ebook Wskrzesina
3.88 / 5.00 (liczba ocen: 19) Ilość stron (szacowana): 292

Wskrzesina
ebook: pdf, mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
E-book - polecana oferta: 12.00
12.00 zł Lub 10.80 zł
14.10 zł 10 zł na konto
15.00 zł
15.00 zł Lub 13.50 zł
11.24 zł
11.25 zł
12.75 zł
14.14 zł
15.00 zł
15.00 zł
15.00 zł
Inne proponowane

Przewrotna powieść o utracie złudzeń i nadziei, miłości i zemście, ludzkiej potrzebie wiary w dobro, które niespodziewanie może okazać się złem. „«Wskrzesina» powstała przede wszystkim z pobudek jak najbardziej intymnych. Musiałem określić swój stosunek do Boga” – Autor

"Wskrzesina" to przewrotna powieść o utracie złudzeń i nadziei, miłości i zemście, ludzkiej potrzebie wiary w dobro, które niespodziewanie może okazać się złem. A
Wszystko zaczyna się od tego, że Michał Serpina, starzejący się były sekretarz gminny PZPR we Fraudencji, miasteczku w zachodniej Polsce, nie ma komu przekazać rodzinnej pasieki. Jego ukochana żona nie żyje, córka odkryła dla siebie dwuznaczną rolę u boku proboszcza Smętka i nie chce go znać. Serpina zamieszcza więc ogłoszenie o tzw. dożywotce – dożywotniej opiece w zamian za przepisanie majątku. Spośród kilkorga chętnych wybiera 40-letniego Adama, byłego informatyka. Wraz z przybyciem opiekuna do domu Serpiny we Fraudencji zaczynają się dziać dziwne rzeczy: natura i ludzie doznają impulsów, które popychają ich do czynów dwuznacznych, zmieniających dotychczasowe relacje i układy.

Autor o książce:
„Książka jest, owszem, próbą opisu rzeczywistości. Po to właśnie piszę, aby samemu sobie jakoś poukładać we łbie to wszystko, co do mnie dociera. Nie stawiam jednak tezy o kryzysie. Uważam, że żyjemy w momencie wielkiej przemiany. Jedni będą ją odbierać jako kryzys, inni jako źródło nadziei. "Wskrzesina" powstała przede wszystkim z pobudek jak najbardziej intymnych. Musiałem określić swój stosunek do Boga”.

Wskrzesina od Artur Boratczuk możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Próżno szukać w słowniku co oznacza słowo „wskrzesina”. Odpowiedź znajdziecie w debiutanckiej powieści Artura Boratczuka o takim właśnie tytule. Książkę wydaną przez niszowe JanKa Wydawnictwo dostrzegłam w mediach społecznościowych, a dodatkowo poleciła mi ją Dominika (Bookiecik). Robiłam akurat zamówienie w jednej z księgarni i powieść wylądowała w koszyku. Co lepsze, w ogóle nie wiedziałam, o czym ta powieść jest. Nie sprawdziłam! Dlatego też zakup mógł okazać się niewypałem, a stał się bardzo dobrym ulokowaniem pieniędzy.

Wskrzesina jako debiut, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Miejscem akcji jest Fraudencja – miasteczko w zachodniej Polsce. W jednym obozie mamy wiekowego proboszcza Smętka, natomiast w drugim starzejącego się, byłego sekretarza gminnego PZPR, Michała Serpinę. Napisać, że mężczyźni za sobą nie przepadają, to zdecydowanie za mało. Po długoletnich utarczkach i personalnych wojenkach, stronią od swojego towarzystwa.

Serpina ma pasiekę i z pietyzmem opiekuje się swoimi ulami, a pszczoły odwdzięczają się litrowymi zapasami miodu, w który zaopatruje miejscowe sklepy, restauracje oraz turystów. Nie mając komu przekazać rodzinnego interesu, przyjmuje do siebie Adama, byłego informatyka, na którego chce przepisać majątek, w zamian za dożywotnią opiekę. Od momentu pojawienia się obcego w lokalnej społeczności, w miasteczku zaczyna wrzeć.

Lektura Wskrzesiny dostarczyła mi bardzo dużo przyjemności. Od początkowego zachłyśnięcia się małomiasteczkowością miejsca akcji i bliższego poznania jej mieszkańców i ich wzajemnych relacji, fabuła mocno ewaluowała i skręciła w osobliwe, ale jakże ciekawe obszary. W książce pojawiły się fragmenty, podczas których myślałam, że jest to kryminał lub łotrzykowska powieść. Te zwroty akcji i rozwinięcie niektórych wątków, nadały debiutowi dynamizmu i obudziły Fraudencję z sielsko-letniego klimatu.

– Jak się tu żyje?
– Ksiądz Smętek mówił na kazaniu, że to miejsce jest rajem w dzieciństwie, przekleństwem za młodych lat i więzieniem na starość. Ja jestem młoda.


Debiut Artura Boratczuka zaskakuje świeżością, poprzez wprowadzenie elementów realizmu magicznego oraz szczypty sensacji. Jednocześnie cały czas pozwala czytelnikowi obcować z polską wsią z zewsząd wybrzmiewającym bzyczeniem pszczół.

Świetna! Niebanalna! Przeplatająca wspomnienia o tym, co było, z nowymi realiami konsumpcyjnego życia i postępu.

Ocena: 5/6
©Na czytniku
Wskrzesina to powieść dziwna, niejednoznaczna, interpretacyjnie tak pokręcona, że podczas lektury można się spocić. Co ciekawe jednak, daje także mnóstwo literackiej przyjemności.

Rzecz się dzieje w miejscowości o wdzięcznej nazwie Fraudencja. Przyjeżdża tu Adam, żeby pomóc staremu Michałowi Serpinie w opiece nad pasieką. To, co zacznie się dziać w jego najbliższym otoczeniu, nie zawsze będzie można logicznie wytłumaczyć. O co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi?

Długo zastanawiałam się, co napisać o tej książce, żeby nie wyrządzić jej krzywdy, ale jednocześnie wyraźnie zaznaczyć, że nie wszystko mi w niej pasuje.

Językowo to była prawdziwa uczta. Artur Boratczuk z pewnością potrafi operować słowem. Mam wrażenie, że każdy użyty przez niego wyraz został starannie dobrany, odpowiednio zestawiony, nic tu nie wydarzyło się przypadkiem. Szczególnie urzekły mnie opisy fraudenckich krajobrazów, mające w sobie coś z poezji czy pięknego snu. I sposób, w jaki autor opowiada o pszczołach (które są dla mnie metaforą ludzkości) – z szacunkiem dla ich pracy, ale jednocześnie bez dorabiania do tego wzniosłej ideologii.

Jeśli przyjrzeć się tej powieści na zupełnie podstawowym poziomie, bez zagłębiania się w wyszukane interpretacje, wychodzi opowieść o małomiasteczkowej społeczności, która raz po raz dostaje w mordę od losu. Czasem co prawda trafi jej się jakaś słodycz czy transcendentalne przeżycie, ale zaraz zostają one przygniecione mnóstwem zwyczajnych ludzkich problemów. Bo swoje musimy przeżyć, odcierpieć, przetrawić. Gdzieś w tym wszystkim oczywiście jest Bóg: dla niektórych dobry ojciec zawsze służący pomocą, dla innych wyrachowany, nieokreślony twór, któremu obojętne jest, którą drogą pójdziemy. Dla innych jeszcze to ktoś tak bardzo bliski, wręcz naturalny, że niemalże ludzki – jak ja czy Ty. Czasem jest światłem, pragnieniem, nieuchwytną myślą, czasem dobrem i złem jednocześnie, wyciszeniem i krwawą żądzą.

I tak odbieram tę powieść, choć być może nie jest to trop, którym podążał Boratczuk. Nie przemawia do mnie część, w której bliżej poznajemy Adama, jego motywy i chęć sięgnięcia po to co nieosiągalne. Koncepcyjnie zgrzytały mi te fragmenty, trochę na siłę próbowałam je skleić z porywającą pierwszą połową. Były zbyt wydumane, odjechane, dziwne, jakbym nagle zaczęła czytać zupełnie inną opowieść. Gdzieś mi się zgubił uważny obserwator rzeczywistości, a w jego miejsce wskoczył ktoś nazbyt rozedrgany, miotający się między prawdami (sprawiający, że i ja zaczęłam się miotać). Ktoś i coś, czego do końca nie ogarniam. Czyżby w tym przypadku sprawdziła się jedna z prawd, które stoją w powieści: „Im bardziej zastanawiamy się nad sensem wszystkiego, tym bardziej ten sens nam umyka.”?

Śmiem twierdzić, że Wskrzesina jest tak bardzo wielowymiarowa i symboliczna, że każdy będzie ją czytał po swojemu (co doskonale widać w recenzjach). Na pewno warto po nią sięgnąć, by przekonać się, jakim językiem do nas przemówi. Cieszę się, że wydawnictwo JanKa jak zwykle nie idzie na łatwiznę, tylko wybiera powieści nieoczywiste i takie, po których niewątpliwie zostaje w czytelniku ślad.

A po lekturze zachęcam Was do przeczytania na stronie wydawnictwa dwóch ciekawych wywiadów z autorem. Dość dobitnie mówi tam o swoich poglądach i metafizycznych przeżyciach, które go ukształtowały. Ten sposób postrzegania świata jest mi dosyć daleki, więc być może dlatego od pewnego momentu nie czułam się już w tej powieści tak komfortowo jak na początku. Mimo wszystko cieszę się, że dałam jej szansę, ponieważ – co uczciwie trzeba przyznać – wyróżnia się na rynku wydawniczym.

Ocena: 3+/6
©SieCzyta
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć