ebook Wotum
4.05 / 5.00 (liczba ocen: 268)

Wotum
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

najlepsza cena! w ciągu miesiąca
E-book - najniższa cena: 19.49
Audiobook - najniższa cena: 31.98
-17% 19.49 zł Lub 17.54 zł
29.99 zł
29.99 zł Lub 26.99 zł
-10% 23.60 zł
25.49 zł
25.90 zł
27.00 zł
Inne proponowane

Sensacyjna, mroczna rozgrywka pióra autora „Gambitu”. „Mało kto potrafi napisać rasowy […] thriller, a przy tym pokazać kawał współczesnej Polski – i tej prowincjonalnej, i tej widzianej ze szczytów władzy. Ta umiejętność czyni Siembiedę pisarzem wyjątkowym, a «Wotum» – powieścią zabójczo dobrą” – Mariusz Czubaj

9 grudnia 2012 roku dochodzi do zamachu na obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Gdyby nie pancerna szyba zainstalowana tuż przed atakiem, największa świętość Polaków przestałaby istnieć. Definitor zakonu paulinów uważa, że za zamachem stoi tajna sekta, której historia związana jest z tajemnicą sięgającą czasów króla Jana Kazimierza. Do rozwiązania zagadki angażuje detektywa z IPN Jakuba Kanię. Podjęty przez Kanię trop prowadzi do opactwa Saint-Germain-des-Prés w Paryżu, a stamtąd w okolice Głogówka na Opolszczyźnie, gdzie obraz Czarnej Madonny został ukryty podczas potopu szwedzkiego i gdzie do dziś znajduje się jego tajemnicza kopia. Ale czy to na pewno kopia? Kim naprawdę jest jeden z najbogatszych Polaków – człowiek nazywany Szamanem – i po co zatrudnił szalonego naukowca, specjalistę od biorezonansu?
W wysnutej z prawdziwych zdarzeń, zapierającej dech powieści sensacyjnej autor „Gambitu” misternie przeplata przygody rodem z książek detektywistycznych z historycznymi ciekawostkami w stylu thrillerów Umberta Eco.

„Maciej Siembieda wymyka się gatunkom, w które nauczyliśmy się ubierać literaturę. «Wotum» to połączenie niesamowitego napięcia, inteligentnego humoru i szokujących faktów” – Anna Makieła-Zoń, blog spadlomizregala.pl

Wotum od Maciej Siembieda możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Wotum to trzeci tom cyklu o Jakubie Kani, prokuratorze IPN i rewelacyjnym detektywie. Zagadki historyczne nie mają najmniejszych szans, jeśli ten człowiek zabierze się za ich rozwiązanie, zaś czytelnik nie ma możliwości odłożenia powieści na dłużej, kiedy jest to historia opisana przez Macieja Siembiedę. Już od pierwszych stron autor przykuwa uwagę czytelnika. I nie mam tu na myśli jedynie ciekawej fabuły, ale także piękny styl, którym się posługuje. Miałam wrażenie, że wręcz płynę przez kolejne rozdziały. Dorzućmy do tego fakt, iż autor opanował do perfekcji łączenie fikcji z prawdziwymi wydarzeniami i mamy powieść idealną.

Jakub Kania zostaje poproszony o znalezienie odpowiedzi na pytanie kto i w jakim celu chciał zniszczyć jasnogórski obraz Najświętszej Panienki. Zamach ten stał się również powodem zainteresowania inną kwestią, a mianowicie autentycznością obrazu i jego „wiernej kopii”, znajdującej się w niewielkiej wsi na Opolszczyźnie. Im bardziej Jakub zagłębiał się w labirynt domysłów i strzępków informacji, tym mniej podobało się to niektórym środowiskom. Szczególnie w sytuacji, kiedy z chaosu w końcu zaczęły wyłaniać się konkrety, prowadzące do pewnych wniosków. Kto jak kto, ale Kania potrafi przecież wykopać dowody nawet spod ziemi. Będzie się działo, ponieważ po drodze dołączy wątek mafijny, a prokurator zostanie zablokowany w swych działaniach. Czy mimo wszystko i tym razem uda mu się rozwiązać zagadkę?

Po raz pierwszy bardziej rozbudowany został wątek obyczajowy, a dokładniej trudna relacja Jakuba z ojcem. Uważam, że powieść niesamowicie na tym zyskała, ponieważ obok prowadzonego śledztwa możemy lepiej przyjrzeć się też prywatnej stronie życia prokuratora Kani. Staje się on dla nas bardziej ludzki i prawdziwy.

Autor umiejętnie stopniuje napięcie i oszczędnie podsuwa czytelnikowi kolejne fakty. Odkrywa karty powoli, dzięki czemu trudno oderwać się od lektury. Nawet kiedy już wydaje się, że wszystko wiadomo, po chwili okazuje się, że to nie jest takie proste, jak nam się początkowo wydawało. W efekcie ostatnie rozdziały zdecydowanie podnoszą ciśnienie.

Polecam wszystkie powieści Macieja Siembiedy czytelnikom, dla których mają znaczenie piękny styl i świetnie skonstruowana intryga. Z Jakubem Kanią na pewno nie będziecie się nudzić.

Ocena: 6/6
©Bibliotecznie
Kto czekał na nowe przygody Jakuba Kani, detektywa z Instytutu Pamięci Narodowej? Po przeczytaniu 444, Miejsca i imienia oraz Gambitu, autor na stałe wpisał się do grona polskich pisarzy, których twórczość śledzę. Dlatego w momencie kiedy usłyszałam o Wotum wiedziałam, że i ta powieść zajmie mój czas.

Skoro na scenę ponownie wkracza Jakub Kania, to możemy przypuszczać, że będziemy mieli do czynienia ze sztuką, dziedzictwem narodowym, cennymi przedmiotami i historią. I tak też jest! Tym razem detektyw IPN angażuje się się w sprawę zamachu na częstochowski obraz Czarnej Madonny. Tylko odpowiednie zabezpieczenie ikony chroni ją przed oblaniem czarną farbą. Do Jakuba Kani należy odkrycie kto stoi za tym aktem wandalizmu. Trop prowadzi do innego obrazu, w innym kościele na Opolszczyźnie oraz do francuskiego opactwa Saint-Germain-des-Prés.

Detektyw zostaje wciągnięty w grę, w której za sznurki pociągają nie tylko zło próbujące uszczknąć dla siebie jak najwięcej, ale również Kościół. Wiele złych intencji wychodzi na wierzch, a odnalezienie się w tej bezpardonowej walce, będzie nie lada sukcesem.

Maciej Siembieda znany jest z tego, że fabuły swoich powieści opiera na prawdziwych wydarzeniach. Połączenie fikcji literackiej z faktami, to czytelnicza gratka. Również Wotum bogate jest w takie smaczki. Co więcej Maciej Siembieda zabiera czytelnika w przeszłość i pełniąc rolę przewodnika, odsłania przykurzone karty historii. To kolejna zaleta jego powieści.

Wotum punktuje stylem. Tym razem aż tak dużego wrażenia nie zrobiła na mnie fabuła powieści, a siła wyrazu. Autor bawi się słowem, metaforami, porównaniami. Wprowadza sporo humorystycznych wstawek. Potrafi znaleźć balans pomiędzy poważnymi wątkami, a tymi lekkimi, z przymrużeniem oka. To sprawia, że tę historię czytało mi się doskonale.

To co dodatkowo ujęło mnie w Wotum, to był wątek relacji Jakuba Kani ze swoim ojcem. Poprowadzony z wielkim wyczuciem, momentami wzruszająco. Tak. Bardzo mi się spodobał. A żeby nie było smutno i nostalgicznie, to autor jednemu z bohaterów podarował „małą” fobię, której opisy niejednokrotnie wywoływały moje rozbawienie. I tak sobie myślę, że Maciej Siembieda nieźle się bawił przy pisaniu tych scen.

Panie Macieju, kiedy Jakub Kania powróci? Czekam, a Wotum polecam.

PS Serię z można czytać niezależnie.

Ocena: 4+/6
©Na czytniku
Ze swojskiego ogródka pełnego dewocji i zaściankowego światka ludowych wierzeń i zabobonów Maciej Siembieda utkał niezwykle zajmującą opowieść detektywistyczną, której smaczku dodaje inteligentny dowcip i zgrabnie opowiedziana fabuła. Czytelnik może czuć się literacko zaopiekowany, a fascynat powieści kryminalistycznej – potraktowany poważnie.

Unosząca się nad historią obecność religijnej sekty prowadzi głównego bohatera, prokuratora IPN-u przez meandry prywatnych ludzkich dramatów, szemranych mafijnych interesów i nabożnej adoracji przedmiotów bardziej lub mniej godnych nazywania świętościami. Wiara w cuda jednym pozwala przetrwać, innych prowadzi ku spektakularnej katastrofie. Reguły zakonne, zakazana miłość, mamona pęczniejąca dzięki ludzkiej naiwności i potęga instytucji zbudowanych na religii. Wątki historyczne w Wotum podano w wersji łatwej do przyswojenia również dla mniej wtajemniczonych odbiorców. Czerpiemy przyjemność z uczestniczenia w dochodzeniu do tak zwanej prawdy jednocześnie odkrywając zależności społeczne, obyczajowe i historyczne miejsc nam całkiem nieodległych. Przyjemnie i pożytecznie zarazem.

Maciej Siembieda potrafi opowiadać sprawnie i dynamicznie. Nawet przez chwilę nie ulegamy znużeniu podczas czytania. Jego bohaterowie budzą sympatię. Stają się postaciami z krwi i kości już po kilku stronach. Ten syntetyczny sposób kreślenia powieści sprawia, że podczas lektury naprawdę odpoczywamy. Wszystkie elementy układanki idealnie ze sobą współgrają. Tempo akcji nikogo nie przyprawia o zadyszkę, jednak pozwala na odkrywanie i zapamiętywanie szczegółów bez większego wysiłku. Wiarygodna, świetnie odrywająca od aktualnej, niełatwej rzeczywistości pozycja, której bez wątpienia należy się miano skutecznego pochłaniacza czytelniczej uwagi. Z Wotum z pewnością skupicie się na tych kilka wieczorów na czymś zupełnie innym niż … wirus.

Ocena: 5/6
©Wiedziennik
Czekałam na Wotum od dnia gdy na skrzydełku Gambitu zobaczyłam jego zapowiedź. Gdy Autor małymi wzmiankami sugerował o czym będzie, moja ciekawość sięgała zenitu. Zwłaszcza, że tym razem historia była „świeża”, nie mogłam poznać choćby kawałka jej tła, wertując zbiory reportaży pana Macieja.

Gdy półtora miesiąca temu Wydawnictwo Agora ogłosiło konkurs na blurba na okładkę, musiałam w nim wziąć udział bo oznaczało to przeczytanie Wotum już wtedy! Miało być ukojeniem tego napięcia, zaspokojeniem ciekawości rozbudzanej przez rok. Przeczytałam jednym tchem! Co tam przeczytałam! Wciągnęłam! Pochłonęłam! Potem przeczytałam jeszcze raz. I wczoraj wieczorem skończyłam trzeci „przebieg”.

Ciekawość została zaspokojona, ale tylko w kwestii jakie śledztwo przeprowadził Jakub Kania tym razem. Finałowa scena przecież powoduje, że kolejny supełek wwiercił się w moją głowę. Bo co było w ekspertyzie?

W grudniu 2012 roku ma miejsce zamach na obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Mężczyzna rzuca w niego żarówkami wypełnionymi farbą. Gdyby nie jedno z niezwykłych wotów otrzymanych przez klasztor paulinów na rzecz obrazu, czyli specjalną szybę, prawdopodobnie ikona uległaby nieodwracalnemu zniszczeniu.

Sprawa nie jest nagłaśniana, aby nie prowokować kolejnych wyczynów potencjalnych żądnych rozgłosu „terrorystów”. Ale do klasztoru dzwoni kobieta i podając się za członka sekty szantażuje zakonników grożąc kolejnym atakiem.

Kościół jako instytucja działa nieprzerwanie od 2000 lat, zatem jest znakomicie zorganizowany i jeszcze lepiej poinformowany. Paulini z Częstochowy zwracają się o poufną pomoc, do znanego z sukcesów w tajnych sprawach związanych z historią i dziełami sztuki, prokuratora IPN-u Jakuba Kani.

I Jakub zaczyna drążyć. Tropy prowadzą do małej wsi na Opolszczyźnie i do Paryża. W wątkach sprawy przewija się król Jan Kazimierz i jego tajny agent, ksiądz aktywnie wspierający ruchy Solidarności w latach osiemdziesiątych oraz tajemniczy Szaman, prowadzący przerażające przedsiębiorstwo o enigmatycznej nazwie Wspólnota.

I o ile wątek obrazu, a nawet dwóch, jest pełen zagadek, tajemnic, ma w sobie to co wciąga i nie pozwala się oderwać, w tle są kradzieże dzieł sztuki, pościgi, strzelaniny, porwania, typowa sensacja, to właśnie wątek Wspólnoty i jej szefa Szamana jest czymś, co zagnieździło się w mojej głowie. I nie chce jej opuścić.

Szarlataneria, pseudomedycyna, magiczne procedury, wykorzystywanie placebo i żerowanie na ludzkiej nadziei na znalezienie lekarstw i leczenia, gdy tradycyjna naukowa medycyna musi się poddać, to coś, co dzieje się wszędzie wokół nas. Każdy słyszał historię o bioenergoterapeutach, lewoskrętnej witaminie C, leczeniu moczem, diagnozowaniu z kropek na tęczówce i wszystkich innych podobnych pseudomedycznych wynalazkach. Jedni wierzą w nie, bo zawiedli się na medycynie, inni bo boją się poznać prawdziwą diagnozę, jeszcze inni wierzą w moc „babki”, bo kiedyś babcia opowiadała, jak taka „babka” pomogła pradziadkowi… I na tej łatwowierności, naiwności albo poszukiwaniu, ktoś zbija całkiem przyziemny, acz potężny, majątek. Dodatkowo, w tle wszystkich wydarzeń, przewija się wszechmoc Kościoła i jego urzędników w naszym kraju. Nacisk i manipulacja to narzędzia powszechnie stosowane. Przerażające.

Wracając do Wotum, ponownie Autor daje nam misterną mieszaninę sprawdzalnych faktów i utkanej fikcji, trudno znaleźć cieniutką granicę, która je rozdziela. Co jest prawdą? Co zmyśleniem? Jak zwykle, czytając książkę pana Macieja, grzebałam w necie, oglądałam obrazy, szukałam informacji o miejscach, teraz chcę pojechać na Opolszczyznę, zobaczyć „florencki” ratusz w Opolu, Głogówek, klasztor w Mochowie, nawet obraz w „Bogorii”. Strach tylko, wbić w Google, hasła związane z tak zwaną paramedycyną. Świetnie przygotowane strony internetowe, mnóstwo „prawdziwych” historii i zdjęć z uleczeń i uzdrowień. Koszmar. Absolutnie takie działania powinny być zabronione i ścigane z urzędu.

Sprawa obrazów jasnogórskiego, i tego drugiego, „bogoryjskiego” jest ciekawa i chciałabym po prostu wiedzieć, jak Jakub, jaka jest prawda, ale to sprawa Wspólnoty i Szamana męczy mnie bardziej. Miałam koleżankę, chorowała na raka… boję się myśleć, że nie żyje, bo gdzieś jest taki Szaman, którego pracownik świadomie ją oszukiwał i na jej chorobie robił majątek.

A z rzeczy lżejszych, Jakub Kania kocha jeść! I jak pięknie autor tę miłość opisuje! Ta eklerka, ten kotlecik, ta polędwica. Kocha kawę i przekonał się do ekspresu na kapsułki (ja też jakiś czas temu!). Jakub kocha swoją mądrą, spokojną partnerkę Kasię i dwie córeczki, kocha również ojca, z którym wątła nić porozumienia znów gdzieś panom zaginęła. Rozumiem zamysł fabularny, dlaczego tak, a nie inaczej, został poprowadzony wątek bosmana Kani, ale ja go naprawdę lubiłam! Tak się nie robi drogi Autorze!

Wotum jest zupełnie inne niż 444 i Miejsce i imię, nie ma kilku płaszczyzn historycznych i ich bohaterów pierwszoplanowych, ale bynajmniej nie obniża to poziomu generowanych przez lekturę emocji. Czasem mniej znaczy więcej.

Podsumowując. Bardzo ciekawie poprowadzone i splątane wątki, cudowne sformułowania, cytaty do nauczenia i wprowadzenia w język potoczny! I ten subtelny ironiczny dowcip przemycany w tle. I jak zwykle przepiękna polszczyzna!

Po prostu: Tak, znowu wygląda na to, że w marcu ukazała się najlepsza książka tego roku!

To co? Do zobaczenia za rok w Raciborzu!

Ocena: 6+/6
©CzytAśka
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć