ebook Wróć przed zmrokiem
4.09 / 5.00 (liczba ocen: 84548)

Wróć przed zmrokiem
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

najlepsza cena! w ostatnich kilku dniach
E-book - polecana oferta: 21.38
Audiobook - najniższa cena: 17.16
wciąż za drogo?
Virtualo#Black Friday
Virtualo#Black Friday
30.60 złpremium: 19.74 zł Lub 19.74 zł
21.38 zł Lub 19.24 zł
23.69 zł
23.90 zł
26.32 zł Lub 23.69 zł
-9% 19.90 zł
21.36 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (5)
Inne proponowane

Każdy dom skrywa jakąś historię i sekrety. Niektóre są naprawdę przerażające…

Kiedy Maggie Holt miała pięć lat, jej rodzice kupili Baneberry Hall: rozległą wiktoriańską rezydencję położoną w lasach Vermont. Zanim minął miesiąc, rodzina uciekła z domu w środku nocy, porzucając w popłochu cały swój dobytek.
Ojciec Maggie na podstawie tej historii stworzył powieść, która szybko stała się bestsellerem. Nawet jeżeli nie wszyscy wierzyli w przerażające wydarzenia i duchy, które w niej opisał…

Dorosła Maggie wraca do Baneberry Hall. Jest zdeterminowana, aby wyremontować i sprzedać posiadłość. Ma również nadzieję, że uda jej się odkryć prawdę o tym, co wydarzyło się 25 lat temu.

O e-booku Wróć przed zmrokiem blogerzy napisali: 

Autor zaskakiwał mnie kilka razy po drodze, a to największy komplement, jaki można napisać o takiej książce. Zaczynałam czytać z jakimś konkretnym nastawieniem, a w trakcie lektury zmieniałam je wielokrotnie. A ostatecznie na sam koniec autor i tak wywiódł mnie w pole – nie domyśliłam się zupełnie niczego! A kierunek, w który autor poprowadził tę historię jest bardzo, bardzo dobry. - Diana Chmiel - Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi

Wróc przed zmrokiem to mój osobisty tegoroczny fenomen i zdecydowanie wskoczy do tych najlepszych książek, które przeczytałam w tym roku. Uwielbiam tę powieść za klimat, za tajemnice, ale też za rzeczywistość. - Paula Sieczko - Rude recenzuje

Wróć przed zmrokiem od Riley Sager możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Nie bez powodu sięgnęłam po powieść łączącą w sobie elementy zarówno thrillera, jak i klasycznego horroru. Opowieści o nawiedzonych domach, czy też miejska eksploracja budynków z niepokojącą przeszłością to coś, o czym uwielbiam czytać, słuchać, jak i oglądać rzeczy o tej tematyce. Pewnie dlatego, gdybym znalazła się w podobnej sytuacji do głównej bohaterki, zrobiłabym to samo — zaczęła węszyć w poszukiwaniu prawdy. A co ona kryje? Zobaczmy.

Życie Maggie Holt od ponad dwudziestu lat nie jest usłane różami. Gdy była jeszcze małą dziewczynką, razem z ojcem i matką przeprowadzili się do wiktoriańskiej rezydencji w Vermont — do Baneberry Hall. Uciekli z niej jednak trzy tygodnie później. I choć na tym powinny się jej przygody skończyć, Evan — jej ojciec, napisał książkę opisującą tamte wydarzenia związane, jak sądził z nadprzyrodzoną aktywnością domu. Pech chciał, że stała się ona bestsellerem, sprawiając, że odtąd dziewczyna była postrzegana wyłącznie przez jej pryzmat. Dorosła jednak Maggie, chcąc wyremontować posiadłość dwadzieścia pięć lat później, wraca do Baneberry Hall, przy okazji chcąc odkryć prawdę dotyczącą tamtych wydarzeń. Chcę wierzyć, że nic nie słyszałam. Że to był jeden z tych dziwacznych omamów słuchowych, które przytrafiają się każdemu. Jak dzwonienie w uchu. Albo kiedy ci się wydaje, że słyszysz swoje imię, jakby wołał cię ktoś z tłumu, ale okazuje się, że był to tylko jakiś przypadkowy dźwięk. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio sięgnęłam po klasyczny horror. Choć uwielbiam taką tematykę, to jednak tak się składa, że rzadko po nią sięgam. A jeśli już wybiorę sobie do przeczytania coś z tego gatunku, to wybieram lekturę starannie, mając przy tym wobec niej duże oczekiwania. Tak było i tym razem. O samej książce ani o autorze wcześniej nie słyszałam. Praktycznie dopiero w momencie, w którym ją dostałam, Instagrama zalała fala Wróć przed zmrokiem. Nie ukrywam, że te wszystkie pozytywne opinie wydały mi się z jednej strony intrygujące, jak i z drugiej nieco podejrzane. Wszystkim się podoba? Coś tu jest nie tak. Teraz jednak, po przeczytaniu jej od deski do deski dostrzegam to, co inni w niej widzą. Gwałtownie otwieram oczy — tym razem naprawdę. Siadam na łóżku, z gardła wyrywa mi się okrzyk przerażenia. Rzucam spanikowane spojrzenie w stronę szafy. Jej drzwi są zamknięte. Nie ma Pana Cienia. To był tylko sen. Książka napisana jest z dwóch perspektyw. Z jednej strony mamy Maggie, która po dość ciężkich dla niej (ze względu na Dom grozy) latach młodości, próbuje odkryć prawdę o rzekomo nawiedzonym domu, w którym mieszkali. Jest ona sceptykiem oskarżającym tatę o przedstawienie nieprawdy. Odnoszę wrażenie, że autor zrobił z niej momentami zbyt dużą histeryczkę, próbując usprawiedliwiać taką kreację bohatera wydarzeniami, które odcisnęły piętno na jej psychice. Rozumiem to. Niestety według mnie była momentami postacią ciężką do zniesienia. Z kolei druga perspektywa przedstawiona jest za pomocą „książki w książce”. Opowiada nam ją ojciec dziewczyny, poprzez rozdziały napisanej przez siebie lektury. Poznajemy całą rodzinę, odkrywając przy tym zdarzenia, które dopuściły do ucieczki z Baneberry Hall. Pisarzowi w tym przypadku udało się stworzyć bohatera innego od głównej bohaterki pod względem charakteru, jak i w pewien sposób dosyć podobnego do jego córki w związku ze sposobem radzenia sobie w różnych sytuacjach. Wciąż wpatruję się w tę fotografię, myśląc o tym, co wydarzyło się kilka chwil po jej zrobieniu. Moja dłoń wędruje do policzka, palce dotykają gładkiej blizny pod okiem. Uświadamiam sobie, że ta szrama stanowi kolejny dowód, że Książka — choćby była wymysłem — zawiera kilka ziaren prawdy. Pomijając jednak samych bohaterów, myślę że najważniejszy będzie tutaj sam klimat powieści. Mamy w niej wszystko to, czego oczekujemy od klasycznego horroru o nawiedzonym domu. Niewyjaśnione zjawiska, omamy słuchowe oraz wzrokowe, powtarzające się cyklicznie ewenementy, oraz tragizm postaci związany z miejscem opowieści. Można by rzec, że jest tu wszystko to, czego można się po tej tematyce spodziewać. A mimo wszystko książka nie straszy. Może to już przyzwyczajenie, być może sam sceptycyzm z mojej strony w związku z paranormalną aktywnością w ogóle, ale nie bałam się ani w na początku, ani w trakcie, ani na końcu lektury. Myślę, że w takim medium jakim jest książka, ciężko aż tak zbudować napięcie, by realnie kogoś wystraszyć. Tu się nie udało. Mimo wszystko drugi aspekt Wróć przed zmrokiem, mianowicie elementy thrillera uważam, że są zrobione rewelacyjnie. Jest odpowiednia dramaturgia oraz napięcie, a chyba najbardziej u mnie wyczekiwane niespodziewane zakończenie. Pomysłów, w jaki sposób powieść może się zakończyć miałam w głowie kilka, lecz pomimo tego, zostałam pozytywnie zaskoczona. Uważam, to za ogromny plus, ponieważ rzadko kiedy autorowi się to udaje. Zwłaszcza w kryminałach oraz thrillerach. Podsumowując, uważam, że przeczytałam bardzo dobrą książkę. Spodziewałam się po niej wiele, i choć sama kreacja głównej postaci nie napawała mnie szczególnym optymizmem, całość prezentuje się naprawdę nieźle. Zapewne są tu osoby wrażliwe, oraz takie, które nie czują się dobrze czytając horrory. Z mojej strony gwarantuję, że nie ma się czego bać. Myślę, że można do niej podejść nastawiając się bardziej na dobry thriller z wątkami opowieści o charakterze paranormalnym. Z chęcią przeczytam inne książki tego autora, a tymczasem Wróć przed zmrokiem polecam każdemu, kto tylko lubi powieści o podobnej tematyce.

Ocena: 5+/6
©Marionetka Literacka
To trzeba przeczytać!

Bardzo rzadko czytam książki z nawiedzonymi domami w tle. Mimo że sama koncepcja takiej historii może być ciekawa, to jednak zazwyczaj autorzy przedobrzają. Wplatają w nie elementy i wydarzenia, na które zazwyczaj mam ochotę wyłącznie przewrócić oczami. I chociaż bardzo chciałabym się wczuć w klimat takiej powieści, to zazwyczaj zupełnie mi to nie wychodzi. Wróć przed zmrokiem jest właśnie takim thrillerem, w którym główną rolę odgrywa stary, nawiedzony dom. Opinie zagranicznych czytelników były bardzo obiecujące, sam opis też dawał nadzieję na nieco bardziej realną historię. No i proszę Państwa, mamy to!

Rodzina Maggie Holt mieszkała przez krótki okres w posiadłości Baneberry Hall, ale pewnego dnia po prostu uciekli w popłochu. Po 25 latach Maggie próbuje dowiedzieć się, co wydarzyło się w posiadłości, że jej rodzice posunęli się do tak nagłych decyzji. I chociaż oni nie chcą zdradzić tajemnic i wydarzeń z Baneberry Hall, to jej osobistym przewodnikiem staje się powieść, którą napisał jej ojciec. Teraz pozostaje problem oddzielenia prawdy od fikcji. Maggie poznaje okolice rezydencji, ale także społeczność przerażoną na samą myśl, że kobieta ma zamieszkać w nawiedzonym domu. Z czasem okazuje się, że ich obawy były słuszne…

Riley Sager stworzył historię, która naprawdę przyprawiała mnie o gęsią skórkę! Ciężko mówić o strachu, bo książek się nie boję, ale sama myśl o tym, że mogłabym żyć w takim domu wydawała się momentami nieco przerażająca. Baneberry Hall to wiktoriańska rezydencja, która już od pierwszych rozdziałów zwizualizowała mi się przed oczami. Potrafiłam sobie ją wyobrazić dość dokładnie, ale dodatkowo czułam jej klimat. To ogromna zasługa autora, który postarał się, żeby już od samego początku było mrocznie, dziwnie i żeby nieustannie pojawiały się kolejne tajemnice. A te z kolei rozbrajają pewność siebie nawet najbardziej nieustraszonego czytelnika.

Ten thriller z elementami horroru to mój osobisty tegoroczny fenomen i zdecydowanie wskoczy do tych najlepszych książek, które przeczytałam w tym roku. Uwielbiam tę powieść za klimat, za tajemnice, ale też za rzeczywistość. Chociaż nie raz zdarzyło mi się przewrócić oczami z lekkim zniesmaczeniem, to finał tej historii wszystko wyjaśnił i udowodnił, że po prostu dałam się ponieść emocjom, w które Sager mnie wprowadził. I uwaga dla tych, którzy w międzyczasie stwierdzą, że jest w niej za dużo elementów nadnaturalnych – to jest książka, którą warto przeczytać do samego końca. I tak ogólnie to to trzeba przeczytać!

Ocena; 5+/6
©Rude recenzuje
Wow, wow, wow! Muszę zacząć ten tekst od takiego zdania, bo podczas lektury miałam je cały czas w głowie. Wiecie co, ja bardzo rzadko do tej pory czytałam horrory. To gatunek zdecydowanie niedoceniany przeze mnie – ale nawet nie jakoś specjalnie, po prostu tak wyszło. Kiedy zrobiłam czytelniczy rachunek sumienia, okazało się, że jednak trochę książek o duchach przeczytałam – ale Wróć przed zmrokiem wysuwa się na topowe miejsce na liście książek, które zrobiły na mnie wrażenie. A o to w takim temacie niełatwo! Na YT przygotowałam film o 13 książkach o nawiedzonych domach, wpadnijcie zobaczyć!

Dlaczego niełatwo, zapytacie. Ano dlatego, że o duchach i nawiedzonych naprawdę trzeba umieć pisać. Nie można przegiąć w żadną ze stron – z jednej strony trzeba umieć utrzymać napięcie odbiorcy i sprawić, by wierzył we wszystko, co się dzieje w historii, z drugiej strony bardzo łatwo popaść w przesadę i wydarzenia, które nie mają sensu nawet w książce o nadprzyrodzonych siłach. Zresztą umówmy się – kiedy czytamy książkę o duchach, nie zadajemy pytania, czy w duchy wierzymy. Po prostu czytamy historię, która ma nas porwać i wywołać emocje! Fakty i prawdopodobieństwo schodzą na dalszy pan, co nie znaczy jednak, że powinno się rezygnować z sensu wydarzeń i stworzonego świata.

Riley Sager napisał genialną historię i zrobił to w świetny sposób! Podoba mi się w niej wszystko. Mamy dwa plany czasowe. Kiedy nasza główna bohaterka miała 5 lat, jej rodzina przeprowadziła się do Baneberry Hall. Po miesiącu uciekli w nocy, a ojciec Maggie napisał bestsellerową powieść o duchach na podstawie ich przeżyć. Już samo to bardzo mi się podoba, bo od samego początku nie jest to typowa opowieść o duchach, a bardziej konfrontacja z przeszłością. Maggie, jako dorosła kobieta wraca do Baneberry Hall – po to, by zrobić remont i sprzedać dom, ale też po to, by dowiedzieć się w końcu, co tak naprawdę wydarzyło się 25 lat temu.

Autor zaskakiwał mnie kilka razy po drodze, a to największy komplement, jaki można napisać o takiej książce. Zaczynałam czytać z jakimś konkretnym nastawieniem, a w trakcie lektury zmieniałam je wielokrotnie. A ostatecznie na sam koniec autor i tak wywiódł mnie w pole – nie domyśliłam się zupełnie niczego! A kierunek, w który autor poprowadził tę historię jest bardzo, bardzo dobry – niestety nie mogę wam nic więcej napisać, żeby nie zdradzić się nawet słówkiem. Mogę zagwarantować, że lekturą będą usatysfakcjonowani i fani historii o duchach, i fani zagadek kryminalnych, ale też ci, którzy do opowieści o duchach podchodzą z dystansem.

Zawsze miałam poczucie, że książkowe horrory nie są straszne. Ja bardziej przeżywam filmy – boję się oglądając dużo bardziej niż czytając. Nie mówiąc o grach – nigdy, przenigdy nie skończyłam sama żadnego horroru. Zawsze wymiękam! Wróć przed zmrokiem nie było jakąś bardzo, bardzo przerażającą lekturą, ale miała momenty, w których odczuwałam niepokój. Autor bardzo umiejętnie zbudował napięcie i atmosferę niepewności, która rośnie ze strony na stronę. Bardzo, bardzo polecam!

Ocena: 5/6
©Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć