ebook Dzień wagarowicza
3.5 / 5.00 (liczba ocen: 103) Ilość stron (szacowana): 276

Dzień wagarowicza
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  / /
E-book - polecana oferta: 23.32
wciąż za drogo?
27.81 złpremium: 17.94 zł Lub 17.94 zł
-22% 23.32 zł Lub 20.99 zł
27.51 zł Lub 24.76 zł
29.90 zł 20% rabatu
22.81 zł
23.92 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (4)
Inne proponowane

Dla byłego lekarza AK gęste mazurskie lasy to idealne miejsce, by nie rzucać się w oczy władzom nowej, komunistycznej Polski. Mazury to też nowa ziemia obiecana dla polskich osadników. Pierwsi z nich zaczynają się osiedlać. Jednak coś wywołuje w nich ciągły lęk. COŚ niezwykle silnego i okrutnego rozszarpuje w puszczy kolejne ofiary…

Raz, dwa, trzy, w lesie zginiesz ty...
Chciał uciec i się ukryć, ale od zabijania nie ma ucieczki…

W Moskwie referat Nikity Chruszczowa ujawnia bezmiar zbrodni Stalina. Zszokowany Bolesław Bierut umiera na miejscu. W Warszawie rozpoczyna się gra o władzę między „betonem partyjnym" a zwolennikami reform.
To wszystko jednak mało interesuje Ingę Ochab, córkę najważniejszego człowieka w państwie. Nastolatka wraz z przyjaciółmi planuje szalony wyjazd nad jezioro Śniardwy, aby uczcić Dzień Wagarowicza.
Wilkołaki czy „ruskie” z pobliskiej tajnej bazy? Kto jest sprawcą krwawej masakry w mazurskich lasach? Tylko wyklęty Roman „Trop” Kielecki wie, że prawda jest jeszcze bardziej przerażająca. Aby ratować bananową komunistyczną młodzież – dzieci znienawidzonych wrogów – będzie musiał sobie przypomnieć wszystko, co wie o zabijaniu…

Dzień wagarowicza od Robert Ziębiński możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Powoli oswajam się z myślą, że moje dzieci kiedyś dorosną i usłyszę magiczną prośbę o wyjazd ze znajomymi na Mazury. Właściwie w głowie już słyszę to pytanie i widzę te wielkie oczy wyrażające błaganie i przekonanie, że odmowa wywoła koniec świata. Wyobrażałam sobie, że będę cudowną mamą i pozwolę na tę wyprawę, bo przecież zawsze będę pamiętać o tym, jak sama byłam nastolatką. Tak było do momentu, w którym przeczytałam Dzień wagarowicza Roberta Ziębińskiego. Dziś z pewnością najpierw zrobiłabym dokładny research na temat tego, czy w okolicy, w której będą przebywać moje dzieci, nie grasuje jakieś zombie. Brzmi dziwnie, śmiesznie, groźnie? Dokładnie taka jest powieść Ziębińskiego.

Inga Ochab, córka drugiego po Bierucie najważniejszego człowieka w naszym kraju, postanawia spędzić ze swoimi znajomymi tydzień w rządowej willi nad jeziorem Śniardwy. Ta niezwykle inteligentna i urocza dziewczyna nie podejrzewa, co spotka ją i jej przyjaciół podczas wypadu na Mazury. Właściwie nie spodziewałby się tego nikt o zdrowych zmysłach. A jednak to, co pierwotnie może wydawać się niewytłumaczalne, ma bardzo logiczne, naukowe wyjaśnienie. I być może właśnie dlatego Dzień wagarowicza’ pochłonął mnie bez reszty, bowiem pod powłoką lekkiego absurdu, który niezmiennie kojarzy mi się z horrorami, można było dojrzeć w nim sens obudowany ciekawą fabułą.

Książka Ziębińskiego to dla mnie swoista zagadka, bowiem jest połączeniem horroru z fantastyką – dwóch średnio rozumianych przeze mnie gatunków. A jednak muszę przyznać, że pochłonęła mnie do tego stopnia, że zarwałam noc. To nie jest literatura wybitna i na szczęście nie czuć, żeby autor miał takie aspiracje. Wydaje się raczej, że dał upust wyobraźni, miksując ją z zamiłowaniem do monster movies. Jako że do smaku brakowało jeszcze kilku rzeczy, to dorzucił historię Polski lat 50., pegeerowską rzeczywistość, kilku Rosjan, polsko-niemieckie zatargi, a następnie okrasił bohaterami, na temat których wcale się nie rozwodził. Prawdę mówiąc to, co w mojej opinii nie miało prawa się udać, udało się znakomicie, czego dowodem jest fakt, że dziś piszę ten tekst z przekonaniem, że powinniście sięgnąć po tę powieść.

Wiecie co urzeka mnie w Dniu wagarowicza? Brak ciśnienia, parcia, konieczności wykazania się nie wiadomo czym. Ta książka w żaden sposób nie jest wymagająca, nie zmieni również waszego życia (chyba że tak jak ja zaczniecie się zastanawiać, czy powinno się puszczać dzieci na wypady ze znajomymi) i nie sprawi, że zmienicie swój światopogląd. Nie. Ta powieść spowoduje, że poczujecie drętwienie nóg (ja je czułam), kilka razy przejdą was ciarki, przeczeszecie stojące na rękach włosy, zaśmiejecie się wielokrotnie, a na koniec pomyślicie, że tak pokręconej książki dawno nie przeczytaliście. A może nie, może stwierdzicie, że wcale nie jest aż tak pokręcona. Jednak na pewno uznacie, że jest ciekawa. Nie ma innej opcji.

Ocena: 5/6
©Spadło mi z regała
Powieści grozy są dla mnie czymś niezwykle atrakcyjnym i jeśli na rynku pojawia się pozycja, która należy do tego właśnie gatunku - kwestią czasu jest to, że ją przeczytam. Kiedy zobaczyłam w zapowiedziach, że będzie wychodzić horror spod pióra polskiego pisarza – nie mogłam pozostać obojętna. Jednak czy książka ta zasługuje na uwagę, czy jednak niekoniecznie?

Niedaleko mazurskiego lasu zaczynają osiedlać się kolejni ludzie. Ich spokój jest jednak coraz częściej zakłócany przez wilki, które wyją nocami do księżyca. Ponadto, coś zaczyna bestialsko mordować kolejnych mieszkańców... Mało interesuje ten fakt Ingę, córkę najważniejszego człowieka w państwie. Wraz z przyjaciółmi postanawia uczcić dzień wagarowicza i udać się nad jezioro Śniardwy. Nie wie jednak, że będzie to wyjazd pełen strachu i niepewności...

Jak zawsze, zacznę od tego, co uważam na temat bohaterów. Jednak muszę tu podkreślić fakt, iż tych postaci było tutaj tak dużo, że nie do końca potrafię określić, które były postaciami pierwszo-, a które drugoplanowymi. No ale! Pragnę opowiedzieć kilka słów na temat Ingi, czyli córki tego wysoko postawionego człowieka, który pełni rolę głowy państwa. Otóż ta bohaterka od początku zraziła mnie do siebie swoim podejściem. Specjalnie grała przed swoim ojcem niewiniątko i taką, dla której praca taty jest najważniejsza. Wiadomo, że skoro miała tak duże poparcie swojego ojca, to i nie mógł on dopuścić do tego, żeby jego księżniczka cierpiała. Przepraszam, nie chcę brzmieć zawistnie, ale wyglądało to dla mnie właśnie tak, jakby ona podlizując się, liczyła na same korzyści dla samej siebie. Nie przepadam za takimi ludźmi, więc nie dziwne, że i ta bohaterka nie zdobyła mojej sympatii.

O znajomych Ingi mogę napisać niewiele, ponieważ nie wryli mi się oni w pamięć. Byli, bo byli, ale czy to coś zmienia? Dla mnie niekoniecznie, choć gdyby nie ich obecność, to zabrakłoby tutaj tego klimatu. Chciałabym jednak wspomnieć jednym słowem o kobiecie, która wynalazła pewne serum... Otóż ta postać wzbudziła we mnie strach, ale i podziw. Wymyśliła coś tak genialnego i strasznego jednocześnie, że czapki z głów.

Kiedy byłam już po kilkudziesięciu stronach tej książki, uznałam, że autor zrobił coś, co niekoniecznie wyszło mu na dobre. Na samym początku zostałam zarzucona dużą liczbą nowych postaci, przez co niekoniecznie mogłam zapamiętać każdą z nich. Lubię, jak jest dużo bohaterów, jednak nie przepadam za tym, by mnie nimi wszystkimi zarzucać na jeden raz. Z upływem kolejnych stron dowiedziałam się, dlaczego autor tak postąpił i no cóż. Muszę zwrócić mu honor, bo ten zabieg jest zrozumiały.

Nie można odmówić tej powieści klimatu, który towarzyszył mi przez cały czas, jaki poświęciłam na lekturę. Napięcie i strach, że coś czai się tuż za rogiem, były obezwładniające i no cóż, sama czułam ciarki na plecach. Mazurskie jezioro, mnóstwo ofiar, pani naukowiec i stworzenie, które nie wiadomo czym i skąd pochodzi. Czy to nie brzmi wystarczająco przerażająco?

Robert Ziębiński ma niewątpliwy talent, jeśli chodzi o tworzenie wcześniej wspomnianego klimatu, a także, jeśli chodzi o przedstawienie wymyślonej przez siebie historii. Zrobił to bardzo obrazowo, dzięki czemu nie miałam problemu, by wyobrazić sobie ciemny i straszny las... Na szczęście mogłam spać w nocy, więc nie mogę obwinić autora o swoją ewentualną bezsenność. Ponadto Dzień wagarowicza czyta się bardzo szybko i przyjemnie.

Jeżeli lubicie powieści z wątkiem grozy, to koniecznie musicie sięgnąć po tę pozycję. Polecam Wam ją czytać zwłaszcza późnym wieczorem – doznania podczas lektury będą jeszcze silniejsze.

Ocena: 5/6
©Inthefuturelondon
O czym jest książka, czyli o fabule słów kilka…

Raz, dwa, trzy, w lesie zginiesz ty…

Po śmierci Bolesława Bieruta w Polsce rozpoczyna się brutalna gra o władzę. Inga Ochab, córka partyjnego dygnitarza wydaje się być jednak daleko od problemów z którymi musi zmagać się jej ojciec. Szczególnie, że wyraził on zgodę na wyjazd Kingi z grupą przyjaciół do rządowej willi na mazurach, by nad jeziorem Śniardwy bananowa młodzież mogła uczcić Dzień Wagarowicza. Tymczasem w mazurskich lasach czai się zło… Coś drapieżnego w okrutny sposób zabija kolejne ofiary. Kto jest winien krwawej masakry? Wilkołaki a może radzieccy pracownicy pobliskiej tajnej bazy?
Roman „Trop” Kielecki, były żołnierz Armii Krajowej, jest jedyną nadzieją dla komunistycznej młodzieży, by wyszli z tej masakry cało. Tylko, że przed laty mężczyzna zaprzysiągł sobie, że już nigdy nikogo nie zabije… Czy jednak zmieni zdanie by ratować dzieci znienawidzonych przez siebie ludzi?

Moja opinia, czyli co mnie zachwyciło, a co jednak trochę mniej…

Jak zdążyłam Wam już wielokrotnie powiedzieć a właściwie napisać, mam ogromną słabość do powieści z akcentami związanymi z powojenną historią Polski. Gdy więc zobaczyłam informację na temat tej książki w zapowiedziach wydawcy wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć. Miałam co prawda lekkie obawy czy autor sprosta moim wygórowanym oczekiwaniom w stosunku do tej powieści i czy odnajdę się w konwencji horroru, w końcu niezbyt często sięgam po powieści z tego gatunku. Już przeczytanie samego wstępu utwierdziło mnie jednak w przekonaniu, że to była doskonała decyzja. Dostałam w tej powieści wszystko to, na co się nastawiałam a nawet więcej.

Przede wszystkim zachwycił mnie klimat tej historii, pełen demonicznych Mazur, tajemnic oraz specyficznej szarości Polski z okresu PRL-u. Znajdziemy w tej powieści całkiem sporo grozy a jednak w takim dobrym, nieprzesadzonym wydaniu. Wszystko to, co wydaje się niejasne, zagadkowe zostało podkreślone, ale nie przerysowane. Bardzo mi się to podobało.


Horror nie jest gatunkiem, w którym się odnajduję i na temat którego miałabym jakieś szczególne rozeznanie. Nie sięgam po ten rodzaj literatury zbyt często. Niemniej na mnie ta książka zrobiła naprawdę bardzo duże wrażenie. Czytało mi się tę powieść niezwykle sprawnie, szybko i z ogromnym zainteresowaniem. Książka napisana się dynamicznym, ciekawym i dość błyskotliwym językiem, który dosłownie sam się czyta. Do tego świat w niej przedstawiony, mocno odwołujący się do klasyki horrorów przypadł mi do gustu, choć nie do końca się tego spodziewałam po sobie.

Komu polecam?

Dzień wagarowicza to powieść dla wielbicieli klasycznych horrorów. Jeżeli jednak tak jak ja nie do końca odnajdujecie się w tym gatunku a chcielibyście spróbować, to uważam, że ta powieść doskonale się do tego nadaje. Ja z całego serca Was do tego zachęcam. Miejcie na uwadze tę pozycję. Moim zdaniem naprawdę warto. Dla mnie ta powieść jest pierwszym spotkaniem z autorem (jak ja uwielbiam te pierwsze spotkania) ale na pewno nie będzie to spotkanie ostatnie. Polecam.

Ocena: 4+/6
©Kocham Cię, moje życie
W moim czytelniczym dorobku znajduje się taki jeden gatunek, który stanowczo jest mi zbyt mało znany. To horror. Najlepiej czuję się czytając thrillery i kryminały jednak z literaturą grozy nie miałam specjalnie dużo do czynienia (nie licząc oczywiście kilku pozycji Kinga).

Ostatnio w moje ręce wpadła najnowsza książka Roberta Ziębińskiego zatytułowana Dzień wagarowicza, która zaliczana jest do wspomnianego gatunku. Stwierdziłam, że dobrze będzie przekonać się czy odnajdę się w tego typu literaturze.

Akcja powieści toczy się nad Jeziorem Śniardwy, To właśnie tu wraz z przyjaciółmi przybywa Inga Ochab. Nastolatka opuszcza Warszawę, w której po śmierci Bieruta aktualnie trwa walka o władzę. Inga nie jest zwykłą dziewczyną. Jest ona bowiem córką najważniejszego człowieka w państwie. Nastolatkowie postanawiają wyjechać paczką ze Stolicy by świętować nadchodzący Dzień Wagarowicza. Tymczasem w pobliskim lesie coś lub ktoś napada na zwierzęta brutalnie pozbawiając ich życia. Coraz częściej odnajdywane są także rozszarpane ludzkie szczątki. Tylko jedna osoba może dotrzeć do prawdy i uchronić nastolatków przed nadciągającym złem. Ukrywający się od lat w mazurskich lasach były żołnierz wyklęty podejmie karkołomną próbę dotarcia do źródła całego zagrożenia.

Kiedy rozpoczynałam lekturę książki zastanawiałam się czy wciągnie mnie fabuła, która osadzona została w komunistycznej Polsce. Nie będę ukrywać, że ten okres historii niespecjalnie należy do moich ulubionych. Na szczęście polityki nie było tu zbyt wiele, stanowiła ona głównie tło dla wydarzeń opisanych w powieści. Ze Stolicy szybko przeniosłam się na łono malowniczych Mazur, a w zasadzie - jak na slasher przystało - do jednego z tamtejszych lasów. Od tego momentu książka zaczęła mnie wciągać. Autor zadbał o to by budować stopniowo napięcie, a żeby "umilić" czytelnikowi lekturę, dosyć szczegółowo zobrazował wygląd ofiar tajemniczego "wilkołaka".

Sama powieść jest mroczna, ocieka momentami krwią. Jedno jest pewne - nie warto przywiązywać się do bohaterów. Mimo, że grozą powiało mi mniej więcej w połowie książki, sama historia przypadła mi do gustu. I choć skóra nie cierpła mi ze strachu, to samą powieść czytało mi się dobrze. Jeśli jesteście zatem fanami gatunku, bądź zwyczajnie zaciekawił Was mój wpis, to śmiało sięgnijcie po tę pozycję. Nie będziecie zawiedzeni.

P.S. - Dzień wagarowicza jest idealną przestrogą dla tych, którzy rozważają jego "świętowanie" poza murami szkoły.

Ocena: 3+/6
©Kasia i Książki
Czasem ucieczka nie kończy się w chwili kiedy niebezpieczeństwo zdaje się być daleko, wciąż tkwi w człowieku i wymaga od niego pozostawania w ciągłej gotowości. Upływ lat niczego nie zmienia, wspomnienia wciąż są jak odruch bezwarunkowy, a spokój wydaje się iluzją. Czy ciągła gotowość do uciekania może przerodzić się w coś zupełnie odwrotnego? Stawieniu czoła temu, co właśnie nadchodzi w miejsce pozostawania niewidocznym?

Mazurskie lasy dają schronienie tym, którzy tego potrzebują, ich ostępy pozwalają pozostać niezauważonym i egzystować na pograniczu teraźniejszości oraz przeszłości, bez pragnienia przyszłości. Roman żyje tu i teraz, chociaż to, co było wciąż w nim tkwi jak zadra, mała społeczność pozwala mu na bycie jeszcze jednym powojennym osadnikiem albo jak to woli rozbitkiem szukającym swego miejsca. Nie ma pytań i nie ma odpowiedzi, jednak taki status quo nie może trwać wiecznie, lecz zagrożenie nie jest takiej jakiego spodziewał się uciekinier. Coś czai się pomiędzy drzewami, atakuje i znika, jakie zwierzę jest zdolne do tak bestialstwa? Może to jedynie przypadek, który przecież wcale nie musi oznaczać, że ktoś jeszcze będzie ofiarą. Ale Romanowi nie dają spokoju pozostawione ślady, pamięta piekło wojny i jednego z jej ostatnich akordów jakiego był aż nazbyt naocznym świadkiem. Inga Ochab wraz z przyjaciółmi zamierza spędzić kilka dni w partyjnej willi, miejsce gwarantuje, że nikt nie przeszkodzi im w dobrej zabawie. Ale odosobnienie ma także negatywne strony, nikt nie usłyszy wzywania pomocy, kiedy nastąpi atak, bez jakiekolwiek ostrzeżenia, za to zabójczo skuteczny. Ucieczka na nic się zda, bo dokąd zbiec jeśli każdy krok oznacza wystawienie się na cel? Pewne tajemnice muszą zostać pogrzebane bez względu na cenę, nawet jeśli oznacza to, wyjście z ukrycia i odebranie życia.
Zło bywa aż nadto namacalne i rodzi się tam gdzie człowiek zwolni sumienie z jakiekolwiek odpowiedzialności …

Niektóre historie balansują pomiędzy mrokiem i światłem, prostym podziałem na złych i dobrych, literatura grozy wykorzystuje takie kontrasty często, a co gdyby pozacierać niektóre z tych granic. Ciemną stronę ludzkiej natury pokazać taką jaką jest lub nawet jeszcze wydobyć jej istotę, natomiast w opozycji pokazać nie bohaterstwo skomplikowanych źródłach, ale po prostu pierwotne pragnienie przeżycia wbrew okolicznościom. Na tym nie koniec, to dopiero kanwa, w którą zostają wplecione wątki jak z kultowych horrorów, gdzie jedna z głównych ról odgrywa monstrum, lub jego liczba mnoga. Robert Ziębiński postawił właśnie na taką konstrukcję, osadzając ją w mazurskim krajobrazie, nie tym sielsko wakacyjnym, lecz odosobnionych wiosek zagubionych gdzieś nad jeziorami i w gęstych lasach. Takie tło wymaga odpowiednich postaci, bez nich na nic się zda budowanie klimatu pachnącego krwią oraz strachem, ich kreacja musi być odpowiednia i tego nie można im odmówić w Dniu wagarowicza. Samotnik, nie do końca z własnego wyboru, będący byłym żołnierzem podziemia, milicjanci, nieliczni mieszkańcy małej osady, wciąż pamiętający piekło wojny oraz wybory jakich dokonali wtedy oraz grupka młodzieży, chcąca jedynie dobrze zabawić się w partyjnym ośrodku wypoczynkowym. Pozostaje jeszcze zło, które właśnie wydostało się wolność i korzysta z niej bez jakichkolwiek skrupułów na własnych zasadach. Takie grono gwarantuje, że powieść będzie nie tylko zaskakująca, lecz również mistrzowsko łącząca konwencję horroru z mazurską panoramą oraz bohaterami, połączonych jednym pragnieniem … Dzień wagarowicza jest lekturą, jaka nawet w jasny, słoneczny dzień przynosi z sobą atmosferę grozy w postaci obrazowej fabuły, działającej na wyobraźnię czytelnika.

Ocena: 6/6
©Taki jest świat
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć