ebook Małe kobietki
3.6 / 5.00 (liczba ocen: 2039) Ilość stron (szacowana): 266

Małe kobietki
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 11.95
Audiobook - najniższa cena: 24.97
11.95 zł Lub 10.76 zł
19.99 złpremium: 11.99 zł Lub 11.99 zł
14.04 zł Lub 12.64 zł
29.90 złpremium: 17.94 zł Lub 17.94 zł
19.99 zł
11.95 zł
12.45 zł
13.72 zł
14.50 zł
15.19 zł
15.39 zł
15.92 zł
16.90 zł
19.99 zł
19.99 zł
20.74 zł
21.70 zł
22.43 zł
22.48 zł
22.72 zł
23.02 zł
24.90 zł
25.53 zł
27.00 zł
27.93 zł
29.13 zł
29.90 zł
29.90 zł Lub 26.91 zł
29.90 zł
29.93 zł
30.72 zł
33.48 zł
33.52 zł
33.92 zł
37.91 zł Lub 34.12 zł
39.90 zł
39.90 zł Lub 35.91 zł
39.90 zł
39.90 zł
39.90 zł
Inne proponowane
Klasyka literatury światowej. Powieść, która mimo upływu lat cieszy się nieprzemijającym powodzeniem zarówno wśród młodszych, jak i starszych czytelniczek.
 

Ameryka, lata sześćdziesiąte XIX wieku. W domostwie zwanym Orchard House od pokoleń mieszka rodzina Marchów. Pod nieobecność ojca walczącego w wojnie secesyjnej, opiekę nad czterema córkami sprawuje ich matka. Marmee wyraźnie wyprzedza swoją epokę, wpajając dziewczynkom ideały wolności i namawiając je, by znalazły własną drogę w życiu.
Córki pani March – stateczna Meg, żywa jak iskra Jo, nieśmiała, uzdolniona muzycznie Beth i nieco przemądrzała Amy – starają się, jak mogą, by urozmaicić swoje naznaczone ciągłym brakiem pieniędzy życie, chociaż boleśnie odczuwają nieobecność ojca. Bez względu na to, czy układają plan zabawy, czy zawiązują tajne stowarzyszenie, wszystkich zarażają swoim entuzjazmem. Poddają mu się nawet Laurie, samotny chłopiec z sąsiedniego domu, oraz jego tajemniczy, bogaty dziadek.
Dziewiętnastowieczna autorka Louisa May Alcott napisała „Małe kobietki” na podstawie własnych doświadczeń. Ten klasyczny już utwór doczekał się licznych adaptacji filmowych i cieszy się nieprzemijającym powodzeniem wśród kolejnych pokoleń czytelników.

Małe kobietki od Louisa May Alcott możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Praca to zdrowie i starczy jej dla każdego, broni nas przed nudą i złymi postępkami, jest dobra dla ciała i ducha. Daje też większe poczucie siły i niezależności niż pieniądze lub moda.
Siła sióstr

Meg, Jo, Beth i Amy to zupełnie różne od siebie siostry, które mieszkają razem z matką w domu nazywanym Orchard House w Ameryce. Ich ojciec wyjechał na wojnę secesyjną, by walczyć w obronie ojczyzny. Choć rodzinie chwilami doskwiera bieda, a dziewczynki marzą o luksusie równym koleżankom, uczą się doceniać, jak wiele mają – przede wszystkim siebie nawzajem. Wśród psikusów i zabaw dojrzewają, by już niebawem wyfrunąć z gniazda.

Możliwe, że podkreślałam to już nie raz, ale chyba nie zaszkodzi powtórzyć – nie jestem miłośniczką klasyków. Jane Austen, siostry Bronte czy Sherlock Holmes to zupełnie nie moje klimaty, bo dużo lepiej w książkowej rzeczywistości odnajduję się w czasach mi współczesnych, ewentualnie fantastycznych. Gdy więc tylko usłyszałam o „Małych kobietkach”, podeszłam do książki z dużą ostrożnością. Przeczytałam dużo recenzji, wypytałam innych na Instagramie i dopiero później zdecydowałam się na zakup. Zakup, którego notabene zupełnie nie żałuję.

Praca to zdrowie i starczy jej dla każdego, broni nas przed nudą i złymi postępkami, jest dobra dla ciała i ducha. Daje też większe poczucie siły i niezależności niż pieniądze lub moda.

Małe kobietki już od pierwszych stron przypomniały mi Pollyannę czy też Anię z Zielonego Wzgórza, w których dawien dawno się zaczytywałam. Bardzo polubiłam cztery główne bohaterki i ich przygody, miło czytało się o ich radościach i smutkach, problemach i problemikach, z którymi mierzyły się na co dzień. Sama byłam zaskoczona tym, jak lekko i przyjemnie czyta się tą książkę, jak sympatycznie poznaje się dziewczyny i ich charaktery. Spodobało mi się to, jak bardzo matka zwracała uwagę na wychowanie córek i starała się za wszelką cenę, by ich nie rozpieszczać, ale i jednocześnie okazać im miłość i nauczyć je, jak wiele znaczy siostrzeństwo. Jedyne, co chwilami mi dokuczało podczas lektury, to dość staromodne podejście dotyczące oczekiwań wobec kobiet, które powinny zachowywać się w określony sposób i którym wyrażanie własnego zdania (albo nie daj Boże, gniewu!) zupełnie nie przystoi. Zdaję sobie jednak sprawę, że powieść rozgrywa się w latach sześćdziesiątych XIX wieku, więc trudno o inne podejście. Chociaż jednocześnie smuci to, że pomimo upływu czasu, kobiety na świecie nadal zmagają się z podobnymi stereotypami i dziś, ale to zupełnie inna sprawa.

Małe kobietki to urocza, klasyczna powieść skierowana głównie do młodszych. Moim zdaniem to po prostu książka, którą po prostu warto poznać.

Ocena: 4+/6
©Caroline Livre
Nakręcona zapowiadaną ekranizacją (obsada!) i świadomością, że mimo uwielbiania swego czasu podobnych klimatów, nie udało mi się trafić na Małe kobietki wcześniej, postanowiłam świątecznie zanurzyć się w lekturze. Lekkiej, łatwej i miłej. Koc, kakao i mały domek sióstr March.

Cztery siostry, z nieco zubożałej rodziny, wiodą sielskie życie na amerykańskiej prowincji. Ojciec poszedł na wojnę, matka prowadzi dom. Siostry mają różne charaktery i temperamenty, więc mamy tu taką Anię z Zielonego Wzgórza i jej przygody, w czterech osobach zamiast w jednej.

W opisach, recenzjach książki, natykałam się często na sformułowanie, że siostry March, pod wyraźnym wpływem matki, walczą o niezależność, o swoje wybory, o prawo do indywidualności. Niestety treść Małych kobietek nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. A wręcz jeden z rozdziałów rozdrażnił mnie tak, że niewiele brakowało do odłożenia jej całkowicie.

Ogólnie to miła opowiastka, klimatyczna, bardzo sielska i praktycznie pozbawiona jakichkolwiek negatywnych emocji. Nieprzyjemna ciotka, samotny chłopiec z sąsiedztwa, „porzucenie” szkoły po nieporozumieniu z nauczycielem… skądś to wszystko znamy.

Odnalazłam tu klimaty Ani z Zielonego Wzgórza (z wszystkich tomów serii), Błękitnego Zamku, Tajemniczego Ogrodu i Małej Księżniczki, czy Pollyanny, które kiedyś zachwycały mnie niesamowicie. Za to nie znalazłam nawet cienia Przeminęło z wiatrem mimo osadzenia akcji w Stanach, w czasach wojny secesyjnej. W ogóle ta wojna, jest tu tylko przyczyną nieobecności ojca, innych jej niedogodności panny March nie odczuwają.

Miła lektura, akurat na święta, zapewne z przyjemnością obejrzę ekranizację, ale nie wpadłam w zachwyt, nie zapadną mi Małe kobietki specjalnie w pamięć. Może gdybym je przeczytała mając lat piętnaście, teraz wspominałabym z sentymentem i nostalgią. A tak, to było miło. I już.

Bardziej mam chęć sięgnąć po wszystkie inne wymienione powyżej książki, zanurzyć się w ich słodkawych klimatach.

Ocena: 3/6
©CzytAśka
Małe kobietki to kolejny przecudowny klasyk, który zajmie wyjątkowe miejsce na mojej półce z książkami. Wielokrotnie już podkreślałam, że bardzo sobie cenię takie ciepłe, miłe opowieści, które dają nadzieję w pochmurne dni i sprawiają, że mimo kłopotów, na twarzy pojawia się uśmiech. Jedną z nich są właśnie Małe kobietki – opowieść o przygodach czterech, bardzo charakterystycznych, jak na swoją epokę, panien.

Kiedy głowa rodziny Marchów wyjeżdża na wojnę, panie mieszkające w starym domostwie, zwanym Orchad House, muszę pozostać same i liczyć wyłącznie na siebie. Smutki codzienności próbują przegnać dobrą lekturą, muzyką i ciężką pracą. Wierzą, że będąc pożytecznymi, łatwiej zniosą ten ciężki czas. Cztery dorastające dziewczyny i ich matka pokazują, że nawet najgorsze dni mogą nabrać nieco koloru, jeśli jest się razem.

Małe kobietki – przygody czterech sióstr

Ameryka lat sześćdziesiątych XIX wieku bardzo różni się od Anglii tego czasu. Tu kobiety nieco wyprzedzają swoje czasy, pragnąc być silnymi, niezależnymi i pomocnymi w czasie trwania wojny secesyjnej. Takie są właśnie Małe Kobietki. Pani March, ich matka, wychowuje ich w duchu wolnego wyboru, zdroworozsądnego i chłodnego oceniania sytuacji oraz kierowania się swoim sercem.

Głównymi bohaterkami tej powieści są: żywiołowa i niezależna Jo, która wolałaby w tej rodzinie być synem, niż córką; piękna i spokojna Meg, która marzy o romantycznej przyszłości; delikatna jak ptaszek i zakochana w muzyce Beth; wybuchowa, obrażalska i przemądrzała Amy.

Choć dziewczyny starają się urozmaicić czas spędzany w domu, jak tylko mogą, od czasu do czasu w ich serca wkrada się nutka goryczy. Ciężka praca i ciągły brak pieniędzy wzbudzają w nich odrobinę zmęczenia. Marzą o innym życiu – takim, w którym mogłyby sobie pozwolić na zakup nowej sukni, butów czy wyprawienia przyjęcia. Dziewczyny postępują jednak tak, jak nauczyła je matka, Małe Kobietki cierpliwie czekają lepszych czasów, dzielnie znosząc trudy codzienności. Czytają książki, oddają się grze i śpiewowi, zawiązują tajemny klub Pickwicka, odgrywają sceny z ulubionej książki, aż w końcu zaprzyjaźniają się z nieśmiałym chłopcem, który jest ich sąsiadem.

Lepsze życie

Czytając takie opowieści nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ich bohaterowie żyli lepszym życiem, niż my obecnie. Dzielnie znosili trudy i znoje, wyglądając lepszego jutra. Ich życie nie było idealne – było trudne, naznaczone cierpieniem, ciągłymi troskami, a nawet widmem śmierci, skradającym się po cichu… A jednak umieli z tej codzienności czerpać pełnymi garściami i oddychać pełną piersią.
Powieść Małe kobietki pokazuje, by wyciągać z życia to, co najlepsze, nawet wtedy, kiedy sytuacja wydaje się beznadziejna. Z radością polecę tę książkę każdemu. Sprawdzi się szczególnie w tych trudnych dniach – bez znaczenia na to, czy w naszym życiu dzieje się coś złego, czy jesteśmy po prostu w nastroju na kręcenie nosem. To pokrzepiająca, cudowna, bardzo ciepła opowieść. Po jej lekturze czułam się, jakby ktoś mnie mocno przytulił, cmoknął w nos i pocieszył mówiąc, że dam sobie radę.
Z pewnością wrócę do niej jeszcze nie raz.

Ocena: 5+/6
©Jej Wysokość Literatura
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć