ebook Zniknięcie Annie Thorne
3.64 / 5.00 (liczba ocen: 7954)

Zniknięcie Annie Thorne
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 24.14
Audiobook - najniższa cena: 25.89
wciąż za drogo?
32.54 złpremium: 20.99 zł Lub 20.99 zł
26.94 zł Lub 24.25 zł
34.99 zł Lub 31.49 zł
34.99 zł
24.14 zł
26.92 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (4)
Inne proponowane

Wstrząsające przeżycie z nastoletnich lat kładzie się cieniem na dorosłym życiu Joe Thorne’a. Musiało minąć całe ćwierćwiecze, by zdecydował się wrócić w rodzinne strony i spotkać z dawnymi przyjaciółmi, którzy znają traumatyczną prawdę…

Kiedy Joe Thorne miał piętnaście lat, jego młodsza siostra, Annie, zniknęła. Myślał wtedy, że to najgorsza rzecz, jaka może spotkać jego rodzinę. Ale później Annie wróciła. Teraz Joe przyjeżdża do wioski, w której się wychował. Powrót oznacza konfrontację z ludźmi, z którymi dorastał. Pięcioro przyjaciół wie, co się wydarzyło tamtej nocy, ale nie rozmawiało o tym przez dwadzieścia pięć lat…

Zniknięcie Annie Thorne od C. J. Tudor możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Historia zawsze się powtarza. Lubimy udawać, że uczymy się na własnych błędach, ale to nieprawda. Wydaje nam się, że następnym razem będzie inaczej, zawsze jest jednak tak samo.
Takie jest już życie. Nigdy nas nie ostrzega. Nie zsyła nawet najdyskretniejszej wskazówki, że doświadczamy ważnego momentu. Moglibyśmy się wtedy zatrzymać i zadumać nad nim. Nigdy jednak nie wiemy, że jakaś chwila zasługuje na naszą uwagę, dopóki ona nie przeminie.
Zabawne jest to, że dobre wspomnienia przypominają motyle: są ulotne, kruche i nie da się ich schwytać, nie miażdżąc ich. Z kolei te złe - poczucie winy, wstyd - tkwią w człowieku niczym pasożyty, po cichu zżerając go od środka.
Lubimy wierzyć, że mamy zaklepane miejsce w przyszłości, jednak to tylko rezerwacja. Nasze życie może zostać przerwane w dowolnym momencie, bez ostrzeżenia, bezpowrotnie, niezależnie od tego, jak daleko zaszliśmy. Nawet jeśli dopiero co zdążyliśmy się po nim rozejrzeć.
C. J. Tudor sprawiła, że zniknąłem. Dokładnie! Podczas czytania thrillera Zniknięcie Annie Thorne w moim domu zapanowała cisza. Nie istniałem, nie było mnie, gdyż w pełni oddałem się tej lekturze. Autorka utkała intrygę, która skradła moje emocje, przemieliła, przewróciła o sto osiemdziesiąt stopni. A dochodząc do finału tej historii, myśli bezustannie krążyły wokół tego, co doświadczył bohater tej książki. Historia przyciąga naszą uwagę, doszczętnie elektryzuje nasze zmysły, dostarczając nam adrenaliny w ogromnej niemalże końskiej dawce. Jeśli szukacie w książce mocnych wrażeń, to ten tytuł jest dla Was. Joe Thorne, mając piętnaście lat doświadcza rodzinnej tragedii. Jego młodsza, ośmioletnia siostra Annie zniknęła bez śladu. Jednak nie na długo, gdyż po dwóch dniach wróciła do rodziny. Niestety nic już nie było takie samo. Dotychczasowy ład wywraca się do góry nogami. Co takiego działo się z dziewczyną przez czterdzieści osiem godzin? Gdzie przebywała? Dlaczego zaginęła? Joe po dwudziestu pięciu latach wraca w swoje rodzinne strony. W Arnhill otrzymuje posadę nauczyciela. Wraz z jego powrotem wśród mieszkańców powracają wspomnienia dotyczące zniknięcia jego siostry. Joe stara się dociec prawdy. Piątka jego przyjaciół, wie co takiego wówczas się wydarzyło.

Czy po dwudziestu pięciu latach będą mieli odwagę wyznać kulisy tych wydarzeń? Dlaczego tak długo ukrywali prawdę? Powrót w rodzinne strony ma również na celu ucieczkę przed gangsterami oraz ukrycie się przed długami. Uwagę przykuwa nie tylko pomysł na fabułę, lecz również pisarski styl, jakim posługuje się C. J. Tudor. Lekkość pióra, ciekawe poprowadzenie akcji powodują, że książka przyciąga naszą uwagę niczym magnes, oplatając nas pajęczą siecią. Koniecznie dajcie się w nią złapać. Zniknięcie Annie Thorne to po Kredziarzu druga książka brytyjskiej pisarki. I mam nadzieję, że wkrótce powróci do nas z kolejną, która będzie dawką wielu niezapomnianych wrażeń podczas czytania. Życzę tego wszystkim, spragnionym ekstremalnych wrażeń.

Ocena: 6/6
©Czyt-NIK
Już kiedy zobaczyłam opis tej książki w zapowiedziach wiedziałam, że musze po nią sięgnąć. Znikniecie Annie Thorne to bowiem jedna z tych powieści, która intrygowała mnie już od pierwszych o niej wzmiankach. Wbrew pozorom nie do końca lubię takie sytuacje, bo powodują, że wyczekiwanym pozycjom stawiam bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę. Niestety nie zawsze ich autorzy są w stanie jej sprostać. Tak też po części było w tym przypadku.

Młodsza siostra głównego bohatera Annie Thorne zniknęła. Po dwóch dniach została odnaleziona. Nikt nie wie, do końca co działo się z dziewczynką przez ten czas. Jedno jest pewne, po jej powrocie już nic nie było takie jak przedtem. Annie też była już zupełnie inną osobą. Po dwudziestu pięciu latach brat dziewczyny Joe Thorne wraca w swoje rodzinne strony, przeświadczony o tym, że „tamto” znowu się dzieje. Jego przyjazd jest bardzo nie na rękę mieszkańcom wioski. Konfrontacja z dawnymi przyjaciółmi, obnaża zbyt wiele tajemnic, w tym te ukrywające co tak naprawdę stało się tragicznej nocy podczas której Annie zaginęła.

Książka C .J. Tudor to połączenie thrillera psychologicznego z elementami grozy i kryminału gangsterskiego. Niestety, ten ostatni element mocno wybijał mnie z rytmu. Niemniej jednak Znikniecie Annie Thorne od samego początku wciąga czytelnika w niezwykle klimatyczną historię, pełną tajemnic z przeszłości i osadzoną w hermetycznym i równie tajemniczym i mrocznym miejscu.

Jednym z mocniejszych elementów tej historii wydaje mi się główny bohater. Tak naprawdę do samego końca nie wiadomo jakimi kieruje się motywami ani jakie były jego czyny. Odkrywanie tej zagadki sprawiło mi naprawdę wiele czytelniczej przyjemności. Tym bardziej, że mając świadomość tego, że Joe Thorne nie jest postacią kryształową, to jednak naprawdę mu kibicowałam.

Niezaprzeczalnymi atutami tej powieści są również jej niezwykle klimatyczna fabuła i ciekawie poprowadzona narracja. Miałam wrażenie że C.J. Tudor umiejętnie wodzi czytelników za nos by systematycznie odkrywać przed nimi tajemnice wydarzeń sprzed lat. Do tego książkę czyta się dość lekko, choć z niewielkim (ale jednak) dreszczykiem niepokoju. Niestety, liczyłam w tym zakresie na trochę więcej.
Zabrakło mi też w tej powieści pomysłu na jej zakończenie. We mnie pozostawiło ono dość spory niedosyt i zostawiło mnie ze zbyt dużą ilością niedopowiedzeń. Domyślam się, że autorka chciała pewnie oddać finał tej historii wyobraźni czytelnikom. Niestety, w moim przypadku wyobraźnia okazała się chyba niewystarczająca.

Znikniecie Annie Thorne to moje pierwsze spotkanie z twórczością C. J.Tudor i najprawdopodobniej nie będzie ono ostatnim. Szczególnie, że autorka cieszy się myślę niesłabnącą popularnością. Pomimo drobnych mankamentów (wątek gangsterski na przykład) to jednak naprawdę dobra lektura, która wciąga i od której ciężko się oderwać.

Podsumowując. Znikniecie Annie Thorne to moim zdaniem książka warta Waszej czytelniczej uwagi. Szczególnie na nadchodzące jesienne wieczory pod kocem z kubkiem ciepłej herbaty w dłoni. Najnowsza publikacja C. J.Tudor to typowy przykład powieści rozrywkowej i dla mnie jako taki sprawdziła się doskonale. Polecam.

Ocena: 4+/6
©Kocham Cię, moje życie
Duszna atmosfera, klimat mrożący krew w żyłach, wsysająca fabuła, antypatyczni bohaterowie ble ble ble ble, frazesy. Aby oddać kwintesencję tego, jaką sieczkę z mózgu robi ta historia powinnam wyekstrahować i wtłoczyć tutaj – w te literki – mój strach i obrzydzenie, które towarzyszyły mi od początku, do samiuśkiego końca czytania tej powieści. Nie da się, próbowałam, dlatego liczę, że kilka zdań częściowo odda mój zachwyt.

Joe Thorne, którego drugie imię to "sarkazm" i "walimnieto" po dwudziestu pięciu latach wraca do rodzinnej miejscowości Arnhill. Bynajmniej nie z pobudek sentymentalnych. Joe władował się w niemałe tarapaty, postanawia zaszyć się w tej dziurze zabitej dechami i zrealizować pewien plan. Plan, który zakłada powrót do tragicznych wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy to jego mała, ośmioletnia siostrzyczka Annie zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Najgorsze jest jednak to, że... wróciła.

Zniknięcie Annie Throne nie jest sympatyczną historyjką idealną do popołudniowej kawki. Pierwotne zło emanujące z kart tej powieści, oblepia człowieka, wnika pod skórę i niepokoi. Tudor świetnie "operuje grozą", bo niemalże każdy element fabuły nas straszy: klaustrofobiczna Arnhill, nieprzyjaźni mieszkańcy, mroczna kopalnia, prześladowanie i przemoc w szkole no i oczywiście sama historia wypełniona złem. Złem, które wsiąka w mury domów, ziemię, mieszkańców... i paruje.

Zniknięcie Annie Throne ma w sobie to, co najbardziej cenie w horrorach – niebanalną grozę (nie gonią nas zombiaki, wampiry i duchy) oraz to, co cenię najbardziej w thrillerach – intrygującą zagadkę z zaskakującym finałem. To wszystko spowite aurą zgnilizny. Na szczególną uwagę zasługuje budowanie napięcia poprzez retrospekcje oraz sposób, w jaki autorka kreuje postać głównego bohatera. Najpierw mu współczujemy, a później, poprzez odkrywanie kolejnych (nomen omen;) kart zastanawiamy się jaką rolę odegrał w tragedii sprzed dwudziestu pięciu lat.

Ludzie – szczególnie jeśli chcą sprawić wrażenie bardzo mądrych – lubią powtarzać, że niezależnie od tego jak długa pokonamy drogę, nigdy nie zdołamy uciec od samych siebie.
Gówno prawda. [...] Jaźń to tylko konstrukt, który można rozłożyć na kawałki, zdemontować i na nowo poskładać.


Powieść jest idealnie wyważona – straszy, niepokoi i intryguje. I gdyby nie jeden mankament, mogłabym ją uznać za powieść idealną. Mianowicie – o ile w Kredziarzu nawiązania do Kinga mi nie przeszkadzały, to w przypadku Zniknięcia Annie Thorne podobieństwo jest zbyt oczywiste, zbyt jaskrawe. Tudor zbudowała powieść na motywie żywcem wyjętym z jednego z najstraszniejszych (i najdoskonalszych) horrorów Stefanka. Co prawda temat został ugryziony z innej strony i doprawiony innym bukietem przypraw, ale jednak... pewien niedosyt pozostaje. Nie zmienia to faktu, że sam klimat, atmosfera grozy i naprawdę ciekawa zagadka kryminalna są innowacyjne, niepowtarzalne i na tyle soczyste, że warto się skusić na konsumpcję.

[...] dobre wspomnienia przypominają motyle: są ulotne, kruche i nie da się ich schwytać, nie miażdżąc ich. Z kolei te złe – poczucie winy, wstyd – tkwią w człowieku niczym pasożyty, po cichu zżerając go od środka.

Jeszcze nie ochłonęłam po Zniknięciu Annie Throne a już wypatruję kolejnej książki C. J. Tudor. Autorka dołącza do nielicznego grona pisarzy, którzy potrafią pobudzić moją wyobraźnię i przestraszyć do tego stopnia, że zasypiam przy włączonej lampce nocnej.

Ocena: 6/6
©Tylko skończę rozdział
Nadszedł czas na konfrontację z wrogami

Kochani strzeżcie się! Dziś wspólnie z C. J. Tudor i jej najnowszą książką Zniknięcie Annie Thorne zabierzemy Was do z pozoru spokojnej małej wioski Arnhill, gdzie wychowywał się i dorastał główny bohater powieści Joe Thorne. Nie dajcie się jednak zwieść, ponieważ spokój panujący w tej wiosce jest tylko pozorny i nic nie jest takie, na jakie wygląda.

Pojawienie się głównego bohatera w swoich rodzinnych stronach jest ostatnim, czego by sobie życzył. Minęło już dwadzieścia pięć lat, od dnia, kiedy życie jego i jego najbliższych legło w gruzach, a on do dziś czuje ból i żal. On wie najlepiej, że ten, kto się tu pojawi, przepadnie na zawsze. Jedyne czego pragnie to uciec z tego miejsca, jak najdalej i nigdy nie wracać, ale niestety życie często nie pozostawia nam wyboru.

Tak naprawdę wcale nie chcę wracać. Już prędzej wolałbym zostać żywcem zjedzony przez szczury albo wziąć udział w wieczorku tańców westernowych. Z całego serca nie mam ochoty oglądać zabitej dechami dziury, w której się wychowałem. Jednak czasem nie mamy innego wyboru jak tylko ten zły.

Zapewne teraz zastanawiacie się, co takiego się stało, że nasz bohater tak bardzo nie chciał wrócić do wioski i co ostatecznie sprawiło, że jednak do niej trafił?

Aby uzyskać odpowiedzi na te pytania, musimy cofnąć się do momentu, kiedy Joe był nastolatkiem. Lata dziewięćdziesiąte, bo do tego okresu wracamy we wspomnieniach bohatera to dla mieszkańców Arnhill czas, w którym centrum ich życia stanowiła praca w kopalni. To kopalnia właśnie była żywicielką dla większości tamtejszych rodzin. Aż do momentu, kiedy tragiczne wydarzenia zmusiły ówczesne władze do jej zamknięcia. Wówczas miejsce to stało się obiektem ciekawości dzieci, co doprowadziło do tragicznych wydarzeń z udziałem ośmioletniej wówczas siostry Joe -Annie. Tylko on i czwórka innych dzieciaków zna prawdę dotyczącą tego, co się wtedy stało.

I Pewnie Joe nie zdecydowałby się na rozdrapywanie ran przeszłości, gdyby nie musiał uciekać przed życiem, które wiedzie. Doskonale wie, że po piętach depczą mu ci, którzy nigdy nie odpuszczają. Decyzję o powrocie do czeluści piekła demonów przeszłości ostatecznie pomaga mu podjąć tajemnicza wiadomość mailowa, która może świadczyć o tym, że jednak historia lubi się powtarzać. Niestety.

Mężczyzna zatrudnia się na zastępstwo w tamtejszej szkole i tak zaczyna się jego konfrontacja z tymi, którym jego nagły powrót nie jest na rękę.

Wkrótce przekonacie się, że czasami lepiej nie wracać.

Wątek śmierci i konfrontacji z przeszłością to nie wszystko, co przygotowała dla swoich czytelników autorka. W książce odnajdziemy bowiem również porachunki mafijne. Doskonale widzimy, jak uzależnienie może doprowadzić do degeneracji człowieka.

Joe nie ma nic i nikogo, ale jedno potrafi perfekcyjnie kłamać. Przez to, że tonie w długach i zadarł z nieodpowiednimi ludźmi, ciągle ucieka i żyje w zakłamaniu. Ale nie da się uciekać przez całe życie. Przekonajcie się, co się stanie, kiedy nadejdzie czas rozliczeń.

Zniknięcie Anne Thorne na swoich kartach skrywa mroczną, przerażającą historię, którą rozpoczyna mrożącą krew w żyłach sceną morderstwa, a potem jest już tylko gorzej. Tu śmierć i strach czają się na każdym kroku. Tu nawet przez chwilę nie możecie czuć się pewnie i bezpiecznie. Pamiętajcie, nikomu nie wolno wam ufać. Z jednej strony żądza zemsty i dążenie do prawdy z drugiej usilne starania, by owa prawda nigdy nie wyszła na jaw. To wszystko skłania do naprawdę bezwzględnych czynów. Jak to się skończy, musicie oczywiście przekonać się sami.

Nie znajdziecie tu bohatera pozytywnego. Każda z postaci coś ukrywa i ma coś na sumieniu. Bądźcie czujni.

O Matko, ta książka mnie przeraziła nie na żarty, ale jednocześnie zahipnotyzowała i nie pozwoliła się od siebie oderwać. Z sercem w gardle i włoskami stojącymi dęba na ciele przewracałam kolejne strony, jak najszybciej się dało, żeby móc natychmiast wiedzieć, co będzie dalej i w tym miejscu muszę zaznaczyć, iż nie uświadczycie w tej książce dynamicznej akcji. Nie, tu poczujecie dojmujący mrok śmierci i jej oddech na plecach.

Jak widzicie, autorka poprzez połączenie kilku gatunków w fabule sprawiła, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Jako dodatkowy smaczek zdradzę jeszcze, że puściła też oczko do miłośników fantasy, ale już więcej nic nie powiem.

Myślę, że dalsze słowa są zbędne, bo ta książka jest świetna, a to, co dobre obroni się samo. Czytajcie i uważajcie na siebie. Nie polecam czytać po zmroku i nocą.

Ta książka była już moim drugim spotkaniem z twórczością Pani Tudor. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji czytać mojej recenzji poprzedniej książki autorki, zapraszam serdecznie. Kredziarz, tę książkę również gorąco polecam.

Ocena: 5/6
©Kocie czytanie
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć