ebook W otchłani mroku
3.56 / 5.00 (liczba ocen: 2090)

W otchłani mroku
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 17.39
wciąż za drogo?
-40% 17.39 zł
28.99 zł
28.99 zł Lub 26.09 zł
28.99 zł
Wesprzyj UpolujEbooka.pl - postaw kawę
Inne proponowane

"Do czego może doprowadzić na pozór niewinny spór profesorów? Co pewien filozof z roku 2012 ma wspólnego ze zbrodniami z 1946? Wrocław 1946. Zło zatacza coraz szersze kręgi. Tropią dziewczęta. Gwałcą je i zabijają. Trzech żołnierzy Armii Czerwonej spędza sen z powiek Popielskiemu, UB, NKWD i pewnemu szalonemu Rosjaninowi. Każdy z nich ma inne powody. Dawny komisarz dostaje zlecenie od profesora filozofii. Wśród uczniów podziemnego gimnazjum jest agent UB. Trzeba go znaleźć i odseparować. Nic trudnego. Jednak ku zaskoczeniu Popielskiego każdy kolejny krok w śledztwie to niespodzianka, za którą kryją się mroczne tajemnice. Zło i sprawiedliwość przestają być tylko tematem debaty filozoficznej – zaczynają decydować o życiu i śmierci. "

W otchłani mroku od Marek Krajewski możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Zemsta nie należy do tego bolszewika, ani nawet do Boga Izajasza - rzekł do siebie. - Przeze mnie dziewczyna zginęła. I to ja jestem zemstą!
Rozpacza ojciec, a Bóg rozpacza z nim! Po nocy głuchej i samotnej, po nocy, kiedy ojca przenika bolesna świadomość własnego niepotrzebnego istnienia, nadejdzie poranek.
Kiedy wpatrujesz się w piekło, ono swe przekrwione ślepia wbija w ciebie.
Kiedy spoglądasz na Wrocław oczami Marka Krajewskiego odbija się w nich również inne, jakże ważne miast Lwów. Przyznać się muszę, że już po Liczbach Charona poznanych swego czasu zupełnie przypadkiem postanowiłem sobie zgłębić pozostałą twórczość autora, jednak bieg wypadków nadał mojemu postanowieniu zupełnie inny wymiar.
Teraz, gdy jestem po lekturze jego najnowszej powieści W otchłani mroku postanowienie to nabrało ponownie istotnego znaczenia. I nie ma się, czemu dziwić, gdyż odczuwam niedosyt w poznawaniu i odkrywaniu pasjonujących losów Edwarda Popielskiego.
Rzucony w powojenny, zniszczony Wrocław, w którym prawo wciąż nie potrafi się odnaleźć, a zmuszone do współżycia wegetują obok siebie nacje wyzwolicieli i wyzwolonych. Okupantów i tych wszystkich, którzy w powojennym Breslau, tak, jak Edward Popielski szukają swojego życiowego azylu w nowej, niezbyt korzystnej rzeczywistości.
A ta sama w sobie nie tylko nie jest łatwa, ale naznaczona też pasmem udręk i cierpienia, gdy zaczynają znikać młode niewiasty, wcześniej brutalnie gwałcone przez rosyjskich żołnierzy. W imię nauki, gdyż los tajnych konspektów leży w jego rękach Edward Popielski zostaje zmuszony do działania, choć wiek już nie ten i możliwości również mocno ograniczone. Jednak dzięki wsparciu mniej lub bardziej przyjaźnie nastawionych kompanów stopniowo i powoli dociera do sedna prawdy, która jego samego również mocno zaskakuje.
Autor zbudował szczególną opowieść, która, jak podróż w czasie przenosi czytelnika z teraźniejszości stopniowo etapami ku odległej przeszłości, aby konsekwentnie do niej wrócić. Tutaj szczególne znaczenie mają określone lata po rok 1946 włącznie.
W otchłani mroku zmusza do myślenia, gdyż nie należy do lektur z kanonu łatwych i przyjemnych, co nie zmienia faktu, że niesamowicie dobrze się czyta. Jest też wyjątkową ucztą dla tych, którzy znają pozostałe dokonania literackie Marka Krajewskiego, gdyż dzięki temu w określonych wątkach mogą się swobodnie odnaleźć. Ja sam zamierzam w miarę możliwości czasowych prześledzić uważnie losy Edwarda Popielskiego, również za sprawą tego, co wyniosłem z tej pasjonującej powieści.

Ocena: 6/6
©Kominek
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    Począwszy od powieści „Erynie” Krajewski w pierwszej kolejności największych zmian dokonywał właśnie w warstwie językowej swojej powieści, co oddziaływało równocześnie na budowane obrazy i wizje. Mam na myśli dość wyraźne szukanie słownych odpowiedników najmroczniejszych stron człowieka jako jednostki, ale i człowieczeństwa jako wielosobowego demiurga tworzącego tutaj na ziemi świat cierpienia i bólu, zła i śmierci. Krajewski to pisarz niezwykle świadomy, z własną wyjątkowo dbale przemyślaną wizją literacką. Stąd było widać już w samych tytułach „Erynie”, „Liczby Charona” i „Rzeki Hadesu”, że główną właściwą tematyką są wspomniane zagadnienia. Językowo w ostatniej z wymienionych powieści pisarz osiągnął apogeum swoistego zespolenia słowa, obrazu i emocji-odczucia zła. Wielu czytelników, w tym także ja sam, miało wrażenie pewnego rodzaju przekombinowania językowego. Jakiegoś niepotrzebnego skupienia się na tej wewnętrznej grze literackiej, w której odbiorca jawił się jako uczestnik eksperymentu polegającego na teście – ile i jak prawdziwie można wyrazić słowem najciemniejszą stronę życia ludzkiego. Na szczęście dla większości czytelników „W otchłani mroku” stanowi w miarę wyważoną językowo propozycję literacką. Zezwięrzęcenie żołnierzy sowieckich, ból i lęk dziewcząt, ofiar ich szaleństwa seksualnego pożądania oraz fizycznie odczuwalna obecność śmierci w omawianej książce zostały opisane mocno, ale nie dosadnie, obrazowo, ale nie przytłaczająco. W „W otchłani mroku” nie ma niepotrzebnego epatowania zbrodnią czającą się na ulicach, w zakamarkach ruin czy nawet w miejscach rodzącej się na nowo normalności dnia codziennego. Ale też, gdyby ktoś po lekturze powiedziałby tylko, że Wrocław 1946 to miejsce i czas niespokojny, miałbym wątpliwości czy prawdziwie przeczytał tę powieść. Okrutność i bestialstwo czai się nieustannie i nie daje o sobie zapomnieć, a lektura książki w wielu miejscach pozwala wyczuć to rozedrganie powojennej rzeczywistości i ciemnej strony ludzkiej natury.

    „W otchłani mroku” to wyjątkowa powieść na tle wszystkich tytułów Marka Krajewskiego z jeszcze jednego powodu. Autor realizuje w niej swoją idée fixe. I nie mam wcale na myśli wspominanej przez pisarza na licznych spotkaniach autorskich chęci napisania powieści akademickiej, a więc zatopionej w życiu i środowisku uczelni. Omawiana powieść jedynie przywołuje takie zagadnienie, w żaden sposób nie może konkurować z przykładowo wymienianymi: „The Cornish Trilogy” Robertsona Daviesa, cyklem z Henrym Wiltem autorstwa Toma Sharpe’a czy satyrycznie rysującymi środowisko akademickie książkami David Lodge’a. Tą idée fixe u Krajewskiego było – jak się wydaje – stworzenie powieści, w której zderzają się idee i myśli filozoficzne, ścierają się dwie wizje ludzkiego spojrzenia na cierpienie i zło tego świata. Nie sądzę, by studia podyplomowe „Idee XX wieku” pod patronatem i przewodnictwem prof. Tadeusza Gadacza, których absolwentem w wieku lat ponad czterdziestu został autor „Śmierci w Breslau”, były tylko instrumentalnie potraktowanym etapem warsztatowego przygotowania do kolejnej książki. Już w ostatnich tytułach pisarz dotykał pośrednio zagadnień z pogranicza idei, ale czynił to niejako na marginesie snutych opowieści. Tym razem czyni z tego wiodący wątek, który zostaje spleciony, a nawet można powiedzieć z terminologii pokerowej, sprawdzony w intrydze kryminalnej. Znamienne jest to, że „W otchłani mroku” Krajewski, prowadząc tak wiodący wątek, ryzykuje pisarsko w perspektywie czytelniczej. Śmiem twierdzić, że mimo niecodziennego podjęcia tematu, bo z kryminału nie ucieka, a bardzo ciekawie i niecodziennie wykorzystuje ten gatunek, u wielu czytelników nie znajdzie zrozumienia. I nie o samych nowych bohaterów tu chodzi, doktora Mieczysława Stefanusa i doktora Henryka Murawskiego, czy też o idee i myśli, które tak płomiennie głoszą, lecz o to jak zostają one wyłożone w powieści. Dla tych, których filozofia przeraża, mam dobrą wiadomość, że w całej książce jest tylko kilka passusów czystego wykładu myśli, które to stanowią oręż w pojedynku filozoficznym z użyciem także techniki erystycznej. W żaden sposób nie wieje od nich nudą, a warto w nie wczytywać się dokładnie, zwłaszcza w perspektywie finalnych scen powieści. Nie mogę przemilczeć swojego w pierwszej kolejności zaskoczenia, a następnie pozytywnego wrażenia jak umiejętnie Krajewski prowadzi nas po meandrach idei stworzonej np. przez P. Teilhard de Chardin. Przywołuję tego filozofa nieprzypadkowo, nie mogąc wyjść z podziwu i zadziwienia, kiedy sporo kilkanaście lat temu wczytywałem się w PAX-owskie wydania „Człowieka” i „Moją wizję świata” nawet przez myśl nie przeszło mi, że kiedyś podstawową ideę tego ciekawego jezuity odnajdę w kryminale. I na domiar tego wszystkiego niezwykle udanym literacko i ciekawym czytelniczo.

    Autor „W otchłani mroku” zaserwował także swoim czytelnikom niesamowicie intrygującą niespodziankę. Postać Popielskiego została poprowadzona nader ciekawie z perspektywy psychologicznej, albowiem wyraźnie żyje i na naszych oczach zmienia się, ewoluuje w sposób nader autentyczny. To bardzo dynamiczny i przekonujący profil bohatera, w którym doświadczenia zbrodni kryminalnych i ścigania ich sprawców z poprzednich powieści współdziałają z empirycznym dotykiem ogromu zła i eksterminacji wojennej w przemianach osobowościowych bohatera. To zupełnie świeże literacko, jakże inne niż te, które wałkowało się na lekcjach języka polskiego, omawiając powojenną twórczość pisarzy polskich. Pod tym względem Edward Popielski jest w polskim kryminale wyjątkowy, nawet jeśli będziemy pamiętać o komisarzu Maciejewskim Wrońskiego. Ten ostatni bohater ma jednak inne doświadczenia wojenne i przez autora „Pogromu w przyszły wtorek” został powojennie sportretowany. Okres powojenny niesamowitym zrządzeniem decyzji pisarskich Krajewskiego i Wrońskiego nabiera zupełnie innego obrazu literackiego. I chwała im za to, a zwłaszcza autorowi „Rzek Hadesu”. Jego Wrocław, jakże teraz bogaty w społeczną i kulturową tkankę, doświadczony swoją historią i niemiecką, i polską, uwikłany politycznie w krwawe oręże komunizmu, zostaje namalowany wyraziście i kompletnie. Wbrew słyszanym głosom czytelniczym, że ciekawsze to miasto było w cyklu przedwojennych historii, twierdzę, że Wrocław odradzający się w nowej rzeczywistości lat czterdziestych jest ciekawszy pod każdym względem. I jeśli jego portret literacki będzie na tak udanym poziomie realizowany w kolejnych powieściach Krajewskiego to tylko chwała pisarzowi. To, co w swojej książce „Mikrokosmos” Norman Davies i Roger Moorhouse próbowali zrobić w perspektywie historyczno-kulturowej i uwzględniając całe dziej miasta, Krajewskiemu wychodzi lepiej i ciekawiej. Oczywiście uwzględniając czas wojenny i powojenny Wrocławia. A czas ma decydujące znaczenie intrygującej niespodzianki, o której wspomniałem kilka zdań temu.

    Mam na myśli oczywiście krótki zarys dalszych losów nie tyle samego Edwarda Popielskiego, ale i jego rodziny. Nie chcę przyszłym czytelnikom zdradzać szczegółów, ale wielu będzie zaskoczonych i ucieszonych. Marek Krajewski z pewnością z Popielskiego nie zrezygnuje, sobie przygotowuje przedpole do kolejnych jego przygód, a nam serwuje wielki „czytelniczy przedsmak”. Jednocześnie, po raz pierwszy w tak zdecydowany i mocny sposób, pisarz rozciąga czasowo przedstawianą fabułę. Toczy się ona, we wzajemnych zależnościach, w przestrzeni prawie siedemdziesięciu lat, od roku 1946 do roku 2012. Autor „Erynii”, choć we wcześniejszych powieściach już dokonywał delikatnie takich wędrówek narracyjnych, tym razem nie boi się otworzyć pisarsko i wyjść poza klasyczny układ powieściowy. Wyszło to tylko z korzyścią dla całej książki, jak i intrygi, która tym razem – jak sam czytelnik zobaczy – nie jest ubrana tylko w szaty kryminalne. Mistrzostwo pisarskie i dojrzałość literacka objawia się w najnowszej powieści Krajewskiego jeszcze w inny, też niecodzienny sposób. Wcześniej autor bywał bardziej tajemniczy. Mam na myśli oczywiście odautorskie metaliterackie uwagi zawarte w posłowiu. Nie tylko, że dowiadujemy się, co inspirowało autora „W otchłani mroku”, ale jeszcze dostajemy uporządkowany schemat czy - bardziej trzeba by określić – model pracy pisarskiej po napisaniu powieści. Powoduje to, że tytuł „W otchłani mroku” jest kolejną znakomitą powieścią autorstwa Marka Krajewskiego, którą czytać będą musieli nie tylko miłośnicy kryminałów.
    www.kryminalnapila.blogspot.com

  • Awatar

    Podczas lektury książki "W Otchłani mroku" zacząłem się zastanawiać, co by było, gdyby powieść ta nie była sygnowana znanym nazwiskiem Marka Krajewskiego? Szybko odpowiedziałem sobie na to pytanie, mianowicie przeszłaby bez echa, zauważona może tylko przez wąskie grono czytelników. W moim przekonaniu książka ta nie zasługuje na jakiekolwiek zachwyty czy uznanie. To przeciętny kryminał, ze słabym wątkiem kryminalnym i używanymi wcześniej przez autora dwoma płaszczyznami czasowymi. Jak wspomniałem, mocną stroną tej pozycji jest jedynie nazwisko autora. Może dodam jeszcze do plusów opisy Wrocławia.
    Zastanawiałem się także jak w kolejnych powieściach autor poradzi sobie z coraz bardziej sędziwym wiekiem Popielskiego? Czy zatrzyma dla byłego komisarza czas czy może wypuści go z balkonikiem na ulice Wrocławia? Przyjdzie pewnie poczekać jakiś czas aby na to pytanie Marek Krajewski dał odpowiedź. Ja bynajmniej nie będę oczekiwał już na kolejne przygody Edwarda Popielskiego z wypiekami na twarzy. Uważam, że autorowi najzwyczajniej w świecie skończyły się dobre pomysły i w Otchłani mroku powstała tak trochę na siłę.

Warto zerknąć