ebook Ostatnia arystokratka
3.66 / 5.00 (liczba ocen: 4051)

Ostatnia arystokratka
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 13.50
wciąż za drogo?
27.00 złpremium: 16.20 zł Lub 16.20 zł
27.00 zł
27.00 zł Lub 24.30 zł
27.00 zł Lub 24.30 zł
13.50 zł
-33% 17.90 zł
21.71 zł
22.95 zł
24.06 zł
27.00 zł
27.00 zł
Inne proponowane

Chcesz podejrzeć osobliwy świat arystokracji, w którym bohaterowie są jak kukiełki zmagające się z rolami przypisanymi im przez złośliwą historię? Chcesz spędzić miło czas, śmiejąc się do rozpuku? Doskonale, czekamy właśnie na Ciebie, by zacząć przedstawienie. Witamy w Czechach i u Czechów, którym niezmiennie dopisuje dobry humor. Dowodem na to jest „Ostatnia arystokratka” Evžena Bočka, jedna z najzabawniejszych książek XXI wieku.

Rodzina Kostków powraca z Ameryki do Czech, by przejąć dawną siedzibę rodu – zamek Kostka. W zamku zastają dotychczasowych pracowników: kasztelana, ogrodnika oraz kucharkę. Jak nowi właściciele poradzą sobie w nowej rzeczywistości? Jak odnajdą się w rolach dotychczas nieodgrywanych?
Przewrotny humor i galeria nietuzinkowych osobowości gwarantują dobrą zabawę. Obok historii opowiedzianej w taki sposób nie można przejść obojętnie. Mamy do czynienia z jedną z najzabawniejszych książek XXI wieku!

„«Ostatnia arystokratka» Evžena Bočka to pełna perypetii powieść w najlepszym czeskim stylu. Obiecuje kalejdoskop komicznych i często surrealistycznych sytuacji oraz galerię niezapomnianych postaci, a wszystko to widziane oczami ostatniej prawdziwej arytokratki, ostatniej pani na Kostce – młodziutkiej Marii” – Olga Kowalska z bloga WielkiBuk.com

Ostatnia arystokratka od Evžen Boček możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Mój ojciec też w nocy nie spał. Grzebał w archiwum, żeby zrozumieć, dlaczego nie jesteśmy miliarderami jak książę Schwarzenberg. Opracował czarną listę przodków, którzy według niego ponoszą największą odpowiedzialność za nasze ubóstwo.
Jeśli ktoś chciałby wyrobić sobie pogląd o arystokracji u schyłku XX wieku i jako jej typowego przedstawiciela wybrałby mojego ojca, musiałby stwierdzić, że szlachcic większość czasu spędza na uczeniu psów aportowania papuci i żyje w permanentnym strachu przed komornikiem.
O tej książce słyszałam już od dawna. Zbierałam się do niej i zbierałam, aż wreszcie przyszedł i na nią odpowiedni moment.

Opowiada o Marii Kostce, młodej dziewczynie, która wraz ze swoimi rodzicami dowiaduje się, że odziedziczyła zamek Kostka w Czechach. Opowieść zaczyna się, gdy we trójką przeprowadzają się z Ameryki, gdzie obecnie mieszkali, do Czech. Szybko okazuje się jednak, że zamek jest, ale jego finansów praktycznie nie ma. Maria wraz rodzicami szuka więc sposobu, aby te pieniądze zdobyć. Przede wszystkim starają się zwabić na zamek turystów. W całym tym przedsięwzięciu pomagają im Pani Cicha - kucharka i sprzątaczka w jednym, mająca słabość do orzechówki, kasztelan Józef - wyjątkowo leniwy, chodzący w szlafroku oraz niecierpiący turystów i Pan Spock - ogrodnik i hipochondryk. Z zaprzyjaźnionego po sąsiedzku zamku przyjeżdża także Miranda, która stara się im podsuwać bardziej profesjonalne sposoby walki o klienta.

Książka to szereg absurdów z jakimi walczą nasi bohaterowie. Maria okazuje się jedną jedyną rozsądną tu osobą. Reszta mieszkańców Kostki ma swoje "dominujące" cechy, które zakrawają do rangi dziwactw. Moim ulubieńcem był zdecydowanie Józef, który nie mógł zdzierżyć podjęcia jakichkolwiek prób, aby zwabić na zamek turystów, czyli według niego "zło konieczne".

To opowieść, która pokazuje zderzenie sposobu myślenia amerykańskiego z czeskim. Poza tym widzimy ciągłe starania, aby zachować choć pozory bycia arystokratą, co tym bardziej wydaje się śmieszne i zabawna. Całość opisana jest w formie zapisków dziennika Marii, która dzień po dniu przedstawia ich życie na zamku.

To bardzo zabawna i humorystyczna lektura, podczas której większość czasu gościł uśmiech na mojej twarzy. Na początku czytania mocno skojarzyła mi się z Dożywociem Marty Kisiel, choć ta jest zdecydowanie całkowicie "przyziemną" lekturą. W kolejce czekają już trzy następne tomy i na pewno po nie sięgnę. To idealna propozycja na lekturę poprawiającą humor!

A warto także zaznaczyć, że autor tejże książki sam jest kasztelanem na zamku w Miloticach.

Ocena: 5/6
©Księgozbiór Kasiny
Kiedy zobaczyłam w sieci komentarze czytelników dotyczące cyklu Arystokratka autorstwa Evžena Bočka, pomyślałam, że trzeba koniecznie przeczytać. Liczyłam na dobrą zabawę. Czy się zawiodłam?

Autor pracuje jako kasztelan na zamku w Miloticach. To dla mnie dość egzotyczne zajęcie. Jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że są jeszcze potrzebni kasztelani... Ale widocznie są. Jeśli więc pan Boček ma w swoim zamku tak "wesoło", jak na opisywanej przez niego Kostce bywało, to chyba potrzebuje sporej dawki prozacu...

Rodzina Kostków z Ameryki dowiaduje się, iż dziedziczy rodowy zamek Kostka w Czechach. Niewiele myśląc decyduje się przejąć spadek i żyć po hrabiowsku. Na miejscu Kostkowie poznają kasztelana Józefa, który głównie chodzi w szlafroku i zajmuje się nic nierobieniem, kucharkę, panią Cichą, nieustannie degustującą orzechówkę oraz ogrodnika, pana Spocka, którego największym problemem są dopadające go wciąż nieszczęścia.

Posiadanie własnego zamku i służby musi być fantastycznym przeżyciem. Co jednak, jeśli nie ma się ani grosza, by ten stan rzeczy utrzymać? Brakuje funduszy na wszystko, a należałoby jakoś rozhulać to miejsce... W końcu, skoro już jest się arystokratą, trzeba temu zadaniu sprostać.

Mój ojciec też w nocy nie spał. Grzebał w archiwum, żeby zrozumieć, dlaczego nie jesteśmy miliarderami jak książę Schwarzenberg. Opracował czarną listę przodków, którzy według niego ponoszą największą odpowiedzialność za nasze ubóstwo.

Inne zamki przyjmują tłumy turystów, którzy zwiedzając komnaty hrabiowskie zostawiają tam mnóstwo pieniędzy. Niestety, Józef jest przeciwny turystom i robił do tej pory wszystko, by ich odstraszyć i zniechęcić do odwiedzin. A poza tym nie robił nic.

Józef ma grypę zawsze, kiedy istnieje zagrożenie, że musiałby coś zrobić.

Na szczęście z pobliskiego zamku Gwiazda do Kostki przenosi się niejaka Milada, której zadaniem jest przywrócić Kostce dawny blask i zarobić mnóstwo pieniędzy na godne życie. Bierze rodzinę i pracowników zamku do galopu... Wigilia na zamku, świniobicie na zamku, jazda konna, zdjęcie z hrabiowską rodziną, zamek totalny. Przeczytajcie, a wszystko to zrozumiecie.

Książka napisana jest w formie dziennika, w którym najmłodsza arystokratka, Maria, opisuje szczegółowo, w sposób bardzo humorystyczny, przeżycia na Kostce całej swojej rodziny i służby. I dwóch niesfornych dogów, bo tę właśnie rasę poważali zawsze przodkowie naszych bohaterów.

Całe szczęście, że czytałam tę książkę w domu. Śmiałam się przez większość czasu nad czytnikiem i nie mogę się doczekać, by poznać losy Kostków opisane w dwóch kolejnych tomach. Jest to lektura świetna na poprawę humoru, po ciężkim dniu. I świetnie się ją czyta komuś na głos. Pod warunkiem, że osoba czytająca będzie potrafiła opanować wybuchy śmiechu.

Ocena: 6+/6
©Bibliotecznie
Nie wiem czy wiecie, nie wiem czy zauważyliście, ale jestem czytelniczym smutasem – zwykle sięgam po przygnębiające, skłaniające do myślenia książki, przez które mogę później snuć niewesołe refleksje na temat świata, człowieka i przyszłości życia na Ziemi. Za potwierdzenie niech posłuży fakt, że wielbię pesymistyczne prognozy Philipa K. Dicka, zaczytuję się z wypiekami na twarzy w krwawym świecie Pieśni Lodu i Ognia Martina, czy też to, że aktualnie zwiedzam wraz z Artemem brudne i ciemne stacje rosyjskiego metra w książce Metro 2033. Ale czasem poczuję chęć na zmiany, czasami ktoś namówi mnie na coś wesołego i chichotliwego (macham Ci łapką, Olga!). I w ten sposób spędziłam dwa urocze dni nad lekturą Ostatniej arystokratki Evžena Bočka.

Wyobraźcie sobie, że żyjecie spokojnie z rodziną w Ameryce, aż tu nagle… dostajecie w spadku czeski zamek Kostka! Z dnia na dzień dowiadujecie się, że nie jesteście przeciętnymi Amerykanami, ale czeską arystokracją! Fajnie? Nie, jeśli weźmiecie pod uwagę, że posiadłość jest zadłużona, zaniedbana i praktycznie opuszczona, a Wasza służba to pani Cicha, która „lubi sobie golnąć ciut za dużo”, marudny i nie cierpiący turystów kasztelan Józef oraz hipochondryczny ogrodnik, który jest sobowtórem Spocka ze Star Treka:

[Józef] Wygląda na zmęczonego i ciągle ma minę, jakby go coś bolało. Oprócz Józefa mamy jeszcze sprzątaczkę panią Cichą i ogrodnika, który nazywa się Piękno, ale na przekór swojemu nazwisku wygląda jak pan Spock z serialu „Star Trek”. Właściwie nie mamy pewności, czy to nie jest on.

Rodzina Kostków to hrabia Franciszek Antoni Kostka z Kostki (obrońca Bożego Grobu, członek Zakonu Maltańskiego i patron kościoła Wniebowzięcia Maryi Panny w Kostce), hrabina Vivien Kostka oraz hrabianka Maria Kostka z Kostki – i to ona opowiada nam tę historię. A to gwarantuje nam świetną zabawę, mnóstwo rechotu i groźbę zadławienia się jedzeniem (nie czytajcie Bočka przy posiłku!). Powoduje też ponoć napady czkawki ze śmiechu. Żeby nie było, że nie ostrzegałam!

Maria jest bowiem niesłychanie ironiczna i błyskotliwa, a na swoją, nagle arystokratyczną rodzinę i zamek Kostka, patrzy z dystansem właściwym dorastającej panience. Zresztą ile się tu dzieje, jaką prześmieszną historię serwuje nam autor ustami hrabianki! Czyż zdołacie zdusić chichot, gdy już na pierwszych stronach przeczytacie o wyprawie Kostków z Ameryki do Czech, na którą w ramach oszczędności zabierają swoich skremowanych przodków w pustych opakowaniach po solonych orzeszkach, a kotkę Carycę uśpioną i schowaną w torbie? Tak, wbrew pozorom arystokraci również mogą klepać biedę, a zamek zamiast przynosić dochody, może pochłaniać bajońskie sumy. Szczególnie, jeśli Józef ma alergię na muflony (tzn. turystów odwiedzających zamek) i przez lata nie dbał o Kostkę, bowiem nie jest też fanem wydawania pieniędzy, pan Spock zamiast dbać o ogród, gra na fortepianie, a pani Cicha, cóż… lubi chlapnąć sobie orzechówki.

A bycie arystokratą nie jest proste! Trzeba spełniać pewne wymogi. Na przykład mieć ogromne dogi (to ponoć tradycja Kostków!), które żrą niesłychane ilości żarcia, za to wciąż nie potrafią się nauczyć aportowania papuci, założyć mini stadninę i nauczyć się jeździć konno, znać na wyrywki historię swojego rodu, by móc ją opowiadać muflonom, nabyć hrabiowskich manier, urządzić spotkanie dla prasy, podczas którego urządzone zostanie wielkie świniobicie… a to dopiero początek.

Czy może wyniknąć z tego coś dobrego, gdy długi rosną, matka, której czeszczyzna jest wciąż beznadziejna, próbuje wzorować się na księżnej Dianie, ojciec jest okropnym dusigroszem, a młoda hrabianka zdecydowanie nie zgadza się na przyjęcie legendy trzeciej w rodzie Marii, która zginie tragicznie mając 20 lat (jej dwie arystokratyczne poprzedniczki zmarły młodo)? Otóż tak! Ostatnia arystokratka Bočka to tak świetna, czysta rozrywka pełna prześmiesznych zdarzeń, że koniecznie musicie ją przeczytać! Absurdalny humor, który pozwala głośno śmiać się z samych siebie to jedna z tych rzeczy, za którą kocham Czechów. Sama nie wiem ile razy zaśmiewałam się do utraty tchu, bo w liczeniu zatrzymałam się na 35 stronie, a do tego momentu chichotałam już co najmniej 10 razy!

Ojciec próbuje tresować psy. Niestety jest bardzo niecierpliwy, niekonsekwentny i najwyraźniej myśli, że zwierzęta rozumieją ludzką mowę. Czy wyczytał to ze starego podręcznika, nie wiem, ale jego tresura wygląda tak:
– Olek, siad!
Olek nie rozumie, czego się od niego chce i liże ojca po ręce.
– Siad, debilu.
Ojciec przyciska tyłek Olka do ziemi.
– Jezus Maria, ja pierdzielę, siadaj i siedź.
Olek wciąż stoi, choć ojciec opiera się na nim wagą całego ciała.
– Ty jesteś normalny debil. Siad znaczy, że podkurczysz tylne nogi i usiądziesz na ten swój zasrany tyłek, głupku. O tak!
Ojciec siada na tyłek, co Olek rozumie jako zachętę do wylizania twarzy.
Jeśli macie ochotę na cudną rozrywkę na jeden chaps – polecam!

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Czeska rodzina Adamsów to nie je moja bajka.

    Tak naprawdę ciężko mi tej książce cokolwiek zarzucić, oprócz tego, że jakoś mnie nie śmieszyła. Miała być beczka śmiechu, karuzela absurdu, ubaw po pachy, ale niestety nie do końca jest to moje poczucie humoru panie Boczek (kurde!), w ogóle pan do mnie nie trafiłeś, a szkoda, bo kupiłem od razu wszystkie części arystokratki (akurat była promocja).

    Spodziewałem się, że "Ostatnia..." to będzie satyra na dzisiejsze Czechy, że zobaczę naszych południowych sąsiadów w krzywym zwierciadle, że żarty będą bardziej wyszukane, że główna bohaterka i zarazem narratorka, okaże się duchową spadkobierczynią wojaka Szwejka, tymczasem nie ... Dostajemy skrzyżowanie filmów o rodzinie Griswoldów z opowieściami o rodzinie Adamsów - takie klimaty chyba trzeba lubić.

    Co na plus? Językowo jest dobrze, gdyby nie zbyt duże stężenie gagów średnich powiedziałbym nawet, że fajnie się czytało. Czuć też, że autor sam na co dzień jest kasztelanem zamku więc realia życia w nim nie są mu obce.

    "Ostatnia arystokratka" pomimo niewielkiej objętości, strasznie mnie wymęczyła.

  • Awatar

    Bardzo dobra lektura na pochmurne dni. Idealna na poniedziałkową podróż zatłoczonym autobusem do pracy. Czeskie spojrzenie na świat wywołujące uśmiech na twarzy. Myślę, że jest to książka dla wszystkich. Lekka i niewymagająca.

  • Awatar

    Jaka jest różnica między bajką, a rzeczywistością? Taka jak między mieć zamek, a utrzymać zamek. Dodajmy do tego grupę ludzi z bagażem dziwactw i samograj gotowy. Lektura lekka i szybka.

  • Awatar

    Lekka, zabawna książka, idealna na poprawę nastroju. Humor nie jest wymuszony, ciekawe zabawne postacie. Polecam także drugą część.

  • Awatar

    Rewelacyjny humor, zdecydowanie nie należy czytać w miejscach publicznych, gwarantowane napady gwałtownego śmiechu. Fantastyczna książka na poprawienie humoru, lekka i przyjemna, najlepiej kupić od razu drugą część, bo aż żal się z rodziną Kostków rozstawać :)

  • Awatar

    Dla mnie zdecydowanie przereklamowana, chociaż może ten dowcip do mnie nie przemawia?

  • Awatar

    Książka idealna na poprawę humoru. Dialogi godne najlepszego kabaretu. Lekka, śmieszna, groteskowa, zabawna choć ... nie każdemu się spodoba. Trzeba polubić ten absurdalny przejaskrawiony świat. Nie szukajmy tu sensu tylko dobrej zabawy. Mam nadzieję ze powstanie z tego genialna komedia - materiał jest gotowy.

  • Awatar

    Popłakałam się wielokrotnie. Brzuch mnie bolał. Wyjąc w głos odkładałam książkę bo musiałam się uspokoić, żeby móc dalej czytać. Rodzina patrzyła jak na wariatkę.
    Cudowna satyra na amerykańskich arystokratów i ich czeską służbę. Trudno stwierdzić czy bardziej śmieszą amerykańskie dziwactwa matki czy czeski malkontentyzm kasztelana Józefa.
    Czekam na dalszy ciąg.

Warto zerknąć