ebook Ostatni
3.94 / 5.00 (liczba ocen: 1170) Ilość stron (szacowana): 512

Ostatni
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
E-book - najniższa cena: 25.94
wciąż za drogo?
37.11 złpremium: 23.94 zł Lub 23.94 zł
31.12 zł Lub 28.01 zł
39.90 zł Lub 35.91 zł
25.94 zł
30.67 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (5)
Inne proponowane

Trzecia część klimatycznej tetralogii autorki bestsellerowej „Historii pszczół” i „Błękitu”. Maja Lunde – norweska mistrzyni apokaliptycznych wizji, wnikliwa badaczka ludzkiej psychiki i obserwatorka życia rodzinnego – powraca ze swoją najlepszą dotychczas powieścią. Trzy plany czasowe, trzy miejsca, trzy przeplatające się i uzupełniające wzajemnie historie o ludziach i zwierzętach. I próba odpowiedzi na wciąż powracające pytanie – czy zdążymy naprawić błędy ludzkości?

Apokalipsa, którą sami sobie zgotowaliśmy, jest coraz bliżej!

Sankt Petersburg, 1881 rok. Odnalezione w Mongolii kości nowego gatunku konia trafiają do zoologa Michaiła. Ten ze zdumieniem odkrywa, że szczątki do złudzenia przypominają szkielet prehistorycznego dzikiego zwierzęcia i marzy o wyprawie badawczej na stepy mongolskie. Czy awanturnik i poszukiwacz przygód Wolff pomoże mu ziścić to pragnienie?
Mongolia, 1992 rok. Karin wraz z synem Mathiasem zmierzają do Parku Narodowego Chustajn. Kobieta dorastała w rezydencji Hermana Göringa – Carinhall, gdzie konie Przewalskiego były trzymane w niewoli. Od tamtej pory nie ustaje w staraniach, żeby sprowadzić je z Europy do Mongolii, gdzie przed laty żyły na wolności. W końcu jest tego bliska. Jaką cenę przyjdzie jej zapłacić?
Norwegia, 2064 rok. Eva wraz z córką prowadzą podupadającą rodzinną farmę. Dokoła ruiny i zgliszcza, Europa powoli się rozpada, brakuje prądu i żywności, sąsiedzi wyjechali na północ. Nastoletnia Isa błaga matkę, żeby i one uciekły. Ale Eva nie chce opuścić zwierząt, zwłaszcza dzikiej klaczy. Na dodatek pewnego dnia do ich drzwi puka tajemnicza kobieta, która szuka noclegu. Czy Louise ściągnie na nie zgubę?

Maja Lunde – mistrzyni apokaliptycznych wizji, wnikliwa badaczka ludzkiej psychiki i obserwatorka życia rodzinnego – powraca z najlepszą dotychczas powieścią Ostatni. Trzy plany czasowe, trzy miejsca, trzy przeplatające się i uzupełniające wzajemnie historie o ludziach i zwierzętach. I próba odpowiedzi na powracające w książkach norweskiej pisarki pytanie – czy zdążymy naprawić błędy ludzkości?

O e-booku Ostatni blogerzy napisali:

Na okładce przeczytamy, że to najlepsza powieść Mai Lunde i ja się z tym zgadzam! Przeczytałam jednym tchem (no może kilkoma, bo jednak trochę tych stron jest)! Przeczytajcie, bo warto! - Diana Chmiel - Bardziej Lubie KsiążkiNiż Ludzi

To najbardziej niesamowita powieść, ale prawdopodobnie jest też najbardziej obiecująca. Między wierszami, które czytamy, we wszystkich trzech - nigdy nie jest za późno na zmianę kursu. Bardziej optymistyczny przekaz jest prawie niemożliwy w powieści o tym, jak ludzkość niszczy własne podstawy życia. Fenomenalna i skrajnie przerażająca. Polecam! - Paulina Kaleta - Reading My Love

Ostatni od Maja Lunde możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Maja Lunde po raz trzeci stara się przestrzec ludzkość przed konsekwencjami jej nieprzemyślanych działań. W Historii pszczół pochylała się nad zespołem masowego ginięcia pszczoły miodnej, w Błękicie nad zanikaniem wody pitnej na Ziemi, zaś najnowszy tom Kwartetu klimatycznego, Ostatni, opowiada o wymieraniu koni Przewalskiego. Dlaczego ten gatunek koni jest taki ważny? To jedyny współcześnie dziko żyjący gatunek tych zwierząt. Gatunek ten został nazwany na cześć Nikołaja Przewalskiego, który w XIX wieku zebrał materiały badawcze, na podstawie których Poliakow opisał to zwierzę. Wiele koni Przewalskiego zostało schwytanych na początku XX wieku i umieszczonych w ogrodach zoologicznych. Obecnie zostały uznane za wymarłe na wolności. Ostatnie dzikie konie widziano w Mongolii w 1969 roku. Od 1990 roku rozpoczęto próby odbudowania jego populacji na wolności na terenach Mongolii, Chin, Kazachstanu, Rosji i Ukrainy.

W Ostatnim mamy trzy plany czasowe. W 1882 roku konie Przewalskiego zostają odnalezione na mongolskim stepie. Do Azji rusza wyprawa, której celem jest schwytanie możliwie dużej liczby sztuk i umieszczenie ich w ogrodzie zoologicznym w Sankt Petersburgu. Na czele przedsięwzięcia stają zoolog Michaił i łowca zwierząt Wolff. W 1992 roku do Mongolii przybywa Karin, lekarka weterynarii i przyrodniczka. Chce przywrócić koniom wolność i sprawić, by odżyły w swoim naturalnym środowisku. W 2064 roku Europa jest ruiną. Katastrofa ekologiczna kompletnie zmieniła oblicze kontynentu. Eva, właścicielka upadłej farmy, na której żyje wraz ze swoją nastoletnią córką, wbrew wszystkiemu odmawia opuszczenia gospodarstwa i ocalałej ostatniej pary koni. Pewnego dnia w ich życiu pojawia się tajemnicza kobieta…

Przeplatające się historie dobitnie pokazują, jak działalność człowieka wpływa na przyrodę. To, co w przeszłości przez brak odpowiedniej wiedzy zostało bezmyślnie zepsute, kolejne pokolenia muszą naprawiać latami, a i tak sukces jest mocno niepewny. Michaił Aleksandrowicz z pewnością bardzo by się zmartwił, gdyby mógł spojrzeć w przyszłość i zobaczyć, jaki los spotkał konie Przewalskiego, które przecież chciał chronić, a także pokazać światu, by docenił piękno tych dzikich zwierząt. Czasami naprawdę piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami.

– Jeśli pozwolimy koniom umrzeć – powiedziałam – cała praca włożona w odbudowanie gatunku pójdzie na marne.

– Myślisz, że one zrobiłyby to samo dla ciebie? Poświęciły swoje jedzenie dla ciebie, tak ci się wydaje?

– Isa, nie wolno ci tak myśleć.

– Nie będziesz mi mówić, jak mam myśleć.

Wbiłam widły w ziemię, zaczęłam nagle drżeć.

– Spośród wszystkich dzikich zwierząt, jakie mieliśmy, zostały nam tylko te dwa konie – powiedziałam, z trudem panując nad głosem. – Oczywiście, że nie poświęciłyby dla nas swojego jedzenia. Oczywiście, że nie, są końmi, nie ludźmi. Jeśli jednak poświęcimy ich życie, żeby mieć co jeść, to też będziemy tylko zwierzętami. Rozumiesz, będziemy tylko zwierzętami.

Trzy wątki, trzy historie, różne perspektywy, ale niezmienna miłość do zwierząt i dbałość o nie za wszelką cenę. Michaił, Karin i Eva stawiają konie Przewalskiego na pierwszym miejscu, a relacje z nimi są ważniejsze nad interakcje z innymi ludźmi. Michaił znalazł co prawda ludzką, bratnią duszę, ale zyskał ją tylko po to, by w końcu ją stracić, Karin nie potrafi utrzymać bliskich więzi z synem ani z mężczyzną, którym z wzajemnością się interesuje, a Eva bardzo stara się zrozumieć swoją córkę, ale ta coraz mocniej jej się wymyka. A kiedy do ich domu trafia Lou (tak, ta znana nam z Błękitu mała Lou, teraz już dorosła), wśród kobiet na moment zapanuje harmonia. Jednak na jak długo?

A konie? Są, jeszcze są, ciągle jest nadzieja, że uda nam się zwrócić je dzikiej naturze. Warto pamiętać, że nie każde zwierzę, roślinę czy ciek wodny człowiek musi podporządkować swojemu istnieniu. Wiele z nich świetnie radzi(ło) sobie same i czasem jedyne, co możemy zrobić, gdy już naruszyliśmy naturalny bieg rzeczy, to spróbować ten pierwotny stan odbudować zanim nie będzie za późno. Takie właśnie przesłanie przekazuje nam poprzez Ostatniego Maja Lunde.

Zanim przyjechałam do Mongolii po raz pierwszy, sporo czytałam o tutejszej faunie. Mimo to nie byłam w stanie w pełni wyobrazić sobie jej bogactwa. Nie przypuszczałam, że tak wiele różnych gatunków może zamieszkiwać te całkowicie jednorodne, niemal gołe trawiaste równiny. I że brak drzew tak bardzo tę różnorodność uwydatni. To miejsce aż kipi życiem. Sarny, dzikie owce, dziki, rysie, lisy, zające, jeże, chomiki, myszy. I ptaki, wszędzie pełno ptaków. Orły, sokoły, sowy i sępy. Sępy, padlinożercy, najpożyteczniejsze zwierzę na stepie.

Tutejsza przyroda może człowieka przerazić. Niektórzy mówią o samotności stepu. Ale ja nigdy nie czuję się tu samotna. Wiem, że cały czas jestem podglądana. Obserwowana. Żaden mój krok, nawet najmniejszy, nie uchodzi uwadze setkom innych stworzeń.

Ostatni to wzruszająca i głęboka opowieść o losach ludzi nierozerwalnie związanych z losami zwierząt. Nie żyjemy w próżni, a nasze działania mają wpływ na cały ekosystem. Warto o tym pamiętać, bo choć przeciętny człowiek nie ma i nie będzie miał do czynienia z końmi Przewalskiego, to jednak w pewnych sprawach osobiste, codzienne wybory mogą wiele zmienić w rzeczywistości naszej zielonej planety.

Ocena: 5+/6
©tanayah czyta
Niewielu autorów oddaje lęk przed przyszłością naszych czasów. A Maja Lunde robi to znakomicie jednocześnie przerażajac mnie nie na żarty. Najpierw z udaną powieścią Historia pszczół, a potem w sequelu Błękit. Ostatni to najbardziej niesamowita książka, jaką napisała do tej pory.

Powieść przenosi nas jeszcze dalej w czasie, prawie w dół spirali piekieł, ponieważ nie ma zabawnego scenariusza, jaki sobie wyobraża Lunde. Teraz doszliśmy do roku 2064. Pszczół już prawie nie ma i jest albo za mało, albo za dużo wody. Tytuł odnosi się do pierwotnych koni z Mongolii. Są również znane jako konie Przewalskiego, nazwane na cześć Rosjanina, który odkrył je ponownie w XIX wieku, po tym, jak wszyscy myśleli, że rasa wymarła.

Podobnie jak w poprzednich książkach, śledzimy trzy różne ramy czasowe: jeden z 1882 roku, w którym rosyjski Michaił wyrusza na wyprawę, aby złapać konie naczelnych do swojego zoo. Jeden z 1992 roku, w którym Niemka Karin próbuje sprowadzić naczelne do Mongolii. I wreszcie rok 2064, w którym Norweżka Eva i jej nastoletnia córka próbują przetrwać w dawnym parku przyrody na wschodzie, podczas gdy świat wokół nich dosłownie się wali.

Fakt, że powieść podąża za tym samym schematem, co poprzednie, zwiększa w niektórych częściach horror: „Wiemy”, że będzie więcej łamiących serce scen z rodzicami i dziećmi, bo tak było już wcześniej. A Lunde buduje emocje tam, gdzie może. Od ostatniego razu nabiera tempa i przyprawia tekst niebezpiecznymi wskazówkami i ostrzeżeniami.

Ale prawdopodobnie książka trafiłaby jeszcze mocniej, gdyby nie była trzecia z rzędu. Przepis stał się tak jasny, że można przejrzeć fragmenty fabuły, a ponieważ widzieliśmy już wcześniej, że Lunde wyróżnia się w ten sposób, jest coś sprytnego w sposobie, w jaki te trzy historie przeplatają się. Oczywiście tym razem nie chodzi tylko o zagrożenie klimatyczne.

Kilka postaci w książce ma napięte stosunki z dziećmi lub rodzicami, a historie można czytać jako wzajemne komentarze: Karin jest fajną matką dorosłego syna, który tęskni za bliskością, podczas gdy córka Ewy pragnie większego dystansu. Michaił czuje się uwięziony przez zamieszanie matki związane z dziećmi i małżeństwem. Wspólne dla wszystkich trzech jest oddanie zwierzętom, do których zwracają się, gdy relacje z innymi ludźmi stają się zbyt skomplikowane. Relacje ze zwierzętami i między zwierzętami odzwierciedlają relacje międzyludzkie.

Na końcu będzie dużo refleksji, a kiedy córka Evy pojawi się również jako osobny głos narratora, historia może zmienić się w oczywistość. Jednocześnie jest to imponujący lustrzany dom, który Lunde zbudowała, zwłaszcza gdy rysuje linię z powrotem do Błękitu i ujawnia, jak to było z niektórymi postaciami.

Składam ogromny hołd autorce. Miejsce na interpretacje jest duże, a tematów wiele. Polityka wobec uchodźców, opieka nad uzależnieniami - niektóre z najlepszych stron mówią o byciu rodzicem osoby uzależnionej. Ale wspólne dla wszystkich historii jest to, że są tacy, którzy próbują znaleźć równowagę między bliskością a niezależnością, ochroną i brakiem przywiązań. Zarówno dla dzieci i rodziców, jak i dla ludzi i matki ziemi: kiedy pozwolimy naturze naprawiać się sama, a kiedy będziemy jej pomagać? Krąg życia jest brutalny i czasami kusi, by pomóc więcej niż jest to dobre.

Napisałam, że jest to najbardziej niesamowita powieść, ale prawdopodobnie jest też najbardziej obiecująca. Między wierszami, które czytamy, we wszystkich trzech - nigdy nie jest za późno na zmianę kursu. Bardziej optymistyczny przekaz jest prawie niemożliwy w powieści o tym, jak ludzkość niszczy własne podstawy życia. Fenomenalna i skrajnie przerażająca. Polecam!

Ocena: 6/6
©Reading My Love
Maja Lunde jest norweską pisarką, która podbiła nasze czytelnicze serca cztery lata temu powieścią Historia pszczół. Była to pierwsza powieść w klimatycznej tetralogii, jak nazywany jest ten cykl. Ja się nim zakochałam od razu i z wielką niecierpliwością czekałam na kolejne tomy. Lunde wszystkie powieści konstruuje w podobny sposób – najczęściej poznajemy trzy historie w trzech planach czasowych – przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Historia pszczół jak sam tytuł wskazuje była opowieścią o tym, jak ważne są pszczoły i jak może wyglądać świat bez nich. Błękit to opowieść o wodzie i jej braku. Trzeci tom, Ostatni, to historia w której główną rolę odgrywają konie. We wszystkich trzech książkach autorka pokazuje czytelnikowi, jak wyglądało życie kiedyś, jak bardzo ludzkość niszczy planetę i jak bardzo się tym nie przejmuje, by na końcu pokazać, jak życie może wyglądać w przyszłości, jeśli dalej będziemy postępować tak samo.

Wszystkie te powieści to bardzo mocne książki. Bo wiecie, przyszłość z nich to nie wizja tego, co będzie za 100 lat. To kwestia 20, 40 czy 60 lat. To czas, który jesteśmy w stanie sami dożyć, nie mówiąc o dzieciach. To nie nieokreślona przyszłość świata czy planety – to nasza przyszłość. A sądząc po tym, co się na świecie dzieje dzisiaj, pewne problemy mogą być szybciej aktualne, niż nam się wydaje. Uwielbiam grać w postapokaliptyczne gry. Fallout, The Last of Us, wszystkie te tytuły, kiedy świat w takiej formie, w jakiej go znamy został zniszczony, a człowiek musi nauczyć się żyć na nowo. A książka Ostatni spowodowała, że zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy ja sama poradziłabym sobie w takiej rzeczywistości?

Na okładce przeczytamy, że to najlepsza powieść Mai Lunde i ja się z tym zgadzam! Przeczytałam jednym tchem (no może kilkoma, bo jednak trochę tych stron jest)! Co ciekawe, ja zazwyczaj nie przepadam za kilkoma planami czasowymi, raczej wolę jedną historię. A u Lunde w ogóle mi to nie przeszkadza, wręcz uważam to za wielki atut tych książek – idealny sposób by pokazać przemiany, jakie zachodzą na świecie i w ludziach. To wpisuje się w zasadę dobrych filmów – pokaż, nie opowiadaj. I choć wydawałoby się, że w książkach chodzi o opowieść właśnie, to zawsze warto zostawić przestrzeń czytelnikowi na własne refleksje, na to, by sam doszedł do pewnych wniosków, żeby sam dostrzegł różnicę między kiedyś i dzisiaj.

W jakie światy Maja Lunde zabiera nas tym razem? Mamy rok 1881 i rosyjską wyprawę, która wyrusza do Mongolii w poszukiwaniu nowego gatunku konia. Mamy Mongolię w 1992 roku, kiedy zostaje podjęta próba sprowadzenia koni z Europy z powrotem do Mongolii. I w końcu rok 2064 i Norwegię, świat, w którym brakuje wszystkiego, a ludzie porzucają swoje domy, by wyruszyć przed siebie w poszukiwaniu lepszego życia. Każdy z tych światów ma fantastycznych bohaterów – rosyjskiego młodzieńca, który dopiero na mongolskim stepie odkrywa siebie, Karin i Mathiasa, których historia rodzinna jest bardzo poruszająca z tak wielu względów, Evę, kobietę walczącą o przetrwanie, Isę, która w całym swoim życiu poznała tylko siedem osób. Zresztą każda postać pojawiająca się na kartach tej powieści ma coś ciekawego dopowiedzenia. Piszę Wam o tym dość enigmatycznie, bo nie chcę nic zdradzić z treści. Wierzcie mi – to wielka przyjemność poznawać te wydarzenia samemu!

Ponieważ jestem fanką powieści, które wykorzystują prawdziwe historie, muszę jeszcze wspomnieć o koniach. Te zwierzęta, które są łącznikiem tych trzech historii to konie Przewalskiego. To współcześnie jedyny dziko żyjący gatunek koni, choć według badań z 2018 rok, koń ten nie jest koniem dzikim, a jedynie zdziczałym. Nazwa wzięła się od Nikołaja Przewalskiego, rosyjskiego geografa i badacza, który jako pierwszy odkrył ten gatunek (to bardzo ciekawa postać, a nasz powieściowy bohater ma z nim bardzo wiele wspólnych elementów biografii). Przemierzył łącznie ponad 33 tys. km, publikując książkowe relacje ze swoich wypraw, gromadząc wraz ze współpracownikami wielką kolekcję fauny (7,5 tys. eksponatów) i flory (16 tys. eksponatów), w tym ponad 200 nowych gatunków. Robi wrażenie, prawda? Niestety sam gatunek został uznany za wymarły na wolności, ostatnie dzikie konie widziano w Mongolii w 1969 roku. Są natomiast egzemplarze w ogrodach zoologicznych, są też czynione próby, by przenieść je do życia na wolności.

Ostatni to jednocześnie podróż w przeszłość, docenienie teraźniejszości i zajrzenie w przyszłość. To ostrzeżenie, zmuszenie do namysłu i refleksji. Takiej na skalę światową, o tym, co robimy z planetą, czy da się to jeszcze powstrzymać, co należałoby zrobić, ale też takiej refleksji o nas samych, o człowieku, jego relacjach z innymi, jego miejscu na świecie. Bo równie istotną rolę w tej opowieści odgrywają właśnie ludzie – ich potrzeby, ich emocje i pragnienia. W sytuacjach krytycznych pokazuje się prawdziwa natura człowieka – i o niej miedzy innymi jest ta opowieść.

Przeczytajcie, bo warto!

Ocena: 5/6

©Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć