ebook Rytm wojny: Część 2
4.25 / 5.00 (liczba ocen: 991)

Rytm wojny: Część 2
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Wydawca:  Wydawnictwo MAG
Kategoria:  / /
E-book - najniższa cena: 33.40
Audiobook - najniższa cena: 45.00
wciąż za drogo?
39.06 złpremium: 25.20 zł Lub 25.20 zł
33.40 zł Lub 30.06 zł
42.00 zł
42.00 zł Lub 37.80 zł
33.60 zł
34.53 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (4)
Wesprzyj UpolujEbooka.pl - postaw kawę
Inne proponowane

W opanowanym przez pieśniarzy i Stopionych Urithiru Kaladin i Navani walczą o ocalenie Rodzeństwa, sprena wieży, przed całkowitym zepsuciem. Upadek wieży, stanowiącej główny punkt przerzutowy dla wojsk koalicji monarchów, oznaczałby katastrofę i ostateczne zwycięstwo sił Odium. Aby osiągnąć swój cel, Navani decyduje się na niebezpieczną grę z Raboniel, Stopioną zwaną niegdyś nie bez powodu Panią Bólu.

Tymczasem nieświadome sytuacji w Urithiru wojska koalicji prowadzą wojnę w Emulu, Dalinar próbuje poznać głębię swoich mocy Kowala Więzi, a Jasnah umocnić swoją pozycję królowej Alethkaru. Zaś w Cieniomorzu Adolin i Shallan trafiają do fortecy honorsprenów, Nieprzemijającej Prawości, gdzie każde ma swoje niebezpieczne zadanie do wypełnienia.

Rytm wojny: Część 2 od Brandon Sanderson możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Rytm Wojny Brandona Sandersona to już czwarty tom jednego z najsłynniejszych na świecie cykli fantasy Archiwum Burzowego Światła. W Polsce został wydany w dwóch woluminach, dzięki czemu wygodniej czyta się wersję papierową, stanowi przy tym jednak jedną, zamkniętą opowieść, więc postanowiłam napisać recenzję łączoną. A moje wrażenia z lektury opisuję poniżej. Mam nadzieję, że wybaczycie mi, że tak się rozpisałam, ale ten autor po prostu na to zasługuje.

W tej części Archiwum Burzowego Światła mieszkańcy wieży Urithiru starają się odkryć jej rozliczne tajemnice, a badaniom uczonych przewodzi Navani, która może wreszcie spełnić swoje wieloletnie marzenie o zostaniu jednym z nich. Shallan zajmuje się natomiast misją szpiegowską mającą na celu odnalezienie resztek sił Sadeasów. Ponadto ze względu na to, że przestają się pojawiać nowe honorspreny, podjęta zostaje decyzja o wysłaniu posłów do ich twierdzy w Cieniomorzu, by podjąć rozmowy dyplomatyczne. Dalinar zwalnia Kaladina z funkcji dowódczych z uwagi na jego stan umysłu, a on sam wraz z Jasnah skupia się na opracowaniu strategii i odpowiednim wykorzystaniu wojska. Tymczasem przywódcy Stopionych opracowują plan, który pozwoli im zdobyć przewagę w działaniach wojennych, i wszystko zmierza w stronę nieuchronnego konfliktu na skalę całego Rosharu...

Na tym etapie fabuła jest już bardzo zaawansowana, niejednokrotnie nawiązuje także do wątków i postaci z poprzednich tomów, pokazując kolejne etapy trwającego od ponad tysiąca lat konfliktu. A rozgrywa się on na kilku płaszczyznach – po pierwsze wewnętrznej, bo postaci zmagają się z własną osobowością i wątpliwościami, po drugie zewnętrznej – ponieważ prowadzą spory z innymi, często najbliższymi im osobami, a na poziomie świata najważniejsza jest oczywiście walka o dominację pomiędzy sługami Odium i koalicją ludów, które nie chcą poddać się jego władaniu. A że obie strony mają do dyspozycji coraz bardziej zaawansowane środki, zmagania z pewnością będą miały daleko idące konsekwencje. Pod względem fabularnym Brandon Sanderson pokazuje, że doskonale kontroluje wydarzenia w każdej warstwie prowadzonej przez siebie opowieści. I choć fabuła nie pędzi do przodu niczym Tancerz Krawędzi, to dostarcza sporo emocji. I oczywiście nastawcie się na to, że jak zwykle w przypadku książek tego autora na ostaniach dwustu stronach napięcie sięgnie zenitu, ja podczas ich czytania siedziałam jak na szpilkach.

Jeżeli podobnie jak ja z niecierpliwością czekacie na nowe informacje o świecie cosmere, to myślę, że będziecie usatysfakcjonowani tymi, które dostarcza Rytm Wojny. Przede wszystkim mamy okazję dowiedzieć się tu więcej o Stopionych i ich władzach, czyli Dziewięciorgu, zaś na pierwszy plan wysuwa się tu wysłana przez nich na podbój potężna i doświadczona Raboniel, istotną rolę odgrywa też podległa jej Leshwi, a przy okazji przekonujemy się, że słudzy Odium niekoniecznie stanowią niewzruszony monolit. Poznajemy przy okazji ich moce związane z poszczególnymi formami i rzecz jasna – jak wskazuje tytuł powieści – kolejne rytmy. Po drugie, mamy też okazję zagłębić się w historię Heroldów i Odstępstwa, autor poszerza również naszą wiedzę na temat boskich mocy czy charakteru niektórych planet. Także Świetliści zostają poddani różnorakim próbom, by dostać szansę wypowiedzenia kolejne Ideały, a co szczególnie mnie ucieszyło, moja ulubiona postać – Dalinar – eksploruje również możliwości Kowala Więzi, z czego wynika kilka bardzo interesujących zwrotów akcji. Ponadto cenną wiedzę zawierają cytaty na początku każdego rozdziału – możemy zrozumieć dzięki nim m.in. sposób działania fabriali, ale nie tylko. Podobną funkcję pełnią także liczne czarno-białe ilustracje, pokazujące spreny, maszyny wynalezione przez naukowców Navani, a na wewnętrznych skrzydełkach okładek znalazły się także kolorowe portrety Heroldów.

Bohaterowie zyskują tu szerokie pole do popisu, a każdy z nich napotyka na rozliczne dylematy i problemy, które musi rozwiązać. I tak Shallan boryka się ze swoimi trzema osobowościami i lukami we wspomnieniach oraz perswazją Duchokrwistego – Mraize'a, Adolin próbuje udowodnić wszystkim, że zasługuje na szacunek i muszę przyznać, że ku mojemu zaskoczeniu autor tak pogłębił tę postać, że wreszcie go zrozumiałam i zaczęłam nawet darzyć sympatią. Niezwykle przypadło mi też do gustu, jak pokazany jest związek między nim a Shallan, również para Jasnah-Trefniś nieco mnie zaskoczyła swoją nietypową więzią. Kaladin znajduje zaś sobie nowe zajęcie i... pomaga weteranom, których dotknął szok bitewny. W związku z tym, że cierpi on na depresję, stawiałam we wcześniejszych recenzjach, że to jego spren zostanie pierwszym psychiatrą w tym uniwersum, a jednak stał się nim mały mostowy. Uważam, że autor zgrabnie wybrnął w ten sposób z problemu, który sam stworzył w pierwszym tomie, kreując tę postać wraz z jego schorzeniem, którego do tej pory nie miał kto zdiagnozować i leczyć. Notabene Kaladin przechodzi tu tak trudną próbę, że zyskał w moich oczach spory szacunek, choć przyznam, że wcześniej specjalnie za nim nie przepadałam. Wspaniale rozwinięta zostaje także postać Navani, której towarzyszą wszelakie wątki badawcze, a w Urithiru znajduje się także Zwinka, która jak zwykle jest zabawna. Natomiast wśród sług Odium istotne w tym tomie są wspomniana już Raboniel i Leswhi, ale najlepiej poznajemy Venli – niepozorną służkę tej ostatniej, siostrę Eshonai, która jako słuchaczka uczyła się od matki pieśni o formach, a następnie przyjęła Pustkosprena i uważa, że doprowadziła swój lud do upadku. A jaka dokładnie była jej historia, dowiecie się z jej wspomnień w postaci rozlicznych retrospekcji oraz fabuły. Z pewnością jest to kolejna udana, trójwymiarowa i wiarygodna postać w galerii Archiwum Burzowego Światła, która przy okazji znakomicie poszerza naszą wiedzę na temat niezwykłych możliwości otwierających się przed protagonistami w tym uniwersum. A moim ulubionym wnioskiem, do którego dochodzi się w trakcie lektury jest ten, że tak wiele wiedzy zostało zaprzepaszczonej, że bohaterowie nie znając ograniczeń swoich mocy bez trudu je przekraczają.

Czy Rytm Wojny ma jakieś wady? Jest w nim tak wiele szczegółów, że lektura wymaga koncentracji i samodzielnego łączenia ze sobą różnorakich faktów, miejsc i postaci, ale dostarcza w zamian ogromnej satysfakcji czytelniczej. W formie polskiego wydania znalazłam jeden wyjątkowo denerwujący szczegół – opisy do rysunków sprenów opatrzone są tak źle dobraną, pełną zawijasów czcionką, że bez lupy są niemal niemożliwe do odczytania. Jak zwykle w przypadku tego wydawnictwa zdarzyły się też wpadki korektorskie – w tym literówki typu „Czarny Cień” zamiast „Czarny Cierń” i nadal występuje tu niepoprawne w języku polskim słowo „przekonywujący” zamiast „przekonujący” lub „przekonywający”.

Ogólnie rzecz biorąc, w tym tomie najbardziej ucieszyła mnie sugestia, że tym razem walkę z Odium trzeba będzie przeprowadzić w zupełnie inny sposób niż wcześniej i wręcz nie mogę się doczekać, jak zrealizuje to Dalinar i reszta kluczowych postaci. Konkludując, Rytm Wojny to nad wyraz emocjonująca opowieść o eksplorowaniu własnych umysłów i zapomnianych praw świata, umiejętności pogodzenia się z sobą samym, a także budowania więzi, które pomogą ocalić Roshar oraz o trudnej walce o wolność i honor. Tą powieścią Brandon Sanderson ugruntował w moich oczach pozycję najlepszego obecnie pisarza fantasy, bo nikt inny w takim stopniu nie panuje nad wszystkimi elementami swoich powieści, nie tworzy tak przemyślanych światów, ewoluujących bohaterów i wciągających opowieści oraz nie sprawia, by tytuły nabierały takiej głębi i rezonowały z treścią. Na burze, jestem całkowicie oczarowana jego niezwykle barwną, plastyczną wyobraźnią i epickim rozmachem tej oryginalnej historii i polecam ją Wam gorąco.

Ocena: 5+/6
©Głodna Wyobraźnia
Rytm Wojny początkowo nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, a sama lektura momentami mi się dłużyła. Głównym powodem był fakt, że Sanderson poświęcił dużo uwagi problemom bohaterów, ich wewnętrznym przeżyciom i rozterkom. Patrząc całościowo na książkę uważam, że były to ważne fragmenty i nie mam w tej kwestii nic do zarzucenia autorowi - są dobrze napisane i przemyślane. Mnie jednak chwilami te wszystkie rozterki bohaterów zwyczajnie nudziły, wyczekiwałem kiedy się skończą, chcąc wiedzieć jak się potoczy wojna z Odium. Dopiero z czasem doceniłem Rytm Wojny, a w szczególności rozważania bohaterów. Sanderson poprzez losy bohaterów, głównie Shallan i Kaladina pokazuje, że Świetliści Rycerze to zwyczajni ludzi, z wieloma zaletami, ale i własnymi problemami, z którymi muszą się zmierzyć, co nie jest łatwe, ani przyjemne. Nie są to wyidealizowani bohaterowie jak z opowieści, co mnie w ogóle nie przeszkadzało, a wręcz bardzo to doceniłem po lekturze.

W poprzednich trzech częściach autor stopniowo ujawniał wiele informacji o Rosharze, Odpryskach, sprenach i wielu innych kwestiach. Nie inaczej jest w Rytmie Wojny, ale tutaj wiele elementów układanki zaczyna układać się w spójną i przemyślaną całość o ogromnym rozmachu. Dlatego po raz kolejny chylę czoło przed Sandersonem i jego talentem do tworzenia skomplikowanych i fascynujących historii. Po lekturze książki można spostrzec jak wszystko było starannie zaplanowane i to od pierwszych stron Drogi Królów i jak wiele drobnych wydarzeń ma znaczenie. Autor ujawnia wiele tajemnic, wyjaśnia kolejne kwestie dotyczące Rosharu, Cosmere, Heroldów, mocy Świetlistych Rycerzy i wiele więcej. Historia z każdym tomem nabiera coraz większego rozmachu i już się nie mogę doczekać kolejnego tomu!

Rytm Wojny to kolejna znakomita książka z cyklu Archiwum Burzowego Światła. Co prawda chwilami lektura mi się dłużyła, ale ostatecznie oceniam ją bardzo dobrze. Polecam!

Ocena: 5+/6
©Świat fantasy
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    Nie oceniam treści, tylko wykonanie. Tym razem MAG poszedł na łatwiznę i wypuścił bubel odstający jakością edytorską od poprzednich tomów.

Warto zerknąć