Imię Róży - audiobook
4.11 / 5.00 (liczba ocen e-booka: 231388)

Imię Róży - audiobook
audiobook (mp3)

E-book - najniższa cena: 34.90
Audiobook - najniższa cena: 27.30
wciąż za drogo?
37.80 złpremium: 25.20 zł Lub 25.20 zł
-26% 27.30 zł Lub 24.57 zł
29.90 zł
32.76 zł
33.60 zł Lub 30.24 zł
34.58 zł
37.80 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (2)
Wesprzyj UpolujEbooka.pl - postaw kawę
Inne proponowane

Średniowieczne opactwo, bogobojni benedyktyni, a wśród nich tajemnicze zabójstwa związane z zakazanymi księgami i mrocznym gmachem biblioteki! Książka Umberto Eco w wersji audio!

Listopad 1327 r. Do znamienitego opactwa benedyktynów w północnych Włoszech przybywają uczony franciszkanin Wilhelm z Baskerville wraz ze swoim uczniem i sekretarzem, nowicjuszem Adsem z Melku. Opat zwraca się do Wilhelma z prośbą o pomoc w rozwikłaniu zagadki tajemniczej śmierci jednego z mnichów. Sprawa jest nagląca, gdyż za kilka dni w opactwie ma się odbyć ważna debata teologiczna, w której wezmą udział dostojnicy kościelni, z wielkim inkwizytorem Bernardem Gui na czele. Tymczasem dochodzi do kolejnych morderstw, a w klasztorze panuje nastrój dziwnej zmowy.

Przenikliwy Anglik orientuje się, że wyjaśnienia mrocznego sekretu należy szukać w klasztornej bibliotece. Bogaty księgozbiór, w którym nie brak dzieł uważanych za niebezpieczne, mieści się w salach tworzących gigantyczny labirynt. Intruz może tam łatwo zabłądzić, a nawet – jak krążą słuchy – postradać zmysły. Jednak czego się nie robi dla rozwiązania tak intrygującej zagadki oraz, rzecz jasna, spokojnego snu braci benedyktynów...?

Audiobooka wysłuchasz w doskonałej interpretacji Krzysztofa Gosztyły.

Imię Róży od Umberto Eco możesz już bez przeszkód słuchać w formie audiobooka (mp3) lub bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    To moje piąte podejście do tej książki. Dwukrotnie próbowałam zapoznać się z pełną wersją w wydaniu papierowym - doszłam najdalej do 46 strony - przeszkadzały mi: nietypowy format książki, dziwnie nieporęczny oraz fakt, że tłumaczenia wszystkich łacińskich sentencji, od których w książce się roi na każdej niemal stronie, znajdują się na samym końcu, po tekście głównym, więc kilka razy w ciągu czytania jednej strony musiałam przerzucać cały tekst, aby znaleźć przydatne w danej chwili tłumaczenie. Później postanowiłam obejrzeć film, ale nawet Sean Connery nie uratował tej produkcji - zasnęłam w połowie. Obejrzałam też spektakl teatralny, z konieczności skróconą wersję książki, który nawet po kilku latach dość dobrze pamiętam. Nie ziewałam, nie zasnęłam i nie nudził mnie, ale mimo że był wystawiany w Teatrze Słowackiego w Krakowie, a grze aktorskiej nie można było niczego zarzucić, nie spowodował u mnie chęci ponownego sięgnięcia po lekturę. Chęć ową wzbudziły dopiero w tym roku dwa inne fakty: na początku roku wysłuchałam w audio i doceniłam jako bardzo wartościową prozę "Rok 1984" Georga Orwella, który też był do tej pory na mojej półce "niedoczytanych", gdyż nie mogłam się przez niego przebić w formie drukowanej; drugi fakt: znalazłam na Legimi audiobook czytany przez Krzysztofa Gosztyłę, jednego z moich ulubionych lektorów. Postanowiłam więc dać temu tekstowi ostatnią szansę zakładając, że jeśli nie podołam w audio, to porzucę na zawsze bez wyrzutów sumienia. Kilka razy byłam skłonna to zrobić, ale ostatecznie dotrwałam do końca.
    Zarys fabuły i głównych wątków znałam z wcześniejszych prób przyswojenia sobie tej prozy, ale niestety nie dostrzegałam w niej żadnego geniuszu literackiego. Myślałam, że znajdę go w tzw. walorach pobocznych, opisach przyrody, rzeczywistości średniowiecznego opactwa czy poglądów autora, które również w swym dziele zawarł. Dziś po przebrnięciu przez całość potwierdzam swoje wcześniejsze odczucia, że nic genialnego w tej prozie nie odkryłam, a pobieżna znajomość treści w żaden sposób nie umniejsza jakości tej prozy i nie robi jej krzywdy, względem pełnej wersji tekstu.
    Książka jest nudna i przegadana. Dokładne do bólu opisy przyrody, niemalże każdej ścieżki, każdego kamienia, każdego kąta, kompletnie nic nie wnoszą. Podobnie jak szczegółowe charakterystyki postaci łącznie z przedstawieniem kolei ich losu, które następnie zostają skwitowane jednym słowem komentarza, a postać albo znika, albo jej obecność i umiejętności nic nie wnoszą do fabuły. Ale najgorsze i najnudniejsze są wywody autora na tematy moralne, a dla niego raczej moralizatorskie oraz te dotyczące odautorskich poglądów na różne sprawy od literatury średniowiecznej, przez papiestwo i kościół, trucizny i rodzaje zabójstw, a kończąc na średniowiecznych nowinkach technicznych. Eco się nie hamuje , daje popis swoich wynurzeń, na każdy możliwy temat. Ja osobiście lubię w literaturze takie dygresje i nie przeszkadza mi własne zdanie autora na jakiś temat. Tak na przykład pisze Hugo w "Nędznikach" i ma to niepowtarzalną wartość nie tylko literacką, ale również historyczną. Różnica polega na tym, że Hugo żył w czasach, które opisywał, swoje poglądy i spostrzeżenia formułował na podstawie własnych przeżyć i doświadczeń. natomiast Eco żył i tworzył na przełomie XX i XXI wieku, a pisał o czasach średniowiecznych, zamierzchłych. I to niestety czuć. Może miał o tym okresie rozległą erudycyjną wiedzę, ale przekazał ją współczesnemu czytelnikowi w formie nudnej, kategorycznej papki, która i tak za kilka, kilkanaście dni uleci z pamięci. Moim zdaniem nie wczuł się ani w rolę średniowiecznego mnicha, ani filozofa, a najmniej moralisty i gawędziarza. Przydługie, nudnawe rozprawy o wszystkim i o niczym dobitnie zniechęcają i odbierają przyjemność z lektury.
    Po 2/3 akcja nieco przyspiesza. Autor przestaje nawijać makaron na uszy, truć i moralizować i skupia się na zagadce kryminalnej, która od początku powinna być motorem wszelkich zdarzeń, ale jak już pisałam, niestety nie jest. Mimo że przez cały czas przeszkadzały mi te długie przemowy odautorskie, kiedy ich zabrakło pierwsze przyszło mi do głowy, że autor się zmęczył i postanowił doprowadzić intrygę do finału, bo wszelkie swoje poglądy mniej lub bardziej słuszne, mniej lub bardziej przestarzałe wyłożył i na niczym więcej Mu nie zależy. A cała intryga potrzebna była po to, żeby do książki zwabić czytelnika, który kryminały lubi owszem i zawsze po nie chętnie sięga, ale rozprawy filozoficzno-moralno-polityczne omija z daleka szerokim kołem. Trochę to trąci oszustwem i naciąganiem celem zdobycia szerokiego grona czytelników Panie Wielki Pisarzu.
    Jeśli chodzi o postacie to mimo przydługich, rozwlekłych i nudnych charakterystyk niewiele w gruncie rzeczy się od siebie różnili. Dlatego podejrzewam, że z czasem Abbon zleje się w jedno z Malachiaszem a Berengar zastąpi Remigiusza bądź Hubertyna i nie sposób będzie przypomnieć sobie kto stał po której stronie, choć na dłuższą metę może to i tak bez znaczenia, bo przecież według samego Autora opactwo to siedlisko zła i okrutnych występków, które najlepiej byłoby zmieść z powierzchni ziemi.
    Audiobook mimo ulubionego lektora i średniowiecznej oprawy muzycznej nie przykuwał mojej uwagi w takim stopniu jak zwykle się to dzieje przy słuchaniu książek w tej formie. Całe fragmenty przechodziły gdzieś obok mnie, nie wzbudzały mojej ciekawości a wręcz nużyły i nudziły, nie miałam ochoty odsłuchiwać czegoś powtórnie, ani wracać do poszczególnych fragmentów, żeby lepiej zrozumieć treść, jak się to często dzieje, kiedy jestem zaangażowana i ciekawa dalszych losów bohaterów i rozwiązań fabularnych. Poza tym miałam wrażenie, że lektor też jest chwilami zmęczony tym co czyta, często dało się słyszeć przełykanie śliny i szelest przewracanych kartek.
    Polecam tylko wytrwałym i zdeterminowanym.

Warto zerknąć