ebook W piekle pandemii
4.03 / 5.00 (liczba ocen: 36)

W piekle pandemii
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
najlepsza cena! w ostatnich kilku dniach
E-book - polecana oferta: 27.00
27.00 zł Lub 24.30 zł
32.00 zł
-6% 26.98 zł
27.20 zł
27.52 zł
27.90 zł
32.00 zł
32.00 zł
Inne proponowane

Opowieść o dniu, w którym świat, jaki znamy, przestał istnieć. I o wszystkim, co zdarzyło się potem.

Kiedy Oliwia i Marcello wyjeżdżają na długo wyczekiwany urlop, nic nie zapowiada chaosu, w jakim już wkrótce pogrąży się cały świat. Zakochani wraz z kilkorgiem bliskich przyjaciół korzystają z uroków zimowej aury, spędzają dnie na zaśnieżonych górskich stokach, a wieczory z grzańcem przy kominku, tymczasem nad ojczyzną młodego lekarza powoli zbierają się ciemne chmury… Pewnego dnia włoskie media podają, że tajemniczy wirus z Wuhan pokonał granice kontynentów, a w szpitalu znalazł się „pacjent zero”. Od tej pory nic nie będzie już takie, jak przedtem…

„W piekle pandemii” to przejmująca, autentyczna opowieść o życiu w czasach śmiercionośnego wirusa. Bergamo, Drezno, Wenecja i Wrocław, a także azyl na Lawendowym Wzgórzu w Toskanii – w każdym z tych miejsc bohaterowie spróbują znaleźć najlepszy sposób na przetrwanie trudnych czasów i poukładanie swojej rzeczywistości na nowo. Czy im się uda?

W piekle pandemii od Jolanta Kosowska możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Nie ma rzeczy niewykonalnych. To tylko ludziom brakuje czasami odwagi, by zmierzyć się z czymś wyjątkowym i trudnym.
Czasami człowiek musi otrzeć się o śmierć, żeby zrozumieć, że nie załatwił jeszcze wszystkich swoich ziemskich spraw.
Wojna z niewidocznym wrogiem

Moi drodzy doceniajmy to, co mamy. Cieszmy się każdą chwilą i nie odkładajmy niczego na później. W ostatnim czasie walka z niewidocznym wrogiem, jakim jest pandemia Covid-19 uświadomiła nam, jak niewiele trzeba, by świat się zatrzymał, a w naszym życiu zagościł strach o zdrowie nasze i naszych najbliższych, ale także niepewność tego, co przyniesie przyszłość. Starania o to, aby spowolnić rozprzestrzenianie się wirusa, a w perspektywie czasowej wyeliminować go są nierówną walką z niewidocznym wrogiem. Wszyscy, mając świadomość śmiertelnego zagrożenia, uczymy się żyć z tą chorobą, choć nie jest to łatwe, ponieważ to ona dyktuje nam swoje warunki, a my pokornie za nią podążamy. Na szczęście są osoby, które będąc na pierwszej linii frontu tej wojny, strzegą naszego zdrowia i bezpieczeństwa. Pracownicy służby zdrowia są naszymi bohaterami. W myśl przyrzeczenia lekarskiego każdy z lekarzy składał uroczystą przysięgę, że będzie to dla niego jedną z najważniejszych powinności. Nie ulega jednak wątpliwości, iż w obliczu tego, co dzieje się na świecie zawód lekarza nabrał zupełnie innego wymiaru. W mediach nieprzerwanie płyną podziękowania dla nich wszystkich za to, co robią dla nas każdego dnia od wielu miesięcy, ale czy tak naprawdę mamy świadomość tego, jak wiele osoby te ryzykują, ratując życie nasze i tych, których kochamy?

Dziś przychodzę do Was z recenzją książki Jolanty Kosowskiej - W piekle pandemii, dzięki której mamy możliwość spojrzeć na tytułowe piekło, które wciąż trwa z perspektywy lekarza, bowiem autorka z wykształcenia jest właśnie lekarzem i czynnie wykonuje ten zawód.

Zanim jednak opowiem Wam, o samej książce, przyznam się szczerze, że się jej obawiałam. Nie ukrywam, że życie w ciągłym lęku i napięciu potęgowane nieustannie napływającymi informacjami o sytuacji epidemiologicznej na świecie nie pozostały bez wpływu na mnie samą.

Mówiąc wprost, czuję się bardzo mocno przytłoczona i niejako zmęczona tematem. Oczywiście nie bagatelizuję problemu, ale tak zwyczajnie po ludzku, mam już dość. Co za tym idzie, przystępując do lektury książki, byłam pełna obaw, że będę mocno przygnębiona i trudno będzie mi się po jej przeczytaniu pozbierać. O tym, czy moje obawy były słuszne, przekonacie się w dalszej części recenzji. Tymczasem przejdźmy do fabuły książki.

Bohaterami powieści są Oliwia i Marcello oraz ich przyjaciele Berndt, Adrianna, Sara, Lucia i Antonio. W momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w ich życie, wszyscy wspólnie spędzają wakacje w górach. Jednak bardzo szybko beztroskę i radość ze spędzonych razem chwil zastępuje strach wywołany informacjami podawanymi przez telewizję o pierwszym zachorowaniu na wirusa, jak również o pierwej zarażonej osobie, która zmarła. Musicie wiedzieć, że Marcello, Berndt i Antonio są lekarzami i przed nimi stoi trudny wybór, co robić, zostać z najbliższymi czy ratować chorych, którzy ich teraz bardzo potrzebują. Wybór jest oczywisty, jako lekarze nie mogą postąpić inaczej. Wiedzą jednak, że w momencie, kiedy pomagają innym, są jednocześnie największym zagrożeniem dla swoich bliskich.

Mężczyźni zostawiają swoje kobiety po to, by spełnić swoje powołanie. Każda z postacie książki będzie próbowała nauczyć się żyć w nowej dla całego świata rzeczywistości. O tym, jak będą sobie radzić, musicie przekonać się sami.

Warto podkreślić, akcja powieści osadzona jest w kilku miejscach jednocześnie: Bergamo, Drezno, Wenecja i Wrocław to miejsca, w których przebywają oddaleni od siebie przyjaciele. W poczuciu odosobnienia i samotności będą musieli zbudować swoją rzeczywistość na nowo. Jest jednak jeszcze jedno wyjątkowe miejsce, w którym Marcello znalazł schronienie dla swojej ukochanej. To Lawendowe Wzgórze. Niezwykły azyl, w którym wspólnie z babcią swojego ukochanego mieszka Oliwia. To miejsce, pomimo że znajduje się we Włoszech, kraju mocno doświadczonego przez wirusa, w powieści zostało przedstawione niczym odcięty od bezwzględnej rzeczywistości azyl. To właśnie na tym miejscu najbardziej koncentruje się akcja przedstawionych na kartach książki wydarzeń. O tym, co dzieje się w pozostałych krajach zarówno Oliwia, jak i my czytelnicy dowiadujemy się z korespondencji mailowej, bądź ze SMS-ów, które piszą do niej przyjaciele.

Kochani, W piekle pandemii czytałam z ogromnym przejęciem, ponieważ przez cały czas czytania książki mamy dojmującą świadomość autentyczności wszystkiego, o czym czytamy. Przeraża fakt, że to nie jest fikcja literacka, ani nawet przeszłość. Wirus jest nadal z nami i nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle nas opuści. Co więcej - uczucia, które towarzyszą bohaterom, są również naszymi. Przecież my również czujemy w naszych sercach przerażenie. Czujemy się zagubieni i zdezorientowani, nie wiedząc, co może się wydarzyć w każdej chwili. Wszyscy staramy się znaleźć coś, co pozwoli nam wzbudzić w sobie siłę i wiarę w to, że jeszcze będzie normalnie. Jeszcze będzie przepięknie. Dla naszych bohaterów i pewnie także dla wielu z nas są to piękne wspomnienia z czasów, zanim to wszystko się zaczęło.
Nie myślcie jednak, że wszystko - choroba, strach i cierpienie - to jedyne czemu Pani Jola poświęciła uwagę w swojej książce. Nic podobnego. To także poruszająca i chwytająca za serce książka o miłości i przyjaźni, a więc o największych wartościach w życiu każdego z nas.

Jeśli jeszcze zastanawiacie się, czy sięgnąć po ten tytuł, to gorąco Was do tego zachęcam. Nie bójcie się tego, co na Was czeka. Z pewnością pojawi się silne wzruszenie, a może nawet popłyną łzy, ale też zostanie w naszych sercach zasiane ziarenko nadziei, a przecież tego teraz potrzebujemy najbardziej.
Każda z postaci stała mi się bardzo bliska. Najbardziej jednak poruszyło mnie to, co przeżywała Oliwia, drżąc ze strachu i czarując rzeczywistość. Nic więcej jednak nie zdradzę. Musicie przeczytać książkę.

Na zakończenie na ręce Pani Jolanty Kosowskiej chciałabym złożyć serdeczne podziękowania dla wszystkich lekarzy za całe dobro, które czynią dla chorych osamotnionych w zmaganiach z bezwzględną chorobą. Nie wolno nam bowiem zapomnieć, że rola lekarza w momencie, kiedy chorzy są odizolowani od swoich rodzin, często wymaga dużo więcej, niż ma to miejsce zazwyczaj. Teraz, jak mówiła Pani Jola podczas jednego ze spotkań autorskich online, w którym miałam przyjemność uczestniczyć, w czasie pandemii jest jeszcze bardziej potrzebna swoim pacjentom, po to, by łagodzić ich lęki i obawy. Często też o wiele poważniejsze stany emocjonalne.

Ocena: 6/6
©Kocie czytanie
Nie da się ukryć, że w obecnej sytuacji siedzenie w domu sprzyja tworzeniu. Ludzie odkrywają w sobie nowe hobby, odkrywają kolejne zainteresowania lub piszą książki. Właśnie tak postąpiła pani Jolanta Kosowska, której książkę ostatnio przeczytałam. Czy W piekle pandemii to powieść godna polecenia? Na to pytanie odpowiem już za chwilę.

Pewnego dnia Oliwia i Marcello wyjeżdżają na wyczekiwany urlop, jednak nic nie zapowiada chaosu i dramatu, jaki ich czeka już niedługo. Para korzysta z uroków zimy, a całe dnie spędzają na górskich stokach. Ich spokój zostaje jednak zaburzony przez ciemne chmury, które zbierają się nad ojczyzną Marcella. Jako lekarz jest on wkrótce zmuszony ruszyć na walkę z tajemniczym wirusem, który przedostał się z Wuhan i ruszył na podbój Europy. Od tego momentu rozpoczyna się rozpaczliwa walka o życie tysięcy ludzi.

Główną bohaterką jest Oliwia, z którą miałam mały problem. Z jednej strony była to postać bardzo sympatyczna i ciepła, ale z drugiej... chwilami mnie irytowała swoim dość dziecinnym zachowaniem. Oczywiście wiem, że pewnie według niektórych przesadzam, no ale cóż poradzę. Mam też ogromny zarzut w stronę innych bohaterów, którzy z jakiegoś powodu nie dawali się nawet wypłakać tej biednej dziewczynie. Ciągle tylko “nie bucz”, a przecież nic by się nie stało, gdyby choć raz wypłukała sobie oczy.

Na początku miałam problem z tą powieścią. Przez pierwsze kilka stron lektura sprawiała mi dużą przyjemność, natomiast przez kolejne kilka było dość średnio. Autorka chcąc przedstawić mi jako czytelnikowi, co działo się kilka miesięcy temu u naszych bohaterów, po prostu zaczęła o tym pisać, a że nie było to oznaczone w żaden sposób - gubiłam się. Skoro już o tym wspomniałam, to kolejnym moim zarzutem jest to, że nie ma tutaj podziału na rozdziały. Ja nie cierpię wręcz, kiedy cała powieść jest jednym wielkim rozdziałem. Książka może być cudowna, ale nie lubię tego i to bardzo.

Jednakże, o dziwo W piekle pandemii to bardzo wciągająca powieść, mimo tego, że to tak naprawdę zwykła obyczajówka. Chwilami poruszająca, a fakt ten podbudowany był tym, że wszystko to działo się naprawdę i wciąż dotyczy nas wszystkich. Nie zabrakło również cudownego klimatu Toskanii, który jest zdecydowanie największą zaletą tej pozycji. Czuć tutaj tę “włoskość” na każdej ze stron i za to ogromny kciuk w górę dla autorki.

Na dużego plusa zasługuje również styl autorki, który jest niby taki prosty, ale jednocześnie trochę taki... poetycki? No i bezsprzecznie sprawia on, że powieść czyta się szybko i bardzo przyjemnie – a to bardzo lubię we wszystkich książkach, które czytam.

Myślę, że mimo tego, iż powieść może dla kogoś być formą żerowania na tragedii, to warto ją przeczytać. To trochę tak, jakby ktoś wziął nasze emocje: strach, rozpacz i nadzieję i przeniósł na papier. Jeżeli nieobce Wam powieści obyczajowe, to koniecznie musicie poznać i tę historię.

Ocena: 5+/6
©Inthefuturelondon
Z twórczością Pani Jolanty Kosowskiej miałam do czynienia raz i jaj mnie pamięć nie zawodzi to książkę czytało się dobrze. Byłam niezmiernie ciekawa najnowszej książki autorki, bo to bardzo aktualna tematyka i prawdę powiedziawszy zastanawiałam się jak może wyglądać książka o koronawirusie. Sama miałam to nieszczęście pracować w tym czasie w domu pomocy i to co towarzyszyło mi każdego dnia to strach i niepewność, a już na wynik testu czekałam jak na zbawienie. Najbardziej żal było mi tych starszych ludzi, którzy nie dosyć, że niejednokrotnie ciężko chorzy to jeszcze tęskniący za najbliższymi i nie bardzo wiedzący co się dzieje i dlaczego dzieci nie przychodzą tygodniami. I jak tu wytłumaczyć staremu człowiekowi, że świat stanął w miejscu, a to co znamy jest do góry nogami?

Bałam się tej książki.

Tak wydawnictwo zachęca nas do sięgnięcia po lekturę :

Opowieść o dniu, w którym świat, jaki znamy ,przestał istnieć. I o wszystkim, co zdarzyło się potem.
Kiedy Oliwa i Marcello wyjeżdżają na długo wyczekiwany urlop, nic nie zapowiada chaosu, w jakim wkrótce pogrąży się cały świat. Zakochani wraz z kilkorgiem bliskich przyjaciół korzystają z uroków zimowej aury, spędzają dnie na zaśnieżonych górskich stokach, a wieczory z grzańcem przy kominku, tymczasem nad ojczyzną młodego lekarza powoli zbierają się ciemne chmury...
Pewnego dnia włoskie media podają, że tajemniczy wirus z Wuhan pokonał granice kontynentów, a w szpitalu znalazł się "pacjent zero". Od tej pory nic nie będzie już takie, jak przedtem.
W świetle pandemii to przyjmująca, autentyczna opowieść o życiu w czasach śmiercionośnego wirusa. Bergamo, Drezno, Wenecja i Wrocław, a także azyl na Lawendowym Wzgórzu w Toskanii - w każdym z tych miejsc bohaterowie spróbują znaleźć sposób na przetrwanie trudnych czasów i poukładanie rzeczywistości na nowo. Czy im się uda?


Jakby ktoś nam powiedział, że w roku 2020 będziemy świadkami tego, że świat stanął na głowie to z pewnością pukalibyśmy się w czoło. Ale niestety tajemniczy wirus z Wuhan dopadł wszystkie kraje i świat zatrzymał się w miejscu , a jakby tego było mało to jego końca nie widać. Nawet mam wrażenie, że jest coraz gorzej, bo lato, bo urlop, bo trzeba wyjechać, bo postępujemy egoistycznie nie patrząc na innych. Jak patrzę na te tłumy na plażach to muszę przyznać, że ogarnia mnie przerażenie. Ja nie byłam na urlopie, bo granice i niebo też zamknęli. I co, przeżyłam, polecę gdzieś w przyszłym roku jak tylko będzie to możliwe.

Sięgałam po książkę ze strachem i obawą, bo co można napisać o nieznanym wirusie, który grasuje między nami, przewraca nam życie do góry nogami i zabiera najbliższych? Podchodziłam do książki jak pies do jeża, ale jak już się zdecydowałam na lekturę to przepadłam. Autorka subtelnie i z wyczuciem opisuje emocje, które targają ludźmi w tym nowym dla wszystkich świecie. Pokazuje życie lekarzy na pierwszym polu walki, ich rodzin, które żyją w niepewności i zwyczajnych ludzi, którzy nagle zobaczyli, że tuż obok w sąsiedztwie żyją inni ludzie.

To rewelacyjna książka nie tylko o wirusie, ale o każdym z nas i dla nas. To książka, przy której podczas czytania pociły mi się oczy i potrzebowałam góry chusteczek. Dlaczego? Sięgnijcie koniecznie po W piekle pandemii i przekonajcie się sami.

Ocena: 5+/6
©Biblioteczka u Rudej
Po twórczość Pani Jolanty sięgam praktycznie w ciemno. Każdą kolejną książkę wychodzącą spod pióra autorki, witam jak dobrego przyjaciela. Ten dobry znajomy zabierze mnie nie tylko w emocjonalną podróż, ale także pokaże kolejny piękny kawałek naszej cudownej Ziemi. Tym razem jednak towarzyszyć nam będzie niewidzialny wróg, dzięki któremu, każdy z nas przeżył najtrudniejsze momenty w XXI wieku.

Pani Jolanta przedstawiła nam po raz kolejny w swojej twórczości życie lekarzy i to nie tylko służbowe, również prywatne. Znajomi medycy postanowili po intensywnej pracy, jak co roku wybrać się całą paczką na zasłużony urlop. Zapragnęli zatracić się w zimowym szaleństwie na nartach we Włoskich Dolomitach. Latem przeważnie wyjeżdżali razem na żagle w Chorwacji. Marcel i Oliwia oraz ich przyjaciele beztrosko spędzali wolne chwile i nic nie zapowiadało, tego, jak bardzo zmieni się ich dotychczasowe życie. Co gorsze, już nigdy nic nie będzie takie samo jak przedtem. Ich radość i zabawę przerywa nagle informacja mrożąca krew w żyłach. Marcel jako pierwszy dowiaduje się o przypadku tajemniczego pacjenta „0”, który zarażony jest całkiem nowym wirusem. Nagła świadomość tej informacji i następstwa tego przypadku, zbijają go dosłownie z nóg. Nie mówiąc nic ukochanej, w ostatnim momencie i do tego sposobem wywozi Oliwię do spokojnej i sielskiej Toskanii, do swojej babci. Tam Oliwia w gronie życzliwych i przyjaznych osób oraz cudownej scenerii spędza wolny czas w oczekiwaniu na ukochanego. On zaś wraca do wrocławskiego szpitala. Nagle jednak cały świat obiega złowieszczy komunikat – COVID-19.

W piekle pandemii to nie tylko historia rozłąki pary ukochanych, to także losy ich przyjaciół: Antonia i Lucci, Adrianny i Brendta i ich małej córeczki Sari. Przede wszystkim to także książka o zwykłych ludziach, lekarzach, pielęgniarkach, o życiu w oku cyklonu o nazwie koronawirus. Nikt nie może się czuć bezpieczny, niewidzialny wróg dociera w najdalsze zakątki świata. Autorka dała nam wyjątkową i unikalną możliwość poznania od wewnątrz skutków pandemii. Pokazała, z jakimi trudnymi decyzjami nagle musiała się zmagać cała służba zdrowia. Jak codziennie musieli stawać do nierównej walki o życie nie tylko swoje i swoich rodzin, ale także o innych. Brali udział w heroicznej walce dla dobra całego ogółu. Z każdym kolejnym dniem zwycięstwo przechylało się w stronę śmiertelnego wirusa, brakowało leków, sprzętów medycznych, respiratorów, środków, chociażby do dezynfekcji i co najgorsze brakowało ludzi do pracy. Nagle przypomina się wycinek filmowy z jakiś naszych wiadomości. Samochody ciężarowe wywożą z miasta ogromną ilość ciał zmarłych osób.

To nie jest książka tylko o koronawirusie, to opowieść o nas i dla nas. Nikt z nas nie przypuszczał, że kiedyś książkowe czy filmowe wyobrażenia o epidemii ziści się niczym najgorszy koszmar. Nasze życie zostało wywrócone do góry nogami. Liczne zakazy i obostrzenia spowodowały, że musieliśmy się przystosować do panujących warunków, przeorganizować nasze poukładane codzienne życie. Dzięki temu doceniliśmy wiele rzeczy. Zmieniło się diametralnie postrzeganie różnych do tej pory nawet nieistotnych rzeczy. Rodzina i zdrowie stało się naszym największym priorytetem. Nie było NAS jako jednostki, ale MY jako nasza podstawowa komórka społeczna. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że nie każdy miał tyle szczęścia. W tej sytuacji liczy się tylko chwila obecna i nie ma co odkładać wszystkiego na później, bo niestety później może nie nadejść.

Przyznaję, że początkowo miała mieszane uczucia do tej akurat pozycji. W pewnym momencie z każdej strony atakowały nas różne, czasami nawet sprzeczne informacje dotyczące Covid-19. Natłok ten razem z szerzącą się ogólną paniką i bieżącą sytuacja, która z godziny na godzinę potrafiła się pogarszać, spowodowała to moje wahanie. Chociaż na moment chciałam od tego odetchnąć. Niestety prawda jest taka, że nie mam żadnego wpływu na epidemię i w magiczny sposób ona nie zniknie. Absolutnie nie żałuję poświęconego czasu na czytanie najnowszej powieści Pani Jolanty. Autorka utrwaliła na każdej kartce zbiór naszych emocji, poczucia lęku o siebie i innych, przemyśleń, a także naszych reakcji. Sprowokowała nas do przemyśleń, co tak na prawdę liczy się w życiu. Uważam, że każdy powinien tę książkę poznać.

Ocena: 5+/6
©Książka w autobusie
Rok 2020 na pewno zapisze się niechlubnie w naszej pamięci na zawsze. Koronawirus zmienił całe życie praktycznie każdego z nas, niestety czytając tę książkę wciąż z tyłu głowy miałam fakt, że wciąż pandemia trwa i nie wiadomo co jeszcze przed nami. Zapraszam na moją przedpremierową recenzję.

Książki tej autorki są jedyne w swoim rodzaju, autorka czynnie pracuje jako lekarz, dlatego często w jej historiach możemy poczuć kawałek świata lekarskiego.

Najnowsza książka opowiada o tym co dotknęło nas nagle w tym roku. Oliwia i Marcello wyjechali w końcu na długo oczekiwany urlop. Ludzie z całej Europy przyjechali do północnych Włoch na narty, to był czas zimowych ferii w Polsce. Zakochani wraz z przyjaciółmi szusują na nartach i nie mają świadomości zagrożenia. Marcello dowiaduje się o pacjencie "zero", a ponieważ jest lekarzem ma świadomość co się zaraz stanie. Wywozi swoją ukochaną Oliwię podstępem do swojej babci, która mieszka w kamiennym domu na Lawendowym Wzgórzu w Toskanii. Dom oddalony jest od głównej drogi, mocno na uboczu, w przepięknych okolicznościach przyrody. Oliwia jest nieświadoma tego co się dzieje na świecie, specjalnie nie ma tam internetu ani telewizora.

Wiosną musiało tutaj być pięknie. Nawet to szare przedwiośnie wyglądało tutaj inaczej. Takie dziwne miejsce, jakby wyrwane z rzeczywistości, zamienione i zaczarowane, w którym nagle czas się zatrzymał i świat kończył.

Kiedy w końcu dowiaduje się prawdy jest w szoku i bardzo się boi, tym bardziej że jej przyjaciele oraz ukochany jest lekarzem... Rozumie to, że chciał ją chronić przed wirusem, ale tak trudno jej żyć bez Marcello.

Książka opisuje to co się dzieje w Bergamo, Dreźnie, Wenecji, Wrocławiu i w Toskanii - to tam są nasi bohaterowie i próbują przeżyć najtrudniejsze czasy i poukładać swoje życie na nowo. Autorka umiejętnie kieruje fabułą, także nie ma szans się pogubić w wątkach.

Każdy z nas nie mógł uwierzyć to co się stało na świecie. Gdyby ktoś mi powiedział w Sylwestra, że niedługo wszyscy będziemy siedzieć zamknięci w domach to bym nie uwierzyła. Jeszcze w tamtym roku ta książka byłaby jak science fiction. My siedzieliśmy w domu, a autorka opisała to co przeżywały żony, ukochane tych, którzy stanęli w samym środku piekła. Żony lekarzy...

To nie jest książka tylko o COVID. Autorka przepięknie opisuje miasta włoskie, np. Wenecję.

Wszystko wydawało się wyjątkowe. Trochę jak jawa, a trochę niczym sen. Byłam zauroczona, zachwycona, oczarowana. Z wypiekami na policzkach chłonęłam atmosferę tego miasta. Wsłuchiwałam się w plusk fal, uderzenia wiosła, dźwięk wody odbijającej się od brzegów kanału, szum silnika przepływającej gdzieś nieopodal motorówki, zgrzyt metalu, gdy tramwaj wodny przybijał do przystanku...

Bardzo delikatnie i z wyczuciem opisuje niepewność ludzką, depresję osób, smutek, rozgoryczenie, niemoc... Autorka opisuje życie lekarzy, tych na I froncie walki, ich rodzin, ale i zwykłych ludzi, którzy nagle zauważają obok siebie potrzebujących starszych sąsiadów. Gratuluję autorce, że podjęła się takiego trudnego tematu, którego każdy z nas ma dosyć. To mądra obyczajowa powieść o tym co w życiu jest najważniejsze. Podobało mi się też nawiązanie do relacji z Bogiem, ale takie nienachalne, delikatne i dające do myślenia.

Spodziewałam się, że to będzie dobra książka i tak jest! Książka dająca nadzieję, tak nam potrzebna teraz, kiedy tak naprawdę nie wiemy co będzie na jesieni. Moja ulubiona książka pani Joli, także polecam gorąco!

Ocena: 5/6
©Matka książkoholiczka
Nikt nie spodziewa się momentu, kiedy wszystko nabiera innych kolorów, emocji i zmienia się, czy bezpowrotnie? To dopiero okaże się, lecz na razie każdy dzień jest mieszanką dramatu i nadziei. Przeszłość wydaje się tak odległa, a jednocześnie daje siłę by chociaż czasami dostrzec w przyszłości jasny punkt. Pozostaje jednak teraźniejszość, pełna bólu i strachu co jeszcze zgotuje los, dający wiele, lecz również mogący tak samo dużo, jak nie więcej, odebrać.

Toskański krajobraz jest zapierającą dech w piersiach panoramę, jedyną w swoim rodzaju, ale kiedy ogląda się ją nie z najbliższą osobą, ale prawie nieznajomymi ludźmi wiele traci na swoim uroku. Wenecja na wiosnę jest niepowtarzalna, bez tłumu turystów, z lekkim wiatrem od laguny, pięknymi gondolami kołyszącymi się na lekko pofalowanej wodzie. Jednak jeśli ogląda się te widoki w pojedynkę i w chwili kiedy nie wiadomo co przyniesie kolejny dzień dostrzega się o wiele surowsze jej oblicze. Oliwia i jej przyjaciele jeszcze niedawno beztrosko bawili się na zimowych feriach, nie przypuszczali, że za moment będą musieli zmierzyć się z czymś, co do tej pory wydawało się dobrym materiałem na książkę bądź film. Epidemia zmusiła ich by w krótkim czasie podjęli decyzje, o jakie sami siebie nie podejrzewaliby. Teraz chcąc nie chcąc próbują egzystować w całkowicie odmiennych warunkach. To, co było ważne jeszcze przed momentem teraz nabrało całkiem innej wartości, straciło na niej lub wprost przeciwnie zyskało i pokazało ja cenne jest. Choroba zbiera żniwo, nie jedynie śmiertelne, odsłania to czego nie chciano widzieć lub przed czym uciekano, lecz daje też szansę na dostrzeżenie tego, co ważne … Czy jeszcze będzie tak jak kiedyś? A może nowa rzeczywistość przyniesie coś nieoczekiwanego, co będzie początkiem czegoś pięknego?

Co do książek niektórych pisarek i pisarzy wiem, że podczas ich lektury będą towarzyszyły mi ogromne emocje, głęboko sięgające w umysł i pozostawiające po sobie niezapomniane refleksje. Do tego grona należy Jolanta Kosowska, jej historie od samego początku wymykają się prostym kategoriom, a każdy kolejny tytuł to prawdziwy literacki diament. W piekle pandemii porusza temat, jaki od kilku miesięcy nie schodzi z medialnych czołówek na całym świecie i odbija się wciąż złowrogim echem w życiu nas wszystkich. Jednak powieść ta nie jest prostą relacją z czasów epidemii, lecz zapisem niezwykle osobistym związku wystawionego na próbę oraz niezwykłych relacji rodzących się w chwilach kiedy to, co znane i dające poczucie bezpieczeństwa oddala się. Jednak to nie wszystko, to tylko jeden z wątków niezwykłej opowieści w jakiej przeplata się przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, doświadczenia pokoleń oraz wspomnienia tego, co było i tęsknota do tego, co miało być. Jolanta Kosowska oddała w ręce czytelników swoisty pamiętnik nie jednej osoby, lecz grona ludzi, postawionych w obliczu czegoś nieoczekiwanego, wystawiającego na próbę ich oraz bliskich, a przede wszystkim zmieniającego świat jaki znają. Tak naprawdę W piekle pandemii to dla mnie swoista powieść szkatułkowa, pokazującą ludzkie twarze akty dramatu rozgrywającego się w rzeczywistości, tu i teraz, na naszych oczach oraz odsłaniająca detale ukryte w sercach i umysłach. Pisarka ustami i czynami swoich postaci pokazuje co jest ważne w życiu, co sprawia, iż dostrzegamy to, co wcześniej nam umykało i jak uczymy się, czasem od nowa, drugiego człowieka, najbliższego, od jakiego oddaliliśmy się w codziennej gonitwie.

Ocena: 6+/6
©Taki jest świat
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć