ebook Klątwa ruin
3.61 / 5.00 (liczba ocen: 88)

Klątwa ruin
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
E-book - najniższa cena: 22.20
wciąż za drogo?
27.90 złpremium: 18.00 zł Lub 18.00 zł
23.40 zł Lub 21.06 zł
30.00 zł Lub 27.00 zł
22.20 zł 20% rabatu
23.38 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (6)
Inne proponowane

Wzruszająca podróż do roku 1920 i czasów walki o wolność

Aniela Wilczkówna wywodzi się z chłopskiej rodziny, ale dzięki protekcji zdobywa wykształcenie i zostaje zatrudniona w ziemiańskim dworze jako panna do towarzystwa. Poznaje tam krewnego właścicielki – porucznika Rafała Mielżyńskiego. Mimo że oficer jest nią zafascynowany, dziewczyna traktuje go z dystansem. Zdaje sobie sprawę z dzielących ich różnic społecznych, skrywa też własne tajemnice. Pewnego dnia Aniela poznaje historię ruin pobliskiego zamku. Związana z nimi legenda opowiada o pięknej rudowłosej i wyrządzonej jej krzywdzie.

Czy ma to coś wspólnego z przeszłością Anieli? Tymczasem nadchodzi lato i zmienia się atmosfera we dworze. Wojska bolszewickie zagrażają Polsce, która niedawno odzyskała niepodległość. Wszyscy starają się wspierać walczących na froncie. Aniela wbrew rozsądkowi myśli o Rafale i martwi się o jego życie.

Klątwa ruin od Magdalena Wala możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Klątwa ruin to romans z rozbudowanym tłem historycznym, którego akcja umiejscowiona jest w tysiąc dziewięćset dwudziestym roku na terenach Polski, atakowanej przez bolszewików.

Aniela Wilczkówna ma za sobą traumatyczne doświadczenia. Dziewczyna pochodzi z chłopskiej rodziny, co w ówczesnych czasach stawiało ją na najniższym szczeblu drabiny społecznej. Kiedy w jej rodzinie wydarzyła się tragedia, dziewczynka miała zaledwie kilka lat, ale sąsiedzi ze wsi i tak zaczęli postrzegać ją jako "złą krew". W końcu sama zaczęła czuć się winna zaistniałej sytuacji. Dzięki protekcji udało jej się jednak przetrwać. Zdobywszy wykształcenie, trafiła do dworu pani Cyprianowej Strumieńskiej, gdzie objęła posadę panny do towarzystwa. Chlebodawczyni nie traktuje dziewczyny zbyt dobrze, ale ważne, że ma dach nad głową i zarabia chociaż te marne grosze. We dworze Aniela poznaje porucznika Rafała Mielżyńskiego, krewnego pani Strumieńskiej. Mężczyzna zwraca uwagę na Wilczkównę, jednak ona trzyma go na dystans, mając świadomość, jak ogromna przepaść społeczna ich dzieli. Dobrze wie, że gdyby pozwoliła mu się do siebie zbliżyć, zapłaciłby za tę miłość towarzyskim ostracyzmem. Pułkownik ma jednak zupełnie inne zdanie na ten temat. Kiedy pewnego dnia Aniela poznaje legendę o klątwie związanej z pobliskimi ruinami, nie może przestać myśleć o nieszczęśliwej Rudowłosej i jej krzywdzie.

Chociaż nie lubię romansów i właściwie ich nie czytam, tym razem zdecydowałam się ze względu na autorkę, której trylogia Za zakrętem bardzo mi się podobała, i na to historyczne tło z czasów, o których wiem niewiele. Ponieważ przekonałam się już, jak przyjemnie czyta się historyczne wątki budowane przez Magdalenę Walę, wiedziałam, że i tym razem opisy mnie zaciekawią i poprzez tę zbeletryzowaną formę poznam atmosferę niepokoju, panującą w Polsce, która dopiero co odzyskała wolność, a już musi bronić się przed kolejnym najeźdźcą.

Chwilami traciłam cierpliwość do Anieli, ale próbowałam sobie tłumaczyć, że jej zachowanie i podejście do znajomości z pułkownikiem ściśle związane jest z panującymi ówcześnie zwyczajami, trzymaniem się sztywnych reguł towarzyskich i podziałem na klasy społeczne, gdzie granica była widoczna i nieprzekraczalna. Aniela miała prawo dystansować się i odpychać pułkownika, co nie zmienia faktu, że dzisiaj trudno niektóre jej zachowania zrozumieć.

Jeśli sięgniecie po Klątwę ruin, dostaniecie wątek romansowy, okraszony tajemnicą sprzed lat i mroczną klątwą, ale przede wszystkim bogate tło historyczno-społeczne, które pozwoli Wam zobaczyć, jakie nastroje panowały wśród Polaków w burzliwym tysiąc dziewięćset dwudziestym roku.

Ocena: 5/6
©Bibliotecznie
Klątwa ruin to moja pierwsza przygoda z twórczością autorki, choć nazwisko nie jest mi obce. Prawda jest taka, że po tę książkę sięgnęłam znowu z rekomendacji Kaśki i kolejny raz się nie zawiodłam.

Ta książka to powieść historyczna, ale jeśli ktoś, tak jak ja, z historią za bardzo się nie lubi, to nie ma co się bać! Autorka świetnie i prosto ukazuje rzeczywistość, w jakiej osadziła fabułę. W ogóle nie przeszkadzało mi to, że akcja dzieje się w roku 1920, a co więcej - w bardzo przystępny sposób ta część historii jest tutaj podana i czyta się po prostu z przyjemnością.

Akcja zaczyna się od tajemniczej wyprawy pewnego pana z (na pierwszy rzut oka) niepozornym tobołkiem, by szybko przenieść się kilkanaście lat naprzód. Mamy dworek, mamy pannę do towarzystwa, przystojnego porucznika, tajemnicę związaną z ruinami pewnego zameczku i zawirowania rodzinne rodu, który gra główne skrzypce w tej historii. Nic, tylko czytać. Ta książka była dla mnie bardzo przyjemną odskocznią od mojej kryminalno-thrillerowej codzienności i coś czuję, że będę już z książkami autorki na bieżąco

Ocena: 6/6
©Zakątek czytelniczy
O czym jest książka, czyli o fabule słów kilka…

Rok 1920, wywodząca się z chłopskiej rodziny Aniela Wilczkówna dzięki protekcji zostaje zatrudniona jako panna do towarzystwa w ziemiańskim dworze. To tam poznaje porucznika Rafała Mielżyńskiego, krewnego swojej chlebodawczyni. Pomimo zabiegów wojskowego i coraz szybciej bijącego na myśl o nim serca, dziewczyna stara się za wszelką cenę utrzymać między nimi dystans. Nikt nie zezwoli przecież na taki mezalians, tym bardziej, że pojawienie się dziewczyny we dworze spowodowane było tragicznymi wydarzeniami. Tymczasem Aniela poznaje legendę krążącą wokół ruin pobliskiego zamku i pięknej Rudowłosej. Czy możliwe, że owa legenda ma z nią coś wspólnego?

Klątwa ruin to fascynująca opowieść o rodzącej się pomimo przeciwności losu miłości i walce o nią na tle walki o dopiero co odzyskaną wolność kraju. Jak dla mnie to zestawienie idealne.

Moja opinia, czyli co mnie zachwyciło, a co jednak trochę mniej…

Klątwa ruin to moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Magdaleny Wali. Nie do końca wiedziałam więc czego mogę się spodziewać po tej autorce, jednak powieść którą trzymałam w dłoniach bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Pani Magdalena ma cudownie lekki styl pisania. Miałam wrażenie jakbym dosłownie płynęła dość spokojnym nurtem przez kolejne wydarzenia spisane przez autorkę w tej historii. Niestety, zabrakło mi w niej trochę szybszego bicia serca, emocji i wzruszeń. I to nie jest tak, że ich w tej powieści nie ma. Po prostu liczyłam, że będzie ich trochę więcej. Niemniej ja tę książkę pochłonęłam dosłownie jednym tchem.

Bardzo podobało mi się za to, jak autorka oddała klimat roku 1920 w tej historii. Zarówno zapis przemian, które były widoczne w naszym kraju, jak również tego jak te przemiany były odbierane przez rodaków. Ciekawie było spoglądać również na kontrasty widoczne w tym jak żyło się szczególnie kobietom sto lat temu. Sama wojna jest dla tej historii tylko tłem, choć muszę przyznać, że jest to tło wyraziste.

Ciekawym dodatkiem była oczywiście sama legenda ruin, która zdecydowanie nadała dodatkowego smaczku tej historii.

Przypadły mi do gustu również sylwetki bohaterów. Nie wszystkie są tylko pozytywne, ale jest w nich coś ciekawego. Coś, co przykuwało w nich moją uwagę. Z ciekawością śledziłam ich losy, poznawałam ich tajemnice i trzymałam kciuki za to by wszystko się im udało. Czy tak się stało? Tego oczywiście musicie dowiedzieć się sami sięgając po tę powieść.

Komu polecam?

Klątwa ruin to pozycja dla wielbicieli powieści obyczajowych osadzonych w bardziej odległych czasach. Znajdziemy w niej jak wspomniałam nawiązania do wojny polsko-bolszewickiej, czasów ziemiaństwa, ale także nie zabraknie w niej intrygi, tajemnic i tego co w takich powieściach lubię najbardziej – mezaliansu.

Jeżeli szukacie więc lekkiej, niezobowiązującej lektury na jesienne coraz dłuższe wieczory, ta powieść sprawdzi się idealnie.

Ocena: 4/6
©Kocham Cię, moje życie
W 1920 roku na naszych ziemiach sporo się działo: toczyła się wojna polsko-bolszewicka, a Pierwszym Marszałkiem Polski został Józef Piłsudski. W polityce wrzało, walczono o wolność, a przecież poza tym wszystkim ludzie chcieli jeszcze tego, co zwykle: chleba, spokoju, miłości… Byli tacy, dla których wolność była najważniejsza i próbowali ją zdobyć choćby za cenę własnego życia, a byli i ci, którzy nad wszystko przedkładali wygodę, bogactwa i zbytki. Cóż, czasy się zmieniają, za to ludzie niekoniecznie… Na takim tle swą historię rozpina Magdalena Wala w powieści Klątwa ruin.

Aniela Wilczkówna wywodzi się z chłopskiej rodziny, ale dzięki protekcji zdobywa wykształcenie i zostaje zatrudniona w ziemiańskim dworze jako panna do towarzystwa. Poznaje tam krewnego właścicielki – porucznika Rafała Mielżyńskiego. Ten wydaje się nią być zainteresowany, ale rozważna panna trzyma go na dystans: przypuszcza, że dla Mielżyńskiego to kolejna nic nie znacząca błahostka, i nie chce się sparzyć. Zdaje sobie zresztą sprawę z dzielących ich różnic społecznych i dobrze wie, że nie ma szans na życie z porucznikiem. Nie zmienia to jednak faktu, że młoda kobieta podziwia jego charakter, odwagę i czar. Jest pod wrażeniem tego, że porucznik Mielżyński odważnie bierze udział w kolejnych bitwach wojny polsko-bolszewickiej, niczego zdając się nie bać oraz nie cofając się przed wojskami wroga. Aniela również jest patriotką, dla której ojczyzna jest bardzo ważna: jako kobieta na swój sposób pomaga żołnierzom, opatrując ich rany czy robiąc dla nich ciepłe skarpety.

Aniela Wilczkówna jest traktowana z lekceważeniem przez rodzinę, która się nią opiekuje, a właścicielka domu wysługuje się nią, młoda kobieta jednak nigdy się nie skarży. Gdy ma wolną chwilę, co zdarza się rzadko, spaceruje po okolicy i tak, podczas niefortunnego i całkiem groźnego wypadku, zbliża się do Rafała Mielżyńskiego. Ten, gdy już jej pomoże, prowadzi ją do ruin pobliskiego zamku i opowiada dziewczynie jego historię. Związana z nimi legenda mówi o pięknej Rudowłosej i wyrządzonej jej krzywdzie. Czy ta tajemnicza historia ma coś wspólnego z niejasną przeszłością Anieli?

Dom tworzą ludzie. Można przeboleć utratę majątku i związanych z nim ważnych pamiątek, jednak dopóki żyją ci, których kochamy, zawsze można zbudować całkiem nowy dom.

Klątwa ruin, choć toczy się w 1920 roku, jest raczej powieścią obyczajową z wątkiem romansowym, niż książką historyczną, czego warto mieć świadomość. Bohaterowie są, rzecz jasna, osadzeni w konkretnym miejscu i czasie, a ich losy uzależnione są w dużej mierze od wojennej zawieruchy, ale to relacja Anieli i Rafała wysuwa się tu na pierwszy plan. Do bitew się nawet nie zbliżymy, posłuchamy o nich jedynie, a i to bez mogących przerazić panie szczegółów, dzięki opowieści porucznika Mielżyńskiego. Nie jest to bynajmniej żaden zarzut, a jedynie zwrócenie uwagi na gatunek powieści, na jednych serwisach i stronach książkowych zaklasyfikowanej jako „literatura współczesna”, na innych jako „obyczajowa”, a gdzie indziej jeszcze jako „romans”.

Aniela Wilczkówna, główna bohaterka Klątwy ruin, to dobrze zarysowana postać, której jednak zabrakło w moim odczuciu trochę nerwu. Będąca na garnuszku pani domu, jest cicha i się nie wychyla, ma też o sobie raczej przeciętne mniemanie, gdy jest ku temu okazja, podkreśla zawsze, że z urody jest raczej blada i nijaka (z powodu swych jasnych włosów i oczu). To typ szarej myszki, która zanadto się nie wychyla, robi swoje i niezbyt liczy na poprawę własnego losu. Aż nagle wpada przystojny… nie, nie książę, porucznik. Wpada na koniu, choć nie wiadomo, czy białym.

Jest więc to historia z gatunku „przystojny i wpływowy mężczyzna zainteresował się przeciętną kobietą”, osadzona jednak w historycznym kontekście. Ten jest zresztą największym atutem Klątwy ruin i tym, co odróżnia powieść od innych tytułów obyczajowych z ostatnich lat. Mimo że uczciwie przyznaję, że nie jestem fanką tego gatunku, powieść Magdaleny Wali przeczytałam szybko i z przyjemnością. Ładna, poprawna polszczyzna i potoczysta akcja na pewno wzmogły dobre wrażenie. Od czasu do czasu lubię wyjść poza swoje czytelnicze nawyki, a Klątwa ruin koniec końców okazała się udanym skokiem w bok.

Ocena: 4-/6
©tanayah czyta
Lektura Klątwy Ruin, to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, które wypadło naprawdę późno patrząc na gatunek, w którym pisze. Cenię sobie książki historyczne, czy to ściśle powiązane z realnymi wydarzeniami, czy tylko osadzone w czasie, ale opisujące fikcyjne zdarzenia. Tym razem Magdalena Wala pokazuje okres wojny polsko-bolszewickiej i odczucia ludności związane z marszem Armii Bolszewickiej w kierunku stolicy. W tle pojawia się historia miłosna, tajemnica z przeszłości i delikatny element paranormalny. Jak sprawdziło się takie połączenie?

Aniela, choć wywodzi się z chłopskiej rodziny, miała możliwość pobierania nauki i od pewnego czasu pracuje w dworze ziemiańskim jako panna do towarzystwa. Jej chlebodawczyni wytyka jej to na każdym kroku, ale dziewczyna postanawia zacisnąć zęby, odłożyć trochę pieniędzy i dopiero wtedy poszukać nowego zatrudnienia. Siostrzeniec właścicielki nic nie robi sobie z pochodzenia Anieli, szukając jej towarzystwa i wielokrotnie wywołując problemy. Gdzieś tam toczy się wojna, która powoli przesuwa się coraz bliżej dworu. Rafał Mielżyński jako żołnierz wyrusza powstrzymać zbliżającą się armię bolszewicką. Do dworu dociera coraz więcej uciekinierów ze wschodu, którzy mają w zanadrzu przerażające opowieści.

Błyskawicznie się wciągnęłam, poznając świat zza pleców Anieli. Uboga dziewczyna, zatrudniona we dworze, nie mająca nic do powiedzenia, a jednocześnie wykorzystywana i tłamszona, jest główną bohaterką tej powieści. Autorka wplotła w historię pewną tajemnicę, w pewnym stopniu związaną z ruinami pobliskiego zamku i klątwą, która się w tym miejscu znajduje. Aniela poznaje historię tajemniczej Rudowłosej i ta historia mocno ją fascynuje.

Historia osadzona jest w 1920 roku. Znacząca data zarówno dla polskiego państwa jak i dla jego mieszkańców. Nadciągająca armia bolszewicka początkowo brzmi niedorzecznie, ale wraz z uciekinierami ze wschodnich terenów Polski zaczyna się niepokój. Czy dotrą do nas? Czy historie o morderstwach, gwałtach, rabunkach są prawdziwe? Dopiero co odrodzone państwo miało nie lada problem, tym bardziej, że nie każda warstwa społeczna odczuwała przynależność narodową. A jeśli oni będą lepsi niż obecni panowie? Opowiadają o ziemi dla każdego. Autorka świetnie oddała nastroje panujące w dworze i okolicach. Oraz powstawanie kół i grup, które wspierały żołnierzy, szyły dla nich wyprawki, wspomagały finansowo. Niepokój zarówno o własne niebezpieczeństwo jak i o bliskich, którzy walczyli i często umierali na polu bitwy.
Wstrząsnął mną widok Warszawy chwilę przed sławną bitwą na przedpolu stolicy. Widok tak rzadki i nietypowy. Opustoszałe miasto, które czeka na wyrok. Co by się stało gdyby nie "cud nad Wisłą". Jak potoczyłaby się historia Polski?

Tytułowa klątwa ruin jest równie istotnym elementem historii, choć gra jednak trochę drugie skrzypce. Legenda, która sięga czasów drewnianych warowni i rozbicia dzielnicowego brzmi tragicznie i ponuro. A jednak w jakiś sposób łączy się w ówczesnymi bohaterami i ich życiem. Ten element fantastyczny, trochę zepchnięty na bok, sprawia, że staje się jeszcze bardziej fascynujący.

Istotną kwestią jest też pewna tajemnica związana z samą Anielą. Wydaje mi się jednak, że ten wątek został trochę za szybko rozwiązany i potraktowany po macoszemu. Szczególnie że właściwie wszystko wyjaśnia się na sam koniec historii i trochę wygląda to tak, jakby był to brakujący element, żeby tę historię właściwie zamknąć. Pomysł ciekawy, pokazujący pewne aspekty wsi i zabobony z nimi związane, ale zabrakło mi dłuższego rozwinięcia.

Klątwa ruin to książka ciekawa i wciągająca. Zdecydowanie wyróżnia się przez osadzenie jej podczas wojny polsko-bolszewickiej, a tym samym nastrój grozy i oczekiwania, który bardzo wyraźnie wyłania się z kart powieści. Bohaterowie są różnorodni i wielowymiarowi, dzięki czemu zdobywają sympatie i antypatie czytelnika. Lekki wątek fantastyczny daje poczucie tajemnicy i zagadki. Wszystko to splata się w książkę, którą czyta się z przyjemnością.

Ocena: 6/6
©Książkowe Wyliczanki
Niektórzy myślą, że o czyichś uczuciach można decydować. Że miłość od czegoś zależy, że można jej mówić, kiedy powinna się pojawić i kogo wybrać. Niezmiennie dziwię się istnieniu ludzi, którym wydaje się, że wytaczając najcięższe działa w postaci zakazów, nakazów, przepisów i konwenansów, mają szansę wygrać batalię z uczuciami. Wciąż zapominają, że to nie ma najmniejszego sensu, bowiem miłość sama wybiera, nie zważając na wiek, pochodzenie czy majątek. Przypomina o tym Magdalena Wala w swojej najnowszej książce Klątwa ruin, której akcja dzieje się sto lat temu, a którą mimo to spokojnie można uznać za ponadczasową. Powiedziałabym nawet, że za bardzo aktualną. Jedno jest pewne: niezależnie od tego, co wypada robić i jakie obyczaje panują w danej epoce, z uczuciami nikt nie jest w stanie wygrać – nawet jeśli dzierży w rękach władzę.

Magdalena Wala przenosi nas do niespokojnych czasów poprzedzających Bitwę Warszawską. Powszechna mobilizacja, wszechobecny strach oraz całkowite oddanie sprawie walki o wolność wypełniają czas i przestrzeń Klątwy ruin. I choć te wątki nie stanowią głównego motywu powieści, to wspaniale dopełniają historię głównych bohaterów, którzy udowadniają, że własne życie każdy projektuje sam.

Klątwa ruin to świetnie skonstruowana historia, w której jest wszystko, czego oczekuje czytelnik od powieści obyczajowej z mocno zaakcentowanym rysem historycznym. Mamy tutaj rodzinną tajemnicę, legendę sprzed wielu lat, odzierającą ze szczęścia klątwę oraz klasyczny mezalians, a wszystko to wzbogacone plastycznie przedstawioną sytuacją społeczno-polityczną Polski w latach 20. XX wieku. Magdalena Wala, opierając swoją historię na rodzącej się między głównymi bohaterami miłości, nie czyni z tej książki banalnej opowieści o dwojgu młodych zakochanych ludziach. Opisując dojrzewające uczucie, daje wiele przestrzeni na inne wątki, które pięknie splata w jedną całość. Dodatkowym plusem jest solidne tło historyczne, z którego autorka nie robi wykładu, choć mogłaby z racji swojego wykształcenia. To opowieść, którą chce się czytać i której ciąg dalszy koniecznie chce się poznać. Momentami stylizowany język dodaje powieści smaku i pozwala jeszcze bardziej poczuć klimat lat dwudziestych. Myślę, że dzięki temu Klątwa ruin zachwyci zarówno zwolenników powieści obyczajowej, jak i historycznej oraz romansu.

A czym tak naprawdę zachwyciła mnie? Od pierwszych stron dawała poczucie, że mam w rękach zaskakującą historię. Opisane na samym początku tajemnicze spotkanie wywołało dreszcze i niepewność, a to zawsze zapowiada coś dobrego. Nie zawiodłam się. Brawa należą się również za brak plastikowych postaci, które w romansach bardzo często powodują, że robi się cukierkowo i mdło. Magdalenie Wali udało się tego uniknąć i jednocześnie pokazać, że można pisać o bajkowej miłości ze smakiem i bez przesady. Kiedyś wydawało mi się to naturalne, a dziś wiem, jak trudno jest zachować umiar i nie popaść w nadmierną egzaltację, dlatego wielkie chapeau bas za tę umiejętność. Mam nadzieję, że dacie się porwać tej historii tak jak ja.

Ocena: 5/6
©Spadło mi z regała
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć