Trup w sanatorium
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.55 / 5.00
liczba ocen: 82
najlepsza cena! w historii śledzenia
cena: 15.55
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
23.92 złpremium: 14.35 zł
-34% 15.55 zł
18.66 zł
23.92 zł
Pozostałe księgarnie
19.15 zł
20.33 zł
20.33 zł
21.53 zł
21.53 zł
22.00 zł
23.92 zł
23.92 zł
Opis:

Marta Matyszczak proponuje fanom kryminalnych historii kolejną powieść z przymrużeniem oka. W świnoujskim sanatorium zostaje popełnione morderstwo. Traf chce, że w uzdrowisku zjawia się prywatny detektyw Szymon Solański. Wraz z dziennikarką Różą Kwiatkowską wybrali się właśnie na pierwsze wspólne wakacje. Nie będzie im jednak dane wypocząć…

Solański przyjmuje zlecenie odnalezienia zabójcy, a w śledczej pracy towarzyszy mu kundelek Gucio. Sprawa śmierci kuracjuszki zatacza coraz szersze kręgi, by w końcu sięgnąć dramatycznych wydarzeń gorącego lata 1977 roku. Bohaterowie będą musieli zmierzyć się ze światem donosicieli, festiwalowej bohemy i z osobistymi porachunkami, które przyniosą krwawe skutki.

Recenzje blogerów
Trudno mi uwierzyć, że minęły tylko dwa lata od debiutu Marty Matyszczak, czyli Tajemniczej śmierci Marianny Biel, bo mam wrażenie, że całkiem nieźle wrosła już w literacki kryminalny krajobraz, stając się częścią coraz prężniej rozrastającej się grupy twórców podgatunku komedii kryminalnej. Osiągi liczbowe również są godne podziwu, bowiem Trup w sanatorium to już szósty tom przygód detektywa Szymona Solańskiego, dziennikarki Róży Kwiatkowskiej i mądrego kundelka Gucia. Autorka nie ma najwyraźniej zamiaru zwolnić tempa, co mnie cieszy, bowiem wraz z Alkiem Rogozińskim są moimi ulubieńcami w gatunku zbrodni na wesoło. Czy i tym razem było i krwawo, i śmiesznie?

Szymon, Róża i Gucio stanowczo zasłużyli na wypoczynek, więc wyjazd nad polskie morze, a konkretnie do Świnoujścia, jest ze wszech miar zasłużony. Co prawda dziennikarka zdecydowanie wolałaby ciepłe kraje z opcją all inclusive, ale zadowolona z tego, jak obecnie układa jej się z Solańskim, nie wyraża głośno sprzeciwu. Zgadza się nawet wziąć rowery, bowiem Szymon ma w planach aktywny wypoczynek. Róża wyobraża sobie urlop w Świnoujściu raczej w myśl zasady leżing, plażing i smażing, ale wie, że pewne rzeczy lepiej przeforsować cichaczem, niż się o nie kłócić. Podróż zaczyna się jednak niefortunnie, bo nasze trio postanawia wyruszyć nad morze pociągiem, a jak to bywa z Polskimi Kolejami Państwowymi wie chyba każdy, kto od czasu do czasu próbuje się gdzieś dostać za pośrednictwem ich składów. Pociągi wiecznie się spóźniają, standardy wyposażenia dalece odbiegają od unijnych, miejsc bywa za mało, a do tego na waszym siedzeniu tkwi pyskaty jegomość, który nie zmieni miejsca, bo nie! I taki właśnie pakiet dostają na dzień dobry nasi bohaterowie, w bonusie z brakiem przedziału na rowery. Normalnie „dziękujemy za skorzystanie z naszych usług i życzymy przyjemnej podróży”. Pies by się uśmiał!

Gdy zaś nasza trójka dociera w końcu do Świnoujścia, sprawy wcale nie mają zamiaru iść lepiej: przyjemny resort SPA z marzeń Róży materializuje się jako przestarzałe i brudne sanatorium, które lata świetności ma już dawno za sobą, a błogi odpoczynek szybko przemienia się w kolejne zlecenie, bowiem dosłownie tego dnia, gdy nad morze przybyli Szymon i Róża z psem, w jednym z basenów solankowych w ich sanatorium została znaleziona martwa kuracjuszka. Wizja beztroskiego leżenia na piasku oddala się zatem szybciej niż Polak biegnący z parawanem na plażę, bowiem Szymon zgadza się na śledztwo. Proszą o nie właściciele kurortu, obawiając się opieszałości polskiej policji i negatywnego wpływu trupa na liczbę odwiedzających ich letników. Kto zabił starszą kobietę i co mają z tym wspólnego wydarzenia na festiwalu FAMA z lata 1977 roku?

Marta Matyszczak po raz kolejny korzysta ze sprawdzonej metody i wysyła bohaterów do miejsc, które sama dobrze zna. W rezultacie czytelnik dostaje powieść, z którą można chodzić niczym z mapą (co udowodniła ktrya z Przekładańca literackiego, czytając Strzały nad jeziorem) i nikt nie może autorce zarzucić, że nie wie o czym pisze. Owszem, Matyszczak czasem wymyśla fikcyjne miejscowości (vide Zdrojowice), czy nazwy miejsc (vide Albion Pub czy Teatr Uciecha w Chorzowie), ale czyni to, kierując się obawą o odbiór właścicieli i bywalców danego miejsca, nie zaś z chęci zaciemnienia obrazu, bowiem każdy, kto je zna, od razu się zorientuje, co było ich pierwowzorem.

Psia obstawa to podstawa!

W Trupie w sanatorium mamy przeplatające się dwa wątki, tak jak to miało miejsce w „Zbrodni nad urwiskiem”: w wątku współczesnym oczywiście próbujemy razem z trójką detektywów rozwikłać zagadkę śmierci kuracjuszki, zaś w wątku z przeszłości cofamy się do lat siedemdziesiątych XX wieku, w czasy gierkowskiej przaśnej Polski Ludowej, gdy rodacy starali się jakoś pokolorować szarzyznę dookoła, nucąc przeboje Janusza Laskowskiego, kabaretu Elita czy Maryli Rodowicz. Rzecz jasna współczesny wątek zabójstwa i wątek wydarzeń podczas festiwalu muzycznego FAMA w pewnym momencie się połączą, ale jak, tego Wam nie zdradzę.

Wydaje mi się, że Marta Matyszczak złapała już balans i pewnie stoi na swojej pozycji twórczyni kryminałów na wesoło. Ten tom, obok świetnego Morderstwa w hotelu Kattowitz stał się moim ulubionym: są tu w odpowiednich dawkach humor, zbrodnia, śledztwo i fragmenty obyczajowe. Gucio jak zwykle jest niezawodny, jeśli trzeba rozładować napięcie, Róża wciąż jest Różą i pakuje się w dziwaczne sytuacje, Solański dał nam się już oswoić i poznać, a trup… Trup po prostu jest – i domaga się wyciągnięcia na światło dzienne pewnych spraw z przeszłości. Oba wątki – teraźniejszy i z przeszłości – świetnie się dopełniły i odkryły na koniec motywy zbrodni oraz samego zbrodniarza. Wierzcie mi lub nie, ale tym razem po prostu nie mam się do czego doczepić!

Musicie wiedzieć o mnie coś jeszcze. Ja zawsze wszystko widzę! Mimo że mam zaćmę. Jeśli nie w standardowy sposób, to przynajmniej trzecim okiem niezawodnej psiej intuicji.

Jeśli jeszcze nie znacie Marty Matyszczak, a lubicie zbrodnie na wesoło, to bardzo polecam Wam cały cykl Kryminał pod psem. Trochę się pośmiejecie, trochę pogłówkujecie, a może i czasem zamyślicie nad losem detektywa i jego mądrego psa. Ja już wiem, że będę czekała niecierpliwie na kolejną odsłonę ich przygód.

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
Pierwsze wspólne wakacje. Tylko Ona, On i pies. Morze. Zachody słońca. Kąpiele w Bałtyku. Spacery po plaży. Nie może być nieromantycznie. A jednak może. Wystarczy trup. Trup w sanatorium.

Fanom komedii kryminalnych nie muszę przedstawiać Gucia. To kundelek przygarnięty ze schroniska przez prywatnego detektywa, Szymona Solańskiego. Były policjant, chwilami trochę ciapowaty, szczupły jak patyk i niezbyt domyślny w kwestiach uczuciowych, stworzył psiakowi po przejściach prawdziwy dom. Teraz do ich męskiego gniazda dołączyła Róża - dziennikarka i przyjaciółka rodziny.

To miały być ich pierwsze wspólne wakacje. W Świnoujściu. Już podróż pociągiem mogła zwiastować, że nie wszystko pójdzie po ich myśli... Na miejscu czeka tytułowy trup w sanatorium. Sława Szymona, śląskiego śledczego, głośna jest także na wybrzeżu, dlatego dyrektor ośrodka prosi go o pomoc w prowadzeniu dochodzenia. Razem z "ulubionym" policjantem (Barańskim, a jakże!) szukają mordercy kobiety. By go odnaleźć, muszą cofnąć się w czasie - do lat 70. i festiwalu, którym bardzo intensywnie w okresie PRL-u interesowały się ówczesne władze, o czym świadczą akta i notatki służb bezpieczeństwa...

Kryminał pod psem to seria, która gwarantuje zarówno łzy śmiechu, jak i dreszcz niepokoju. Gucio i Szymon, z nieodłączną Różą, rozwiązują śledztwo. Sprawdzają kolejne tropy, poszlaki... Czytelnik szuka mordercy razem z nimi, do końca pozostając w napięciu.

Za sukcesem tego cyklu bez wątpienia stoi niezwykły duet śledczych (człowiek i "gadający" pies) oraz narracja. Historię opowiada i narrator wszechwiedzący (trzecioosobowy), i Gucio. Świat widziany oczami psa - należy podkreślić psa niezwykle przystojnego, inteligentnego, naprawdę dobrego śledczego - to jeden z atutów powieści. Gucio niezwykle celnie komentuje zachowanie ludzi, w tym swoich właścicieli. Nie stroni od ironii czy krytyki w swoich ocenach. Całym sercem, czterema łapami i ogonem angażuje się w śledztwo i, dosłownie, tropi mordercę. I tym razem jego udział w sprawie jest nieoceniony. Czasem mam wrażenie, że Szymon mógłby bez niego zamykać interes ;).

Marta Matyszczak powoli wyrasta na królową niełatwego gatunku, jakim jest komedia kryminalna. Z tomu na tom śledztwa prowadzone przez bohaterów są coraz bardziej zawiłe. Tym razem Autorka zabiera i postaci, i czytelników do czasów PRL-u. Wplata wątek nadmorskiego festiwalu cieszącego się ogromną popularnością nie tylko wśród mieszkańców wybrzeża. Warto podkreślić, że ten festiwal odbywał się w rzeczywistości! Fragmenty poświęcone wydarzeniom sprzed lat pisane są w pierwszej osobie z perspektywy jednej z uczestniczek imprezy oraz... dokumentów służb. Nie ma jednak mowy o pomieszaniu czasów akcji - pomagają w tym nagłówki z datami.

Trup w sanatorium to nie tylko denatka i związane z nią tajemnice z przeszłości, zaskakujące powiązania między bohaterami czy niewyjaśnione konflikty. To także prowadzony z niezwykłą subtelnością wątek miłosny. Róża i Szymon, choć znają się od lat, jako para stawiają pierwsze kroki. Trochę nieporadnie, nieco chaotycznie, ale razem starają się iść do przodu. Niestety, ich romantyczny wyjazd nie wygląda tak, jak oczekiwali. A na pewno nie tak, jak oczekiwała dominująca w tym duecie Róża. Czy ich związek przetrwa tę próbę?

Jeśli jeszcze nie znacie Gucia i Solańskiego, koniecznie nadróbcie zaległości. Choć każda z części serii to osobne śledztwo, by zrozumieć wątki prywatne, warto czytać je po kolei. Gucio wszystko Wam opowie. Wyszczeka znaczy.

Ocena: 5/6
©Recenzje Dropsa Książkowego
Szósta powieść Marty Matyszczak zasługuje na szóstkę z plusem. I choć można by pomyśleć, że skala ocen sięgnęła maksymalnej wskazówki, to wszystkie znaki wskazują, iż królowa polskiej komedii kryminalnej z każdą powieścią sięga kolejnego Mount Everestu. Trup w sanatorium to kolejny dowód na to, iż Marta czuje się w tym gatunku wyśmienicie, dzięki czemu my czytelnicy podczas lektury bawimy się znakomicie. I nie przesadzę mówiąc, iż Autorkę posadzić należy na tronie współczesnych mistrzyń tegoż gatunku. Jeśli wybieracie się na urlop tudzież do sanatorium, ta książka jest jak w „lico” strzelił. A i owszem Wasze lica czerwienić będą się z natłoku krwi, pompowanej pod wpływem niekontrolowanych wybuchów śmiechu. O to wszystko zadba niezastąpiony Gucio wraz z Szymonem Solańskim i Różą Kwiatkowską. Jesteście ciekawi, co tym razem kryminalny los im zgotował. O tak, będzie gorąco, morderczo i humorystycznie.

Tym razem Marta Matyszczak wiezie nas do świnoujskiego sanatorium. Tutaj właśnie dochodzi do morderstwa Elżbiety Wnuk. Pierwsze wspólne wakacje, miały być urlopem od dotychczasowych kryminalnych zagadek naszego dobrze znanego teamu. Jednak Autorka nie daje im chwili wytchnienia, albowiem w solance odnaleziono zwłoki jednej z kuracjuszek, która jak się okazało dokonała w niej ostatniego tchnienia. Zatem bez chwili wytchnienia Gucio, Solański i Kwiatkowska swym dobrym zwyczajem postanawiają odnaleźć dane osobowe sprawcy tegoż wydarzenia. Zbrodnia, której dokonano w sanatorium Krecik spowoduje, iż trójka naszych bohaterów będzie drążyć w przeszłości powracając do czasów PRL-0.u Czy uda im się to dochodzenie? I dlaczego będą zmuszeni cofnąć się wstecz, do lat siedemdziesiątych minionego wieku? A jeśli chodzi o powrót do przeszłości, to mamy wyjątkową możliwość poczuć klimat Festiwalu Artystycznego Młodzieży Akademickiej (FAMA) roku 1977. Ciekawym zabiegiem Marty Matyszczak było użyczenie fragmentów polskich piosenek i umiejętne wkomponowanie ich w tytuły poszczególnych rozdziałów. I wszystko gra! Zatem jeśli lubicie kryminalny dreszczyk emocji, ogromną dawkę dobrego humoru oraz garść trafnych peunt, koniecznie sięgnijcie po szóstą część z serii Kryminał pod psem. Jest mnóstwo powodów, by sięgnąć po tę komedię kryminalną i poznać kolejne ciekawe przygody naszych ukochanych bohaterów. A zakończenie wprawi nas wszystkich w osłupienie. Dlaczego? zapytacie, gdy przeczytacie to się przekonacie. Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu, a Marcie Matyszczak za wakacyjną dedykację oraz multum powodów do maksymalnego rechotania podczas czytania.

Ocena; 6/6
©Czyt-NIK
W czerwcu za tęczowy most odszedł najzabawniejszy kundelek na świecie, zostawiając w nieutulonym żalu wielbicieli serii Kryminał pod psem. Na szczęście Gucio wciąż ma się dobrze na kartach powieści swojej Pani, gdzie nosem zawodowego detektywa tropi złoczyńców. Tym razem zaprosił czytelników do sanatorium w Świnoujściu, gdzie w solance znaleziono trupa.

Detektyw Szymon Solański, dziennikarka Róża Kwiatkowska i nieodstępujący ich na krok kundelek Gucio jadą do Świnoujścia, by zażyć słonecznych kąpieli i spędzić swoje pierwsze wspólne wakacje. Niestety, pech chce, że w uzdrowisku, w którym się zakwaterowują, ktoś topi w solance jedną z kuracjuszek. Zamiast więc na plażę ruszają w pościg za przebiegłym mordercą. Jak zwykle będzie śmieszno, ale i straszno, bo to niezawodne trio ma wyjątkowy talent do pakowania się w tarapaty. Kim jest złoczyńca, który odebrał życie starszej pani? I co wspólnego z morderstwem mają pewne wydarzenia z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku?

Powieści Marty Matyszczak nigdy się nie nudzą. Piekielnie inteligentne poczucie humoru pełne językowych smaczków, charakterystyczni bohaterowie z ujmującym kundelkiem Guciem na czele, a przede wszystkim idealny balans między komizmem a emocjonującą intrygą zapewniły pisarce podium wśród polskich autorów komedii kryminalnych. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji brać udziału w wymyślonych przez nią śledztwach, sięgnijcie po Trupa w sanatorium, który jest idealną lekturą na lato. Mimo że to już szósta część perypetii niezawodnej detektywistycznej trójcy, można ją czytać niezależnie od pozostałych – choć oczywiście gorąco zachęcam, by zachować chronologię, bo to naprawdę kawał porządnej, rozbrajającej i arcywciągającej literatury rozrywkowej.

Tym razem Matyszczak zabiera nas do Świnoujścia na iście wakacyjny (przynajmniej jeśli chodzi o porę roku) wypad. Jak to w jej powieściach bywa, miejsce nie jest przypadkowe – to właśnie w Świnoujściu pisarka w dzieciństwie spędzała wakacje. Widać, że bardzo polubiła to miasto i zna je nie gorzej niż rodzinny Śląsk – dzięki temu i my możemy się tam poczuć jak u siebie. Nie liczcie jednak na letnią sielankę, leniwe snucie się brzegiem morza i uspokajające wpatrywanie się w wodę. Tu dzieje się tak wiele, że nie ma czasu taczki załadować. Pełne humoru, ale i mrożące krew w żyłach współczesne wydarzenia przeplatają się z tymi, które miały miejsce ponad czterdzieści lat temu. Matyszczak doskonale udało się oddać klimat epoki PRL-u, gdzie nawet na wakacjach trzeba było się mieć na baczności. Dzięki dociekliwości pisarki i żmudnemu, niemalże reporterskiemu researchowi będziecie mieli okazję poznać historię akcji pod kryptonimem „Kabareton”, która miała prześwietlić uczestników FAMY. Jest to rzecz jasna tylko tło do emocjonujących kryminalnych wydarzeń, ale przynosi tyle samo czytelniczej frajdy co śledztwo prowadzone przez Szymona, Różę i kundelka Gucia. Tym bardziej że i wtedy w Świnoujściu doszło do pewnego tragicznego zdarzenia − zagadek do rozwiązania jest zatem trochę więcej.

To, co zdecydowanie wyróżnia Matyszczak, i o czym piszę w każdej opinii o jej książkach, to idealnie wyważone, pełne serdecznej uszczypliwości, lekkie jak piórko i często oparte na grze słów i skojarzeń poczucie humoru. Jest ono niezaprzeczalnym dowodem ogromnej inteligencji, wyjątkowej umiejętności wyłapywania z codzienności smaczków, a przede wszystkim zdrowego dystansu pisarki do siebie i otaczającej ją rzeczywistości. Kto czytuje komedie kryminalne, ten doskonale wie, że wcale nie tak łatwo jest rozśmieszyć czytelnika, nie popadając przy okazji w banał czy, nie daj Boże, infantylizm. A Matyszczak z każdą kolejną powieścią zabawia nas z coraz większą wprawą, coraz skuteczniej, tak że po zakończeniu lektury od śmiechu bolą absolutnie wszystkie mięśnie. Tym razem żartem obrywa się prawie każdemu, no i oczywiście Polskim Kolejom Państwowym, które – jak nie od dziś wiadomo – regularnie podkładają się pisarce.

Dla miłośników serii Kryminał pod psem, a zwłaszcza tych, którzy śledzą profil pisarki na Facebooku, Trup w sanatorium będzie także wzruszającą lekturą. To pierwsza z części, której premiery nie mógł świętować Gucio – przygarnięty ze schroniska kundelek Marty, pierwowzór tego powieściowego, który w czerwcu odszedł za tęczowy most. Przy każdym fragmencie, w których Gucio jest narratorem, nie tylko śmiałam się do rozpuku, ale i czułam, jak ściska mi się z żalu serce. Jak to dobrze, że w literaturze wszystko jest możliwe, że można w niej przechytrzyć sędziwy wiek, paskudne choroby i tęsknotę za tymi, którzy odeszli. Dzięki powieściom Marty Matyszczak Gucio wciąż będzie z nami.

I na koniec słowa uznania kieruję do Ilony Gostyńskiej-Rymkiewicz – autorki okładek do serii Kryminał pod psem – która swoją wyobraźnią i niezwykle sprawną ręką idealnie oddaje wyjątkowy charakter powieści o wesołym kundelku i jego człowiekach. To także za sprawą tych oryginalnych rysunków powieści Matyszczak są rozpoznawalne z daleka.

Trup w sanatorium to opowieść pełna inteligentnego humoru, kryminalnych emocji, przebojów lat siedemdziesiątych i specyficznej uzdrowiskowej atmosfery. Idealna na lato i pozostałe pory roku. Dla tych, którzy głośno się śmieją na co dzień, i dla tych, którzy wciąż bezskutecznie szukają powodów do śmiechu. Gorąco polecam!

Ocena: 6/6
©SieCzyta
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć