ebook Gaumardżos! Opowieści z Gruzji - audiobook
3.41 / 5.00 (liczba ocen e-booka: 1703)

Gaumardżos! Opowieści z Gruzji - audiobook

Chcę otrzymać powiadomienie,
kiedy oferta będzie dostępna
Podając nam adres e-mail
lub korzystając z konta na Facebooku

damy Ci znać, kiedy oferta będzie dostępna.
Aktualnie brak dostępnej pozycji do zakupu
Inne proponowane

To jest Gruzja! Pełna smaków, zapachów, wyjątkowej muzyki, iście bajkowych krajobrazów, niezwykłych i życzliwych ludzi, niezliczonych anegdot towarzyskich. W tą niezwykłą podróż zabierają nas autorzy Anna Dziewit-Meller i Marcin Meller. Opowiadają jak podróżowali od gór po morskie wybrzeża, biesiadowali podczas tradycyjnych uczt, rozmawiali o radościach i kłopotach... Opowiadają o tym skąd w Gruzinach głęboko zakorzeniona duma? Jak radzą sobie kobiety w świecie macho? Na czym polega tamtejszy nienachalny stosunek do punktualności? Gaumardżos jest o „radości życia i sztuce świętowania”, ale mnóstwo w niej gruzińskiej współczesności i historii, naznaczonej m.in. okrutną wojną na Kaukazie. Świetnie się czyta!

Gaumardżos! Opowieści z Gruzji - audiobook od Anna Dziewit-Meller, Marcin Meller możesz już bez przeszkód słuchać formie audiobooka (mp3) lub bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Kilka lat temu zorientowałam się, że od kilku miesięcy czytałam tylko kryminały i powieści Murakamiego, więc wszystko to niewiele miało wspólnego z rzeczywistością. I nawet jeśli te kryminały napisał Mankell, to czułam, że muszę odpocząć od zbrodni i teorii spiskowych.

W prezencie dostała Gaumardżos autorstwa Anny Dziewit-Meller i Marcina Mellera.

Pomyślałam sobie „Oho, będzie mądrzenie się!”. Całkiem niesłusznie. Tak ciepłej, wesołej, momentami do bólu prawdziwej i mądrej książki dawno nie czytałam. Książki „sławnych ludzi” można kochać albo nienawidzić. Często wybieramy książki tylko tych, których darzymy w jakimś stopniu sympatią, albo tych, których zdanie na jakiś temat chcemy poznać. Też tak mam. Zastanawiam się czyją książkę mogłabym wziąć do ręki, z tych nielubianych przeze mnie… Nie wiem, trudno mi zdecydować się na taki krok. To był wyjątek, ale jak się przekonałam trzeba próbować nowych rzeczy.

Ale do meritum. O Gruzji wiedziałam niewiele. Wiedziałam, że Rosjanie upatrzyli sobie ten kraj do permanentnego nękania. Wiedziałam też, że jest tam biednie, a mężczyźni przystojni. Teraz mogę wyrecytować zwyczaje Gruzinów, wiem więcej o historii, a zapamiętam na zawsze ten fragment, w którym Mellerowie piszą, że gdyby zapytać któregokolwiek z Rosjan ile ludzi mieszka w Gruzji, z pewnością odpowiedziałby, że około 40 milionów. Oni nie chcą przyjąć do wiadomości, że tak mały – niespełna 5-milionowy – kraj stawia im tak duży opór!

Marcin Meller przybliża nam historię, politykę i wojnę w Gruzji. Pewnie z racji wykształcenia, a przede wszystkim zawodu. I pewnie z racji tego, że to nad jego głową latały pociski i to on o mało nie utonął podczas rejsu do Sofii. Ania zajęła się kulturą, obyczajami, zainteresowaniami, kuchnią, tradycjami i religią. Jej spojrzenie na sprawy, które i mnie interesują, gdy poznaję nowy kraj są tak trafne, tak przejrzyste i opisane językiem tak prostym, że rozdziały te pochłaniałam w mgnieniu oka! Z historią było gorzej, ale biorąc pod uwagę moją niechęć do tego co było muszę przyznać, że przebrnęłam przez nią wyjątkowo sprawnie. Bardziej wciągnęły mnie fragmenty opisujące wojnę. Ktoś wiedział, że Marcin Meller był korespondentem wojennym i że gazeta pozwoliła mu przemieszczać się po linii frontu? To znaczy, może nie pozwoliła, ale dolary dała. Nie wiedziałam, więc element zaskoczenia również w książce wystąpił. Duży plus.

Polska gościnność za przeproszeniem wymięka przy gruzińskiej! I może wino mają słabsze niż to co oferują nam polskie sklepy, ale ilości wypijanego alkoholu robią wrażenie. A wszystko to z uwagi na gościa. Gość jest świętością, przybycie gościa jest świętem. Piliście kiedyś wino z rogu? A z klosza lampy naftowej? Nie? To może chociaż z dachówki? Takie rzeczy to tylko w Gruzji! Toasty. Jakie znamy? „No to siup!”, „Chluśniem, bo uśniem!”. Takie numery to nie z Gruzinami. Toast wznoszony zazwyczaj przez nomadę (głównego animatora rozrywki, gospodarza) może trwać nawet godzinę. A szklankę z winem trzeba trzymać w górze. Impreza dla prawdziwych twardzieli. Jedzenia zawsze jest dużo, a gospodyni bez przerwy donosi coś jeszcze. Wydawałoby się, że stół ma ograniczoną pojemność. Ale nie gruziński. Ten wszystko przetrzyma. Nawet jedzenie układane piętrowo(!). W Gruzji zawsze znajdzie się pretekst do jedzenia i picia, to forma spędzania wolnego czasu. U nas każdy w swoim domu, u nich wszyscy razem – głośno, dużo, długo i upojnie. Gruzja to wino! – jak piszą Mellerowie. A muzyka? Podobno śpiewanie Polaków podczas biesiad to nic z pieśniami Gruzinów na kilka głosów. Bez wykształcenia w tym kierunku. Z tym trzeba się urodzić. Gruzja to muzyka!

Pomijając treść książki - znakomite fotografie. Prawie wszystkie autorów. Trochę im zazdroszczę, że te góry, te zabytki, tych ludzi, te krajobrazy widzieli na własne oczy. Już sama smakowita okładka każe spodziewać się więcej perełek w środku. Od pysznego stołu do groźnego żołnierza.

Ocena: 4+/6
©Idę czytać
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć