ebook Winni jesteśmy wszyscy
3.47 / 5.00 (liczba ocen: 463)

Winni jesteśmy wszyscy
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

najlepsza cena! w ostatnich dwóch tygodniach
E-book - najniższa cena: 17.55
Audiobook - najniższa cena: 20.30
wciąż za drogo?
-44% 17.55 zł Lub 15.80 zł
29.67 złpremium: 19.14 zł Lub 19.14 zł
31.90 zł
17.86 zł
18.50 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (5)
Inne proponowane

Istnieją miejsca, do których nie należy zaglądać, a także czyny, których nie wolno się dopuścić. I to za żadną cenę… „Trzy kobiety i jeden mężczyzna. Trzy tajemnice i jedna droga do prawdy. Nie jest ona jednak ani prosta, ani oczywista. Bartosz Szczygielski zadbał o to, abyśmy do samego końca nie wiedzieli, dokąd nas zaprowadzi. Winni jesteśmy wszyscy, ale czy wszyscy zostaną ukarani?” – Tomasz Sekielski

W piątkowe popołudnie, kiedy wszyscy myśleli już o weekendzie, Konrad Łazar zastanawiał się nad czymś innym. Próbował zrozumieć, jak doszło do tego, że była kochanka wykrwawia się na jego oczach i, co ważniejsze, dlaczego nie udało mu się tego przewidzieć. Przecież na co dzień płacono mu za to, by zbierał informacje. By układał je w logiczne ciągi i przewidywał następstwa pewnych wydarzeń. W końcu był w tym naprawdę dobry.
Tego się jednak nie spodziewał. Podobnie jak faktu, że odtąd nikt w jego otoczeniu nie będzie bezpieczny, a śmierć upomni się o wszystkich, na których mu zależy.
Wkrótce Konrad wyruszy do miejsca, w którym wszystko się zaczęło, a które należy spalić do szczętu…

O e-booku Winni jesteśmy wszyscy blogerzy napisali:

Winni jesteśmy wszyscy to powiew nowego spojrzenia na kryminał. Bartosz Szczygielski dowodzi, że autor kryminałów winien wychodzić poza schematy i definicje gatunku, by serwować czytelnikom mocne doznania. I choć krew nie leje się tutaj szerokim strumieniem, to książka ta zapewnia nam lawinę emocji. A tych polski czytelnik oczekuje. - Tomasz Kosik - Czyt-NIK

Bardzo się cieszę, że ta opowieść rzuciła mi się w oczy. Umiliła mi kilka długich wieczorów. Myślę, że przypadnie ona do gustu fanom nieprostych, mocnych historii. A entuzjaści twórczości autora z pewnością będą zadowoleni. Ja jestem na tak! - Katarzyna Denisiuk - Na czytniku

Winni jesteśmy wszyscy od Bartosz Szczygielski możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Przyszłość jest z góry ustalona, to przeszłość jest tym, co uderza z zaskoczenia.
To nie jest moje pierwsze spotkanie z Bartoszem Szczygielskim, wiedziałam więc już, czego się spodziewać. A choć rzeczywiście znalazłam pewne spodziewane elementy, jak dobrze skonstruowaną intrygę, brutalną zbrodnię czy wartko pędzącą akcję, dzięki której od Winni jesteśmy wszyscy trudno się było odkleić, zostałam też jednak zaskoczona. Warto dodać, że pozytywnie. Od czasu pierwszego tomu z Gabrielem Bysiem (czyli Aorty; kolejne były Krew i Serce), Szczygielski wygładził kanty i udoskonalił pisarski warsztat.

Piątkowe popołudnie w pewnej warszawskiej korporacji kończyło się zupełnie inaczej, niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać. Biuro powinno powoli pustoszeć, komputery i drukarki być po kolei wyłączane, a pracownicy myśleć o rozpoczynającym się właśnie weekendzie. Zwyczajny rytm w przeszklonym biurowcu zaburzył mężczyzna z bronią. Gdy padły strzały, Konrad Łazar próbował zrozumieć, jak doszło do tego, że była kochanka wykrwawia się na jego oczach i, co ważniejsze, dlaczego nie udało mu się tego przewidzieć. W końcu na co dzień zajmował się właśnie zbieraniem i analizowaniem informacji. Cóż, rzeczywistość okazała się bezlitosna i nieprzewidywalna. Konrad musi szybko wyrwać się ze stuporu, ponieważ od tej chwili nikt w jego otoczeniu nie będzie bezpieczny, a śmierć upomni się o bliskich. Wkrótce mężczyzna wyruszy do miejsca, w którym wszystko się zaczęło, a które należałoby spalić do szczętu.

Łazar stał w sypialni od kilku godzin i spoglądał na zgromadzone do tej pory dokumenty. Wycinki z gazet, wydruki z sieci i osobiste notatki. Część z nich przyczepił do ściany, a część rzucił na podłogę, bo nie uważał ich za istotne. Sądził, że znał całe życie Arka. Od momentu narodzin aż do chwili, kiedy jego mózg ozdobił wykładziny biura. Chłopak miał kilka białych plam w życiorysie, do których nie udało się Konradowi dotrzeć. Odbił się od ściany i na trochę odpuścił. Zakładał, że policja zrobi swoje i wykorzysta własne źródła.

Bardzo się przeliczył.

Arkadiusz Ziębień. Kim był? Dlaczego wszedł do biura Safe House z odbezpieczoną bronią? Czy miał jakiś cel, czy był to desperacki krok szaleńca? Czy planował, że zacznie od pokoju Konrada? A Łazar, czy mógł zachować się inaczej? Ochronić swoją byłą, uratować którąś z koleżanek z pracy? Czy mógł być szybszy, sprytniejszy? Pytania nie dawały mu spokoju, podobnie jak wyrzuty sumienia. Agnieszka, jego dawna miłość, choć przeżyła, to jednak straciła dawne życie. Niedotlenienie mózgu, przykucie do łóżka, opieka starszej już matki. Ewelina, kobieta, z którą zaczął powoli nawiązywać cieplejsze relacje, została fizycznie poszkodowana mniej, za to psychicznie oberwała równie mocno. A sam Konrad wpadł w błędny krąg samooskarżeń i obsesyjnego poszukiwania odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Jaki był powód? I gdy mężczyzna już myślał, że oto stanął w miejscu, nagle dostaje nowy, zaskakujący trop ‒ i to od Eweliny, która nagle zniknęła.

Łazar jeszcze raz bierze się w garść i rusza przed siebie, napędzany nienawiścią i gniewem. Tym razem musi rozwiązać wszystkie wątki, powiązać fakty, wymazać puste miejsca, a znaki zapytania zastąpić wykrzyknikami. Dowie się, o co w tym wszystkim chodzi, wykaże, kto jest winny. A co, jeśli winni jesteśmy wszyscy?… W śledztwie niespodziewanie pomaga mu policjantka, aspirant Izabela Mann.

Przeczytałam już w swoim czytelniczym życiu wiele thrillerów i kryminałów, nie tak często więc się zdarza, że jakaś powieść z tego gatunku wciągnie mnie bez reszty: a to jest właśnie przypadek Winni jesteśmy wszyscy Bartosza Szczygielskiego. Mimo że autor nie stworzył fabuły oryginalnej, a raczej dał nam modelowy przykład gatunku, dzięki sprawnemu pióru i intrygującemu pomysłowi na fabułę, dostaliśmy historię z rodzaju tych nieodkładalnych. Pisarz dopasował wszystkie elementy układanki w taki sposób, że czytelnik, zagłębiając się coraz dalej w treść, doznawał co jakiś czas przyjemnych kliknięć w głowie, powodowanych wskakującymi na swoje miejsce elementami. Nie na darmo mówi się, że lubimy te melodie, które już znamy ‒ Winni jesteśmy wszyscy brzmi nam przyjemnie znajomo, nie na tyle jednak, by odnosić wrażenie jakiejś powtarzalności. Co to, to nie: muszę też zaznaczyć, że powieść jest inna od trzech tytułów z cyklu z Gabrielem Bysiem ‒ mniej brutalna, nie aż tak mroczna i niewywołująca aż tak silnego przygnębienia. Nie zrozumcie mnie źle: oczywiście krew się poleje, a brudne tajemnice z przeszłości mogą wywołać nieprzyjemne odczucia, a jednak jest trochę lżej. I sądzę, że powieści wyszło to na dobre. Wciąż mocna, ale bardziej przystępna, ma duże szanse na topki sieci sprzedażowych oraz nagrody dla przedstawicieli jej gatunku literackiego. Jednego i drugiego Bartoszowi Szczygielskiemu z całego serca życzę.

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
O czym jest książka, czyli o fabule słów kilka…

Głównym bohaterem najnowszej powieści Bartosza Szczygielskiego jest Konrad Łazar. W firmie, w której pracuje mężczyzna dochodzi do strzelaniny. Wszystko wskazuje na to, że w otoczeniu mężczyzny nikt nie może czuć się bezpiecznie. Agnieszka na skutek odniesionych ran stała się właściwie warzywem. Ewelina natomiast postanowiła zakończyć swoje życie. Łazar, pomimo że zawodowo zajmował się zbieraniem informacji, nie mógł przewidzieć takiego obrotu spraw. Wkrótce po tych wydarzeniach do Konrada zgłasza się ojciec Eweliny, który prosi mężczyznę by ten pomógł mu rozwikłać sprawę śmierci córki. Prywatne śledztwo Łazara zaprowadzi go w rejony, o których wszyscy chcieliby zapomnieć…

Moja opinia, czyli co mnie zachwyciło, a co jednak trochę mniej…

Winni jesteśmy wszyscy to piąta powieść autora skierowana do dorosłych czytelników i również piąta, którą miałam przyjemność przeczytać. Jak już kilka razy Wam pisałam mam ogromną słabość do rodzimych twórców, szczególnie tych kryminalnych. Uwielbiam ten „swojski” klimat, opisy miejsc, które brzmią znajomo i bohaterów, których moglibyśmy spotkać gdzieś na ulicy czy w sklepie. Dokładnie to odnalazłam w najnowszej powieści Bartosza Szczygielskiego.

To, co zrobiło na mnie największe wrażenie w tej książce to właśnie jej swojski, duszny i miejscami wręcz brudny klimat. Tytułową winę oraz niepokój czuć niemal w całej powieści. Czytając tę historię nieustannie miałam poczucie, że to co odkryje bohater będzie mocne i nie pomyliłam się. Droga Łazara do poznania prawdy była bowiem nie tylko zagmatwana, ale także pełna mroku. Pomimo, że znajdziecie w tej powieści kilka brutalniejszych momentów, w pewnym momencie naszła mnie myśl, że autor trochę złagodniał w opisywanych przez siebie historiach. Nie ukrywam, że mi akurat bardzo to odpowiada.

Bardzo przypadła mi również do gustu kreacja głównego bohatera. Konrad Łazar pozostaje do samego końca bohaterem, którego ciężko rozszyfrować i przypisać mu jasne intencje. To wrażenie potęgują jeszcze wydarzenia, w które się wplątuje i w które zostaje wplątany. Ja osobiście bardzo lubię takich bohaterów.

Poza tym powieść czyta się niezwykle sprawnie. Książka napisana jest ciekawym, żywym i dynamicznym językiem. Do tego mocno przypadł mi do gustu zabieg przeniesienia części narracji na innego bohatera a raczej bohaterkę. Ten zabieg zdecydowanie wprowadził dodatkowe zamieszanie w tę historię i dodał jej atrakcyjności.

Podsumowując: Winni jesteśmy wszyscy to bardzo dobrze skonstruowany, ciekawie napisany i trzymający w napięciu kryminał. Ja z tą książką spędziłam swój czas niezwykle interesująco. Do tego najnowsza powieść Bartosza Szczygielskiego jest kolejnym przykładem na to, że polska powieść kryminalna ma się nie tylko coraz lepiej, ale wręcz doskonale.

Komu polecam?

Winni jesteśmy wszyscy to pozycja dla wielbicieli polskich rasowych kryminałów. Znajdziecie w niej ciekawych bohaterów, sprawną i dość dynamiczną narrację, kilka konkretnych zwrotów akcji i całkiem satysfakcjonujący finał. Nie jest to łatwa ani przyjemna lektura, ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

Ocena: 5/6
©Kocham Cię, moje życie
Słowem wstępu

Powieść ma mocne otwarcie. Na oczach Konrada Łazara, w piątkowe popołudnie, gdy wszyscy czują zapach i smak weekendu, do biura wkracza uzbrojony mężczyzna i sieje spustoszenie. Jego koleżanka z pracy, Agnieszka, wykrwawia się, a on również nie wychodzi z tej niebezpiecznej sytuacji bez szwanku. Wywołane po czasie „dlaczego?” będzie od tej pory gnębiło Konrada, a próba odpowiedzi sprawi, że ruszy lawina niekontrolowanych zdarzeń.

Kilka słów o wrażeniach

Bartosz Szczygielski przyzwyczaił czytelników do historii, które wymykają się schematom, są nieoczywiste i pogmatwane. Nie ma w nich łatwych rozwiązań i niejeden analityczny umysł zmuszony jest do kapitulacji. W Winni jesteśmy wszyscy autor konkretnie pogrywa sobie z czytelnikami podrzucając co rusz nowe wątki. Mamy wrażenie, że uczepieni jednej myśli dotrzemy de sedna, a tu pojawia się przed nami kolejny zwrot akcji. Można się zdeprymować, a jakże! Jednak wiedząc, że ten autor nie konstruuje łatwych zagadek, warto poddać się akcji i podążać żwawo do finału. A jest on naprawdę zaskakujący! Coś, co wydawało się chaosem, przybiera konkretny kształt.

Myślę, że swobodnie można napisać, że znakiem firmowym Bartosza Szczygielskiego są jego bohaterowie dalecy od papierowych postaci. To ludzie z krwi i kości, borykający się z problemami, które dopadają każdego. Nie są polani lukrem, nie taplają się w szczęściu, ale wiodą zwyczajne życie. A że na ich drodze staje człowiek z bronią, to już przywilej pisarza i jego literacka fantazja. Realizm postaci to jedno. To co dodatkowo wyróżnia Bartosza Szczygielskiego to poczucie humoru i sarkazm. Również widoczne w Winni jesteśmy wszyscy. Nie każdemu musi być z nim po drodze – do mnie trafia, mnie bawi.

Słowem podsumowania

Bardzo się cieszę, że ta książka rzuciła mi się w oczy. Umiliła mi kilka długich chwil. Myślę, że przypadnie ona do gustu fanom nieprostych, mocnych historii. A entuzjaści twórczości autora z pewnością będą zadowoleni. Ja jestem na tak!

Ocena: 5/6
©Na czytniku
Winni jesteśmy wszyscy – po tej książce spodziewałem się wiele. Znając pióro Bartosza Szczygielskiego, od autora wymagałem solidnej dawki kryminalnych emocji. Czy autor sprostał moim wymaganiom? Czy autor zaserwował mi zastrzyk adrenaliny?

TAK! Dodam więcej, dokonał w mej psychice mocnego wstrząsu, uderzając w nią historią sklejoną na miarę mistrza. I choć ten rok zaskoczy nas jeszcze wieloma mocnymi kryminałami, ten od Bartosza Szczygielskiego dziś plasuje się na szczycie podium. Myślę, że jego pozycja nie jest zagrożona, ponieważ autor podniósł wysoko poprzeczkę. W polskiej literaturze jest wielu twórców gatunku, których mogę postawić w szeregu ze Szczygielskim, lecz Bartosz utarł im nosa, tworząc historię, którą zapisał się w mym czytelniczym sercu.

Po odłożeniu tej książki ogarnął mnie żal, że w obecnych czasach nie możemy spotkać się z autorem face to face, ponieważ uścisnąłbym jego dłoń i powiedział good job. Dlatego też siedząc przy klawiaturze laptopa mogę ułożyć dłonie do braw, które należą się autorowi.

Historia, którą stworzył nie tylko gwarantuje nam iście mistrzowską czytelniczą ucztę, lecz prowadzi do refleksji. Główną myślą jest to, że zło rodzi zło. Jest ono niczym pędząca śnieżna kula, która z każdym kolejnym przesunięciem się złych uczynków urasta to olbrzymich rozmiarów. A jej rozsypanie uderza w wiele osób wokół z jeszcze większą siłą natężenia.

Głównym bohaterem jest Konrad Łazar, człowiek zajmujący się zbieraniem informacji, które układając w logiczną całość, służyły mu do przewidywania kolejnych scenariuszy wydarzeń. Jednak nie mógł przewidzieć tego, co wydarzy się w piątkowe popołudnie. Do biura w którym pracuje wkraczają przestępcy, którzy zmieniają jego życie w koszmar. I choć nie szukamy tu sprawców napadu, to przede wszystkim próbujemy znaleźć motywy ich postępowania. Co było motorem napędowym do wtargnięcia i zabicia byłej kochanki głównego bohatera?

Autor z kolejnymi stronami uchyla nam kolejne elementy, które staramy się ułożyć w jedną całość. A nie będzie to łatwe, ponieważ zwroty akcji, co rusz zbijają nas z tropu. I to jest jednym z wielu bardzo dobrych punktów tej książki. Na uznanie zasługuje również język autora, który trzyma nasze emocje w ryzach, sprawiając, że podczas czytania towarzyszy nam ciągłe napięcie. Powiem, krótko, tego, mi było trzeba.

Winni jesteśmy wszyscy to powiew nowego spojrzenia na kryminał. Bartosz Szczygielski dowodzi, że autor kryminałów winien wychodzić poza schematy i definicje gatunku, by serwować czytelnikom mocne doznania. I choć krew nie leje się tutaj szerokim strumieniem, to książka ta zapewnia nam lawinę emocji. A tych polski czytelnik oczekuje.

W biogramie umieszczonym w książce możemy przeczytać, że autor nie potrafi pływać. To nic złego, najważniejsze, że płynąc nurtem swej wyobraźni potrafi wykreować historię, w której warto się zatopić. Bardzo dobrze się stało, że Szczygielski znalazł się w stajni Czwartej Strony Kryminału, dołączając do pisarzy będących lokomotywą wydawnictwa. A przyznam, że w tej lokomotywie, jest wielu pisarskich kapitanów, na których twórczość warto postawić.

Winni jesteśmy wszyscy to rasowy kryminał, wciągający thriller, który powinni przeczytać miłośnicy gatunku, stawiający na ambitne treści. Dlatego też bez chwili zastanowienia odkładam tę książkę na półce Najlepszych Interesujących Książek. Ba stawiam ją na regale książek, które jeszcze kiedyś przeczytam. Na emeryturze. I mam nadziej

Ocena: 6/6
©Czyt-NIK
Ta powieść zebrała już mnóstwo pochlebnych opinii. Faktycznie, trudno odmówić Bartoszowi Szczygielskiemu sprawnego pióra, umiejętności budowania napięcia i wyobraźni. Choć ta ostatnia, moim zdaniem, w jednej scenie trochę autora poniosła.

W firmie Safe House dochodzi do tragedii. Jeden z pracowników urządza w biurowcu krwawą jatkę, a następnie popełnia samobójstwo. Uczestnikami tych wydarzeń są Konrad Łazar, jego była dziewczyna oraz sekretarka. Jak ten dzień wpłynie na ich życie? Co kierowało strzelającym? Czy będą kolejne ofiary?

Pióro Bartosza Szczygielskiego znam głównie dzięki bardzo wciągającej trylogii pruszkowskiej. To były powieści dosyć ambitne, nie czytadła, które można przekartkować w autobusie i szybko o nich zapomnieć. Winni jesteśmy wszyscy jest trochę inną opowieścią, w moim odczuciu skierowaną do masowego czytelnika, co wcale nie musi być jej wadą. Szczygielski nadal tworzy na dobrym poziomie, dbając o język, dynamizm i literacką satysfakcję odbiorcy.

W przypadku tej powieści doskonałym posunięciem była konstrukcja pierwszej części na zasadzie stopniowego cofania się w czasie. Już od samego początku pozwoliła mi bowiem z wyjątkowym zaangażowaniem i nienasyconą ciekawością skupić się na fabule. Kolejne rozdziały, choć już potraktowane inaczej, okazały się, ku mojej uciesze, równie dynamiczne.

Winni jesteśmy wszyscy zaczyna się od jednego nierozsądnego kroku, którego konsekwencje przesądzają o życiu kilku osób. Jedną z nich jest Konrad Łazar systematycznie pielęgnujący w sobie poczucie winy. Jest ono dla niego nie tylko przekleństwem, lecz także motorem do działania. Choć nieustannie walczy z własnymi ograniczeniami, porywa się na brawurowe, czasem wręcz szalone czyny, dając się poznać czytelnikowi przede wszystkim z tej mroczniejszej strony.

Zagadka, którą wymyślił Szczygielski, jest dość zagmatwana, ale przez to trzyma czytelnika w napięciu praktycznie na tym samym poziomie przez całą lekturę. Co prawda czasem wywołuje zadziwienie, koniec końców jednak autor swojego pomysłu broni.

To kolejna powieść, która udowadnia, że zło rodzi zło, a to, co wydarzyło się w przeszłości, ma druzgocący wpływ na tu i teraz. Doceniam sposób, w jaki autor poprowadził głównych bohaterów, cieszę się, że udało mu się mnie zaskoczyć, mimo że od połowy intensywnie kombinowałam, o co tu może chodzić. To książka, której na pewno nie towarzyszy nuda, za to nieodparta chęć poznania wiszącej w powietrzu tajemnicy.

Choć najnowszą powieść Szczygielskiego uważam za udaną, muszę wytknąć autorowi dwie rzeczy. Pierwszą jest niezbyt pochlebne przedstawienie osiedla, na którym mieszkam od lat. Przepraszam bardzo, ale foch! To z mojej strony żart oczywiście, rozumiem, co Szczygielski miał na myśli, i zapewne część tych rzeczy jest prawdą. Odbieram jednak to miejsce zupełnie inaczej, bo właśnie tu nawiązałam kilka wspaniałych sąsiedzkich przyjaźni. Drugą, już całkiem na poważnie, jest scena na cmentarzu, w której główny bohater podejmuje się dość dziwnego zadania. Nie napiszę, o co konkretnie chodzi, bo fajnie jednak dowiedzieć się tego z książki. W każdym razie dla mnie ta sytuacja była za mało wiarygodna, wymyślona jakby na siłę, by działo się więcej i jeszcze więcej. Bardziej pasowałaby do powieści na przykład Mroza, nie Szczygielskiego, który według mnie patrzy na świat zdroworozsądkowo. Zamiast spodziewanego dreszczyku emocji pojawiły się u mnie zgrzytanie zębami i szyderczy uśmieszek. Moim zdaniem niepotrzebne były aż takie ceregiele, by główny bohater dowiedział się o pewnych okolicznościach. Zastanawiam się, czy jestem w tym odczuciu odosobniona, czy jednak komuś ta scena też ewidentnie nie przypadła do gustu.

Przyzwoita sensacyjna rozrywka z kryminalnymi smaczkami. Choć ciekawa i bardzo dynamiczna, nadal wolę Bartosza Szczygielskiego w wydaniu pruszkowskim.

Ocena: 4/6
©SieCzyta
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć