ebook Pochłaniacz
3.4 / 5.00 (liczba ocen: 7176)

Pochłaniacz
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - polecana oferta: 23.99
Audiobook - najniższa cena: 26.33
wciąż za drogo?
29.75 złpremium: 19.19 zł Lub 19.19 zł
23.99 zł Lub 21.59 zł
25.60 zł Lub 23.04 zł
31.99 zł
31.99 zł
22.40 zł
25.58 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (6)
Inne proponowane

Na miejscu zbrodni pozostał tylko zapach... Pierwszy tom serii o śledztwach gdańskiej profilerki. Powieść, którą Katarzyna Bonda umacnia swoją pozycję pośród najlepszych polskich pisarzy kryminalnych.

Zima 1993 roku. Tego samego dnia, w niejasnych okolicznościach, ginie nastoletnie rodzeństwo. Oba zgony policja kwalifikuje jako tragiczne, niezależne od siebie wypadki.
Wielkanoc 2013 roku. Po siedmiu latach pracy w Instytucie Psychologii Śledczej w Huddersfield na Wybrzeże powraca Sasza Załuska. Do profilerki zgłasza się Paweł „Buli” Bławicki, właściciel klubu muzycznego w Sopocie. Podejrzewa, że jego wspólnik – były piosenkarz i autor przeboju „Dziewczyna z północy” – chce go zabić. Załuska ma mu dostarczyć na to dowody.
Profilerka niechętnie angażuje się w sprawę. Kiedy jednak dochodzi do strzelaniny, zmuszona jest podjąć wyzwanie. Szybko okazuje się, że zabójstwo w klubie łączy się ze zdarzeniami z 1993 roku, a zamordowany wiedział, kto jest winien śmierci rodzeństwa. Jednym z kluczy do rozwiązania zagadki może okazać się piosenka sprzed lat.

Pochłaniacz od Katarzyna Bonda możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Nie ma ludzi złych, są tylko ci, którzy dokonali złych wyborów lub nie dokonali ich wcale...
Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą.
Wiedza to rzecz cenniejsza niż góra złota, ważne tylko, by umieć ją dozować.
Człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do wszystkiego, ale jeśli ma choć odrobinę ambicji, zawsze będzie knuć, jak poprawić swoją sytuację.
Człowiek bez korzeni nigdzie nie znajdzie spokoju.
Czym jest kłamstwo? Prawdą w masce.
Kobiety są bardzo wyrozumiałe. Potrafią wybaczyć mężczyźnie nawet rzeczy, których nie zrobił.
Wielkie szczęście zawsze słono kosztuje. Tylko kłopoty są za darmo.
Nie ganiaj za ludźmi, nie muszą cię lubić. Ci, którzy pasują do ciebie, znajdą cię i zostaną.
Życie jest jak oddech. Mamy ograniczoną pulę uderzeń serca. Niepotrzebnie marnujemy je na wahanie, strach czy złość. Zawsze będą tacy, którzy chcą nas ciągnąć, kusić, przekonywać, że wiedzą, co dla nas lepsze. A trzeba po prostu iść naprzód, znaleźć dla siebie powietrze. Takie, którym chcemy oddychać.
Każdy człowiek obracający się w książkowych kręgach o Katarzynie Bondzie słyszał. Autorka umieszczana jest zawsze w czołówce polskich pisarzy kryminałów i podobno każdy jest zachwycony fabułą, bohaterami i stylem. Nasłuchałam się o niej tyle dobrego, że w pewnym momencie uznałam, że to jest odpowiedni czas na nasze pierwsze spotkanie. Wcześniej nigdy nie miałam ochoty na to i widząc wielki napis BONDA na okładce uciekałam jak najdalej się da. Do lektury zachęciła mnie premiera ostatniego tomu Czterech żywiołów Saszy Załuskiej. Uznałam, że jak nie teraz to już nigdy, a jeśli Pochłaniacz przypadnie mi do gustu to będę mogła zrobić sobie mały maraton czytelniczy z tym cyklem. I tutaj pytanie do Was: czy początek tej serii jest po prostu tak słaby i dawać kolejną szansę autorce, czy po prostu dać już sobie z nią spokój?

Po kilku latach pracy w Anglii do Polski powraca Sasza Załuska. Najlepszy przyjaciel odradzał profilerce ten krok, jednak pozostała nieugięta. Razem z córką wynajęła mieszkanie i postanowiła chociaż przez chwilę zapuścić korzenie. Szybko zgłasza się do niej mężczyzna, właściciel klubu muzycznego. Podejrzewa, że na jego życie czyha wspólnik, autor jednego hitu. Kobieta ma dostarczyć mu na to dowody, a mężczyzny nie odstrasza nawet wysoka kwota, którą podała za swoje usługi. Niechętnie zgadza się przyjąć zlecenie, a kiedy okazuje się, że sprawa połączona jest z wydarzeniami z 1993 roku sama zaczyna coraz bardziej angażować się w sprawę.

Zacznijmy od tego, że na początku przenosimy się do roku 1993 i jesteśmy świadkami wszystkich wydarzeń, do których później odnosić się będzie Sasza. Te sto stron były dla mnie bardzo męczące - nie przepadam za cofaniem się do lat 90. XX wieku i już na sam początek odrzucił mnie fakt, że Katarzyna Bonda dała nam do rąk garść wskazówek, dzięki którym możemy sami rozwiązać tę sprawę - dużo szybciej, niż główna bohaterka. Zapewne wiele osób uzna to za plus i podejmie wyzwanie. Ja czytając kryminały wolę być nieświadoma rozwiązania do samego końca - dlatego tak dobrze czyta mi się Remigiusza Mroza, bo u niego nie sposób końca przewidzieć.

Wielkie szczęście zawsze słono kosztuje. Tylko kłopoty są za darmo.

Sasza Załuska jest bohaterką tak okrutnie przeciętną, że nie polubiłam jej ani odrobinkę i towarzyszenie jej było katorgą. Nie ma w sobie nic, co wyróżniałoby ją z tłumu. Widać, że miała robić wrażenie na czytelniku inteligencją i łączeniem faktów, jednak nie znamy praktycznie jej przemyśleń i nie towarzyszymy w procesie rozwiązywania sprawy. Chyba to zabolało mnie najmocniej, bo to właśnie to sprawia, że lubię czytać ten gatunek książek. Sasza i ja nie polubiłybyśmy się i jej stosunek do życia i do córki mocno raził mnie w oczy. Właśnie to sprawia, że po kontynuację nie bardzo mam ochotę sięgnąć. Wszystkie postaci są bardzo płaskie i na żadną nie zwróciłam uwagi na tyle, by w Pochłaniacza się wciągnąć. Gdyby nie fakt, że przez pana, który robił schody, byłam uziemiona na dole i nie miałam możliwości sięgnąć po laptopa spędziłabym z tą historią kilka dni więcej.

Gdyby ktoś mnie ostrzegł, że cała ta opowieść wzięta jest bardzo na poważnie i nie uświadczymy tutaj nawet minimalnej dawki poczucia humoru czy choćby szczypty sarkazmu inaczej podeszłabym do Pochłaniacza. Nie oczekiwałabym, że wciągnę się od pierwszych stron, polubię niezależną i silną bohaterkę oraz z zapartym tchem będę śledzić przebieg sprawy. Dostałam w zamian rozcieńczoną akcję, ciągnącą się narrację oraz profilerkę z problemem alkoholowym i okropnym zwyczajem pchania się nie tam, gdzie powinna się znaleźć. O ile jeszcze to ostatnie jestem w stanie tolerować u tych bohaterów, których nie da się nie lubić, to przy Saszy irytowało mnie to i miałam ochotę potrząsnąć nią i kazać wracać do córki, którą jak kukułka podrzucała rodzinie, która patrzeć nawet na nią nie mogła.

Nie ma rodzin perfekcyjnych. Na każdej powierzchni jest jakieś pęknięcie. Tak właśnie dostaje się do wnętrza światło.

Sprawa, z którą bohaterka ma styczność, jest okropnie skomplikowana, a Katarzyna Bonda rozwlekła ją jeszcze na kilka setek stron, przez co brakuje ciągłości akcji. Co ja mówię. W ogóle brakuje tutaj akcji. Wszystko toczy się swoim trybem, policja ukrywa, ile się da, a nikogo jakoś specjalnie nie obchodzi przeszłość. Ot, lepiej nie zadzierać z mafią i chować głowę w piasek. A Załuska przecież wcale nie jest na tyle odważna, żeby wyważyć z kopa te dokładnie zamknięte drzwi. Ciężko mi uwierzyć, że służby policyjne w XXI wieku wciąż obawiają się starego mafioza i tego, co było kiedyś. Miało to zapewne dodać realizmu, ale tylko pokazało, jak nieudolnie działają służby w świecie Saszy Załuskiej.

Pochłaniaczowi nie można odmówić tego specyficznego klimatu, który często towarzyszy książkom dziejących się gdzieś na przestrzeni XX i XXI wieku. Po upadku komunizmu w Polsce wciąż było szaro i nie za bogato, a chociaż ja byłam za mała w dziewięćdziesiątych latach żeby pamiętać co się wtedy dokładnie działo, to takie specyficzne uczucie we mnie pozostało. Katarzynie Bondzie udało się je odtworzyć, jednak nie zniknęło po tych stu stronach i w wydarzeniach dziejących się w roku 2013 dalej ono się pojawiało, przez co nie mogłam odnaleźć się w rzeczywistości i ciągle kątem oka szukałam meblościanek i dzieciaków w ortalionowych dresach.

Zło nie istnieje. To tylko pojemny worek, do którego można wrzucić tabu - wszystko, co ciemne, niedotykalne i niezrozumiałe.

Oprócz sprawy kryminalnej poruszane są tu także inne kwestie, o których nie zawsze się mówi. Alkoholizm u kobiet, pedofilia i homoseksualizm w kościołach. Chociaż stron Pochłaniacz ma dużo, to nawarstwiło się tego wszystkiego tutaj, przez co mimo tej logiki i chronologii powstał chaos. Nie wiadomo było, na co zwrócić uwagę, przez co każdy z tych problemów został potraktowany po łebkach. Ot, tu wspomnienie o księżach, tutaj o bogato ubranej pani na spotkaniu AA. Gryzło mnie to w oczy i sprawiało, że co chwilę miałam ochotę odłożyć tę książkę. Zakończenie też mnie nie zaskoczyło. Domyśliłam się sporo, a to, co mi umknęło, nie miało jakiegoś spektakularnego wydźwięku, więc jedyne uczucie, jakie towarzyszyło mi przy ostatnich stronach to ulga, że to już koniec...

Ocenka: 3/6
©Papierowe Miasta
Pochłaniacz, Katarzyny Bondy to kryminał, który pochłonie Cię bez reszty. Wszystko to, co autorka serwuje nam w książce sprawia, że podczas czytania pierwszej części tetralogii, czytelnik uczestniczy w uczcie, wykwintnej kolacji zmysłów z autorką, która przyprawiła książkę w kartę smaku i gustu. Autorka potwierdza po raz kolejny swoją klasę, dojrzałość i pozwala zadać pytanie jak jeszcze bardziej książka, kryminał może nas pochłonąć.

Pochłaniacz, nie tylko z nazwy, ale z zawartości fabuły absorbuje nasze zmysły, wciąga do cna. Intryga jaką utkała Katarzyna Bonda oraz atmosfera jakiej towarzyszy cała akcja książki pozwala potwierdzić opinie wielu czytelników o piedestale dla autorki. Książka to nie tylko rasowy kryminał z krwi i kości, ale również ciekawa lektura pod względem wątków społeczno-obyczajowych. Co ważne autorka w zauważalny sposób nawiązuje do afery finansowej z 2012 roku. Wszelkie mafijno-finansowe powiązania w firmie SEIF do złudzenia przypominają wydarzenia jakie miały miejsce w związku z aferą Amber Gold. Katarzyna Bonda wiele faktów tych wydarzeń przenosi na kartki swojej książki. Natomiast umiejętny warsztat pisarski oraz mocno rozbudowana wyobraźnia daje nam wszystkim świetnie skrojony kryminał. W książce pojawia się nawiązanie do Davida Cantera – twórcy i propagatora metody śledczej zwanej profilowaniem. W Czterech Żywiołach Saszy Załuskiej autorka wplata zagadnienia związane z profilowaniem geograficznym, mającym na celu wskazać miejsce zamieszkania mordercy. Katarzyna Bonda wprowadziła do swojej książki postać kobiety profilerki – Saszy Załuskiej, która jak mało kto doświadczona została przez życie. Główna bohaterka przerywa studia doktoranckie w Międzynarodowym Centrum Badań Psychologii Śledczej na Uniwersytecie Huddersfield, gdzie pracuje u boku samego guru profilowania – Abramsa. Po siedmiu latach, powraca do Gdyni, gdzie uwikłana zostaje w rozwiązywanie zagadki zabójstwa. Autorka doskonale ujęła istotę problemu alkoholowego i ciągłego przeświadczenia, że Mężczyźni piją – to w Polsce normalne. Kobiety – tylko z patologicznych domów. Główna bohaterka od lat zmaga się z alkoholizmem, który jak w każdym przypadku jest źródłem wielu życiowych błędów i porażek. Autorka precyzyjnie rozłożyła na czynniki pierwsze mechanizm zgubnego działania nadużywania alkoholu oraz podejście społeczeństwa do tego tematu. Pani Katarzyna z psychologiczną precyzją opisuje zachowania osób dotkniętych alkoholizmem i co również przykuło moją uwagę opisuje różnice między społecznym podejściem wobec tego problemu u kobiet oraz mężczyzn. Można powiedzieć, że nadal pokutuje zgubne i błędne rozumowanie, że mężczyznom można więcej wybaczyć, natomiast kobiety dodatkowo odczuwają napiętnowanie z tego powodu. Co ważne jak podkreśla Katarzyna Bonda alkoholizm nie dotyka tylko osób z nizin społecznych. Problem ten może dotknąć każdego – granice są cienkie i często bywa tak, że świadomość o jej przekroczeniu może przyjść za późno. Lecz nigdy nie jest za późno, by sięgnąć po Pochłaniacz, i dać się pochłonąć fali kryminalnego dreszczyku emocji. Autorka po raz kolejny udowodniła, że to co najlepsze w polskiej literaturze kryminalnej sygnowane jest nazwiskiem Bonda – Katarzyna Bonda.

Ocena: 6/6
©Czyt-NIK
Mafiosi, brudne układy w policji, siatka powiązań, mroczne tajemnice sprzed lat… Myślicie, że akcja tej książki dzieje się we Włoszech czy w Stanach Zjednoczonych? Nic bardziej mylnego – akcja toczy się w Polsce i jak udowadnia Katarzyna Bonda w swoim Pochłaniaczu i w naszych realiach można osadzić ciekawy, pełnokrwisty kryminał.

Polscy gangsterzy może nie noszą się jak Don Corleone i nie mają tak dookreślonego kodeksu moralnego jak jego mafia, ale i tak… nie ma to jak rodzina. W intratne, brudne interesy najlepiej i najprościej wciągnąć bliskich – Słoń dobiera więc do pomocy między innymi szwagra, a gdy dorosną jego synowie, wciąga w brutalny świat także Marcina i Wojtka. Straty? Że ktoś zginie, ktoś będzie miał złamane życie? Cóż, taki los, na każdej wojnie muszą być ofiary.

Akcja, która początkowo toczy się w roku 1993, przenosi się później do roku 2013, jak więc łatwo policzyć, jest dwadzieścia lat później i początkowo nie rozumiemy co ma wspólnego zlecenie, jakie dostaje Sasza Załuska, świeżo przybyła do polski profilerka (profilowanie jest „narzędziem śledczym, które ma pomóc ustalić zespół cech przestępcy, co ułatwia wyeliminowanie niektórych podejrzanych i pomaga określić nieznane wcześniej, a istotne dla śledztwa cechy i zachowania podejrzanego” – za Wikipedią). Sprawa jest co najmniej tajemnicza, bowiem zgłasza się do niej niejaki Buli, który twierdzi, że jego wieloletni przyjaciel, muzyk Igła, z którym współprowadzi muzyczny klub w Sopocie, czyha na jego życie. Załuska nie chce przyjmować sprawy, tym bardziej, że przyjechała do kraju z myślą, by rzucić zawód profilera, jednak gdy w klubie rzeczywiście dochodzi do strzelaniny, angażuje się w sprawę i postanawia się dowiedzieć kto chciał kogo zabić i dlaczego. Policja zaraz łapie trop i ustala kto jest podejrzaną osobą, ale czy mają rację?…

Pochłaniacz Katarzyny Bondy to nie jest moim zdaniem typowy kryminał. Nazwałabym go raczej powieścią psychologiczną z wątkiem kryminalnym w tle. Zostało mi to na szczęście powiedziane przed tym, nim zabrałam się do lektury, więc nie czuję bynajmniej zawodu. Lubię dobrze zarysowane postaci, których motywacje są mi przedstawione w dogłębny sposób. Przypadło mi więc do gustu to, jak Katarzyna Bonda pogłębiła swoje postaci, pokazała co sprawiło, że są tacy, jacy są (dlaczego Igła stoczył się na dno, dlaczego Sasza przełyka nerwowo ślinę, gdy znajduje się w towarzystwie kogoś pijącego alkohol, dlaczego ksiądz Marcin jest ostoją dla swoich wiernych i dlaczego sam czasem wątpi). Co do strony kryminalnej, niewątpliwie mamy tu zaplątane wątki, krwistą tajemnicę sprzed lat i rodzinny mafijny biznes.

Co więc sprawiło, że nie ma z mojej strony zachwytu, a tylko spokojne „tak, to dobra powieść”? Sama się nad tym teraz zastanawiam. Mimo dobrej konstrukcji, zabrakło mi tego, co chwyci za serce. Chyba nie do końca zżyłam się z bohaterami – jeśli już, bardziej przejęłam się losami chłopców z lat ’90. i bezwzględnego Słonia, który na zawsze odmienił ich życie… Rys współczesny był w porządku, ale nie porwał mnie, nie przeraził, nie zostawił zdumionej i przerażonej bezwzględnością gangsterów. Sasza też jest letnia, nie daje nam się do końca poznać, zrozumieć. Liczę na to, że to się zmieni w kolejnej części zatytułowanej Okularnik, która to premierę będzie mieć tuż-tuż. I nie zrozumcie mnie źle – to jest naprawdę dobra książka, tylko że ja liczyłam na efekt „wow!”. Mimo tego z chęcią zapoznam się z kolejnymi tomami opowiadającymi historię Saszy Załuskiej. Bonda nie jest może dla mnie „królową polskiego kryminału” (jak to szumnie głosi z okładki Zygmunt Miłoszewski), ale jest niewątpliwie dobrą polską autorką, której książki warto śledzić.

Ocena: 4+/6

©tanayah czyta
Pochłaniacz to pierwsza część zapowiadanej na cztery tomy serii Żywioły Saszy Załuskiej. Sasza jest byłą policjantką, a obecnie doktorantką Uniwersytetu Huddersfield w dziedzinie psychologii śledczej. Mówiąc wprost – jest profilerką, osobą, która tworzy portrety psychologiczne domniemanych sprawców zbrodni. Siedem lat po porzuceniu pracy w policji Sasza zostaje wciągnięta w śledztwo w sprawie brutalnego zabójstwa. Tropy zapętlają się coraz bardziej i, co ciekawe, zdają się prowadzić w przeszłość. Czy rzeczywiście ta zbrodnia ma swoje korzenie w dawnych porachunkach trójmiejskiej mafii? W jaki sposób umiejętności Saszy mogą się przydać w rozwikłaniu zagadki, gdy inne metody zawiodą? Przekonajcie się sami, ja powiem tylko, że warto…

Katarzyna Bonda napisała powieść interesującą głownie dlatego, że dość niesztampową. Przede wszystkim głównym bohaterem jest nie policjant, lecz psycholog śledczy, którego pracę możemy przy tej okazji dość dokładnie poznać. Mnie, jako osobie zainteresowanej psychologią, pomysł, że główną postacią jest profilerka, bardzo przypadł do gustu. Dzięki temu zamiast biegania z pistoletem mamy trochę rzeczowej analizy zbrodni i pogłębione portrety psychologiczne bohaterów. A skoro już o bohaterach mowa, to jest to mocna strona powieści – Autorka stworzyła kilka naprawdę ciekawych postaci. Wśród nich prym wiedzie inspektor Duchnowski, którego – mimo początkowej niechęci – szczerze polubiłem. No i nie mogę nie wspomnieć, że w tle powieści cały czas przewija się moje ukochane Trójmiasto – plaża na Stogach, Conradinum… Bonda kupiła mnie w ciągu pierwszych 50 stron.

Doceniam także to, że Katarzyna Bonda bardzo zadbała o dopieszczenie każdego szczegółu w powieści – dlatego oferuje nam szeroki wachlarz metod śledczych, w tym osmologię, która ma być gwoździem programu, a każda z nich jest szczegółowo opisana i zaprezentowana, co się bardzo chwali – lubię, gdy autorzy tak dbają o to, byśmy czuli się pewnie w świecie przez nich wykreowanym. Podobnie bohaterowie nie są tutaj jakimiś płaskimi, nic nieznaczącymi cieniami, każdy z nich ma swoją historię i zwyczaje, ma po prostu o s o b o w o ś ć. Czy to z tego powodu nazywano powieść „przegadaną”? No cóż, być może, ale mnie te „przegadania” ani trochę nie przeszkadzały, bo ani chwilę się przy tej powieści nie nudziłem. Sam fakt, że mogłem ją czytać przez sześć godzin z rzędu, jadąc do Krakowa, i kolejne sześć godzin, wracając z niego, o czymś świadczy, prawda?

Zastrzeżenie mam jedno – dotyczy ono samej sprawy kryminalnej. Była ciekawa, owszem. Nietuzinkowa, jak najbardziej. Tylko trochę za prosta jak na mój gust… Ja nie mam talentu śledczego i najczęściej w kryminałach jestem daleko za komisarzem prowadzącym śledztwo, a w tym wypadku wydawało mi się, jakbym chwilami troszkę go wyprzedzał… Czy Autorka postawiła bardziej na rozbudowaną formę niż na sedno, jakim w kryminale powinno być śledztwo? Czy troszkę się zagubiła? Sam nie wiem. Tak czy inaczej, z tego powodu daję książce „tylko” 4 na 6 punktów – i czekam na więcej. Mam nadzieję, że kolejne tomy postawią Saszę Załuską w obliczu bardziej skomplikowanych wyzwań.



Ocena: 4/6
©Kto czyta, żyje podwójnie
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    To było moje pierwsze zetknięcie z twórczością Bondy i wciągnęła mnie całkowicie. Historia zbudowana wręcz idealnie, tempo i zwroty akcji, osadzenie w kontekście trójmiasta super przygotowane - chodząc po ulicach Wrzeszcza rozglądałam się za opisanymi budynkami, zastanawiałam się, które wpadły w oko autorce przy przygotowaniu się do napisania tej książki.

  • Awatar

    Podobnie jak przedmówca: Spodziewałem się wiele po tej książce. Niestety - lekko mnie rozczarowała. Początek, samo rozwinięcie historii było niesamowite. Naprawdę wbiło mnie w fotel. Niestety, później jest coraz słabiej i słabiej... by zakończyć się tak, że właściwie już nie do końca pamiętam "kto jest mordercą".. Z lekkim niepokojem podchodzę obecnie do kolejnej części, do Okularnika. Mam nadzieję, że będzie lepiej.

  • Awatar

    Wielkie oczekiwania odnośnie mojego pierwszego kontaktu z królową polskiego kryminału nie zostały spełnione. Sposob narracji , fabuła, akcja wszystko poprawnie, ale nie ma tego czegoś co wyrózniłoby tę książkę spośród setek innych przeczytanych kryminałów.

  • Awatar

    Bondę się dobrze czyta, bo wykonuje pracę domową z researchu. To kolejna książka ze zbudowanym światem. Dwie linie czasu wciągają i jest wiele szczegółów budujących tło psychologiczne oraz kontekst postaci. Polecam.

  • Awatar

    Naprawdę bardzo dobra książka! Ciekawa akcja, autorka potrafi utrzymać czytelnika przy książce - ciężko się oderwać. Historia ciekawa bardzo dobrze i realistycznie opisana, bardzo fajne zwroty akcji i zagmatwanie sytuacji. Bardzo polecam!

  • Awatar

    Dawno nie było mi tak trudno odrywać się od czytania. Dawno nie ciągnęło mnie tak, żeby dowiedzieć się o co chodzi w tej historii. Poplątana i zagmatwana, dobrze uargumentowana, realna i ciekawa. Z zaskakującym rozwiązaniem. Mimo trudnych zagadnień i metod kryminalistycznych nie nudzi. Dla mnie bomba! 

    PS. Chociaż problemy osobiste Saszy nieco mnie męczyły...

  • Awatar

    Świetna! z każdą książką Katarzyny Bondy jest coraz lepiej. Proponuję zarezerwować sobie sporo czasu, bo trudno się oderwać. Dobry, trzymający w napięciu kryminał!

  • Awatar

    ZNAKOMICIE!
    „Pochłaniacz” jest powieścią znakomitą właśnie dlatego, że jego autorka dopracowała kompleksowo całą swoją wizję literacką. Postacie, o ciekawej strukturze psychologicznej i emocjonalnej, żyją przecież w udanie oddanej rzeczywistości naszego kraju, która odbija się w samej intrydze kryminalnej. Każdy element recenzowanej książki nie istnieje sam dla siebie, ale współgra i współtworzy całość. W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o warsztacie pisarskim autorki „Polskich morderczyń”. Wszystko, co stworzyła w swojej najnowszej powieści w czytelniczym odbiorze istnieje realnie, namacalnie, w każdym najdrobniejszym szczególe nosi prawdziwy ciężar rzeczywistości. Każda scena, opis i każdy dialog. Źródło warsztatowego mistrzostwa pisarki ukrywa się z jednej strony w jej doświadczeniu pisarskim: dziennikarskim i reporterskim, którego mistrzostwo osiągnęła w „Polskich morderczyniach”, ale także doświadczeniu pisarskim, wypracowywanym poprzednimi powieściami. A z drugiej strony pisarka wypracowała sztukę przygotowania materiału powieściowego, opartego na dopracowaniu każdego elementu w oparciu o merytoryczną wiedzę i praktyczne umiejętności. No i oczywiście o osobiście przeprowadzany research, na czele z bytnością w każdym miejscu fizycznym, do którego przenosi autorka akcję powieści i sprawdzaniu (poprzez konsultacje) scen zwłaszcza o charakterze kryminalnym pod kątem jej prawdziwego przebiegu. W "Pochłaniaczu" najlepszym przykładem i wyjątkowym we współczesnym polskim kryminalne jest kwestia tytułowego pochłaniacza, który stanowi kryminalistyczną formę zabezpieczenia i utrwalenia zapachu. W tym przypadku zapachu sprawcy. Ale autorce nie chodzi o efektowny chwyt literacki, lecz głęboko przemyślany pomysł, który ma realną twarz współczesnej techniki kryminalistycznej. Ślad osmologiczny, przez wielu często uważany wyłącznie jako słaba poszlaka, nawet nierzadko przez samych policjantów, w tej powieści urasta do rangi konkretnego i mocnego dowodu, ale także do pewnego symbolu. To jednak odczytać i zrozumieć mogą wyłącznie czytelnicy recenzowanej książki.
    „Pochłaniacz” Katarzyny Bondy to wyjątkowa rzecz na drodze literackiej kariery autorki. To książka znakomicie napisana i stanowiąca niecodzienną propozycję przygody czytelniczej i intelektualnej. „Pochłaniacz” to wreszcie - mam wrażenie - kamień milowy polskiej powieści kryminalnej. I tak myślę, że po tetralogii Katarzyny Bondy każdy debiutujący lub chcący osiągnąć podium literackie autor kryminału będzie musiał przed drukiem zasiąść w „ławce” szkoły życia, doświadczenia i wiedzy.
    www.kryminalnapila.blogspot.com

  • Awatar

    Jeśli czytanie przeszkadza ci w robocie to rzuć robotę!!
    Taka myśl towarzyszyła mi podczas lektury najnowszej powieści Katarzyny Bondy, zatytułowanej „ Pochłaniacz”. Stwierdziłem jednak, że pracować trzeba, choćby po to, aby było za co książki kupować. Ku mojej rozpaczy nikt nie wymyślił jeszcze zawodu „czytacz”. Tak więc cierpiałem, bo w robocie czytać nie mogłem, a po za książką, przez te kilka dni, o niczym innym nie mogłem myśleć.
    Kiedy na początku 2013r kończyłem czytać „Florystykę”, stwierdziłem, że Katarzyna Bonda powieścią tą zawiesiła tak wysoko literacko-warsztatową poprzeczkę, że ciężko będzie jej samej i komukolwiek ją przeskoczyć. Nie zdawałem sobie jednak sprawy, że autorka, pisząc kolejny kryminał, przejdzie gładko ze skoku wzwyż do konkurencji zwanej skokiem o tyczce. Tworząc i dając czytelnikom „Pochłaniacz”, zostawiła innych autorów kryminałów daleko w tyle. Ja w tej chwili nie obawiam się powiedzieć, że reszta naszych rodzimych „kryminalistów”, może Pani Bondzie po ryzy papieru biegać, które posłużą jej do pisania kolejnej części tetralogii.
    W swoim życiu przeczytałem już wiele kryminałów i często spotykałem się w nich z nieporadnością, z jaką autor próbował identyfikować się ze środowiskiem, które kreował w swojej książce. W przypadku „Pochłaniacza” środowisko policyjne zostało przedstawione w tak doskonały sposób, jakby Pani Bonda przepracowała w tej formacji pół swojego życia. Zachowanie policjantów, ich odzywki i cała szara rzeczywistość gliniarza są na tyle wiarygodne, że pozwalają czytelnikowi na całkowite identyfikowanie się z bohaterami powieści i sytuacjami, w których oni się znajdują. Jest to widoczne szczególnie dla czytelników, którzy byli związani z tą formacją mundurową i potrafią sami wiele na ten temat powiedzieć. To samo tyczyć się może świata przestępczego. Choć nigdy po drugiej stronie barykady nie byłem, jestem pewien, że odwzorowanie zachowania polskiej gangsterski z lat dziewięćdziesiątych oraz „biznesmenów” z czasów współczesnych wyszło autorce wyśmienicie. Jestem przekonany, że wiele osób z tak zwanego półświatka może w tej powieści rozpoznać samego siebie. Przemawia to oczywiście za tym, że autorka do zrealizowania tej ksiązki przygotowała się solennie i wykonała ogrom wspaniałej roboty. Gdyby nie było szkoda mi poświęcić książek, które Pani Katarzyna Bonda obiecała jeszcze podarować swym czytelnikom, zaproponowałbym jej zmianę zawodu i podjęcie pracy w Policji. Wielu pozazdrościłoby jej analitycznego i logicznego myślenia, które z powodzeniem można by wykorzystać przy prowadzeniu trudnych spraw. Dzięki niej zrozumiałem, że kobiety jednak w policji są potrzebne. Nie muszą oczywiście zastępować mężczyzn, jest bowiem wiele zadań, przy których kobiece umiejętności sprawdzą się dużo lepiej.
    Stworzenie powieści wielowątkowej, jawiącej się nie tylko jako kryminał, przyszło autorce dość gładko i udało się rewelacyjnie. Jeśli liczyć, że od wydania „Florystyki” do ukazania się „Pochłaniacza” minęło zaledwie około piętnastu miesięcy, to wyczyn ten należy nazwać jedynie mistrzostwem świata. Można by obawiać się, że w powieści tak dużej objętościowo, czytelnik spotka się z dłużyznami, momentami które nazywamy przegadanymi, lub co gorsza, jakimiś dziwnymi wynurzeniami autora. Niczego takiego w tej książce nie znalazłem. Dla mnie ta powieść stała się ważna i gdyby stało się tak, że czytałbym ją w wersji papierowej, to pewnie po zakończeniu lektury przytuliłbym ją do siebie. Przycisnąłbym do piersi książkę, bo nie mógłbym uczynić tego z osobą samej profilerki Saszy, która stała się dla mnie bardzo bliska i mocno się z nią zidentyfikowałem. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie w tej książce, pośród tylu wspaniałych bohaterów, tego, którego pokocha i będzie o nim rozmyślał. Takiego, który będzie skłaniał do refleksji także nad samą fabułą i wnioskami, które czytelnik z niej wyciągnie. Zapewniam, że takowych nie zabraknie.
    Nie pozostaje zatem nic innego jak przeczytać, a potem stać i długo tę powieść oklaskiwać i podpisać się nawet dwoma rękami pod tym, co powiedział Zygmunt Miłoszewski - Katarzyna Bonda została Królową Polskiego Kryminału.
    Ocena: 6/6

Warto zerknąć