Ale z naszymi umarłymi
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.10 / 5.00
liczba ocen: 157
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
29.90 złpremium: 17.94 zł
23.32 zł
29.90 zł
29.90 zł
Pozostałe księgarnie
20.33 zł
23.65 zł
25.07 zł
25.41 zł
25.42 zł
26.91 zł
26.91 zł
27.00 zł
Opis:

„Do Europy — tak, ale razem z naszymi umarłymi”, pisała Maria Janion. Ta myśl stała się punktem wyjścia powieści Jacka Dehnela, w której trochę śmieszno, trochę straszno, a na pewno bardzo aktualnie.

W pewnej krakowskiej kamienicy mieszka cały przekrój polskiego społeczeństwa. W tym Kuba i jego chłopak, Tomek. Kuba jest dziennikarzem. Wraz z ekipą telewizyjną trafia na cmentarz w Cikowicach pod Bochnią, skąd napływają informacje o napadach na groby i wykradzionych ciałach. Nie byłoby w tym może nic aż tak niezwykłego, gdyby nie jeden zagadkowy szczegół — nagrobne płyty zostały rozbite… od środka.

I wtedy zaczyna się prawdziwe literackie szaleństwo! Kolejny cud nad Wisłą? Próba mająca zjednoczyć naród? Polska w ferworze! Medialna gorączka, polityczne oskarżenia i społeczne nastroje, od paniki po euforię. Tymczasem sytuacja stopniowo wymyka się spod kontroli… Bo są na świecie rzeczy, o których nie śniło się czytelnikom.

CYTATY:
Im słabsze są nowe świętości, tym bezwzględniej trzeba ich bronić.
Recenzje blogerów
Prozę Jacka Dehnela znam nie od dziś, a i po poezję tegoż autora zdarza mi się sięgnąć. Urodzony w Gdańsku pisarz nie ogranicza się do jednej stylistyki, a jego książki dość wyraźnie dzielą się na takie, które można zaliczyć do literatury wysokiej (jak Matka Makryna czy Balzakiana), jak i takie, które są „lżejsze” gatunkowo (przede wszystkim pisane wraz z mężem Piotrem Tarczyńskim kryminały retro o profesorowej Szczupaczyńskiej). Do tej drugiej grupy dołączyła właśnie samodzielna powieść autora, rzecz o na wskroś polskiej zombi apokalipsie – Ale z naszymi umarłymi. Tytuł to oczywiście nawiązanie do zbioru szkiców i wywiadów Marii Janion „Do Europy tak, ale razem z naszymi umarłymi”. Profesor Janion zajmuje się w nim tematyką głębokich zmian, jakie nastąpiły w Polsce po odzyskaniu niepodległości w 1989 roku i transformacji ustrojowej. Interesuje ją nasze, Polaków, dziedzictwo: jak się okazuje, tytułowi „nasi umarli” to przede wszystkim Żydzi. Już po tytule widać więc, że najnowsza książka Jacka Dehnela to rzecz przewrotna, lekko zabawna, dość straszna, a przy tym stanowczo niegłupia.

Główni bohaterowie powieści mieszkają w kamienicy na krakowskim Podgórzu. Mamy tu przekrój niemal całego polskiego społeczeństwa: jest więc pani Lola, słuchaczka Uniwersytetu Trzeciego Wieku, i jej zgryźliwy mąż; Kuba, sfrustrowany reporter lokalnej telewizji, i jego chłopak, wiecznie ślęczący nad doktoratem Tomek; nastoletnia Kamila, córka bogobojnych i ciągle kłócących się rodziców, rozklejająca homofobiczne wlepki; międzynarodowa para, Dorota i Kenneth; i pan Włodek, inwalida z sutereny. W ich codzienność wkracza dziwne wydarzenie, o którym pierwszy (jako dziennikarz) dowiaduje się Kuba: na cmentarzu pod Krakowem dochodzi do tajemniczego zniknięcia zwłok. I nie są to bynajmniej jedne zwłoki, bowiem zaginionych szczątek jest więcej, a płyty nagrobne wyglądają jak rozbite od środka… Dziwaczna kradzież? Dzieło miejscowych wandali? Po co komu stare kości? Dość szybko okazuje się, że nad Polskę nadciąga inwazja zombich. Tak zwani „powróceni” nie są jednak groźni i nie atakują żywych. Do czasu…

- Bo ja, proszę pana, całe życie na to… całe życie… I mogą sobie mieć Niemcy te mercedesy, Japończycy te małe radyjka, komputery te wszystkie, nie wiem, roboty jakieś kosmiczne, Amerykanie mogą mieć niewidzialne bombowce czy myśliwce, NASA, na Księżycu wylądowali, ale to… to, co my, Polacy, mamy… przepraszam, to ze wzruszenia… tego nie ma nikt… nikt! Słyszycie?! — Tu rozglądał się po twarzach przechodniów, a oni słyszeli, bo w tej chwili darł się już na cały głos. — To jest nasz polski wkład… I za to ja panu — zwracał się do obojętnego zombiego — osobiście składam podziękowania. Szczere. I od serca.

Zombi szybko stają się atrakcją, ba, dumą narodu. Polacy zaczynają czuć do nich wyjątkową estymę, bo wiadomo, jako naród ogólnie mocno zapatrzony w przeszłość, w historię, w te wszystkie bitwy i powstania, im bardziej krwawe i przegrane, tym silniej hołubione i świętowane, mają ogromny szacunek dla swoich przodków. Nieważne, że z owymi przodkami nie da się nawiązać żadnego kontaktu, że zwłoki są mocno niekompletne po przebywaniu w grobie, że gniją, że nieładne, że – powiedzmy to szczerze – miny (o ile w ogóle jakieś mięso ostało się na czaszce) mają raczej tępawe, grunt, że to nasi antenaci, nasi bracia zmartwychwstali, nasi „powrotowcy”. Mówić o nich „zombi” już nie wypada. A potem… powstali z grobów zaczynają gryźć. Ale tylko obcych gryzą, tylko nie-Polaków! I cud, cud oto się dzieje! Każdy obcokrajowiec zamienia się w „powrotowca”, który ku chwale Ojczyzny maszeruje, kościstą ręką się przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej żegna, i ruszywszy za zmartwychwstałymi przywódcami naszego narodu, jak na przykład Józef Piłsudski czy Tadeusz Kościuszko, odzyskuje kolejne obce ziemie, odzyskuje je dla Rzeczpospolitej Polskiej! No czyż to nie jest piękne? Jak zakończy się ta zombi-ekspansja, czy polscy ożywieńcy opanują cały świat?

Jacek Dehnel, spytany podczas spotkania w ramach Big Book Festival o to, dlaczego nie napisał w Ale z naszymi umarłymi happy endu, odparł lekko zdziwiony: „A pan widzi, co się obecnie dzieje w tym kraju? Ogląda pan telewizję, czyta gazety? Czy ja mogłem w takiej sytuacji napisać szczęśliwe zakończenie?”. Jest to jakże czytelna wskazówka do tego, jak można odczytać tę powieść o zombich. I nie jest zaskoczeniem, że to historia o współczesnych nam czasach, o absurdalnym, źle pojmowanym patriotyzmie, gdzie chuligan z zakrytą twarzą, orłem na piersi i hasłem „Śmierć wrogom Ojczyzny” na transparencie to lepszy Polak, niż przeciwnik (lub sceptyk) obecnego rządu, lewak, gej, feministka, ateista czy uczestnik czarnych protestów. Hasło „Kto nie z nami, ten przeciwko nam” jest znów aktualne i obecne w dyskursie publicznym, dominuje wyciąganie na wierzch „jedynej słusznej prawdy” i przeinaczanie faktów, ogłupianie narodu, pokazywanie palcem wyimaginowanego wroga i szczucie Polaków na siebie nawzajem. Bardzo smutne czasy nastały i nie dziwi fakt, że Dehnel, zaniepokojony obecnymi nastrojami, dał tym niepokojom i strachom wyraz w książce. Zaskoczeniem może być jedynie to, że dostaliśmy oto opowieść o polskich zombich: i szczególnie na początku książki jest dość zabawnie, w taki kąśliwie-inteligencki sposób. Szybko jednak miny nam rzedną, tak samo jak i bohaterom, bo zamiast śmieszno robi się straszno.

Jacek Dehnel proponuje czytelnikom książkę w wersji light, ale wciąż pisaną pięknym językiem i niepozbawioną głębi. Widać, że autor jest świetnie osłuchany ze współczesnym językiem mediów, ale i ulicy, potrafi bowiem „dać przekonujący głos” zarówno starszej pani Loli, trzydziestokilkuletnim gejom, jak i nastolatce Kamili. Pisarz dokonuje w Ale z naszymi umarłymi reinterpretacji romantycznych wzorców i stawia pytanie, czy Polska stanie się Chrystusem, czy raczej zombim narodów? Czy z przeszłości należy być bezwzględnie dumnym, a tradycja zawsze powinna być kultywowana? Czy ci, których obwołaliśmy bohaterami, sprawdziliby się w dzisiejszych czasach? Czy jeśli mamy wkroczyć dumnie do Europy to tylko – dosłownie – z naszymi umarłymi? I co na to sami umarli? Jacek Dehnel co prawda nie oddaje im głosu, bo zombi nie mówią, ale świadczą za nich jasno ich czyny. Sytuacja może wymknąć się spod kontroli, a nienawiść i brak szacunku do różnorodności i inności muszą w końcu dać groźny i straszny efekt. Pomyślmy o tym, zanim będzie za późno. A może już jest?

Można oczywiście zarzucić autorowi, że ta historia jest mało odkrywcza, że to właściwie już było, że całość trąca Ignacym Karpowiczem (trochę rzeczywiście trąca, ale ja akurat prozę Karpowicza lubię, więc mnie to specjalnie nie razi), ale w moim odczuciu to po prostu bardzo dobra literatura pop, która ostrzega i grozi Polakom palcem. Do przeczytania, przemyślenia, pomruczenia pod nosem, że żarty się skończyły. Polecam.

Ocena: 5-/6
©tanayah czyta
Ale z naszymi umarłymi to najnowsza książka Jacka Dehnela, która mocno może zaskoczyć jego dotychczasowych czytelników. Autora znałam przede wszystkim dzięki tekstom wysoce inteligentnym (“Matka Makryna”), wrażliwym (“Lala”), czy niebanalnym (seria o profesorowej Szczupaczyńskiej). Po przeczytaniu najnowszej książki, moja dotychczasowa opinia nieco się rozmyła. Dehnel oddaje nam w ręce dzieło zupełnie inne, niż moglibyśmy się spodziewać. Czym zaskakuje autor?

Ale z naszymi umarłymi – Polacy wstają z grobów

Bohaterami książki są mieszkańcy krakowskiej kamienicy. Serwowany nam zostaje przekrój niemalże całego polskiego społeczeństwa: jest inteligentna staruszka i zgryźliwy mąż, para gejów, katolicy, homofobowie, a nawet związek międzynarodowy. Każdy prowadzi swoje życie i zmaga się ze swoimi problemami. Czasem ze sobą rozmawiają, czasem sobie pomagają. Ale bywa i tak, że wzajemnie się nienawidzą. Po prostu codzienność. Wszystkich ich interesuje jednak jeden temat: Polacy wstający z grobów.
Jeden z bohaterów, Kuba, robi reportaż do telewizji o zniszczonych grobach. I chociaż wydaje mu się, że to kolejny nudny, lokalny temat, tak naprawdę ten dzień ma być przełomowym wydarzeniem w jego życiu. Bohaterów zaczyna zastanawiać fakt, iż płyty nagrobne są zniszczone od wewnątrz, że brakuje ciał. Wkrótce okazuje się, że Polacy wstają z grobów. Powtórnie do życia budzą się zwykli obywatele i wybitne jednostki. Ten fenomen ma przynieść Polsce międzynarodową sławę.

Jacek Dehnel po raz kolejny zaskakuje – ale czy pozytywnie?

Muszę przyznać, że opis fabuły, zamieszczony na tyle książki bardzo mnie zainteresował. Przeczytałam tam o reinterpretacji romantycznych wzorców i czarnym humorze, co w wykonaniu Dehnela oczywiście mogłoby być dobre. Powiedzmy sobie szczerze: ciętą ripostę i sarkastyczne komentarze autor ma opanowane do perfekcji. Tymczasem zaczynając czytać książkę o zombie czułam się nieco zażenowana. Dehnel stara się wykreować mocny, ironiczny komentarz do współczesnej polskiej rzeczywistości. Bohaterowie są przedstawieni w skrajnościach; jak para gejów, to sodoma, jak katolicy, to homofobowie (i odwrotnie: jak homofobowie, to katolicy). Polskę również przedstawia w skrajnościach. Dehnel zawiera w swojej książce chyba wszystkie negatywne cechy Polaków (oczywiście również przerysowane). Jesteśmy zaściankowi, rasistowscy, zamknięci, zaślepieni.
Czy w tej nadzwyczajnej rzeczywistości Polska będzie Chrystusem narodów, czy zombie narodów?

Ale z naszymi umarłymi – dlaczego właściwie zombie?

Dehnel stara się tę naszą współczesną Polskę obedrzeć z “polaczkowatości” i pokazać jej cechy. Zombie, nawet jeśli łagodne i niegroźne nie może być przecież bohaterem pozytywnym. Powód jest prosty: nie ma mózgu. Na pytanie, jaki jest nasz naród, w momencie, gdy zachwycamy się wstającymi z grobów i uważamy je za fenomen, jest w tym przypadku bardzo prosta.
Pokusiłam się również o interpretację żywych trupów, jako grupy narodowców, którzy zaślepieni prą naprzód, bronią kraju, wierząc w błędne ideały.

O samej fabule nie można powiedzieć za wiele. Toczy się niezwykle leniwie. Dynamiki nie dodaje nawet fenomen żywych trupów.
Nie potrafiłam załapać tej nici porozumienia z bohaterami, co zwykle, i wczuć się w ich problemy. Niestety w tym przypadku miałam wrażenie, że Dehnel wykreował bohaterów dość płytkich, powierzchownych i nijakich. Zazwyczaj byłam pewna uznania dla autora za postaci tak rzeczywiste, jednak tym razem były one po prostu miałkie i pospolite.

Zazwyczaj z wypiekami na twarzy czytam książki, które przedstawiają trafny (nawet jeśli w formie pastiszu) komentarz do współczesności. Jestem zdania, że warto słuchać innych, by wyrobić własną opinię i mieć szerokie pojęcie na dany temat. Tym razem jednak Dehnel mnie nie przekonał. Po raz pierwszy czytanie jego książki było dla mnie nie przyjemnością, lecz podobnie jak do bohaterów żyjących w erze zombie, próbą przetrwania.

Ocena: 2/6
©Jej Wysokość Literatura
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć