Droga Królów
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.60 / 5.00
liczba ocen: 105800
Powiadom o promocji
Otrzymasz e-mail,
kiedy cena spadnie poniżej np. 36.53 zł
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
38.13 zł
45.39 zł
55.35 zł
55.35 zł
Pozostałe księgarnie
55.35 zł
36.53 zł
38.75 zł
43.83 zł
44.54 zł
45.94 zł
49.82 zł
55.35 zł
Opis:

Chirurg, zmuszony do porzucenia swej sztuki i zostania żołnierzem w najbardziej brutalnej wojnie od niepamiętnuch czasów. Skrytobójca, morderca, który płacze, kiedy zabija. Oszust, młoda kobieta, skrywajaca za płaszczem z kłamstw swoją prawdziwą naturę. Arcyksiążę, wojownik, owładnięty żądzą krwi. Świat może się zmienić. Ta czwórka jest kluczem do przyszłości. Jeden z nich może przynieść zbawienie. Drugi doprowadzi do zagłady. „Książka mnie zachwyciła. Co jeszcze mógłbym powiedzieć.” Patrick Rothfuss

CYTATY:
Być człowiekiem to znaczy pragnąć tego, czego nie można mieć.
Nie cel się liczy, ale sposób w jaki się do niego dociera.
Ludzie są niegodni zaufania w wielu kwestiach. Ale ich chciwość jest czymś, na co zawsze można liczyć.
Cały świat zachowuje się tak, jak powinien, poza ludźmi. Może właśnie dlatego tak często chcecie zabijać się nawzajem.
Uczucia są tym, co definiuje człowieka, a panowanie nad nimi jest oznaką prawdziwej siły. Brak uczuć oznacza śmierć, ale działanie pod wpływem każdego uczucia, oznacza bycie dzieckiem.
Recenzje blogerów
Właśnie skończyłam czytać Drogę królów, która jakiś czas spędziła na mojej półce ze względów na niecodzienną objętość. Nie wiem czy wiecie, jak bardzo uwielbiam Sandersona, gdyż w żaden sposób tego nie ukrywam. Ba, wręcz się tym szczycę i jestem dumna z tego, że mam taki dobry gust czytelniczy, ot co. Słyszałam, że Archiwum burzowego światła to niesamowita seria, jednak nie potrafiłam dopuścić do siebie myśli, że coś może przebić Ostatnie Imperium, czyli mój ulubiony - do tej pory - cykl Brandona Sandersona. Ze zdziwieniem muszę przyznać, że reszta świata miała rację: Droga króla jest czystym geniuszem i do tej pory serce bije mi tak mocno, że zaczynam obawiać się o to, że nigdy już nie przestanie tak szybko pompować mojej krwi. Właśnie zaprezentowałam jawny przykład melodramatyzmu, ale nie potrafię uspokoić tych uczuć w moim wnętrzu. Burzowa książka.

Kaladin nigdy nie spodziewał się, że tak potoczy się jego życie. Miał zostać chirurgiem i przejąć po ojcu gabinet, poślubić swoją przyjaciółkę, czego potajemnie od niego oczekiwano i spędzić resztę życia w małym miasteczku, które od zawsze było jego domem. Z dala od wojny, niebezpieczeństw i walk. Los jednak ma dla niego całkiem inne plany i chłopiec musi porzucić ratowanie życia dla jego odbierania. Szeth jest skrytobójcą z Shinovaru, Mocowiązcą, Kłamcą. Ma zabijać, takie jest jego zadanie. Nie zadawać pytań, wykonywać rozkazy mimo tego, że każde kolejne odebrane życie jest dla niego ciosem prosto w serce i - gdyby tylko mógł - najchętniej uciekłby jak najdalej od kolejnych panów bez serca, którzy kierują jego życiem.

Shallan pochodzi z rodu arystokratów, jednak teraz - po śmierci ojca - ona i jej bracia są bankrutami z mnóstwem długów na głowie. Dziewczyna - chociaż całe życie chowana była pod kluczem - obmyśla ryzykowny plan na odbudowanie rodzinnej fortuny. Musi tylko zostać uczennicą królewskiej siostry, heretyczki, oświeconej Jasnah. I okraść ją. Dalinar po śmierci brata stał się całkiem inną osobą. Porzucił poprzedni tryb życia, zaczął ściśle przestrzegać kodeksu, którym nikt w amii się już nie kieruje. Jego bratanek jest królem, a on musi ochraniać go za wszelką cenę. Przeszkadzają mu w tym jednak wizję, które nachodzą go podczas burz. Jeden z jego synów uważa, że arcyksiążę traci zmysły i on sam jest bliski w uwierzeniu w to. Coś jednak popycha go do przodu i każe dalej iść tą samą ścieżką. Czas najwyższy zmienić świat, który coraz bardziej zbliża się ku upadkowi.

„Jakże łatwo zignorować czarne serce, jeśli otacza je wyprasowany mundur i reputacja uczciwego.”

Świat stworzony przez Sandersona w Archiwum burzowego światła jest tak skomplikowany, pełen zawirowań, politycznych gierek i zdrad, a równocześnie tak zbudowany, że od pierwszej strony czułam się w nim jak w domu. Zapewne będą tacy, co będą skołowani tym natłokiem nowych informacji, jednak ja w książkach Brandona od razu się odnajduję i ze spokojem poznaję jego kolejne szczegóły - bez pośpiechu smakuję każdy opis zwierząt, roślin, ludzi i staję się jedną z nich. Tak po prostu, bez wysiłku. Przystosowuję się i nie wyobrażam sobie życia w innym świecie. Drogę królów czytałam przez kilka dni - dużo jak na mnie - i teraz jest mi bardzo ciężko wrócić do rzeczywistości. Ten autor jest mistrzem, jeśli chodzi o kreację otoczenia, a to, co pokazał tutaj to istny majstersztyk, który jak nic przejdzie do kanonu klasyki fantasy. O ile już go tam nie ma.

Bohaterowie są tak cudownie barwni, tak pełni życia (i burzowego światła!), że nie da się być w stosunku do nich obojętnym. Kaladin jest moim ulubieńcem, co pewnie nikogo nie dziwi. Odważny, nieprzewidywalny, inteligentny, honorowy. Nie wiem czy potrafiłabym wymienić jego jakąś wadę, chociaż ma tendencję do wpadania w rozpacz, co jest w pełni zrozumiałe, jeśli rozważymy przebieg jego życia. Każda z postaci ma jakieś motywy swojego postępowania i nie ma tutaj ludzi dobrych albo złych. Podejmowane przez nie decyzje wpływają na losy innych, a osoba, która może wydawać nam się uosobieniem cnót nagle odkrywa długo ukrywane ciemne strony swojej osobowości i odwrotnie. Do samego końca wahałam się z klasyfikacją bohaterów i do tej pory nie wiem, gdzie powinnam ich powkładać. Są zbyt skomplikowani, bym tylko po przeczytaniu tysiąca stron zrozumiała ich do głębi.

„Nie zamykał uszu na krzyki. Nie ignorował jęków bólu. Zwracał uwagę na każdy z nich. I nienawidził samego siebie.”

Shallan zaś jest bohaterką nieco irytującą swoim zachowaniem, jednak nie mogę tak po prostu powiedzieć, że jej nie lubię i przejść dalej. Bo to nie byłaby prawda. Może nie jest najbardziej sympatyczną osobą, z którą miałam styczność w Drodze królów, jednak jej pragnienie dążenia do wiedzy i ta chęć odkrycia prawdy o otaczającym ją świecie sprawiały, że lubiłam bardzo rozdziały z jej perspektywy i nie mogę doczekać się chwili, gdy dalej będę towarzyszyć jej w badaniach. Szczególnie po tym, czego się dowiedziała. Uwielbiam zaś Jasnah, która jest jedną z tych postaci, które zawsze dążą do celu i są tak inteligentne, że spędza się z nimi czas z nadzieją, że kapka tej mądrości jakoś wyfrunie z książki i siądzie czytelnikowi do głowy. Heretyczka jest chyba jedną z moich ulubionych postaci tej serii, chociaż kocham Kaladina, Dalinara, całą drużynę mostu czwartego, a losy Szetha łamią mi serce. Jego cierpienie sprawiało, że miałam łzy w oczach i nie podoba mi to, kim się stał za sprawą zwyczajnie głupich ludzi, którym wydaje się, że mają prawo rządzić losami innych.

Z racji tego, że - jakby nie było - toczy się tu wojna pełno jest opisów scen batalistycznych, za którymi zwykle nie przepadam, jednak tutaj śledziłam każdy cios Ostrzem i każdą strzałę wypuszczoną z łuku przez wrogów, którzy zaintrygowali mnie na tyle mocno, że chciałam, by autor poświęcił kilka rozdziałów na przybliżenie ich historii i pochodzenia. Odnoszę wrażenie - po zakończeniu, że moja prośba została spełniona w drugim tomie. Wbrew pozorom fabuła Drogi królów nie pędzi na łeb na szyję, tylko rozwija się krok po kroku i pozwala nam rozeznać się w całej sytuacji, co jednak jest bardzo trudne. Osobiście co jakiś czas przerywałam czytanie pełna coraz to nowych spekulacji i pytań. Z racji tego, że Archiwum burzowego światła planowo ma zawierać dziesięć ogromnych tomów odpowiedzi na moje wątpliwości praktycznie nie dostałam. Ale sądzę, że to dobrze. Sanderson wystawił moją cierpliwość na ogromną próbę. Lubię wyzwania.

„Sposób, w jaki osiągamy zwycięstwo, jest równie ważny, jak samo zwycięstwo.”

Po zakończeniu Drogi królów zrozumiałam, że przy Z mgły zrodzony i reszta serii jest praktycznie opowieścią jak dla dzieci. Nie mogę nic jej zarzucić, gdyż wciąż ją uwielbiam, jednak Archiwum burzowego światła pokazuje, jak dużo Sanderson ma nam do zaoferowania i zapewne ten cykl będzie nazywany dorobkiem jego życia, chociaż pewności nie mam - ten człowiek raz za razem mnie zaskakuje. Na chwilę obecną bez wahania mogę powiedzieć, że Droga królów jest moją ulubioną książką tego autora, co pewnie zmieni się w momencie, gdy przeczytam Słowa światłości oraz Dawcę przysięgi, gdy już pojawi się na rynku. Nie mam wątpliwości, że cały ten cykl będzie moim ulubionym. Już nim żyję, a przede mną jeszcze dziewięć dziesiątych tego wszystkiego. Zapewne nikogo nie dziwi fakt, że nie mogę się doczekać chwili, gdy będę wiedzieć już o nim tyle, ile się tylko da, a cała ta sprawa z cosmere i łączeniem światów przestanie być dla mnie tak wielką tajemnicą.

Jest już późno, ale jestem pewna, że nie zasnę. Wszystkie te uczucia, które narastały we mnie podczas lektury, właśnie się skumulowały i dają o sobie brutalnie znać. Nie rozumiem, jak jeden człowiek może tworzyć tak żywe światy i wciąż i wciąż na nowo, jakby miał ich w głowie całe setki i co chwila pojawiały się kolejne. Na miejscu Brandona Sandersona chyba wylądowałabym na oddziale zamkniętym nie wiedząc, gdzie właściwie zaczyna się fikcja, a kończy jawa. Mój wzrok ucieka w kierunku Słów światłości, ale rozum mówi zostaw ją, ta książka cię zniszczy. Pewnie ma rację.

Ocena: 6/6
©Papierowe Miasta
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Przed zakupem tej książki i jej przeczytaniem , miałem poważne obawy czy po latach przerwy od książek fantasy ten gatunek nadal będzie potrafił mnie wciągnąć. Moje obawy potwierdziły się po pierwszych 30-40 stronach, ale ponieważ zawsze czytam książki do końca nie poddałem się. Uwielbiam takie chwilę gdy po nienajlepszym pierwszym wrażeniu później nie mogę się wprost oderwać od historii opisanych w książce. Bezdyskusyjnie największym plusem tej książki są bohaterowie ( Kaladin , Dalinar , Shallan), na których dalsze losy czekałem z wypiekami na twarzy. Najlepszą oceną tej książki może być fakt , że zaraz biorę się za drugi tom i liczę że spotkam w nim bohaterów z Drogi królów. 4,5/5

  • Awatar

    Jedna z najlepszych powieści fantasy od lat. Kopalnia pomysłów, świetny język. Intryga zawiązana na kilkuset stronach i naprawdę zero nudy. Polecam.

  • Awatar

    Precyzyjnie i konsekwentnie wymyślony świat, wartka akcja, losy bohaterów pozornie ze sobą nie związane, ale jednak splecione, to przepis na doskonałą opowieść, którą zaserwował nam Brandon Sanderson. Pomimo objętości, czyta się to doskonale i trudno nawet na chwilę przerwać. Książka stała się jedną z moich ulubionych podobnie jak autor. Gorąco polecam wszystkim.

  • Awatar

    Kiedy spoglądam na ogólną ocenę i wydźwięk komentarzy odnośnie tej książki, zastanawiam się czy aby na pewno czytałem właściwą książkę, a nie jakąś podróbkę zapakowaną w oryginalną okładkę. Jeżeli miałbym ją zrecenzować w jednym zdaniu, to powiedziałbym że cała książka, a jest to tysiąc stronicowe dzieło, stanowi najdłuższy wstęp do fabuły jaki przyszło mi czytać.

    Ktoś kiedyś w jednej z opinii jaką było mi dane przeczytać napisał, że książka ma "wyskoki próg wejścia" i żeby historia tam opisana nas wciągnęła musimy przeczytać 50-100 stron. No cóż, ja przez pierwsze 40% książki zastanawiałem się czy nie odłożyć jej na półkę i sięgnąć po inną pozycję, przez kolejne 30% akcja pozwoliła mi przeskakiwać przez kolejne strony z umiarkowanym zainteresowaniem, żeby w końcu przez kolejne 30% pozwolić mi zacząć cieszyć się lekturą. Niemniej jednak radość nie nastąpiła od razu, a rozwijała się we mnie stopniowo z każdą kolejną przeczytaną stroną, żeby swoje apogeum osiągnąć przy 90% przeczytanej książki. Poważnie, prawdziwie elektryzujące jest ostatnie 10% książki.

    Opisy tej książki też są nic nie warte, bowiem sugerują że na jej kartach poznajemy historię 4-5 bohaterów, którzy stanowią główną oś dziejących się tam wydarzeń. I może jest to po części prawda, z tym że właściwie ponad połowa kartek zarezerwowana jest dla jednego bohatera. Jeżeli miałbym procentowo przedstawić ilość poświęconych kart na opis kolei losu poszczególnych bohaterów to byłoby to odpowiednio, 60/25/15/7/oraz reszta. Niektóre postacie i sceny zostały tam wplecione właściwie nie wiadomo w jakim celu, bo tak szybko jak się pojawiają tak szybko znikają. I żeby nie było niejasności, w takim podziale nie ma nic złego, pod warunkiem że oś fabularna skupiona wokół głównego bohatera jest elektryzująca, obfitująca w zwroty akcji, twisty fabularne, i wszelkie inne rzeczy pozwalające na wciągnięcie się w opisywaną historię, tutaj tego nie ma. Akcja rozwija się w ślamazarnym tempie, zmierzając właściwie do z góry wiadomego celu. Pomijając ostatnie 10% książki nic specjalnie się tam nie dzieje, a to wszystko co zostało tam opisane z powodzeniem można byłoby zawrzeć na 200 stronach, zamiast na 900, oszczędzając czytelnikowi czas i wzrok. Żeby było śmieszniej książka kończy się w momencie kiedy akcja nabiera w końcu rozpędu, tak na prawdę zostawiając nas z masą pytań i nic nie wyjaśniając oraz nie kończąc żadnego wątku. Jako że zakupiłem od razu dwie części mam tylko nadzieję, że kolejna część to będzie 1000 stron czystej akcji, bez zbędnego lania wody tak jak to miało miejsce tutaj.

    I na koniec żeby nie wyszło, że jestem stronniczy. Wcześniej czytałem tego autora cykl "Ostatnie Imperium", który to ogromnie przypadł mi do gustu, mimo wyraźnych braków autora w pewnych kwestiach. Tam jednak od pierwszych stron historia nas wciągała, a fabuła nie raz oferowała nam zwrot o 180 stopni powodując u nas opad szczęki. Więc uprzedzony do stylu Sandersona nie jestem. Fantastykę lubię i czytam chętnie, więc gatunkowo książka też leży w moim kręgu zainteresowań. W książce nie potrzebuje barwnych opisów przyrody, ani ludzi, więc z tym też nie miałem problemu, bo trzeba tu zaznaczyć że Sanderson oddaje czytelnikowi ogromne światy, przypominające bardziej pustkowia, bądź świat post apokaliptyczny (fauna i flora są nad wyraz ubogie) w których akcja mimo ogromu świata toczy się praktycznie w jednym, dwóch miejscach. Tutaj dodatkowo mimo ogromu różnorodności kulturowej i etnicznej zamieszkujących te uniwersum ludzi, ich opisy są mówiąc oględnie... skromne. A to wszystko, gdy zbierzemy to razem sprawia, że mamy poczucie niewykorzystanego potencjału. Ale tak jak zaznaczyłem nie przeszkadza mi to aż tak bardzo. Niemniej jednak mimo że mój gust literacki nie odstaje raczej od średniej krajowej, to tutaj jestem zawiedziony tą pozycją. Po ocenach spodziewałem się wgniatającej mnie historii, a dostałem mocnego 1000 stronicowego przeciętniaka. Być może druga część wynagrodzi mi to z nawiązką, ale w tej chwili jestem rozczarowany tą konkretną pozycją, a porównania do Martina czy Tolkiena są profanacją i powinny być ścigane z urzędu ;)

    Reasumując, jeżeli masz dużo czasu i jesteś optymistą wierzącym że historia się rozkręci w drugim tomie (ja jeszcze tego nie wiem), bądź jesteś fanem twórczości Sandersona to można książce dać szanse, szczególnie w jakiejś fajnej promocji, bo pełnej ceny nie jest warta. Ale ze swojej strony najpierw polecam cykl "Ostatnie Imperium" tegoż autora, który na tą chwilę wydaje się o niebo ciekawszy, a który też pozwoli zaznajomić Ci się ze stylem tego autora. A już na pewno do wszelkich pochwał na temat Drogi Królów podchodź z dystansem i oceny dziel przez 2.

  • Awatar

    Jak dla mnie Sanderson to następca Tolkiena:) Książka długa ale nie żałuję ani jednej minuty przy niej.

  • Awatar

    Wspaniały świat, świetni bohaterowie - ogólnie cudowna książka. Według mojej subiektywnej opinii nawet Martin i jego Westeros przegrywa z Sandersonem.
    Po przeczytaniu Drogi królów natychmiast zakupiłem Słowa światłości :)

  • Awatar

    Cały czas nie mogę wyjść z podziwu, jak można stworzyć taki świat, historie, postaci...Nie jestem fanka fantastyki, ale książka mnie wciągnęła. Ciężko na początku było się wdrożyć a potem... poszło!

  • Awatar

    Przez cały czas próbuję sobie uzmysłowić, co kierowało mną i popychało mnie do sięgnięcia po „Drogę Królów”, będącą pierwszym tomem cyklu „Archiwum burzowego światła”? Wszak to literatura fantasy, z którą rzadko się spotykam i moje postrzeganie tego gatunku jest bardzo ograniczone, wręcz wpasowane w pewne, sztywno określone ramy, których przekroczyć nie umiem. Tym bardziej nie potrafię zrozumieć swojego postępowania, kiedy uzmysłowię sobie, że „Droga Królów” jest pierwszym z dziesięciu bądź dziewięciu opasłych tomów (960 stron), zakończenia, których wcale nie widać i nie wiadomo w ogóle czy ja, biedny żuczek dożyję do momentu, kiedy Brandon Sanderson (kilka lat chłopak ode mnie młodszy) postawi ostatnią kropkę i odłoży ostatnią kartkę maszynopisu, tej wspomnianej dziewiątej czy nawet dziesiątej księgi? Zatem zastanawiam się znowu, po jaką cholerę zaczynam czytać cykl, który nie rokuje szybko na jego zakończenie, przecież za rok czy dwa i tak nie będę pamiętał, co wydarzyło się w tomie pierwszym, nie wspominając już o szczegółach postępowania jego bohaterów? Więc nawet jeśli moje życie będzie długie na tyle, że doczekam do wydania ostatniej księgi cyklu, to zacznę to czytać wszystko od nowa? Chyba nie, bo najzwyczajniej w świecie, nie zdzierżę tego kolejny raz.

    Swoją przygodę z tym tomem, rozpoczynałem bodajże trzy razy. Dopiero za trzecim podejściem doszedłem do wniosku, że dam radę i świat stworzony na potrzeby tej ogromnej historii wciągnie mnie na tyle, że nie pogubię się w nim i będę w stanie ogarnąć go swoim rozumkiem, który jak wspomniałem w jest całkowitym ignorantem jeśli chodzi o gatunek fantasy. Przyznam, że na początku Sanderson zafascynował mnie swoimi pomysłami, stworzonymi bohaterami i całą otoczką, tego ogromnego i magicznego świata. W pewnym momencie zacząłem dochodzić jednak do wniosku, że książka, swoje gabaryty zawdzięcza całej masie tworzonych w niewiadomym celu scen, które całkowicie nie wnoszą niczego konkretnego do fabuły. Autor nie ułatwił mi wcale poznawania swojego świata, serwując non stop wymyślne (z arabska brzmiące) nazwy, za pomocą których czytelnik miał stworzyć w myślach obraz barwnego, targanego wieloletnim konfliktem świata. Niestety mylne było założenie autora, mnie taki zabieg wcale nie pomagał, wręcz przeszkadzał. Kiedy zacząłem zastanawiać się nad sensem doktryny wojennej i przyglądałem się stronom konfliktu, doszedłem do wniosku, że nie znam chyba głupszego sposobu na prowadzenie wojny i wyniszczanie swoich ( czasami też wrogich) zasobów ludzkich. Wnioski, których wysnucie zajmuje bohaterom kilka lat, mógłby doprowadzić do rychłego zakończenia wojny, no ale autor miał jednak całkowicie inną wizję na ten konflikt. Autor być może nie słyszał o szpiegach, infiltracji wrogich wojsk, bądź o złożonej taktyce wojennej?

    Innym poważnym mankamentem, który wręcz przeszkadzał mi w przyjemnym odbiorze tej powieści, są jej bohaterowie, ich konstrukcja. Brandon Sanderson chciał stworzyć postaci epickie, których postępowanie, działania i czyny będą spędzać czytelnikowi sen z powiek i zafascynowany nimi zacznie w końcu komponować na ich cześć pieśni pochwalne. Niestety nic takiego autorowi się nie udało, stworzył bowiem bohaterów mdłych, takich bez krwi i kości, których postępowanie doprowadza jedynie do ciężkiej frustracji i staje się tak nudne i przewidywalne, jak przysłowiowe falki z olejem. To bohaterowie, którzy wymagają ogromnej cierpliwości, jednak przez bez mała tysiąc stron taka cierpliwość może zostać wyczerpana.

    Nie chcę używać tutaj stwierdzeń, że zawiodłem się na tej powieści, nie mogę tak napisać, bo całkowicie nie wiedziałem czego mogę się po niej spodziewać. Mogę stwierdzić jedynie, że jest to literatura dla zagorzałych fanów gatunku, takich co to nic innego poza fantasy nie tykają, czyli całkowicie nie dla mnie. Ja pozostanę sobie w swoich sztywno wyznaczonych granicach i będę hołubił Wiedźmina albo Vuko Drakainena i pozostanę ich wiernym fanem.

    Ocena: z wielkim wahaniem 4/6, ale mogłoby być mniej.

  • Awatar

    Nie czytam fantastyki, natomiast tutaj książka po 5-10 % mnie porwała i wciągnąłem się w świat walki, honoru i czyhających niebezpieczeństw.

    Jeśli nawet nie lubisz fantastyki, warto jest spróbować, to niby aż 1000 stron, ale naprawdę książka warta polecenia.

  • Awatar

    Dawno się tak nie wciągnąłem

  • Awatar

    Na taką perłę czekałem bardzo długo, czyta się fantastycznie.Świeże spojrzenie na magię, sposób jej wykorzystania, czy raczej mocy, które są w posiadaniu niektórych bohaterów. Zdecydowanie polecam wszystkim niepewnym do tej pory potencjalnym czytelnikom, nie będą zawiedzeni, książka warta myślę każdej ceny i nawet za specjalnie bym na nią nie radził polować, po prostu kupować trzeba:)

  • Awatar

    Genialna! Polecam :)

Inne proponowane
Warto zerknąć