ebook Gdyby ocean nosił twoje imię
4.27 / 5.00 (liczba ocen: 19116)

Gdyby ocean nosił twoje imię
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - polecana oferta: 23.02
29.90 złpremium: 17.94 zł Lub 17.94 zł
23.02 zł Lub 20.72 zł
29.90 zł
29.90 zł Lub 26.91 zł
23.01 zł
24.91 zł
25.41 zł
25.42 zł
25.42 zł
26.91 zł
27.00 zł
29.90 zł
29.90 zł
Inne proponowane

Bestsellerowa autorka „Dotyku Julli” powraca z poruszającą i wyjątkową powieścią o sile miłości w świecie pełnym nienawiści.

Bycie inną nie musi oznaczać bycia gorszą. Ale świat nie jest idealny i Shirin naprawdę nie ma łatwego życia. Minęło kilkanaście miesięcy od głośnego zamachu z 11 września. To wyjątkowo burzliwy czas zwłaszcza dla szesnastoletniej muzułmanki, która nie zgadza się na to, co zgotował jej los.
Shirin doskonale wie, jak okropni mogą być ludzie. Jest zmęczona agresywnymi spojrzeniami, poniżającymi komentarzami, nawet przemocą fizyczną, które spotykają ją ze względu na hidżab.
Z każdym dniem bardziej zamyka się w sobie i coraz silniej oddaje muzyce i tańcu.
Wszystko jednak się zmienia, gdy na jej drodze staje Ocean James. Jest pierwszą osobą, która chce poznać prawdziwą Shirin. Ale czy dziewczyna jest gotowa, by komukolwiek zaufać? Zwłaszcza komuś z tak odmiennego od jej świata?

Gdyby ocean nosił twoje imię od Tahereh Mafi możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Po długim czasie znów udało mi się spotkać z pisarką. Po serii z Julią, którą polubiłam w czasie, kiedy ją czytałam, byłam ogromnie ciekawa tego, co ma do zaproponowania pisarka. Nie robiłam sobie nadziei, że będzie szczególnie ambitna, ale miałam też na myśli, że nie okaże się jakimś totalnym dnem. I wiecie co? Długo miałam mieszane uczucia. Początkowo byłam średnio zainteresowana, znudzona, troszkę... zasmucona tym, że nie podoba mi się. I dlatego czytałam po jednym rozdziale, raz na kilka, kilkanaście godzin. Dopiero w połowie, gdy akcja nabrała tempa, zaczęłam z zainteresowaniem śledzić losy bohaterów. Dlatego z jednej strony jestem zadowolona, a z drugiej niekoniecznie, bo to złe wrażenie zostało... Jednak czytało się szybko, mimo wszystko, płynnie to jakoś przesuwało się do przodu.

Shirin jako główna bohaterka okropnie mnie irytowała. Z jednej strony chciałam ją zrozumieć, ale nie potrafiłam. Jakoś nie przekonała mnie do siebie i nie zyskała tym swojej sympatii. Rozumiem, była inna, ciągle przenosiła się z miejsca na miejsce... ALE powinna mieć troszkę inne nastawienie. Jeżeli ktoś jest totalnie na NIE na wszystko to wiadomo, że nikt nie będzie chciał się zbliżyć i chociaż po części ją zrozumieć.
Jedna z blogerek zauważyła fakt, że coś jest nie tak, że dlaczego ona jest czarną owcą, a jej brat jest rozpoznawalnym super kolesiem... I jakby się nad tym zastanowić... Też tego nie rozumiem. ALE. Sama doświadczyłam przeprowadzki, razem ze swoim bratem i jestem po części skłonna to zrozumieć. Jedni zaakceptują inność drugiego, drudzy niekoniecznie, dlatego też ja aż tak wielkiej uwagi na to nie zwróciłam.
Z kolei Ocean już na samym początku wydał mi się postacią intrygującą, ze względu na swoje zachowanie, z którego początkowo się podśmiewałam, ale z uśmiechem na ustach, wcale nie złośliwie. Szkoda mi go było okropnie, ale z drugiej strony podziwiam go za tą jego odwagę, determinację i cierpliwość w relacjach z Shirin. Ja bym chyba nie wytrzymała...
Cieszę się, że ci bohaterowie są zróżnicowani i mają swój charakter, nie są nijacy i płascy, więc to jak najbardziej na plus, z wyjątkiem tego dziwnego zachowania Shirin...

Co mnie zdziwiło i czego do tej pory nie potrafię zrozumieć to ZAKOŃCZENIE. Nie tego się spodziewałam, i jestem zdania, że można to było inaczej rozwiązać. I nie mogę się z tym pogodzić. Jest mi niezwykle przykro, właśnie z powodu Oceana. Żal mi go, tak naprawdę. Kto poznał zakończenie recenzowanej dziś lektury wie, dlaczego tak o tym piszę. Dlaczego mnie to gnębi. Bo wiem, że nie tylko mnie...

Cała reszta jest całkiem w porządku. Już przymknęłam oko na tę nudę do połowy historii, bo po połowie akcja zdecydowanie nabrała tempa. Pomysł na książkę również był niezły, ale zdecydowanie spartaczony jeżeli chodzi o zakończenie. W moich oczach to wszystko stało się pozbawione sensu niestety...
Jednak muszę się przyznać, że w drugiej połowie wczułam się w losy bohaterów i wraz z nimi przeżywałam każde uczucie, emocje... Towarzyszyły mi te złe i te dobre... Co jest niewątpliwym plusem.
Ważne jest również to, jakich tematów uchwyciła się autorka... A więc raz, że status materialny to i religijność, która czasem ma ogromny wpływ na akceptację przez środowisko i tutaj mamy to aż nazbyt widoczne.

Reasumując, jest mi ciężko stwierdzić, jak finalnie odebrałam tę historię. Z jednej strony są minusy, o których powyżej napisałam, ale z drugiej przejęłam się niektórymi wydarzeniami i jestem na rozdrożu... Na pewno oceniam ją powyżej połowy, ale chyba niezbyt wysoko bo... jednak ma te minusy, które cały czas mnie gryzą po głowie.

Ocena: 4/6
©Tylko magia słowa
Jak wiecie, lubię od czasu do czasu sięgnąć po literaturę skierowaną do młodszych czytelników. Niestety, w ostatnim czasie nie trafiałam na pozycje, które zaintrygowałyby mnie na tyle, by poświęcić im swój czas. Z książką Teherek Mafi Gdyby ocean nosił twoje imię było inaczej. Od zobaczenia jej w zapowiedziach coś mnie do tej historii ciągnęło. Moja intuicja i tym razem się sprawdziła, bo gdy przeczytałam kilka pierwszych stron tej powieści, wiedziałam, że totalnie się w niej zakocham i tak właśnie się stało.

O czym jest książka, czyli o fabule słów kilka…

Gdyby ocean nosił twoje imię to niezwykle przejmująca, chwytająca za serce historia opowiadająca o inności, tolerancji i miłości silniejszej niż nienawiść.

Główną bohaterką powieści jest Shirin. Życie szesnastoletniej muzułmanki noszącej hidżab zdecydowanie nie należy do łatwych, szczególnie teraz gdy od zamachu z 11 września minęło zaledwie kilkanaście miesięcy. Dziewczyna niemal każdego dnia doświadcza tego, jak okrutni mogą być ludzie, którzy uważają się za najbardziej cywilizowanych. Agresywne spojrzenia, komentarze, przemoc fizyczna i psychiczna a przy tym ogromna samotność. Shirin z każdym dniem zamyka się w sobie coraz mocniej. Wszystko się zmienia, gdy licealistka poznaje chłopca o nietuzinkowym imieniu – Ocean.

Moja opinia, czyli co mnie zachwyciło a co jednak trochę mniej…

Powiem Wam, że już dawno nie czytałam powieści, która tak mnie emocjonalnie poruszyła. Już od pierwszych stron czułam, że to będzie trudna mentalnie lektura, ale nie spodziewałam się, że aż tak.

Tahereh Mafii oddała w ręce czytelników dość prostą historię, odwołującą się do sprawdzonych wzorców a jednocześnie odnoszącą się do bardzo istotnych zagadnień związanych z tolerancją i szacunkiem. Głównymi adresatami tej książki są osoby młode. Mam jednak poczucie, że z jej kart wypływa ogromna dojrzałość społeczna. W tej książce, jak w zwierciadle odbijają się wszystkie irracjonalne lęki, brak zrozumienia i niechęć do poznania drugiego człowieka.

Poza tym, mimo trudnego scenariusza, czyta się ją bardzo sprawnie. Styl opowiadania autorki przypadł mi mocno do gustu. Książka napisana jest żywym, ciekawym językiem. Całkiem sporo się w tej powieści dzieje, mam jednak wrażenie, że autorka wiele miejsca pozostawiła na myśli, rozważania i uczucia czytelników

Na uwagę zasługują również ciekawe i rozbudowane kreacje bohaterów. Nie są jednoznaczni, pełno w nich za to emocji. Autorce ciekawie udało się zobrazować ich uczucia, przedstawić ich złożoną osobowość, realne a czasem wręcz dramatyczne problemy, których doświadczają. Czytając tę historię współodczuwałam razem z jej bohaterami emocje, które mi się nie podobały, które bolały, ściskały za serce. Bardzo przypadło mi do gustu, że narracja prowadzona była w pierwszej osobie, dzięki czemu, jeszcze mocniej oddziaływała na czytelnika i pozwalała mu z całego serca kibicować bohaterce.

Czy polecam?

Gdyby ocean nosił twoje imię to piękna, ale przede wszystkim niezwykle mądra, wartościowa i dająca do myślenia powieść, po którą powinien sięgnąć każdy młody i trochę starszy czytelnik. Przekaz z niej płynący jest uniwersalny i niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny. Na mnie ta historia wywarła ogromne wrażenie i jestem pewna, że zostanie ze mną na bardzo długo. Nie jest to lektura łatwa, ale zdecydowanie warta poznania.

Z całego serca Wam polecam.

Ocena: 5+/6
©Kocham Cię, moje życie
Tahereh Mafi znam bardzo dobrze i uwielbiam ją. Jej seria Dotyku Julii jest niesamowita i nie miałam żadnych wątpliwości, że sięgając po tę powieść, będzie inaczej. Jeśli nie braliście pod uwagę tej książki, to będziecie musieli zmienić zdanie, bo to jest MUST HAVE na długie wieczorne zimowe wieczory.

Kiedy przyszła do mnie paczka z książkami z Księgarni Tania Książka i w niej była powieść Gdyby ocean nosił twoje imię, to nie było mnie w domu i odliczałam dni do mojego powrotu. Naprawdę nie mogłam doczekać się, kiedy będę mogła zacząć ją czytać. Dla mnie to wyjątkowa opowieść o miłości w świecie nienawiści i nietolerancji.

Główną bohaterką jest Shirin, której życie jest zupełnie inne niż może nam się wydawać. Tak to zwykła nastolatka, ale nie dla rówieśników i innych ludzi. Wie, że dla innych jest inna, a 11 września, który wstrząsnął całym światem, sprawił, że życie dla dziewczyny stało się jeszcze bardziej trudne. Przecież nie każdy muzułmanin to terrorysta, ale ludzie podnieśli bojkot, stali się ksenofobiczni i islamofobiczni. To sprawiło, że Shirin coraz bardziej zamyka się w sobie i oddaje muzyce i tańcowi. Tylko tu może czuć się naprawdę sobą, nieoceniana i doceniana. Na dodatek jej rodzina bardzo często się przeprowadza, w celu znalezienia lepszej pracy i warunków dla niej i dla brata. Każde nowe miejsce, powodowało u dziewczyny ponowne aklimatyzowanie się w nowej sytuacji, czego ona sama nie lubi, ponieważ wystarcza jej samotność. By nie zostać zranioną wycofała się z życia, żeby odsunąć od siebie okrucieństwo tego świata. Wszystko się zmienia, gdy po przeprowadzce jej brat zakłada grupę tańca breakdance i proponuje siostrze, aby do nich dołączyła. Niechętnie, ale Shirin się na to zgadza. Myśli, że to będzie jedyna zmiana w jej życiu, ale to nie koniec. Na jej drodze staje złoty chłopiec z sercem na dłoni, o imieniu Ocean, który powoli podczas przelotnych rozmów, uśmiechów i serdeczności zaczyna przyjaźnić się z muzułmanką, pokazując jej, że nie wszyscy ludzie to świnie. A nadzieja w sercu Shirin budzi się na nowo.

Kocham Tahereh Mafi, bo przekazała w swojej powieści wiele prawd i nie bała się napisać o tym głośno. Sama przyznaje, że to najbardziej autobiograficzna książka, jaką napisała. Nie dziwię się, że zdobyła takie uznanie i stała się bestsellerem. Wszystko w tej książce jest według mnie szczere i prawdziwe. Wywołuje ona radość, śmiech, ale i łzy. Shirin przeszła wiele i Mafi doskonale wiedziała jak wydobyć ze swojego doświadczenia to, że ukaże ona ludziom, że nie wszystko jest takie jak się wydaje. Ukazane są zmartwienia i to z czym musi zmagać się muzułmańska nastolatka, ale nie tylko, bo i bogactwo kultury oraz relacji z rodziną i przyjaciółmi, których Shirin powoli zaczyna zyskiwać. Bohaterka jest silna charakterem i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Nosi hidżab na głowie i nie obchodzi ją, co myślą inni. Podkreślona jest to wiara oraz historia kulturowa, że dla bohaterki religia jest ważna, ale to jest wielki atut jej osobowości.

Mówiąc o Shirin. Mam ciarki. Uwielbiam ją. Czuję, że bym się z nią dogadała. Czytając nie można znieść tego ile nieszczęścia na nią spadło, to jak jest nękana, przez co jeszcze bardziej się odizolowuje, ponieważ jest zmęczona tym wszystkim, tym jak ludzie ją traktują. Shirin ma cięty język, to co jej ślina na język przyniesie, to mówi. W rzeczywistości boli ją to, że rówieśnicy i nauczyciele widzą w nią to, co chcą zobaczyć. Dlatego dziwi ją, gdy Ocean zachowuje się zupełnie na odwrót. To trochę wytrąca ją z równowagi, nie chce przyjąć tego do siebie. Boi się nadziei, którą może sama sobie dać. Co do złotego chłopca, czyli Oceana. Nie ma słów, którymi mogłabym opisać jego w pełni. Zawsze, gdy tylko się pojawiał, było to jak pojawienie się słońca, które rozświetla największą ciemność. Z początku nie rozumie tego, dlaczego Shirin jest aż tak przywiązana do swoich przekonań, ale z czasem sam na własną rękę stara się tego dowiedzieć. To świetny chłopak, ale gdybym zaczęła Wam wszystko opowiadać, to za spojlerowałabym Wam całą książkę. On jest jak książę na białym rumaku, który naprawdę istnieje!

Tahereh Mafi nie bała się zacząć rozmowy o mniejszościach narodowych, które są niekiedy zmartwieniem wśród społeczności, w której się żyje. Obok tego sygnalizuje, że ludzie, którym to nie odpowiada reagują ignorancją, nienawiścią. Książka jest aktualna i myślę, że każdy powinien ją przeczytać. Gdyby ocean nosił twoje imię daje nadzieję, ukazuje pierwszą miłość i to, że nienawiść, można zwalczyć. To pierwsza powieść o takiej tematyce, która tak bardzo mi się spodobała. Co więcej mogę powiedzieć o tej książce, bo bezustannie mogłabym o niej paplać i paplać. To lekcja dla każdego z nas. Że nie wolno skreślać człowieka, tylko dla tego, że jest niepełnosprawny, ma inny kolor skóry, jest innego wyznania czy wiele innych czynników, które sprawiają, że społeczeństwo nie uznaje różnic. Daje tej książce 6, chociaż wydaje mi się, że to i tak za mało i tym razem dostaje 6+ i nie możecie przejść obok tej nowości obojętnie!

Ocena: 6+/6
©Zaczytana Majka
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć