Zły
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.93 / 5.00
liczba ocen: 4569
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
34.90 zł
29.19 zł
29.67 zł
34.90 zł
34.90 zł
Pozostałe księgarnie
-50% 17.45 zł
26.52 zł
27.93 zł
30.36 zł
31.40 zł
31.41 zł
31.50 zł
33.16 zł
34.90 zł
34.90 zł
Opis:

Książka – legenda. Najpoczytniejszy kryminał napisany w czasach PRL-u. A tak naprawdę niezwykle inteligentny opis Polski Ludowej, przebrany w strój ni to kryminału, ni to romansu, ni to westernu. Zaczyna się od tajemniczych napadów. Z tym, że wszyscy atakowani – to bandziory. Ludowa milicja staje na głowie, by dostać jedynego sprawiedliwego, szeryfa bez twarzy, który sprawia, że ludzie zaczynają się czuć bezpieczni. Podziemny światek Warszawy wyrusza na wojnę. Bohater ma tylko jeden znak rozpoznawczy: niezwykłe świetliste spojrzenie.

A dodatkowo w tle historia miłosna, której osią jest Marta Majewska, niechcący wciągnięta w przestępcze życie Warszawy.

— Szanowny panie redaktorze — Kolanko pochylił się nad biurkiem na szeroko rozstawionych rękach — mam niewątpliwy zaszczyt oznajmić panu, że Zorro pojawił się w Warszawie. Jeśli nie we własnej osobie, to w każdym razie w osobie kogoś, kto bez cienia wątpliwości jest jego synem, wnukiem lub jakimś polskim powinowatym.

— W Warszawie?... — uśmiechnął się redaktor naczelny, lecz był to uśmiech skłopotany, pokrywający wytężony namysł — w Warszawie? Teraz? W tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym czwartym roku? Pod koniec ostrej zimy? Wśród przepełnionych tramwajów? Wśród trosk o zwiększenie powierzchni mieszkalnej i o podniesienie produkcji artykułów konsumpcyjnych?...

— Tak — powiedział z naciskiem Kolanko — wszystko się zgadza. Teraz. W Warszawie.

 

Recenzje blogerów
Opus magnum nr 1: Warszawskie chłopaki / Leopold Tyrmand Zły

W wielu ojczyzny zakamarkach
Przykryte kurzem i paletami
Świecą się gwiazdy literatury
Świecą się latami.

Osią tej recenzji jest pytanie: Co sprawiło, że ta konkretna książka Tyrmanda okazała się najpoczytniejszym kryminałem napisanym w czasach PRL-u oraz największym sukcesem wydawniczym powojennej prozy polskiej?
Wcześniej tylko słyszałem o Tyrmandzie. Na Złego trafiłem a propos przeglądania jakiegoś zestawienia typu Top10, a że akurat miałem wielką ochotę na starszy kryminał, w dodatku polski - tak zaczęła się moja przygoda z twórczością pisarza. 6 stron brudnopisu. Tyle uzyskałem przy okazji pisania o tej książce, uprawiając swój myślowy freestyle. Ja już poznałem odpowiedź na postawione wyżej pytania o przyczyny sukcesu Złego - mnie przekonywać nie trzeba - pozostaje mi tylko zachęcić Was do lektury, udowodnić wartość utworu. Pytanie dla mnie brzmiało: Jak potencjalnemu czytelnikowi przedstawić tę książkę, możliwie zwięźle i obiektywnie, czyli z jedną wadą i mnóstwem zalet?

Nakreślmy zatem klimat Złego. Zarysujmy czas i miejsce akcji.

W gigantycznym oddechu budowlanym, jakim wznosiła się pierś Warszawy tych lat, świeżo postawiony gmach, bez tynków i schodów, zaludniany bywał przez użytkowników. To była reguła, wynikająca logicznie ze zdrowego głodu odbudowy.

Uwaga! Uwaga! Warszawa (lat 50 - tych) w rozkroku: blizny wojny, a więc rumowiska, a jednocześnie wciąż gorące wspomnienia historycznego gwałtu, zmieszane z oczekiwaniem na nowe, na to, co zastąpi ruiny, a wszystko podszyte obawą o przyszłość. Wielkie spustoszenie: stosy cegieł i hałdy gruzu, sformowane przez buldożery; rozbebeszone posesje i place budowy”, „niskie piwnice, ciągnące się załomami, zatłoczone starym szmelcem i wszelkiego rodzaju śmieciem”, „pusta czerń wąwozów ulicznych z jarzącymi się tu i ówdzie wejściami do pieczar-knajp, w tle zaś „największy plac Europy”. Słowem, ruiny skonfrontowane z odbudową, nieustanne wędrówki po zgliszczach, gruzach, albo wspinaczki po resztkach kamienic do mrocznych kryjówek, gdzie kryją się… No właśnie, kto?!

Były to lata, gdy przed społecznością dźwigającej się z ruin Warszawy stanął groźny problem chuligaństwa. Problem ten rozrastał się do rozmiarów choroby społecznej, prawdziwej klęski, z każdym rokiem przybierał na masowości.

I pojawia się Zły, i Kudłaty. Obaj to skupiska wielkiej mocy, tyle że o przeciwstawnych ładunkach, obaj mocarni, nieodgadnieni, wręcz mityczni, koncentrują wokół siebie grono zwolenników – to „zawodnicy robiący różnicę”, dzięki nim można zyskać przewagę na warszawskiej szachownicy, gdzie bój toczą dobro i zło, zaś stolica tylko patrzy. Tytułowy Zły to nierozpoznawalny, bezlitosny mściciel, który w obronie pokrzywdzonych mieszkańców Warszawy wypowiada wojnę stołecznym przestępcom i chuliganom, skupionym wokół Kudłatego. Zły i Warszawa jak Batman i Gotham albo Spiderman i Nowy Jork? Skojarzenia jak najbardziej na miejscu, a przecież jest też kolejne podobieństwo: obrońca i bohater uciśnionych, a jednak nieakceptowany przez organy ścigania. Państwo niweczy wszelkie oddolne inicjatywy obywateli; ściga Złego za to, że pomaga sam, nie czekając na śledztwa, ani oficjalne pozwolenia. Postrzega się go tak samo, jak przestępców, których zwalcza.

Tyrmand napisał powieść o polskim superbohaterze, dał ludziom to, czego wcześniej nie było; postać, stworzoną wprawdzie kilkadziesiąt lat temu, ale wciąż zasługującą na miano kultowej. I czynił to, paradoksalnie, na wiele lat przed swoimi przenosinami do Stanów Zjednoczonych – mekki superbohaterów.

Supermoc. Zły przynosi ciekawą, kolorystyczną paletę bohaterów, z którymi, ze względu na objętość książki, można się łatwo zżyć. Ponadto autor odznacza się dużym dystansem, w równym stopniu wobec postaci, opowiadanej rzeczy oraz względem samego siebie - jako pisarza – stroniąc od efekciarstwa. Dostarcza nam także fertycznych scen pojedynków i bójek, w tym kapitalnych fragmentów z udziałem Kudłatego, postaci zbudowanej na legendzie miejskiej. Tyrmand umiejętnie przechodzi z wątków towarzyskich albo dotyczących obyczajowości Warszawy, do tematyki kryminalnej. Co więcej, otrzymujemy wiarygodne, żywe dialogi, w tym mnóstwo przestępczego slangu. Teza, iż książka łączy konwencje kryminału i romansu, jest lekko na wyrost. Ta wzmianka o romansie to raczej ukłon w stronę pań, swoisty wabik, aby one również zajrzały do tej męskiej rozgrywki. Żadnego napływu słodyczy nie poczułem, żadnego różowego plastiku nie ujrzałem; wyszedłem z owych bajronicznych scen bez szwanku, tylko mocniejszy. Przykładowo, rozmowa kobiety i mężczyzny w kawiarni wręcz odświeżająca, przewrotna, niebanalna, wyzbyta z nachalności, magnetyzująca, plus sugestywna muzyka fortepianu w tle.

Lekki i przystępny styl, który wnosi dużo informacji, przy tym nie nużąc, ani nie przytłaczając czytelnika – nic dziwnego, że Zły znalazł tylu odbiorców. Zabawna, przewrotna, brutalna ta książka. Pisarz potrafi rzucić jakimś trudniejszym, elokwentnym słowem, lecz to wszystko jest nadal ogromnie przystępne. Z humorem, dynamicznie. Czytając, jakby oglądało się film.

Kompleksowy obraz Warszawy lat 50 - tych oraz warszawiaków: wszystkie tematy społeczno - kulturowe przepuszczone przez pryzmat owego miasta. O Gwarze warszawskiej, co o niej decyduje, o modzie (zwłaszcza panów) doskonały fragment – czyż nie jest tak i dziś, z tymi Warszawiakami? Ponadto o fryzjerach, o zakupach w stolicy – tzw. ciuchach - a nawet, uwaga, o kurzu! W związku z tym poznamy zarówno życie towarzyskie, jak i wieczorne stolicy; Tyrmand zabiera nas na rekonesans po prestiżowych i znanych, ale też obskurnych, powciskanych w kąty restauracjach, kawiarniach czy hotelach. Jego utwór mógłby być przewodnikiem po Warszawie lat 50 - tych.

NieZły, aczkolwiek… Tyrmand czasem, jakby się zapominał, zawieszał, i przez wiele stron ciągnie jeden wątek. Zbyt długo autor obstaje przy pojedynczej tylko historii, przy kilku tylko postaciach, zapominając o reszcie… a reszta czeka długo na swoją kolej i stygnie. Albo innym razem mamy bardzo długi, nieprzedzielony nawet akapitem, rozdział, a kiedy indziej znów króciutki. A wystarczyło poprzecinać te dłużyzny innymi wątkami, tak jak udawało się to autorowi przez większość książki. Następna kwestia: sceny werbowania chuliganów odbywają się dwukrotnie, ktoś powie - autor powiela.

Dla narzekających na dłużyzny zalecam przeczytać to:

Cie­ka­we - po­my­ślał - że wiel­ka mi­sty­fi­ka­cja li­te­ra­tu­ry kry­mi­nal­nej po­le­ga na bra­ku luk w po­to­ku wy­pad­ków. W po­wie­ściach tych dzie­je się za­wsze coś, co wy­pły­wa z że­la­zną lo­gi­ką stru­mie­nia zda­rzeń. Tym­cza­sem praw­dzi­we ży­cie peł­ne jest luk, w któ­rych się nic nie dzie­je. Coś prze­sta­je się dziać i na­stę­pu­je lu­ka. Ta­ka jak te­raz… Sie­dzę i nie wiem, co da­lej czy­nić? Stąd nie­od­par­ty wnio­sek, że je­dy­nym mo­to­rem wszel­kich po­szu­ki­wań i de­tek­tyw­nych przed­się­wzięć mo­że być i jest wy­łącz­nie wszech­moc­ny przy­pa­dek!” Scho­wał książ­kę do kie­sze­ni, zapłacił i wyszedł.

Wnioski. Zły wcale nie jest taki zły, jest świetny. To utwór z dumnym znakiem “Made in Poland, written in Warsaw”. Istna perełka znad Wisły. Pieczołowitość i rozmach, jakby to było dzieło życia autora, i pewnie nim jest, obok Dziennika 1954. W myśl powiedzenia: „cudze chwalicie, swojego nie znacie”, gdyby tylko zetrzeć dane twórcy, pewnie większość wzięłaby tę książkę za owoc pracy jakiegoś znanego, zachodniego pisarza…Tylko Leopold Tyrmand i Marek Hłasko osiągnęli wówczas tak zawrotne uznanie. Autor Złego, wśród swoich popleczników, odnajdywał takie nazwiska, jak: Gombrowicz, Kisielewski, Konwicki, zaś określenie pisarza przez A. Kijowskiego mianem "wielkiego pisarza dla gówniarzy", albo „Balzaka i Dostojewskiego wyrostków”, świadczy tylko o słabości krytykantów.

Tyrmand zaimplementował nad Wisłą amerykańską kulturę superbohatera. Przetworzył ów motyw, odpowiednio go wzbogacając: barwną paletą postaci, dialogami, dynamiką bójek, talentem obserwacyjnym, zdolnością narracji, humorem i rozmachem. I Warszawa! Mówimy przecież o „piewcy Warszawy”, czego dobitnym przykładem jest Zły, choć, jak wyczytałem już po lekturze, pisarz przedstawił nieco inny obraz stolicy, niż w Dzienniku 1954 – bardziej filmowy.

Pojawienie się Złego w PRL-u to musiał być efekt podobny do tego z początku lat 90., gdy w telewizji zaczęły się pojawiać kultowe, i zupełnie dotąd nieznane, amerykańskie seriale. Polacy, po epoce szarości, jednostajności, zaczęli się zachwycać, zgromadzeni przed odbiornikami, nowym oknem na świat. Chyba właśnie tak Zły Tyrmanda oddziaływał na ludzi w PRL-u. „Więźniom” szarej, klaustrofobicznej epoki wręcza Tyrmand nie tyle różowe, ile kolorowe okulary z podświetlanymi oprawkami, aby odskocznia była dalsza, zabawa lepsza, a noc przyjaźniejsza.

Ocena: 6/6
©Dobra Komplementarne
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Swietna!

  • Awatar

    Świetna lektura, napisana bardzo żywiołowym językiem, z wartką fabułą i konkretnymi bohaterami. A w tle najświetniejsze lata socrealizmu, PRL w swej najmroczniejszej postaci i to co mi najbardziej przypadło do gustu - portret Warszawy jako miasta wielopoziomowego, barwnego, zamieszkałego przez niesamowite indywidua. Polecam!

  • Awatar

    Genialna książka. Chyba każdy czytelnik marzy w głębi duszy, żeby być takim mścicielem, takim Złym. Warszawski, powojenny Batman ;) Przeczytam ponownie. I to nie raz.

Inne proponowane
Warto zerknąć