Nomen omen
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.65 / 5.00
liczba ocen: 1912
Ilość stron (szacowana): 273
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
31.99 złpremium: 19.19 zł
20.80 zł
27.19 zł
27.19 zł
31.99 zł
Pozostałe księgarnie
24.63 zł
27.17 zł
27.19 zł
28.79 zł
29.00 zł
29.70 zł
30.39 zł
31.99 zł
Opis:

Przygoda czai się za rogiem. A imię jej Salomea! Nazwisko zobowiązuje, więc Salomea Przygoda opuszcza rodzinny dom i szuka wyzwań. Nie myli się - samodzielne życie okazuje się... fantastyczne!

Salomea Przygoda ucieka od zwariowanej rodziny, chcąc rozpocząć samodzielne życie. Gdy okazuje się, że jej stancja przypomina posiadłość z filmów grozy klasy B, prowadzona jest przez trzy siostry w dość podeszłym wieku i papugę, a w telefonie słychać głosy, Salka zaczyna zastanawiać się, czy to aby na pewno był dobry pomysł. Pojawienie się młodszego brata jedynie komplikuje i tak niełatwą już sytuację – zwłaszcza gdy pewnego dnia próbuje utopić siostrę w Odrze.

Nomen omen od Marta Kisiel możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
CYTATY:
Każda decyzja pociąga za sobą następne, a we wszystkim z zapałem miesza zwykły przypadek.
Recenzje blogerów
Śmieszyć, tumanić, przestraszać

Otrzymanie przez Ałtorkę nagrody im Janusza A. Zajdla za najlepsze opowiadanie z 2017 roku świadczy o tym, że proza Marty Kisiel jest obecnie na topie – a potwierdza to wyczekiwane przez wielu czytelników drugie wydanie Nomen omen, powieści o humorystycznym zabarwieniu i historyczno-kryminalnym tle.

Główna bohaterka, czyli obdarzona wysokim wzrostem oraz bujną figurą rudowłosa Salomea Przygoda, postanawia opuścić łono lekko irytującej rodziny i przenieść się do Wrocławia, by tam podjąć studia i pracę w antykwariacie na wydziale polonistyki. Trafia przy tym do wyjątkowej stancji na ulicy Lipowej, czyli do przedziwnej kamienicy z wieżyczką, która mogła z powodzeniem występować w horrorach klasy średniej. I to bez charakteryzacji (s.22). I tak zamieszkuje z wydającymi się pączkować identycznymi starszymi paniami o dziwnych przyzwyczajeniach oraz z wojowniczą papugą nie gardzącą wafelkami maści wszelakiej. Na domiar złego wbrew woli Salki wkrótce dołącza do niej uwielbiany przez rodziców brat Niedaś, a jej jedyny do tej pory sojusznik w familii, czyli babcia, poznawszy jej nowy adres nie chce z nią więcej rozmawiać. Jednak dziewczyny z długimi blond włosami we Wrocławiu mają jeszcze gorzej – bo napada je dziwny młody człowiek, w celu nie innym jak szybkie pozbawienie ich życia, a gdy wychodzi na jaw, że agresor do złudzenia przypomina Niedasia, a także usiłuje utopić w rzece Salkę, ta postanawia wziąć sprawy we własne ręce i wraz z absztyfikantem Bartkiem oraz gospodyniami swojej stancji rozwiązać zagadkę dziwnego zachowania brata. A ma ona sporo wspólnego z wojenną historią miasta i grecką mitologią.

Ci, którzy znają już Martę Kisiel, wiedzą, że przy lekturze jej utworów nie należy jeść ani pić – w dowolnym momencie można bowiem parsknąć ze śmiechu tak intensywnie, że nie odratuje się już trzymanej w ręku książki. Podobnie jest tym razem – absurdalne poczucie humoru i umiejętność ośmieszania każdego aspektu naszej codzienności, tu szczególnie życia rodzinnego, sprawią, że spędzicie z tą powieścią wiele zabawnych i relaksujących chwil. Wszystkie postaci są dość wyraziście scharakteryzowane i dają się lubić, a fabuła jest wokół nich bardzo zgrabnie obudowana, nawiązując do wydarzeń z czasów drugiej wojny światowej. Komedia łączy się tu wyjątkowo zgrabnie z tragedią, zapewniając kilka godzin niezłej rozrywki. Jak zwykle rozbudowany i kwiecisty styl sprawia, że albo wskoczycie w tę historię na główkę, albo też nie przebrniecie nawet przez pierwszych kilka stron – ten znak rozpoznawczy autorki wywołuje bowiem spore emocje czytelnicze, zarówno pozytywne jak i negatywne, nigdy zaś obojętność. Co powiecie na takie sformułowanie: znak zapytania właśnie dorobił się gromadki energicznego potomstwa (s.83)?

Moim zdaniem to jedna z lepszych powieści Marty Kisiel, choć trochę słabsza od Toni, ale jednocześnie najbardziej do niej podobna w podstawowym zamyśle, czyli oparciu opowieści na dawnych wydarzeniach, które w połączeniu z elementami nadprzyrodzonymi pociągają za sobą bardzo poważne konsekwencje w teraźniejszości. Wprawdzie po tym, jak bohaterowie dochodzą do sedna problemu i szukają konkretnego miejsca używając starych map, robi się nieco mniej ciekawie, a niektóre postaci (szczególnie matka i brat Salomei) są jednak ciut przerysowane, to całość czyta się z ogromną przyjemnością. W moim przypadku źródłem szczególnej radości były rzecz jasna żarty polonistyczne – szczególnie wypowiedzi Bartka nawiązujące do różnych słynnych polskich utworów romantycznych i nie tylko. A jeden z moich ulubionych cytatów to: chusteczek twoich niegodnam zakrwawiać (s. 313).

A zatem nie ma lepszego przepisu na udane niedzielne popołudnie niż drugie wydanie Nomen omen – pieczeń z mitologii greckiej z sosem z historii Wrocławia, upichconą starannie przez jedyną w swoim rodzaju Ałtorkę, której lekko absurdalne poczucie humoru doprowadza do łez ze śmiechu lub też szewskiej pasji. A w którym obozie znajdziecie się Wy?

Ocena: 4+/6
©Głodna Wyobraźnia
Nomen omen to jedyna książka tej autorki, której tak bardzo się bałam. Sama nie wiem czemu. Lubię zarówno pozycje historyczne jak i fantastyczne, także wstawki o wojnie nie powinny mnie odstraszać. Obawiałam się chyba, że zabraknie tutaj tak uwielbianego przeze mnie humoru Marty Kisiel i dostanę poważną i ciężką literaturę. Co mnie naszło na takie myślenie nie wiem, ale już błędu nie popełnię i Martę Kisiel biorę w ciemno.

Salomea Przygoda ma w życiu pod górkę już od samego urodzenia. Kto daję tak na imię ukochanej pierworodnej? Jej rodzina przypomina uciekinierów z zakładu dla chorych psychicznie, więc gdy tylko ma okazję Salka ucieka do Wrocławia. Nowe miejsce zamieszkania przyprawia o ciarki każdego przypadkowego przechodnia, a dotarcie tam z dworca nie jest zbyt prostą sprawą. Każdy zwiewa ile sił w nogach, gdy tylko usłyszy adres. Nic dziwnego - stancja przypomina dom, w którym ktoś czai się na każdą ciekawską dziewicę z siekiera, w telefonie słychać dziwne głosy, a razem z nią w łóżku noce spędza papuga. Kiedy na progu pojawia się jej brat Salka zaczyna zastanawiać się, czy dobrze zrobiła wyjeżdżając z domu. Te myśli dręczą ją przede wszystkim wtedy, gdy brat próbuje utopić ją w Odrze...

Salomea jest bardzo interesującą bohaterką - jak wszystkie zresztą wychodzące spod pióra Marty Kisiel - która ma permanentnego pecha i nie mieści się we współczesnym kanonie piękna. Kilogramów jej nie brakuje, ale - według jej matki - grzeszy wręcz seksapilem. Rodzinę ma specyficzną - wstyd pojawić się gdzieś z nimi publicznie. Niedaś - jej młodszy brat - od początku działał mi na nerwy i nie dziwię się, że Salka chciała jak najdalej od niego uciec. Gdybym miała takie rodzeństwo wysłałabym je na księżyc. Naprawdę nie wiem, czy jest chociaż jedna osoba, która zapałała do niego sympatią. Zwykle postaci stworzone przez Martę Kisiel są bardzo pozytywne, jednak taki głupawy Adaś... To nie dla mnie.

Nie można przeżyć życia za kogoś innego, choćby nie wiem co.

Bohaterkami wartymi uwagi są zdecydowanie siostry Bolesne. Podbiły moje serce i cieszę się, że koniec końców po Nomen omen sięgnęłam. Stworzyły one cudowną atmosferę tajemnicy i - chociaż od początku wiedziałam kim one są - dzięki nom ta książka nabiera pewnej dozy mistycyzmu i dołączają one na listę moich ulubionych książkowych postaci. Po prostu nie da się przejść obok nich obojętnie. Podobnie jak obok drobnej, walecznej Basi. Ah, o postaciach Marty Kisiel można by opowiadać i opowiadać, ale trzeba też wiedzieć kiedy przestać, by nie pokusić się o spojler.

Fabuła jest cudowna. Nie da się użyć tutaj innego słowa, chociaż kilka synonimów nasuwa mi się na myśl. Mamy tutaj sporo kryminału, historii, trochę fantastyki i nawet romans się znajdzie. Przy tym to wszystko jest tak wymieszane, że gdyby nie taka dawka poczucia humoru głowa mogłaby rozboleć od tego. Okazuje się jednak, że Marta Kisiel potrafi pisać tak idealnie, że nie można jej mieć dosyć. Przed lekturą Nomen omen przeczytałam Oczy uroczne i wcale nie mam dość tej autorki. Z chęcią ugryzłabym jeszcze coś, co napisała, jednak chyba jestem już na bieżąco.

Świat rzadko kiedy jest czarno-bialy, Salko. Odpowiedzialność zwykle rozkłada się na wiele barków.

Wciąż uważam, że Marta Kisiel to jedna z najlepszych polskich autorek i co książka tym bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu. Nie ma co się bać tego spotkania i każdy powinien po jakąś historię tej Pani sięgnąć. Zawsze zaskoczy, rozbawi, czegoś nowego nauczy. Nie powiem Wam, co wyniosłam z Nomen omen. Sami odnajdźcie w niej swoje przesłanie.

Ocena: 5+/6
©Papierowe Miasta
Marta Kisiel pisze książki w taki sposób, że czytelnik ma nieodparte skojarzenia z Kornelem Makuszyńskim. Sporo w nich humoru i dobroduszności, bo autorka nawet jak jest złośliwa, to też dobrodusznie. Postacie w jej książkach są zwykle sympatyczne, nawet jeśli są trochę głupie. Głupota jest traktowana przez autorkę z pewną pobłażliwością i wyrozumiałością. Niektóre z postaci są wyjątkowo dziwaczne, jak choćby Licho – bezpłciowy Anioł w Dożywociu. Nomen omen to powieść fantastyczna, lecz ze sporą dawką realizmu.

Akcja powieści rozgrywa się w całkiem współczesnym Wrocławiu, ale wydarzenia mają korzenie w tym, co się w tym mieście działo pod koniec Drugiej Wojny Światowej. Straszne i tragiczne rzeczy, które się działy, gdy hitlerowskie wojska broniły twierdzy Breslau, stały się kanwą współczesnych wydarzeń. A w tle znajdziemy też budzące się uczucia młodych ludzi, które autorka przedstawia w sposób nieco liryczny, a czasem zabawny.

Salomea Przygoda – bohaterka powieści – to postać całkiem realna, daleka od ideału kobiecego powabu i zwiewności. Jest kobietą mocno stojącą na nogach i życiową realistką. Jako osoba nieco konserwatywna i skryta ma dość swej zbyt nowoczesnej – jak jej się wydaje – rodziny. Pod wpływem impulsu wyprowadza się z domu, jedzie do Wrocławia. Zostaje zatrudniona na miejscu swej koleżanki, która właśnie wyjechała za granicę. Wynajmuje też pokój w dziwnym domu, do ktorego nawet taksówkarz nie chciał podjechać. Ale Salomea nie jest strachliwa. Właścicielkami posesji są trzy bardzo wiekowe siostry. A dom sprawia chwilami wrażenie, jakby żywcem wyjęto go z jakiegoś taniego horroru. Życie nie rozpieszcza Salomei, bo wkrótce potem tuż za nią przybywa do Wrocławia jej utrapiony brat Niedaś.

Jest to kolejna książka, którą z czystym sumieniem polecam jako wakacyjną lekturę. Czytając książkę Marty Kisiel będziecie się śmiać, czasem uronicie może łezkę, a czasem zaczniecie dumać nad skomplikowanymi losami ludzi.


Ocena: 5/6
©Autorski przewodnik kulturalny
Już dawno nie pojawił się żaden nowy post na blogu, poza konkursowym, dlatego, że kompletnie nie miałam chęci na pisanie. Czytałam sporo, ale nie umiałam się zmusić, żeby napisać o tym co przeczytałam. Na szczęście powoli to mija i dziś zabieram się za książkę Marty Kisiel Nomen Omen wydawnictwa Uroboros

Jak już mogliście się przekonać do polskich autorów mam średnie nastawienie, ale jest coś chyba w imieniu Marta, co sprawia, że po książki autorek o tym imieniu mogę sięgać z zamkniętymi oczami. Tak było z Martą Matyszczak i tak też jest teraz z Martą Kisiel. Ale po kolei.

Witaj Przygodo
Bohaterką Nomen Omen jest Salomea Klementyna Przygoda, lat 25, wysoka, postawna, z długim rudym warkoczem i bardzo dziwną rodziną. Matka – egzaltowana krawcowa, o zapędach wróżbiarsko-erotycznych, ojciec – z wykształcenia elektryk, z zamiłowania romantyk, brat – no cóż, Niedaś to patentowy leń, nieuk i pasożyt. Jednym słowem Salka nie ma z nimi łatwego życia. Matka, o zgrozo, chce koniecznie aby Salka „uwolniła swój nieokiełznany erotyzm” i dzieli się tą informacją z każdym telemarketerem, sprzedawcą i napotkaną osobą. Jedyną osobą, która jest „normalna” jest babcia Przygodowa. Dzięki namowom babci i po rozmowie z dawną koleżanką z podstawówki Salomea przeprowadza się do Wrocławia. A tam dopiero zaczyna się przygoda…

Lipowa 5
Dotarcie na Lipową 5, wbrew pozorom nie jest łatwe, bo taksówkarz nie chce podjechać pod ten adres i zaczyna się dziwnie jąkać, a każda zapytana osoba nagle zaczyna się bardzo spieszyć i nie może wskazać drogi. W końcu Salce się udaje i staje przed domem niczym z dobrego horroru. Gospodynią jest starsza, bardzo surowa pani Matylda Bolesna , wymagająca przestrzegania konkretnych zasad. Salomea zamieszkuje w najdziwniejszym domu jaki kiedykolwiek widziała. Co więcej jej współlokatorem zostaje kolorowa papuga Roy Keane, który jest miłośnikiem wafelków. Ale to nie koniec niespodzianek. Pani Matylda ma jeszcze 2 siostry ksero – pani Bolesne są trojaczkami. Wszystkie one skrywają ogromną tajemnicę, którą Salka razem z nowymi i znajomymi i starym bratem odkryją. Niedaś niestety dołączy do Salki, co przysporzy jej wielu problemów.

Breslau
Książka napisana jest z ogromną dawką humoru, inteligentnych ripost, ciekawych aluzji. Ale nie jest to tylko lekkie czytadło. Autorka przedstawiła również bardzo interesująco historię międzywojennego Wrocławia, czyli wtedy jeszcze Breslau. Mogłam się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy o wydarzeniach z tamtego okresu, o tym jak to wszystko wyglądało. Mocno podkreślone jest również to, że nie ważne czy ktoś był Niemcem, Polakiem czy Żydem, kiedy miasto runęło stracili swoje miejsce na ziemi. W momencie śmierci rachunki zostają wyrównane i nie ma co rozpamiętywać tego co było. Ktoś kto tego nie przeżył nie powinien oceniać tych co tam byli.

Nomen Omen to lektura zarówno dla osób które chcą się odprężyć i pośmiać, ale również dla tych, które lubią zagłębiać się w historię miasta, odkrywać tajemnice. Jeśli nie czytaliście, to gorąco polecam.

Ocena: 5/6
©Czytanie na śniadanie
Moje drugie spotkanie z twórczością Marty Kisiel pozostanie równie niezapomniane, jak pierwsze. Trafiła wprost do mojej duszyczki i całkowicie mnie oczarowała. Jej powieści dają wytchnienie od szarzyzny codzienności, radość i odświeżają umysł.

Ach, rozumiem... Znaczy nie rozumiem, ale zaczynam się przyzwyczajać.

Dwudziestopięciolatka o rudych włosach i urodzie raczej nienachalnej, imieniem Salomea, a pieszczotliwie nazywana przez bliskich Salką, postanawia uwolnić się od dręczącej jej i nieco dziwnej rodzinki, wyprowadzając się do Wrocławia. Historia brzmi, jak wiele innych, prawdziwych opowieści o tym, jak to latorośle próbują uwolnić się wreszcie spod nadopiekuńczych skrzydeł rodziców. Na tym jednak kończą się podobieństwa i jako taka normalność.
Dom, w którym wynajęła pokój, skradł moje serce już od pierwszego zaczytanego o nim zdania. Stare domostwa przyciągają mnie jak magnez i to nie tylko te piękne posiadłości o wyrafinowanym stylu, ale również proste domy zwykłych ludzi. Czuję w nich duszę, jakby szeptały do mnie. No właśnie z tym szeptaniem to w przypadku domu z Nomen omen sprawa jest zupełnie dosłowna. W telefonie słychać głosy, Warcraft wypluwa dziwne komunikaty w różnych językach. Dom na Lipowej cieszy się nienajlepszą sławą, a prawdę mówiąc to raczej jakimś dziwnym lękiem wśród mieszkańców Wrocławia. Właścicielka wydaje się być osobą dość niezrównoważoną emocjonalnie. Momentami zimna i nieprzystępna, w innych chwilach z turbanem na głowie, rozsiewa wokół siebie radość. Pełnia dziwactw i nieszczęść Salki nadchodzi w chwili, kiedy jej brat, po wyrzuceniu go z akademika, postanawia się również sprowadzić na Lipową.

- Siostra, gdybyś powiedziała, że widziałaś jak pływam pieskiem w rynsztoku, przebrany za Myszkę Miki i nawalony jak marabut, to pewnie bym się nie wypierał, ale po parkach na pewno się nie szwendam. Mam swoją godność.

(...) podreptali razem do taksówki. Również i ten kierowca próbował stawiać opór, gdy usłyszał o Lipowej pięć, lecz dziewczyna, przemoczona, zziębnięta i zdezorientowana jak nigdy w życiu, tym razem nie dała się porzucić byle gdzie jak worek wyjątkowo mokrych kartofli. Zamiast tego, zwymyślała taksówkarza od serca, obficie plując jadem, świętym oburzeniem i resztkami wody z Odry. Mało brakowało, by wniósł ich do willi na rękach.

Moim absolutnym faworytem w tej książce jest Roy Keane, czyli papuga, która upodobała sobie dietę wafelkową. Jednak nie jest mocno chytry i wafelkiem czasami się podzieli. Dzielnie powtarza różne słowa i mocno uczestniczy w życiu rodzinnym domu. Jego zaangażowanie w przypadku wspólnych sesji Warcrafta jest wręcz niesamowite. Rozczula również tym, że wybrał sobie Salkę na nową ulubienicę i uparcie pakuje jej się do łóżka. Wypisz wymaluj, jak mój malutki Rico, czyli nasz domowy papuziak, który najbardziej na świecie lubi się wpakować do mnie pod kołdrę.

Książki Marty Kisiel przepełnione są inteligentnym humorem, przyjemnym splotem komizmu słownego i sytuacyjnego. W dużej mierze wszystko oparte zostało o przypadek, los złośliwy i przewrotny, oraz na niezwykłych kreacjach bohaterów. W porównaniu do Dożywocia, tutaj uświadczymy zgrabniejszy rys fabularny, który dopełnia satysfakcję czytelnika. Co więcej Autorka nie poszła na łatwiznę i nakreśliła opowieść, w której łączy fascynujące perypetie rodzinne ze smutnymi wspomnieniami wojny. Zarówno jedna, jak i druga warstwa skonstruowana lekko i przystępnie, ale pozostawiająca również drogę pewnej refleksji o naturze rodzinnej, jak i o historycznej matni. Można więc zaczytać się dla przyjemności, jak i wysnuć dość życiowe wnioski.

Na papierach podpisywanych przez polityków i generałów wszystko wydaje się proste. Temu zabrać to, tamtemu dać tamto, tę granicę przesunąć tam, a tamtą tu. Lecz w tym najprostszym, ludzkim wymiarze, daleko od frontów, zawsze w czyimś sercu pozostaje głębokie poczucie niesprawiedliwości.

Wachlarz postaci jest bardzo różnorodny. Większość odbieramy jako bardzo pozytywnie zakręcone jednostki, bardziej lub mniej inteligentne. Nawet Niedaś, który wydaje się być wyjątkowo prostolinijny i niestety dziedziakowato niemądry, taki lekkoduch, potrafi oczarować jakimś wewnętrznym urokiem. Babcia Salki i Niedasia to osoba absolutnie cudowna, wspaniałe wsparcie dla wnuczki, kobieta mądra życiowo i bardzo ciepła. Przywodzi na myśl wręcz taką bajkową babcię, u której zawsze można znaleźć bezpieczne schronienie za spódnicą. Rodzice z kolei są dobrze postrzeleni, szczególnie matka. Kobieta, która w jakimś stopniu pozostała dziewczęciem, wolna i bardzo otwarta, aż za bardzo.

Niedaś był jednak całkowicie uodporniony na odczucia inne niż własne, rozumiejąc wyłącznie wyższe emocje, takie jak LOL, ROTFL i tym podobne.

Pojawia się też miłość i to w wielu barwach. Oczywiście ta młodzieńcza, jeszcze niewinna i rodząca się w delikatności, zawstydzeniu, przykuwa najbardziej uwagę. Znajdziecie też miłość, która pojawia się w gwałtowności nieporozumień. Uczucia rodzące się w tej książce, lub odkrywane na nowo, mimo pewnej niesamowitej otoczki, przywodzą na myśl szczerość, ludzką prawdę.

To, co jeszcze mi się bardzo podoba u Marty Kisiel, to umiejętność wplatania do fabuły elementów fantastycznych, ze znanymi nam z mitologii motywami. Świetnie przekuwa to wszystko na polskie warunki społeczne i historyczne, wykorzystując nasze narodowe cechy. Jej język jest elegancki i dopracowany, co sprawia ogromną przyjemność.

- Młody człowieku, czy ty masz dno? - zwróciła się do niego.
- Teoretycznie. - Wysiorbał z miseczki resztki śmietany po mizerii.
- A praktycznie?
- Nie wiem - przyznał szczerze - ale jestem otwarty na eksperymenty.


Mogłabym tak się zachwycać twórczością tej Pisarki w nieskończoność. Polecam Wam gorąco. Za komizm i warsztat językowy, za nietuzinkowych bohaterów, za przypadki, które chodzą po ludziach, za ciekawy splot wydarzeń i osób, za Roya Keana, za śmiech, który niósł się po całym bloku i w komunikacji miejskiej... za to wszystko serdecznie dziękuję Marcie Kisiel i Wydawnictwu Uroboros.

Psychopaci z hakiem, psychopaci z lustra, psychopaci w szafie, rany boskie, psychopaci z hakiem z lustra w szafie!!! (...) Chrapiący psychopata to było jednak coś nowego.

Ocena: 5/6
©Rosa czyta
Nie jest łatwo w życiu komuś, kto ma na nazwisko Przygoda. To jak wyzwanie – i można być pewnym, że Salomeę (Salkę) Przygodę spotkają różne zdarzenia. Niekoniecznie miłe. Ale na pewno nie będzie nudno. Jakże by mogło?

Salka ma, ogólnie rzecz biorąc, przekichane. Jej matka wciąż próbuje ją wyswatać z tym czy innym telemarketerem, zachwalając jej krągłe biodra i płodne lędźwie, jej ojciec jest typem chodzącego z głową w chmurach filozofa (bardzo mi przypominał Ignacego Borejko z Jeżycjady), a jej brat… Cóż, jej brat, Niedaś, lekki półgłowek, który wiecznie pakuje się w jakieś kłopoty, wrzuca ją do Odry. Z zamiarem utopienia kompletnie i nieodwołalnie. Coś jest stanowczo nie tak! Owszem, nie darzą się z Niedasiem wielkim bratersko-siostrzanym afektem, ale żeby zaraz takie rzeczy?

Salka jest we Wrocławiu, dokąd uciekła, nie mogąc dłużej znieść atmosfery panującej w domu. Ale i tutaj nie wszystko idzie jak z płatka. Problemy zaczynają się już w taksówce, gdy prowadzący samochód mężczyzna zaczyna się dziwnie zachowywać, w momencie kiedy słyszy podany przez dziewczynę adres – Lipowa 5. A to dopiero początek kłopotów, wśród których wymienić można dziwaczny dom, trzy tajemnicze siostry bliźniaczki, które w nim mieszkają, obce głosy w telefonie oraz gadającą papugę. Od tego momentu akcja Nomen Omen pędzi na łeb, na szyję. I grozi zaduszeniem. Ze śmiechu.

Ilość nieprawdopodobnych zdarzeń i niespodziewanych zwrotów akcji nie pozwala ani na chwilę zaczerpnąć oddechu i wytrzeć łez rozbawienia kapiących z oczu. Niezdarna Salka, która ma grację słonia, na czym cierpi jej rudy łeb, Niedaś, tnący z jedną z sióstr Bolesnych w WoW’a, papug drący się „kiiiiilniiiiij gada!”, dobrotliwy Bartek-filolog czy zaopatrzona w glany i paznokcie Basia – każdy bohater jest świetnie wykreowany i ma niesamowity potencjał komiczny.

Jednak nie jest to książka tylko i wyłącznie zabawna. W pewnym momencie czułam się jakbym czytała mroczny thriller/kryminał, w którym skomplikowane śledztwo prowadzi bohaterów aż do pogrążonego w wojnie Breslau. Jakie rodzinne tajemnice wypłyną po latach na jaw? I dlaczego zabójca jest ciężko uchwytny?

Nie mogę zdradzić Wam zbyt wiele, by nie popsuć przyjemności „własnoocznego” odkrywania dokąd prowadzą szaleńczo poskręcane przez Martę Kisiel wątki. Musicie to sprawdzić.

I jeszcze jedno! Okładka jest cudna i świetnie oddaje zawartość książki. Chciałabym, by wszystkie tytuły były tak pięknie wydane!

Ocena: 4+/6
©tanayah czyta
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Uwielbiam te książkę!! Spacer po Wrocławiu w tajemniczej, a zarazem zabawnej atmosferze:). Dla każdego cos miłego - historia, humor i zbrodnia!

  • Awatar

    Lektura na pograniczu kilku różnych gatunków - jedyna w swoim rodzaju moim zdaniem :) Pomieszanie z poplątaniem - trochę historii, trochę fantasy, trochę obyczajówki... A do tego solidna dawka poczucia humoru.

  • Awatar

    "Nomen Omen" napotkalam calkiem przypadkiem ogladajac jakas tam recenzje na yt. Od samego poczatku bylam do tego tytulu nastawiona jedynie poznawczo. Ja zawsze siegam po ksiazki z miastami, ktore znam (mniej lub wiecej, ale znam i kocham). Pomyslalam, ze skoro Wrocek, to i moje okolice... I od razu zaczelam czytac. Poczatek jakos mnei nie porwal, ale w miare czytania, zrobilo sie ciekawej, zgrabniej, poruszajaco. No i Warcraft w tle tez zaczal odgrywac jakas role, moze nie pierwszoplanowa, ale jakas symboliczna. I tak wlasnie sie okazuje, ze powrocilam do lektury. Ta mnie porwala cala soba. Prace odlozylam, wszystko inne odlozylam. Za to litrami popijam herbate. :D

    Wedlug mnie ta pozycja jest swietna dla "mlodych doroslych", doroslych i starszych troche. Pod katem ligwistycznym tresc calkowicie przyjemna do przyswojenia. Powiem szczerze, ze z przyjemnoscia powroce do tej ksiazki. Poniewaz znam osoby, ktore maja bardziej "wysublimowany" smak literacki, to im nie polece tego tytulu. Ale chodzi o to, ze ksiazka, ktora czytamy ma sie przede wszystkim nam podobac. A ta mi sie bardzo spodobala. Usmialam sie przy niej, czasem bylam bliska uronienia lzy. Dowcipem, wrecz humorem, akcja, bohaterami autorka chwyta za serducho. I nawet na mysl moga przyjsc wspomnienia z dziecinstwa, czy nastoletniactwa. Wszystko zalezy od doswiadczen. No i musze wspomniec o delikatnym watku romantycznym, ktory tutaj moze przeszkadzac niektorym czytelnikom. Ku pocieszeniu - nie jest to jakis ogromny kawal, tylko akcent, moim zdaniem (mi nie zawadzal :).

  • Awatar

    Lekko, łatwo i przyjemnie. Marta Kisiel ma dar do pisania rozrywkowego. I proszę nie traktować tego jako wady - to doskonała książka nad basen/na plażę/na wygodny fotel w zimny jesienny dzień.

  • Awatar

    Przygoda goni przygodę – w przenośni i dosłownie ;) Duchy, upiory, czarownice, no i World of Warcraft ;) Całkowicie zwariowana powieść, wywołująca wybuchy niekontrolowanego śmiechu.

  • Awatar

    „Nomen Omen” czaruje, wciąga i zachwyca! Jeżeli macie chęć rozerwać się przy leciutkiej, fantastycznej i bardzo zabawnej lekturze to zdecydowanie polecam. Ja oceniam jako rewelacyjną i z niecierpliwością czekam na kolejny tom przygód Salomei, bo gdzieś rzuciło mi się w oczy, że ma taki powstać.

Inne proponowane
Warto zerknąć