie z Zofią Karaszewską dla lubimyczytac.pl

Ocena: 5/6


©Jej Wysokość Literatura
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Nie czytam kryminałów, nie lubię. Ta książka to była jednak znakomita uczta.
    Akcja dzieje się w Krakowie w XIX w. - niedługo po otwarciu Cmentarza Rakowickiego, równolegle z otwarciem Teatru Słowackiego i śmiercią mistrza Matejki, na którego pogrzebie gawiedź utyskiwała nad upadkiem obyczaju, bo ceremonia znacznie odbiegała standardem od pogrzebu wieszcza Mickiewicza.
    Bohaterka - profesorowa Szczupaczyńska jest mieszczanką, która tylko przez pomyłkę nie urodziła się w rodzinie hrabiowskiej. Mieszka w kamienicy "Pod Pawiem" przy ul. Św. Jana.
    W ramach swojej filantropijnej działalności, w przerwach między zwalnianiem jednej i zatrudnianiem drugiej służącej, zajmuje się organizacją loteryi fantowej na dobroczynny cel - dzieci skrofulicznych (gruźlica). W tym celu często bywa w niedawno otwartym Domu Helclów, gdzie opiekę nad staruszkami sprawują szarytki. Tam dochodzi do śmierci pensjonariuszy. Rozwikłanie zagadki kryminalnej niemal zupełnie odciąga Szczupaczyńską od działalności filantropijnej, chociaż - jak na sprytną mieszczankę przystało - potrafi upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Wszak "to był Kraków, wszędzie rządzili urzędnicy i każdy z nich miał jakąś żonę, matkę albo córkę,która z kolei miała przyjaciółkę, kuzynkę, ciotkę, słowem: od każdej z nich wychodziła cienka niteczka, dowiązana do kolejnej osoby. I tak, po nitce do kłębka, bliżej lub dalej, dało się znaleźć możliwości jakiejś protekcji".
    Piękny opis obyczaju mieszczaństwa zapyziałego Krakowa w zaborze Austriackim. Cała masa smaczków i cudownych szczególików okraszonych zabawną dulszczyzną.

  • Awatar

    Teoretycznie polska panna Marple - a raczej prawie.
    I to jest to prawie, które robi różnicę.
    Pozycja raczej dla miłośników XIX wiecznego klimatu Krakowa niż dla fanów kryminału. Tło historyczno - obyczajowe rozbudowane bardziej niż wymagałaby zagadka. I nie można powiedzieć, że nie można się od niej oderwać.
    Może być, ale nie porywa.

  • Awatar

    Autorzy wpadli na pomysł stworzenia kryminału retro. Pomyślałem - chwała im za to! Lubię ten gatunek. W ostatnim czasie wraca on do łask, dając czytelnikowi wiele przyjemności i możliwości odbycia niebanalnych podróży w czasie. Powieść taka musi być jednak odpowiednio skonstruowana i zawierać w sobie wszystkie elementy, które wypełnią definicję retro kryminału. W przypadku "Tajemnicy Domu Helclów" w książce zawarto bardzo dużo retro, a niestety zapomniano o kryminale.

    Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński, ukrywający się pod pseudonimem Maryla Szymiczkowa, dali popis drobiazgowej znajomości epoki, jej zwyczajów i konwenansów. Stworzyli doskonały obraz XIX-wiecznego Krakowa, wykazali się także znajomością postaci oraz wydarzeń historycznych z opisywanego w powieści okresu. Skupili się zatem na wątku obyczajowym, zapominając właściwie o sprawach kryminalnych. W ten sposób powstała opowiastka o nudzącej się w domu damulce, która z braku innego zajęcia, wyręcza w pracy inspektorów śledczych, którzy najwyraźniej całkowicie nie domagają umysłowo. Głowna bohaterka, profesorowa Szczupaczyńska, to taka Panna Marple w nowszym i trochę odmienionym wydaniu. Do mnie nie przemawia całkowicie. Gdyby pominąć fakt, że autorzy włożyli wiele pracy, aby tak doskonale odwzorować epokę, można śmiało powiedzieć, że z kart powieści wyziera przeraźliwa nuda.

    Ocena: 3,5/6

Inne proponowane
Warto zerknąć