Bridget Jones. Szalejąc za facetem
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.26 / 5.00
liczba ocen: 22427
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
29.00 zł
23.20 zł
23.78 zł
24.07 zł
29.00 zł
Pozostałe księgarnie
23.20 zł
23.48 zł
24.07 zł
24.65 zł
26.10 zł
26.10 zł
26.50 zł
26.97 zł
27.55 zł
29.00 zł
29.00 zł
29.00 zł
Opis:

Wielki, długo wyczekiwany powrót Bridget Jones! Najsłynniejszej londyńskiej singielki, teraz samotnej matki dwojga dzieci, czarująco zagubionej w świecie miłości i Twittera, Facebooka, Instagrama...

Bridget Jones powraca!
W niesamowicie śmiesznej i długo wyczekiwanej powieści musi sobie odpowiedzieć na następujące pytania:
Co robić, gdy sześćdziesiąte urodziny twojej przyjaciółki wypadają w tym samym dniu, co trzydzieste urodziny twojego chłopaka?
Czy lepiej umrzeć od botoksowego zakażenia czy z samotności, będącej skutkiem zmarszczek, których nie potraktowało się botoksem?
Czy można kłamać na temat swojego wieku na internetowych portalach randkowych?
Czy wskazane jest układać włosy suszarką, gdy jedno z twoich dzieci ma wszy na głowie?
Czy dalajlama naprawdę publikuje na Twitterze, czy robi to za niego jego asystent?
Czy jeżeli posmarujesz sobie dłonie emulsją lip plumper, to też ci się powiększą jak usta?
Jeśli prześpisz się z kimś po dwóch randkach i sześciu tygodniach esemesowania, czy to będzie to samo, jakbyś wyszła za kogoś po dwóch spotkaniach i sześciu miesiącach pisywania listów w czasach Jane Austen?
Dumając nad tymi zagadnieniami i innymi dramatycznymi problemami naszych czasów, Bridget Jones przedziera się przez gąszcz wyzwań, czyhających na współczesną samotną matkę, a jednocześnie na powrót odkrywa swoją seksualność w – jak to nieuprzejmie i zupełnie nieadekwatnie mogą co poniektórzy określić – wieku średnim.

„Wróciła, ona powróciła! Nasza ukochana bohaterka powraca po ponad dziesięcioletniej przerwie i od razu musi się zmagać z dwójką swoich dzieciaków, perspektywą romansu z młodym chłopakiem, wyniosłością zadowolonych z siebie wiekowych małżeństw, zbuntowaną techniką i rodzącymi się na naszych oczach mediami społecznościowymi”.

„Vogue”

Recenzje blogerów
Znacie dwie poprzednie książki o perypetiach Bridget Jones? Większość z Was na pewno zna. Osobiście lubię wracać do Dziennika Bridget Jones – zawsze mnie ta książka bawi i pozwala się zrelaksować. To jedna z moich ulubionych książek na podróż, do autobusu, do pociągu, do szpitala. Dlatego też sięgnęłam po trzecią część przygód roztrzepanej Bridget, choć z góry założyłam, że na pewno nie będzie już taka dobra, jak poprzednie. Recenzje na blogach również tak twierdziły.

Cóż, pewnie nie będę oryginalna, bo pierwsza część podobała mi się ze wszystkich najbardziej, ale Szalejąc za facetem to bardzo dobra, lekka rozrywka, która pozwoli oderwać się od szarości dnia codziennego. Nieźle się ubawiłam czytając o Bridget, choć przyznaję, że nie brakowało w niej również poważniejszych chwil – niewielu, ale jednak jakieś tam były.

Bridget ma teraz pięćdziesiąt jeden lat, dwoje dzieci – Billy’ego i Mabel – pisze scenariusz do filmu i jest wdową. No i nie nazywa się już Jones, a Darcy. Pamiętacie Marka Darcy, prawda? Pomimo swego dojrzałego wieku, Bridget nie spoważniała ani trochę, nadal usiłuje trzymać linię, codziennie próbuje zmienić na lepsze swoje życie, stara się być dobrą matką dla swoich dzieci, ale za to rzuciła palenie. No i nadal szuka mężczyzny dla siebie, czy raczej szuka go ponownie. Mark zadbał o jej przyszłość i w tej chwili przynajmniej Bridget nie musi się martwić o pieniądze: ma piękny dom i zabezpieczenie finansowe na przyszłość. Nadal przyjaźni się z Tomem, Jude i zdobywa też nowych przyjaciół. Jak poprzednio, usiłują oni wyswatać Bridget z tym i owym, ale oczywiście ich wysiłki spełzają na niczym. Bridget loguje się na Twitterze, potem na portalach randkowych i tam usiłuje kogoś poznać. Czy jej się udaje? Cóż… Żeby zyskać pełen obraz lekko pokręconych sytuacji z życia naszej bohaterki, trzeba jednak sięgnąć po książkę.

Książka przesycona jest tym specyficznym, “brydżytowym” humorem, jaki znamy już z poprzednich części, choć mam wrażenie, że jest go tu o wiele, wiele więcej. No i mnóstwo Twittera, smsów, maili – taki rzut oka na dzisiejsze, bardzo zinternetowane czasy. Sama Bridget wcale się nie zmieniła, nadal jest roztrzepana, popełnia gafę za gafą, nie zawsze dogaduje się ze znajomymi i zdaje się szukać sposobu na życie. Chwilami popada w nostalgię, wspomina chwile spędzone z Markiem, tęskni. Nie ma jednak zbytnio czasu na rozpamiętywanie. W książce nie brakuje zabawnych dialogów, humoru sytuacyjnego, komediowych zbiegów okoliczności i ciekawych postaci.

Jest to z pewnością interesująca pozycja dla wszystkich, którzy czytali poprzednie dwie książki o Bridget Jones, a jeśli jeszcze ich nie znacie i macie ochotę sięgnąć po Szalejąc za facetem, radzę najpierw przeczytać Dziennik Bridget Jones i W pogoni za rozumem.

Ocena: 4+/6
©Papuzie pióro
'Wskrzesić' Brigdet po nastu latach od wydania ostatniej części "Dziennika…" uważam za dosyć odważne, a nawet ryzykowne ze strony Fielding. Moim zdaniem dobrze, że się na to zdobyła, bo w pęd akcji wsiąka się od pierwszej notki. Mimo, że po 50stce, Brigdet z charakterystycznym dla siebie chaosem, niezdarnością i bezpośredniością, relacjonuje każdy detal, na który przeciętny człowiek nie zwróciły uwagi, a który dla niej zdaje się być tykającą bombą. I tak plątanina nieokiełznanych myśli…

Czas nie ujął uroku starym znajomym, co najwyżej wyeksponował ich cechy. Damsko-męskie dramaty dnia codziennego rozszerzone zostały - o dziwo - o macierzyństwo. Billy i Mabel, czyli wierna kopia Marka i Brydzi, fundują co rusz tak komiczne i trafne w swej dziecięcej szczerości spostrzeżenia, że kąciki ust same się unoszą. Planowałam się odstresować i pośmiać, i się udało. Szalejąca za facetami Bridget, w całej swojej nieprzewidywalności, jest znana i zaufana. Zupełnie jakby śledziło się relację dawno niewidzianej znajomej. Jej skok na głęboką wodę w przemysł filmowy koronują nie mniejsze katastrofy niż wciągnięcie się w wirtualny wir. Może dlatego, że nigdy nie czytałam poradników, ale z takim zawzięciem jak główna bohaterka nie potrafiłabym przeanalizować ani twittera, ani SMSów. Pod kątem etykiety randkowania, ma się rozumieć.

Nawet, jeżeli fascynacja 20 lat młodszym facetem zupełnie mnie nie przekonała, a przywołania różnowonnych procesów fizjologicznych czasami mnie męczyły, to jednak śmiałam się nie raz z nieprawdopodobnych absurdów i wtop, które Bridget towarzyszą od czasów pewnej kąpieli w basenie u państwa Darcych. Lektura przebiegała lekko, relaksująco i… za szybko się skończyła. Polecam na bezczelnie egoistyczny, samotny weekend z winem i nieprzyzwoitym obżarstwem, bo Brydzi i tak nikt nie dorówna. Tylko uwaga, bo tak zupełnie niepoważna to ta powieść nie jest, i oko może się zaszklić. Ale TKW.

Ocena: 4/6
©paratexterka
Nazywa się Jones. Bridget Jones. Któż o niej nie słyszał?! Od lat dwutysięcznych, kiedy to Renée Zellweger brawurowo zagrała tę zwariowaną, mającą wiecznego pecha trzydziestolatkę poszukującą rozpaczliwie prawdziwej miłości, jej postać wrosła w naszą kulturę. Prawie równie popularne jak filmy, były książki o Bridget: „Dziennik Bridget Jones” oraz „W pogoni za rozumem”.

Ech, Bridget. Wiecznie roztrzepana, wciąż na diecie „od jutra”, mająca kilka kilo za dużo, posiadająca wtrącającą się we wszystko nadopiekuńczą mamuśkę i paczkę zwariowanych przyjaciół. Bridget pakująca się wiecznie w tarapaty, szukająca Tego Jedynego Mężczyzny, zapijająca i zajadająca smutki. Która dziewczyna nie pomyślała choć przez chwilę, że na pewnym etapie życia, w pewnej sytuacji, była taką Bridget Jones?!

Czytałam przygody zwariowanej Bridget z przyjemnością i choć minęło już dobrych kilka lat, pamiętam, że nie raz chichotałam pod nosem. Z zapartym tchem śledziłam pojedynek o serce głównej bohaterki, rozgrywający się między szalonym Danielem a zrównoważonym Markiem. Cieszyłam się, gdy Bridget wreszcie się udało. Hurra! Mężczyzna Idealny i Totalna Wariatka razem! Happy end! Aż tu Helen Fielding zaserwowała nam powrót do, wydawałoby się, zakończonej historii i oto trzymałam w rękach „Bridget Jones. Szalejąc za facetem”.

Bridget ma 51 lat, dwójkę małych dzieci i… jest wdową. Grr, jak mogłaś, Helen Fielding, zabić Mężczyznę Idealnego! Cóż, nasza bohaterka jest pogubiona. Mija pięć lat od śmierci jej męża, a podczas tych lat Bridget mierzy się z żałobą, oddaje rozpaczy i postanawia, że nigdy, przenigdy nie będzie już z facetem, bo nikt nie zastąpi jej ukochanego. Jednak jej przyjaciele postanawiają działać. Klarują jej, że życie nie kończy się po pięćdziesiątce i minęło już tyle czasu, że powinna ponownie otworzyć się na mężczyzn, znaleźć kogoś, kto ją pokocha lub przynajmniej zapewni miłe towarzystwo i nieziemski seks (co w końcu również jest rzeczą stanowczo nie do pogardzenia).

Bridget wkracza do boju. Uzbrojona w nowoczesne technologie, usiłuje nieudolnie zapoznać się z ludźmi za pomocą Twittera i różnorakich serwisów randkowych. Po dłuższym czasie i jednym niepowodzeniu, kobieta poznaje mężczyznę cud, chłopaczka właściwie! Roxster ma 29 lat i, o dziwo, leci na Bridget! Na starą, grubą, dziwną Bridget! Zaczyna się niecodzienny romans, a musicie wiedzieć, że choć od wydarzeń z poprzednich książek minęło bez mała 20 lat, poczciwa bohaterka niewiele się zmieniła. Nadal stara się schudnąć i osiągnąć idealną równowagę w swoim życiu. Jednak muszę przyznać, że co powodowało pełen pobłażania uśmieszek u trzydziestolatki, u pięćdziesięciolatki jest trochę żenujące. Myślałam, że te lata i bolesne doświadczenia muszą jakoś zmienić Bridget, ona jednak w ogóle nie dorosła! Owszem, było kilka wzruszających refleksji na temat śmierci męża, gdzie smutek i pustka, jaką odczuwała kobieta, chwytał za serce, ale poza tym… Jesteśmy ciągle w latach 90-tych, a Bridget mentalnie wciąż ma 30 lat. Może w tym kontekście romans z „chłopczykiem” rzeczywiście wydaje się bardziej zrozumiały…

Niestety tym razem było zdecydowanie mniej zabawnych momentów. To znaczy momentów, owszem, było całe mnóstwo, tylko ja mało kiedy się roześmiałam. Romans z Roxsterem polegający głównie na rozmowach o jedzeniu przeplatanych niewybrednymi żarcikami o kupie i pierdzeniu, rzyganiu i wszach głowowych oraz łonowych (wcale nie żartuję), a także na wyśmienitym seksie, który Bridget wspominała całymi dniami, zamiast zająć się dziećmi… To wszystko po prostu lekko mnie irytowało. Miałam ochotę potrząsnąć bohaterkę za ramiona i krzyknąć: Bridget, oprzytomniej! Jeśli chcesz mieć mężczyznę (co całkiem zrozumiałe), to pomyśl o kimś, kto będzie bardziej na miejscu, kto, poza szałem uniesień, da ci też stabilizację i zajmie się dzieciakami!

A ona oczywiście zaliczała wtopę za wtopą, liczyła zgubione kilogramy i zjedzone kalorie, a także nowych obserwujących na Twitterze i liczbę SMS-ów od ukochanego. Czy to mogło się udać? Wcale nie spojleruję, po prostu sami pomyślcie. No tak.

Reasumując, to stara, tylko już nie tak dobra Bridget. Ciągle mam do niej niebywały sentyment, a książkę czytało się lekko, bo też jest to lektura z gatunku lekkostrawnych czytadeł, jednak kreacja pięćdziesięcioletniej Bridget była dla mnie kompletnie nieprzekonująca. Myślę, że z tą bohaterką można się utożsamić, ale ze smutkiem – z poczuciem, że kompletnie nie kontroluje się swojego życia, a już się powinno, bo dzieci i dom na głowie, bo ma się różne obowiązki, którym ciężko sprostać, a jest się ze wszystkim samą… „Bridget Jones. Szalejąc za facetem” (angielskie „Mad about the Boy” lepiej oddaje sens) to średnio udana wycieczka w przeszłość.

Ocena: 3/6
©tanayah czyta
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Kurcze, ja naprawdę lubię tę bohaterkę i przykro mi trochę patrzeć na jej ewolucję. Albo raczej jej brak? Bridget wciąż jest strasznym nieogarem, chociaż jako samotna matka radzi sobie całkiem nieźle. Wydaje się jednak, że pod pewnymi względami ani ona ani jej przyjaciele emocjonalnie nie dojrzeli, tak jakby czas stanął w miejscu: to smutny obraz i cokolwiek zawstydzający samych zainteresowanych, obnażający jakby niewiarę w "happily ever after" i związki udane aż do samego końca.
    Związek Bridget z atrakcyjnym trzydziestolatkiem budzi wręcz niesmak w czytelniku, który ma w pamięci Marka Darcy'ego i wspomina go nie mniej ciepło niż sama bohaterka. Idealny "chłopczyk" z pretensjonalnym do bólu imieniem jest postacią jakby wyjętą z taniego romansidła, karykaturą samego siebie. Próby kontrapunktowania tej wydmuszki jowialnymi dowcipasami o pierdzeniu i rzyganiu są niesmaczne i infantylne, a zakończenie i nowa miłość w życiu Bridget pojawiają się koniec końców nieco deus ex machina. Teoretycznie od samego początku wiadomo już, jak sprawa się skończy, jednak to, jak dochodzi do szczęśliwego rozwiązania, jest nieco zbyt grubymi nićmi szyte. Zupełnie jakby Bridget zamerykanizowała się, podporządkowała swoją historię regułom hollywoodzkich romkomów. Bo jedno jest pewne: ta książka skonstruowana jest tak, jak stereotypowa amerykańska komedia romantyczna i równie stereotypowo amerykańskie prezentuje poczucie humoru. To nie są komplementy. Czyta się to to lekko, ale z poczuciem silnego guilty pleasure. Tym razem nie ma już nawet mowy o rewolucji w konstrukcji bohaterki i szansach na status kultowej lektury. Szkoda.

  • Awatar

    Ta sama Bridget po kilku latach i kilku dodatkowych zmarszczkach z dwoma małymi "trouble makersami" u boku...z niecierpliwościa czekam na ekranizacje...

  • Awatar

    Stara, dobra Bridget jaką znamy. Prócz paru zmarszczek i rozstępów - niewiele się zmieniła. Zmieniło się za to jej życie. Z dziećmi czy bez - nadal bawi i jest naszą przyjaciółką "na dobre i złe".

Inne proponowane
Warto zerknąć