Małe Licho i anioł z kamienia
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.29 / 5.00
liczba ocen: 172
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
27.99 złpremium: 16.79 zł
23.79 zł
23.79 zł
27.99 zł
Pozostałe księgarnie
19.36 zł
22.39 zł
26.59 zł
27.99 zł
27.99 zł
Opis:

Wydaje się, że zwyczajność na dobre zagościła w życiu Bożka, niezwykłego chłopca z niezwykłą tajemnicą. Nie na długo. Po tym, jak nad wyraz udana impreza, taka z planszówkami, popcornem i francuskimi tostami na słodko, kończy się zbiorową kwarantanną, Bożek wraz z Tsadkielem i Guciem muszą spędzić ferie u ciotki w samym sercu przedziwnego lasu. Wkrótce odkrywają, że z pozoru nudne, zaśnieżone odludzie kryje wiele niespodzianek...

"Pierwszy tom »Małego Licha« połknęłam łapczywie, nie przeżuwając (ale przeżywając) i wraz z ostatnią stroną zaczęłam wypatrywać niecierpliwie tomu drugiego. I oto jest - »Małe Licho i anioł z kamienia« - z tą samą paczką wypróbowanych przyjaciół, cóż z tego, że wyposażonych w skrzydełka, ogony i kopytka. Nawiedzony dom Bożka trzeszczy i zawodzi pod naporem wiatru, pachnie szarlotką i przygodą. Od piwnic po strych przenika go aura przyjaźni, wyrozumiałej rodzinnej miłości, poczucia humoru. Marta Kisiel potrafi (siłą swojego talentu) uczynić prawdopodobnymi najbardziej zuchwałe i fantastyczne koncepty. Po lekturze gotowi jesteśmy dać słowo, że nie ma nic zdrożnego w zagniataniu ciasta na pierniczki w asyście potwora o wielu mackach i z okrzykiem »alleluja” na ustach«."
Joanna Olech

"Marta Kisiel nadaje nową jakość określeniu „przytulny”. Taki jest dom, do którego Bożek niespodziewanie trafia na ferie zimowe, a jego lokatorzy, ciocia Oda i czort Bazyl, podbiją z pewnością serca młodych czytelników. Mnóstwo humoru, solidna dawka strachu i bohaterowie intrygujący »bez względu na gatunek, rozmiar czy stan skupienia«."
Barbara Gawryluk, dziennikarz

Małe Licho i anioł z kamienia od Marta Kisiel możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Recenzje blogerów
Małe Licho i anioł z kamienia Marty Kisiel to kontynuacja jej humorystycznego cyklu fantasy nie tylko dla dzieci, która ucieszy zarówno małych jak i dorosłych fanów Ałtorki, a to dlatego, że po raz pierwszy w historii połączyła losy mieszkańców wszystkich Lichotek.

Po okresie gorących świątecznych przygotowań i szale wyrabiania (a przy okazji podjadania) przeróżnych w kształtach i smakach pierniczków na wesołe domostwo Bożka nieoczekiwanie spada epidemia ospy, w związku z czym mama zarządza kwarantannę i wywiezienie syna wraz z Tsadkielem i Guciem do ciotki Ody (tak, właśnie tej z Oczu urocznych). Chłopiec od razu odnajduje się w nowej sytuacji: Dom cioci pachniał tym, co przepełniało małego anioła od czubka głowy aż po stopki w kolorowych bamboszach – radością i śmiechem, beztroską i bezpieczeństwem nawet w najgorszą burzę, taką bez prądu, chociaż z piorunami. Pachniał dobrem). Znacznie gorzej znosi to wszystko Tsadkiel, który jako że ma empatię na poziomie galaretki bezlitośnie krytykuje tutejsze warunki, a także nie może ścierpieć obecności Ossy czy Bazyla. A ponieważ wcześniej podpadł już wszystkim, bo nie przyjął od Bożka świątecznego prezentu, awantura wisi na włosku, a nieszczęście stoi tuż za progiem...

W tym tomie (mimo tytułu) na pierwszy plan wysuwa się relacja Bożka i Tsadkiela, która przechodzi tu przez wszelkie możliwe stadia. A jak wiecie, poważny anioł o duszy służbisty i perfekcjonisty grabił sobie u wszystkich już od momentu pojawienia się w domu Konrada, a w tym tomie dostaje wreszcie to, na co zapracował sobie od samego początku. Z innych ważnych postaci nie zabrakło oczywiście ukochanego przez wielu czytelników Bazyla: Wymowa tego obmierzłego stworzenia jest zbrodnią na polszczyźnie, ze szczególnym uwzględnieniem nieszczęsnych spółgłosek szczelinowych, który zostaje na pewien czas opiekunem chłopca, z czego wynika dużo dobrej zabawy. Jednak co istotne, utwór z humorystycznego zmienia stopniowo atmosferę na bardziej poważną, a pod koniec jest pełen napięcia, zawiera nawet elementy horroru. A wszystko to służy oczywiście puencie, która spodoba się zapewne i dzieciom, i dorosłym – bo w emocjonujący sposób pokazuje moc zrozumienia innych i umiejętności przepraszania za swoje nieodpowiednie zachowanie. Podkreśla także, że w życiu nie istnieje sztywny podział na dobro i zło, a trzymanie się sztucznych zasad prowadzi tylko na manowce.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o cieszących mnie niezmiennie polonistycznych smaczkach, wtrącanych w praktycznie każdym utworze Marty Kisiel. Nie da się ukryć, że zawsze czekam na to, co wymyśli w tej kwestii Ałtorka. Tym razem są to cytaty m.in. z Norwida, Mickiewicza i Morsztyna, a ku radości chyba każdego miłośnika naszego rodzimego języka wspomniane są także hipotaksa, parataksa i wiersze jambiczne. Nikt nie wyrazi mnie całego metaforą równie trafnie, co on! – mówi też Szczęsny o Konradzie na stronie 188.

Jestem pewna, że fani Ałtorki będą tym utworem po prostu zachwyceni, a ja w ramach podsumowania powiem, że warto się z nim zapoznać niezależnie od ilości posiadanych nóg, macek, rogów, skrzydeł, ogonków i szponów. A to dlatego, że pokazuje, jak daleko idące mogą być konsekwencje dokonanych w złości czynów, i jak ważne jest, by wziąć za nie odpowiedzialność, a ponadto podkreśla, jak istotną rolę w naszym życiu odgrywa empatia. Małe Licho i anioł z kamienia to kolejna udana opowieść z serii lichotkowej, ukazująca siłę uwielbianej przez coraz szersze grono młodszych i starszych czytelników jedynej w swoim rodzaju potworniastej rodzinki wymyślonej przez Martę Kisiel. Mogę chyba śmiało powiedzieć, że to taka nasza rodzina Addamsów, ale istniejąca w znacznie większej ilości wymiarów. Alleluja!

Ocena: 5/6
©Głodna Wyobraźnia
Marta Kisiel pisze bajki z morałem.

I morałem nie jest to, że należy znać poezje romantyczną na pamięć, w celu ratowania życia w niezwykłych okolicznościach. Aczkolwiek, może też warto?

Niezwykły chłopiec Bożek, z powodów bardzo prozaicznych, mianowicie epidemii choroby wieku dziecięcego, szerzącej się w domu i okolicach, atakującej dzieci, dorosłych, anioły i potwory, zostaje wysłany na ferie do cioci.

Nie sam. Izolacji podlegają ocaleni z zarazy razem z nim, mały potwór i duży anioł.

A ferie u cioci? Drewniany dom, środek lasu, całe zwały śniegu! Idealne miejsce!

A jak jeszcze się okazuje, że zastępstwem za ukochane towarzystwo małego anioła, jest mały czort?

Szepleniączy?

I to fyjątkofo atrakczyjnie?

Oraz racuchy, placki ziemniaczane i tosty francuskie z dżemem?

No i wielka przygoda w straszliwych okolicznościach!

A wynikiem tej przygody jest właśnie morał!

Marta Kisiel wielką pisarką jest!

I basta!

W niewiarygodnie zabawnej formie, okraszonej odpowiednio dobraną dawką grozy, wpycha do głowy czytelnikom najważniejszą na świecie prawdę: każdy ma prawo być taki jaki jest! Jeśli jego dziwactwa nie wyrządzają nikomu krzywdy, to my, wokół niego, mamy za zadanie zaakceptować to jaki jest! I jeśli to ktoś bliski – pokochać!

I już! Nie próbować przekonać, zmienić na siłę, odrzucać!

Akceptować!

I to wszystko bez przynudzania, moralizatorskiego tonu, męczubułowatego jęczenia. W radosnych chichotach, wśród parsknięć i prychnięć. Z językiem przygryzionym od prób głośnego artykułowania Bazylowych głosek szczelinowych! A także z dreszczykiem strachu w mroczniejszych momentach, i drżącym serduchem w tych bardziej emocjonalnych!

Pani Marto! Ałtorko droga! Chapeau bas!

Małe Licho powinno być lekturą obowiązkową! Cudowna bajka z przepięknym morałem! Gdyby tak wszystkie dzieci, czytały takie opowieści, o ile mądrzejszych dorosłych mielibyśmy za te dwadzieścia lat!

Czego nam wszystkim życzę!

I zamawiam Małe Licha na prezenty dla okolicznych dzieci! Dorosłym będę wpychać siłą, cytować i mędzić nieprzerwanie. Strzeżcie się! Będę odpytywać!

Alleluja! Czytacz czytacz! Nie oczągacz szę! Przeciesz mófię sze warto!

Ocena: 6+/6 (brak skali na Kiśla! Jak na Chmielewską!)
©CzytAśka
Zawsze uważałem, że żadnej z książek Marty Kisiel nie należy klasyfikować jako literatury dziecięcej. Owszem, niektóre pozycje można uznać za książki „także dla dzieci”. Jednakże nie należy żadną etykietą wykluczać z potencjalnej lektury jakiejkolwiek grupy wiekowej czytelników. Najnowsza, druga część Małego Licha jest najlepszym argumentem na potwierdzenie mojej tezy.

Pierwszym dowodem jest niespodziewanie pojawienie się w całej historii postaci z innych, już stuprocentowo „dorosłych” książek Autorki (których tytułów to dotyczy nie zdradzę by nie psuć niespodzianki). Ci którzy je znają najlepiej odczytają ów sytuacyjno-narracyjny, żartobliwy zabieg. Młodsi zrobią sobie znakomity wstęp do późniejszego zagłębienia się w kolejne opowieści.

Kapitalnym zabiegiem jest – znane już z inauguracyjnego tomu – wplecenie w treść książki fraz z Norwida, Morsztyna i mickiewiczowskich Dziadów. Tu znów najlepszą zabawą będzie to niewątpliwie dla dojrzałego i świadomego historii rodzimej literatury czytelnika. Ale i walor edukacyjny również będzie miał znaczenie niebagatelne.

No i oczywiście, bez względu na pesel czytelnika, łyka się to wszystko jednym haustem. Teraz pozostaje już tylko czekać na kolejną część trylogii. A może jednak serii ???

Ocena: 5/6
©donos kulturalny
Muszę w końcu to napisać. Marta Kisiel, to najgorsza Ałtorka jaką znam. Jestem po lekturze Małego Licha i anioła z kamienia i jestem totalnie zawiedziona. Zaraz się dowiecie dlaczego i być może uda się Was przestrzec przed popełnieniem błędu nabycia książki, której premiera już 30 października 2019 roku.

Święta, święta i po świętach…

Znany Wam już z poprzedniej części Bożek aklimatyzuje się w szkole, a nawet ma kolegę. Jest zima, zbliżają się święta, chociaż Bożek nie do końca rozumie tradycje chrześcijańskie, to z chęcią pisze list do Pani Gwiazdki. Na szczęście ma wujka Konrada i wujka Turu, swoje Małe Licho oraz resztę bandy. Nikt tak nie wyjaśni obyczajów i tradycji jak Konrad. Turu doprawi szczyptą żartu, a zły nastrój poprawi Krakers swoimi wypiekami. Małe Licho nie odstąpi na krok, a do tego mama zgadza się, żeby Bożek urządził imprezę sylwestrową, na którą zaprasza swojego najlepszego przyjaciela. No i tu już jest pierwszy moment, kiedy to Ałtorka mnie roczarowuje. Bo to już jest nudne, żeby kolejny raz w książce niby dla dzieci, robić taką atmosferę, że nawet stara baba jak ja czuje zapach świątecznego ciasta, czuje miłość wyglądającą z każdego kąta tego przedziwnego domu.

Wybuchowa mieszanka

Na szczęście nie wszystko jest takie cudowne i kolorowe. Jedno pechowe wydarzenie psuje wspaniały posylwestrowy nastrój. Bożek w towarzystwie przemądrzałego Tsadkiela i przesłodkiego Gucia jest zmuszony wyjechać na całe ferie do tajemniczej ciotki, zamieszkującej jakieś odludzie. Tutaj zła Ałtorka miesza postaci z dwóch serii i połap się w tym człowieku. Z jednej strony Bożydar, Gucio i Tsadkiel, a z drugiej Oda, Bazyl i Ossa. Że niby ktoś ma być z tego zadowolony? Kto będzie się cieszył z tego, że Ałtroce udało się połączyć bohaterów z “Dożywocia” i “Oczu urocznych” w jednej książce?

Zabawa i nauka

Pobyt Bożka u ciotki Ody, to nie zwykłe ferie u normalnej cioci. Oda i jej dziwna aura nie wzbudzają zachwytu Tsadkiela, a do tego czort i jego mama przepełniają już szalę goryczy. Ktoś powie kilka słów za dużo, ktoś inny nie będzie potrafił nie reagować i przez zbieg kilku zdarzeń Tsadkiel zniknie. Nikt inny tylko Bożek podejmie się trudu odnalezienia go. Ta wyprawa nie będzie łatwa, ale dzięki niej Bożek znów odkryje kilka ważnych dla siebie rzeczy. Ale nie tylko on. Ta paskudna, zdolna Kisiel ma ogromny talent do wplatania poważnych tematów w pozornie błahe i zabawne wydarzenia. Udało jej się to doskonale w Tajemnicy Niebożątka i udaje jej się to teraz.

O co naprawdę chodzi?

Jak możecie przeczytać ta książka będzie hitem. Wszyscy znów będą Ałtorkę chwalić, podziwiać, dawać jej nagrody. I co? I bardzo dobrze! Bo jej się to wszystko należy. Książka jest cudowna, jestem nią zachwycona, a moja miłość do twórczości Marty rosła z każdą przeczytaną stroną. Postaci są cudownie skrojone, każdy bohater ma coś co go wyróżnia. Wszystkie dialogi, sceny, opisy i cała historia stworzona przez Atłorkę jest odpowiednio podana i ma sens. To niesamowite jak pozornie prosta książeczka dla dzieci może tak zachwycić i zauroczyć. Mam wielką nadzieję, że będzie dalszy ciąg, bo nie wyobrażam sobie rozstania z postaciami z Dożywocia i Oczu Urocznych.

ocena: 6/6
©Czytanie na śniadanie
Powrót do magicznego świata Bożydara Antoniego Jekiełłki był dla mnie ogromną przyjemnością. Z niecierpliwością czekałam na chwilę, w której będę mogła poznać dalsze losy realnych i fantastycznych bohaterów cyklu Małe Licho, stworzonych przez Martę Kisiel.

Wkrótce Święta Bożego Narodzenia. Mieszkańcy nawiedzonego domu Bożka (Swoją drogą, ciekawe, dlaczego ten drugi dom nie ma nazwy, jak Lichotka? A może coś przegapiłam?) angażują się w przygotowania, w których prym wiedzie tradycyjne pierniczenie. Niemieckie widma ściągają ze strychu ozdoby choinkowe, wujaszek Turu zadbał o imponującą choinkę, a zatem wszystko zmierza ku idealnym świątecznym dniom. Jednak Bożek ma pewien kłopot. Mianowicie, kolega w szkole uświadomił mu ze złośliwą satysfakcją, że skoro nie chodzi na religię, to nie może obchodzić świąt, śpiewać kolęd, ani uczestniczyć w wigilijnym spotkaniu ze swoją klasą. Kiedy chłopiec dzieli się swoim problemem z wujkiem Konradem, ten w przystępny sposób wyjaśnia mu, jak to jest z tymi świętami i chrześcijaństwem. I nie tylko ze świętami, bo w rozmowach Romańczuka z Bożkiem znajdziemy również wyjaśnienia dotyczące aniołów stróżów i tego, skąd te istoty się wywodzą... Nie wszystkim mieszkańcom wiedza ta przypadnie do gustu, oj nie wszystkim :-) W każdym razie problem został rozwiązany po mistrzowsku, sami się przekonacie podczas lektury.

Przygotowania, w które wszyscy włączyli się pełną parą, zaowocowały Wigilią z prawdziwego zdarzenia. Z życzeniami, dekoracjami, rodzinną atmosferą, smakowitymi potrawami i prezentami. Bożek nawet własnoręcznie przygotował prezent dla jednego z domowników, jednak obdarowany nieszczególnie się z niego ucieszył. Dlaczego? Nie zdradzę, ale ten wątek również bardzo mi się spodobał. Według mnie idealnie nadawałby się na zajęcia biblioterapeutyczne. Zresztą nie tylko ten jeden można wykorzystać w takim celu.

Z pewnością pamiętacie z pierwszego tomu, że Bożek dopiero wchodzi w świat swoich rówieśników, zatem całkiem niedawno zyskał prawdziwego przyjaciela, Tomka. I udało mu się namówić mamę, aby pozwoliła zaprosić kolegę do domu. Wszyscy świetnie się bawili, były różne smakołyki, szalone gry i zabawy, a na finał – ospa wietrzna, którą przyniosła do domu siostra Tomka. Rozłożyło się Licho, zaospował się Krakers, a na dokładkę wujek Konrad dostał półpaśca. W tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak wyekspediować Bożka, Gucia i Tsadkiela, których choroba jeszcze nie dopadła, do nieznanej im cioci. Co wyniknie z tej wizyty? O jaką ciocię chodzi? Kto i przez kogo wpadnie w poważne tarapaty? Doprawdy, jeszcze się nie domyślacie? Nie pozostaje Wam zatem nic innego, jak zamówić i przeczytać! Jak najszybciej, alleluja!

Akcja powieści jest dość dynamiczna, a w finale zdecydowanie przyspiesza. Kolejne wydarzenia przede wszystkim bawią, ale także dają do myślenia. W pomieszaniu z poplątaniem, wśród magicznych stworzeń, Bożek rozwiązuje pojawiające się problemy różnej maści i rzuca się w wir walki, aby pomóc jednemu z bohaterów, który znalazł się w niebezpieczeństwie. Gwarantuję, że będzie się działo. Drugi tom podobał mi się chyba nawet bardziej niż pierwszy. Piękna okładka, w moim ulubionym kolorze, zdecydowanie wprowadza w klimat.

Rzecz jasna, jest i minus tej opowieści. I to potężny. Za szybko mi się skończyła…

Polecam ten cykl (i inne powieści Ałtorki) każdemu, niezależnie od wieku.

Ocena: 6/6
©Bibliotecznie
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć