ebook Dziennik 1977-1989
4.7 / 5.00 (liczba ocen: 15)

Dziennik 1977-1989
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

najlepsza cena! w ciągu miesiąca
E-book - polecana oferta: 39.78
wciąż za drogo?
49.01 złpremium: 31.62 zł Lub 31.62 zł
39.78 zł Lub 35.80 zł
52.70 zł
52.70 zł Lub 47.43 zł
39.75 zł
41.63 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (8)
Inne proponowane

„Jeszcze zauważam wszystko, co przynosi dzień. Jeszcze czytam każdego dnia wszystko, co mówi coś o rzeczywistości. Jeszcze czerpię przyjemność ze spaceru, chodzę powoli, z laską, niepewnym krokiem, ale lubię spacery. A jednocześnie i dzień, i noc są puste, zarówno świadomość, jak i sny. Ulotniły się nie zjawiska, tylko ich treść, czyli życie”.

Sándor Márai (1900–1989) – wybitny węgierski prozaik i eseista, znany polskiemu czytelnikowi m.in. jako autor Żaru, Księgi ziół, Wyznań patrycjusza, a przede wszystkim Dziennika, pełnego wnikliwych zapisków o świecie, społeczeństwie, polityce, krajach, w których żył i które zwiedzał, o swoich lekturach i o procesach zachodzących w kulturze na obu półkulach.

Dziennik 1977-1989 od Sándor Márai możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Ostatni tom Dziennika Sándora Máraiego obejmuje zapiski z ostatnich trzynastu lat przed śmiercią. Chociaż z roku 1989 to tylko dwie linijki.

Duża część tek­stu, poczy­na­jąc od nie­szczę­śli­we­go upad­ku Loli (żony pisa­rza), sta­no­wi poże­gna­nie ze świa­tem i życiem. Jest to poże­gna­nie dłu­gie, momen­ta­mi lirycz­ne, ale przede wszyst­kim tra­gicz­ne. Węgier­ski pisarz cały­mi mie­sią­ca­mi przy­go­to­wy­wał się do samo­bój­stwa — po stra­cie naj­bliż­szych takie roz­wią­za­nie było jego zda­niem naj­bar­dziej wła­ści­we. Ślep­ną­cy i osa­mot­nio­ny pisarz w ten spo­sób postrze­gał god­ność. Stąd naj­bar­dziej przej­mu­ją­cym z zapi­sków jest ten, w któ­rym Márai pisze o szko­le­niu z obsłu­gi bro­ni. Zapi­sał się na nie w wie­ku 86 lat po to, by dokład­niej zapla­no­wać swo­je samo­bój­stwo, któ­re popeł­ni nie­mal trzy lata póź­niej.

Ta część Dzien­ni­ka jest wstrzą­sa­ją­ca i napraw­dę chwy­ta za gar­dło. Moc­niej niż dowol­nie wybra­na powieść współ­cze­sna. Serio.

Ale mnie i tak bar­dziej inte­re­su­je co inne­go. Márai był bacz­nym obser­wa­to­rem rze­czy­wi­sto­ści, a jed­no­cze­śnie czło­wie­kiem z innej epo­ki i z innej war­stwy — węgier­skie­go patry­cja­tu. Stąd inte­re­su­ją­ce wnio­ski czło­wie­ka, któ­ry naj­chęt­niej widział­by sie­bie przy nakry­tym bia­łym obru­sem sto­li­ku w przed­wo­jen­nej restau­ra­cji, a jed­nak tuła się po Sta­nach, bo tam sta­rość wyda­je mu się łatwiej­sza niż w tar­ga­nych kon­flik­ta­mi spo­łecz­ny­mi Wło­szech. Márai kon­se­kwent­nie uży­wa języ­ka nie­po­praw­ne­go poli­tycz­nie, bo jest z bel­le epo­que. A jed­no­cze­śnie daje świa­dec­two prze­ra­że­nia czło­wie­ka ery ato­mo­wej.

Pisze na przy­kład tak: na Zie­mi ponad czte­ry miliar­dy ludzi błą­dzi po wypeł­nio­nym mega­to­na­mi nukle­ar­nych smo­czych jaj labi­ryn­cie, któ­ry nie ma punk­tu środ­ko­we­go ani wyj­ścia. Pla­ne­ta i kil­ka miliar­dów ludzi pew­nie nie zosta­ną znisz­czo­ne cał­ko­wi­cie nawet wów­czas, gdy jaja te się wyklu­ją. Co nie jest pew­ne, tyl­ko moż­li­we. Albo opo­wia­da o pre­zy­den­cie USA z tajem­ni­czą tecz­ką, w któ­rej pew­nie są kody do sys­te­mu rakiet nukle­ar­nych. Jak to jest spać co noc z taką tecz­ką pod łóż­kiem?

Co cie­ka­we, Márai pod koniec życia był prze­ko­na­ny o tym, że kolej­ne rewo­lu­cje spo­łecz­ne w Sta­nach będą wybu­cha­ły na tle raso­wym. Nie­spe­cjal­nie mu się to podo­ba­ło, ale uwa­żał, że to koniecz­ne i nie­unik­nio­ne, za jakieś 50 lat. Dziw­nie to brzmi teraz, gdy Ame­ry­ką wstrzą­sa­ją pro­te­sty po śmier­ci George’a Floy­da.

Tyl­ko frag­men­tów o muzy­ce nie da się czy­tać. Węgier­ski pisarz w momen­cie zabój­stwa Joh­na Len­no­na nadal pisał o The Beatles jako o bar­ba­rzyń­skich wyj­cach. Serio?

No trud­no, miał już wte­dy osiem­dzie­siąt­kę na kar­ku.

6/6 (dla całe­go pię­cio­to­mo­we­go dzie­ła)
Tom 1, Tom 2, Tom 3, Tom 4.

PS. Nie wiem, czy muzy­ka Łuka­sza Ojda­ny spodo­ba­ła­by się pisa­rzo­wi, ale te kró­ciut­kie for­my na for­te­pian dobrze mi się kom­po­nu­ją z zapi­ska­mi z Dzien­ni­ka, rów­nie oszczęd­ny­mi. Márai nie był spe­cjal­nie na bie­żą­co z nową muzy­ką, ostat­nim sty­lem, jaki mu się podo­bał, był bodaj­że wcze­sny barok. No, ale nie musi­my go pytać o zda­nie.

Ocena: 6/6
©Literatura sautée
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć