ebook Znalezione nie kradzione
4.05 / 5.00 (liczba ocen: 262)

Znalezione nie kradzione
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 17.88
Audiobook - najniższa cena: 29.61
wciąż za drogo?
17.88 zł Lub 16.09 zł
30.69 złpremium: 19.80 zł Lub 19.80 zł
26.40 zł Lub 23.76 zł
33.00 zł
33.00 zł Lub 29.70 zł
22.99 zł
25.68 zł 20% rabatu
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (14)
Inne proponowane

Genialny autor i psychofan, który nie cofnie się przed niczym… Detektywi znani z bijącej rekordy popularności powieści „Pan Mercedes” znowu ruszają na ratunek, a Stephen King jak zwykle nie zawodzi!

„Pobudka, geniuszu” – tymi niepokojącymi słowami zaczyna się opowieść o psychopatycznym czytelniku, którego literatura popycha do zbrodni.
Geniuszem jest John Rothstein, autor porównywany z J.D. Salingerem, twórca słynnej postaci Jimmy’ego Golda, który jednak od kilku dekad nie wydał żadnej książki. Czytelnikiem – Morris Bellamy, wściekły nie tylko o to, że jego ulubiony autor przestał publikować nowe powieści, lecz także dlatego, że sprzedał nonkonformistyczną postać Jimmy’ego Golda dla zysków z reklam. Morris wymierza Rothsteinowi karę najdotkliwszą z możliwych. Zabija go i opróżnia jego sejf z gotówki. Kradnie też notesy zawierające co najmniej jedną niewydaną jeszcze powieść z Goldem. Morris ukrywa swój skarb, po czym za inne przestępstwo trafia do więzienia. Kilka dekad później chłopiec o nazwisku Pete Sauberg znajduje ukryty łup Bellamy’ego. Teraz Bill Hodges, Holly Gibney i Jerome Robinson muszą ratować chłopca i jego rodzinę przed mściwym Morrisem, który po trzydziestu pięciu latach, ogarnięty jeszcze większą furią, wychodzi na wolność.

Znalezione nie kradzione od Stephen King możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Nie do końca wiadomo, czy spowiedź leczy duszę, ale na pewno koi nerwy.
Człowiek składa się z sumy swoich doświadczeń.
Opinia jest jak dupa: każdy ma własną.
Lepiej umrzeć we wściekłości, niż kuląc się i błagając o litość.
Tak! Tak, lubię takiego Kinga… Nawet bardzo. Po kilku opasłych jak świnie klasycznych tomiszczach Króla, gdzie rozwinięcie akcji zajmowało tyle co przeciętny współczesny bestseller, Znalezione nie kradzione wydaje mi się pozycją idealnie wyważoną. Oczywiście King nie potrafił sobie odmówić krzty tak charakterystycznej dla niego niewytłumaczalności. I fajnie – to była wisienka na torcie i zaproszenie do oczekiwania na kolejne historie cyklu.

Sama powieść jest bardzo zgrabnym kryminałem, w konwencji Pan Mercedes, czemu nie ma się co dziwić, bo to kolejna część serii. W przeciwieństwie jednak do innych pisarzy, którzy w swoich seriach starają się w każdej części – mimo wspólnych wątków – wysmażyć jakąś nową i oryginalną historię, King posiadł wiedzę uniwersalną i tym samym klucz do sukcesu.

Znalezione nie kradzione zaczyna się bowiem w tym samym miejscu i czasie co Pan Mercedes. I to jest u niego meritum marki Stephen King. Facet dobrze wie, że jedno centralne wydarzenie może być początkiem i częścią wspólną kilku, kilkunastu paralelnych historii – wszystkich równie interesujących. Zabieg ten pisarz stosował również wielokrotnie w swojej wcześniejszej twórczości – nawiązania, alternatywne wersje tych samych historii itp. Brawo King.

Podsumowując – bardzo mi się podobało. Książkę przeczytałem dosłownie na jednym wdechu. Polecam!

Ocena: 5+/6
©PanCzyta.pl
Pobudka, geniuszu – tymi słowami wpadamy w świat powieści Znalezione nie kradzione. King nas nie oszczędza, od razu wrzuca w brutalną scenę pełną strachu, gniewu i krwi. Mistrz powraca do tematu czytelnika-wariata, fana tak zakochanego w twórczości pewnego pisarza, że jeśli coś pójdzie nie po jego myśli… Jest w stanie zabić.

Morris Bellamy jest właśnie takim fanem, a Rothstein jest właśnie takim pisarzem. Seria o Uciekinierze była dla Bellamy’ego odkryciem, które wali w łeb tak mocno, że aż człowiek widzi gwiazdy. Dla zagubionego młodzieńca Jimmy Gold, główny bohater książki, był wzorem do naśladowania. Czerwonousty Morris, z którego wszyscy szydzili, który nie dogadywał się z matką, który musiał, po prostu musiał czasem się napić, a wtedy… jego oczy zasnuwała czerwona zasłona. I działy się rzeczy, złe rzeczy. To nie jego wina, to matka zawiniła, to przez nią siedział w poprawczaku. I nawet, jak by tak pomyśleć, to przez nią stał teraz przed Rothsteinem i celował w niego pistoletem. A stary pisarz i tak na to zasłużył.

I w ten sposób Morris Bellamy zdobył cenne łupy – 20 000 $ to niebagatelna suma, ale najważniejsze były one… notesy, mnóstwo moleskine’ów, w których Rothstein zapisywał… co? Nowe powieści? Luźne myśli? Trzeba będzie to sprawdzić, ale nie teraz, nie teraz… Skarb trzeba ukryć. Ale potem coś idzie nie tak, czerwona mgła znów zasnuwa oczy Bellyamy’ego i… mężczyzna budzi się w więzieniu, zatrzymany i skazany za zupełnie inne przestępstwo.

A gotówka i notesy leżą ukryte bezpiecznie w starej, skórzanej walizce. Walizka leży ukryta w ziemi, pod drzewem. Drzewo rośnie na skarpie przy rzeczce. Nikt nie odkryje skarbu Bellamy’ego… Czy na pewno?

Kilka dekad później Pete Sauberg znajduje ukryty łup. Chłopak jest synem jednego z mężczyzn, którzy ucierpieli w masakrze pod City Center, gdy w tłum wjechał Pan Mercedes. W rodzinie Saubergów nie dzieje się najlepiej. Ojciec (Tom) doznał poważnego uszczerbku na zdrowiu po wypadku, do tego nie ma pracy. W domu wciąż rozbrzmiewają „szczekawki” pomiędzy nim a jego żoną Lindą. Wzajemne oskarżenia fruwają w powietrzu, a Pete i jego młodsza siostra Tina bardzo źle to znoszą. A gdyby tak… pojawił się tajemniczy darczyńca, który będzie podsyłał państwu Sauberg pewną sumkę co miesiąc? Jednak Pete nie wie, że Bellamy wkrótce wyjdzie na wolność i będzie chciał odzyskać co jego.

Przyznam, że zwątpiłam już trochę w staruszka Kinga. Jego ostatnie książki (Joyland, Pan Mercedes, Przebudzenie) wydały mi się co najwyżej letnie. A jednak… Król powraca, Król znów elektryzuje i nie pozwala oderwać się od lektury! Śmiem twierdzić, że w Znalezione nie kradzione King powrócił do dawnej formy. Mamy tu to, co ja tak bardzo u tego autora lubię – świetnie zarysowane postaci, obraz zła, które zawładnęło człowiekiem, część psychologiczną, gdzie dobrze poznajemy motywacje bohaterów i gnającą na łeb, na szyję akcję. Ci, którzy marudzili na powolne rozkręcanie fabuły przez Stephena Kinga, teraz muszą zamilknąć ze wstydem. Ten stary wyjadacz znów wziął nas na szalony rollercoaster.

Druga część przygód Billa Hodgesa jest o wiele lepsza od pierwszej. Miło było zobaczyć detektywa w świetnej formie, a także ponownie się spotkać z Holly Gibney i Jerome Robinsonem. Po tak dobrym drugim tomie ze zdziwieniem stwierdzam, że nagle nie mogę się doczekać trzeciej części. Tak trzymać, Królu!

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    Ze Stephenem Kingiem to u mnie bywa rożnie. Raz wynudzi mnie potwornie, a za kolejnym podejściem wychwalam go po wszystkich odpustach. W prawdzie dawno się nie spotykaliśmy, ale w końcu postanowiłem to zmienić i na tapet wziąłem drugi tom cyklu Detektyw Bill Hodges. „Pana Mercedesa” czytałem już dość dawno i niewiele już z tej lektury zostało w mojej pamięci, jedynie główny zarys. Nie przeszkadzało to jednak w odbiorze "Znalezione nie kradzione", bo tam, gdzie trzeba autor przypomina czytelnikowi pewne fakty, które rozjaśnią sytuację.

    Każdy, kto choć raz czytał książkę mistrza grozy, wie że King potrafi nieźle przegadać. Wydawać się, że niepotrzebnie snuje nawet opisy leżącego przy krawężniku papierka po cukierku. W "Znalezione nie kradzione" jakoś nie odczułem tego przegadania, lektura przebiegała mi dość gładko i sprawnie. Krótkie rozdziały pozwalały na szybkie wdrożenie się w fabułę, powodowały że jej treść w żadnym razie nie przytłaczała i nie doprowadzał do zmęczenia czytaniem.
    Wyznacznikiem tego czy książka jest dobra, czy wręcz przeciwnie, są zawarte w niej emocje. A tych w tej lekturze nie brakuje. Już na samym początku odczuwałem niepokój i obawiałem się o losy bohaterów. Zdarzyło się nawet tak, że powstrzymywałem się od dalszego czytania, w obawie, że stanie się coś złego i wywoła to u mnie ogromną przykrość. Emocje towarzyszyły do samego końca, pozwoliły mi na lepsze wczucie w sytuację i więź z bohaterami.

    Przyznam, że "Znalezione nie kradzione" podobało mi się bardziej niżeli "Pan Mercedes". Nie jest to jednak mistrzostwo jakie King osiągnął w "Dallas'63". Bardzo chciałbym aby mistrz stworzył jeszcze jedno takie dzieło. Z tymi oczekiwania zabieram się za "Koniec warty".

    Tym razem Stephen King mnie zadowolił na tyle, że z chęcią zabiorę się od razu za kolejną jego książkę, a potem może jeszcze następną... "Outsider" już czeka.

    Ocena: 4+/6

  • Awatar

    Chyba najgorsza książka w Trylogii, aczkolwiek i tak całkiem przyjemnie się czytało. Niestety niewiele nawiązuję do części pierwszej i trzeciej. Jak dla mnie to mógłby być materiał na osobną książkę (poza serią) niemniej szczerze polecam

  • Awatar

    Zdecydowanie gorsza niż Pan Mercedes ale o tak się działo :) Trójka głównych bohaterów została zmarginalizowana ale mimo to główny wątek wciąga na długie godziny. Polecam.

  • Awatar

    Chyba spodziewałam się czegoś więcej. Książka nie trzymała mnie w napięciu przez zdecydowaną większość czasu, a napięcie trwało bardzo krótko. Mimo to warto przeczytać, bo King - jak na kogoś, kto tyle pisze można by się spodziewać pójścia w ilość, nie jakość - nadal jest klasą samą dla siebie.

Warto zerknąć