ebook Miasteczko Głodnych Dusz
3.86 / 5.00 (liczba ocen: 60)

Miasteczko Głodnych Dusz

Chcę otrzymać powiadomienie,
kiedy oferta będzie dostępna
Podając nam adres e-mail
lub korzystając z konta na Facebooku

damy Ci znać, kiedy oferta będzie dostępna.
Aktualnie brak dostępnej pozycji do zakupu
Warto zerknąć

„Jeśli zdolność do zabójstwa odziedziczył w genach, to jak gdyby winić węża, że jest jadowity. Jeśli nie, to morderstwo ma odwrócić uwagę od prawdziwego motywu jego działania. W naszym przypadku mógł mieć motyw tak przerażający, że normalny człowiek nie jest sobie w stanie go wyobrazić.

 „..bo słowa mają wielką moc i skłaniają ludzi do pokazania emocji, zwłaszcza kiedy nikt nie widzi.”

Kiedy ją czytasz to jakbyś przeciągał tępą brzytwą po zwojach mózgowych.

Skandynawskie kryminały biją rekordy popularności. Tutaj nic nie jest oczywiste.

„Miasteczko głodnych dusz” to już czwarta powieść autora.

Miasteczko Głodnych Dusz od Thor Larsen możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Życie bywa przewrotne. Czasami to, co nas spotyka wydaje się być dalece oddalone od rzeczywistości, a bieg wydarzeń, w którego centrum się znaleźliśmy, zdaje się pędzić z zawrotną prędkością. Przekonali się o tym mieszkańcy małego, na pozór spokojnego norweskiego miasteczka, w którym szara codzienność zdawała się pogrążać w mroku coraz bardziej.

Pod imieniem i nazwiskiem Thor Larsen, kryje się polska autorka powieści kryminalnych, Karina Krawczyk. Oprócz Miasteczka głodnych dusz wydała ona do tej pory trzy inne powieści gatunkowe, a od grudnia ubiegłego roku prowadzi własną oficynę wydawniczą Studio Million. Choć wcześniej nie miałam do czynienia z twórczością pisarki, miałyśmy okazję poznać się na 23. Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie. Zaznaczyłam wtedy na swojej liście do przeczytania kryminał Nazywam się Milion który nadal czeka w kolejce na swoją kolej. Rozmawiałyśmy również o pisanej w tamtym czasie powieści osadzonej w skandynawskim klimacie i cieszę się, że to właśnie o niej mogę dzisiaj opowiedzieć. Przejdźmy zatem do clue całej recenzji. Głodne dusze, nieudolne i niezdolne do zmiany, w ciszy krzyczą i tylko liście na wietrze są żywsze od nich. Undredal to wioska położona przy wybrzeżu Aurlandsfjorden w Norwegii. Björn Andersen pracuje w lokalnym wydziale policji, i choć w okolicy od dawna nie działo się nic niepokojącego, nagła wiadomość o znalezionych kobiecych zwłokach, wywraca życie głównego bohatera oraz okolicznych mieszkańców do góry nogami. Od tego momentu nic nie będzie takie oczywiste, a na światło dzienne zostaną wyciągnięte sprawy z przeszłości. Mimo świeżego powiewu wiosny, pierwszych pąków kwiatów i dziewiczo rodzącej się natury, wszechobecna pustka wypełniła domy „miasteczka kóz”. Przejdźmy zatem do moich odczuć. Uważam, że osadzenie fabuły w tak niewielkiej mieścinie, w której każdy każdego zna, było dobrym pomysłem. Nie dość, że skłania to czytelnika do wytężenia zmysłów, ponieważ automatycznie mamy mniejsze grono postaci do obserwacji, to w dodatku znajdziemy więcej bodźców, na których musimy się skupić podczas czytania. A jest na czym zawiesić oko, ponieważ ilość wątków w tym kryminale jest naprawdę duża. Pisarka serwuje nam istny rollercoaster, który nabiera rozpędu w okolicach pięćdziesiątej strony i pędzi z zawrotną prędkością aż do końca. Odnoszę wrażenie, że działo się tu wszystko, co tylko mogło. Poczynając od skomplikowanych relacji rodzinnych naszych postaci, przez zagadkę z przeszłości, po wątek polski, jak i handel żywym towarem. Na pierwszy rzut oka czytelnik może się w tym wszystkim pogubić. Dostałam kryminał, a czułam się tak, jakbym miała do czynienia z powieścią sensacyjną. Pisarka balansuje niebezpiecznie na granicy między przesadą w ilości nakreślonych wątków a dobrym tego wyczuciem – co za dużo, to niezdrowo. Ja jestem typem osoby, która właśnie woli takie nagromadzenie elementów fabuły, lecz ktoś, kto chce przeczytać coś spokojniejszego, może się po prostu zawieść. Muszę również zwrócić uwagę, iż od samego początku dało się wyczuć, że całość nie została napisana przez Norwega. Ma to związek głównie ze stylem, który momentami jest bogaty w iście poetyckie opisy, w szczególności związane z tamtejszą przyrodą, by zaraz zmienić się w proste pisanie niczym z amerykańskich akcyjniaków. Nie doświadczymy tu długich i szczegółowych detali ciągnących się przez kilka stron, i to dobrze, gdyż najzwyczajniej w świecie, takie książki mnie nudzą. Kiedy wydawało mi się, że już dostałem lekcję od życia, wszystko wskazywało na to, że wkrótce znów znajdę się w tym koszmarnym miejscu, jakie niedawno opuściłem. Wtedy byłem przekonany, że już nigdy tam nie powrócę.

Podsumowując, muszę przyznać, że, mimo iż wplątany jest tu cały konglomerat różnych wydarzeń, to całość odróżnia się od innych kryminałów na rynku oryginalnym pomysłem. Dążąc do zakończenia lektury, odniosłam wrażenie, że Karina Krawczyk dała czytelnikowi małego prztyczka w nos, gdyż ostatnie strony historii… A, zostawię to dla czytelnika, który sięgnie po Miasteczko głodnych dusz. Na pozór proste rozwiązanie okazuje się być czymś, co z pewnością zaskoczy niejedną osobę.

Ocena: 4+/6
©Marionetka Literacka
Kiedy dostałam propozycję przeczytania Miasteczka głodnych dusz zachęcił mnie opis, że rzecz dzieje się w Norwegii. Uwielbiam Jo Nesbo, Camillę Lackberg, dlatego kolejny kryminał rozgrywający się w Skandynawii ogromnie mnie zaciekawił. Szczególnie, że takie miasteczko może skrywać wiele sekretów…

W malutkim miasteczku Undredal, w gminie Aurland, gdzie ludzie zajmują się hodowlą kóz i wyrobem serów, zostają znalezione zwłoki młodej dziewczyny. Ślady na ciele dziewczyny są takie same jak na ciele ofiary sprzed czterdziestu lat. Czy pojawił się naśladowca? Czy morderca uderzył kolejny raz po takim czasie? Do zadania wyznaczony zostaje komisarz Bjorn Andersen. Razem ze swoim partnerem Carlem Olsenem rozpoczynają śledztwo, które odkrywa coraz to nowsze tajemnice. Nic nie jest takie jak się wydaje. Na jaw wychodzą nowe fakty, a kiedy już myślą, że złapali mordercę pojawia się nowy dowód i wszystko zaczyna się od początku. Przy okazji śledztwa odkrywają również inne przestępstwa, w które zaplątane są osoby z najwyższych kręgów władzy. Jednym słowem zaskoczenie goni zaskoczenie.

Poza bardzo ciekawym przedstawieniem śledztwa, mamy tu doskonale przedstawiony portret psychologiczny głównego bohatera, który jest jednocześnie narratorem powieści. Poznajemy jego sekrety, jego relacje rodzinne. Pozostali bohaterowie nie są mdli, ani nudni. Są to bardzo barwne postaci, które nie pozwalały mi przejść obok nich obojętnie i wyzwały we mnie przeróżne uczucia. Pomimo tego, że motywy użyte w książce były mi znane z wcześniejszych książek i filmów, to bardzo podobało mi się zgrabne połączenie ich wszystkich i stworzenie niesamowicie zaskakującego zakończenia.

Ponadto przepięknie namalowany słowem obraz Norwegii, fiordów, miasteczek zachęca do odwiedzenia tego kraju. Spędziłam dużo czasu na przeglądaniu zdjęć z Undredal, Gudvagen i okolic. Zachwycałam się cudownymi krajobrazami, kolorowymi domkami. Na pewno kiedyś będę chciała odwiedzić te tereny.

Undredal nadal leży samotnie w mglistym powietrzy u brzegów fiordu. Czasem spotkają się tu jedna czy druga dusza, głodna radości, trawiona ogniem przeszłości. Czasem coś powie, czasem tylko szepnie albo przejdzie bez słowa, wlokąc za sobą cień smutku. Mimo świeżego powiewu wiosny, pierwszych pąków i kwiatów i dziewiczo rodzącej się natury, wszechobecna pustka wypełniła domy “miasteczka kóz".

Bardzo zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję, na pewno nie będziecie się nudzić. Ja liczę, że to nie jest moje ostatnie spotkanie z komisarzem Andersenem i miasteczkiem Undredal.

Ocena: 5/6
©Czytanie na śniadanie
Komentarze dotyczące książki: