ebook Żałobnica
3.34 / 5.00 (liczba ocen: 935)

Żałobnica
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 17.90
Audiobook - najniższa cena: 20.90
wciąż za drogo?
-43% 17.90 zł
29.67 złpremium: 19.14 zł Lub 19.14 zł
19.14 zł Lub 17.23 zł
25.52 zł Lub 22.97 zł
19.14 zł
23.64 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (9)
Inne proponowane

Hipnotyzujący thriller o samotności, sile rażenia kłamstw i toksycznej przyjaźni, która karmi żądzę zemsty. Zmarli zawsze zabierają tajemnice do grobu. Tym razem zrobili jednak wyjątek… Robert Małecki – autor znakomitej kryminalnej serii z Bernardem Grossem – po raz kolejny oszałamia czytelników swoim talentem.

Gdyby to był idealny związek, Anna jeszcze długo nie wyszłaby z żałoby po wypadku męża i pasierbicy.
Ale to nie było idealne życie. Ani idealne małżeństwo.
Anna bowiem nie była idealną żoną i macochą. W pogoni za szczęściem mogła znieść wiele, jednak śmierć bliskich zniszczyła wszystko z siłą sztormu.
Żałobnica, piękna kobieta po trzydziestce, dziedziczy po śmierci męża świetnie prosperujące przedsiębiorstwo i spory majątek. Niestety skrywane głęboko tajemnice po latach wypływają na wierzch i Anna orientuje się, że ktoś zaczyna manipulować jej życiem. Kobietę zalewa fala strachu, ale zanim wpadnie w nieprzeniknioną toń, będzie musiała stawić czoła mrocznej przeszłości.
I zrobi to.
Tym bardziej że ukrywa jeszcze jeden sekret…

Żałobnica od Robert Małecki możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Przeszłość jest jak kotwica.
Prawda nie wyrasta z kłamstwa, ale z gracją się w nim maskuje.
Przypadki, częściej niż zwykła szczerość, stoją na straży prawdy
Robert Małecki wyrobił sobie już mocną pozycję w świecie kryminału. Ten uhonorowany Nagrodą Wielkiego Kalibru pisarz najlepszy jest w konstruowaniu zawiłych intryg oraz budowaniu mocnych, lecz złamanych życiem męskich bohaterów, którzy powoli i z niemałym wysiłkiem odsłaniają brzydkie tajemnice z przeszłości. Wygląda na to, że Żałobnica jest próbą skonstruowania zupełnie innej książki: po pierwsze jest to thriller, po drugie historia jednotomowa, po trzecie narracja jest pierwszo-, a nie trzecioosobowa, a po czwarte główną bohaterką jest kobieta. Małecki poszedłby dalej tylko wtedy, gdyby napisał cukierkowy romans. Jednak czy ten gatunkowy eksperyment się udał?

To był okropny wypadek: mąż Anny, Piotr, i jej pasierbica, Roksana, zginęli na przejeździe kolejowym. Dróżniczka, która tego dnia pilnowała pociągów, zasłabła chwilę przed wjazdem lokomotywy na feralny odcinek torów, więc przejście było otwarte. A mężczyzna i nastolatka byli rozdrażnieni, zaaferowani, nieuważni… Błysk, trzask, huk, koniec. Anna została żałobnicą, ubraną w czerń młodą wdową. Powinna rozpaczać, stracić sens życia, załamać się – powinna była, gdyby to tylko było idealne lub choć dobre małżeństwo, ale nie było. Żałobnica, piękna kobieta po trzydziestce, dziedziczy po śmierci męża świetnie prosperujące przedsiębiorstwo i spory majątek. Niestety skrywane głęboko tajemnice po latach wypływają na wierzch i Anna orientuje się, że ktoś zaczyna manipulować jej życiem.

Prawda nie wyrasta z kłamstwa, ale z gracją się w nim maskuje.

Kobieta najbardziej obawia się powrotu do życia, od którego uciekła i do miejsca, do którego już nigdy nie chciałaby wracać. Anna dosłownie stworzyła siebie na nowo i właściwie tylko jedna osoba zna prawdę o jej przeszłości. Co jednak w przypadku, gdy ktoś wynajmuje prywatnego detektywa i zleca mu pogrzebanie w życiorysie obecnej żałobnicy? Do czego dotrze mężczyzna i jakie to będzie miało konsekwencje?

W naszym życiu zdarzają się czyny, których żałujemy (…) Bywa, że rzutują na całą naszą przyszłość. Mogą ją naznaczyć albo zniszczyć. Z każdej sytuacji jest wyjście i z każdej, czasami nawet beznadziejnej drogi można zboczyć. Potrzeba tylko odwagi.

Robert Małecki sporo ryzykował, tworząc tak odmienną od poprzednich tytułów historię. Z jednej strony muszę go pochwalić za podejmowanie nowych wyzwań, wielu było bowiem autorów, którzy na dobre ugrzęźli w koleinach własnych przyzwyczajeń, pisząc książki-klony, z drugiej jednak nie da się nie zauważyć, że Żałobnica nie ma tej fabularnej głębi, co przygody Benera czy Grossa, a to w przypadku thrillera nazywanego psychologicznym jest niemałą wadą. Nie do końca przekonała mnie kreacja głównej postaci, która (chyba niezamierzenie) wyszła autorowi zbyt tajemnicza. Nie rozumiemy motywacji Anny, nie potrafimy się do niej zbliżyć ani wejść w jej głowę, i to mimo pierwszoosobowej narracji. Z tego powodu nie umiałam się zaangażować w tę historię tak, jakbym chciała, mimo że styl Małeckiego, oszczędny i wyważony, powoduje, że Żałobnicę czyta się szybko i z lekkością.

Robert Małecki wie, jak utrzymać uwagę czytelnika, ale to mnie akurat nie dziwi, bo jego warsztat od początku był bardzo dobry. Toruński pisarz i tym razem mistrzowsko buduje napięcie, obciążając swoją bohaterkę mrocznymi tajemnicami z dzieciństwa. Jak wiadomo, prawda zawsze wychodzi na jaw, ale im dłużej znajduje się ukryta pod ziemią, tym bardziej śmierdzi, gdy ją się wreszcie wydobędzie na powierzchnię. Nie inaczej jest w przypadku Anny, kobiety, której całe życie zdeterminowały wydarzenia z jej nastoletnich lat. Żałobnica była zmuszona postawić sobie tarczę przed całym światem, a jej jestestwo naznaczone jest sztucznością i fałszem. Z tego powodu jest bardzo trudną do poprowadzenia bohaterką, i myślę, że i Roberta Małeckiego wyprowadziła trochę na manowce. Reasumując: cieszę się, że jeden z moich ulubionych polskich „kryminalistów” sięgnął po nowy dla siebie gatunek, ale jeszcze nie wystawiam mu najwyższej noty. Wiem, że potrafi lepiej i że jeszcze mi to pokaże.

Ocena: 4/6
©tanayah czyta
Nie jest łatwo utrzymywać się na fali. Nie jest łatwo ciągle być w tak zwanych topkach, zbierać pochwały i przy tym wszystkim nie zwariować. A kiedy już osiągnie się naprawdę wiele, to trudno jest nie odcinać kuponów od popularności i nie próbować ciągle żywić się tym, co kiedyś się udało. Tak mi się przynajmniej wydaje. Bo skoro coś się sprawdziło, przyjęło i sprzedaje się dobrze to po co cokolwiek zmieniać? Trzeba odwagi i charakteru, by spróbować czegoś innego. Tak właśnie zrobił Robert Małecki, pisząc Żałobnicę.

Zaczynając karierę pisarską od dobrych kryminałów z Markiem Benerem w roli głównej, stał się nadzieją polskiego kryminału. Tworząc serię z Bernardem Grossem, wystrzelił jak Falcon 9. Misja zakończyła się sukcesem. Pojawiły się nagrody takie jak Nagroda Wielkiego Kalibru czy Nagroda Kryminalnej Piły. Należało mu się. Gdy na rynku wydawniczym pojawiła się Żałobnica, wielu czytelników zadrżało. Nie ze strachu, ale z wrażenia – Małecki napisał coś innego! Już nie rasowy kryminał z męskim bohaterem, a thriller psychologiczny, w którym narratorem jest kobieta. Zaskakująco, odważnie, ale czy dobrze?

Żałobnica to swego rodzaju eksperyment literacki, którym Robert Małecki pokazał się z innej strony. Wciąż mrocznej, jednak bardziej psychologicznej niż kryminalnej. To wciąż ten sam Małecki, który na przestrzeni zaledwie dwóch lat zrobił niesamowity postęp w warstwie językowej. Ten sam, który udowadnia, że literatura popularna to nie jest pisanie na kolanie, ale operowanie językiem, dokładny research i profesjonalizm. Zresztą, co tu dużo mówić – uwielbiam serię z Grossem. Jednak w najnowszej powieści albo czegoś zabrakło, albo było czegoś za dużo – trudno stwierdzić. Dla mnie Żałobnica jest wielkim chaosem. Niby dużo się dzieje, a nie dzieje się nic. Niby bohaterka jest pewną tajemnicą, ale sprzedaną tak, że w sumie mało mnie interesowała. Główny wątek, wokół którego toczy się akcja, powinien być ciekawy, a mnie (piszę to z bólem serca) trochę nudził.

I teraz czuję w sobie dysonans, bowiem mam wiele zarzutów wobec tej powieści, a jednak wciąż podziwiam Małeckiego za podjęcie ryzyka. Wbrew wszystkiemu mam nadzieję, że mu się ono opłaci, bo ja po prostu bardzo mu kibicuję. I tylko boję się jednego… Podczas lektury tej książki gdzieś w głowie pojawiało mi się porównanie do Zygmunta Miłoszewskiego, który po doskonałej trylogii z Szackim również pokusił się o zerwanie z dotychczasowym nurtem i przeszedł na stronę… No właśnie nie do końca wiem czego. I tylko jednego sobie i czytelnikom życzę – by Robert Małecki nie odjechał tak bardzo, bo ja naprawdę chcę czytać jego książki i zachwycać się nimi tak jak dotychczas. I nie chodzi o powielanie tematyki, trzymanie się gatunku, czy ciągnięcie tematu jednego bohatera przez dziesięć tomów. Dla mnie Małecki może napisać romans, a i tak go przeczytam. Dopóki nie odjedzie i dopóki będę wiedziała, o czym pisze. A Żałobnica? Cóż, nie każda książka musi być moją ulubioną.

Ocena: 4/6
©Spadło mi z regała
O czym jest książka, czyli o fabule słów kilka…

Dlatego wolę o sobie mówić, że jestem żałobnicą.

„Żałobnica” do mnie pasuje, lgnie do skóry

i wchłania się niczym najlepszy krem.


Główną bohaterką powieści i zarazem jej narratorką jest trzydziestoparoletnia Anna. Kobieta właśnie straciła w wypadku małżonka i pasierbicę. Pomimo, że jej relacje z mężem a tym bardziej z pasierbicą nie należały do najcieplejszych, to dramatyczny wypadek wywraca życie kobiety do góry nogami. Konsekwencją tego wydarzenia staną się wypływające na wierzch tajemnice sprzed lat. Cienie starych grzechów w końcu dosięgają Annę. Czy kobieta będzie umiała stawić czoło swojej przeszłości?

Moja opinia, czyli co mnie zachwyciło, a co jednak trochę mniej…

Gdyby thriller miał płeć, ten zdecydowanie byłby kobietą. I nie mam tu na myśli tego, że narratorką tej historii jest Anna. Robert Małecki po prostu po mistrzowsku odsłonił w najnowszej książce swoją kobiecą stronę. W niezwykle realistyczny sposób ukazał rozważania kobiety, jej odczucia, spojrzenie na otaczającą ją rzeczywistość i następujące po sobie zdarzenia. Należy dodać do tego jeszcze jakże charakterystyczny dla autora styl pisania złożony z opisów, przymiotników, cech i nie zawsze jednoznacznych połączeń znaczeniowych. Robert Małecki pisze po prostu pięknie, stylowo i wręcz wytwornie. Jak nikt inny posiada też niesamowitą umiejętność budowania klimatu – dusznego, gęstego i w tym przypadku miejscami również na granicy obłędu.

Bardzo przypadła mi do gustu kreacja głównej bohaterki. Do końca nie wiadomo czy wygra w niej dobro czy zło ale przez całą powieść czuć tę jej wewnętrzną walkę. Do tego trzeba przyznać, że postać Anny raczej nie wywołuje ciepłych i pozytywnych emocji ale zdecydowanie jest w niej coś godnego uwagi. Ostatnio coraz częściej doceniam bohaterów, z którymi nie do końca się lubię. Tak właśnie stało się z Anną. Nie bardzo było nam razem po drodze a jednak niemałą przyjemność sprawiło mi odkrywanie tego, co działo się w jej wnętrzu.

Podobało mi się również podzielenie fabuły na trzy ramy czasowe: teraz, wcześniej i dawno temu, dzięki czemu równocześnie mamy możliwość poznania wydarzeń, składających się na obecną sytuację bohaterki. Wszystkie czasy napisane są w pierwszej osobie. Dzięki temu dość często autorowi udawało się nasuwać mi myśl, że Anna nie zdradza wszystkiego, że manipuluje czytelnikami. Między innymi właśnie dzięki temu zabiegowi pozostałam w niepewności i lekkim napięciu do samego końca. Finał powieści z kolei wydał mi się najlepszą jej częścią. Autor bowiem bardzo ciekawie i niezwykle umiejętnie zakończył tę historię. Jakby dopiął w tym zakończeniu wszystko w jedną zgrabną całość. Trochę odniosłam też wrażenie, że ten finał wynagrodził mi to, co w trakcie lektury nie do końca odpowiadało moim oczekiwaniom.

Niestety, pomimo tych wszystkich niewątpliwych zalet, nie mogę Wam napisać, że ta powieść porwała mnie totalnie. Jest w niej coś sennego, coś co nie zebrało całej mojej czytelniczej uwagi. Nie dzieje się w tej książce tyle ile bym oczekiwała. I niby thriller psychologiczny zazwyczaj jest mniej dynamiczny ale mi jednak tego dynamizmu trochę mimo wszystko zabrakło.

Mam poczucie, że mój odbiór tej historii został wypaczony trochę, przez oczekiwania, które miałam po poprzednich powieściach autora. Żałobnica jest zupełnie inną kategorią. Ja osobiście zdecydowanie wolę autora w jego kryminalnej odsłonie. Muszę jednak przyznać, że czym mocniej udaje mi się ochłonąć po lekkim zawodzie, który początkowo odczuwałam kończąc tę powieść i czym wyraźniej udaje mi się spojrzeć na tę historię w oderwaniu od wcześniejszego dorobku pisarza, tym moja ocena staje się wyższa.

Podsumowując w moim poczuciu Żałobnica to ciekawa powieść na bardzo przyzwoitym poziomie. Trochę zabrakło mi w niej polskiej atmosfery, którą tak uwielbiam u autora ale zdecydowanie zapisuję czas spędzony na jej lekturze za udany. Pomimo moich zastrzeżeń uważam również, że Żałobnica tak i czy inaczej zdecydowanie jest warta by po nią sięgnąć.

Komu polecam?

Żałobnica to powieść dla wielbicieli thrillerów psychologicznych z mocnym wątkiem kryminalnym. Znajdziecie tu niesamowity klimat, ciekawą intrygę, złożoną postać głównej bohaterki i przede wszystkim wspaniały styl pisarski. Wydaje mi się, że to doskonała pozycja by rozpocząć swoją przygodę z powieściami Roberta Małeckiego.

Ocena: 5/6
©Kocham Cię, moje życie
Robert Małecki ponownie debiutował. Tym razem thrillerem na wskroś psychologicznym. I tak jak cenię autora za kryminały, tak i ten gatunek jest dla pisarza polem do popisu. A przyznać należy, że w tej książce popisał się swym kunsztem tworzenia historii, która przenika przez czytelnika niczym nurt wezbranej rzeki. Fala zalewających emocji jest tak ogromna, że pochłania nas do cna. Niepowtarzalny klimat, atmosfera tajemniczości, oraz pomysł na nietuzinkową fabułę, to udany przepis na kolejny sukces książki pióra Roberta Małeckiego.

Autor z doskonałą precyzją dba o każdy szczegół przedstawionej historii, mocno wtapia się w psychikę bohaterki. Dzięki temu jeszcze bardziej chłoniemy emocje, które tkwiły w jej umyśle. A w umyśle czytelnika trwa permanentny niepokój, który potęguje na sile, tak bardzo, że prędko chcemy dotrzeć do poznania prawdy. A zapewniam Was, że sposób w jaki Robert Małecki napisał tę książka, sprawi, że lekturę tę pochłoniemy w kilka godzin. No bo jak oderwać się od książki, która zaciekawia nas od pierwszych stron. I proszę mi wierzyć każda kolejna nie traci na wartości. Zatem warto zatopić się w najnowszej książce twórcy takich postaci jak Marek Bener i Bernard Gross.

Żałobnica napisana jest w pierwszej formie osobowej. Historia przedstawiona jest z trzech perspektyw czasowych Teraz, Wcześniej, Dawno temu. Dzięki temu poznajemy historię głównej bohaterki sprzed wypadku, po wypadku oraz jej życie, gdy była nastolatką. Nową bohaterką wykreowaną przez Małeckiego jest Anna, kobieta po trzydziestce. Jej mąż Piotr i pasierbica Roksana w wyniku nie opuszczenie przez dróżniczkę szlabanów, ulegli tragicznemu wypadkowi na przejeździe kolejowym. Sprawę bada Lena Wolska z toruńskiej policji. Anna po tym, gdy rodzina męża się od niej odwróciła, samodzielnie stara się na nowo ułożyć swoje życie. Często odwiedza miejsce wypadku. Obserwuje dróżniczkę, a gdy ta znika, wszelkie podejrzenia kierowane są w jej kierunku.

Czy to ona stoi za zniknięciem dróżniczki? Czy chce dokonać zemsty, wymierzyć sprawiedliwość? Zwłaszcza, że przeszłość Anny owiana jest tajemnicą. Tajemnicą, która nie powinna ujrzeć światła dziennego. Czy prawda o życiu kobiety wyjdzie na jaw? Czy prawda ta, jest kluczem do rozwikłania zagadki wypadku jej męża i pasierbicy. Warto zadać sobie pytanie, kim jest żałobnica? Odpowiedź zna Robert Małecki i ukrył ją na trzystu siedemdziesięciu dziewięciu stronach „Żałobnicy”. Sięgnijcie po tę książkę, a nie będziecie żałować.

Ocena: 6/6
©Czyt-NIK
To nie jest książka, którą można czytać z doskoku. Tutaj potrzeba skupienia i czasu. A jak się już w nią człowiek wkręci, to nie można się od niej oderwać.

Anna traci w wypadku męża i pasierbicę. Podczas śledztwa w sprawie ich śmierci wychodzą na jaw fakty, które są dla niej niewygodne. Im śledczy bardziej zagłębiają się w sprawę, tym więcej tajemnic odkrywa swoje oblicze. Anna zostaje postawiona w ciężkiej sytuacji, a wyjawienie pewnych okoloczności może pociągnąć niewyobrażalne konsekwencje.

Książka napisana jest specyficznie. Podzielona została na trzy okresy, które się że sobą przeplatają, przy czym jeden z nich nie jest podany chronologicznie, przez co może wywołać u czytelnika poczucie chaosu. Dodatkowo akcja miesza się z przemyśleniami i odczuciami głównej bohaterki, co także może powodować brak zaangażowania w wydarzenia, bo po prostu można odnieść wrażenie, że czasem w tej książce nic się nie dzieje. Ale nic bardziej mylnego! Autor stawia na ukazanie zawiłości ludzkiej psychiki i wychodzi mu to rewelacyjnie. Historia sięga tak głęboko w zakamarki ludzkiej duszy, że czasem aż boli to obnażenie naszych słabości. Wszyscy bohaterowie są realni, z krwi i kości, to mógłby być ktokolwiek, kogo znamy, ale czy znamy naprawdę? To odkrycie przeraża najbardziej. Sama historia jest ciekawa i intrygująca, ciekawie sobie to autor wymyślił. No i zakończenie, tak wieloznaczne i pozostawiające ogromny znak zapytania w głowie.

Ja jestem bardzo usatysfakcjonowana tą książką.

Ocena: 5/6
©Zakątek czytelniczy
Jestem w stanie zrozumieć, że Żałobnica może nie do końca przypaść do gustu tym, którzy z wypiekami na twarzy śledzą chełmżyński cykl Małeckiego z Bernardem Grossem. Doceniam jednak bardzo, że jeden z moich ulubionych polskich pisarzy odważył się pójść zupełnie inną literacką ścieżką.

Najbliżsi Anny giną w wypadku na przejeździe kolejowym. Jakiś czas potem w tajemniczych okolicznościach znika dróżniczka odpowiedzialna za tę tragedię. Czy Anna mogła mieć z tym coś wspólnego? Czy faktycznie jest pogrążona w żałobie po śmierci męża i nastoletniej pasierbicy, czy tylko udaje? W tej historii nic nie jest oczywiste, a przeszłość boleśnie daje o sobie znać na każdym kroku.

O Żałobnicy Roberta Małeckiego słyszałam rozmaite opinie – od totalnego zachwytu po stwierdzenia, że to powieść napisana nie wiadomo po co i że jeśli toruński pisarz pójdzie w tę stronę, to nic dobrego z tego nie wyniknie. Przyznaję, że i ja mniej więcej do połowy lektury miałam mieszane uczucia. Wciąż wydawało mi się, że Małecki wyjątkowo ostrożnie porusza się w nowej materii – jakby trochę ze strachem próbował wyczuć, czy da radę iść dalej. W początkowych partiach tekstu za bardzo według mnie skupił się na szczególikach, zamiast pchnąć akcję choć odrobinę do przodu. Gdy jednak już się na to odważył, poszedł jak burza, a ja najzwyczajniej w świecie przepadłam.

Moim zdaniem na uznanie zasługuje mroczny, wręcz psychodeliczny klimat, który udało się stworzyć Małeckiemu wokół postaci Anny. To kobieta, która przeraża i fascynuje jednocześnie, wkurza i wywołuje współczucie. Jest nieprzewidywalna i niebezpieczna, bo zupełnie nie panuje nad tym, co dzieje się wokół. Nie wiadomo, czy traumy, które składają się na jej ponadtrzydziestoletnie życie, są prawdziwe, czy tylko powstały w jej chorym umyśle. Czyżby ktoś manipulował jej pamięcią? A może to Anna właśnie działa z premedytacją, wyprowadzając wszystkich w pole?

Małecki świetnie odnalazł się w pierwszoosobowej kobiecej narracji. Tak gładko wszedł w skórę głównej bohaterki, jakby z tego typu konstrukcją miał do czynienia od lat. Gdybym nie wiedziała, że Żałobnicę napisał mężczyzna, z powodzeniem mogłabym ją przypisać którejś z polskich pisarek nurtu domestic noir. Dla mnie to jednoznaczny dowód ogromnego talentu Małeckiego połączonego z nieustającym doskonaleniem literackiego warsztatu. Nawet jeśli w historii Anny nie wszystko od początku było na najwyższym poziomie, toruńskiemu pisarzowi należą się brawa za odwagę. I za końcówkę powieści, która pochłonęła mnie bez reszty.

Żałobnica to kolejna książka, w której Małecki dopuszcza do głosu demony przeszłości i pokazuje, jak bardzo destrukcyjny wpływ mogą mieć na życie nie tylko pojedynczego człowieka, lecz także każdego, kto stanie na jego drodze. Dla jednych będzie to historia, jakich wiele w thrillerach, dla drugich – wciągająca opowieść, którą można połknąć w jeden wieczór. Zachęcam Was do sięgnięcia po Żałobnicę i wyrobienia sobie własnej opinii. Mnie absolutnie nie zawiodła.

Ocena: 4+/6
©SieCzyta
Udało mi się skończyć Żałobnicę Roberta Małeckiego. Lektura książki, na którą czekałam, zajęła mi nieoczekiwanie dużo czasu, a sprawiła dużo mniej przyjemności, niż się spodziewałam.

Anna straciła w wypadku męża i nastoletnią pasierbicę. Zginęli w wypadku na przejeździe kolejowym. Dróżniczka nie zamknęła szlabanów i pociąg zmiażdżył samochód, którym jechał znany toruński biznesmen z córką. Wdowa walczy z siostrą męża, z jego rodzicami, i z własnym obrazem utraconego małżeństwa. Jednocześnie całe życie ucieka przed gnębiącymi ją tajemnicami z młodości.

Narracja prowadzona przeplatanymi, krótkimi rozdziałami umieszczonymi w różnych planach czasowych, przerzuca czytelnika w świecie Anny, od tego co wydarzyło się dawno temu, do tego co było przed wypadkiem i do zdarzeń bieżących. Zagmatwane i niejasne wydarzenia z odległej przeszłości powodują, że Anna żyje w nieustającym napięciu i lęku. To co działo się w okresie poprzedzającym wypadek, zbudowało w niej kolejne pokłady stresu, jawna nienawiść pasierbicy, możliwy rozpad małżeństwa, zdrada, to wszystko niszczy ją emocjonalnie. A obecnie wszystko to nawarstwiło się i obrosło dramatem śmierci męża i dodatkowo zaginięciem dróżniczki obwinianej o niedopełnienie obowiązków na przejeździe.

I brzmi fascynująco, tajemnica goni tajemnicę, prywatni detektywi, byli policjanci, dramatyczna historia z rodzinnej wioski tkwiąca w bohaterce i determinująca całe jej dorosłe życie. I niestety. Nie zagrało.

Ciężko się czyta książkę napisaną w pierwszej osobie, gdy nie czuje się sympatii do narratorki. Nie sposób się utożsamić, nie sposób wczuć się w jej emocje. Anna była dla mnie sztuczna i przedramatyzowana, jej przeżycia straszliwie nudziły, a nie elektryzowały.

I to chyba był problem, który powodował, że zamiast połknąć Żałobnicę w dwa wieczory, czytałam ją tyle czasu. Męczyłam.

W obliczu całości zakończenie przyniosło ulgę. Annie i mnie. Nie sądzę, żeby matce Anny, więc to kolejna rzecz, która mi tu bardzo nie gra.

W sumie dobrnęłam do końca z sympatii dla Autora, z chęci napisania uczciwie „przeczytałam”. No cóż, nie ma przecież przepisu, że wszystkim musi się podobać wszystko. Autor i tak ma u mnie duże pokłady zaufania, po prostu poczekam na kolejną książkę, z nadzieją na zachwyt jak nad trylogią o Bernardzie Grossie.

Na razie napiszę tak, przeczytajcie, wyróbcie sobie sami opinię. Jest tyle pozytywnych, że jest duże prawdopodobieństwo, że się Wam też spodoba.

Ocena: 3+/6
©CzytAśka
Słowem wstępu, czyli co popełnił Robert Małecki?

Bardzo lubię kryminalną twórczość Roberta Małeckiego. Na moim książkowym regale stoją wszystkie napisane przez niego powieści co oznacza, a nawet dowodzi, że po drodze nam. Podobają mi się obydwie serie, czyli ta z Markiem Benerem oraz nowsza, z Bernardem Grossem. Tym razem autor postanowił napisać powieść, która nie jest żadną kontynuacją ani początkiem nowego cyklu. Co więcej, nie jest kryminałem, ale thrillerem psychologicznym napisanym w pierwszej osobie, o tajemniczym tytule Żałobnica.

Jeśli jesteście ciekawi co sam autor mówi na temat najnowszej powieści i procesu twórczego, to przeczytajcie interesującą rozmowę Roberta Małeckiego z Anią Sawicką-Banaszkiewicz.

Kim jest tytułowa żałobnica?

W cyklu łomżyńskim zauważyłam nową tendencję u pisarza, a mianowicie przyhamowanie akcji oraz skupienie się na budowaniu klimatu historii. I dokładnie to samo uczynił w Żałobnicy. Od pierwszych stron czuć smak tajemnicy, który sukcesywnie się pogłębia i wyostrza. Akcja nie pędzi, a wręcz powoli rozwija się, wprowadzając kolejnych aktorów dramatu. Podejrzewam, że ta osobliwa fabularna ślamazarność może niektórym czytelnikom nie przypaść do gustu. Dla mnie była satysfakcjonująca.

Anna straciła męża i pasierbicę, którzy ulegli śmiertelnemu wypadkowi. Została sama z dobrze prosperującym przedsiębiorstwem i żałobą mającą twarz pięknej i nieszczęśliwej kobiety, za którą podąża mroczny cień przeszłości. Zanim doszło do rodzinnej tragedii, ostatnim co można było powiedzieć o Annie to to, że była spełniona i miała dobre perspektywy. Teraz jest żałobnicą, wzbudzającą niezdrowe zainteresowanie osoby, która dodatkowo zaczyna manipulować jej życiem. Swoim zachowaniem zmusza Annę do stawienia czoła niewygodnej przeszłości.

Kilka słów o konstrukcji narracji

W Żałobnicy autor zastosował znany i bardzo przeze mnie lubiany, podział czasu akcji na to co dzieje się teraz oraz to co działo się w przeszłości głównej bohaterki. Nigdy nie przeszkadzała mi pierwszoosobowa narracja i w tej powieści również mi nie wadzi. Śledzenie wydarzeń oczami Anny oraz możliwość odczuwania jej emocji dostarcza dodatkowych wrażeń.

Moje wrażenia po przeczytaniu Żałobnicy

To co urzekło mnie w Żałobnicy, to spokój autora i konsekwencja w tworzeniu aury tajemnicy. Robert Małecki prowadzi czytelnika w odmęty historii, co jakiś czas stawiając na jego drodze kamienie milowe. Te zwroty akcji są ważne i znaczące, ale nie są fajerwerkami i nie mają na celu wzbudzić fabularny hałas. Ten wystudiowany, wyważony i precyzyjnie dobrany styl bardzo przypadł mi do gustu.

Rozwój jest cenny. Poszerzanie i rozwijanie wachlarza pisarskich umiejętności poprzez wejście w inny niż dotychczas praktykowany gatunek literacki Roberta Małeckiego robi wrażenie. Jestem bardzo ciekawa jaką drogą podąży i jaka będzie jego kolejna powieść. Powrót do kryminalnego sznytu przyjmę z wielką radością, ale poszerzanie thrillerowego dorobku również wzbudzi moje zainteresowanie.

Paranoiczny i oniryczny thriller, w którym powolne odkręcenie pozacieranej taśmy pamięci głównej bohaterki okazuje się fascynujące.

Lepiej bym tego nie napisała. Zgadzam się z każdym słowem Marty Bratkowskiej. Polecam Żałobnicę!

Ocena: 5/6
©Na czytniku
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Ta książka jest tak zupełnie o niczym, że aż boli. A jeszcze bardziej bolą i szczypią w oczy:
    - detektywka,
    - topielczyni.

    To już chyba same feministki się śmieją.
    Panie Małecki, teraz czas na szeregowczynię, generalkę. A może by tak dalej pójść i stworzyć wszystko rodzaju żeńskiego? Pewnie da radę...

    Jeśli Pański kryminał/thriller ma podążać w tę stronę, w którą podążyła Żałobnica, to ja podziękuję i poszukam zdecydowanie lepszych pozycji, na które nie szkoda marnować czasu.

Warto zerknąć