ebook Szepty z wyspy samotności
3.91 / 5.00 (liczba ocen: 45)

Szepty z wyspy samotności
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
E-book - najniższa cena: 25.94
25.94 zł Lub 23.35 zł
31.90 zł
31.92 zł Lub 28.73 zł
27.93 zł
31.90 zł
39.90 zł
Inne proponowane

Opowieść o miłości, szaleństwie i zarazie.

Szepty z wyspy samotności to przejmująca powieść o czasach zarazy i trudnych relacjach między ludźmi. O samotności, izolacji, ale też o pasji życia. Na wyspie trędowatych codzienność wygląda zupełnie inaczej, a jednak trzeba zachować pozory normalności. Miłość, wspomnienia, zwyczajne zmagania i dawne urazy wciąż pozostają żywe. Jaką tajemnicę skrywa to niezwykłe miejsce?

"Spinalonga zrobiła na nim ogromne wrażenie. Wracali tam z Agą kilkakrotnie, bez celu, po prostu pomilczeć. Żadne inne miejsce nie nadawało się do tego lepiej niż wyspa ciszy.
Kiedy po raz pierwszy postawił tam stopę, poczuł dławienie w gardle. Sam nie wiedział dlaczego. Teraz miał przed sobą fotografie zapisków, które sporządził jeden z mieszkańców Spinalongi. Thimios Demetriou. Trędowaty. Czym była dla niego wyspa? Więzieniem czy ziemią obiecaną?"
Fragment

Autorka bestsellerowej książki Położna z Auschwitz. Ponad 100 tys. sprzedanych egzemplarzy!

Szepty z wyspy samotności od Magdalena Knedler możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Bajeczna śródziemnomorska Kreta, tajemnicza wyspa trędowatych, Spinalonga i moc emocji, ludzkich dramatów, które niezależnie od miejsca i czasu zatruwają myśli i pamięć.

Wrocław, Kreta, Spinalonga, w trzech planach czasowych poznajemy trzy światy. Mirka, filologa klasycznego, który żyje obecnie, ale łatwo porzuca teraźniejszość dla starożytnej literatury, historii i mitów. Który na wezwanie dawnej, a niezapomnianej, miłości udaje się na wakacje na Kretę. Ciągnie go tam Aga, tęsknota do niej, wspomnienia, ból? A może dzienniki Thimiosa, trędowatego zesłańca na Spinalongę, które Aga obiecuje dać mu do przeczytania? Albo Kreta, wyspa Minotaura i Labiryntu, wobec której Mirek nie umie pozostać obojętny?

Drugi świat, to właśnie dzienniki Thimiosa, chorego na trąd młodego dziennikarza, zesłanego na Spinalongę w 1936 roku. Przejmująco opisana historia kudzi, którzy trafiali tam z podwójnym wyrokiem, dożywocia i śmierci zarazem. Wyrokiem za nic.

Trzeci świat to tajemnicze zapiski Talosa z 1966 roku. Chłopca, którego rodzice ukrywają przed światem, a może ukrywają świat przed nim. W domu, na uboczu wioski, uczony przez matkę i ojca, czasem wożony do lekarza do Aten.

Rozdziały przeplatają się, i o ile Mirek czyta dzienniki Thimmiosa, to wspomnienia Talosa długo trudno wpasować w tamte dwie opowieści. Kim był? Jak wiąże tamte wątki?

Pamiętam swoje pierwsze spotkanie ze Spinalongą, to była słodkawa „Wyspa” Victorii Hislop. Wtedy po jej przeczytaniu odczuwałam niedosyt wiedzy na ten temat. Tu, Magda Knedler dała mi wszystko czego potrzebowałam.

Znakomicie opisane historie, o samotności, izolacji, odrzuceniu. A w tle wszystko co chciałam wiedzieć o trudnym życiu na wyspie, o nadziei obudzonej wraz z wynalezieniem leku na trąd. O opuszczeniu tego więzienia, o życiu chorych po Spinalondze. Wszystko okraszone dawką historii Grecji, tej najnowszej, dwudziestowiecznej, raczej mało znanej, oraz interpretacją mitów o Dedalu i kreteńskim Minotaurze i Labiryncie. Mitów znanych, ale stereotypowo postrzeganych. Tu, dla tej historii nabierają innego wydźwięku, innymi wartościami przemawiają.

A w tle piękno śródziemnomorskiej przyrody, turkusowe morze, słońce, upał, rozkrzyczane cykady, pomarańczowe ciasto, ryby z grilla, mocna kawa. I tęsknota za Grecją sprzed czasów masowej turystyki, tawernami, uliczkami, sklepikami z lokalnym rękodziełem.

Szepty z Wyspy Samotności to pięknie, emocjonalnie napisana historia, pełna smutku i tęsknoty, za tym co minione, utracone i tylko wspominane. O smutku, który czasem wygrywa ze wszystkim wokół. Po raz kolejny Autorka przekazuje nam ogrom wiedzy, opakowany w wiele warstw uczuć. I zanurzeni w emocjach bohaterów niepostrzeżenie chłoniemy historię, mity, interpretacje. I niech to w nas zostanie.

PS. Obejrzyjcie wspomniane w książce filmy (zwłaszcza „L’ordre” Polleta) choć we fragmentach (jest po francusku ale można znaleźć angielskie napisy). Należy posłuchać tych historii z ust tych, co przeżyli.

Polecam!

A żeby nie kończyć tak smutno, to nieco ironicznie podsumuję, ta książka jest akurat dla mnie – miały być wakacje na Krecie, a jest izolacja w domu.

Ocena: 5+/6
©CzytAśka
Spinalonga, 1936 rok. Thimios Demetriou. Kiedyś dziennikarz i poeta pięknie władający słowem, dziś ledwie trzymający w dłoni pióro („między kciukiem a małym palcem, opierając je o kikut palca wskazującego”) mężczyzna z nadzwyczaj dużymi uszami i rozpadającą się twarzą – jeden z mieszkańców wyspy trędowatych.

Kreta. 1966 rok. Talos Samaras. Odizolowany od świata chłopiec, który czuje, że jego życie nie jest do końca prawdziwe, poszukujący odpowiedzi na pytanie, kim była maszkara, którą widział w ukrytym pokoju na strychu.

Wrocław. 2019 rok. Mirek Jung, wykładowca filologii klasycznej kroczący za swoją przeszłością i poznający historie, o których nie pisano w żadnych podręcznikach.

Śląsk. 2020 rok. Ja. Oniemiała z wrażenia właśnie skończyłam czytać najnowszą książkę Magdy Knedler Szepty z wyspy samotności.

Wydaje mi się, że o Magdzie Knedler napisałam już wszystko. Kiedy książka była dobra, zachwycałam się kunsztem i niezwykłą wiedzą. Gdy coś mi się nie podobało (a bywało), punktowałam, choć przecież nie jestem wyrocznią. Starałam się być sprawiedliwa. I nagle w moje ręce trafiły Szepty z wyspy samotności, które zachwiały wszystkim, co dotychczas uważałam za dobre. I wiecie co? Najgorsze, co mogło mnie spotkać, to ostatnia strona tej powieści.

Od początku do końca lektury mój wzrok zachłannie otaczał tekst. Czytając o niesamowitej tęsknocie, rozczarowaniu, śmierci, niewypowiedzianym „kocham cię” oraz poczuciu winy, zachłannie łapałam powietrze, jakby chwilę wcześniej ktoś mnie podtapiał. Odkrywałam sekrety i zapadałam się w nich coraz bardziej. Wchłaniałam każde zdanie, czując na swojej skórze charakterystyczne mrowienie pojawiające się zawsze, gdy obcuję z czymś wyjątkowym. Bo taka właśnie jest najnowsza powieść Knedler. W mojej opinii – najlepsza spośród przeczytanych przeze mnie książek jej autorstwa.

Ta opowieść zaczyna się trochę jak baśń: dawno, dawno temu, gdzieś pośrodku morza, na małej, oddalonej od cywilizacji wysepce żyła sobie niewielka społeczność. Jednak ten baśniowy charakter szybko zamienia się w dramatyczną historię ludzi zamieszkujących niegdyś Spinalongę. Ogromne cierpienie fizyczne oraz obecna w sercu każdego mieszkańca wyspy tęsknota odzierają czytelnika z błogiego uczucia towarzyszącego dryfowaniu po lazurowym morzu. Bardzo szybko zostajemy sprowadzeni na ziemię, zapadając się w nieszczęściu, bólu i stracie każdego z bohaterów. A przecież Spinalonga to tylko jeden z wątków tej powieści.

Podczas lektury tej książki ogarnęła mnie pewna refleksja na temat Magdy Knedler. Wielu czytelników zarzuca jej, że nie potrafi pisać o emocjach, że jej książki są oszczędne i trochę „suche”. Sama miałam kiedyś w sobie dysonans, bowiem z jednej strony uważam ją za niesamowicie zdolną autorkę, która przepięknie operuje piórem, a z drugiej rzeczywiście oczekiwałam od niej, że w końcu pozwoli swoim bohaterom na więcej emocji. Szepty z wyspy samotności uświadomiły mi, że u Knedler emocje są zawsze, tylko podane inaczej, w bardzo wysublimowany sposób, do którego trzeba dojrzeć. Ona nigdy nie wypełnia książek nadmierną egzaltacją. Gdy opisuje rozpacz Thimiosa, robi to w reporterski sposób, bez użalania się i zawodzenia. I wiecie co? Ten prosty przekaz uwiera bardziej niż niejeden emocjonalny wywód.

Nie wiem, czy moje porównanie będzie zrozumiałe, ale się nim podzielę. W trakcie czytania pomyślałam sobie, że gdyby Magda Knedler chciała opisać mężczyznę, który w wyrazie wściekłości wyszedł z domu i ma do pokonania odległość między mieszkaniem a samochodem, to opisując konstrukcję schodów, po których musiałby zejść, kwiaty ułożone na parapecie przez sąsiadkę z trzeciego piętra oraz kolor auta, doskonale oddałaby emocje, które buzują w bohaterze. Wiecie, co mam na myśli? Knedler operuje słowem tak, by emocje przekazywać obrazami i robi to z ogromną precyzją.

W związku z tym mam prośbę. Strzeżcie się przekonania, że Szepty z wyspy samotności to książka o wyspie trędowatych. Uwolnijcie się od myśli, że będziecie prowadzeni za rękę, by łatwo było Wam zrozumieć tę historię. Nastawcie się na obcowanie z nieoczywistością i metaforą, które przecież charakteryzują styl pisarki. Sięgnijcie dalej niż to, co zapisane na kartkach, wyobraźcie sobie, co jest za horyzontem – tam znajdziecie sens tej historii i wplecioną w nią prawdę. Knedler nie bez powodu sięgnęła do mitu o labiryncie budowanym przez Dedala – ona sama stworzyła ze swojej powieści pewien labirynt, z którego czytelnik musi odnaleźć wyjście. Autorka prowokuje, rzuca przynętę i daje wskazówki – trzeba je dostrzec i zrozumieć.

I jeszcze jedno, drobna podpowiedź: gdy już będziecie czytać tę książkę, nie dajcie ponieść się przekonaniu, że to zwykła fikcja z elementami historii. Knedler tak skonstruowała tę powieść, że uważny czytelnik naprawdę będzie mógł zobaczyć niektórych bohaterów. Wystarczy poszperać. Pisarka zawsze fakty okrasza swoją wyobraźnią, wiemy o tym. Ale tutaj zrobiła to lepiej niż gdziekolwiek wcześniej.

Ciągle wierzę, że najlepsza książka Magdy Knedler jeszcze przed nią i nawet nie umiem sobie wyobrazić, jak będzie dobra. Zdaję sobie również sprawę z tego, że trudno będzie powtórzyć sukces sprzedażowy Położnej z Auschwitz. Ale książki tej pisarki są od tego, żeby się nimi zachwycać. Życzę Wam, żebyście zachwycili się Szepty z wyspy samotności tak jak ja.

Ocena: 6/6
©Spadło mi z regała
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć