ebook Bielszy odcień śmierci
3.75 / 5.00 (liczba ocen: 3286)

Bielszy odcień śmierci
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 20.34
Audiobook - najniższa cena: 23.94
wciąż za drogo?
32.21 złpremium: 19.33 zł Lub 19.33 zł
20.34 zł Lub 18.31 zł
26.44 zł Lub 23.80 zł
27.12 zł
27.57 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (4)
Inne proponowane

Pojedynek z wyjątkowo wyrafinowanym mordercą. Brawurowa podróż w krainę najgłębiej skrywanych ludzkich lęków. Debiutancka powieść Bernarda Miniera uznana przez krytyków za prawdziwe objawienie.

Grudzień 2008 roku, dolina w Pirenejach. Wczesnym rankiem pracownicy elektrowni wodnej znajdują na górnej stacji kolejki linowej okaleczone ciało konia. Tego samego dnia młoda absolwentka psychologii obejmuje posadę w ściśle strzeżonym zakładzie psychiatrycznym dla przestępców, położonym w tej samej dolinie.
W ciągu kilku dni okolicą wstrząsają kolejne zbrodnie. Śledztwo prowadzi komendant Martin Servaz, czterdziestoletni policjant z Tuluzy, znany ze swej przenikliwości i intuicji. Tym razem przyjdzie mu się jednak zmierzyć z wyjątkowo okrutnym i przebiegłym mordercą. Wkrótce się okaże, że bajkowe górskie miasteczko kryje mrożące krew w żyłach tajemnice. Czy będzie to dla Servaza początek koszmaru?
Zapierająca dech w piersiach fabuła. Intryga trzymająca w napięciu do granic możliwości.

„«Bielszy odcień śmierci» cechuje chłodna, pełna napięcia atmosfera, która z pewnością przyciągnie fanów skandynawskiego kryminału, a także tych, którzy cenią francuskie wyrafinowanie. Powieść trzyma w napięciu i sprawia, że nie można się od niej oderwać, a Bernard Minier to nowy wielki talent na scenie powieści kryminalnych” – Ruth Tross, „Mulholland Books”

Bielszy odcień śmierci od Bernard Minier możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
(...) rodzice nie powinni próbować manipulować dziećmi, nawet jeśli uważają, że to, co mówią, jest słuszne. Powinni raczej uczyć dzieci samodzielnego myślenia. Nawet gdyby dzieci miały myśleć inaczej niż oni...
W tym opanowanym przez technikę i oplecionym siecią wzajemnych powiązań świecie oazy wolności i autentycznej myśli są coraz rzadsze.
Dzisiejsi ludzie chcą żyć jak dzieci. Bez odpowiedzialności. Jak głupcy.
KIERUJ SIĘ W STRONĘ BIELI

W samym środku zimy, w malowniczej dolinie w Pirenejach na górnej stacji kolejki linowej zostaje znalezione ciało konia. Nie byłoby w tym chyba nic tak spektakularnego, gdyby nie fakt, że zostało ono okaleczony w sposób, jakiego dopuścić się mógł jedynie psychopata. W następnych dniach dochodzi do kolejnych zbrodni, które wydają się być powiązane z brutalnym zabójstwem zwierzęcia. Śledztwem zajmie się komendant Martin Servaz we współpracy z żandarmerią. Czy uda mu się przeniknąć do sekretów miejscowej społeczności i odkryć, czym kieruje się morderca?

[…] ważna jest biel, Martin. Biel szczytów w przypadku konia, biel nagiego ciała Grimma, w przypadku Perraulta znowu śnieg. Biel ma znaczenie dla mordercy. Symbolizuje dla niego czystość, oczyszczenie. Niech pan szuka bieli.

Bielszy odcień śmierci to pierwszy tom kryminalnej serii Bernarda Miniera i zarazem moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. I jak się chyba nietrudno domyślić ze wstępu – bardzo udane spotkanie. Wprawdzie na samym początku lektura książki wcale nie była dla mnie łatwa, bo przytłaczała mnie ilość rozbudowanych opisów, a długie rozdziały nieco nużyły, to jednak po jakimś czasie niemal całkowicie wciągnęłam się w tą opowieść. Zdecydowanie polubiłam inteligentnego i przenikliwego głównego bohatera, jak również interesujący wydał mi się wątek zakładu psychiatrycznego, o którym nie wspomniałam w opisie książki. Jednak najbardziej zafascynowała mnie cała sprawa – zawiła i skomplikowana, a przy tym naprawdę nieprzewidywalna. Sama w najśmielszych przypuszczeniach spodziewałabym się, że śledztwo skieruje się w takim, a nie innym kierunku. Dodatkowo uważam, że atmosfera, jaką udało się stworzyć pisarzowi, odegrała ogromną rolę w moim odbiorze powieści. Były takie momenty, że czytając tą książkę w nocy, w słabym świetle lampki moja wyobraźnia szalała, a ja zaczynałam zwyczajnie czuć się nieswojo…

Bielszy odcień śmierci to moim skromnym zdaniem kryminał naprawdę wart uwagi, szczególnie uwagi miłośników tego gatunku.

Ocena: 5/6
©Caroline Livre
„Kto bogatemu zabroni?” Można wręcz powiedzieć, iż to powiedzenie jest kwintesencją tego, co rozgrywa się w większości powieści kryminalnych, które w ostatnim czasie trafiły w moje ręce. Przesyt materiału i to dosyć spory. Niestety… Jednak, gdy dołożymy do tego wielkie koncerny farmaceutyczne, szpital psychiatryczny, tajemniczą śmierć konia oraz skomplikowane relacje rodzinne — odkrywamy historię, której do monotonii jest zdecydowanie daleko.

Akcja powieści rozgrywa się w grudniu 2008 roku w dolinie w Pirenejach. Wczesnym rankiem pracownicy elektrowni wodnej znajdują na górnej stacji kolejki linowej okaleczone ciało konia. Dokładnie tego samego dnia młoda absolwentka psychologii obejmuje posadę w ściśle strzeżonym zakładzie psychiatrycznym dla przestępców, położonym w tej samej dolinie. Od tego czasu, okolicą wstrząsają kolejne zbrodnie. Śledztwem zajmuje się czterdziestoletni policjant z Tuluzy, Martin Servaz. Jednak z biegiem czasu sprawa ta staje się coraz bardziej skomplikowana, a sam komendant musi zmierzyć się z wyjątkowo przebiegłym mordercą. Ludzie są jak góry lodowe, pomyślał. Pod powierzchnią kryje się cała masa niedopowiedzeń, cierpienia i tajemnic. Tak naprawdę nikt nie jest tym, na kogo wygląda. Myślę, że z początku powinnam pochylić się nad postacią głównego bohatera, którym jest wspomniany już wcześniej Martin Servaz. To postać znana ze swej przenikliwości oraz intuicji, jak i pozostawiona samemu sobie w przeszłości o mniej więcej dwadzieścia, trzydzieści lat. Można by powiedzieć, iż jest doskonałym materiałem na wzorowego śledczego, a mimo wszystko bardzo mnie swoją postawą irytował. Głównie ze względu na to, iż notorycznie myśli o rzeczach zupełnie nieistotnych, które tak naprawdę zabierają czas naszemu śledczemu. Według mnie powieść byłaby zdecydowanie krótsza, gdyby nie myśli Martina Servaza o drobiazgach niemających nic wspólnego ze śledztwem. Mam również wrażenie, jakoby autor nieco przesadził z kreacją naszego bohatera, który można by powiedzieć, jest zamkniętym w określonych ramach czasowych człowiekiem, słabo odnajdującym się wśród nowych technologii i nie mam tutaj na myśli korzystania z telefonu komórkowego czy internetu. To, co dla większości osób w naszych czasach normalne, dla komendanta jest rzeczą, którą ciężko zrozumieć, i do której trudno się dostosować. Świat zmienia się za szybko jak na jedno ludzkie życie. Osobiście nie lubię takiego ograniczania się w określonych ramach, więc pewnie dlatego, komendant niezbyt przypadł mi do gustu. Dzisiejsi ludzie chcą żyć jak dzieci. Bez odpowiedzialności. Jak głupcy. Jeśli chodzi o bohaterów, mogę również powiedzieć, iż są oni wyjątkowo prawdziwi. I to jest właśnie duży atut. Autor nie stworzył płaskich postaci, nic sobą niereprezentujących istot, których jedyną cechą jest to, iż istnieją w powieści. Mamy tutaj mnogość charakterów oraz silne osobowości żeńskie, oraz męskie. Oczywiście ujmuję to jednak w dużym uproszczeniu, gdyż nie chcę Wam zaspojlerować historii. Jakie wszystko staje się proste, gdy się patrzy z daleka, pomija się szczegóły i nic się o nich nie wie. Styl autora jest wyjątkowo poetycki, co nieraz przyprawiało mnie o gęsią skórkę, gdyż jestem osobą, która trzyma się na dystans od wszelkiego rodzaju poezji. Tego typu sposób pisania ukazuje się tutaj w większości jako opisy odczuć bohaterów, wyrażanie ich myśli oraz emocji, choć autor nie stroni również od dosadnych oraz prostych zdań, które z kolei z taką nastrojowością nie mają za wiele wspólnego. Bernard Minier w ciekawy sposób łączy te style pisarskie i tworzy interesującą literaturę kryminalną. Przejdźmy jednak do clue całej historii, czyli do akcji oraz zakończenia powieści. Tym, co spodobało mi się w książce najbardziej, była przede wszystkim zawiłość wydarzeń oraz rozwój akcji, która momentami pędziła łeb na szyję, by po chwili stać się stonowana i wymagająca od czytelnika większego wysiłku umysłowego. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy autor tak umiejętnie manipuluje czytelnikiem, czy przerwa od powieści kryminalnych była dla mnie pożyteczna, ponieważ uważam, iż zakończenie historii było oryginalne i naprawdę zaskakujące. Podoba mi się fakt, iż widać, że autor stara się omijać wszelkie schematy, które możemy znaleźć, w co drugiej wydanej na rynku książce. Uważam, że powieść Bernarda Miniera Bielszy odcień śmierci jest pozycją godną przeczytania, i choć nie jest ona nieskazitelna, naprawdę trudno się od niej oderwać.

Ocena; 4+/6
©Marionetka Literacka
Tak… Od czasu do czasu zdarza się tak, że w moje ręce wpadnie książka, którą nie bardzo potrafię sensownie opisać.

Generalnie nie ma się do czego przyczepić. Bogaty język, plastyczne opisy, dość skomplikowana, ale składająca się w całość fabuła. Zatem z czystym sumieniem Bielszy odcień śmierci to bardzo poprawny kryminał.

Tym co mnie rozczarowało, było ciągłe balansowanie autora na granicy napięcia. Czytając tą książkę odczuwałem mocne pragnienie, aby wreszcie stało się to coś…. Coś co cały czas w podszeptach obiecywał autor. Niestety ten moment nie nastąpił. W efekcie, może poza zbyt fantazyjną końcówką, całość osiągnęła dość płaski (co nie znaczy, że niski) poziom. Dodatkowo bardzo liczyłem na wątek pani psycholog, który okazał się może i istotny dla sprawy, ale pani równie dobrze mogła być kucharką, albo sprzątaczką – to, że autor zrobił z niej psychologa to chyba tylko zabieg marketingowy, bo nie przeprowadziła ani jednej wyczerpującej rozmowy z którąkolwiek z osób występujących w roli pacjentów – taki psycholog figurant.

Ogólne wrażenia niezłe, jednak nie korci mnie, aby chwycić Miniera od razu po raz drugi. Według mojej oceny, ta książka nie ma ani wyraźnego pazura, ani polotu. Jest zawieszona gdzieś w próżni pomiędzy akcją a emocją.

P.S. Za to okładka super – da się?

Ocena: 4+/6
©PanCzyta.pl
Kryminał z założenia jest gatunkiem, w którym mniej lub bardziej zorganizowana grupa śledcza, bada okoliczności zbrodni i krocząc jej często zatartymi śladami, powoli dochodzi do sprawcy, który ośmielił się targnąć na ludzkie życie. Tak można w skrócie zdefiniować standardową fabułę powieści kryminalnej, ale okazuje się, że ofiarą mordercy wcale nie musi być człowiek i dokładnie tak osobliwy przypadek kreuje Bernard Minier w swoim literackim debiucie – powieści o tajemniczo brzmiącym tytule Bielszy odcień śmierci.

Psycholog Diane Berg przyjeżdża do Instytutu Psychiatrycznego w Pirenejach, aby podszkolić swoje umiejętności w kontakcie z najgroźniejszymi przestępcami. Kobiecie trudno jest zaaklimatyzować się w nowym miejscu, gdyż zarówno sam zakład, jak i zatrudniony w nim personel medyczny, sprawiają wrażenie tajemniczych, mrocznych i nieprzyjemnych. Diane wgryza się w klimat ośrodka w zauważalnie spokojnym tempie więc odbiorca może niemal stuprocentowo zaangażować się w prowadzone równolegle śledztwo. Na górnej stacji kolejki linowej w starej elektrowni wodnej znalezione zostaje bowiem bestialsko potraktowane ciało konia. Śledztwo początkowo wydaje się kuriozalne, w końcu szukanie zabójcy zwierzęcia nie jest rytualnym działaniem policji śledczej, ale wyraźny nacisk z góry oraz brutalny wydźwięk mordu, każą nadać tej sprawie priorytet. Dochodzenie prowadzi komendant Martin Servaz, który szybko dostrzega, że odnalezione ciało, to jedynie prolog dłuższego morderczego przedstawienia. Drastyczny wniosek pieczętują kolejne, tym razem ludzkie zwłoki…

Główny bohater to typ intelektualisty i obserwatora, który uwielbia analizować szczegóły. Chociaż domeną Servaza jest przenikliwość, to mężczyźnie zdarza się także działać w pośpiechu, instynktownie, a nawet gapiowato. Bernard Minier dokłada wszelkich starań, aby kreacja tej postaci była autentyczna, wyrazista i ludzka. Martin Servaz to człowiek z krwi i kości, który poza pracą zawodową, próbuje dociec źródła zmieniającej się postawy nastoletniej córki. Inne wrażenia przynosi natomiast postać młodej absolwentki psychologii. Diane Berg to bez dwóch zdań bohaterka z ogromnym potencjałem, w końcu to właśnie ona ma stały kontakt z morderczą śmietanką, a także sprawcami tortur, przemocy i gwałtów – pani psycholog prowadzi rozmowy z najgorszymi z najgorszych, a jednak Minier nie korzysta z jej zawodowych walorów, nie daje odbiorcy szansy na udział w psychologicznych pogawędkach z degeneratami, w zamian sprowadza rolę Diane do nocnych spacerów po mrocznym instytucie i prowadzenia prywatnego dochodzenia, które z jednej strony okazuje się niezwykle pomocne, z drugiej natomiast pokazuje postać kobiety w mało korzystnym świetle. Psycholog powinien być osobą pewną siebie, profesjonalną i rzeczową, a jednak Diane Berg non stop kieruje się przeczuciem, intuicją oraz refleksem, zostawiając rozsądek daleko w tyle. Minier nie pokazuje w niej zawodowca, a raczej wystraszoną, słabą i bezbronną kobietę, której postawa momentami jest drastycznie nierówna.

Fabularny rozrzut między śledztwem Servaza a tajnym dochodzeniem Diane sprawia, że czytelnik długo zamknięty jest w kręgu własnej niepewności, ale nie ma najmniejszych wątpliwości, że Bielszy odcień śmierci to przede wszystkim elektryzująca atmosfera. Zamknięci w instytucie psychopaci, tajemnicze podchody personelu medycznego, niemal rytualne morderstwa, niewyjaśnione samobójstwa sprzed lat i wreszcie intensywne burze śnieżne – to właśnie te elementy, treściwe i przerażające, składają się na enigmatyczny klimat oraz mocny charakter powieści. Wysoki poziom trzyma również sama fabuła oraz kompleksowo przemyślana intryga kryminalna, poprzez które Bernard Minier daje odbiorcy niebywale bogaty materiał do snucia konkretnych insynuacji. Niektórych może nieco znużyć dość opisowy styl autora, Minier niewątpliwie ma epickie podejście, ale trzeba przyznać, że to właśnie plastyczne opisy są głównym budulcem tak osobliwego klimatu. Co ciekawe, autor nie czeka do ostatniej strony i stosunkowo szybko odkrywa najważniejsze karty. Śledczy mają zatem obszerny zakres informacji, ale nawet one okazuje się mało przydatne w starciu z groźnym wrogiem i nieprzewidywalnymi siłami przyrody. Końcówka to bez dwóch zdań nieobliczalny dreszczowiec, pełen pułapek i niedopowiedzeń.

Bielszy odcień śmierci to jedna z tych książek, dla których mimowolnie zarywa się noc. Klimatyczna i w stu procentach angażująca lektura, stanowiąca intrygujący początek serii kryminalnej. Chociaż fabularny potencjał Diane Berg nie jest w pełni wykorzystany, to mocna fabuła, wieloaspektowa intryga oraz osobliwy klimat powieści pozwalają sądzić, że debiut Bernarda Miniera to przepis na optymalnie skonstruowany kryminał.

Ocena: 5/6
©Mozaika Literacka
Przyznam szczerze, nie sięgnęłabym po tę powieść gdyby nie wiadomość o wydaniu czwartej części i wzmianki o serialu. To kolejna seria kryminalna, którą zaczynam, ale uwierzcie, zaczynać z takim przytupem to sama przyjemność.
Komendant Martin Servaz zostaje wezwany do miasteczka Saint-Martin, a dokładniej do elektrowni wodnej, gdzie w górnej stacji jej kolejki pracownicy odnajdują zawieszone na stalowej konstrukcji zwłoki konia. Na miejscu zostaje znalezione DNA mordercy, który od kilku lat jest zamknięty w pilnie strzeżonym szpitalu psychiatrycznym w tym samym mieście. To zdarzenie będzie dopiero początkiem morderstw, które wstrząsną spokojnym z pozoru miasteczkiem. Na jaw wypłyną nierozwiązane sprawy z przeszłości, a komendant nie jeden raz znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Czy mordercą rzeczywiście jest psychopatyczny Hirtmann, człowiek, który ma na swoim koncie kilkanaście zbrodni? Jaki motyw może kryć się za zabiciem konia? Zemsta? Wymuszenie? Czy może coś więcej?

Bielszy odcień śmierci to dopracowany pod każdym względem kryminał. Na pierwszy rzut oka zagadka nie wydaje się skomplikowana. Inscenizowane morderstwa wydają się wskazywać na zemstę, jednak nie wiadomo czego miałaby dotyczyć. W międzyczasie dochodzi sprawa tajemniczych samobójstw z przeszłości i rozwiązanie zagadki już nie jest takie proste. Ciężko nawet wytypować sprawcę, ponieważ autor umiejętnie podrzuca nam fałszywe tropy. Na szczęście w powieści nie panuje chaos, a każdy wątek zostaje wyjaśniony. Cóż, przynajmniej większość, bo końcówka sprawia, że z jeszcze większą chęcią chcemy sięgnąć po kolejną część.

Martin Servaz to specyficzny bohater. Nie potrafi za dobrze strzelać, boi się dużych wysokości i lotów samolotem. Jest jednak doskonałym śledczym, który nie boi się zadawać pytań i z uporem dąży do odkrycia prawdy. Stara się być przykładnym ojcem dla swojej córki, mimo natłoku obowiązków. Oprócz Martina i jego wsparcia w postaci Esperandieu oraz kapitan Irene Ziegler poznajemy również Diane Berg, psycholog, która przybywa do Instytutu Wagnera w ten sam dzień co policjant. Będąc praktycznie zamkniętą w wielkim gmachu budynku, trafia na praktyki wobec pacjentów, z którymi nie do końca się zgadza, oraz nieścisłości związane z dostawą leków. Czy ktoś z Instytutu miał motyw aby zabić konia najbogatszego mieszkańca miasta? Jeśli tak to jaki?

Poza tym rodzice nie powinni próbować manipulować dziećmi, nawet jeśli uważają, że to, co mówią, jest słuszne. Powinni raczej uczyć dzieci samodzielnego myślenia. Nawet gdy dzieci miały myśleć inaczej niż oni…

Znudziła mnie w niektórych momentach odrobinę za bardzo rozwleczona fabuła. Niestraszne mi są obszerne opisy przyrody ale przesyt też nie jest dobry. W powieści jest również kilka postaci jak na przykład Diane Berg z Instytutu czy pomocnik Servaza Esperandieu, których potencjał nie do końca został wykorzystany. Mam nadzieję, że chociaż ten drugi bohater będzie miał swoje pięć minut w kolejnych częściach. Pod koniec powieści pokazał na co go stać i wygląda to… intrygująco. Powieść ma kilka drobnych wad fabularnych, na przykład telefony komórkowe, które w cudowny sposób nagle mają pełną baterię i zasięg, oraz niestety kilka nielogicznych zdań i literówek. Po pewnym czasie jesteśmy już tak wciągnięci w treść, że ich nawet nie zauważamy, ale lekki niesmak jednak pozostaje.

Malownicza sceneria małego miasteczka w Alpach, a z drugiej strony mroczny budynek Instytutu Wagnera, w którym są zamknięci najgorsi psychopaci. Dzięki precyzyjnym opisom, na każdym kroku odczuwamy pewien rodzaj niepokoju, który sprawia, że z niecierpliwością przekładamy kartkę za kartką. Dodatkowo dostajemy sporą porcję materiału dotyczącą psychologii oraz leczenia różnych schorzeń o podłożu psychologicznym. Autor przedstawia nam również luki w systemie sprawiedliwości, które przez lata nie radziły (i nadal nie radzą) sobie z doprowadzeniem do ostatecznego skazania sprawców tragedii sprzed lat. Nic nie przygnębia bardziej, niż świadomość, że dla niektórych najważniejsza jest niczym nie zachwiana opinia, od wyjawienia prawdy.

Bielszy odcień śmierci to idealna lektura na tą bezśnieżną zimę. Jestem pewna, że gdy tylko poczujecie atmosferę tego mroźnego, miasteczka poczujecie ciarki na plecach. Jeśli po przeczytaniu tej pozycji będziecie czuli niedosyt, zachęcam sięgnąć po serial. Warto wspomnieć, że to debiut. To taka dodatkowa zachęta.

Ocena: 5/6
©Projekt: Książka
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Gdyby nie pewne elementy mało wiarygodne (ile razy można próbować zabić jednego człowieka w "poważnym"kryminale; po co policjantowi organizacja, w której działa, jeśli sam łapie się za wszystko) oceniłbym książkę jako genialną. A tak jest "tylko" bardzo dobra.

  • Awatar

    Z chęcią sięgam po pozycje debiutantów i przeważnie nigdy się nie zawiodę. Tym razem też tak było, a przyznam szczerze, że bardzo mi się podobało.
    Bardzo dobrze wykreowani bohaterowie, no i ta atmosfera, która przyprawia o gęsią skórkę. Nie można powiedzieć o niczym innym, tylko o ciągłym niepokoju, który towarzyszy przeżywanym podczas lektury emocjom. Wspaniale udało się autorowi połączenie kryminału z thrillerem i powieścią psychologiczną. Umiejscowienie akcji w przepięknych i malowniczych Pirenejach był strzałem w dziesiątkę. Niewielkie, zasypane śniegiem miasteczko, leżące w jednej z pirenejskich dolin i znajdujący się w jego sąsiedztwie szpital psychiatryczny, staną się sceną dla makabrycznych zabójstw. Nad rozwiązaniem zagadki pracował będzie świetny policjant z Tuluzy Martin Servaz, którego prowadzone śledztwo zwiąże z losami psycholog Diane Berg.
    Gdyby wszystkim autorom udawał się tak doskonale konstrukcja tworzonych przez nich historii, gatunek thrillera czy też kryminału obfitowałby w same doskonałe powieści. W „Bielszym odcieniu śmierci” nie ma czasu na wytchnienie i pomyślenie o innych zajęciach, niezwiązanych z czytaniem. A kiedy już zasiądziemy do lektury, najlepiej założyć na siebie coś ciepłego i zaopatrzyć się w hektolitry gorącej herbaty. Bowiem klimat tej powieści nas porazi swoją autentycznością. Rewelacja!!

    Ocena 6/6

Warto zerknąć