ebook Rany kamieni
3.33 / 5.00 (liczba ocen: 3984)

Rany kamieni
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 29.80
UpolujEbooka.pl #Instagram
UpolujEbooka.pl #Instagram
29.80 zł
Inne proponowane

„Tonący w deszczu krajobraz pozbawiony zarówno życia, jak i konkretnych kształtów. Płaskie wrzosowiska, upstrzone kępami drzew, mokradła” – to pejzaż Chemii śmierci, pierwszego bestsellera Simona Becketta z genialnym antropologiem sądowym doktorem Davidem Hunterem. „Wszędzie wokoło leżały ludzkie ciała w różnym stanie rozkładu” – to Trupia Farma, sceneria Szeptów zmarłych. „Targana sztormem, odcięta od świata i sparaliżowana śmiertelnym strachem wysepka” – to Zapisane w kościach. I znowu W wołaniu z grobu: ponure torfowiska i wrzosowiska, i mgła…   I teraz Rany kamieni. I słońce, pola, pszeniczne łany, strumyk, zagajnik… Wszystko zastygłe w bezruchu. Obezwładnia nas upał. I osacza cisza. W ten idylliczny krajobraz wjeżdża luksusowym audi na oparach benzyny narrator. Ale to nie doktor Hunter. Nie wiemy – i prawie do końca się nie dowiemy – kim jest. Wiemy, że ucieka. I że się boi. Panicznie się boi. A my razem z nim. I o niego. Choć wcale nie wiemy– i prawie do końca się nie dowiemy – czy jest ofiarą, czy może mordercą…     Rany kamieni - tu wszystko jest inne: bohater, sceneria, tylko Beckett jest taki sam: Mistrz wyrafinowanej prozy, oszczędnych środków, bogatego języka, plastycznych opisów. Mistrz emocji, mistrz nastroju, strachu i tajemnicy. Ale tym razem poszedł dalej i inną drogą. Tu sam narrator, wszyscy i wszystko jest tajemnicą. Każda scena rodzi zagadkę. Każde wyjaśnienie rodzi jeszcze trudniejsze pytania. Tajemnice osaczają. Napięcie i niepewność rośnie. I strach, który chwycił za gardło w pierwszej scenie, zacieśnia swój uścisk i dławi. To głęboka, mądra, pełna zadumy nad losem i naturą ludzką powieść ubrana w formę literackiego thrillera psychologicznego.   Ktoś ucieka… przez pola gdzieś we Francji. W zagajniku parkuje luksusowe audi. W strumieniu usiłuje zmyć krew z fotela, z pasa i rąk… Zaciera wszelkie ślady. Zabiera plecak i odchodzi. I zabiera coś jeszcze… W nieznośnym upale wśród obezwładniającej ciszy i w paraliżującym słońcu idzie przed siebie. Tylko dokąd? Tego nie wie. Nie ma pieniędzy, żadnych planów, za to ma siniaki na twarzy. Dowiadujemy się, że jest Anglikiem. Widzimy, że jest inteligentny i wrażliwy. Domyślamy się, że jest młody. Wiemy, że musi się ukrywać… W desperacji wchodzi do ogrodzonego drutem kolczastym lasu i dociera do wyglądającej na opuszczoną farmy. Prosi o wodę młodą tajemniczą kobietę z dzieckiem na ręku… Nie spodziewa się, jak szybko i w jakich dramatycznych okolicznościach będzie mu dane tu wrócić. I w jak deliryczno-surrealistycznej scenerii, przywodzącej na myśl scenerię największych XIX i XX-wiecznych mistrzów prozy, będzie uwięziony - a może ocalony. To brzydko-piękne odcięte od świata miejsce i jego zagadkowi mieszkańcy są wielką mroczną tajemnicą. Choć w tej nieodgadnionej dziwności wszystko i wszyscy są aż do bólu prawdziwi – w swoich słabościach, porywach szlachetności, w swoich zbrodniach i karach…

Rany kamieni od Simon Beckett możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Ludzie żyją własnym życiem i próżnością jest sądzić, że odgrywamy w nim jakąś większą rolę.
Po zachwycającej serii książek o doktorze Davidzie Hunterze, którą pochłonęłam w mgnieniu oka, przyszła pora na osobną powieść Becketta, zupełnie niezwiązaną żadnym cyklem. “Rany kamieni” korciły mnie od dawna. Miałam ogromne wymagania co do tej książki, bo też poprzednie powieści Becketta bardzo wysoko zawiesiły poprzeczkę. Przeglądając różne opinie o niej, trafiałam na takie, które odradzały lekturę. Dlaczego? Bo inna od poprzednich, bo gorsza, bo to już nie to samo. No ale – pomyślałam – w sumie to chyba dobrze, że inna… Uznałam, że ktoś, kto TAK pisze, nie może napisać złej i nieciekawej książki.

I nie rozczarowałam się.

“Rany kamieni” to powieść z gatunku tych, które kompletnie nie przypominają żadnej innej książki, z którą miałam do tej pory do czynienia. Nie da się jej do niczego porównać. Jest napisana w czasie teraźniejszym, czego generalnie nie lubię, uparcie twierdząc, że to styl zarezerwowany niemal wyłącznie dla dobrego reportażu. Tymczasem w wydaniu Becketta nie tylko się takie rozwiązanie sprawdziło, ale i wypadło wręcz rewelacyjnie. I choć z początku sądziłam, że wyjdę z tego zmęczona i znużona, to wręcz przeciwnie: czytało się szybko, a każde zdanie niezmiennie i mocno trzymało w napięciu.

Bohaterem książki jest Sean. Z początku nie znamy jego imienia. Nie wiemy, kim jest. Nie wiemy, skąd przybywa, ani dokąd zmierza. Nie wiemy, czy jest postacią pozytywną czy negatywną. Nie mamy pojęcia, czy jest ofiarą czy zabójcą. Wiemy tylko, że musi uciekać i że bardzo się boi.

Przemierzając bezkresne lasy Francji, Sean trafia na pewną farmę, na której prosi o wodę. Zaraz potem rusza dalej. Niestety jednym nieostrożnym krokiem skazuje siebie samego na pomoc i litość innych ludzi, co w obecnej sytuacji jest mu bardzo nie na rękę. Wraca na farmę, gdzie przez kilka dni leży w gorączce, cierpiąc z bólu. Dopiero później, kiedy ponownie zaczyna kontaktować, orientuje się, że mieszka tutaj ojciec z dwiema córkami i malutkim wnukiem.

Sean nie wie, co myśleć o tym dziwnym domu. Ludzie, którzy tu mieszkają, są co najmniej dziwni. Milczący, ponurzy, odizolowani od innych. Nasz bohater nie wie też jeszcze, czy zostanie tu na dłużej, czy odejdzie zaraz, jak tylko odzyska siły. Z czasem na jaw wychodzą pewne głęboko skrywane przez rodzinę sekrety. Tajemnice, których zdają się oni strzec nawet kosztem własnego życia.

str. 317 – “Ta farma to makabryczny zestaw matrioszek, myślę oszołomiony. Za każdym razem, kiedy już sądzę, że dotarłem do ostatniej tajemnicy, pojawia się kolejna, jeszcze obrzydliwsza”.

Sean nie jest pewien, czy właściwie nie byłoby lepiej donieść o pewnych sprawach na policję, ale zaraz sądzi, że jednak lepiej nie. Praktyczniej i bezpieczniej będzie trzymać język za zębami i siedzieć cicho. Chwilami się waha. Chwilami dochodzi do wniosku, że to w sumie nie jego sprawa. A potem do głosu dochodzi jego własne sumienie i mężczyzna znowu niczego nie jest pewien.

Książka, poza tym, że napisana w pierwszej osobie (czego nie lubię) i w czasie teraźniejszym (czego wręcz nie znoszę), porwała mnie od pierwszej strony. Dlaczego? Bo według mnie Simon Beckett jest autorem wybitnym. Niezmiernie utalentowanym, po mistrzowsku operującym słowami, opisami, suspensem i niedomówieniami. Wyrafinowany, bogaty i elegancki język idzie tu w parze z lekkim piórem, dzięki czemu od książki trudno się oderwać. Beckett hipnotyzuje czytelnika, przyciąga go do siebie niczym magnes plastycznymi opisami, zderzeniem jakże różnych emocji. On nawet sceny dynamiczne potrafi opisać spokojnie, z dystansem. I przeciwnie, kiedy opisuje codzienne, przyziemne czynności, dzieje się z czytającym coś niezwykłego. Czytamy je z duszą na ramieniu, dopatrując się w zwyczajnej scenie ciszy przed burzą. Bohater co rusz ogląda się za siebie. A my z nim. Jego przechodzą dreszcze na dźwięki za plecami, nas również, choć słyszymy je tylko uchem wyobraźni.

To pisarz, któremu wierzymy bez zastrzeżeń, a otoczenie, które kreuje dla swoich bohaterów i opowieści, to czysty majstersztyk. Każdy niuans pokazany jest z najmniejszymi nawet detalami i choć opisy są bardzo szczegółowe, nie dopada tu czytelnika nuda ani znużenie. Myślę, że Beckett byłby w stanie z polotem przepisać książkę telefoniczną, a my uznalibyśmy, że zarówno bohaterowie, jak i ich otoczenie, są bez zarzutu. To prawdziwy talent. To jeden z niewielu pisarzy, których książki kupię zawsze w ciemno, bez choćby uprzedniego zajrzenia na tył okładki.

“Rany kamieni” ze swoją mnogością sekretów, są bardzo dobrym thrillerem psychologicznym, mrocznym, ponurym, rozgrywającym się nad malowniczym strumykiem, w ciszy zagajnika i lasu, gdzieś we Francji. Jednak ta złudna cisza i prażący, obezwładniający upał, to tylko iluzja. W jej cieniu czai się czyste zło. I strach. Paniczny lęk o własne życie.

str. 62 – “Budzę się z krzykiem, obrazy krwi w ciemnej uliczce tkwią mi mocno w głowie. Przez kilka sekund nie pamiętam, gdzie jestem. Strych spowijają ciemności, ale upiorne światło wlewa się przez otwarte okno. Dłonie mam gorące i lepkie, koszmar nadal jest żywy, spodziewam się, że są splamione krwią. Ale to tylko pot”.

Kiedy każdy cień zdaje się nas prześladować, każdy szelest przyprawia o dreszcze, a w każdym napotkanym człowieku dostrzegamy śmiertelnego wroga, trudno jest spokojnie spać.

Sean od dawna już nie spał spokojnie.

“Rany kamieni” diametralnie różnią się od cyklu z doktorem Hunterem. To zupełnie różne książki. Nie zgadzam się jednak, że powieść nie dorównuje swoim poprzedniczkom. “Rany kamieni” to bardzo dobra książka. To świetnie skonstruowana powieść, podszyta lękiem, tajemnicami z niesamowitą atmosferą, z namacalnym, nieruchomym upałem zwiastującym coś na wskroś złego. Tutaj akcja płynie spokojnie i wolno, trup nie ściele się gęsto, a krew nie leje się strumieniami. Mimo to tę książkę się czyta i czyta i ciągle nie ma się dość.

Czytajcie, kiedy będziecie w domu sami.
Kiedy otuli Was cisza.
Kiedy Wasze myśli będą mogły mocno wsiąknąć w karty tej hipnotyzującej książki.

Bardzo gorąco polecam.

*cytaty pochodzą z książki

Ocena: 6/6
©Papuzie pióro
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    „Rany kamieni” są powieścią, w której po lekturze pamiętać będziemy właśnie sceny inicjujące i finalną. To, co najlepsze w pisarstwie Becketta, właśnie ukrywa się w przysłowiowej klamrze kompozycyjnej, działającej na czytelnika niczym imadło. Fabuła jako całość trochę rozczarowuje, lecz książkę czyta się na tyle szybko i zajmująco, że mocny początek i nie mniejsze napięciem zakończenie wyzwalają dużą satysfakcję czytelniczą. Naszą uwagę zwracają też udanie wykreowane postacie literackiej, o ciekawych cechach charakterologicznych i jeszcze bardziej interesujących relacjach, w których czai się i zło, i nadzieja, i mroki przeszłości, i światło przyszłości.

    „Rany kamieni” udowadniają, że ich autor nadal jest mistrzem narracji, zwłaszcza tej angażującej emocjonalnie czytelnika. Nie gorzej radzi sobie także z psychologiczną scenerią fabuły. Mam jednak wrażenie, że Becketta stać na więcej, zwłaszcza w sferze skomplikowania i wzbogacenia intrygi kryminalnej. I niekoniecznie literacki pomysł spod znaku Davida Huntera wyczerpał się na tyle, by go nie kontynuować.
    www.kryminalnapila.blogspot.com

Warto zerknąć