ebook Była sobie rzeka
3.98 / 5.00 (liczba ocen: 36318)

Była sobie rzeka
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
najlepsza cena! w ostatnich dwóch tygodniach
E-book - polecana oferta: 30.41
Audiobook - najniższa cena: 36.90
38.90 złpremium: 23.34 zł Lub 23.34 zł
30.41 zł Lub 27.37 zł
38.90 zł
38.90 zł 10 zł na konto
38.90 zł Lub 35.01 zł
30.39 zł
31.12 zł
33.07 zł
33.45 zł
35.50 zł
38.50 zł
38.90 zł
38.90 zł
Inne proponowane

To była najdłuższa noc w roku, kiedy wszystko może się zdarzyć. Trzy dziewczynki zaginęły. Jedna wróciła. Opowieść się rozpoczyna… Książka nominowana do Goodreads Choice Award w kategorii powieść historyczna, uhonorowana nagrodą HWA Gold Crown Award dla najlepszej powieści historycznej 2019 r., przyznawaną przez brytyjskie stowarzyszenie autorów książek historycznych.

W ciemną noc w środku zimy w starej gospodzie nad Tamizą ma miejsce niezwykłe wydarzenie. Stali bywalcy właśnie zabijają czas opowieściami, kiedy w drzwiach pojawia się ciężko ranny nieznajomy. W ramionach trzyma martwą dziewczynkę. Kiedy godzinę później dziecko zaczyna oddychać, nikt nie może w to uwierzyć. Cud? Czy magiczna sztuczka? Może nauka będzie w stanie to rozstrzygnąć?
Mieszkańcy nabrzeży prześcigają się w pomysłach, by rozwiązać zagadkę dziewczynki, która umarła, a potem ożyła. Mijają jednak dni, a tajemnica wydaje się coraz bardziej nieprzenikniona. Dziewczynka okazuje się niema i nie może odpowiedzieć na pytania: kim jest, skąd pochodzi i co stało się z jej bliskimi. W tej sprawie pojawia się coraz więcej pytań i wątpliwości.
Tymczasem trzy rodziny wyrażają chęć, by wziąć dziecko pod opiekę. Zamożna młoda matka wierzy, że dziewczynka jest jej córką, która zaginęła dwa lata wcześniej. Rodzina farmerów, która wciąż przeżywa sekretny romans syna, szykuje się na przyjęcie wnuczki. Skromna i skryta gospodyni proboszcza widzi w małej niemowie swoją młodszą siostrę. Każda z tych osób ma własną opowieść, której granice między rzeczywistością a fantazją są ulotne i rozlewają się czasami jak niekontrolowane wody rzeki.
Urzekająca, wielowymiarowa, pełna zagadek powieść, przesycona folklorem, tajemniczością i romantyzmem. Ta powieść to misternie tkany gobelin, splatający folklor, naukę, magię i mit.

Była sobie rzeka od Diane Setterfield możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Są historie, które można opowiadać na głos, i takie, o których się mówi szeptem, lecz są i takie, które pomija się milczeniem.
Dla niektórych ludzi świat jest tak skomplikowanym i zdradliwym miejscem, że nie mogą mu się wprost nadziwić, lecz nie czują potrzeby, aby go zrozumieć. Zdumienie jest dla nich nieodłączną częścią egzystencji.
To, że coś jest niemożliwe, nie znaczy, że się nie zdarzy.
Niektóre rzeczy wydają się niepojęte nocą, a stają się jasne, kiedy wzejdzie słońce.
W małej wiosce, na brzegu Tamizy stała gospoda, słynąca ze snutych w niej opowieści. Jedni specjalizowali się w ich opowiadaniu, inni przychodzili do niej specjalnie, by słuchać.

Pewnej nocy, w drzwiach staje przemoczony i ciężko ranny mężczyzna. Na rękach trzyma małą dziewczynkę. Stali bywalcy karczmy są przekonani, że to lalka, potem, że zwłoki dziecka. A okazuje się, że dziecko jest wychłodzone, ale żyje!

Kilka lat temu zaginęła w okolicy córeczka lokalnego przedsiębiorcy, większość jest zatem przekonana, że właśnie się odnalazła.

Ale są tacy, którzy sądzą, że to ukrywana dotychczas córeczka samobójczyni sprzed kilku dni. A dziwna, niemłoda gosposia pastora twierdzi, że to jej malutka siostrzyczka.

Jedno dziecko, trzy historie.

Mała nie mówi, więc nie sposób żadnej z teorii zweryfikować, historie się przeplatają, pojawiają w nich nowe wątki i stare namiętności. W tle płynie rzeka. A w gospodzie snuje się historia…

Wciągnęła mnie ta baśń. Realistyczna, z elementami zagadki detektywistycznej i wiktoriańskiej grozy. Życie bogatej rodziny w pięknym, ale pustym, po utracie dziecka domu. Historia niezwykłego farmera, potomka ciemnoskórej służącej i arystokraty, który wierzy, że poszukuje swojej wnuczki. I nędza gospodyni pastora, żyjącej w upodleniu, na uboczu społeczności. Nie mniej ważna karczma i jej gospodarze, a także mężczyzna, który pojawił się na początku z dziewczynką, czy lokalna pielęgniarka. Każda z prostych początkowo historii, obrasta w detale i szczegóły, wszystkie mają znaczenie dla rozwiązania całości.

No i rzeka, cicho chlupiąca we mgle, szumiąca, bezgłośna bądź rycząca mocą żywiołu, pełna legend i tajemniczych mieszkańców.

Przepięknie przeplatające się wątki, zagadki zaginionych dziewczynek, płynącej rzeki i sztuki, jaką jest budowanie i opowiadanie historii.

Klimatyczna opowieść, którą można się delektować na wielu płaszczyznach. Polecam!

Ocena: 5/6
©CzytAśka
Była sobie rzeka to moje pierwsze spotkanie z twórczością Diane Setterfield. Gdy zobaczyłam jednak opis tej powieści w zapowiedziach wydawcy wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć. Ogromnie się cieszę, że i tym razem moja czytelnicza intuicja mnie nie zawiodła. Mam nawet poczucie, że w moje skromne recenzenckie ręce trafiają ostatnio naprawdę fascynujące, choć niełatwe i nieoczywiste historie.

O czym jest książka, czyli o fabule słów kilka…

To była najdłuższa noc w roku, kiedy wszystko może się zdarzyć. Trzy dziewczynki zaginęły. Jedna wróciła. Opowieść się rozpoczyna…

Pewnej zimowej nocy w drzwiach starej gospody nad Tamizą staje ciężko ranny mężczyzna z malutką, martwą dziewczynką w ramionach. Godzinę później dziecko zaczyna na nowo oddychać. Okoliczni mieszkańcy zaczynają snuć domysły związane ze zmartwychwstaniem czterolatki. Co przywróciło ją do życia? Pocałunek chłopca? Może cud? Co wydarzyło się tej feralnej nocy? Dziewczynka niestety nie jest w stanie udzielić żadnych informacji na swój temat. Nie wiadomo więc skąd pochodzi ani jak się nazywa. Tymczasem aż trzy rodziny chcą zaopiekować się tajemniczym dzieckiem, które zaginęło i zostało odnalezione.

Moja opinia, czyli co mnie zachwyciło a co jednak trochę mniej...

Była sobie rzeka to fascynująca, wielowymiarowa historia stworzona na pograniczu jawy i magii. Granice między tymi dwoma stanami zacierają się i przenikają nawzajem, aż często trudno odróżnić jedną od drugiej. Sama historia natomiast płynie powoli ale wytrwale drążąc skałę czytelniczej wyobraźni. Ja dałam się ponieść jej prądowi i totalnie w niej przepadłam.

Powieść Diane Setterfield to trochę taka historia o wszystkim i o niczym. Poszczególne wątki łączą się w niej niczym dopływy magicznej rzeki, tworząc główny jej nurt. Nie mam porównania do innych utworów tej autorki, jednak uważam, że narracja tej powieści to prawdziwy pisarski majstersztyk. Ta opowieść czyta się niemal sama i jej objętość czuć tylko poprzez jej ciężkość w trzymaniu papierowego egzemplarza, bo czyta się ją niezwykle szybko i sprawnie. Aż dociera się do jej finału i dosłownie żal, że to już koniec.

Bardzo przypadł mi do gustu również cały świat wykreowany w tej powieści, jej klimat, jej bohaterowie. Nie znalazłam nic w tej publikacji co chciałabym zmienić, czy wyrzucić. Wszystkie słowa wydały mi się ważne, potrzebne i wyjątkowe. Chyba nie potrafię znaleźć w sobie bardziej wyszukanych określeń, które by tą historię dokładniej opisywały. To po prostu niesamowita opowieść, którą musicie poznać.

Czy i komu polecam?

Była sobie rzeka to książka dla wielbicieli powieści z wyraźnie zarysowaną nutą nierealności a jednocześnie z głęboką prawdą. Ja jestem pod jej ogromnym urokiem i na długo zostanie ona w mojej pamięci. Zdecydowanie polecam.

Ocena: 5+/6
©Kocham Cię, moje życie
Od jakiegoś czasu obserwuję, że w moje literackie życie wkrada się lekka jałowość, powtarzalność i brak podniecenia na samą myśl o jakiejś książce. Oczywiście istnieją wyjątki w postaci pisarzy, których twórczość tak bardzo cenię, że moment, w którym kończę ich kolejną powieść, staje się utrapieniem (wszak na kolejną trzeba czekać). Ale żeby tak komuś obcemu udało się mnie zachwycić? Żebym zarwała noc i nie chciała widzieć promieni słońca? Żebym pragnęła więcej i więcej? Nie zdarzyło się – przynajmniej nie w ostatnim czasie. Aż do momentu, w którym w moje ręce trafiła Była sobie rzeka Diane Setterfield. Czułam, że to może być coś ciekawego, ale nie spodziewałam się, że Wydawnictwo Albatros tak bardzo zagra mi na nosie i z mojego „wiem wszystko” zostanie „nie wiem zbyt wiele”. Nie wiedziałam, że będzie to literatura tak bliska najlepszym klasycznym powieściom.

Była sobie rzeka to najlepszy z możliwych tytuł dla powieści, której tempo zmienia się tak, jak zmienia się nurt rzeki. Czasami płynie wartko, czasami nieco wolniej, ale zawsze stanowi najpiękniejszy akcent pejzażu. Od pierwszych stron czuć, że stanowi bardzo ważny element całości. Jest przewodnikiem (zarówno dla bohaterów książki, jak i dla czytelnika) oraz świadkiem wydarzeń, które mają miejsce od momentu pojawienia się w gospodzie Pod Łabędziem pokiereszowanego mężczyzny z nieżywą dziewczynką aż do ostatniej strony, gdy tajemnica, na której osnuta jest powieść, zostaje rozwiązana. W powieści wszystko wydaje się lekko zamglone, jakby z innego świata. Cała historia wydaje się mitem, legendą i gawędą. Zagłębiając się w nią, czujemy, jakbyśmy układali puzzle, których tak naprawdę nigdy nie uda się ułożyć, jeśli choć na chwilę nie wymkniemy się logice i realizmowi. Żeby poczuć tę powieść, zrozumieć, co się dzieje, trzeba wyjść poza komfort rozpatrywania wszystkiego w kategoriach zdrowego rozsądku i dać ponieść się wraz z nurtem rzeki, z której Diane Setterfield uczyniła niezwykle ważną bohaterkę swojej książki. I wcale nie niemą, bowiem to właśnie ona jest skarbnicą najbardziej niesamowitych historii. Cóż zresztą mogę innego powiedzieć, skoro cała powieść po prostu mnie zachwyciła?

Była sobie rzeka to opowieść o pamięci i zagrzebanych w jej odmętach fragmentach życia. Tych, o których trzeba było zapomnieć, by móc żyć – może niekoniecznie szczęśliwie, ale przynajmniej jakoś. To historia o wspomnieniach, które mają ogromny wpływ na rzeczywistość. Ta przepiękna powieść zawiesza swoich bohaterów gdzieś między ułudą a prawdą. Podobnie czyni z czytelnikiem, nie pozwalając mu wydostać się z płynącej rzeki słów, którymi raczy nas autorka. A robi to wręcz fenomenalnie, używając pięknego i plastycznego języka. Baśniowa aura tej książki oraz obecna w każdej niemal wypowiedzi i w każdym geście tajemnica pobudza wyobraźnię, a ta rozpoczyna odważną zabawę z emocjami czytelnika, prowadząc go prosto w sidła Setterfield. Z takich sideł nie chce się uciekać.

Ocena: 6/6
©Spadło mi z regała
Nie jestem miłośniczką książek historycznych, a co dopiero samej historii. Owszem, doceniam jej znaczenie, zdaję sobie sprawę, jak ważna jest i wiem, że lubi się powtarzać. Mimo swojej niechęci do tej dziedziny nauki, staram się raz na jakiś czas dawać szansę powieściom osadzonym w dalszej przeszłości. Do przeczytania Była sobie rzeka zachęciła mnie jednak przede wszystkim okładka – w końcu trudno się nie zgodzić z tym, że przyciąga wzrok, nieprawdaż?

GDYBY NIE RZEKA…

Pewnego wieczoru do gospody trafia ledwo żywy mężczyzna z dzieckiem na rękach, który chwilę po przekroczeniu progu mdleje. Wszystko wskazuje na to, że dziewczynka zmarła w wyniku utopienia, bowiem nikt z obecnych nie jest w stanie usłyszeć jej oddechu ani nie wyczuwa pulsu. Chwilę później okazuje się jednak, że Maleństwo nadal żyje. Mieszkańcy uznają wydarzenie za cud, a historia o dziewczynce bije rekordy popularności. Szybko pojawia się jednak pytanie, kim właściwie jest dziecko. Mężczyzna, wraz z którym trafiła do gospody, jedynie wyłowił ją z rzeki. Jak się okazuje, niemal każdy chciałby ją przygarnąć. Jak na przykład rodzina, której dziecko zostało porwane, jak dziadkowie, którym syn oznajmił, że został ojcem, ale jego córeczka zaginęła, czy jak starsza samotna kobieta, która nadal cierpi po stracie młodszej siostry.

Jak się pewnie spodziewacie, akcja książki rozgrywa się w nieco bardziej odległej przeszłości, w Anglii i, jak wskazuje tytuł, w miejscowościach położonych przy brzegu Tamizy. Muszę przyznać, że najczęściej tego typu scenerie dość mocno mnie irytują, wydają się mi zbyt powolne, spokojne i zwyczajnie nudne, zdecydowanie wolę też czytać o czasach mniej lub bardziej współczesnych. Jednak, co i dla mnie ciekawe, tym razem nawet i mnie poniosła magia rzeki, magia dziecka, które jakimś cudem przeżywa i które ma w sobie coś, co sprawia, że zmiękcza serca ludzi wokół. Bardzo spodobał mi się również język opowieści, język, który w piękny, delikatny i chwilami dość poetycki sposób opisywał rozgrywające się wydarzenia. Muszę też przyznać, że i same postaci zostały świetnie przedstawione. Każda z nich to zupełnie inny człowiek, człowiek o niepowtarzalnej osobowości i doświadczeniach. Właśnie – każdy tutaj jest inny, każdy niesie ze sobą zupełnie inną historię, a nie brakuje również i tych ciemniejszych charakterów, których samo pojawienie się zwiastuje kłopoty.

Są historie, które można opowiadać na głos, i takie, o których się mówi szeptem, lecz i takie, które pomija się milczeniem.

Jedyne, co mi przeszkadzało na początku, to dezorientacja w powieści. Lubię książki, w których akcja jest w miarę przejrzysta, w których od początku do końca w przynajmniej pewnym stopniu wiem, o co dokładnie chodzi. Przy czytaniu Była sobie rzeka pominęłam opis i być może z tego powodu przez pierwsze 100 stron, jeśli nie dalej, niekoniecznie wiedziałam, do czego chce mnie doprowadzić autora ani co (a może kto?) gra tu pierwsze skrzypce. Jeśli zaś chodzi o uczucia, jakie wywołała we mnie książka, to dużo było niepewności o przyszłość dziecka, pewien strach o to, w czyje ręce trafi… Ale i przeczucie, że coś tu się nie zgadza, że Małej może grozić niebezpieczeństwo, że zaraz coś się zmieni i bezpowrotnie zabije te piękne chwile sielanki, które rozgrywają się niemal przed moimi oczami.

Była sobie rzeka to opowieść specyficzna, chwilami magiczna, chwilami pełna nadrzecznej codzienności. Klimatyczna, zastanawiająca, nie wciągająca, niekoniecznie lekka, ale bardziej taka do powolnego delektowania się lekturą.

Ocena: 4/6
©Caroline Livre
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć