ebook Marsjanin
4.39 / 5.00 (liczba ocen: 492149) Ilość stron (szacowana): 369

Marsjanin
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 19.90
Audiobook - najniższa cena: 27.93
wciąż za drogo?
VIRTUALO#VIRTUALO Urodziny
VIRTUALO#VIRTUALO Urodziny
29.67 złpremium: 19.14 zł Lub 19.14 zł
-37% 19.90 zł
23.93 zł Lub 21.54 zł
31.90 zł Lub 28.71 zł
22.33 zł
22.33 zł 20% rabatu
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (10)
Inne proponowane
Mark Watney kilka dni temu był jednym z pierwszych ludzi, którzy stanęli na Marsie.

Teraz jest pewien, że będzie pierwszym, który tam umrze!

Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, stwierdza, że został na Marsie sam w zdewastowanym przez wichurę obozie, z minimalnymi zapasami powietrza i żywności, a na dodatek bez łączności z Ziemią. Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej; zresztą, nawet gdyby wyruszyli po niego niemal natychmiast, dotarliby na Marsa długo po tym, jak zabraknie mu powietrza, wody i żywności. Czyżby to był koniec? Nic z tego. Mark rozpoczyna heroiczną walkę o przetrwanie, w której równie ważną rolę co naukowa wiedza, zdolności techniczne i pomysłowość odgrywają niezłomna determinacja i umiejętność zachowania dystansu wobec siebie i świata, który nie zawsze gra fair…

Na podstawie książki powstał wyreżyserowany przez Ridleya Scotta film, w którym główną rolę gra Matt Damon.

Marsjanin od Andy Weir możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
(...) Ale tak na prawdę zrobili to dlatego, że każą istota ludzka ma podstawowy instynkt, który każe pomagać drugiej istocie ludzkiej znajdującej się w potrzebie. Czasem może się wydawać, że tak nie jest, ale to prawda.
W kosmosie nikt nie usłyszy, że wrzeszczysz jak mała dziewczynka.
Andy Weir urodził się w 1972 roku w Kalifornii. Jest informatykiem, jako programista współpracował przy produkcji gry Warcraft 2. Jednak od zawsze zajmował się też pisaniem – swoje teksty publikował na stronie internetowej. „Marsjanin” to jego debiut – jak widać, bardzo udany, ponieważ książka zyskała światowy rozgłos, a na jej podstawie Ridley Scott nakręcił film o tym samym tytule.

Mark Watney jest jednym z pierwszych ludzi, którzy postawili nogę na Marsie. Burza piaskowa zmusza ekspedycję, w skład której wchodzi, do szybkiej ucieczki. Mark zostaje ranny, a jego towarzysze, przekonani, że nie żyje, czym prędzej uciekają z Marsa. Mężczyzna jednak cudem przeżywa, ale kiedy się budzi, zauważa, że został sam, bez kontaktu z Ziemią i z małymi zapasami żywności. Nie poddaje się jednak i rozpoczyna walkę o życie.

Niezaprzeczalnie największą siłą tej książki jest postać Marka Watneya, a właściwie jego humor i umiejętność zachowania zimnej krwi. Mogę śmiało powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych postaci, jaką kiedykolwiek „poznałam” na kartach jakiejkolwiek książki. W chwili, kiedy Mark orientuje się, że został sam na bezludnej planecie, która nie jest zbyt przyjaźnie nastawiona do jakiejkolwiek formy życia, a co dopiero człowieka, postanawia prowadzić dziennik. Opowiada tam o tym, co robi, jakie ma plany. I to tutaj objawiają się dwie największe cechy Marka, które pozwoliły mu przetrwać: inteligencja i poczucie humoru. Mark jest botanikiem i inżynierem mechanikiem, więc maksymalnie wykorzystuje swoją wiedzę i umiejętności – między innymi zaczyna hodować te słynne już ziemniaki. Jego inteligencja przydaje się w momentach, w których trzeba coś podpiąć do czegoś innego, przełączyć czy dosłownie skonstruować. Jego pomysłowość naprawdę imponuje – Mark musi zatroszczyć się o wodę, żywność, powietrze i transport, ale udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych. Z kolei jego poczucie humoru pomaga mu w utrzymywaniu dobrego samopoczucie w sensie psychicznym – jest to ważne zwłaszcza wtedy, gdy Mark nie ma przez długi czas kontaktu z Ziemią. Nie daje po sobie poznać, że znalazł się w dosyć nieciekawej (lekko mówiąc) sytuacji. Co więcej, on sobie z niej wręcz żartuje. Godnym pozazdroszczenia jest to, że zawsze potrafi odszukać dobrą stronę danej sytuacji. Mimo że jego zapasy żywności się coraz bardziej uszczuplają, Mark żartuje sobie na przykład z przygotowywania herbaty nic („Zacząłem dzień od herbaty nic. Herbata nic jest bardzo łatwa w zaparzaniu. Najpierw nalej trochę gorącej wody, potem dodaj nic”). Mimo że jest jedyną osobą na całej planecie, szczyci się mianem najlepszego botanika („Nie chcę wyjść na aroganckiego, ale jestem najlepszym botanikiem na planecie”). Mimo że niszczy drewniany krzyżyk, aby uzyskać ogień, co jest oczywiście bardzo niebezpieczne, zdaje się tym zupełnie nie przejmować („Zniszczenie jedynego symbolu religijnego wystawiło mnie na pastwę marsjańskich wampirów. Muszę zaryzykować”). Tę książkę można byłoby uznać za świetny poradnik w stylu „jak zachować trzeźwość umysłu w nawet najgorszej sytuacji”. A to wszystko za sprawą genialnego Marka Watneya.

Najciekawiej robi się jednak wtedy, gdy Mark odzyskuje kontakt z Ziemią. Dzienniki Marka, owszem, są interesujące i zabawne, ale pewną trudność może sprawiać bardzo dużo obliczeń, danych i naukowe słownictwo. Nie było to dla mnie dużą przeszkodą, ponieważ wszystko jest dosyć dobrze wyjaśnione, ale wiem, że wielu czytelnikom sprawiło to problemy. Sięgając po „Marsjanina”, trzeba być po prostu przygotowanym na takie rzeczy – w końcu to science-fiction, a więc niezbędne są tutaj odniesienia do fizyki, matematyki czy techniki. Dlatego ciekawie robi się wtedy, gdy akcję możemy obserwować z dwóch stron – z Ziemi i z Marsa. Zwłaszcza że Mark nie rezygnuje ze swojego humoru i jego potyczki słowne z największymi ludźmi NASA bawią chyba jeszcze bardziej. Paradoksalnie to chyba ludzie na Ziemi denerwują się bardziej niż sam Mark.

Tym, co najbardziej ujmuje mnie w tej książce (oprócz postaci Marka oczywiście!), jest brak patosu. Dotąd książki czy filmy o wyprawach w kosmos wydawały mi się nieco nadęte, zbyt filozoficzne i za bardzo poważne. Zawsze podejmuje się wtedy tematy takie jak to, czy istnieje jakieś życie pozaziemskie albo czy ludzkość powinna zasiedlać inne planety. Tutaj tego nie ma. Mark jest jedynym człowiekiem na Marsie i cieszy się tym, że może uznać się za kosmicznego pirata, hoduje sobie ziemniaki, słucha muzyki disco z lat 70., którą zabrała w podróż komandor Lewis i kombinuje, jak wytworzyć wodę czy powietrze, przy okazji się nie wysadzając. Sięgając po „Marsjanina”, spodziewałam się dość trudnej i angażującej lektury, ale oprócz nieco trudnego, naukowego słownictwa czy wielu obliczeń, nie ma tu nic, co sprawiałoby trudności. Czyta się go naprawdę lekko i przyjemnie. A główny wniosek z tej książki jest jeden: będąc jedynym człowiekiem na bezludnej planecie, niezbędne są ziemniaki, taśma klejąca i dobra muzyka.

Ocena: 5/6
©Bohater Fikcyjny
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    Połączenie humoru z kawałem dobrej fantastyki naukowej, polecam do przeczytania nawet, jeśli ktoś skusił się już na film, warto!

  • Awatar

    Spodziewałem się thrillera SF, dostałem przezabawną wersję Robinsona w kosmosie. Polecam.

  • Awatar

    Zawsze lubiłam Robinsona Crusoe i uwielbiałam Tajemniczą Wyspę. Tu mam wersję uwspółcześnioną. A nawet nieco wybiegającą w przyszłość.
    Jest znakomita. Połknęłam. Przez ostatnie dwa dni strasznie mi przeszkadzały wymogi normalnego życia bo odrywały mnie od niesamowitej walki Marka Watneya z Marsem.
    Nie wiem na ile całość jest uprawdopodobniona naukowo a na ile po prostu sprytnie opakowana w naukowe opisy. Ale czyta się świetnie. Język mimo przeładowania fizyką i chemią nie nudzi a akcja porywa. Mark jest naukowcem ale jest sprytny i ma przeogromną wolę przetrwania.
    A cudowność i wielkość USA w tle... no cóż amerykańska książka, amerykański sen, amerykański happy end.

    Kawał świetnej rozrywki. Z tym, że łyka się w góra dwa wieczory

  • Awatar

    Siła reklamy okazuje się być tak potężna, że w moim przypadku spowodowała chęć sięgnięcia po książkę z gatunku, science - fiction, z którym to właściwie nie mam zbyt wiele do czynienia. Ludzka psychika jest podatna na obiecanki, a gdy już się człowiek na nie złapie, często pozostaje jedynie niesmak.

    Po książce „Marsjanin” autorstwa Andy’ego Weir spodziewałem się niesamowitego klimatu i napięcia, które będzie mi towarzyszyć podczas śmiertelnie niebezpiecznej wyprawy na czerwoną planetę. Gorączkę podsycały zwiastuny filmowe produkcji kinowej, która powstała na podstawie tej powieści. Szykowałem się więc na murowany hit i ciary przechodzące nie tylko po plecach, ale wręcz na całym ciele. Jak się niestety okazało „mrówki” musiałem zarezerwować sobie na inną okazję, bo w przypadku „Marsjanina” napięcie, którym powinny towarzyszyć te „owady” zaginęło w gmatwaninie technicznych teorii, porad survivalowych, niczym nie skrępowanego bohaterstwa i wielu nieprawdopodobnych sytuacji, w których znajduje się bohater Mark Watney. Z drugiej jednak strony, czym tu się denerwować, skoro autor sposobem narracji, wskazuje czytelnikowi, jakie znajdzie w powieści zakończenie? No chyba, że ktoś nie wytrwa do końca?

    Filmu do tej pory nie oglądałem, jednak sądząc po peanach krytyków, udał się znakomicie. Być może „Marsjanin” nadaje się wyłącznie na hollywoodzką produkcję, jednak nie na powieść, która zadowoli poszukującego dobrej literatury bibliofila. Tutaj banał goni groteskę, a przecież „Marsjanin” z komedią nie ma nic wspólnego. Nie wiem komu mogę polecić tę książkę, chyba tylko rasowym czytaczom literatury SF. Oby się tylko na mnie nie obrazili.


  • Awatar

    Współczesna wersja Robinsona Crusoe. Fajnie napisana , z poczuciem humoru. opisy technologii kosmicznych nie są zbyt skomplikowane i nawet nie będąc fanem literatury S-F można się cieszyć lekturą. PS. teraz z przyjemnością zweryfikuje książkę z filmem :)

  • Awatar

    Fenomenalna. Najlepsza książka jaką przeczytałem w ciagu ostatnich 2 lat. Piękna historia o przetrwaniu za wszelka cenę, o potędze wiary, ale też dobrego planowania z wyprzedzeniem i matematyki! W końcu bohater zawsze był przygotowany na to ile mu zostało każdego czynnika odpowiedzialnego za przeżycie. Nie rozczarował mnie ani jeden fragment książki. Wciągająca od początku do końca. Po prostu genialna.

  • Awatar

    Wow - naprawdę bardzo fajna książka. Jedna z lepszych jakie ostatnio przeczytałem.
    Szczerze polecam!

  • Awatar

    Nie będę się rozpisywał, bo opinii już trochę jest :)
    Dodam tylko, że książkę warto czytać właśnie w wersji elektronicznej z wyłączonym podglądem postępów czytania... Dzięki temu nie będziesz wiedział czy jeszcze coś nieprzewidywanego się wydarzy, czy może to już koniec żywota bohatera na Marsie.
    To książka, gdzie naprawdę nie warto wiedzieć ile zostało stron do końca - zyskuje wtedy wiele.

  • Awatar

    Porażka. Literacko, warsztatowo, faktograficznie. W przyzwoitej literaturze SF spodziewam się właśnie Sci-Fi - nauki oraz fikcji. W dowolnej właściwie proporcji. Tymczasem "Marsjanin" nie ma ani jednego ani drugiego. Babol poganiany babolem w sferze "naukowej" (szczytem było już dla mnie łatanie marsjańskiego łazika za pomocą duct tape - nawet Pogromcy Mitów pękaliby w tym miejscu ze śmiechu). Z drugiej strony fikcja na poziomie zabawy przedszkolaków w lot na księżyc w kartonowym pudełku ze śmigiełkiem. Zresztą karton pojawia się tu kolejny raz, wraz z papierowymi postaciami.
    Przy tym humor - wymuszony, dziecinny, podany kawa na ławę. Może dobry dla nastoletniej, popcornowej widowni, na pewno nie dla wytrawnego czytelnika. No chyba że cała ta "powieść" miała być pastiszem samej siebie i wywoływać śmiech, zwłaszcza w co bardziej dętych momentach. Jeżeli takie było jej rzeczywiste założenie, to można pogratulować autorowi, bo spisał się świetnie. Boki zrywać, że nabrał tysiące ludzi, którzy zgodzili się na przysłowiowe "eat shit" (które tutaj nabiera dodatkowego wymiaru, wraz z hodowanymi na marsjańskiej glebie ziemniaczkami). I to dwukrotnie, raz za pośrednictwem jego "książki", kolejny raz na ekranach kin. Cieszta się ludziska, objazdowy cyrk przyjechał. Eat shit!

  • Awatar

    Świetna książka sci fi z dawka humoru. Czyta sie bardzo szybko i mimo dużej ilości technicznych wstawek jest przyjemna a główny bohater powala na łopatki swoimi komentarzami.

  • Awatar

    Nie jestem miłośnikiem SF, ale ten ebook mnie zachwycił. Przeczytałem w jedną noc, poprawiłem audiobookiem w oryginale i jeszcze dodatkowo obejrzałem film. Ebook wygrywa.

  • Awatar

    Ta i więcej recenzji na mojej stronie geeklife.pl

    Mark Watney uczestniczy w trzeciej załogowej misji na Marsa. Z zaplanowanego miesiąca na powierzchni planety załoga wytrzymuje tylko 6 dni, ponieważ wielka burza uniemożliwiła dalszą pracę. W wyniku wypadku ranny Mark pozostaje sam na planecie. Watney staje wtedy przed wyborem: poddać się lub walczyć i spróbować przeżyć do kolejnej misji planowanej za cztery lata. Oczywiście wiemy jaką podjął decyzję :)

    Większość książki obserwujemy z perspektywy Marka, a dokładniej z prowadzonego przez niego dziennika. Na koniec każdego sola (marsjański dzień) Mark podsumowuje wydarzenia, zbiera do kupy wyliczenia i przedstawia plany na kolejne dni.
    Pewnie gdzieś to słyszeliście, ale nie da się opisać tego lepiej. Mark Watney to połączenie Beara Gryllsa, Robinsona Crusoe i MacGyvera. Z wykształcenia botanik, więc co i rusz próbuje stworzyć pierwszą uprawę ziemi na innej planecie. Naprawia radio, kombinuje jak stworzyć więcej wody, jak wyciągnąć poszczególne pierwiastki chemiczne. Ma więcej ciekawych pomysłów niż rezydenci naszego sejmu razem wzięci...

    Nie będę rozpisywał się nad pomysłami ich realizacją, ponieważ to jeden z najlepszych motywów książki. I są to jak najbardziej realne działania. Nie ma tutaj laserów, podróży nadświetlnych i generujących nieskończone powietrze skafandrów. Nie wiem nad czym dłubie aktualnie NASA, ale załogową wyprawę na Czerwoną Planetę wyobrażam sobie dokładnie tak jak przedstawił to Weir. Mnóstwo mechaniki i mnóstwo obostrzeń, które muszą brać pod uwagę astronauci są tutaj dobrze zaznaczone i zupełnie nie zdajemy sobie sprawy, że czytamy książkę sci-fi. Jest aż tak realistycznie.

    Pomysłowość Marka idzie w parze z kapitalnym poczuciem humoru. Nawiązania, przemyślenia i analiza poszczególnych sytuacji okraszone są świetnymi żartami. Wielokrotnie parskałem śmiechem czytając podsumowanie jego całodziennych zmagań z niesprzyjającą atmosferą. Dawno tak się nie ubawiłem czytając książkę!

    O filmowym Marsjaninie słychać dużo w mediach, ponieważ recenzje jakie zbiera mówią jasno, że mamy do czynienia z hitem. Ja jeszcze nie oglądałem, ale już wiem, że będę bawił się przednio. Zachęcam każdego, aby przeczytał tę niepokojąco realistyczną książkę o podboju Marsa, bo jestem pewien, że każdy znajdzie coś dla siebie. POLECAM!

  • Awatar

    Przeczytałem - polecam. Dobre s-f + poradnik zrób to sam + sporo humoru. Wszystko podane w luźnej i przyjemnej formie.

  • Awatar

    Pozycja dla miłośników s-f i programów 'Zrób to sam' Pana Adama Słodowego (ktoś jeszcze to pamięta?). Nietypowa narracja i znakomite poczucie humoru autora powodują, że trudno się od lektury oderwać. Drobne niedociągnięcia warsztatowe nie są praktycznie zauważalne. Książka zdecydowanie godna polecenia.

  • Awatar

    Marsjanin jest książką bardzo lekko napisana. Czyta się bardzo szybko i naprawdę przyjemnie - pomimo utrzymania dość realistycznych opisów zdarzeń czy sytuacji dzięki wplecionemu poczuciu humoru autora całość sprawia, że strony lecą praktycznie same a przyjemność z czytania jest bardzo duża. Naprawdę warto przeczytać!

  • Awatar

    Jestem świeżo po przeczytaniu tej książki i pierwsze co ciśnie mi się na usta to to, że książka jest fajna, ale bynajmniej nie jest to działo które na długo pozostanie w naszej świadomości. Mój największy zarzut pod jej adresem to chyba naiwność która z niej wyziera praktycznie na każdej stronie. Mamy oto samotnego, porzuconego w wyniku nieszczęśliwego wypadku członka załogi misji na Marsa, który przez półtora roku i praktycznie bez pomocy z zewnątrz zmaga się z przeciwnościami losu, których ten mu nie oszczędza. I pisząc o przeciwnościach losu nie mam na myśli drobnych usterek technicznych, a prawdziwe katastrofy. Niby wszystko podszyte jest mniej lub bardziej quasi naukowo-technicznymi wyjaśnieniami, ale pokłady szczęścia jakie wykorzystał główny bohater starczyłyby obdarowanie nimi połowy ludzkości, co w efekcie sprawia że całość historii traci nieco na rzeczywistości.
    A skoro jesteśmy już przy naukowo-technicznych niuansach to moim zdaniem było ich zdecydowanie za dużo. Rozumiem że taki zabieg miał w naukowy sposób urealnić wszystko o czym czytaliśmy, ale po pewnym czasie osobiście czułem się nieco tym przytłoczony i to pomimo iż sam język użyty do ich objaśnienia był przystępny.
    Inną rzeczą która nie koniecznie przypadła mi do gustu, był sam bohater, a właściwie jego poczucie humoru, dodam że jest to dość prosty humor z rodzaju puszczę do mikrofonu bąka, a obsłudze w Houston powiem, że był to odgłos eksplozji. No może trochę przesadziłem, ale nie wiele rozminąłem się z tym co możemy odnaleźć w samej książce. Trochę mi to nie pasowało do powagi sytuacji w jakiej znalazł się nasz astronauta.
    I tu dochodzimy do trzeciego zarzutu czyli braku dramatyzmu. Niby przeciwności losu do pokonania nie brakowało, ale nie powodowały one u mnie szybszego bicia serca. Sposób i łatwość z jaką Marc (główny bohater) radził sobie z tymi przeciwnościami sprawiały, że w zasadzie przez cały czas byłem spokojny o jego los, wiedząc jaki koniec go czeka.
    To wszystko nie oznacza że książka jest zła, ale tak jak napisałem na początku nie jest to pozycja która odciśnie na nas swoje piętno. Czegoś w niej zabrakło. Ale jako książka do odstresowania, szczególnie na wakacje nadaje się świetnie. No i świetnie nadaje się na scenariusz do filmu na który już czekam :)

  • Awatar

    Książka jest... fajna! Jest jedną wielką sprzecznością: naiwna do bólu, a jednocześnie przeładowana szczegółami naukowo-technicznymi. Opowiada o wydarzeniach tragicznych, ale z tak ogromnym poczuciem humoru, że chwilami chichotałam, bez szans na zachowanie powagi nawet w zatłoczonym autobusie. Ten koktajl jest rewelacyjny - trzyma w napięciu, uczy, bawi, jeśli tylko pozwoli się sobie otworzyć na tę specyficzną konwencję.
    Polecam!!!

  • Awatar

    Bardzo ciekawa, dobry czarny humor. Autor starał się dać naukowe podstawy dla wydarzeń w książce i wyszło mu to całkiem dobrze :-)

  • Awatar

    Genialna książka przygodowa!

    Każdy znajdzie tu coś dla siebie - pasjonaci kosmosu i podróży międzywgwiezdnych, naukowi laicy, poszukiwacze mocnych wrażeń i wyrazistych charakterów oraz czytelnicy lubiący dobry humor.

    BTW - czy ktoś może mi polecić podobne tytuły?

  • Awatar

    Świetnie się czyta, sporo fajnych przemyśleń pokazujących jak myśleć gdy praktycznie nie ma możliwości przeżycia w takim miejscu jak na Marsie.

    Gorąco polecam.

  • Awatar

    Rewelacyjna książka! Jedna z lepszych jakie ostatnio czytałam, choć nie jestem fanką SF. Pierwszy człowiek na planecie Mars, walka o przetrwanie, mnóstwo fachowych określeń i dobra dawka emocji. Napisana lekkim, miejscami nawet bardzo lekkim językiem, ale w zderzeniu i innymi opisami (m.in. specjalistycznych sprzętów), bardzo dobrze wpływa na całość książki. Zdecydowanie polecam!

  • Awatar

    Książkę przeczytałem w ciągu jednego wieczora. Na początku trochę trudna w czytaniu (nie lubię monologów), ale później się rozkręca. Bardzo podoba mi się czarny humor głównego bohatera. Ogólnie jest bardzo dobre czytadło w stylu Juliusza Verne'a czyli fantastyka "bliskiego zasięgu". Jedyne co mnie trochę zdziwiło, to tłumacz, który bez problemu używa ostrych wulgaryzmów w innych przepadkach, a przy tłumaczeniu słowa, które może oznaczać: dziwka, kur.a, itd, prostytutka, wybiera znaczenie prostytutka. Słowo prostytutka zupełnie nie pasuje do bohatera; jest zbyt grzeczne.

Warto zerknąć