Chłopak, którego nie było
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 4.00 / 5.00
liczba ocen: 4
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
Pozostałe księgarnie
25.19 zł
Opis:

Martyna od dawna czeka na swoją szansę w życiu. Pracuje ponad siły w nadmorskim pensjonacie rodziców i powoli przestaje wierzyć, że cokolwiek może się zmienić. Aż pewnego dnia spotyka na plaży tajemniczego mężczyznę…

James mógłby być spełnieniem marzeń każdej kobiety, jednak zwraca uwagę właśnie na Martynę. Jako pierwszy wierzy w nią bezgranicznie i postanawia pokazać jej inny świat. Przy Jamesie Martyna odzyskuje wiarę w siebie i w to, że szczęście jest możliwe. Żadne z nich nie ma wątpliwości, że rodzi się między nimi prawdziwa miłość, gorąca i szczera. Martynie nie daje jednak spokoju fakt, że James do złudzenia przypomina chłopaka, który kiedyś był dla niej całym światem…

Co James ma wspólnego z tajemniczym Kubą?

Czy Martyna znajdzie w sobie odwagę, by zawalczyć o nową miłość?

Czy dusze, które niegdyś związał los, odnajdą się pomimo przeciwności?

Chłopak, którego nie było od Elżbieta Rodzeń możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Recenzje blogerów
Chłopak, którego nie było to najnowsza propozycja Elżbiety Rodzeń, która jest powieścią obyczajowo-romantyczną z wątkiem fantasy. To książka idealna dla niepoprawnych romantyczek, którym nieobce są takie filmy jak Uwierz w ducha czy Miasto aniołów. Tytuł ten przywiódł mi też na myśl książkę Katarzyny Bereniki Miszczuk pt. Druga szansa, dzięki czemu zdałam sobie sprawę, że wątek wędrówek dusz w literaturze popularnej szalenie mi odpowiada. Przyznaję, że zasiadłam do lektury Chłopaka w piątkowy wieczór i nie odłożyłam go aż nie skończyłam czytać w środku nocy. Tak pochłonęła mnie historia kobiety znad Bałtyku i mężczyzny, który od pierwszego wejrzenia staje się jej całym światem. O ile już tym światem nie był przez wiele lat, ku rozpaczy jej rodziny, wysyłającej ją do szpitala psychiatrycznego... Bo jak można rozmawiać z kimś, kogo nie ma?

[...]

Chłopak, którego nie było to pisana w narracji pierwszoosobowej historia roku z życia niezwykłej kobiety i niezwykłego mężczyzny. Być może po lekturze stwierdzicie, że takie rzeczy mogą mieć miejsce wyłącznie w bajkach. I ja się z wami całkowicie zgodzę. Przy czym, czyż nie zasługujemy na to, aby oderwać się od rzeczywistości i zanurzyć w innym świecie, by zachować równowagę psychiczną? Czy nie możemy pochylić się nad ważnymi tematami, które podane zostały w nieszablonowej formie i zastanowić się na tym, jak to jest być martwym za życia?

Polecam wam tę piękną i absolutnie uzależniającą opowieść, a Wydawnictwu "Między słowami" dziękuję za tę recenzencką propozycję, która pochłonęła mnie bez reszty.

Cała recenzja na blogu: Chłopak, którego nie było

Ocena: 6/6
©Domi Czyta
Moja rodzina mnie nie wspiera

Nikt bardziej niż osoby niepełnosprawne, do których grupy należę, nie jest w stanie przekonać się o tym, jak bardzo krzywdzące jest postrzeganie nas przez pryzmat choroby. Choć trzeba przyznać, że w porównaniu do lat ubiegłych, dziś poziom tolerancji wobec osób z różnego rodzaju schorzeniami jest o wiele wyższy, to jednak nadal są osoby, które uważają nas za gorsze ogniwo w społeczeństwie. I o ile do tego, że osoby, które nas nie znają i nic o nas nie wiedzą, postrzegają nas jako „gorszych", jesteśmy w stanie się zdystansować, o tyle jest to bardzo bolesne, wówczas kiedy podobnie myślą o nas nasi najbliżsi.

Zapewne teraz pomyśleliście sobie, że będę pisała o tym, jak bardzo moja rodzina krzywdzi mnie, nie dostrzegając we mnie tego, jaka jestem, a tylko moje problemy zdrowotne.
Nie kochani, nie musicie się martwić. Wręcz przeciwnie, ja mam wspaniałą rodzinę, która nigdy nie stawiała moich schorzeń na pierwszym miejscu. W takim razie dlaczego, o tym piszę?
Otóż jak to często bywa, motywacją do podejmowania tak trudnych i życiowych tematów są książki, które czytam.

Dziś opowiem Wam, o książce Elżbiety Rodzeń „Chłopak, którego nie było" i jej głównej bohaterce Martynie, która nie miała szczęścia liczyć na wsparcie i pomoc swojej rodziny, kiedy zdiagnozowano u niej chorobę psychiczną. Od tej pory już zawsze, była tą gorszą, która nieustannie porównywana do swojej siostry przegrywała już na starcie. Choć od czasów dzieciństwa minęło już wiele lat, a Martyna jest już dorosłą kobietą, która doskonale radzi sobie z chorobą, to jednak w kwestii traktowania jej przez rodziców nic się nie zmieniło. Ojciec nieustannie wmawia jej, że do niczego się nie nadaje. Nasza bohaterka pracuje w podupadającym pensjonacie prowadzonym przez matkę i ojca i jest traktowa niczym tania siła robocza. Co więcej, ciągle słyszy, że to ona jest winna problemom finansowym rodziców. Martyna ma swoje plany i marzenia, ale postępowanie krewnych podcina jej skrzydła oraz pozbawia poczucia własnej wartości. Nie trudno się dziwić, że coraz bardziej przestaje wierzyć w to, że coś w jej życiu może jeszcze się zmienić.
Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia spacerując nad morzem, spostrzega mężczyznę, który łudząco przypomina, kogoś, kto kiedyś bardzo wiele dla niej znaczył. Wie jednak, że to niemożliwe, aby to był właśnie on.
Wkrótce między tą dwójką rodzi się uczucie.
Martyna niczym pobudzony do życia kwiat podlany życiodajną mocą miłości rozkwita. Żar szczerej miłości pozwala obojgu na nowo odkryć prawdziwe szczęście. Mimo że są szczęśliwi, Martyna czuje w sercu niepokój odnośnie do podobieństwa Jamesa do Kuby. Jednak nie tylko ona jest pełna obaw. Jak się przekonacie, ten, który skradł serce kobiety, też w życiu przeszedł bardzo wiele.
I tu nasuwa się bardzo ważne pytanie. Czy to, czego nasi bohaterowie dowiedzą się o sobie wzajemnie, zagrozi ich uczuciu?
Jednak aby, poznać odpowiedz na to pytanie, musicie sami przeczytać książkę.

Powiedzieć o Chłopaku, którego nie było, że jest to książka o miłości, to zdecydowanie za mało. Elżbieta Rodzeń bowiem na kartach swojej najnowszej książki zwróciła naszą uwagę nie tylko na aspekty duchowe i emocjonalne, ale także te, bolesne i realnie dotykające wielu z nas na co dzień.
Po pierwsze i najważniejsze problem szufladkowania i kategoryzowania na lepszych i gorszych.
Kiedy u Martyny stwierdzono chorobę psychiczną, odwrócili się od niej nie tylko znajomi, ale i rodzina. Nieustannie dają jej do zrozumienia, że jest dla nich ciężarem i powinna, być im wdzięczna, że pozwalają jej ze sobą mieszkać. Dziewczyna pracuje od rana do nocy, ale nigdy nie słyszy słów wdzięczności, czy podziękowania. To starsza córka Ewa jest ich oczkiem w głowie. Martynę już spisali na straty.

Autorka uświadamia nam również, jak boleśnie paradoksalne bywa życie. Rodzice, którzy powinni kochać i akceptować swoje dziecko bezgranicznie i bezwarunkowo. Wierząc w nie, nawet kiedy wszyscy wokoło już je skreślili i wspierając na każdym kroku, przez całe życie tłamsili swoją córkę, podcinali jej skrzydła, kiedy ta chciała coś dla siebie zrobić. Coś osiągnąć także po to, aby choć raz zasłużyć na ich uznanie. Aż nagle zjawia się ktoś, kto sprawia, że te podcięte skrzydła znowu odrastają. James ofiarowuje kobiecie nie tylko miłość, ale również odbudowuje jej wiarę w siebie i w to, że jak każdy ma prawo być szczęśliwa i kochana, a przede wszystkim, że na to szczęście i miłość zasługuje. Zaledwie w kilka miesięcy mężczyźnie udaje się dokonać tego, czego rodzice dziewczyny przez całe jej życie nawet nie starali się jej dać.

W historii Martyny i Jamas'a dostrzegamy niezwykłą moc przeznaczenia. Ja w nie wierzę i to, przez co oni przeszli jest wspaniałym przykładem na to, że dwie przeznaczone sobie dusze zawsze się odnajdą, pomimo bardzo wielu krętych dróg, które będą musieli pokonać, podążając ku sobie.

Kiedy sięgniecie po Chłopaka, którego nie było bez reszty zagłębicie się w bardzo piękną i poruszającą historię dwójki ludzi, którzy naprawdę wiele w życiu przeszli. To, o czym przeczytacie, zapewne w pewnym stopniu wyda Wam się odrealnione, jednak kiedy dotrzecie do końca lektury i odłożycie książkę na półkę, zrozumiecie, że jest ona bardziej realna, niż mogliście przypuszczać. I to właśnie ta dojmująca świadomość, która dotarła do mnie wraz z przeczytaniem ostatniej strony, nie pozwala mi wyciszyć natłoku emocji, które nadal pozostają we mnie bardzo silne i jestem pewna, że pozostanie tak jeszcze bardzo długo.
Jestem przekonana, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie. Mamy tu bowiem coś dla romantyków: miłość, przeznaczenie, jak i dla osób, które szukają w książkach czegoś więcej niż wątek miłosny, choroba, brak wsparcia i akceptacji w rodzinie, trudna przeszłość, marzenia, nadzieje.

Ja z oczywistych względów odnalazłam w przeżyciach Martyny cząstkę siebie. Zachęcam Was serdecznie, abyście Wy również przeczytali tę wspaniałą książkę i przekonali się, czy znajdziecie w niej coś, z czym również się utożsamicie.

Ocena: 6/6
©Kocie czytanie
Jakiś czas temu dotarła do mnie pięknie zapakowana przesyłka. Czerwone pudełeczko skrywało to, co lubię najbardziej – wyjątkową historię zapisaną na kartach powieści. Ale czy to, co wyjątkowe i ładnie oprawione może być też dobre i porwać czytelnika w zupełnie inny świat? I ten tajemniczy tytuł… Chłopak, którego nie było – jak ktoś może jednocześnie być i nie być? Oto jest pytanie…

Martyna będąc małą dziewczynką ulega wypadkowi, w następstwie którego przez kilka godzin zostaje uwięziona w kontenerze. Pomoc długo nie nadchodziła, a jak to dziecko – nasza bohaterka szybko zaczęła się nudzić. Wymyśliła sobie przyjaciela, który miał jej towarzyszyć w tych trudnych chwilach. Ale nawet po uratowaniu małej Kuba nie odstępował jej na krok, był zawsze obok, a Martynka mogła mu powierzyć swoje wszystkie sekrety.

Czas mijał, a ta sytuacja się nie zmieniała. Lekarze postawili diagnozę – dziecięca schizofrenia. Brzmi strasznie? Dla bohaterki to nie było nic złego, bo sama za chorą się nie uważała. Ona Kubę widziała, inni nie i to oni mieli problem, ale nie zmieniało to faktu, że była brana po prostu za wariatkę. Przez ten ewidentny brak akceptacji wyrosła na zakompleksioną i niepewną siebie kobietę, która żyła w cieniu swojej „lepszej” (bo zdrowej) siostry – prawdziwej dumy rodziców. Na co dzień pomagała mamie i tacie w prowadzeniu nadmorskiego pensjonatu, którzy zapewniali ją, że musi w ten sposób się im odwdzięczyć za lata kosztownego leczenia psychiatrycznego, które nie do końca przynosiło skutki.

Pewnego dnia podczas spaceru brzegiem morza Martyna zauważa grupę inwestorów zainteresowanych zakupem miejsca pod budowę hotelu. Nie wie, że w tym dniu jej życie się zacznie odmieniać. Czy na lepsze? Wśród biznesmenów jest jeden mężczyzna nadzwyczaj przyciągający jej wzrok i bynajmniej nie dlatego, że jest nieziemsko przystojny. On jej po prostu kogoś przypomina. Kogoś bliskiego, kogoś, kto był przy niej we wszystkich trudnych życiowych momentach. I w tym momencie spełnienie jednego z jej marzeń stało się realne i bliskie niemal na wyciągnięcie ręki, bowiem James to nikt inny jak… No właśnie, kto? Chłopak, którego nie było

Martyna najbardziej na świecie pragnie odmienienia swojego losu. Niby proste, prawda? W tym przypadku – nic bardziej mylnego. Gdy już podejmuje decyzję o wyrwaniu się ze swoistego letargu i tkwienia w martwym punkcie traci wiarę w swoje możliwości i zaczyna się bać tego, co przyniosą zmiany. Sama o sobie mówi, że jest jak ptak, który może odlecieć gdzie tylko zamarzy, ale mimo to zostaje w drzewach, wśród liści, gdzie ma poczucie bezpieczeństwa. Czy Martyna otrzyma w końcu wolność i to, na co ewidentnie zasługuje, czyli prawdziwą i piękną miłość?

Bardzo ciężko mi cokolwiek powiedzieć na temat tej powieści, bo mam do niej mieszane uczucia. Z jednej strony ta historia jest tak nieprawdopodobna, że to aż boli. Jednak z drugiej… To przepiękna, niepowtarzalna historia miłosna. Fakt, niezwykle skomplikowana i trudna, ale chyba to jest w niej najlepsze. To taka książka, którą warto przeczytać w swoim życiu. Pokazuje trudny temat dziecięcej schizofrenii i tego, jak wpływa na dziecko w jego dorosłym życiu brak zrozumienia i akceptacji. Przecież nikt z własnego wyboru chory się nie staje. Ale czy w tej powieści mamy do czynienia z chorobą czy może z nadprzyrodzoną mocą? Jedno jest pewne – każdy w swoim życiu zasługuje na szczęście, choćby miał sobie to szczęście narysować. Albo wymyślić…

Szczerze polecam najnowszą powieść Elżbiety Rodzeń. Słowa nie są w stanie opisać wyjątkowości tej pozycji. Jedno jest pewne – ta historia poruszy niejedno serce i zmieni spojrzenie na świat.

Ocena: 5/6
©Czytam w pociągu
To moje pierwsze spotkanie z autorką, choć na półce w domu stoi jeszcze jedna jej książka, tylko czasu wciąż brak. Ale z całą pewnością po przeczytaniu tej pozycji, szybciutko będę musiała nadrobić zaległe. Dlaczego? Ponieważ Elżbieta Rodzeń kompletnie rozbiła mnie emocjonalnie i z całą pewnością długo nie będę mogła zapomnieć o tej książce.

Martyna to dziewczyna, która od zawsze miała pod górkę. W rodzinie zawsze uważano ją za tą najsłabszą, pozbawioną kompetencji osobę. Rodzice, zwłaszcza ojciec traktował ją jak marionetkę, a ona poniekąd się na to godziła. Kiedy w jej życiu pojawił się Kuba, rodzina uznała ją za chorą.

Żadne z nas nie czuło ciepła palców tego drugiego. Jego skóra nie istniała dla mnie, a moja dla niego. Jakbyśmy należeli do dwóch zupełnie innych światów.

James od zawsze miał pod górkę. Przez wiele lat w jego życiu toczył się dramat, z którym przyszło mu się zmagać. Tragedia jaka go spotkała już na zawsze odmieniła jego uczucia względem obcych ludzi. Teraz prowadzi razem z wujkiem poważny biznes, lecz nie pozwala się do siebie zbliżyć żadnej kobiecie.

Martyna i James spotykają się na swojej drodze. Och losem ewidentnie kieruje przeznaczenie. Rodzi się między nimi uczucie, które później przechodzi poważną próbę. Czy tych dwoje ma szansę by wieść wspólne, szczęśliwe życie?

Już teraz potrafiłam podać z tysiąc powodów, dla których powinnam trzymać się z daleka od Jamesa Alistera. I nie chodziło tylko o moje zdrowie psychiczne.

Kiedy zaczynałam czytać od razu wiedziałam, że nie będę mogła się oderwać od książki. Czułam, że ta historia zatrząśnie moim sercem i zagości w nim na dłużej. I powiem wam, że wcale się nie pomyliłam. Pokochałam tę historię już na samym początku, a ciekawość jak potoczą się losy bohaterów, tylko wzbudzała moją ciekawość i nie pozwalała odkładać książki na bok. Elżbieta Rodzeń pisze niebanalnie, tą książkę wprost się chłonie. Do tego jest ogrom emocji, czyli to co kocham najbardziej. Uwielbiam, gdy mogę wspólnie z bohaterami przeżywać ich losy. No i kreacja bohaterów doskonała, widać ogrom serca i pracy włożony w tę powieść. Pomysł na fabułę? Szczerze? To jeszcze się z takim nie spotkałam, co jest dużym plusem. Jestem zdecydowanie na tak i nie wiem czy mam się do czego przyczepić.

Martyna to dziewczyna niezwykle sympatyczna, którą pokochałam od razu. Było mi jej żal, ze względu na to jak traktowała ją własna rodzina, która na każdym kroku patrzyła jak uprzykrzyć jej życie. Kiedy rodzina ma więcej dzieci, powinna je traktować na równi, a nie któreś z nich spychać na margines. Niemniej w końcu znalazła w sobie siłę, by zawalczyć o samą siebie. I ta jej przemiana bardzo mi się spodobała. Wiedziała co to ciężka praca i nie bała się żadnego wyzwania.

James to mężczyzna, który zmaga się ze swoją przeszłością każdego dnia. Jest dobry w swoim fachu, jednak boi się komukolwiek zaufać, bo tyle osób już go zawiodło. Ludzie go cenią za jego wkład pracy. Boi się jednak zaufać kobiecie na tyle, by wpuścić ją do swojego życia. James ma niezwykle wielkie serce dla wszystkich, w tym dla zwierząt. Tym, że ratował konie z rzeźni zaskarbił sobie moje serce już kompletnie.

Nie mogę zdradzić wam nic więcej z fabuły, bo popsułabym całą radość z czytania. Powiem wam jednak, że autorka zaskoczyła mnie totalnie, oczywiście w pozytywnym sensie. I chodź mnóstwo tutaj ludzkich dramatów, to historia napawa nadzieją i udowadnia, że przeznaczenie zawsze znajdzie swoją drogę, choćby nie wiadomo jak bardzo ta droga miała być wyboista. A prawdziwa miłość jest w stanie pokonać wszelkie przeszkody. Bo jeśli ktoś kocha całym sercem, to nie opuszcza tej drugiej osoby nawet w najbardziej krytycznych momentach jej życia.

Jeśli w życiu mamy jakąś pasję, smykałkę do czegoś to nawet pomimo zniechęcenia najbliższych powinniśmy zrobić wszystko, by postawić na swoim i odnaleźć w tym szczęście. Jeśli wykonujemy coś z ogromem pasji, nawet nie mając w tym kierunku wykształcenia, to jest to nieważne. Ważne natomiast jest to, że robimy coś, w co wkładamy ogrom serca i wtedy nam to wychodzi jeszcze lepiej.

Chłopak, którego nie było to niezwykła historia dwójki młodych ludzi, chłopaka i dziewczyny, którzy nie mają za sobą łatwej przeszłości, a mimo wszystko bardzo pragną zawalczyć o swoją przyszłość. Historia, która wzbudza w czytelniku ogrom emocji i wyciska łzy. Nie sposób przejść obok niej obojętnie. Z całego serca polecam.

Ocena: 6/6
©Czytaninka
Życie Martyny odrobinę przypomina historię Kopciuszka. Ale spokojnie, nie jest aż tak melodramatycznie i cukierkowo. Na co dzień Martyna zajmuje się odkurzaniem, zmywaniem, zmienianiem pościeli, przygotowywaniem posiłków i całą tą brudną robotą w podupadającym pensjonacie jej rodziców. Zamiast macochy i dwóch brzydkich przyrodnich sióstr mamy despotycznego, wiecznie niezadowolonego ojca, który skutecznie przycina skrzydła zdolnej, ale podatnej na wpływ innych Martynie. Balu nie będzie, ale miłość od pierwszego wejrzenia już tak, bo w życiu Martyny pojawi się niespodziewanie James – bajecznie bogaty, przystojny właściciel kompleksu ekskluzywnych hoteli. Sęk w tym, że ta "miłość od pierwszego wejrzenia" ma tutaj dość specyficzny wydźwięk. Bo Martyna skrywa tajemnicę, która może zniszczyć majaczące na horyzoncie szczęście i powoli rozkwitające uczucie...

Jest słodko, jest bajecznie, ale w przystępnej, zjadliwej dawce. Autorka zaserwowała nam typową opowiastkę o wielkiej miłości... ALE! w niebanalnej i intrygującej odsłonie. Pojawiający się wątek paranormalny nadaje powieści smak i oryginalność. W mojej opinii jest to najmocniejsza strona książki, może z racji upodobania do metafizycznych, lekko fantastycznych elementów, które rozbudzają wyobraźnię i zmuszają czytelnika do głębszej refleksji na temat życia, miłości i śmierci... Dodatkowym atutem jest osadzenie powieści nad polskim morzem, w popadającym w niełaskę pensjonacie, dla którego olbrzymim kontrastem jest życie Jamesa w Wiedniu czy Grecji. Z wielkim zainteresowaniem śledzimy przemianę Martyny z szarej myszki (która zbyt często wybucha płaczem i ucieka z pokoju – jedna z nielicznych kwestii, która doprowadzała mnie do szewskiej pasji) w subtelną, skromną ale pewną siebie kobietę.

Autorka poruszyła bardzo ważne zagadnienie, jakim jest wsparcie. Rodzina powinna stanowić oparcie w najtrudniejszych chwilach... Martyna została na przysłowiowym lodzie. Sama musiała zmagać się nie tylko ze skutkami wypadku w dzieciństwie, ale przede wszystkim z kłującym poczuciem winy, że to ona sprowadziła na rodzinę nieszczęście. Obarczona poczuciem winy i, co gorsza – wciąż w tym utwierdzana, zapada się w otchłań beznadziei i apatii. Piękna, młoda, utalentowana, a tak stłamszona przez najbliższych.

Chłopak, którego nie było to bardzo dobra powieść romantyczna, która, z racji lekkiego pióra autorki, czyta się błyskawicznie. To nie tylko opowieść o miłości, ale także o walce o własne szczęście, odwadze w zdobywaniu celów oraz historia o tym, że trzeba wierzyć w siebie, nawet jeśli inni już dawno nas skreślili.

Lektura idealna na wakacyjny relaks. Polecam miłośnikom literatury romantycznej.

Ocena: 5/6
©Tylko skończę rozdział
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć