ebook Saturnin
4.03 / 5.00 (liczba ocen: 573)

Saturnin
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Wydawca:  Wydawnictwo SQN
Kategoria:  /
E-book - polecana oferta: 22.00
Audiobook - najniższa cena: 25.90
wciąż za drogo?
UpolujEbooka.pl #Instagram
UpolujEbooka.pl #Instagram
22.00 zł Lub 19.80 zł
39.99 złpremium: 23.99 zł Lub 23.99 zł
25.90 zł
29.99 zł Lub 26.99 zł
21.99 zł
23.99 zł
25.99 zł
27.90 zł
32.01 zł
32.03 zł
33.99 zł
34.40 zł
35.99 zł
39.99 zł
Inne proponowane

"Jestem błyszczącym, jasnym wężem i sunę przez poszycie. Głęboko we mnie tkwi gorące miejsce, które pulsuje w rytm lasu. Kiedyś miałem twarz i imię".

Przez błąd na bilecie kilkuletni Satek wierzy, że autobus, którym jeździ do szkoły w Radziejowie, zahacza o tajemniczą krainę. To tam, jak podejrzewa chłopiec, zazwyczaj przebywa jego milczący, skryty dziadek.

Dwadzieścia lat później Saturnin mieszka w Warszawie, pracuje jako sprzedawca i trzyma się z dala od tajemniczych krain. Pewnego dnia dziadek znika i Saturnin musi wrócić w rodzinne strony. Wspólnie z matką rusza jego śladem i coraz głębiej zapuszcza się w przeszłość. To, co odkryje, zburzy jego świat.

"Saturnin" to intymna, choć skomponowana na wiele głosów opowieść, w której marzenia potrafią łamać kości, muzyka jest silniejsza niż wojna, a mama daje w nagrodę półtora kilograma słońca. Zmarli otrzymują tu głos, a prawdziwe postaci z życia autora doświadczają rzeczy, których nie dane im było zakosztować poza tą książką.

Saturnin od Jakub Małecki możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Wszystko przez ten codzienny pęd. Nic się nie dzieje, a jednocześnie na nic nie ma czasu.
Młodość rzadko myśli o starości, a starość o młodości bardzo często.
Historia utkana z łez, lęku, niewypowiedzianych słów, bólu i miłości. Jakub Małecki jak mało kto opowiada, ciekawi i urzeka. W jego powieściach każdy znajdzie coś dla siebie. Co znalazłam tym razem?

Na kolejną książkę Jakuba Małeckiego czekałam z tak wielką niecierpliwością, że gdy wzięłam ją do ręki już wiedziałam, że się boję. Czego? Tego, że za szybko się skończy. Tak było, chociaż dawkowałam sobie kolejne strony. Tym razem Jakub Małecki zabiera czytelnika w bardzo intymną podróż.

Kiedy pewnego dnia znika Tadeusz, dziadek Saturnina, ten nie ma wyjścia i musi powrócić w rodzinne strony. Razem z matką, córką Tadeusza, Hanną, starają się odkryć powód zniknięcia, ale przede wszystkim odnaleźć staruszka. Zamknięty w sobie Tadeusz dźwiga ciężar tajemnicy, po prostu musiał zniknąć. Poszukiwania dziadka sprawiają, że Saturnin musi zmierzyć się z historią rodziny, ale nie tylko tą odległą, znaną z opowieści, których nikt mu nie opowiedział. Jego własna historia, życie jego rodziców to sprawa, która ciąży tak samo jak rozmyta przeszłość Markiewiczów.

Opowieść Małeckiego pozwala odkryć jak ważna jest rodzina oraz wzajemna szczerość. Niewypowiedziane słowa, tajemnice i ból gromadzone przez lata, sprawiają, że życie staje się nieznośne. Sprawiają, że rodzina to przykry obowiązek, że nic nie jest tak jak powinno. Proste i piękne przesłanie, jakie wyczytałam na kartach powieści utwierdza mnie, że w przekonaniu, że Jakub Małecki to pisarz, którego warto czytać, polecać, a później znowu czytać.

Ocena: 6/6
©Idę czytać
Archipelag skrępowanych losów ich i naszych, zmęczonych, obolałych, zmęczonych i zamęczonych i ta rzeka o poranku, wrześniowa Bzura w gęstej mgle...
Jestem bliżej, niż dalej..
Jestem Tadek.
Dwa kroki dalej jest świat, którego już nie ma. Jest pusty zeszyt, polski Wrzesień i bezmiar cierpienia. Jest też cisza, która zawsze ma coś do powiedzenia.
Jestem bliżej, niż dalej...
I jest Irena.
W szarości, w cierpieniu, w wegetowaniu gorszym, niż najgorszy koszmar, w płatkach śniegu spadających na zmarznięte powieki jest czas, który się nie kończy, nie ma uczuć, nie ma radości, nie ma też miłości.
Jestem bliżej, niż dalej...
I jest Wąż kochający Irenę.
Koniec to nowy początek, otwarty rozdział, głowa pełna liter, myśli, wspomnień. Książka, historia, opowieść, podróż bez początku i bez końca. Znacznie głębsza, niż staw, którego już nie ma i niż Bzura, która unosi nad sobą duchy walczącego polskiego żołnierza.

Ocena: 6/6
©Internetowa cela
Obiektywizm? Ups.

Kiedy zaczynam pisać o powieściach Jakuba Małeckiego, to od razu moje myśli kierują się w stronę uogólnień. Jak to dobrze czyta mi się jego książki i jak imponuje mi jego wrażliwość odbijająca się w opisanych historiach. Poznawanie ich jest podobne do napełniania szuflad moich emocji, które na koniec wypełnione są po brzegi. Przyznaję, że nie jestem obiektywna. Nie potrafię krytycznie ocenić twórczości tego autora. Dlatego opisując wrażenia z wysłuchania Saturnina skupię się na tym, co podobało mi się najbardziej i najsilniej zadziałało.

Kilka słów o wersji audiobooka

Zanim będzie o wrażeniach dotyczących treści i jej mocy rażenia, to kilka słów o audiobooku. Saturninowi użyczyło głosów czterech doskonałych lektorów – Maciej Stuhr, Marta Markowicz, Piotr Grabowski i Marta Wągrocka. Ten czterogłos, będący odpowiedzią na skomponowaną przez autora narrację, doskonale sprawdził się w wersji audio. Dzięki temu słuchacz nie ma problemów z wędrowaniem śladami rodzinnej historii i odkrywania jej tajemnic.

Kilka słów o fabule

Napisać kto jest bohaterem powieści wcale nie jest tak prosto, bo oprócz tytułowego Saturnina, zdrobniale nazywanego Satkiem, powieść opowiada losy jego rodziców i dziadka. To snucie opowieści i powrót do przeszłości rozpoczyna się w momencie zaginięcia dziadka, kiedy spanikowana mama dzwoni po pomoc do syna.

Saturnin jest byłym trójboistą, mieszka w Warszawie i pracuje jako handlowiec. Jedzie w rodzinne strony, żeby pomóc odnaleźć dziadka. Ten powrót staje się przyczynkiem do wejrzenia w głąb historii i wejście na ścieżki życia wydeptane przez członków rodziny.

Kilka słów o wrażeniach

W Saturninie jest to, co bardzo lubię poznawać – rodzinne historie. Podglądając życie innych, odkrywam scenariusze jakie napisał los, a te opisane przez Jakuba Małeckiego są swojskie i realne. Fabuła najnowszej powieści pokazuje, że los człowieka i ścieżka życia jest wypadkową historii innych ludzi, którzy w nim zagościli, bądź byli lokatorami przez dłuższą chwilę.

Że nie oszukasz tego w żaden sposób. Wynikami sportowymi, wynikami w pracy, drogim autem, drogim ubraniem. Nie uciekniesz w dalekie kraje, bo to czeka na ciebie w każdym dalekim kraju. Nie uciekniesz na środek oceanu, bo na środku oceanu znajdziesz właśnie to. Uciekniesz alkoholem, używkami, ale tylko na jakiś czas, a to coś będzie czekać wściekłe i kiedy tylko się ockniesz, zacznie w furii szarpać pazurami i będzie jeszcze gorzej, niż było. Najlepiej nie uciekać.

Bardzo spodobał mi się w Saturninie motyw korespondencji. Potraktowałam go bardzo emocjonalnie, ponieważ sama mam setkę listów od mojej przyjaciółki, z którą kontakt przez wiele lat polegał na wymianie zapisanych zwierzeń.

Najnowsza powieść Jakuba Małeckiego ma swoją niepowtarzalną aurę, intymność i pokazuje bardzo ciekawe ludzkie historie. „Zmarli otrzymują tu głos, a prawdziwe postaci z życia autora doświadczają rzeczy, których nie dane im było zakosztować poza tą książką”.

Wiele pięknych chwil można przeżyć z tą książką. Nadal pozostaję fanką prozy autora i wypatruję kolejnej powieści.

Ocena: 5/6
©Na czytniku
Nowiutka powieść Małeckiego nie wnosi do młodej prozy polskiej nic szczególnie nowego, ale fragmenty poświęcone II wojnie światowej są warte uwagi i wybijają się ponad średnią. Widać, że pisarz włożył w nie kawał serca.

W Satur­ni­nie bitwa nad Bzu­rą uka­za­na jest mniej wię­cej tak, jak Water­loo u Sten­dha­la — z punk­tu widze­nia ran­ne­go leżą­ce­go w jakimś rowie. Nie ma boha­ter­skie­go tonu, nie ma roz­ma­chu, jest bło­to i smród gni­ją­cych w żoł­nier­skich butach stóp. Jak mawia mój kole­ga — bdb!

Tyle, że to nie jest powieść histo­rycz­na. Nar­ra­cja pro­wa­dzo­na jest z punk­tu widze­nia czło­wie­ka dość nie­cie­ka­we­go, gru­be­go nie­udacz­ni­ka, z któ­rym raczej trud­no tak cał­kiem sym­pa­ty­zo­wać, a woj­na sta­no­wi tę część prze­szło­ści rodzi­ny, do któ­rej boha­ter musi dotrzeć. Jest to zatem powieść pęk­nię­ta — część zna­ko­mi­ta, część taka sobie. I też poskła­da­na z dobrze nam już zna­nych klo­cusz­ków: pol­ska wieś na zadu­piu, bida i depre­cha, gdzieś w tym wszyst­kim echa reali­zmu magicz­ne­go i poszu­ki­wa­nie toż­sa­mo­ści. I pamięć o tym, jak za woj­ny sąsie­dzi spa­li­li się w cha­łu­pie.

Z Małec­kim kło­pot mam taki, że nie mogę myśleć o nim ina­czej niż o spraw­nym rze­mieśl­ni­ku. Mało u nie­go wła­snej, nie­po­wta­rzal­nej kon­wen­cji, a dużo wpły­wów i klisz (pisa­łem o tym kie­dyś przy oka­zji Dygo­tu). Ale z dru­giej stro­ny, to są aku­rat takie kon­wen­cje i kli­sze, któ­re lubię. Ktoś powie, że za dużo łza­we­go sen­ty­men­ta­li­zmu? Mi jesz­cze ten poziom pasu­je, daw­ka do prze­łknię­cia. Ktoś powie, że Małec­ki naczy­tał się Twar­do­cha i stąd nowy klo­cu­szek w jego ukła­dan­ce, taka trans­cen­den­tal­na nar­ra­cja z inne­go świa­ta? No tak, są twar­do­chi­zmy, ale je rów­nież lubię. Dołą­cze­nie do powie­ści frag­men­tu epi­sto­lar­ne­go też jest kon­wen­cją spraw­dzo­ną i już przez powieść zuży­tą, ale u Małec­kie­go wyglą­da to raczej jak wyko­na­ny z gra­cją ukłon dla pisa­rzy XIX-wiecznych. Nie maru­dzę.

Koniec koń­ców, Satur­nin jest książ­ką o pamię­ci. Prze­wrot­ka pole­ga na tym, że jest to pamięć wyobra­żo­na. Opo­wieść o dziad­ku — tajem­ni­czym mści­cie­lu, wyko­nu­ją­cym samo­wol­nie wyro­ki na Niem­cach, jest czy­stą fan­ta­zją. Ale też jest to zmy­śle­nie zako­twi­czo­ne w praw­dzi­wej histo­rii pry­wat­nej, rodzin­nej, do któ­rej pisarz dopi­sał tyl­ko wer­sję alter­na­tyw­ną.

Dobre rze­mio­sło, spra­wi­ło mi przy­jem­ność.

Ocena: 3+/6

PS. Z nowy­mi pły­ta­mi było w tym roku dość cięż­ko. Jakoś wyróż­niał się na plus ambientowo-eksperymentalny album Fran­cu­za Renau­da Gabrie­la Pio­na. Dobry pro­gram do czy­ta­nia ksią­żek.
©Literatura sautée
Saturnin to najnowsza książka Jakuba Małeckiego. Muszę przyznać, że czekałam na nią z niecierpliwością, ponieważ bardzo sobie cenię prozę tego autora. W Saturninie Małecki wraca na wieś. Zbliża się klimatem do Rdzy, opowiada znów o wojnie. Co najlepszego w tej książce, znajduje się na samym końcu, do którego poprowadzą nas wyjątkowi bohaterzy. Jaką książką jest Saturnin i czy perełka, którą autor umieścił na samym końcu, warta jest tej przeprawy?

Saturnin – tam, gdzie skrywają się rodzinne tajemnice

Tytułowy Saturnin to główny bohater najnowszej książki Jakuba Małeckiego. Mieszka w Warszawie i wiedzie spokojne, choć nie do końca udane życie. A jednak lubi swoją codzienną rutynę – powtarzanie tych samych czynności – każdego dnia, o tej samej porze. Jest przedstawicielem handlowym, zdecydowanie zbyt często odwiedza półkę ze słodyczami i podkochuje się w aptekarce. Nie ma jednak ani odwagi, by wyznać jej swoje uczucia, ani motywacji, by kupić o jednego batonika mniej. Bo przecież głupio iść do kasy z jednym pomidorem, prawda? Trzeba jeszcze coś dobrać, a wtedy wybór zazwyczaj pada na paczkę ciastek. Albo dwie.
Jest gruby, choć kiedyś dźwigał ciężary, ma trzydzieści lat i nadal nie wie, skąd wzięło się jego imię. Niby wyjątkowe, ale z drugiej strony idiotyczne, dziwne, obce. W pewien sposób stygmatyzujące. Mieszka z daleka od swojej rodziny i jej tajemnic. Nawet go to cieszy i napawa pewnego rodzaju spokojem… ale pewnego dnia dowiaduje się, że musi wrócić.

Tajemnicza kraina w przeszłości

Telefon od matki wywraca świat Saturnina do góry nogami. Dziadek zniknął, nie wrócił do domu. Satek nie zastanawia się długo – bierze urlop na żądanie, wsiada w samochód i jedzie do rodzinnego domu. Razem z matką ruszają na poszukiwania Tadeusza. Dokąd udał się dziewięćdziesięciolatek? Co łączy go z mężczyzną, po którym imię odziedziczył Saturnin?

Jako mały chłopiec przez błąd na bilecie Satek wierzył, że autobus, którym jeździł do szkoły w Radziejowie, zahaczał o tajemniczą krainę. To właśnie tam miał przebywać jego skryty i milczący dziadek. Jakie tajemnice skrywał Tadeusz pod swą grubą i napiętą skórą? Saturnin nie wie jeszcze, że powrót w rodzinne strony zmieni go na zawsze.

Historia rodzinna

Tym razem autor wziął pod lupę rodzinną historię i postanowił przedstawić ją swoim czytelnikom. Z tym, że zrobił to trochę na opak. Małecki nie śmiał podjąć próby wcielenia się w rodzinnego biografa. Zamiast tego postawił na kreatywność i przedstawił czytelnikom alternatywną historię swojej rodziny. Wrócił tym samym na polską wieś i przeniósł się z powrotem w wojenne czasy.
Saturnin pokazuje, że wojna naznacza człowieka na całe życie. To powieść, która podczas czytania wbija w fotel, zapiera dech w piersiach. Kartki dosłownie przelatywały mi przez palce i nim się obejrzałam, czytałam już ostatnie zdanie.

Perełką, która czeka na czytelnika na samym końcu książki, jest posłowie autora. Bez niego ta książka nie byłaby tak dobra. Bez tego krótkiego wytłumaczenia się i wyjaśnienia.

Ocena: 4+/6
©Jej Wysokość Literatura
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć