ebook Kraj Pana Boga
3.85 / 5.00 (liczba ocen: 303)

Kraj Pana Boga
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 25.99
Audiobook - najniższa cena: 39.99
wciąż za drogo?
37.19 złpremium: 20.00 zł Lub 20.00 zł
29.99 zł Lub 26.99 zł
39.99 zł
39.99 zł
25.99 zł
32.88 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (6)
Inne proponowane

1921 rok. W pobliżu Zieleńca zostają odkryte zwłoki. To zaginiona w 1916 roku Sabine Hunfeld, córka znanego importera cygar. Sprawę przejmuje kłodzka policja w osobie Franza Koschelli, szefa nowo utworzonego Wydziału Kryminalnego.

Koschella mozolnie odkrywa okoliczności zaginięcia dziewczyny. Przez pięć lat ktoś skutecznie zacierał ślady. Wkrótce dochodzenie przybiera nieoczekiwany obrót, a Franz zostaje okrzyknięty Mścicielem z Kłodzka. Czy zasłużył na ten przydomek?

Do miasta przybywa kapitan Wilhelm Klein. Wojskowy śledczy ma niewiele czasu by pomóc… lub przeszkodzić wachmistrzowi Koschelli w jego szaleńczych planach.

Kto stał za porwaniem Sabine? Jak głęboko sięga sieć wzajemnych powiązań w strukturach kłodzkiego hrabstwa? Ile jeszcze tajemnic kryje Kraj Pana Boga?

Znakomity kryminał i porywająca opowieść o ambicji, lojalności i ciemnej stronie lat 20.

O e-booku Kraj Pana Boga blogerzy napisali: 

Tomasz Duszyński udowodnił, że jego pierwszy udany kryminał retro nie był dziełem przypadku, ponieważ druga część to dobitne potwierdzenie mistrzostwa w tym gatunku. Gatunku niełatwym, wymagającym wczucia się w historyczny klimat. A to autorowi udało się doskonale. Dzięki temu do rąk czytelnika trafia kryminał z mocną zagadką oraz tłem historycznym, który sprawia, że możemy poczuć ducha tamtych lat. - Tomasz Kosik - Czyt-NIK

Kraj Pana Boga od Tomasz Duszyński możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Glatz. Kraj Pana Boga to drugi kryminał retro Tomasza Duszyńskiego, który warto przeczytać i umieścić na półce Najlepszych Interesujących Książek. Ta powieść to niezwykła kolekcja literacka dla miłośników gatunku.

Dotychczas autor napisał dwie książki utrzymane w klimacie retro. A już 19 maja do księgarń trafi kolejna powieść pt. Glatz. Zamieć. Jednak zanim to nastąpi przeczytajcie czyt-NIKową recenzję jej poprzedniczki.

Tym razem autor zabiera nas do Zieleńca do roku 1921. To tutaj znaleziono zwłoki zaginionej w 1916 roku Sabine Hunfeld. Sprawą zabójstwa córki bogatego importera cygar zajmie się szef nowo utworzonego Wydziału Kryminalnego kłodzkiej policji – Franz Koschella.

Czy zdoła on znaleźć ślady zbrodni sprzed pięciu lat? Czy jednak sprawa ta ulegnie przedawnieniu? Komu zależało na zacieraniu śladów, tak by morderstwo nie wyszło na jaw? Do sprawy dołączy berliński kapitan Wilhelm Klein.

Tomasz Duszyński udowodnił, że jego pierwszy udany kryminał retro nie był dziełem przypadku, ponieważ druga część to dobitne potwierdzenie mistrzostwa w tym gatunku. Gatunku nie łatwym, wymagającym wczucia się w historyczny klimat. A to autorowi udało się doskonale. Dzięki temu do rąk czytelnika trafia kryminał z mocną zagadką oraz tłem historycznym, który sprawia, że możemy poczuć ducha tamtych lat.

To, co pociąga mnie w kryminałach retro, to przede wszystkim nie kryminał, lecz właśnie ta historyczna otoczka, którą Tomasz Duszyński fenomenalnie zarysował. Czytając tę książkę w pełni mogłem poczuć klimat międzywojennego kłodzka. I za to ogromne brawa. Należą się one również wydawnictwu, które ponownie zadbało o oprawę wizualną książki.

Ciekawe zwroty akcji, tło historyczne oraz intrygująca zagadka kryminalna, to mocne punkty tego kryminału. Glatz. Kraj Pana Boga to książka, którą możemy umieścić na półce Najlepszych Interesujących Książek. Zdecydowanie polecam.

Ocena: 6/6
©Czyt-NIK
Klimatycznych kryminałów nigdy dość.

Nigdy nie byłam przekonana do kryminałów w stylu retro, a to pewnie wynikało z mojej osobistej niechęci do historii, której w fabule takiej książki pojawia się jednak sporo. Oczywiście zdarzyło mi się też, że trafiłam na pozycje w tym klimacie, które w ogóle nie potrafiły mnie zainteresować, a nawet przeciwnie – ostatecznie doprowadziły, że do tego gatunku podchodziłam jak pies do jeża. W ostatnim czasie wracam często do tego, co kiedyś mi się nie sprawdziło. Mój gust czytelniczy bardzo ewoluował na przestrzeni tych kilku lat, przez co weryfikuję, czy te już wyrobione uprzedzenia nie są trochę krzywdzące.

Z powieścią Duszyńskiego było podobnie. Z ogromnym dystansem podeszłam do pierwszych rozdziałów, żeby nie powiedzieć, że nawet z lekką niechęcią. Ku mojej radości wszelkie uprzedzenia szybko poszły w kąt, a ja całkowicie zaangażowałam się w historię stworzoną przez autora. I jakie to było dobre!

Dwie rzeczy urzekły mnie w tej powieści najbardziej i w zasadzie pozwoliły mi odzyskać wiarę w kryminały w stylu retro. Dla mnie to naprawdę dużo. Pierwsza to oczywiście fabuła, za sprawą której nie mogłam się oderwać od książki, a druga to niesamowity klimat, z takim historycznym nalotem, który nie męczył, a dodawał charakterności. Z jednej strony chciałabym powiedzieć, że wpadłam w tej powieści na kilka typowych cech dla kryminałów, ale z drugiej strony dzięki Duszyńskiemu weszłam w zupełnie inny wymiar, który pozwolił mi odkryć na nowo pewne cechy gatunkowe, a w szczególności docenić te związane z samym tłem historycznym. Nie spodziewałam się, że kiedyś powiem, że doceniam zaangażowanie autora w stworzenie historii, która pod pewnymi względami tak klimatycznie i rzeczywiście oddaje przeszłość dolnośląskiego miasta. Jako historyczna noga zajrzałam do źródeł, żeby poczytać nieco więcej, nie wspominając o oglądaniu starych zdjęć, bo tak mnie to wciągnęło! Jeżeli chodzi o fabułę, to zaczęło się dość klasycznie, bo od odnalezienia zwłok, wokół których w dalszych rozdziałach mocno krążymy. Im dalej, tym więcej mroku, zawirowań, niedopowiedzeń, które genialnie komponują się z powojennym napięciem i znowu z przedwojenną niepewnością. Jest w tej powieści coś, co mnie totalnie urzeka i przyznam, że czytając ją miałam w głowie wyobrażenie, jakby to wyglądało w czarno białej wersji filmowej.

Zaczęłam przygodę z Duszyńskim od drugiego tomu serii i w zasadzie nie odczułam większych przeszkód w zrozumieniu wszystkiego. Wydawało mi się, że to pojedyncza powieść, ale wyszło jak zwykle. Jednak totalnie zaintrygowana wrócę do pierwszego tomu i w napięciu będę czekać na kolejny.

Glatz. Kraj Pana Boga to powieść, która z całą pewnością zadowoli wszystkich fanów wątków retro w książkach kryminalnych. Mimo że zaczyna się niepozornie, to nie warto skreślać jej już na samym początku. Obiecuję, że później jest już tylko bardziej intensywnie i tajemniczo. Autor znakomicie poradził sobie z poprowadzeniem fabuły, z przeplataniem wątków, ze zrzucaniem na czytelnika kolejnych niedopowiedzeń, które ostatecznie wyprowadzają jeszcze bardziej w las. Dużo się tutaj dzieje, a co równie ważne – wszystko utrzymane jest w klimacie międzywojnia i sprawia, że wszystkie te wydarzenia nabierają charakterystycznego wyrazu. Mam wrażenie, że jest to też znakomita powieść dla tych, którzy z takim gatunkiem nie mieli jeszcze zbyt wiele wspólnego. Chciałabym od niej zacząć i nie zrażać się do tych historycznych naleciałości – jest idealna na początek przygody. Nie męczy ilością około-historycznych faktów, ma przemyślany i intrygujący wątek kryminalny, ale nie brakuje też zwrotów akcji, które sprawiają, że jeszcze chętniej chce się to czytać.
Dajcie Duszyńskiemu szansę, zasługuje na to.

Ocena: 4+/6
©Rude recenzuje
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    SYNDROM DRUGIEGO TOMU

    Czytałam tę powieść dwa tygodnie i tyle samo czasu mi zajęło, aby zebrać się do napisania recenzji. Raczej nie świadczy to dobrze o książce, prawda?

    Miałam nosa, że przy recenzji „Glatz” podeszłam do autora z dystansem. Co doświadczenie, to doświadczenie. Zbyt często mi się zdarza, że pierwsza książka z cyklu budzi mój zachwyt, a potem balonik z nadmuchanymi oczekiwaniami pęka i robi się wielkie nic. Że nie wspomnę Krzysztofa Bochusa, Roberta Małeckiego, Annę Kańtoch czy Jakuba Szamałka.

    Czytając „.Glatz. Kraj Pana Boga” miałam wrażenie, że Krzysztof Duszyński zaczął pisać tę książkę, nie mając bladego pojęcia, w którą stronę będzie rozwijać się akcja i liczył na to, że jak już sobie trochę popisze, to jakiś pomysł przyjdzie mu do głowy.

    Już na samym początku autor popełnił kardynalny błąd. Zamieścił prolog, który jest mega-spoilerem. Z krótkiego wstępu dowiadujemy się, że:
    dziewczyna została porwana,
    zorientowała się, że porywacz był osobą, którą znała,
    udało jej się wydostać z więzienia,
    w trakcie ucieczki zginęła na skutek nieszczęśliwego wypadku.

    Tej wiedzy, niestety, nie mają policjanci, którzy przez dokładnie jedną czwartą książki z mozołem zdobywają te same informacje, które wcześniej zostały podane czytelnikowi na tacy. Do tego jeszcze takie same informacje podawane są z punktu widzenia kilku policjantów - nijakich, bezbarwnych i nie budzących żadnych emocji, oraz młodej, trochę ciekawszej arystokratki. Zmiana punktu widzenia nie wnosi, niestety, do sprawy niczego nowego. Nie ma lepszej metody, żeby zanudzić czytelnika na śmierć.

    Już miałam zamiar rzucić czytnikiem w kąt, kiedy dotarłam do miejsca, w którym autor chyba wpadł na pomysł, o czym pisać dalej, bo wreszcie coś zaczęło się dziać i pojawił się zwrot akcji. Cóż z tego, kiedy okazało się, że to kolejny mega-spoiler. Słuchałam audiobooka i niedowierzałam. Aż przerzuciłam się na wersję pisaną, żeby sprawdzić, czy aby się nie przesłyszałam. Nie. Znów dostajemy wszystko na tacy. Jest trup, wiemy, kto zabił i kto w morderstwo został wrobiony, nie wiemy tylko dlaczego. I znów, mając tę wiedzę obserwujemy miotających się bezradnie detektywów z narastającą irytacją, że tak błądzą we mgle, i że nie są w stanie pojąć rzeczy oczywistych. Policjantów znów jest kilku. Autor mnoży bohaterów chyba tylko po to, żeby ich prywatnymi, nic nie wnoszącymi do sprawy wątkami nadmuchać objętość powieści.

    Kluczowa dla sprawy jest treść pamiętnika porwanej dziewczyny Autor dozuje powoli najistotniejsze informacje, ale kiepski to zabieg literacki, bo czytelnik od razu widzi, że pamiętnik „zawieruszył się” wyłącznie na życzenie autora i został wyciągnięty w odpowiednim czasie na zasadzie deus ex machina, bo tak było wygodnie. Poza tym, nawet jeśli czytelnik o najważniejszej treści dowiaduje się na końcu, to przecież policjanci od razu przeczytali całość. I co? Poznali najważniejszy element układanki, czyli motyw, i nie załapali o co biega?

    Wątek porwań dla okupu jest mało wiarygodny. Porywacze to partacze, skoro mimo rzekomo dużego doświadczenia nie potrafią się nauczyć, jak skutecznie przetrzymywać porwanych tak, aby nie dało się im uciec. Pierwsza ucieczka miała prawo się wydarzyć, powtórka z rozrywki jest tylko dowodem na to, że autorowi nie przyszło do głowy ciekawsze rozwiązanie.

    Końcowa scena w banku jest spektakularna, ale fantastyczna. Takie idealne zsynchronizowanie w czasie policyjnej akcji z napadem byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby włamywacze na własną prośbę chcieli się podłożyć policji i złożyli na siebie donos. A chyba nie o to im chodziło.

    Doczytałam do końca nie dlatego, żeby dowiedzieć się, kto za tym stoi, bo w pewnym momencie zupełnie mnie to przestało interesować, tylko po to by sprawdzić czy przynajmniej z zakończeniem autor sobie poradził. Jakoś sobie poradził. Osoba głównego sprawcy rzeczywiście zaskakuje. I jedynie to ratuje tę książkę przed pałą. Dodatkowy plus za klimat i język. Ale, jak pewnie się domyślacie, to za mało, żeby nabrać ochoty na przeczytanie trzeciego tomu. Nie lubię ruletki.

Warto zerknąć