Atlas: Doppelganger

Kategoria: /
średnia ocena: 3.16 / 5.00
liczba ocen: 348
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
Pozostałe księgarnie
19.59 zł
Opis:

"Transowy, mocny, znakomity debiut, w którym to, co pospolite, brudne, tandetne na naszych oczach przeobraża się w metafizyczne i fantastyczne. W szarym blokowisku Śląska czasów transformacji odradza się Macondo i zarazem Ulica Krokodyli. Zdegradowany świat podwórek i magicznych labiryntów klatek schodowych opisany jest ostro, sugestywnie – tak dobrze znanym autorce językiem blokowego kosmosu. Przez swoje bogactwo i wielość perspektyw powieść ta może być interpretowana na wiele sposobów. Tylko od nas zależy, który z nich wybierzemy. Doppelganger. Oko, które bacznie obserwuje hipnotyczną rzeczywistość. Ucho, które wsłuchuje się w pulsujący rytm miejskich legend. Ręka, która kreśli opowieść jak nikt przed nią."

Atlas: Doppelganger od Dominika Słowik możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Recenzje blogerów
Zwykle nie czytam debiutów. Czemu? Boję się zawodu, niewyrobionego jeszcze stylu, topornych zdań, rąbanych przez młodego autora w pocie czoła, bez finezji. Jednak debiut Dominiki Słowik, czyli „Atlas: Doppelganger” mnie zaintrygował i nie pozwolił przejść obok siebie obojętnie. Obietnica mocnej, transowej opowieści, akcja tocząca się na Górnym Śląsku lat ’90. (w końcu to miejsce i czasy mojego dzieciństwa!), no i rekomendacja Pawła Huellego („Od wielu lat czekaliśmy na taki debiut”). A jak można nie uwierzyć Huellemu? Nie można, nie da się.

Co to jest ten tajemniczy Doppelgänger? Autorka tłumaczy nam to we wstępie. To sobowtór, cień, mitologiczny bliźniak, rozdwojona jaźń. To byt, który nawiedza nieostrożnego człowieka i nigdy już go nie opuszcza. Ludy koczownicze Azji Środkowej uważały, że doppelganger „pojawia się jako zjawisko amorficzne, wywołuje w nawiedzanym ciągły niepokój, nieokreślone pragnienia, melancholię, poczucie pustki, potrzebę nadzwyczajnej aktywności. Często osoby nawiedzane przez doppelgangera czują niemożliwy do opanowania przymus ciągłej podróży.” Kogo w powieści Słowik nawiedził zły duch?

Śląsk, lata ’90. Miejsce brudne, z niebem poprzecinanym sylwetkami kopalń, przesiąkniętym duszącym dymem. Tutaj mieszka bezimienna narratorka tej powieści wraz ze swoją przyjaciółką Anną. Dziewczynki wiele godzin spędzają z dziadkiem Anny, który uwięziony na wózku, zamknięty na zawsze w mieszkaniu, tęskni do dawnych podróży i opowiada im niesamowite historie:

"dziadek nagle rozrasta się do niezwykłej konstelacji obrazów, wspomnień, zapachów, dawno zapomnianych gestów, miejsc i historii. ze swoją skórą porżniętą zmarszczkami był jak pryzmat, który rozbijał świat wokół nas, nagle piękniejszy i bogatszy, na nieskończoną ilość barw, pokazując je nam, zachwyconym, zatopionym w feerii kolorów i świateł. patrzyłyśmy więc w twarz dziadka, na blok i osiedle niczym przez pocięty, przezroczysty kryształ i tylko dlatego nie potrafię przypomnieć sobie rysów jego twarzy."

To właśnie godziny spędzone z dziadkiem są czymś, co rozświetla narratorce i Annie ich zwykłe życie. Dziadek był w młodości marynarzem, pływał po wielu wodach i przeżył niesamowite przygody. To nic, że nie wszystkie nadają się dla uszu małych dziewczynek (np. te o portowych dziwkach z wielkimi, miękkimi piersiami) – dziadek opowiada. Wspomina. Uwięziony w jego ciele demon niespokojnej podróży wyrywa się na powrót ku słonym morzom, wielkim statkom, głębokim wodom i egzotycznym krajom. A dziewczynki słuchają, naciągają dziadka na snucie wciąż tych samych historii, bowiem zawsze brzmią one troszkę inaczej. I cały czas łakną nowej przygody.

"czasami w tych krajach, zwłaszcza w pasie drobnych wysp, dziadek czuł niewymowny smutek, śpiewał rzewne piosenki, wpatrywał się tępo w dal i tęsknił za wszystkimi miejscami, w których go akurat nie było."

"wspominał o tym z wielkim sentymentem, bo podobno tam, na lądach przejścia, gdzie wszelkie nazwy są wyłącznie umowne, zdarzały mu się najdziwniejsze rzeczy. czas zmieniał swój bieg, kierunki świata mieszały się ze sobą, dziadek czasem zapominał języków, którymi świetne mówił od wielu lat, albo znienacka odkrywał, że potrafi mówić językiem zupełnie nowym (…)"

Tak, doppelganger wyrywał się na wolność, ale pozostało mu tylko potrójne zniewolenie: raz, zniewolenie obecnością żony, zrzędliwej, typowej śląskiej baby, którą do szału doprowadzało zachowanie dziadka, dwa, zniewolenie w czterech ścianach, z których już nie wychodził, trzy, zniewolenie absolutne, wózka inwalidzkiego, z którego dziadek nie potrafił wstać. Siedział więc, patrząc przez okno, widząc tam coś niesamowitego (dziewczynki nigdy nie wiedziały co, nie odkryła tego nawet Anna, gdy po śmierci dziadka usiadła w jego wózku – przez okno widać było tylko ścianę bloku z naprzeciwka) i opowiadając. Był z niego bajarz doskonały i dziewczynkom nie przeszkadzało to, że historie traciły prawdopodobieństwo przez ciągle zmieniające się wersje. Może i nie były prawdziwe, ale czy to miało jakieś znaczenie? Nie miało. Te wspomnienia były jak klejnot, jak rozszczepiające się w dziecięcej zabawce-teleskopie kolorowe szkiełka, których kształt na pozór wciąż się zmieniał. Po dziadku Anny nie zostało nic poza opowieścią.

A do tego Dominika Słowik świetnie uchwyciła obraz Śląska sprzed około dwudziestu lat. Górny Śląsk, jaki wyłania się z jej powieści, jest równocześnie brzydki i piękny, pięknością, której dodawać może rzeczom i miejscom szpetnym tylko nostalgia:

"piękne były zachody słońca na osiedlu, zwłaszcza jesienią, kiedy w powietrzu nasyconym wilgocią wisiały ciężko pyły i dym z opalanych gazetami i plastikowymi butelkami okolicznych domów. światło zachodzącego słońca rozpraszało się jak zorza, przybierało najbardziej fantazyjne kształty i kolory, zalewając karminami, różem i krwistą czerwienią całe osiedle (…) słońce na osiedlu zawsze zachodziło, w zależności od pory roku, z lewej albo prawej strony dzielącego resztki widocznego horyzontu komina. a komin wyglądał pięknie w tym wieczornym świetle, ciemny, prawie czarny na tle czerwonego jesiennego nieba, jakby tam właśnie zaczynało ono pękać i na osiedle wylewała się powoli noc i zima."

„Atlas: Doppelganger” ma budowę szkatułkową, bowiem oprócz głównej osi wydarzeń zawiera jeszcze historię Sadowskiego, lekkimi nićmi połączoną z głównym nurtem powieści. Oba wątki łączy postać dziadka, postać niby tak dokładnie opisana, a jednak tajemnicza, pełna niedopowiedzeń, ciemnych zakamarków, z których obdziera dziadka dopiero śmierć. Jak już mówiłam: może i historie opowiadane dziewczynkom nie są prawdziwe, ale jakie to ma znaczenie, skoro są piękne?

"poza tym [dziadek] miał pół ciała zjedzone przez kiłę. (…) dziadek twierdził, że była to kiła egzotyczna, o innych objawach niż stary, dobry syfilis: jego ciało przypominało stary, szwajcarski ser. przez to musiał zrezygnować z pracy marynarza (bo dziadek anny był marynarzem) – woda przeciekała mu przez te dziury, tak że szedł na dno jak kamień, a co to za marynarz, co nie umie pływać; wrócił więc do kraju i został górnikiem."

To świetny debiut – i mówię to z pełnym przekonaniem. Ludzie, Dominika Słowik jest w moim wieku, a już napisała tak świetnie skonstruowaną powieść! Będę śledzić jej dalsze dokonania, bowiem wydaje mi się, że na naszych oczach rodzi się nowy talent polskiej literatury.

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    To książka, która czaruje, pozwala na podróż w czasie, do swoich także doświadczeń z czasów mieszkania w blokowisku. Zarówno mikro jak makrokosmos. Miejsce jedyne na świecie i miejsce wybrane.
    Autorka ma niesamowity dar do opowiadania, ale niepozbawionego ironii i szczypty humoru. Tworzy własny język i kształtuje formę dopasowując ją do swojej opowieści. Dzięki temu mamy do czynienia z czymś niepowtarzalnym, a zarazem tak bliskim.

Inne proponowane
Warto zerknąć