ebook Władca marionetek
4.37 / 5.00 (liczba ocen: 702)

Władca marionetek
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  / /
E-book - polecana oferta: 26.87
34.90 złpremium: 20.94 zł Lub 20.94 zł
26.87 zł Lub 24.18 zł
34.90 zł
26.85 zł
27.92 zł
28.93 zł
29.67 zł
34.90 zł
34.90 zł
Inne proponowane

Wojownik Havald, półelfka Leandra i ich towarzysze szukają sposobu, by z egzotycznego Gasalabadu dostać się do legendarnej metropolii Askiru, gdzie mają nadzieję uzyskać pomoc dla swej pogrążonej w wojnie z wszechmocnym imperium Thalaku ojczyzny. Lecz macki imperium sięgają aż do pustynnego Złotego Miasta. Władca Thalaku Kolaron za pomocą intryg, mrocznej magii nekromantów i wyszkolonych zabójców zwanych nocnymi jastrzębiami usiłuje zatrzymać drużynę w Gasalabadzie. Havald i jego kompani nie wiedzą już, kto jest ich sprzymierzeńcem, a kto wrogiem. Śmierć czai się wszędzie...

Czwarty tom barwnej sagi fantasy o owianym legendą mocarstwie Askiru trzyma w napięciu i odsłania coraz więcej tajemnic dawnego królestwa, nie oszczędzając przy tym bohaterów.

Schwartz powrócił w tym tomie do swojej pełnej formy, którą pokazał brawurowo w pierwszej części cyklu. „Władcę Marionetek” czyta się jak marzenie, książki dosłownie nie da się odłożyć z ręki. - Fantasy Buch

Władca marionetek od Richard Schwartz możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Przyjaźń i miłość to wartości, których nie można kupić, nawet za całe złoto ukryte w skarbcach.
Żyjecie tak krótko, lecz rozpalacie się jak najjaśniejsza gwiazda i tak straszliwie łatwo was kochać. Tak łatwo was kochać, Havaldzie, że nie mamy odwagi tego robić, bo utrata miłości trwa u nas wiecznie – tak Imra opowiada głównemu bohaterowi Władcy marionetek Richarda Schwartza o miłości elfa do człowieka. Miłości bolesnej i niebezpiecznej, ponieważ elfy żyją o setki lat dłużej niż ludzie, a śmierć ukochanej osoby to najgorsze, co może spotkać istotę, która czuje. Czytając ten fragment, pomyślałem, że książki Schwartza zapalają się w rękach właśnie jak ta „najjaśniejsza gwiazda”, wciągając czytelnika w wir wydarzeń. I że tych bohaterów tak łatwo jest kochać. I że tak szybko nas opuszczają, bo tych kilkaset stron każdej części serii Tajemnica Askiru wcale nie jest obietnicą wielu wspólnych dni.

Podchodząc do lektury najbardziej wyczekiwanej przeze mnie książki tego roku miałem nadzieję, że już strzepnę z siebie piasek Gasalabadu, ruszę z bohaterami w podróż do Askiru i razem rzucimy się w wielkie przygotowania do konfliktu z Thalakiem, a może nawet stoczymy pierwsze potyczki. Niestety – ze względu na niespełnione nadzieje – moje buty były pełne piasku, a głowa palona przez słońce do ostatniej strony.

Ale czy to źle? Rzeczywiście miałem już dosyć politycznych walk prowadzonych ciągle w jednym miejscu. Po lekturze Władcy marionetek już wiem, że odpowiedzią jest zdecydowane „nie”. Polityka została tu tak opleciona akcją, że jest prawie niezauważalna. Sploty wydarzeń są niezwykłe, a rozwiązania najtrudniejszych spraw stają się jasne. Wszystko to za sprawą Havalda i jego prostolinijnego oraz bezproblemowego podejścia do życia. Dla mnie to on ostatecznie tworzy klimat tej książki. Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów, to Leandra do tej pory mnie do siebie nie przekonała, a Zokory i Varoscha – ku mojemu utrapieniu – w tym tomie jest jak na lekarstwo.

Schwartz przyzwyczaił mnie do tego, że jego książki ciężko odłożyć i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Tworzone przez niego historie nie są przeze mnie odbierane jak opowieść przy ognisku. Za każdym razem mam wrażenie, jakbym stał zaraz obok Havalda i czuł wszystko to, co on czuje. O Oku Pustyni pisałem, że fabuła była wystarczająco prosta, aby przewidzieć zakończenie, jednak sama droga do zakończenia była wspaniała i zaskakująca. We Władcy Marionetek jest mniej przewidywalnych elementów. Do tej pory uważałem, że pierwszy tom tej serii był najlepszy, najbardziej klimatyczny i pochłaniający. Czytając najnowszą część, miałem wrażenie, jakby do Forgotten Realms wrzucono Mroczne Bractwo z Elder Scrolls. Dzięki temu czułem się równie dobrze jak podczas lektury Pierwszego Rogu. Są więc przesłanki ku temu, by stwierdzić, że to właśnie najnowszy tom Tajemnicy Askiru jest jak na razie najmocniejszym punktem całego cyklu.

Naprawdę łatwo pokochać tę serię. Koniec lektury w tym przypadku boli podwójnie – nie dość, że rozdziera serce, to jeszcze uświadamia, że na ukojenie będzie trzeba znowu poczekać.

Ocena: 6/6
©Spadło mi z regała
To moje drugie spotkanie z prozą Richarda Schwartza. Tym razem rzuciłam się na głęboką wodę, ponieważ to już z czwarty tom popularnej zwłaszcza w Niemczech serii Tajemnica Askiru. Owszem, nieco lekkomyślnie, jednak kilkukrotnie postąpiłam podobnie i jakoś udawało mi się zrozumieć fabułę. Dlatego postanowiłam zaryzykować, wspomagając swe siły krótkimi streszczeniami poprzednich dwóch części. Przyznaję, że nie żałuję, chociaż innym osobom rekomenduję zapoznanie od razu całego cyklu, albo pierwszego tomu! Lektura Władcy marionetek uświadomiła mi, iż niepotrzebnie zrezygnowałam z kontynuowania przygody snutej przez Schwartza. Teraz muszę nadrobić. Tak, fantasy zazwyczaj przynosi mi sporo kłopotu. Problemy z odpowiednim wczuciem w akcję, zbyt rozwlekłe opisy. Ale! Książki Richarda umiejętnie potrafią wciągnąć człowieka w magiczny świat. Strony szalenie pędzą, nie sposób się nudzić. Nawet w sytuacji, gdy zaczynamy czytanie od środka!

Położyłem dłoń na drzwiach i poczułem zimno, które trudno było pogodzić z nieznośnym upałem Gasalabadu.

Chociaż ledwie je tknąłem, drzwi ustąpiły bezgłośnie i odsłoniły podłużną halę, całkowicie wyłożoną białymi płytami. Duże, polerowane lustra, wychwytujące i skupiające światło padające przez głęboki świetlik w sklepieniu, nurzały pomieszczenie w jasnym blasku; tylko ściana naprzeciwko wejścia, ku której spoglądaliśmy, wyłożona była czarnymi kaflami, kunsztowną mozaiką z wizerunkiem Soltara, ważącego w jednej otwartej dłoni pióro, a w drugiej udręczone zwłoki. Oczy boga były schowane niemal całkowicie pod ciemnym kapturem, nieprzeniknione i pełne gwiazd. Pod ścianą stał mały ołtarzyk ze świeżymi darami złożonymi w ofierze. Sześć dużych stołów z białego marmuru stało rozstawionych po pomieszczeniu, a każdy miał rynienki na krew, prowadzące do srebrnych wanien.

Schwartz po prostu znakomicie przybliża swoich bohaterów. Czytelnik odnosi wrażenie, że naprawdę ich zna. Mimo mojej przerwy nadal umiałam powitać postaci związanych z pierwszą częścią tak, jakby byli starymi przyjaciółmi. Wielkie indywidualności, posiadające i wady, i zalety. Są ludzcy, wbrew wszechobecnej magii! Myślę, iż dzięki temu emocjonalnemu podejściu łatwiej jest się wczuć w przygody, kibicować zmaganiom oraz liczyć na ostateczne pokonanie zła. Aczkolwiek nawet antagoniści zostali przedstawieni w interesującej formie. Tak, na tej płaszczyźnie nie mogę się kompletnie do niczego przyczepić. Doskonale potrafię sobie wyobrazić każdego bohatera w filmowej wersji — halo, gdzie są scenarzyści?

Jakoś do połowy książki akcja wręcz pędzi. Niezwykle wartka, pełna zaskoczeń oraz gotowych na odkrycie zagadek. Jednak później zwalnia. Niestety! Troszkę nie wiem, dlaczego autor zdecydował się na taki zabieg. Może w innych przypadku powieść skończyłaby się o wiele za wcześnie? Ciężko ustalić. Oczywiście, nie mam na myśli nudy. Władca marionetek od początku zaciekawia, całość czyta się bardzo płynnie, a samemu finałowi trudno cokolwiek zarzucić. Utrzymuje nas w napięciu. Przecież opublikowano kolejne tomy z cyklu!

Może to być trochę zaskakujące, ale w fabule nie brakuje humoru. Wielokrotnie zaśmiewałam się z przekomicznych sytuacji mających związek z naszym ulubionym Havaldem. Co interesujące, Richard Schwarz poświęcił miejsce analizie polityki swojego wymyślonego świata, jego ekonomii. Te rozważania sprawiały, że istotnie zapominałam, iż mam do czynienia z fikcją. Autor bezgranicznie wsiąknął w pracę, w dobrym znaczeniu. Czuć pasję, zaangażowanie, mnóstwo idei na kolejne historie. We Władcy marionetek postarano się również o solidną dawkę wzruszeń. Nie chcę zbyt dużo zdradzać, lecz z pewnością spore grono osób uroni nad kartami powieści łezkę. Jak już wspomniałam — finał wypadł naprawdę fenomenalnie.

Lustro mierzyło dobre pięć kroków średnicy i było odpowiednio ciężkie, chociaż nie tak masywne, jak zakładałem. Stanowiło kawał cienkiej złotej blachy na wspornikach. Konstrukcję osadzono na solidnej, żelaznej ramie, zawieszonej w innej ramie, która z kolei dawała się ustawić za pomocą dwóch korb. Trzecia korba służyła do obracania ramy wokół własnej osi, a czwartą zaś obracało się lustro na osi poziomej.

Na ramie znajdowały się żelazne stopnie, prowadzące do czegoś w rodzaju siedziska na szczycie, gdzie umiejscowiona była listwa z rowkami, a na niej sanki z dwoma otworami, które można było przesuwać w dół i w górę.

O ile porządnie się je naoliwiło i usunęło kurz i brud z kilku stuleci. To właśnie nas teraz czekało.
Wszystko się zacinało, klinowało, wszystko było brudne, żadna z korb nie dała się poruszyć za pierwszym podejściem.

Podsumowując, seria Tajemnica Askiru jest godna uwagi, zwłaszcza dla osób, które pragną głębiej zapoznać się z gatunkiem fantasy. Znajdziecie wszystko, czego szukacie w porządnej książce: świetnej fabuły, intrygujące sekrety, wspaniałych bohaterów. Teraz nie zrezygnuję z dalszego odkrywania prozy Richarda Schwartza. Będę wyczekiwać następnych części, już wydanych na rynku niemieckim. Podejrzewam, że wkrótce dotrą do Polski. Tymczasem, pędzę nadrabiać swoje zaległości. I postaram się więcej nie omijać literatury sprawiającej tak pozytywne wrażenie. Obiecuję!

Ocena: 5/6
©Majuskuła
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć