ebook Małe Licho i lato z diabłem
4.13 / 5.00 (liczba ocen: 258)

Małe Licho i lato z diabłem
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 19.59
Audiobook - najniższa cena: 14.90
wciąż za drogo?
Virtualo#BF2020
Virtualo#BF2020
-30% 19.59 zł Lub 17.63 zł
23.79 zł Lub 21.41 zł
27.99 zł
23.79 zł
25.50 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (2)
Inne proponowane

Bo w życiu najważniejsze jest dobre serce, a nie liczba rogów na łeb kwadratowy!

Małe Licho i Bożek, świeżo upieczony absolwent klasy trzeciej, wyruszają na wakacje w samym środku lasu. Nie podejrzewają nawet, że Prawdziwa Wielka Przygoda przyjdzie wraz z letnią burzą, która wywróci ich plany do góry nogami. Na domiar złego pół chłopiec, pół widmo, pół glut musi zamienić czorta i anioła stróża na innego kompana, rodem ze swych najgorszych snów.

Trochę śmieszna, a trochę straszna opowieść o przyjaźni, która potrafi wyrosnąć mimo największych przeciwieństw.

Małe Licho i lato z diabłem od Marta Kisiel możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Małe Licho i lato z diabłem Marty Kisiel to już trzeci tom sympatycznej serii dla dzieci, w której nietypowy trzecioklasista Bożek oraz przesympatyczny tytułowy anioł spędzają wakacje u niezwykłej cioci Ody. Poprzednie części zatytułowane są zaś Małe Licho i tajemnica Niebożątka oraz Małe Licho i anioł z kamienia.

Nadchodzą wyczekiwane przez wszystkich wakacje, a także nieuchronny remont pękającego w szwach domu, tak więc Bożydar i Małe Licho zostają odesłani do pierwszej Lichotki, a konkretnie zbudowanego na jej dawnym miejscu chaty Ody Kręciszewskiej. Oprócz przyjemności takich jak mieszkanie w namiocie, wcinanie rozmaitych przysmaków oraz projektowanie gry planszowej, młodych bohaterów czekają też wyzwania – nauka jazdy na rowerze, a przede wszystkim weekend z nielubianym przez Bożka przemądrzałym kolegą Witkiem. Kolegą, który jest niestety całkowicie nieświadomy magicznych zagrożeń czających się w lesie, z czego wynikają nie lada kłopoty...

Ż żaszady ne ufam jedżenju, które fykombinofało szobje fłasnom kulture. Nygdy ne fjadomo, czo mu jeszcze pszyjdże do głofy. Refoluczja? Szysztem edukaczji? Dżiki kapitaliżm?

Jak zawsze u Marty Kisiel możecie liczyć na kwiecisty styl i rozliczne żarty językowe, a także nawiązania do literatury romantycznej. Oraz sielankowy nastrój, który przechodzi stopniowo w znacznie groźniejszy... Królują tu dziecięca radość i fantazja, nie zabrakło przy tym życiowych mądrości – bo z całej historii wynika, że przenigdy nie wolno się poddawać w obliczu wyzwania, oraz że nie warto oceniać innych tylko po ich zachowaniu. A przede wszystkim nawet, jeśli kogoś nie lubimy, to i tak trzeba postarać się znaleźć spoiwo, czyli elementy wspólne. Bo nawet diabeł i anioł takie mają, alleluja! I choć ta część jest najmniej emocjonująca ze wszystkich dotychczasowych pod względem fabuły, to i tak czyta się ją nad wyraz przyjemnie. I lojalnie ostrzegam – podczas lektury z całą pewnością niejeden raz nabierzecie ochoty na zjedzenie pierogów albo innej słodkiej przekąski, zaopatrzcie się więc w nie przed zagłębieniem się w tę powieść! Zaś miłośnicy planszówek zapewne uśmieją się z zasad tej, którą Bożek opracowuje z pomocą reszty potworniastej gromadki.

Samemu to się dobrze tylko w nosie dłubie.

Małe Licho i lato z diabłem to powieść nie tylko dla młodszych czytelników, bo i starsi skutecznie się przy niej odstresują, przenosząc się do magicznej krainy Lichotek. Marta Kisiel znów skutecznie rozśmiesza i przestrasza, a także przypomina, że bez wzajemnego zrozumienia świat nie będzie tak dobrym miejscem, jakim możemy go uczynić.

Ocena: 4/6

©Głodna Wyobraźnia
Po przeczytaniu trzeciego tomu przygód Bożydara Antoniego Jakiełka za Przemysławem Staroniem chcę krzyknąć Do Licha! Jakie to jest dobre! Po trzykroć!

Tym razem spotykamy Bożka po ukończeniu klasy trzeciej - już prawie dorosłego i poważnego. Pełen zapału i pomysłów na Prawdziwe Wielkie Przygody zabiera Małe Licho w leśne ostępy rządzone przez ciotkę Odę. Jednakże jak to zwykle z planami bywa, idą one do czorta (wybacz Bazyl! Nie mam nic do czortów!) przez burzę, niespodziewanych kompanów i sojusze wyrastające z przeciwieństw i różnic.

Znów nie wiedząc kiedy, historia dobiegła końca! I po raz trzeci stwierdzę, że to opowieść nie tylko dla dzieci! Autorka po raz kolejny stworzyła historię, która wydaje się prostą opowieścią z żartobliwymi wstawkami, chociażby o umieraniu na głodniaka, a traktuje o tolerancji, patrzeniu ponad podziałami, poświęceniu, inteligencji i przyjaźni. Aż szkoda, że seria ta nie trafiła na listę lektur - rodzice, sięgnijcie po nią, czytajcie z dzieckiem lub dziecku i dyskutujcie o niej! Jeśli nie jesteście rodzicami lub sami już kupujecie sobie książki to też! Każdemu polecam, a jeśli ktoś nie lubi literek, to audiobook tez powstał, a co! Uśmiejecie się, zachwycicie i zamyślicie - wszystko w pakiecie.

A nad czym? W mojej głowie o lekturze podzwaniają mi następujące rzeczy... Często widzimy to co chcemy widzieć, nawet gdy prawda jest zupełnie inna i mamy ją wprost przed oczyma (beeee xD). Nie warto się poddawać przy pierwszej porażce, a i pomagać trzeba rozsądnie. Czasem łatwiej nam zaakceptować istotę nadprzyrodzoną niż drugiego człowieka. Uparcie szukamy potwierdzenia różnic i pogłębiania przepaści, zamiast szukać części wspólnych i wymieniać się doświadczeniami. A kiedy już sobie to uświadomimy, mamy szansę wprowadzać pozytywne rzeczy do naszego życia i sumienia jakoś nas nie swędzi. I tak na ostatek stwierdzam, że niby tak DUŻA I DOROSŁA jestem, a czasem też zapominam o najważniejszych i najprostszych rzeczach. Idę szukać części wspólnych z "tym nielubianym kolegą z pracy".

A co do podsumowania - na rozpoczęcie roku szkolnego Małe Licho i lato z diabłem dostaje ode mnie szóstkę (gwiazdek)!

Ocena: 6/6
©Zaczytana Majka
Na trzeci tom Małego Licha musiał przyjść dobry czas. Kilka dni przerwy od przygód Bożka i jego najbliższych minęło, więc mogłam z czystą głową zabrać się za lekturę kolejnej historii o ich dość zwariowanym życiu. Małe Licho i lato z diabłem - czy to była dobra książka, czy już niekoniecznie?

Bożek po raz kolejny wyrusza na jakiś czas do cioci Ody. Tym razem jednak może zabrać ze sobą swoje ukochane Małe Licho, które bardzo chciałoby przeżyć przygodę. Tych chłopiec może mu dostarczyć z nadwyżką. Kiedy docierają na miejsce, wiadomo już, że tych wakacji Bożek nie zapomni. Nocowanie w namiocie, całodzienne zwiedzanie lasu... no tak. Chłopiec będzie musiał także przezwyciężyć swoją niechęć do Witka, ponieważ przyjdzie mu spędzić z nim kilka dni. Czy mimo przeciwieństw uda im się pokonać wrogie nastawienie? No i co siedzi w groźnym drzewie?

Witek. Bohater, który pojawił się już wcześniej, ale z powodu jego niezbyt miłego zachowania względem Bożka, nie poczułam w stosunku do niego sympatii. Zdziwiłam się, kiedy autorka postanowiła dosłownie poznęcać się nad głównym bohaterem i zmusiła go, by spędzał czas właśnie z Witkiem. Choć po czasie zrozumiałam, dlaczego postąpiła ona akurat w ten sposób. No i cóż, bardzo mi się to z kolei spodobało. A sam chłopiec mimo moich poprzednich uprzedzeń w pewien szalony sposób zdołał podbić moje serce.

No i tak. Ta część zdecydowanie najbardziej skupiła się na nawiązywaniu przyjaźni, więc znowu muszę napisać, że była to też najciekawsza i najlepsza książka z całej serii. Czy to możliwe, żeby każda kolejna historia była lepsza od poprzedniej? Jak najbardziej. Tutaj Marta Kisiel postawiła na wątek przyjaźni i wzajemnym docieraniu się, co często skutkuje wieloma konfliktami, kłótniami i nawet bójkami (ale pamiętajmy, że przemoc jest zła).

Nie ma chyba takiego człowieka, którego lubiliby wszyscy. Po prostu się tak nie da - każdy jest inny, lubi co innego i ma inny charakter. Jednak jest pewne powiedzenie: przeciwieństwa się przyciągają, a autorka perfekcyjnie pokazuje w swojej powieści, że rzeczywiście tak jest. Mimo wszelkich starć czy niezgody warto wyciągnąć rękę do drugiej osoby i posłuchać, co ma do powiedzenia. Kto wie - może będzie to nasz przyszły przyjaciel?

Będę może nieobiektywna, ale muszę to napisać. W pewien sposób ten tom stał mi się najbliższy i choć jestem już dość wiekowa, to nauczyłam się z tej historii, że warto być cierpliwym i słuchać innych, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam w pewnych kwestiach. Dlatego też Małe Licho i lato z diabłem z czystym sumieniem posunęłabym każdej młodej osobie, która zaczyna nową szkołę lub nie potrafi dogadać się z kimś z klasy.

Marta Kisiel po raz już któryś z kolei udowodniła mi, że jej historie potrafią wciągnąć bez względu na to, do kogo są kierowane. Mam ogromną nadzieję, że będą pojawiały się kolejne książki z serii o Małym Lichu, bo jestem zakochana w tej serii i nie wyobrażam już sobie, by kolejne historie nie powstały.

Ocena: 6/6
©Inthefuturelondon
Trzeci tom przygód Bożka i jego małego anioła stróża to kolejna rewelacyjna porcja pięknego języka polskiego (wraz z przesłodką czarcią wadą wymowy) i serii zdarzeń, które gładko poprowadzą czytelnika nie tylko przez świat realny, ale także przez ten magiczny, tajemniczy i momentami groźny.

Bożek właśnie skończył trzecią klasę i rozpoczął wyczekiwane wakacje. Zanim jednak zdążyli wraz z Lichem i resztą ferajny uskutecznić prawdziwy odpoczynek, okazało się, że w domu wujka Konrada rozpoczyna się właśnie Wielki Remont. W związku z tym dorośli podjęli decyzję, że Bożek na ten czas wyjedzie do cioci Ody. Chłopiec nie byłby sobą, gdyby nie poprosił o wysłanie z nim również Licha, które przecież nigdy jeszcze nie miało okazji, by przeżyć prawdziwą Przygodę. Radość małych wczasowiczów jest nieopisana, kiedy docierają na miejsce i wreszcie mogą rozpocząć prawdziwe wakacje. Atmosfera błogiego lenistwa odrobinę się elektryzuje, kiedy Bożek spotyka nielubianego szkolnego kolegę. Zapowiada się natomiast na burzę z piorunami, kiedy okazuje się, że chłopcy będą musieli spędzić trochę czasu RAZEM. To już nie jest ciekawa perspektywa, bo wspomniany kolega jest złośliwy, niemiły i nazywa Bożka dziwakiem, a do tego wszystko wie najlepiej i bez przerwy się wymądrza. I jak tu się bawić z kimś, kto nie wierzy w magię i niebezpieczeństwa czyhające w lesie? No jak to jak? Z atrakcjami! Kolejna nadprzyrodzona przygoda pojawiła się na horyzoncie bardzo szybko…

Styl Marty Kisiel jest nie do podrobienia. Stworzone postaci również jedyne w swoim rodzaju. Jest to zatem naturalne, że każdy kolejny tom przygód ludzko-magicznej ferajny musi znaleźć się w moich rękach. Nie dość, że będzie to uczta dla mojego puryzmu językowego, to jeszcze nacieszę się wadą wymowy Bazyla i alergią na pierze Licha. Najpiękniejsze jest jednak to, że pod płaszczykiem pozornie prostej historii Ałtorka przemyca uniwersalne prawdy i wskazuje, co jest w życiu naprawdę ważne, czy jest się w mniejszym lub większym stopniu człowiekiem, małym czortem, aniołem w bamboszkach, czy potworem z najgłębszych głębin. Nie da się po prostu przejść obok tej serii obojętnie!

Swoją drogą bardzo jestem ciekawa czy Ałtorka pozwoli Bożkowi dorosnąć w kolejnych tomach. Chyba trudno jest znaleźć tę granicę, za którą nie należy przechodzić, by bohater pozostał w wyobraźni czytelników postacią najlepszą z najlepszych. Ale wyczuwam wewnętrzny konflikt, no bo z jednej strony żal byłoby rozstać się z Bożkiem i jego przyjaciółmi, ale z drugiej może okazać się, że starszy Bożek to już nie to samo… Trudny orzech do zgryzienia, więc na razie zamierzam po prostu nacieszać się obecnymi przygodami Licha, Bazyla i spółki.

Ocena: 6/6
©Bibliotecznie
Kilka dni temu usiadłam wieczorem z wielkim kubkiem kakałka i najnowszą książką Marty Kisiel Małe Licho i lato z diabłem i spędziłam przemiły czas w towarzystwie dobrze znanych bohaterów. Książka się skończyła, kakałko też, a ja zostałam bez słowa. Zamiast pisać dla Was coś o tej książce, nie potrafiłam nic wymyślić. Ale to nie dlatego, że nie wiedziałam o czym. Ona jest po prostu (jak zwykle) tak dobra, że brakło mi słów. Ją trzeba przeczytać.

Bo ja chciałom przeżyć przygodę…

Spróbuję jednak coś naskrobać. Skończył się rok szkolny, nadeszły upragnione wakacje i Bożek oraz Licho planują przeżyć przygodę, a najlepiej wiele przygód. Tak się akurat dzieje, że mama, wujkowie i inni mieszkańcy planują Generalny Remont, co sprawia, że Bożek oraz Licho zostają wysłani na wakacje do cioci Ody. Licho jest bardzo podekscytowane, bo nigdy w życiu nie przeżyło jeszcze żadnej przygody – Bożek miał ich już dwie! Wyposażeni we wszystko co jest potrzebne na wakacje i na przeżywanie przygód wyruszają do miejsca gdzie kiedyś stała Lichotka, a obecnie stoi dom Ody. Dom pełen ciepła, życzliwości Jakaż to była cudowna kuchnia! Tchnęła (…) dobrem i śmiechem, i bliskością, i świeżym chlebem.

Co to będzie, co to będzie…

Licho pierwszy raz poznało wiłę i małego czarta, ale między tą dwójką od razu zaiskrzyło dzięki zamiłowaniu do jedzenia, szczególnie słodyczy. Wakacje Bożka, Licha i Bazyla rozpoczeły się na dobre i na początku wszystko szło doskonale. Aż do pewnego momentu. Zbiegiem róznych okoliczności ludzkich i nadprzyrodzonych, wakacje trochę się skomplikowały. Bożek już nie miał spędzać ich tylko w towarzystwie Licha i Bazyla, ale dołącza do nich jeszcze ktoś, kogo Bożek nie spodziewałby się w najgorszych snach. Żeby nie było nudno, czeka na nich przygoda i to taka, której nie przeżywa zwykły chłopiec, tylko właśnie taki chłopiec-widmo-glut. Co ich czeka, czy wyniosą z tego jakąś lekcje, jak to się w ogóle skończy, tego już nie zdradzam.

Książkę czyta się jednym tchem. Spotykamy się z naszymi dobrymi przyjaciółmi, przynajmniej ja tak ich traktuję i czujemy się jak u siebie. Ałtorka potrafi doskonale przekazywać ważne rzeczy w sposób humorystyczny. To książka nie tylko dla dzieci, bo również dorośli znajdą w niej coś, o czym być może po drodze już zapomnieli. Na przykład:

... jest po prostu wredny z natury, i już.

– Nikt nie jest wredny z natury, Bożku – zauważyła ciocia Oda. – Ani zły. Złym się dopiero staje, zawsze za czyjąś sprawą.


Nie jeden raz ocierałam łzy ze śmiechu, kiedy czytałam (czasem na głos, żeby zrozumieć co mówi) przeuroczy Bazylek.

– Nie żebym ci wypominała, ale dwadzieścia trzy pierogi, Bazylu. Dwadzieścia trzy. A znając ciebie, zjadłbyś więcej, gdyby nie skończyła się nam śmietana… i gdybyś się tak nie bał jogurtu.

– Ż żaszady ne ufam jedżenju, które fykominofało szobje fłasnom kulture. Nygdy ne fjadomo, czo mu jeszcze pszyjdże do głofy. Refoluczja? Szysztem edukaczji? Dżiki kapitaliżm?


Trzecia część Małego Licha trzyma poziom poprzednich dwóch. Tutaj nie da się odpowiedzieć na pytanie, która z tych trzech jest najlepsza. Za każdym razem kiedy przenoszę się do domu Bożka, czy też Ody czuję się wśród swoich. Nie raz mam chęć pogłaskać Licho po głowie, przemówić Bożkowi do upartego rozumu, czy pogawendżycz ż Bażylem. A o metodach wychowawczych, wieczorem, przy kakałku, podyskutować z Odą. Małe Licho i lato z diabłem jest napisane w sposób prześmiewczo-poważny. Poruszane są tematy tolerancji, odmienności, akceptacji, radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Nie można zapomnieć o zamiłowaniu Ałtorki do poezji.

– A wiesz, co ja na to? Ano to, że kto nie był ni razu człowiekiem, temu człowiek nic nie pomoże!!! (…)

– Odżi,,, Odżinko, czo to było?…

– Sarkazm i poezja, Bazylku – westchnęła Oda. – Najbardziej zabójcza mieszanka na świecie.


Całość dopełniają cudowne ilustracje Pauliny Wyrt. Dla mnie ta książka to pełne 6/6. Mogę jedynie mieć pretensje do Ałtorki: dlaczego taka krótka?'

Ocena: 6/6
©Czytanie na śniadanie
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć