Księżyc jest pierwszym umarłym
ebook: epub (ipad), mobi (kindle)

średnia ocena: 3.71 / 5.00
liczba ocen: 167
cena polecana: 29.74
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
34.99 złpremium: 20.99 zł
29.74 zł
34.99 zł
Pozostałe księgarnie
29.27 zł
29.74 zł
30.18 zł
33.24 zł
Opis:

Według legendy, wiele stuleci temu czwórka przyjaciół została wygnana z rodzinnej wioski, gdyż ludzie lękali się ich czarów. Rozeszli się w cztery strony świata, ale zadziwiającym zbiegiem okoliczności i tak wszyscy dotarli w to samo miejsce – do czarciego kamienia. Tam wywołali diabła i dobili z nim targu... Ich potomkowie przez wieki odczuwali skutki tego paktu i bezskutecznie próbowali się z niego wywikłać. Czy przedstawicielom kolejnego pokolenia uda się wreszcie wrócić do normalności? Jakie przeszkody będą musieli wcześniej pokonać? Z jakimi przeciwnikami się zmierzyć? Jakich sojuszników pozyskać? Małe miasteczko na odludziu stanie się sceną niezwykłych wydarzeń.

Po niespodziewanej śmierci rodziców siedemnastoletnia Alicja trafia pod opiekę ciotki, która mieszka w posępnym miasteczku na Podkarpaciu o mrocznej nazwie Czarcisław. Niezbyt zachwycona wyjazdem z Warszawy, dziewczyna nie czuje się dobrze w nowym miejscu, najwyraźniej pełnym dziwaków i kryjącym jakieś ponure sekrety. Zagubiona nastolatka krok po kroku odkrywa, że nikt tu nie jest tym, za kogo się podaje. Sama też musi zmierzyć się z brzemieniem swojej prawdziwej natury i wykonać niebezpieczne zadanie.

Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Recenzje blogerów
Nie lubię ryzyka, jeżeli chodzi o książki, więc raczej sięgam po sprawdzonych autorów. Odstraszają mnie powieści realistyczne. Uważam, że fantastyka powinna przenosić nas do innych światów, żebyśmy mogli odpocząć od tego, z czym stykamy się na co dzień. Wreszcie niespecjalnie przepadam za polskimi autorami fantasy. Tak po prostu, z założenia. Przepraszam wszystkich polskich geniuszy, poprawię się. Próbuję z tego wyrosnąć. Małymi kroczkami. Jednym z takich kroczków jest próba twórczości Kariny Bonowicz – Księżyc jest pierwszym umarłym. Ten mały kroczek przekreślił wszystkie argumenty na „nie”. Jak już płynąć pod prąd, to pod samym wodospadem – spokojna rzeka jest dla słabych. Pewnie dlatego tylu ludzi tonie.

Akcja powieści dzieje się w Polsce, gdzieś na totalnym wygwizdowie zwanym Czarcisław. Właśnie tam trafia po śmierci rodziców trafia siedemnastoletnia Alicja. Wieś zabita dechami, w której każdy każdego zna i wszyscy o wszystkim wiedzą – koszmar dla przywykłej do Warszawy nastolatki. Dodatkowo okazuje się, że wieś została nazwana w ten sposób ze względu na czwórkę ludzi, którzy w dawnych czasach podpisali pakt z diabłem, żeby zyskać dodatkowe moce dla siebie i swoich potomków, a jedynym sposobem na odczynienie tego paktu jest ponowne zebranie potomków tejże czwórki (z jednego pokolenia), którzy z nieprzymuszonej woli wezmą udział w rytuale odwołującym umowę.

Z tego paktu powstały między innymi nocnice, guślnice, wilkodlaki i inne fantastyczne stworzenia znane ze słowiańskich wierzeń. Dzięki temu można poczuć się bardziej swojsko i odczuć ciut „wiedźmiński” klimat. Co prawda w powieści nie wyskakuje żaden białowłosy z mieczem, ale i bez tego dzieje się wystarczająco. Tylko cały czas nie dawało mi spokoju pytanie: „Dlaczego człowiek chciałby pozbyć się posiadanych mocy?”. Pośrednio dostałem odpowiedź na to pytanie, ale nieszczególnie mnie przekonała.

Ze względu na wiek bohaterów, ta książka to new adult. Dorastałem w tych czasach, gdy dzieciaki zaczynały zachowywać się dokładnie tak, jak tutaj jest to opisane: telefony, pogoń za wyglądem, alkohol, papierosy, wszelkie możliwe sposoby zwrócenia na siebie uwagi, których obecne czasy niestety dostarczają coraz więcej. Mając prawie trzydzieści jeszcze jestem w stanie za tym nadążyć, ale myślę bardziej o tym, jaka trudna przeprawa nas czeka, gdy dzieci trochę podrosną.

Fabuła książki jest mocno pokręcona, nie mamy pewności, co wydarzy się za chwilę. Osobiście uważam, że nie chodzi o to, żeby ciąg wydarzeń był enigmą. Według mnie czytelnik musi poczuć się trochę wmanewrowany, ale czasem też na tyle mądry, żeby przewidzieć kolejny ruch bohaterów. Tutaj zostało to idealnie zrównoważone, co jest dużym plusem powieści.

Przeważnie łatwo jest ocenić książkę. Większość pisana jest w taki sposób, że przewaga wad albo zalet jest na tyle odczuwalna, iż nie mamy wątpliwości, że powieść jest dobra lub zła. Zróżnicowanie tych proporcji powoduje, że zapominamy o tym, co zostało w mniejszości. Księżyc jest pierwszym umarłym Kariny Bonowicz jest pod tym względem zupełnie inny. Każda cecha, dobra czy zła, jest na tyle mocno rzucająca się w oczy, że nie sposób o niej zapomnieć. Już sama ta „inność” powinna zachęcić do sięgnięcia po lekturę. Przekląłem niejednokrotnie „młodzieżowatość” tej książki, ale wiedziałem na co się piszę, więc nie powinienem narzekać. Pomysł na fabułę wydaje się banalny, ale został świetnie zrealizowany. Książka aż prosi się, by przeczytać ją jednym ciągiem i nie chce wypuścić z objęć, gdy już raz nas pochwyci. Mimo wad. Nie miałem jeszcze do czynienia z takim fenomenem, polecam więc sprawdzić, czy Księżyc jest pierwszym umarłym zadziała tak też na Was.

Ocena: 5/6
©Spadło mi z regała
Po przeczytaniu książki Kariny Bonowicz zatytułowanej. Księżyc jest pierwszym umarłym, ucieszyłam się, że nadal mam w sobie duże dziecko. To właśnie ono miało ogromną przyjemność w obcowaniu z lekturą, która w zasadzie przeznaczona jest dla młodzieżowego, a może nawet i nastoletniego odbiorcy. Powieść, która jest początkiem cyklu Gdzie diabeł mówi dobranoc sprawiła, że nie miałam ochoty wracać do codziennych spraw.
Na szczęście rozpoczął się dla mnie wakacyjny i urlopowy czas, mogłam więc poświęcić lekturze dużo więcej uwagi, tym bardziej że styl autorki, lekkość jej pióra oraz duża doza humoru, nie pozwalały na łatwe oderwanie się od książki. Warto podkreślić, że fabuła i przygody nastoletnich bohaterów powieści wciągają czytelnika od pierwszych stron. Tak było ze mną i cieszy mnie to najbardziej.

Pierwsze zdanie w powieści Kariny Bonowicz brzmi:

Ta książka nie jest chyba odpowiednia dla kogoś w twoim wieku?

I choć zabrzmiało dość przewrotnie, nie było skierowane do mnie/czytelnika, lecz do bohaterki, siedemnastoletniej Alicji, która od samego początku nie rozstawała się z egzemplarzem powieściCarrie Stephena Kinga. Dwie rzeczy zaskarbiły sobie moją przychylność już na wstępie, czyli to, że ja również od młodzieńczych lat zaczytywałam się w twórczości Kinga (co zostało mi do dziś) oraz fakt, że nigdy nie lubiłam pewnego szufladkowania książek w zależności od wieku odbiorcy, co nie znaczy, że będę polecać Misery pięciolatkom.

Wracając do bohaterki wykreowanej przez Karinę Bonowicz, czyli do wspomnianej Alicji, która w pierwszym rozdziale zmierza do miasteczka na Podkarpaciu o mrocznej nazwie Czarcisław, warto odnotować, że autorce udało się świetnie ukazać współczesną nastolatkę z jej obawami, przeżyciami, wewnętrznymi monologami i chęcią zrozumienia rzeczywistości, która ją otacza. Fakt, nie była to do końca zwyczajna nastolatka, jak i wielu innych bohaterów powieści Księżyc jest pierwszym umarłym, ale pomijając pewne nadnaturalne moce, nie różniła się niczym od młodych ludzi korzystających z portali społecznościowych, posługujących się swoistym kodem kulturowym, mających własne marzenia i pragnienia.

Takich bohaterów można spotkać w wielu zachodnich produkcjach filmowych oraz współczesnej literaturze, jednak ci stworzeni przez Karinę Bonowicz, mieli niepowtarzalną okazję zetknąć się z legendami i prastarymi wierzeniami Prasłowian, co w połączeniu z magią i niezwykłymi sekretami dało niezłą mieszankę, którą czyta się naprawdę dobrze.

Czarcisław to mała, zapomniana miejscowość, położona na zupełnym odludziu. Niemalże skansen, w którym znajduje się szkoła, gospoda i sklep spożywczy. Idealna sceneria, by opowiadać o słowiańskich rytuałach, o Welesie, który jako pan zaświatów i magii, nie pozostaje jedynie wizerunkiem w popularnych tatuażach, o guślnicach, nocnicach, wilkołakach czy strzygoniach. Całość podana jest w bardzo przystępny sposób, poprzez połączenie słowiańskich wierzeń z nowoczesnością. Bo dlaczegóż by współczesna wiedźma nie miała ubierać się w modne dżinsy, trampki i nie posługiwać się smartfonem?
Pomysł na fabułę, zajmujące przygody młodych ludzi, powiązanie odległej przeszłości z nieco mroczną i tajemniczą scenerią polskich Bieszczad, to jedne z ważniejszych zalet powieści Księżyc jest pierwszym umarłym. Jestem przekonana, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, tym bardziej że powieść nie posługuje się sztampowymi wzorcami, choć wiele znanych skądinąd wątków z pewnością w niej odnajdziecie.

Karina Bonowicz napisała książkę, którą czyta się z przyjemnością, najpierw poznając bohaterów i ich świat, a następnie przechodząc niemalże magiczną przemianę. Jak bowiem inaczej niż magicznym nazwać czas, który pozwala pochłonąć niemal sześćset stron w mgnieniu oka. To musi być jakiś słowiański urok!

Księżyc jest pierwszym umarłym to dopiero początek, ale za to jaki. Jeśli kolejne tomy cyklu okażą się równie dobre jak pierwszy, to będziemy mieli świetną serię fantasy, nie tylko dla młodych czytelników.

Czytając książkę Kariny Bonowicz, możemy też nieco bliżej poznać upodobania samej autorki, jej bohaterka, podobnie jak pisarka, uzależniona jest od kawy, coca - coli i ciętego humoru. Jeśli więc macie ochotę na dobrą książkę, z pewnością możecie ją czytać popijając swój ulubiony napój. Czy wszystko musi być zdrowe? Czy wszystko musi być realne? Czy musimy zawsze być poważni?
Z pewnością - nie!

Polecam lekturę powieści Księżyc jest pierwszym umarłym na długie wieczory tegorocznego lata (a kto przeczyta ten wpis zimą, też mu nie zaszkodzi). Czarcisław już na was czeka.

Ocena: 5/6
©Wasilka - Słowa jak marzenia
Fantastyka od zawsze jakoś mnie od siebie „odrzucała” – zarówno jeśli chodzi o literaturę, jak i o film. OK, Armageddon był wyjątkiem, bo lubię go, ale tylko ze względu na wątek romantyczny, który mnie zawsze wzrusza. Gdy dostałam maila z fragmentem powieści Kariny Bonowicz miałam go usunąć, ale ze względu na wolny czas przeczytałam. I już wtedy wiedziałam, że muszę w swoje ręce dostać całość.

Alicja to typowa buntownicza siedemnastolatka. Jest mieszkanką Warszawy, ale niestety po śmierci rodziców musiała przenieść się do tajemniczej wioski o nazwie Czarcisław, pod opiekuńcze skrzydła ciotki Tatiany. Zmiana życiowej sytuacji nie napawa jej optymizmem, ale dziewczyna nie ma wyjścia i musi się do wszystkiego dostosować. Nie wie tylko, jaki plan wobec niej ma ciocia…

Tatiana sprawuje pieczę nad Alą najlepiej, jak tylko potrafi. Dzieli się nią tajemnicą i wciąga do zgrupowania, które już na zawsze ma zmienić życie dziewczyny. Czarcisław to bowiem mała magiczna miejscowość owiana legendą, w której mieszkańcy zachowują się co najmniej dziwnie i pojawiają się w niej różne mityczne istotki… Alicja otrzymuje w „prezencie” wiedzę, której tak naprawdę wcale nie chciała, ale stało się. Od tego momentu nic już nie będzie takie jak przedtem. Ale to zmiana na plus, czy może na minus? Czy jej upartość zniweczy plan, który ktoś wobec niej ma? I przede wszystkim – czy bohaterka poradzi sobie w nowym świecie pełnym zaklęć i czarów?

Jeśli myślicie, ze bohaterami są tylko dwie kobiety, to srogo się mylicie. Wtajemniczonych jest więcej, a każda z tych osób wyróżnia się innymi cechami, co sprawia, że czytelnik nie może narzekać na brak mdłych bohaterów, którzy nic nie wnoszą.

Karina Bonowicz stworzyła powieść, w której połączyła mitologię słowiańską z współczesnym światem pełnym charakterystycznych elementów, które znamy z codzienności. I dla mnie to istny majstersztyk, bo wiem, jak wiele sprytu i inteligencji wymaga taki zabieg. Kolejny plus to bohaterowie wykreowani w taki sposób, że każdego z nich z chęcią bym poznała jeszcze bliżej! Jestem w ogromnym szoku, że fantastyka w tym wykonaniu tak bardzo przypadła mi do gustu. Z ręką na sercu mówię Wam, że ja – do tej pory przeciwniczka fantastyki z niecierpliwością czekam na dalsze losy Ali, bo wciągnęły mnie one niesamowicie! To chyba jakaś…magia.

Ocena: 4/6
©Czytam w pociągu
Wydawnictwo Initium z należytą starannością dba o miłośników Najlepszych Interesujących Książek. Doskonałym dowodem na moje słowa jest fenomenalna książka Kariny Bonowicz. Pierwsza część z cyklu Gdzie diabeł mówi dobranoc zatytułowana Księżyc jest pierwszym umarłym, to fascynująca powieść, która nie pozwoli Wam szybko zasnąć. Nie zmrużycie oczu, bowiem będą one z zaciekawieniem skupiać się na treści zawartej na kartach książki. Karina Bonowicz genialnie uknuła fabułę, która sprawia, że pragniemy ją wchłonąć niczym ulubioną przekąskę. Tak samo jest z historią, którą poznajmy na ponad pięciuset stronach.

Autorka zaprasza nas do świata siedemnastoletniej Alicji, która po śmiertelnym wypadku rodziców przeprowadza się do Czarcisławia. Dziewczyna pod opieką ciotki na Podkarpaciu nie czuje się komfortowo. Nastolatka szybko orientuje się, że otaczający ją ludzie nie są tymi, za których się podają. W pewnym momencie uświadamia sobie, że jej obecność w nowym miejscu nie jest przypadkowa. Dziewczyna odkrywa, że zesłana została w to miejsce, by zrealizować pewne zadanie. Wedle legendy, wiele stuleci temu czwórka przyjaciół w obawie przed ich czarami została przez mieszkańców wygnana z rodzinnej wioski. Po tym jak każdy z nich rozszedł się w cztery różne części świata, okazało się, że i tak znaleźli się w tym samym miejscu. Połączyło ich magiczne miejsce zwane „czarcim kamieniem”, gdzie wywołali diabła. Wydarzenie to miało nieodwracalne skutki dla wielu pokoleń.

Czy jednak po latach uda się odwrócić los i wrócić do normalności? Czy Alicja zdoła odnaleźć się w nowej rzeczywistości? Jak bardzo nowe realia zmienią jej mentalność? Co ciekawego czeka dziewczynę i jak bardzo zmieni to jej dotychczasowe życie? Przyznajcie sami, historia zapowiada się ciekawie. Proszę mi wierzyć intryga fabuły, powoduje, że nie odłożymy książki dopóki nie poznamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. A po odłożeniu książki w Waszych głowach kołatać będzie jedna zasadnicza myśl – kiedy pojawi się kolejna powieść Kariny Bonowicz, kiedy będziemy mieli przyjemność kontynuować niezwykłą przygodę? To co ujmuje w tej powieści, to nie tylko fabuła, lecz również lekkość stylu Kariny Bonowicz, który powoduje, że mkniemy przez książkę niczym na skrzydłach motyla – lekko zwiewnie i w mgnieniu oka.

Talent pisarki sprawił, że główna bohaterka zdaje się nie być tylko wymysłem fikcji literackiej, lecz jest bohaterką realną, a wszystko to, co poznajemy zdaje się być opisem prawdziwych wydarzeń. Autorka umiejętnie wprowadza opisy tak realne, że ciężko uwierzyć, że są tylko i wyłącznie obrazem wyobraźni. Księżyc jest pierwszym umarłym śmiało przypisać możemy do gatunku fantastyki czy też powieści przygodowej. Znajdziemy tu również nie tylko kilka kryminalnych wątków, lecz również miłośnicy słowiańskich wierzeń nie raz wracać będą do tej powieści, gdyż odnajdą w niej wiele interesujących smaczków. Zatem warto znaleźć chwilę wolnego czasu i sięgnąć po fantastyczną powieść sygnowaną nazwiskiem Kariny Bonowicz. Czyt-NIK poleca! Czyt-NIK patronuje!

Ocena: 6/6

©Czyt-NIK
Książki, które bazują na wierzeniach, sięgają po tradycję słowiańską, wprowadzają bohaterów inspirowanych czasami pogańskimi, przykuwają moją uwagę. Czasem wystarczy zerknąć na opis, albo przeczytać wzmiankę o danym tytule i wiem, że to pozycja, po którą sięgnę z przyjemnością. Sama lektura bywa różna, wiadomo że autor może poprowadzić akcję lepiej, lub gorzej, zepsuć dobry pomysł, albo z nieszczególnego wątku stworzyć arcydzieło. Po Księżyc jest pierwszym umarłym chciałam sięgnąć jak tylko przeczytałam o czym będzie poniższy tytuł. Czy lektura była udana?

Alicja, po śmierci rodziców, jest zmuszona przeprowadzić się do jedynej żyjącej krewnej - ciotki. Z Warszawy, niechętnie wyrusza do małej wioski, gdzie diabeł mówi dobranoc. Momentami dosłownie. Dziewczyna bardzo szybko zostaje wciągnięta w wir wydarzeń, które nie powinny mieć miejsca. Wilkołaki, wampiry, strzyki, dusznice, wiedźmy... Nagłe zgony i niespodziewane wypadki. Kim jest Alicja, o czym mówi rodzinna tradycja i czy będzie w stanie zakończyć wariactwo, które ciągnie się od setek lat?

Autorka stworzyła historię, która mocno bazuje na słowiańskich wierzeniach - choć w pierwszym tomie pojawiają się raczej te bardziej znane: strzygi, nocnice, guślnice oraz wilkołaki. Można znaleźć tu również odniesienia do religii chrześcijańskiej, którą reprezentuje diabeł. Połączenie tych elementów daje ciekawą wizję świata.

Alicja przybywa do małego miasteczka z przymusu, jedynie tam jest rodzina, która może się nią zająć. Od razu widać, że Czarcisław, miejsce do którego przyjeżdża, nie jest zwyczajną wioską. Dzieją się tam rzeczy niezwykłe, o czym bohaterka zostanie szybko uświadomiona. I trochę zmuszona do działań nad zerwaniem klątwy, czy jej się to podoba czy nie.

Pisarka stworzyła miejsce mroczne, niezbyt przyjazne, nawet dla zwykłego człowieka. Można w nim spotkać stworzenia, które będą potem śnić się w koszmarach. Wydarzenia nie stoją w miejscu, akcja biegnie, momentami bardzo szybko, a Alicja nie zawsze jest w stanie nad wszystkim zapanować i nadążyć. Czwórka nastolatków, których spotyka, okazuje się mieć drugą twarz, a nie każdy wydaje się przyjazny.

Historia osadzona w mrocznym świecie, opierająca się na motywach słowiańskich oraz chrześcijańskich, daje duże możliwości na dobrą powieść. Autorce udało się je w pełni wykorzystać. Stworzyła opowieść opowiadającą o nastolatkach, co może wskazywać, że jest to książka młodzieżowa, jednak jej mroczność sprawia, że będzie to idealna lektura dla każdego. Jednocześnie jest to powieść przygodowa, która cały czas zaskakuje główną bohaterkę, a wraz z nią czytelnika.

W historii pojawiają się również nawiązania do innych dzieł współczesnej kultury - można znaleźć odniesienia do Zmierzchu, Czystej Krwi czy Harrego Pottera, ujęte w sposób, który nie drażnią ani fanów ani przeciwników powyższych tytułów. Ciekawe rozwiązanie, które daje powiew świeżości.

Przez większą część akcja szybko biegnie do przodu, zaskakuje, aby w kulminacyjnym momencie zostawić czytelnika z mnóstwem pytań i niedokończonych wątków. Autorka wiedziała co robi robiąc cięcie właśnie w tym momencie, bo chciałoby się od razu sięgnąć po kontynuację. Na pewno nie jestem i nie będę jedyną osobą, która chciałabym poznać dalsze losy Alicji i osób z jej najbliższego otoczenia.

Podsumowując, autorka sięgnęła po składniki z różnych stron, zmieszała je ze szczyptą przygody, mrocznym klimatem i ciekawymi postaciami. Okrasiła to dobrym, lekkim stylem i tę miksturę nam podaje. Żeby się dobrze uwarzyła jeszcze długa droga, ale dobre gradienty sprawiają, że eliksir idzie we właściwą stronę i przyciąga kolejnych czytelników. Jeśli lubicie takie klimaty, ta książka jest idealną lekturą.

Ocena: 5/6
©Książkowe Wyliczanki
Nieustannie eksplorując kategorię ciekawych młodzieżówek fantastycznych tym razem sięgnęłam po książkę Kariny Bonowicz zatytułowaną Księżyc jest pierwszym umarłym, będącą połączeniem urban fantasy i horroru oraz pierwszym tomem cyklu Gdzie diabeł mówi dobranoc. Czyta się ją szybko i przyjemnie, bo akcja intensywnie wciąga, choć pozostałe elementy powieści mogłyby być trochę bardziej rozwinięte.

Główną bohaterką jest siedemnastoletnia Alicja, która właśnie straciła w wypadku oboje rodziców i musi wyprowadzić się z ruchliwej Warszawy do niewielkiego miasteczka na Podkarpaciu. Ma zamieszkać u starszej o zaledwie 9 lat od siebie ciotki Tatiany, która jest dla niej zupełnie obcą osobą, a także zacząć chodzić do miejscowej szkoły. A miasteczko Czarcisław to bardzo specyficzne miejsce – wszystko jest tu bowiem w skali mikro, a budynki wyglądają jak chatki z piernika. Jesteśmy dokładnie w punkcie przecięcia kultur. Rano idziesz do kościoła, a po powrocie wkładasz siekierę pod łóżko – mówi jej nowo poznana krewna. Alicja postanawia zatem być gruboskórna i trzymać wszystkich od siebie z daleka, jednak nieco traci rezon, gdy najpierw widzi obcą kobietę robiącą na jej widok znak krzyża, potem gubi się na prostej drodze, następnie spotyka wielkiego faceta, który grozi jej na cmentarzu, aż wreszcie poznaje legendę o czterech założycielach miasta, którzy zawarli pakt z diabłem i sprawdzili klątwę na wszystkich swoich potomków. I tak się rzecz jasna składa, że Alicja należy do rodziny jednego z nich, a jej nowi koledzy z klasy – nieco nudne, ale porządne bliźniaki w typie Wikingów Olga i Borys, łamacz damskich serc smagły Nikodem oraz przezywana Monster High mroczna Natasza – do pozostałych trzech. Na domiar złego po imprezie ginie jedna z uczennic i rozpoczynają się jej gorączkowe poszukiwania...

Najlepiej zrealizowanym aspektem utworu jest wyjątkowo umiejętne budowanie nastroju grozy. Opowieść wciąga dzięki temu skuteczniej niż ruchome piaski i nie pozwala oderwać się od fabuły ani na chwilę. Ponadto autorka co i raz serwuje zupełnie nieoczekiwane zwroty akcji, każąc spojrzeć na opisywanie wydarzenia zupełnie inaczej niż wcześniej, a do tego prezentuje dość oryginalne podejście do istot nadprzyrodzonych – używa nazw słowiańskich, typu wilkodlaki, strzygonie, nocnice i guślnice. Dla mnie osobiście najfajniejszym smaczkiem było zaś to, że językiem magii jest tu staro-cerkiewno-słowiański, a nie występująca zazwyczaj w popkulturze łacina. A na dokładkę pojawiają się starannie przemyślane rytuały magiczne. I jak na klasyczną młodzieżówkę przystało, to właśnie nastolatki mają do wykonania kluczowe zadanie, które wymaga od nich współpracy i sporego zaangażowania. W tej kwestii nic nie jest jednak łatwe – bo ciągle rezonują wzajemne sympatie i antypatie, na które nieustannie wpływają bieżące i przeszłe wydarzenia oraz buzujące hormony bohaterów. Z jednej strony to mała mieścina, w której wszyscy się znają, z drugiej jednak każdy ma swoje groźne dla innych tajemnice i nigdy nie wiadomo, czy można komukolwiek wierzyć.

Kolejnym istotnym elementem jest język, którym napisana jest powieść. I muszę Wam powiedzieć, że wygląda na to, że Marcie Kisiel zaczyna rosnąć poważna konkurencja – ponieważ Karina Bonowicz potrafi w zabawny i jednocześnie złośliwy sposób komentować różne współczesne zjawiska i bieżące sytuacje, zarówno w wypowiedziach i myślach bohaterów: Jakby się dowiedziała, że ktoś z własnej nieprzymuszonej woli czyta „Zmierzch”. czy słowami narratora: Wyglądał jak Eric Northman, który wykupił wycieczkę na Malediwy, a dopiero potem przypomniał sobie, że jest wampirem. Zdarzają się też przytomne życiowe uwagi: Kłamała jak każda kobieta w sprawie wagi.. Jak widać z powyższych cytatów, pisarka ma sporą wiedzę o współczesnej popkulturze i nie waha się jej użyć. Oprócz Zmierzchu czy cyklu o Sookie Stackhouse nawiązuje też wielokrotnie do Harry'ego Pottera, i niemiłosiernie wręcz wyżywa się na siostrach Kardashian oraz rzeczach ważnych dla współczesnej młodzieży, czyli SMS-ach i imprezach.

Bohaterowie są skonstruowani dość ciekawie, szczególnie siedemnastolatkowie z rodzin założycielskich, jednak z wyjątkiem głównej bohaterki, która nie zrobiła na mnie zbyt dobrego wrażenia. Wychowana w racjonalnej rodzinie, ma prawo czuć się zagubiona, a jej rola polega rzecz jasna na pomocy czytelnikom przy wejściu w ten nowy świat, jednak w moich oczach jest po prostu wkurzająca i skrajnie egoistyczna, a przy tym zupełnie nieostrożna. Nie pomaga też ciotka Tatiana, która zamiast powiedzieć wprost, co jej grozi i uczyć używania magii, nie wiedzieć czemu bawi się w dziwaczne podchody. Nie do końca uwierzyłam też w sposób funkcjonowania lokalnej społeczności – niby wiedzą, kto się z kim za chałupą całował, a łykają bajeczki o rozszarpaniu ludzi przez wilki. Zaś w kwestii uniwersum najlepiej przemyślanym wątkiem jest sama klątwa i możliwość jej zdjęcia, nieco mniej dopracowana jest podstawowa charakterystyka poszczególnych nadprzyrodzonych ras, choć liczę, że w kolejnych tomach dowiemy się o nich nieco więcej, szczególnie o guślnicach.

Podsumowując, Księżyc jest pierwszym umarłym zgrabnie łączy elementy urban fantasy i horroru, pokazując przesyconą konfliktami lokalną społeczność czterech rodzin istot nadprzyrodzonych, w której pojawia się nowy, nieświadomy niczego członek. Napięcie niejednokrotnie sięga zenitu, zagadka goni zagadkę, a grupa nastolatków staje przed ogromnym wyzwaniem zdjęcia ciążącej na ich familiach wielowiekowej klątwy. Ale jak to zrobić, gdy nikomu nie można ufać? Zaś dodatkowym smaczkiem jest zabawny, zabarwiony cynizmem język narracji, dzięki czemu powieść czyta się wyjątkowo gładko. Idealna lektura na wakacyjne odprężenie; i mimo że niepozbawiona wad, to z chęcią sięgnę po kolejny tom cyklu Gdzie diabeł mówi dobranoc, by przekonać się, czy kolejne pokolenie przełamie niepowodzenia poprzednich.

Ocena: 4/6
©Głodna Wyobraźnia
Tajemnice, sekrety, zagadki wydają się bardziej intrygujące gdy dotyczą kogoś innego niż nas samych. Czasem pod pozorami zwyczajności kryje się prawda przekraczająca jakiekolwiek wyobrażenie o tym, co faktycznie jest rzeczywiste. Nowy punkt widzenia daje możliwość spojrzenia na świat o wiele szerzej niż do tej pory, ale nie można zapominać o pewnym haczyku – powrót do tego, co było jest niezwykle trudne i pytanie czy w ogóle możliwe …

Nie tak sobie wyobrażała najbliższą przyszłość Alicja, nagle została sierotą, musiała opuścić Warszawę i przeprowadzić się do małego miasteczka gdzieś na Podkarpaciu. Jedyna żyjąca krewna jest dla niej obcą osobą, zresztą wszystko w nowym miejscu zamieszkania jest całkowicie różne od tego, co jest jej znane. Mieścina gdzie diabeł mówi dobranoc … jak się okazuje prawie dosłownie. W rzeczywistości Czarcisław ma dość osobliwe oblicze, podobnie jak i jego mieszkańcy, w tym miejscu nic nie jest takie jak się wydaje, zresztą tajemnic jest o wiele więcej, a w samym ich centrum znajduje się nie kto inny jak właśnie przybyszka ze stolicy. Rodzinna przeszłość kryje w sobie wiele znaków zapytania, nowi znajomi oraz ciotka wydają się być z nią doskonale zaznajomieni, jedyną osobą, która nie ma pojęcia co się dzieje jest Alicja. Jakby tego było mało ma do wypełnienia ważne zadanie, od którego zależy bardzo wiele, wywierana presja jest ogromna, lecz dlaczego właśnie ona musi mu podołać, a wpierw zdecydować się by wziąć w nim udział? Życie siedemnastolatki i bez tego jest trudne, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę ostatnie wydarzenia jakie miały miejsce. Jednak w Czarcisławiu priorytetem są sprawy zupełnie odmienne niż gdziekolwiek indziej. To, co kiedyś przytrafiło się przodkom kilku rodzin rzuca cień na kolejne pokolenia, także i na samą Alicję. Po jakiej stronie powinna się opowiedzieć i komu zaufać? Wróg i przyjaciel to czasem bardzo elastyczne pojęcia, podobnie zresztą jak i określenie co jest rzeczywiste, a co legendą lub niesamowitą plotką. Małe podkarpackie miasteczko ma w zanadrzu bardzo dużo sekretów, poznanie niektórych z nich może skutkować odkryciem swojego prawdziwego „ja” …

Ostatnio coraz więcej rodzimych twórców sięga do słowiańskich korzeni, niekiedy są to bardziej dosłowne inspiracje, czasem tylko punkt wyjścia do opowiedzenia całkiem nowej historii. Gdzie diabeł mówi dobranoc jest spod znaku drugiej opcji, w jakiej czytelnik odnajduje ślady dawnych mitów i wierzeń wplecionych w całkowicie współczesną opowieść. Intrygująca układanka z tego, co mniej lub bardziej znane, oraz wydającej się nieograniczonej wyobraźni pisarki już od samego początku smakuje intrygująco, im dalej czytelnik zagłębia się w zapisane strony otrzymuje niesamowitą porcję wyśmienitej lektury. Duża w tym zasługa w plastycznie oddanych krajobrazach z mocną nutą bieszczadzkiej tajemniczości oraz diabelnie dobrze skonstruowanych postaci. Nadnaturalny klimat nie jest przesadzony, ale dopełnia wątki, będąc jednocześnie ich integralną częścią oraz podkreślając je. W fabule Gdzie diabeł mówi dobranoc nadnaturalność obserwujemy z dwóch perspektyw, poznajemy ją wraz z bohaterką, towarzysząc jej podczas poznawania tego, co wydaje się niemożliwe, lecz jest jak najbardziej realne. Karina Bonowicz odczarowuje paranormalny gatunek ze schematyczności oraz powtarzalności i równocześnie odciskając w niej swój ślad. Śmiało można powiedzieć, że cudze chwalicie, swego nie czytacie.

Ocena: 6/6
©Taki jest świat
Według legendy, wiele stuleci temu czwórka przyjaciół została wygnana z rodzinnej wioski, gdyż ludzie lękali się ich czarów. Rozeszli się w cztery strony świata, ale zadziwiającym zbiegiem okoliczności i tak wszyscy dotarli w to samo miejsce – do czarciego kamienia. Tam wywołali diabła i dobili z nim targu... Ich potomkowie przez wieki odczuwali skutki tego paktu i bezskutecznie próbowali się z niego wywikłać. Czy przedstawicielom kolejnego pokolenia uda się wreszcie wrócić do normalności? Jakie przeszkody będą musieli wcześniej pokonać? Z jakimi przeciwnikami się zmierzyć? Jakich sojuszników pozyskać? Małe miasteczko na odludziu stanie się sceną niezwykłych wydarzeń.

Po niespodziewanej śmierci rodziców siedemnastoletnia Alicja trafia pod opiekę ciotki, która mieszka w posępnym miasteczku na Podkarpaciu o mrocznej nazwie Czarcisław. Niezbyt zachwycona wyjazdem z Warszawy, dziewczyna nie czuje się dobrze w nowym miejscu, najwyraźniej pełnym dziwaków i kryjącym jakieś ponure sekrety. Zagubiona nastolatka krok po kroku odkrywa, że nikt tu nie jest tym, za kogo się podaje. Sama też musi zmierzyć się z brzemieniem swojej prawdziwej natury i wykonać niebezpieczne zadanie.

Są takie książki, które porywają już od pierwszej strony, fascynują klimatem, intrygują niemal do tego stopnia, że czytelnik odczuwa czystą euforię. Najnowsza powieść Kariny Bonowicz zdecydowanie do nich należy i jestem pewna, że wkrótce będzie o niej bardzo głośno na polskim rynku wydawniczym. Pisarka naszkicowała doskonałe połączenie młodzieżowej przygodówki z bystrym humorem, nutką grozy i dodatkowo dopieściła je fascynującymi wierzeniami słowiańskimi, tworząc tym samym porywającą lekturę zarówno dla młodszych, jak i starszych czytelników. Całość nakreślona jest wyjątkowo lekkim, przyjemnym i sugestywnym piórem, dzięki czemu czytanie stanowi nie tylko niezapomnianą frajdę, ale i zabiera nas w pasjonującą, w pełni angażującą podróż w nieznane, wręcz magiczne miejsce.

Tutaj ludzie wciąż wierzą, że czosnek odstrasza nie tylko komary, ale i upiory, a włożenie ciuchów na lewą stronę odczynia urok. Nic nie poradzisz. Jesteśmy dokładnie w punkcie przecięcia kultur. Rano idziesz do kościoła, a po powrocie wkładasz siekierę pod łóżko.

Bezsprzecznie, świat wykreowany przez autorkę należy do interesujących i zaskakujących. Wykazała się świetną wyobraźnią, ale również umiejętnie wplotła do fabuły stare słowiańskie wierzenia. Akcja rozgrywa się w malutkim miasteczku, gdzie każdy się zna na wylot. Sprawia to, że atmosfera książki wydaje się zacieśniona, nawet duszna. Spotkamy tu także wiele istot nie z tego świata, takich jak czarownice, wilkołaki czy wampiry, a ściśle mówiąc będą to guślnice, nocnice, strzygonie oraz wilkodlaki, a te pierwsze w nawiązaniu do popularnych obecnie ekranizacji filmowych zostaną starannie, lecz przecież inteligentnie wyśmiane przez naszych bystrych bohaterów. Gwarantuję, że każdy, kto lubuje się w mitologii słowiańskiej, a przy tym chętnie sięga po książki naszpikowane świetnym humorem, będzie zachwycony powieścią „Księżyc jest pierwszym umarłym”.

W każdym pokoleniu miało urodzić się jedno dziecko obdarzone jakimiś magicznymi właściwościami. I tylko od niego miało zależeć, czy zaprzeda swoją duszę diabłu, czy nie. W tym właśnie rzecz. Diabeł nie zabierał nikogo wbrew jego woli.

Nakreślone postacie to osoby nietuzinkowe, błyskawicznie zyskujące uwagę i sympatię czytelnika. Wyróżniają się nie tylko wyjątkowymi zdolnościami, ale również ciętym językiem i genialnym poczuciem humoru. Ich zabawne, niewymuszone, przesiąknięte sarkazmem i błyskotliwością dialogi wielokrotnie wywołują niekontrolowane wybuchy śmiechu i umożliwiają lepsze poznanie. Bardzo zżyłam się z naszkicowanymi bohaterami i z ogromnym entuzjazmem będę czekać na następny tom, by kontynuować tę wspaniałą przygodę.

Jeżeli czwórka potomków założycieli pochodząca z jednego pokolenia opowie się przeciwko diabłu i odprawi rytuał odwołujący, klątwa zostanie złamana. Potomkowie zostaną pozbawieni magicznych mocy, a następne pokolenia będą już wolne od tego brzemienia.

Gdzie diabeł mówi dobranoc. Księżyc jest pierwszym umarłym to niesłychanie obiecujący wstęp do pasjonującego cyklu o naszej niesamowitej i satysfakcjonującej mitologii słowiańskiej. Wartka akcja, pełna zagadek, tajemnic i niedomówień, sympatyczni, intrygujący bohaterowie, ciekawie skonstruowana rzeczywistość, stworzenia nie z tego świata, tajemnicze rytuały, intrygujące legendy, cudowne zdolności, a wszystko dopieszczone niesłychanie inteligentnym, błyskotliwym dowcipem. Ta książka to po prostu doskonała, wciągająca mieszanka wierzeń słowiańskich, niebezpiecznego, lekko złowrogiego klimatu i solidnej porcji świetnego poczucia humoru. To jedna z tych pozycji, które całkowicie odrywają od rzeczywistości, sprawiają, iż momentalnie zapominamy o wszelkich kłopotach i po prostu oddajemy się magicznej, zarazem trzymającej w napięciu, jak i relaksującej przygodzie. Polecam całym sercem!

Ocena: 6/6
©Z fascynacją o książkach
Jak mnie zachęcić do przeczytania powieści z gatunku, za którym niespecjalnie przepadam? Wystarczy, że napisze ją Karina Bonowicz. To pisarka, w której talent literacki tak mocno wierzę, że przeczytałabym nawet instrukcję obsługi młota pneumatycznego, gdyby takową popełniła. Jeśli jeszcze nie znacie Bonowicz, to teraz jest dobra okazja, żeby to zmienić. Ta powieść naprawdę sama SieCzyta!

Po śmiertelnym wypadku samochodowym rodziców siedemnastoletnia Alicja zostaje „zesłana” do Czarcisławia na Podkarpaciu, gdzie ma zamieszkać z ciotką. Perspektywa życia z dala od miasta i dawnych przyjaciół przeraża ją, ponieważ zwiastuje potworną nudę. Jak się okazuje jednak, ta ostatnia wcale dziewczynie nie grozi. W Czarcisławiu bowiem mieszka plejada przedziwnych magicznych postaci, które na przybycie Alicji czekają z niecierpliwością i jednocześnie wielką nadzieją, że w końcu odmieni ich parszywy los. Przed siedemnastolatką kilka naprawdę intensywnych, a momentami przerażających dni, które wywrócą jej w miarę uporządkowany świat do góry nogami.

Nocnice, strzygi, wilkołaki i guślnice. Do tego magiczne formuły w staro-cerkiewno-słowiańskim, czarcie kręgi, poszukiwanie tajemniczego naczynia i odwoływanie diabła. Miłośnicy fantasy, słowiańskich legend i dobrej przygody na pewno nie będą się nudzić podczas lektury pierwszego tomu serii „Gdzie diabeł mówi dobranoc”. Dreszczyk emocji poczują także kryminalni wyjadacze, bo w powieści nie brakuje napięcia, krwi i mrocznych zagadek, które czekają na wyjaśnienie. I choć okładka wyraźnie skręca w stronę literatury młodzieżowej (zresztą to młodzież właśnie jest tu głównym bohaterem), to historia, przy której wyśmienicie będą się bawić nie tylko młodzi czytelnicy. A wszystko za sprawą niepowtarzalnego stylu Kariny Bonowicz, która nie tyle używa języka jako narzędzia, ile się nim w najlepsze bawi − i to z taką lekkością i literacką świadomością, że śmiało można ją nazwać wirtuozem słowa. Do tej zabawy wykorzystuje m.in. czarny humor, ironię, a czasem wręcz sarkazm, które były obecne już w jej poprzednich powieściach (między innymi I tu jest bies pogrzebany), a które stały się znakiem rozpoznawczym pisarki. Bonowicz bez skrępowania szydzi nie tylko z ludzkich przywar, ale i z tworów popkultury, co chwila wprawiając nas w radosny nastrój. Co ważne jednak, tam gdzie tego wymaga sytuacja, potrafi zachować powagę i skłonić do głębszej refleksji. Bo jej najnowsza powieść to nie tylko dobrze skrojona przygoda z magią i humorem w tle, lecz także niezwykle życiowa opowieść o odwiecznej walce dobra ze złem, odkrywaniu tożsamości, młodzieńczej odwadze i uporze oraz próbach odnalezienia się w rzeczywistości, która wymyka się wszelkim logicznym regułom.

Siedemnastoletnia Alicja niespodziewanie zostaje rzucona w wir wydarzeń, które nie sposób ogarnąć rozumem. Co więcej, w związku z piętnem, jakim zostali naznaczeni niektórzy członkowie jej rodziny, ciąży na niej ogromna odpowiedzialność za – można by rzec – losy świata. Zadanie, które zostało jej wyznaczone, jest diabelsko trudne i wiąże się z ogromnym niebezpieczeństwem. Tym bardziej że wokół Alicji kręcą się osoby tak niejednoznaczne i wręcz ociekające tajemnicą, że właściwie do końca trudno się połapać, kto tak naprawdę jest dobry, a kto wręcz przeciwnie. Dzięki temu jednak niemalże do ostatnich zdań czujemy dreszczyk emocji rozchodzący się po ciele. Bonowicz lubi zaskakiwać i z pełną premedytacją co rusz podsuwa fałszywe tropy. Naprawdę emocjonujących zwrotów akcji jest co najmniej kilka, a zakończenie zapowiada równie intrygujący ciąg dalszy.

Bardzo się cieszę, że i tym razem zaufałam talentowi Bonowicz, do czego i Was gorąco namawiam. Ta powieść to doskonałe antidotum na szaroburą rzeczywistość, świetnie przygotowana wyprawa do świata magii i słowiańskich legend z jedną z najzabawniejszych przewodniczek.

Za wyjątkowe poczucie humoru i fakt, że ani przez chwilę się nie nudziłam (a przecież fantasy i młodzieżówki to ewidentnie nie moje klimaty), z ogromną przyjemnością daję maksa.

Ocena: 6/6
©SieCzyta
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć