ebook Babcie
3.79 / 5.00 (liczba ocen: 195)

Babcie
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
najlepsza cena! w tym tygodniu
E-book - najniższa cena: 20.00
PakietyMedyczne#PakietyMedyczne
PakietyMedyczne#PakietyMedyczne
25.00 złpremium: 15.00 zł Lub 15.00 zł
-19% 20.00 zł Lub 18.00 zł
23.75 zł Lub 21.38 zł
25.00 zł
21.24 zł
21.25 zł
21.25 zł
22.20 zł
25.00 zł
25.00 zł
25.00 zł
Inne proponowane

Petr Šabach, czeski pisarz znany z humorystycznych utworów, tym razem zabiera nas na wyprawę retrospektywną. Wraz z bohaterem powieści przemierzymy jego lata szkolne, zbuntowaną długowłosą młodość, która zahacza o Londyn ’69 i Grecję lat 70., i nie mniej barwną dorosłość, aż do aksamitnej rewolucji 1989 r. Jak zwykle u autora „Pijanych bananów”, towarzyszyć nam będą ciepły uśmiech i nostalgiczna łezka.

Matěj urodził się w sierpniu 1951 roku. A raczej brutalnie wypchnięto go na świat pełen nieobliczalnych stryjków, bojowniczych ciotek, sąsiadek mieszających w wannie sałatkę ziemniaczaną, bezkompromisowych trenerów boksu, wyjących przenikliwym falsetem germanistek i innych udręk, od których z pewnością by oszalał, gdyby nie one. Babcie. Subtelna babcia Irena, której dzieciństwo upłynęło w klasztorze, płynnie mówi po francusku, czyta wnukowi Szekspira, zachwyca się baletem rosyjskim i grecką filozofią. Babcia Maria, zagorzała komunistka, chleb smaruje palcem, z nikim się nie certoli i każdą chorobę leczy winem domowej roboty, bez względu na to, czy niedomaga dorosły, czy dziecko.
Przed nami pełna humoru wyprawa po niebanalnym życiu niebanalnego literackiego bohatera.

O Autorze:
PETR ŠABACH urodził się w sierpniu 1951 roku. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe…

Babcie od Petr Šabach możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Petr Šabach to jeden z najpopularniejszych autorów czeskich, znany polskiemu czytelnikowi dzięki wydawnictwu Afera, które wypuszcza kolejne jego książki o absurdalnych tytułach (jak chociażby Pijane banany czy Gówno się pali) w nietypowym, niedużym formacie i z konsekwentnie kreskówkowymi, kolorowymi okładkami. Osobiście miałam na nie oko już dawno, jednak dopiero przy okazji niedawno u nas wydanych Babć zapoznałam się w końcu z twórczością Šabacha. W tej powieści wszystko zaczyna się 21 sierpnia 1951 roku, bo wtedy zaczyna się nasz główny bohater, Matěj.

Matěj, jako się rzekło, urodził się i od razu wpadł w dziwną rzeczywistość pełną absurdów i kontrastów: a linia demarkacyjna przebiegała dokładnie w poprzek jego rodziny. Babcia Maria jest zagorzałą komunistką, która „chleb smaruje palcem, z nikim się nie certoli i każdą chorobę leczy winem domowej roboty, bez względu na to, czy niedomaga dorosły, czy dziecko”, a jej syn, stryjek Míla, rok w rok próbuje wyhodować pomidory w kształcie pięcioramiennej gwiazdy. Babcia Irena za to płynnie mówi po francusku, czyta wnukowi Szekspira, zachwyca się baletem rosyjskim i grecką filozofią, a na obecną władzę pluje – a raczej plułaby, gdyby nie jej wysoka kultura osobista. Wraz ze swoją córką, ciocią Danielą, ograniczają się zatem do klęcia na komunistów, ale tylko po francusku, by nie denerwować biednej Marii. Ta rodzina, choć szalona, dziwaczna i momentami męcząca, jest jednak dla Matěja opoką.

Stryj Míla od kilku dobrych lat usiłował wyhodować w ogródku swojej mamy pomidory w kształcie radzieckiej czerwonej gwiazdy. Wierzył, że pomidory rosną szybciej, kiedy się im śpiewa, można więc go było często spotkać przy tyczkach, gdzie wytrwale nucił Międzynarodówkę bas-barytonem całkiem zbliżonym do rejestru czarnoskórego Paula Robesona.

– Za rok, góra dwa! Zobaczycie! – Znacząco unosił brwi, mówiąc o swoich pomidorkach. – Sam Łysenko pęknie z zazdrości!

– Kto to jest Łysenko? – zapytał Matěj babci Ireny. Babcia poczekała, aż zostaną sami, po czym wyjaśniła, że Łysenko to prymityw ze Związku Radzieckiego, który próbował wyhodować ogromną kurę posiadającą tyle mięsa co świnia domowa i pierze delikatniejsze od gęsiego puchu, ale wyszedł mu łysy kurak, który żarł jak bernardyn.


Dorastanie w cieniu babć o tak odmiennych poglądach sprawiło, że ich wnuk jest pod względem politycznym wyjątkowo płynny. Kochając tak samo mocno obie staruszki, stara się każdą sytuację przedstawić w taki sposób, by obie były zadowolone. Pisząc więc o swojej emigracji do Wielkiej Brytanii, a później do Grecji, przekonuje babcię Irenę, że zwiedza piękne zabytki i wystawy oraz cytuje poezję, natomiast babci Marii w prostych słowach opowiada, jak często odwiedza grób Karola Marksa, gdzie spotyka ludzi o rewolucyjnych poglądach oraz napomyka, że w Londynie wciąż bardzo poważanym samochodem jest czeska Škoda. Kiedy w czeskim narodzie narasta lęk przed wojną, babcię Marię uspokaja słowami: Sowieci na to nie pozwolą, a babcię Irenę: Sowieci sobie na to nie pozwolą. Jednak Sowieci mają gdzieś zapewnienia Matěja, i oto radzieccy żołnierze w sierpniu 1968 roku wkraczają do Czechosłowacji, miażdżąc ziemię gąsienicami czołgów i strzelając do chłopaka, który udawał, że chce rzucić w czołgi cegłą.

Babcie są więc w pewnym sensie historią o tym, jak rodzina, nawet pokręcona i męcząca, jest filarem i bezpieczną przystanią. Matěj, będąc młodym mężczyzną, pragnie wyrwać się w świat, zobaczyć coś poza Czechosłowacją, uniezależnić się: słowem, ma pragnienia typowego chłopaka ze środkowej Europy. Ku jego zaskoczeniu okazuje się, że ciągnie go do ojczyzny, i że woli wrócić do kraju, gdy w końcu po piątym rzucie monetą pokaże się reszka, niż jechać ze znajomym do Kanady. Babcie nie są natomiast opowieścią o babciach, tak jak się spodziewałam. Niewiele tu ich przekomarzanek, uników i codziennych animozji. Petr Šabach skupia się na dorastaniu Matěja, który urodził się w dość specyficznej epoce: poczynając od lat pięćdziesiątych., przez nastoletniość naznaczoną długimi piórami i buntem, aż do aksamitnej rewolucji w 1989 roku. Jest trochę zabawnie, ciut nostalgicznie i lekko poważnie, co tworzy bardzo czeski, w moim odczuciu, klimat. Jedyny mój problem z Babciami był taki, że czasami robiło się przyciężko: liczyłam na więcej humoru i jakiejś takiej „szwejkowatości”, a zaplątała się tu chyba raczej Hrabalowska melancholia. Ot, i nieporozumienie gotowe.

Grupa demonstrantów stłoczonych przed redakcją związkowego wydawnictwa „Praca” wykrzykiwała hasło:

– „Praca” kłamie!!!

– Co krzyczą?! – dopytywała się ciocia Daniela.

– „Praca” kłamie!!! – wrzasnął jej do ucha.

Ciocia ochoczo skinęła głową, po czym dołączyła do skandujących, ale Matěj miał niejasne wrażenie, że płynące z jej ust słowa trochę odbiegają od słów reszty, nachylił się nad nią, nadstawił uszu, i rzeczywiście…

– Wracaj, chamie! Wracaj, chamie! – ryczała ciocia z szaleńczym błyskiem w oku.


Ocena: 4/6
©tanayah czyta
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć