Amerykańska sielanka
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.91 / 5.00
liczba ocen: 30977
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
36.90 zł
29.52 zł
30.26 zł
30.63 zł
36.90 zł
Pozostałe księgarnie
29.52 zł
29.55 zł
30.26 zł
30.63 zł
31.23 zł
31.36 zł
31.37 zł
33.21 zł
33.21 zł
33.50 zł
36.90 zł
36.90 zł
36.90 zł
Opis:

Nowe, kolekcjonerskie wydanie przełomowego  tekstu autora „Kompleksu Portnoya”. Powieść została uhonorowana Nagrodą Pulitzera za 1998 rok.

Gdy dwudziesty wiek zmierzał ku niejednoznacznemu końcowi, Philip Roth podarował nam książkę wielką. Elegię na cześć wszystkich obietnic naszego stulecia: obietnic dobrobytu, porządku społecznego i błogosławieństwa domowego zacisza.

Bohaterem „Amerykańskiej sielanki” jest Swede Levov, uwielbiany sportowiec w szkole średniej w Newark, który dorasta w czasach powojennej prosperity. Żeni się z miss stanu New Jersey, dziedziczy po ojcu fabrykę rękawiczek i przeprowadza się do kamiennego domu w sielskiej osadzie Old Rimrock. I nagle, pewnego dnia w 1968 roku, opuszcza go piękny amerykański sen o szczęściu.

Oto ukochana córka Swede’a, Merry, wyrosła z kochającej, bystrej dziewczynki na zamkniętą, fanatyczną nastolatkę zdolną do niebywale brutalnego aktu politycznego terroryzmu. Z dnia na dzień Swede zostaje wyrwany z wytęsknionej amerykańskiej sielanki i rzucony w odmęty szaleństwa. Przykuwająca, napędzana żalem, wściekłością i głębokim zrozumieniem dla opisywanych postaci, powieść ta jest arcydziełem Rotha.

„Amerykańska sielanka” to druga, po „Kompleksie Portnoya”, powieść Rotha wznowiona przez Wydawnictwo Literackie – odtąd wyłącznego wydawcę dzieł pisarza w Polsce.

CYTATY:
Nikomu przecież nie udaje się przejść przez życie bez poznania troski, żalu, zwątpienia i straty. Nawet ci, którzy mieli bajeczne dzieciństwo, prędzej czy później otrzymają swoją porcję nieszczęścia, a nieraz i więcej.
Po tym właśnie poznajemy, że żyjemy: że się mylimy.
Człowiek myśli, że może zadbać o rodzinę, a nie potrafi zadbać nawet o siebie.
Nawet potwór skądś się bierze - nawet potwór musi mieć rodziców.
Zrozumiał, że słowa zawsze znaczą za dużo albo za mało w stosunku do intencji mówiącego, a czyny czynią za dużo albo za mało w stosunku do zamierzeń czyniącego. Nasze słowa i czyny mają znaczenie, i owszem, ale nie takie, jakie chcieliśmy im nadać.
Recenzje blogerów
Philip Roth jest jednym najwybitniejszych współczesnych pisarzy amerykańskich, co już samo w sobie przemawia za tym, żeby się z jego twórczością zapoznać. To już czwarta jego książka, którą miałam przyjemność czytać i wciąż nie mogę pozbyć się wrażenia, że każda kolejna jest lepsza od poprzedniej. Być może z każdym mijającym dniem jestem coraz dojrzalszą osobą - w co zresztą wątpię - i więcej rozumiem i przyswajam z powieści Rotha, niż ten rok temu, gdy dopiero zaczynałam z nim przygodę. Amerykańska sielanka w porównaniu z Konającym zwierzęciem, Wzburzeniem i Everymanem jest pozycją naprawdę ogromną objętościowo. Byłam tym faktem naprawdę mocno zaskoczona. Podświadomie spodziewałam się, że po raz kolejny dostanę do ręki fabułę tak skondensowaną, że znowu zajmie te niecałe dwieście stron. Poczułam zaintrygowanie i lekki strach. Roth ma to do siebie, że po lekturze jego książek ciężko mi pozbierać mózg z podłogi. Obawiałam się, że po takiej ilości jego pisarstwa wnętrze mojej głowy już na zawsze pozostanie poza czaszką.

W stosunku do Seymoura Szweda Levova otoczenie zawsze miało wysokie oczekiwania, które on - bez żadnego słowa sprzeciwu - spełniał. Był uwielbianym sportowcem w szkole średniej, po jej ukończeniu przejął po ojcu fabrykę rękawiczek i wziął ślub z miss stanu Jersey, po czym zostaje idealnym mężem i ojcem. Wszystkim - łącznie z nim - wydawało się, że ma cały świat pod kontrolą, a jego amerykański sen spełnia się każdego dnia. Prowadził spokojne, dostatnie życie do roku 1968. Jego ukochana córka - jedyne dziecko - Merry z bystrej, pełnej potencjału dziewczynki zmienia się w agresywną nastolatkę, która okazuje się być zdolna do przygotowania i wykonania politycznego zamachu terrorystycznego, w którym ginie jeden z mieszkańców miasta. Szwed nie może uwierzyć w to, że jego dziecko - krew z jego krwi - była zdolna do popełnienia takiego czynu. Gdy jego córka ucieka i nikt nie może jej znaleźć zostaje wyrwany ze swojego beztroskiego życia i rzucony w jeden wielki wir szaleństwa, z którym nie może się pogodzić.

„Poznał najokrutniejszą prawdę o życiu - że ono nie ma sensu. Po takiej lekcji szczęście nie bywa już spontaniczne. Staje się sztuczne, a i takie trzeba kupować za cenę wyrzeczenia siebie i własnej historii.”

Opowieść o życiu wielkiego Seymoura tworzy Natan Zuckerman, który w czasach młodości przyjaźnił się z młodszym o kilka lat bratem Szweda. Levov prosi go o spotkanie po kilkunastu latach, od zakończenia szkoły. Natan jest teraz cenionym pisarzem, jednak nie spodziewał się, że kiedykolwiek nastanie taki dzień. Do momentu, kiedy przestajemy bezpośrednio towarzyszyć Zuckermanowi, a zaczynamy żyć życiem Szweda nie mogłam w żaden sposób wciągnąć się w lekturę. Młodszy z mężczyzn w żaden sposób nie wydał mi się interesujący, chociaż już swoje osiągnął i - jak pisarz - powinien mnie intrygować. Nic z tego. To nie jego osoba jest tutaj tą tajemniczą, której życie chce się poznać. Jest nią uwielbiany przez wszystkich - także i przeze mnie - Seymour Levov.

Mężczyzna usilnie poszukuje odpowiedzi na pytania, które dręczą go od momentu, gdy Merry uciekła z rodzinnego domu. Zastanawia się, gdzie popełnił błąd w wychowaniu córki i które wydarzenie sprawiło, że zboczyła ona z idealnie wyznaczonego przez jej ojca kursu w stronę samozagłady. Tłem dla jego rozważań i wspomnień z przeszłości jest sytuacja polityczna w Ameryce lat 70. XX wieku. Nie da się ukryć, że żydzi, katolicy, konserwatyści, republikanie żyją na kartach tej powieści i mają dużo do powiedzenia. Razem ze Szwedem próbowałam zrozumieć, dlaczego dziewczynka, która miała wszystko - kochającą rodzinę, wysoki komfort życia - w taki sposób postanowiła się temu sprzeciwić. Jak wielkie pranie mózgu przeszła ta dziewczynka, kiedy jej rodzice nie patrzyli? Próba znalezienia odpowiedzi zadręcza Szweda i czytelnika przez większą część Amerykańskiej sielanki.

„Wszyscy mamy rodziny. Zło zawsze zaczyna się w rodzinie.”

Philip Roth przeskakuje z wydarzenia do wydarzenia, mącąc w głowie. Jest to jednak spory plus Amerykańskiej sielanki. My dobrze wiemy, jak ta historia się zakończyła w momencie, w którym Natan postanawia ją opisać. Podczas lektury wiadomo, że to wszystko zmierza w stronę katastrofy, a my nie możemy nic zrobić, by zatrzymać tę lawinę. Pozostawiło to we mnie ogromne uczucie pustki i wrażenie, że cała ludzka egzystencja jest zwyczajną iluzją i nie da się w życiu być po prostu szczęśliwym. Każdego z nas czeka jakiś osobisty koniec świata, prędzej czy później. Ironiczny tytuł może niektórych zwieść, jednak po zakończeniu wszystko to, co spadło na barki Szweda Levova zostaje na naszych. Przychodzi nam dźwigać na ramionach całą tę wiedzę, którą zdobył i nie można się jej pozbyć. Nie spodziewałam się, że zostanie we mnie taki ciężar emocjonalny i chociaż minął miesiąc wciąż odczuwam bezsens istnienia i tego, co się dookoła mnie dzieje.

Amerykańska sielanka jest to powieść wielowątkowa, w której dużo z nich dochodzi do głosu i wysuwa się na prowadzenie. Levov jako producent rękawiczek wielokrotnie o nich opowiada - o tym, jak powinno się wybierać i przygotowywać skórę, jak odmierzać rozmiary i dbać, by klient był zadowolony. Przejął po swoim ojcu wiele cech i dobrze traktuje swoich pracowników - niektórzy z nich pamiętają go jeszcze jako małego chłopca - czego nie potrafi zrozumieć Merry oskarżając swojego tatę o wyzysk i łamiąc mu przy tym serce. Poznajemy wydarzenia, które doprowadziły do tego, że przyszła żona Szweda wzięła w ogóle udział w konkursie piękności, jej motywacje i pobudki do tego, żeby po czymś takim zajmować się hodowlą bydła i niechęć do bycia uznawaną za pustą i nic nie wartą. Każdy z tutejszych bohaterów ma w sobie pewną siłę, jednak autor pokazał, jak łatwo jest zniszczyć ją i całego człowieka. Wystarczy tylko mała - czasem metaforyczna - bomba i jeden trup.

„Życie jest to krótki okres czasu, w którym jesteśmy żywi. Meredith Levov, 1964.”

Wojna w Wietnamie i Korei dzieje się w tle, jednak ma niemały wpływ na życie bohaterów, co tak naprawdę jest zaskakujące, gdyż wydają się oni żyć w bańce mydlanej i nie dostrzegać tego, jak cierpią jednostki poza nią. Mimo nieodpowiedzialności, impulsywności oraz agresji podziwiałam Merry za odwagę - co można też nazwać głupotą - i za to, że ona nie mogła znieść ludzkiego nieszczęścia, chciała coś z tym zrobić. Mimo, że próbując ratować świat niszczyła go coraz bardziej to jej pobudki były jak najbardziej szlachetne. Nie potrafiła tylko dobrze ich wykorzystać, a rodzice do niej dotrzeć, co jest chyba największą tragedią Amerykańskiej sielanki. Tę książkę powinno się przeczytać po to, by zobaczyć, że chowanie dzieci w złotej klatce czasami nic nie daje, bo zło świata dookoła i tak je dopadnie i zniszczy, czerpiąc z tego ogromną satysfakcję.

Dobrze znam już styl Philipa Rotha i uwielbiam zagłębiać się w książki przez niego pisane. On nie owija w bawełnę. Wystawia na światło dzienne wydarzenia i motywy, o których nie wszyscy pisarze chcieliby myśleć, a co dopiero pisać. Bawi się w słowem w taki sposób, że nawet gdyby pisał bez sensu i tak czytałabym jego książki. Cieszę się jednak, że pod piękną otoczką znajdują się historie, które mrożą krew w żyłach swoim realizmem. Historia Szweda Levova może być historią każdego człowieka i to sprawia, że na samą myśl o Amerykańskiej sielance mam gęsią skórę. Kiedy przyjdzie kolej na mnie?

„A na użytek świata nie można było zrobić nic innego, jak godnie dźwigać niedorzeczne pozory bycia sobą, ze wstydem nosząc kostium człowieka bez skazy.”

Nobla dla Rotha! Nigdy jeszcze nie czytałam książki, która tak brutalnie obdarłaby mnie ze wszystkiego, w co wierzę i pozbawiła nadziei na bezproblemowe życie, a na miejsce tego podrzuciła zwątpienie i bezsilność. Najgorsze w Amerykańskiej sielance jest to, że to po prostu praktycznie cała prawda o świecie i ludziach, którzy nim rządzą, całkowicie ignorując jednostki. Lektura tej pozycji zajęła mi prawie dwa tygodnie, jednak nie uważam, żeby był to czas zmarnowany. Zapewne nigdy nie zapomnę tej historii i postaram się wyciągnąć z niej wnioski po to, by uniknąć błędów popełnionych przez Szweda - pozornie idealnego człowieka, z cudownych życiem i przyszłością. Moment, w którym cała jego ideologia runęła był tragedią również dla mnie. Niesamowite, jak doskonale można wczuć się w położenie osoby, która nie istnieje, jest tylko czystym wymysłem pisarza. Philip Roth po raz kolejny pokazał, że warto przeczytać wszystko, co podpisane jest jego nazwiskiem. Choćby lektura miała trwać kilka tygodni, z przerwami na wzięcie kilku głębszych oddechów i otrząśnięcie się z lekkiej depresji... Warto. Naprawdę warto.

Ocena: 6/6

©Papierowe Miasta
Kiedy przychodzi nam myśleć o Ameryce wydaje nam się, że to kraj, o którym wszystko już wiemy. Liczne hollywoodzkie produkcje przyzwyczaiły nas do sielankowego życia przeciętnego Amerykanina – do regularnego koszenia trawy w ogródku, popijania lemoniady na werandzie, grillowania z sąsiadami, wywieszania flagi i oglądania debat politycznych, kiedy przychodzi na to pora. Przeciętny Amerykanin pracuje „od-do”, nigdy nie zostaje w pracy dłużej, niż przewiduje to jego harmonogram, a wracając do domu zawsze cieszy się widokiem uśmiechniętej rodziny. Do tego samego obrazu przyzwyczaiło nas zresztą tak samo pojęcie „american dream”, którego doświadczyły setki tysięcy emigrantów, którzy przez ciężką pracę na obcym lądzie w końcu zdołali się ustatkować i wieść swoje „sielankowe” życie. Mało kto wspomina jednak o tym, że zarówno Amerykanin z krwi i kości, jak i emigrant musieli przejść swoje, aby chociaż zbliżyć się do wymarzonego poziomu życia, a i utrzymanie się na nim było nie lada wyzwaniem. Życie w Ameryce potrafi być piękne. Niewątpliwie ma swoje plusy i minusy, ale jak w każdym innym kraju niczego nie można być pewnym.

Życie to jest krótki okres czasu, w którym jest się żywym.

Philip Roth to postać, której zanurzonym w literackim świecie osobom, nie trzeba przedstawiać. Pisarz intelektualista, corocznie nominowany do literackiej Nagrody Nobla i corocznie – niestety – jej niezdobywający. Jego „Amerykańska sielanka”, będąca zaprzeczeniem wspomnianej już wyżej wygody amerykańskiego życia, po raz pierwszy została wydana w 1997 roku, w 2017 wznowiono ją zaś przy okazji filmu w reżyserii Evana McGregora.

Seymour „Szwed” Levov jest przykładem człowieka idealnego – wysoki blondyn o mocno zarysowanych kościach szczęki, niebieskooki, umięśniony, gwiazda futbolu w liceum, uprzejmy i miły, chociaż zdystansowany, brzydzący się przemocą, mający swoje zasady, które narzucił mu zarówno rygorystyczny ojciec, jak i żydowska wiara.

Szanować wszystko, co jest godne szacunku; niczemu się nie sprzeciwiać; nie znać przykrego uczucia zwątpienia w siebie; nie zaplątać się w sieci obsesji; nie cierpieć tortur niemocy; nie truć się wzgardą; nie dać się porwać złości… dla Szweda życie rozwijało się jak kłębek puszystej włóczki.

Każdy nastolatek zabiega nie tylko o jego atencję, ale skrycie marzy, by być właśnie Szwedem. O Szwedzie mówi się dużo i często, bo to postać nadzwyczajna, wyjątkowa. On sam zresztą robi wokół siebie sporo zamieszania – to chłopak z dobrego domu, któremu wszystko w życiu się udaje; nie dość, że osiąga sukcesy w szkole średniej, dziedziczy fabrykę rękawiczek po ojcu, to jeszcze żeni się z Miss New Jersey roku 49'. W końcu rodzi im się córeczka, która z czasem okazuje się być niesamowicie inteligentnym dzieckiem pięknych rodziców. Ich życie przebiega w sposób iście sielankowy – prowadzą ranczo, opiekują się krowami, zbliżają się ku naturze, spędzają razem czas. Szwed stara się być wyrozumiałym ojcem, który niczego córce nie zabrania, spędza z nią jak najwięcej czasu i szuka odpowiedzi na wszystkie jej trudne pytania. Na tym idealnym obrazie pojawia się jednak malutka rysa, bowiem z biegiem czasu Merry zaczyna się jąkać, a żaden logopeda ani psychiatra nie potrafi znaleźć prawdziwej przyczyny tej wady. Przez czas jej dorastania Szwed toczy z jąkaniem nierówną walkę,ale jako jedyny akceptuje córkę taką, jaką jest naprawdę – dopiero przy nim może czuć się sobą i nie musi zwracać uwagi na każde słowo, aby wypowiedzieć je w poprawny sposób. Po raz kolejny ma więc wszystko – piękną żonę, inteligentne dziecko, dom, o którym zawsze marzył i spokojną pracę. Aż do roku '69, kiedy okazuje się, że jego córka ma zapędy terrorystyczne... Rozpoczyna się od wysadzenia sklepu sąsiadów z Old Rimrock, kończy na 4 innych osobach.

Roth z precyzją przez ponad 600 stron opisuje uczucia Szweda, który przez całe swoje życie zastanawia się i analizuje to, co mógł zrobić źle (bo trzeba wspomnieć, że to powieść w której akcja toczy się tylko do pewnego momentu). Wraca do bardzo intymnych i samotnych chwil z córką, do każdej ich rozmowy, do dialogów z żoną, nawet do ich cielesności, aby znaleźć chociaż jedną nitkę, która wskazałaby drogę do kłębka, do tego, co zrobili w życiu źle. Na przemian uczy się rezygnować z córki wiedząc, że wyrosła na złego człowieka, pielęgnując tym samym wewnątrz siebie jej wspomnienie i uczucie, której wciąż do niej żywi. Szuka jej, ulega szantażom i groźbom, z własnego wyboru zadaje sobie katusze i ból tylko z jednego powodu – bo jest rodzicem. Bo jest ojcem swojego dziecka. W międzyczasie w jego życiu pojawia się sporo innych problemów, którym musi stawić czoła, chociaż wie, że to wszystko nie jest już na jego siły.
Mimo że Szwed jest postacią, która wszystko chciała robić w sposób, w jaki wypada, nikogo przy tym nie krzywdząc, czasem autor krytykuje jego „czarno-białe” widzenie świata, za pomocą innego bohatera – brata, Jerry'ego. Bo Szwed to przecież konformista, który zawsze płynie z prądem, amerykański kapitalista, którego uwiera w oczy wojna w Wietnamie, ale nic z tym nie zamierza zrobić. Merry natomiast to wojowniczka, która zawsze idzie pod prąd, ryzykuje życiem, aby coś zmienić, brzydzi się pieniądzem i Ameryką, brzydzi się rodziną, a najbardziej matką i jej urodą, brzydzi się w końcu ojcem, którego mimo to kocha.
Roth rysuje nam portret bohaterów bardzo dojrzałych życiowo, którzy swoim istnieniem pokazują, że żadne życie nie jest idealne. Największą zagadką okazała się dla mnie Dawn, żona Szweda i Miss New Jersey – z jednej strony prosta dziewczyna skrępowana swoją urodą, z drugiej strony bliska najgorszym czynom egoistka.

Niesamowicie ciekawym zabiegiem jest zastosowanie retrospekcji po „wstępie” do powieści. Na początku wiemy bowiem dzięki narratorowi, że w życiu Szweda nic nie okazało się tak idylliczne, jak być powinno. Dopiero z czasem odkrywamy każdą warstwę jego istnienia, każdy dzień jego rodziny, ale i tak nie dowiadujemy się, co tak naprawdę zadziałało źle w tym solidnie skonstruowanym mechanizmie. Pomiędzy początkiem, a końcem powieści istnieje też pewna luka, jej niezapełnianie jest jednak celowe – uwaga czytelnika ma być poświęcona tylko temu, co zniszczyło głównego bohatera.
„Amerykańska sielanka” to napisana z rozmachem powieść o życiu zwykłych ludzi, w których zbudowanym z domina domku nagle wywróciła się jedna kosteczka. W ślad za nią ruszyły inne i na nic mają się wysiłki człowieka, aby spróbować zatrzymać walący się do przodu mur. Nie sposób też go odbudować, bo przecież nie da się budować ze zgliszczy… To historia o rodzinie i wielkiej miłości, jaką darzył ojciec córkę i mąż żonę. To też obraz powojenne Ameryki, która staje na nogi, której obywatele walczą o swoje marzenia, której każdy dzień może okazać się wyzwaniem. To opowieść bardzo uniwersalna, bowiem mogłaby się przydarzyć każdej osobie w każdym kraju. Z drugiej strony to powieść typowo amerykańska, która bardzo przypominała mi „Grona gniewu” Steinbecka, gdzie autor podobnie jak Roth pokazywał, że nie ma życia idealnego, że na koniec wszystko i tak się posypie.
Jednak „Amerykańska sielanka” chociaż doskonała i świetna, nie jest powieścią dla każdego. Ci, którzy wolą szybką akcję i dreszcz emocji nie odnajdą w niej nic dla siebie – to książka napisana bardzo rozwlekle, wielokrotnie filozoficznie, stawiająca czytelnikowi ważne pytania i zmuszająca do znalezienia odpowiedzi.
To powieść bardzo mądra i głęboka, jednocześnie w tej swojej podniosłości przygnębiająca.

Ocena: 6/6






©Niebieska Papużka
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Philip Roth to pisarz kontrowersyjny. Pamiętam doskonale, jaki skandal wywołało pierwsze polskie wydanie jego kultowej powieści „Kompleks Portnoya”. Książka była odsądzana od czci i wiary (najczęściej przez tych, którzy jej nie przeczytali) i wywołała falę dyskusji.
    W moim liceum szybko wycofano ją z biblioteki, a bibliotekarka, która ją kupiła, omal nie została wyrzucona z pracy. Na szczęście, pożyczała nam tę powieść „pod stołem”, a ja byłam z niej dumna, że obdarza nas - uczniów zaufaniem i nie daje się skostniałej dyrekcji.
    „Kompleks Portnoya” popularyzował w Polsce twórczość mało znanego dotąd prozaika, zaintrygował i zachęcił do sięgania po jego inne książki. I chociaż nie uważam „Kompleksu…” za najwybitniejszą powieść Rotha, mam do niej sentyment właśnie ze względu na burzę, jaką wywołała w drugiej połowie lat 80. minionego wieku.

    „Amerykańską sielankę” przeczytałam dzięki współpracy z Wydawnictwem Literackim. Gdy tylko do mnie trafiła, zaczęłam czytać i … Utonęłam w niej na dobre! Najpierw chciałam połknąć powieść w dwa-trzy dni, ale jej treść i klimat tak mnie urzekły, że zaczęłam porcjować sobie codzienną lekturę – nie więcej niż sto stron. Było to trudne i wystawiło moją czytelniczą cierpliwość na wielką próbę, jednak pozwoliło mi cieszyć się czytaniem przez ponad tydzień.

    „Amerykańska sielanka” to powieść uhonorowana wieloma nagrodami, z których najważniejszą jest Pulitzer. I nic dziwnego, gdyż to książka wybitna pod każdym względem, w moich oczach zasługująca nawet na miano arcydzieła.
    Autor przedstawił w niej w krytyczny sposób obraz amerykańskiego społeczeństwa. Życie jego przedstawicieli obserwujemy oczyma pisarza Nathana Zuckermana, kultowej postaci stworzonej przez Rotha, występującej także w innych książkach i będącej jego alter ego.

    Głównym bohaterem jest tu Seymour Levov, zwany przez wszystkich Szwedem. Poznajemy go jako młodego, utalentowanego, przystojnego sportowca, będącego złotym dzieckiem powojennej Ameryki. To szczęściarz, który jest idolem, marzeniem wielu młodych kobiet i wzorem dla dorastających chłopaków, chcących pójść w jego ślady. Małżeństwo z byłą miss New Jersey, narodziny dziecka i doskonale prosperujący interes wydają się być ukoronowaniem pragnień Szweda.
    Ta amerykańska sielanka nie trwa jednak długo. Kończy ją w 1968 roku nastoletnia córka, Merry, która wiąże się z terrorystami, podkłada bombę w miasteczku Old Rimrock i nagle znika. Od tego momentu życie głównego bohatera zamienia się w koszmar.
    On i jego żona poddani są społecznemu ostracyzmowi, najbardziej jednak dokuczają Szwedowi brak informacji od córki i mnożące się w mediach spekulacje na jej temat. Kończy się piękny sen o rodzinnym szczęściu, a zaczyna droga przez mękę.

    Autor doskonale odmalował społeczne i polityczne nastroje w Ameryce czasów wojny w Korei i Wietnamie, a także w późniejszych dekadach. Pokazał, jak zmieniały się pod wpływem burzliwych wydarzeń oczekiwania Amerykanów, ich mentalność, stosunek do polityków i do zmian obyczajowych.
    Odnajdziemy tu wiele odniesień do rasizmu, rozwijającego się ruchu hippisowskiego, pacyfizmu i idei ekologicznych oraz młodzieżowych fascynacji komunizmem.
    Roth nie zostawia suchej nitki i na fanatycznych zwolennikach nowych ruchów, i na konformistach oraz konsumpcjonistach. Obrywa się i demokratom, i republikanom, zwolennikom nowoczesności i tradycji, przedstawicielom różnych grup społecznych i narodowościowych.
    Jak w wielu innych książkach, tak i tu Roth podejmuje temat żydowskości, związanych z nią kompleksów, upokorzeń, ale i sukcesów.

    Osobnym tematem „Amerykańskiej sielanki” jest obraz dzieciństwa i pierwszej młodości jako okresów, do których po latach można wrócić już tylko we wspomnieniach. Roth robi to z wielkim sentymentem, w sposób wzruszający, niekiedy zabawny, niekiedy dramatyczny.
    Poświęca tej problematyce sporo miejsca, pokazując, jak wielki wpływ na człowieka ma środowisko, w którym się wychowywał i dorastał. Jedni bohaterowie zdają się powielać życie i błędy swoich rodziców, inni starają się uciec w dorosłości od tego, co kiedyś znienawidzili. Nie wszystkim to się udaje, ale śledzenie tych prób jest fascynujące. Podobnie jak poznawanie przeszłości poszczególnych postaci i ich rodzin dzięki często pojawiającym się retrospekcjom.

    „Amerykańska sielanka” to powieść wielowarstwowa, którą można odczytywać na różnych płaszczyznach. Dla mnie pozostaje ona epopeją o dwudziestowiecznej Ameryce, która miała być krainą szczęścia i spełnionych marzeń, ale najczęściej okazywała się rozczarowaniem.

    Pisząc o tej książce, nie można nie wspomnieć o jej stylu. Jest on urzekający, magnetyczny, niesamowicie klimatyczny. Autor osiąga ten efekt między innymi dzięki barwnemu, plastycznemu i kunsztownemu językowi. Nieraz wymaga on od czytelnika skupienia, gdyż opisy bywają obszerne, a wielokrotnie złożone zdania nie należą do rzadkości.
    Zanurzenie się w świecie stworzonym przez Rotha jest jednak fascynujące i było dla mnie Wielką Ucztą Duchową.
    BEATA IGIELSKA

Inne proponowane
Warto zerknąć