ebook Żywe morze snów na jawie
3.78 / 5.00 (liczba ocen: 2768)

Żywe morze snów na jawie
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
E-book - najniższa cena: 23.94
wciąż za drogo?
27.89 złpremium: 16.73 zł Lub 16.73 zł
-17% 30.03 zł
33.46 zł Lub 30.11 zł
42.90 zł
42.90 zł Lub 38.61 zł
23.94 zł
33.37 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (5)
Wesprzyj UpolujEbooka.pl - postaw kawę
Inne proponowane

Wielki powrót laureata Nagrody Bookera, autora „Ścieżek Północy”. Arcydzieło literatury światowej i sugestywna wizja epoki antropocenu. Ebook „Żywe morze snów na jawie” jest jak wzbierająca burza, która oświetla to, co zostaje po przejściu piekła: po części lament, po części sen, po części nadzieja. Powieść Richarda Flanagana to „błaganie o przywrócenie naszej więzi ze światem, zanim będzie za późno”. („Tablet”)

Piękno ginącego świata, rozpacz, miłość i nadzieja.
Życie i śmierć.

Anna – renomowana architektka z Sydney, Terzo – zamożny i pozbawiony skrupułów biznesmen oraz Tommy – niespełniony malarz pracujący dorywczo jako rybak czuwają przy łóżku matki w szpitalu w Hobart na Tasmanii. Osiemdziesięciosześcioletnia Francie umiera i jest na to gotowa. Ale dzieci nie akceptują jej wyboru. Użyją wszystkich możliwości – wpływów, władzy, znajomości i pieniędzy – aby utrzymać matkę przy życiu.
Tylko czy mają do tego prawo?

Podczas gdy Francie w dziwnych snach na jawie szuka ucieczki od coraz bardziej dojmującej udręki, jej córka z lękiem obserwuje własne ciało: pewnego dnia znika jej palec, innego – kolano, potem znikają ludzie. W tym samym czasie pożary trawią australijskie lasy. Wszystko rozpada się, wymiera, ginie.
Czy można to zatrzymać? Uratować świat, Francie i miłość?

Rekomendacje e-booka Żywe morze snów na jawie:

„Opowieść o ekologicznym lęku… Żywe morze snów na jawie łączy moralność bajki, żal mowy pogrzebowej i wściekłość kogoś, kto nadal czyta wiadomości. A pod tym wszystkim tli się jeszcze czerwone wspomnienie wszechwładnego ognia z lata 2020 roku”. - „The Guardian”

„Aktualna i ponadczasowa, przepełniona rozpaczą, ale też ożywiona nadzieją, gniewna i zabawna, smutna i poniekąd magiczna. Zadziwiająca książka”. - „The Sydney Morning Herald”

„Błaganie o przywrócenie naszej więzi ze światem, zanim będzie za późno”. - „Tablet”

„Wspaniała, hipnotyzująca powieść (…) łącząca australijską katastrofę ekologiczną z anomią tasmańskiej rodziny”. - Harvardreview.org

O e-booku Żywe morze snów na jawie blogerzy napisali: 

Tę książkę trzeba czytać powoli, aby się ją delektować, bo to czytelnicza uczta. Chociaż przerażliwie smutna. - Ania - Czytanie na śniadanie

 To taka powieść, w której każdy z nas ma szansę dojrzeć cząstkę siebie, utożsamić się z bohaterami i ich uczuciami. Jest przejmująco smutna i pod pewnym względem niewygodna, bo każe nam szeroko otworzyć oczy. - Kasia Kuliuk - Jej Wysokośc Literatura

Żywe morze snów na jawie to w moim odczuciu powrót Richarda Flanagana do mistrzowskiej formy. Dla mnie wszystko tu było na miejscu i wyważone, dało mi do myślenia i nie pozwoliło na zbytnią wygodę i uproszczenia. Za takie właśnie ostre pióro i przenikliwe sądy cenię jego twórczość. Proza na najwyższym poziomie: tak językowym, jak i emocjonalnym. - tanayah czyta - Karolina Sosnowska

Żywe morze snów na jawie od Richard Flanagan możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Są pewne wielkie, uniwersalne tematy, z którymi wielu pisarzy pragnie się zmierzyć: miłość, człowiek a natura, nowe życie, a także śmierć (odchodzenie). I właśnie to ostatnie zagadnienie stało się wielkim tematem najnowszej książki Richarda Flanagana o poetyckim tytule Żywe morze snów na jawie. Pisarz ten udowodnił już nie raz, że nie boi się trudnych tematów, a co więcej, mistrzowsko sobie z nimi radzi: wojna, kolonializm, samotność, zaszczucie przez mass media ‒ takie lejtmotywy przewijały się przez poprzednie jego powieści. Tym razem mamy sposobność, by przemyśleć nasze podejście do przemijania i odchodzenia bliskiej nam osoby.

Osiemdziesięciosześcioletnia Francie, matka Anny, Terza i Tommy’ego znajduje się w szpitalu i wie, że umiera. Jest z tym pogodzona, uznaje, że nadszedł jej czas i dość spokojnie szykuje się do ostatniego wielkiego wydarzenia w jej życiu. Co innego jednak jej dzieci, które czepiają się każdego skrawka nadziei, że matka jeszcze wyjdzie ze szpitala i będzie żyć przynajmniej kolejnych kilka lat. Wbrew opiniom lekarzy, po rodzinnej naradzie decydują się zrobić wszystko, co możliwe, by przedłużyć życie Francie. Pieniądze nie są problemem: zarówno Anna, renomowana architektka z Sydney, jak i Terzo, zamożny biznesmen, są w stanie sypnąć groszem. By ratować matkę czy zagłuszyć wyrzuty sumienia, że póki była w dobrej formie, tak rzadko ją odwiedzali?… Tym, który był z Francie na co dzień jest Tommy, niespełniony malarz pracujący dorywczo jako rybak. To on jej pomagał, robił zakupy, prowadził do kościoła i pilnował, by niczego jej nie brakowało. On też początkowo stanowczo sprzeciwia się pomysłowi podtrzymywania w szpitalu życia matki, bo lekarze powiedzieli, że szanse na przeżycie operacji są niewielkie. Jednak jakieś są i w końcu rodzeństwo przekonuje brata. Na szczęście operacja się udaje i przez jakiś czas Francie czuje się lepiej, a to dodaje rodzeństwu wiatru w żagle.

Anna nie odczuwała litości, tylko graniczący z dziwnym strachem wstręt. Mogła stawić czoło życiu, lecz szarpanina matki pomiędzy życiem i śmiercią była dla niej ‒ kobiety starannych planów, uzgodnionych wyjazdów i realizowanych harmonogramów, czyli krótko mówiąc, dla osoby bazującej na pewnikach ‒ jak nieoczekiwany i denerwujący opór w obliczu naturalnego biegu wydarzeń, manifestacją czegoś niewiele ważniejszego niż miotający się samolubny duch.

Oszołomienie, jakiego doznała, znajdując na szpitalnym łóżku nie rodzoną matkę, lecz ciężko chore zwierzę, które nie chciało przestać być człowiekiem, na jakimś głębszym poziomie okazało się dla Anny nie do przyjęcia.

Później, gdy po chwilowym polepszeniu zdrowie Francie znów gwałtownie podupada, Anna, Terzo i Tommy nawet nie chcą słyszeć o poddaniu się. Wszyscy ignorują wolę matki, która cicho powtarza „dajcie mi umrzeć”: przecież to nieludzkie, wbrew naturze, dziwaczne nie chcieć żyć, nie próbować, gdy wciąż jest możliwość przeżycia jeszcze miesiąca, trzech, pół roku. W końcu życie to najpiękniejszy dar. Cóż z tego, że czasem niechciany? Jej dzieci użyją wszystkich możliwości – wpływów, władzy, znajomości i pieniędzy – aby utrzymać matkę przy życiu. Tylko czy mają do tego prawo?

Francie walczy z dojmującym bólem i udręką, śniąc dziwne sny na jawie, tymczasem Anna zauważa coś niepokojącego: znikanie kolejnych części jej ciała. Zaczyna się od palca, potem znika kolano, pierś… W dodatku ta dziwna przypadłość, choć na szczęście w żaden sposób nie zakłóca działania jej organizmu, lecz jednak niezaprzeczalnie jest uciążliwa, zostaje kompletnie niezauważona przez innych. A nawet, gdy ktoś coś zobaczy, jak partnerka Anny, Meg, ignoruje to jak mało istotną sprawę. W końcu zanikać zaczynają części ciała i rysy innych ludzi. Anna jest przerażona. Ukojenia szuka w social mediach, zwłaszcza na Instagramie, ale to czas, gdy w Australii płoną lasy i takie właśnie treści dominują na IG. Mimo wszystko jedno nieszczęście odwraca uwagę kobiety od innego, jej osobistego dramatu: skroluje więc kolejne zniszczenia, ogień wdzierający się do domów, palący kolejne hektary lasów, zwęglone zwierzęta, które nie zdążyły uciec, daje serduszka i pełne współczucia komentarze, po czym wrzuca własne, mało znaczące posty. Życie na pokaz, życie-nie życie, które odciąga nas od tu i teraz. Czasem doraźna pomoc, zwykle jednak pułapka.

Zamiast otworzyć wiadomość, otworzyła Twittera, którego, jak sądziła, zdoła znieść. Cztery tysiące osób znalazło się w pułapce na plaży, a strażacy utworzyli kordon wokół nich, żeby ich chronić. Piasek się nie pali, zatweetował ktoś. Nie było jeszcze nawet blisko południa. Zdjęcia zamieci rozżarzonych węgli. Dym gęsty tak, że nie widać drugiej strony drogi. Czterdzieści dziewięć stopni Celsjusza. Wiatry o prędkości dziewięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Kiedy wozy strażackie włączą syreny, wszyscy mają wejść do wody. Taki ogromny kraj, mieszkańcy zepchnięci do morza. Czy kiedy przyjdzie czerwony blask, to wszystko, co im zostanie? Zretweetowała jakiś artykuł o Renzo Piano.

Samotność i sztuczne życie w social mediach to drugi ważny temat Żywego morza snów na jawie. Uciekamy w polakierowaną, podrasowaną filtrami rzeczywistość, gdzie nawet pożar lasu może mieć w sobie jakąś godność i piękno, a o trudnych sprawach pisze się językiem domorosłego coacha: zamiast pogłębionych zdań i głębokich przemyśleń są naprędce sklecone sentencje o zerowej wartości, lecz dobrze wyglądające na pierwszy rzut oka. To jak zabić głód czekoladowym batonem: łatwe, szybkie i przyjemne. Niebawem jednak orientujemy się, że baton ma niewiele wartości odżywczych, a nasz głód nie został zaspokojony.

Nie tylko Anna lubi się oszukiwać, każdy z nas po trosze to robi. Oglądamy idealne kadry z Instagrama i kreujemy nasze internetowe życie tak, by wyglądało lepiej niż w rzeczywistości. Tu się nie mówi o paskudnym, niemal zwierzęcym konaniu matki, nie musi się przyznawać do zepsucia relacji z dorosłym już synem, raczej celebruje się sukcesy i ogląda bezmyślnie obrazki katastrof, tak dalekich dzięki obecności ekranu, choć przecież rozgrywających się tuż obok. Życie na kwadratowym zdjęciu 1:1. Wykadrowane, z odrzuceniem tego, czego pokazywać nie chcemy. Przemyślane i schludne. Nad nim jeszcze mamy kontrolę.

Żywe morze snów na jawie to w moim odczuciu powrót Richarda Flanagana do mistrzowskiej formy. Dla mnie wszystko tu było na miejscu i wyważone, dało mi do myślenia i nie pozwoliło na zbytnią wygodę i uproszczenia. Za takie właśnie ostre pióro i przenikliwe sądy cenię jego twórczość. Proza na najwyższym poziomie: tak językowym, jak i emocjonalnym.

Ocena: 5+/6
©tanayah czyta
Żywe morze snów na jawie to druga książka Richarda Flannagana, po którą sięgam (sprawdź również moją recenzję Pierwszej osoby). Byłam jej bardzo ciekawa, ze względu na tematykę, którą porusza. Autor zgrabnie przeplata z fabułą problemy współczesnego świata, pobudzając czytelników do refleksji. To taka powieść, w której każdy z nas ma szansę dojrzeć cząstkę siebie, utożsamić się z bohaterami i ich uczuciami. Jest przejmująco smutna i pod pewnym względem niewygodna, bo każe nam szeroko otworzyć oczy.

Żywe morze snów na jawie – o świecie, który umiera

Anna, Terzo i Tommy czuwają przy szpitalnym łóżku umierającej matki. Anna jest spełnioną architektką, choć nie pozbawioną problemów w prywatnym życiu. Terzo również realizuje się w pracy, jako rekin finansowy. Tommy, jako jedyny z nich, ma ambicje niespełnionego malarza i dorabia jako rybak. Pośrodku tego grona znajduje się Francie – ich matka. Pomimo tego, że kobieta pogodziła się ze śmiercią i jest gotowa odejść, oni chcą utrzymać ją przy życiu za wszelką cenę. Bo w końcu, jak powtarzają, życie jest najważniejsze – tylko to się liczy… Czuwając przy matce zastanawiają się, ile tak naprawdę wiedzą o niej i jej życiu. Jakie uczucia do niej żywią?

W tym samym czasie każde z rodzeństwa boryka się z własnymi problemami. Pewnego dnia Anna odkrywa, że ot tak zniknął jeden z jej palców u dłoni. Za jakiś czas znika kolano i zaczyna czuć się niewidzialną dla świata. Później znikają inni ludzie. Nikt już nie zauważa jej i problemów, które ją dręczą.

Gdy dzieje się to wszystko Australię trawią pożary. Ludzie opuszczają swoje domy, zwierzęta giną, a social media zalewa fala fake newsów.

Powieść, która porusza ważne tematy

Żywe morze snów na jawie to powieść o rodzinie, która łączy się ponownie w obliczu katastrofy. Choroba matki z jednej strony ich przytłacza i pragną się poddać, czują obrzydzenie i wstręt; z drugiej zaś są zobowiązani do walki i opieki nad matką. Pragną stać na straży obrony życia – za wszelką cenę. Ale czy mają do tego prawo? Dlaczego nie pozwolą odejść Francie z godnością, dopóki jeszcze ją na nią stać?

Świat w którym żyjemy rozpada się i wymiera – z naszej winy. Australia staje się piekłem, inne kraje są trawione przez wojny, ludzie borykają się z własnymi demonami. Ucieczki szukają w mediach społecznościowych, poszukując idealnego życia. Oglądają zdjęcia na Instagramie i śnią o lepszym świecie, coraz bardziej niszcząc swój własny.

Richard Flanagan na przykładzie tej historii rodzinnej zadaje czytelnikowi ważne pytania i zmusza do refleksji nad nimi. Każe się obudzić i wziąć sprawy w swoje ręce, póki jest jeszcze na to czas.
To powieść, z której epatuje przejmujący smutek. Myślę, że każdy z czytelników odnalazłby w niej uczucia, które sam w sobie kryje.

Ocena: 4/6
©Jej Wysokość Literatura
Książka napisana pięknym i trudnym językiem opowiada o umieraniu. To tak w dużym skrócie.

Osiemdziesięciosześcioletnia Francie umiera w szpitalu w Hobart na Tasmanii. A tak naprawdę, to żyje między jawą i snem, bo ona już błaga, żeby dzieci pozwoliły jej odejść, a one uparcie chcą ją zatrzymać przy życiu. Szczególnie syn Terzo, bezwzględny biznesmen stara się zrobić wszystko, aby Francie nie odeszła. Anna, nieugięta pani architekt, która jest jedną z głównych bohaterek powieści, miota się między chęcią uwolnienia matki od cierpienia, a zatrzymaniem jej przy sobie. Nie potrafi się pogodzić z tym co dzieje się z jej matką, nie widzi już człowieka w tym "worku kości". Równocześnie Anna zaczyna tracić różne części ciała. Nagle znika jej palec, kolano , potem znikają osoby. A to wszystko na tle płonącej Australii.

Doskonałe połączenie problemu ekologii i problemu odchodzenia. Obydwa tematy bardzo się ze sobą łączą. Umiera Francie i umiera Australia. O obydwie walczą ludzie, którzy je kochają. Flanagan czasem brutalnie, czasem z lekkim przymrużeniem oka przedstawia problemy z jakimi borykają się ludzie stojący przed wyborem: pozwolić odejść najbliżej osobie, czy uporczywie ją zatrzymać. Jestem pełna podziwu dla tłumacza - Macieja Świerkockiego, bo musiał poradzić sobie z nie zawsze łatwymi językowymi i interpunkcyjnymi zabiegami autora. Jeśli chodzi o konstrukcję, to przypomina mi Apeirogon. Też doskonała książka swoją drogą.

Tę książkę trzeba czytać powoli, aby się ją delektować, bo to czytelnicza uczta. Chociaż przerażliwie smutna.

Ocena: 6/6
©Czytanie na śniadanie
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć