ebook Jeszcze się kiedyś spotkamy
3.97 / 5.00 (liczba ocen: 73)

Jeszcze się kiedyś spotkamy
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
E-book - najniższa cena: 16.45
-31% 16.45 zł Lub 14.81 zł
29.90 złpremium: 17.94 zł Lub 17.94 zł
23.92 zł
25.42 zł
29.90 zł
-31% 16.45 zł
19.14 zł
20.90 zł
22.43 zł
22.43 zł
23.92 zł
24.43 zł
26.91 zł
27.00 zł
27.51 zł
29.90 zł z kodem: 19.90 zł
Inne proponowane

Są takie historie, które zostają w nas na zawsze. Są takie osoby, których nigdy nie zapominamy… Wzruszająca opowieść o różnych obliczach miłości wykradzionych wojnie, życiowych wyborach i rodzinnych tajemnicach, które wpływają na nas bardziej niż myślimy.

„Ja już nie czekam. Chwytam każdy dzień i się do niego uśmiecham. Wierzę, że będą w nim cudowne chwile…”

Ile razy zadawali sobie pytania jak potoczyłoby się ich życie, gdyby nie wojna? 
Adela, Franciszek, Janek, Rachela, Joachim i Sabina mieli wielkie plany i marzenia. Przeżywali pierwsze miłości i prawdziwe przyjaźnie. Nie było ważne, że ktoś ma nazwisko żydowskie, niemieckie czy polskie. Po prostu byli przyjaciółmi. Wojna zmieniła wszystko. Wiele lat później, wnuczka Adeli, Justyna, przeżywa kryzys małżeński. Dopiero wówczas poznaje historię swojej babki i jej przyjaciół. Historię, która zmienia ją na zawsze. 
Bo to, kim jesteśmy nie zależy wyłącznie od naszych genów, czy wychowania, ale również od przeżyć naszych przodków. Od wszystkich tajemnic, które krążą w naszych rodzinach do kilku pokoleń wstecz…

Jeszcze się kiedyś spotkamy od Magdalena Witkiewicz możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Jak się czeka na właściwy moment, to można go przegapić. Bo skąd masz wiedzieć, że to właśnie ten? Może on jest akurat teraz?
Ktoś, kto powinien być wrogiem, może okazać się przyjacielem, a najbliższa osoba, pozornie życzliwa, może wbić nóż w plecy, a przy tym uśmiechać się jak zawsze.
Najcenniejsze, co możesz dać drugiemu człowiekowi, to twój czas.
Jestem zauroczona tą powieścią i pełna podziwu dla autorki, że stworzyła coś tak fantastycznego. Niesamowicie zżyłam się z bohaterami tej powieści, mocno trzymając kciuki, by w końcu ich życie się ułożyło.

Czasami w życiu trzeba dokonywać wyborów. Nie jest problemem wybrać pomiędzy dobrem i złem. Największą trudnością jest wybrać między dobrem a dobrem. I to w taki sposób, by nikogo nie skrzywdzić.

Adela, Franciszek, Janek, Rachela, Joachim i Sabina byli przyjaciółmi. Nie ważne, że różnili się od siebie pochodzeniem, gdyż dla nich to nie miało znaczenia. Liczyło się to, że się przyjaźnią. Rodziły się między nimi miłosne historie i tak Adela z Franciszkiem pobrali się. Ale kiedy wybuchła wojna, ich życia diametralnie się zmieniły. Franciszek i Janek wyruszyli na front niepewni tego czy jeszcze tutaj wrócą. Rachela z matką pewnego dnia po prostu zniknęła i nikt nie wiedział czemu i dlaczego. A później ich życie toczyło się własnym torem. Nie mieli łatwego życia, zresztą Magdalena Witkiewicz doskonale oddaje klimat tego co się działo podczas wojny.
Ale oprócz tego, że poznajemy losy tych przyjaciół, przenosimy się w teraźniejszość, gdzie poznajemy losy wnuczki Adeli. Jej chłopak wyjeżdża do Stanów, by zarobić na ich dom, ale jakoś nie kwapi się do tego, by szybko powrócić. Justyna wciąż jest wierna i wciąż czeka, ale czy tak naprawdę ma na co?

Muszę przyznać, że powieść wciągnęła mnie już od pierwszych stron, wprost nie mogłam jej odłożyć na bok, za bardzo byłam ciekawa jak to wszystko się skończy. Mogłabym powiedzieć, że motywem przewodnim tej powieści jest czekanie. Czekanie na miłość swego życia pomimo wszystko, pomimo upływających lat i pomimo wiecznej niepewności. Stajemy się świadkami życia kobiet, które wierzą w siłę swojej miłości i nie są w stanie iść do przodu zapominając o niej. Adela wciąż wyczekuje swojego męża, który nie wrócił z wojny, natomiast Justyna wciąż wierzy, że jej chłopak w końcu do niej wróci z zagranicy. Paradoksalne jest to, że pomimo upływu lat Adela wciąż żyje nadzieją, zapominając, że prawdziwe życie toczy się tu i teraz, że zamiast żyć chwilą obecną, ona w pewnym sensie w pełni z tego nie korzysta. Ileż można czekać? Rok, dwa, ale aż pięćdziesiąt lat?
Wszystko wskazuje na to, że Justyna powiela błędy swojej babci. Niewiarygodne, że życie naszych przodków może mieć wpływ również i na nasze.

Historia ta pokazuje różne oblicza miłości w danej chwili. Uświadamia nam, że czasem trzeba sobie rozwiać złudzenia, pozwolić sercu iść na przód, a nie stać w miejscu. Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu, a czas wciąż przesuwa się do przodu. Czy warto wciąż czekać, nie mając sto procent pewności, że jest na co? Czy warto poświęcać własne życie i wciąż żyć przeszłością nie ciesząc się teraźniejszością? Czasem by to zrozumieć potrzebujemy jakiegoś znaku, co w przypadku tej powieści stanowi historia Adeli. Jak widać, niekiedy losy naszych przodków mogą stać się dla nas cenną lekcją życia.

Bo życie ludzkie jest jak porcelanowe filiżanki. Kruche, delikatne. Po latach możemy spotkać się, niby jesteśmy tacy sami, a jednak rysy, którymi życie nas naznaczyło, mogą uczynić nas zupełnie innymi ludźmi. Tak jak spękania na filiżankach mogą narysować na nich zupełnie nowy wzór.

Doskonała kreacja bohaterów, którzy byli dla mnie niczym prawdziwi. Nie są przerysowani, są sobą, popełniają błędy, ale któż z nas ich nie popełnia? Emocje biją od nich na kilometry. Czytając czułam jakąś cząstkę sentymentalną, opowieści o czasach wojennych trafiały w moje serce. Mogę powiedzieć, że odbyłam sentymentalną podróż w głąb polskiej historii. No i to pierwsza książka, w której pojawił się mój Wieluń, w którym mieszkam.

Pomimo dość sporej objętości, tę książkę pochłania się w mgnieniu oka. Kiedy pierwszy raz wzięłam ją w ręce pomyślałam sobie - sporo tych stron - a kiedy w końcu dobrnęłam do końca stwierdziłam, że mogłoby być ich jeszcze drugie tyle.
Jak to jest, że w życiu żyjemy czasem złudzeniami? Wierzymy, że nasz ukochany choć wyjechał to wróci, nieważne, że miało to być pół roku, a przerodziło się już w dwa lata, bo my wciąż wierzymy, że wróci. Myślę, że ta powieść, może odmienić życie właśnie takich ludzi. Ludzi, którzy zamiast czerpać z życia garściami, wciąż dopowiadają sobie coś, czego w rzeczywistości nie ma. Powinniśmy umieć cieszyć się każdą chwilą, bo nigdy nie wiadomo ile nam ich pozostało.

Jeszcze się kiedyś spotkamy to niezwykła historia z niezwykłymi bohaterami, których życie nie oszczędzało. Historia o miłości i jej sile, o czekaniu oraz życiowych wyborach. Skuście się i wyruszcie w tę sentymentalną podróż, która być może odmieni wasze spojrzenie na jedną z najważniejszych kwestii – na życie. Gorąco polecam.

Ocena: 5+/6
©Czytaninka
Jeszcze się kiedyś spotkamy to kolejna, przeczytana przeze mnie książka Pani Magdaleny Witkiewicz. Na jej książki czekam z wielką niecierpliwością, bo wiem, że kawał dobrej i porządnej powieści obyczajowej.

Książka dotyczy dwóch płaszczyzn czasowych. Jedne wydarzenia rozpoczynają kilka dni przed wybuchem drugiej wojny światowej, a drugie maja miejsce współcześnie. Bohaterami wydarzeń sprzed lat jest kilkoro przyjaciół Adela, Franciszek, Janek, Joachim oraz Rachela. Przed wojna wszyscy oni byli przyjaciółmi, przyszła wojna i ogromne znaczenie zaczęło mieć pochodzenie i narodowość. Adela zakochuje się we Franku. Z czasem zdaje sobie też sprawę, że kocha się w niej także Janek. I Franek i Janek dostają jednak wezwanie na front… Jesteśmy więc świadkami ich walki o przetrwanie, możemy przeczytać listy jakie do siebie piszą, jak tęsknią, jak próbują żyć w obliczu tragedii jaką jest wojna. Przemyślenia Adeli pokazują nam jakie dylematy nią targały, gdy pisała listy, ale nie otrzymywała w zamian odpowiedzi… Zgoła inną sytuację mieli Joachim i Rachela. On Niemiec, ona Żydówka, a na ich drodze jeszcze zazdrosna Sara… We współczesnych czasach poznajemy z kolei Justynę, wnuczkę Adeli i Franka. Dziewczynę poznajemy, gdy zaczyna wchodzić w swoje dorosłe życie, marzy o domu i rodzinie. Jest jednak w zawieszeniu, bo jej chłopak Michał wyjechał do Stanów najpierw na 3 miesiące, później na pół roku, a później i na dłużej… Gdy pewnego dnia poznaje historię życia swojej babci Adeli, zmienia się jej pogląd na niektóre sprawy, a część z nich ulega na nowo przewartościowaniu.

Ta wspaniała historia daje nam wiele do myślenia. Przede wszystkim o czekaniu na coś w życiu. W obydwu tych historiach wspólnym mianownikiem jest czekanie. Ale czy warto? Niekoniecznie. Życie nasze jest bowiem na tyle krótkie, że powinniśmy żyć tu i teraz, cieszyć się z każdego danego nam dnia, bo jutro nie wiadomo co nam przyniesie.

Jednym z bohaterów książki jest także miasto Grudziądz. Autorka w bardzo ciekawy i przystępny sposób opowiada nam jak zmieniał się świat w obliczu wojny. Jak obywatele Polski musieli wpisywać się na Volkslistę, jakie wiązały się z tym konsekwencje i jakie mieli dylematy. Opisuje jak zmieniało się to miasto i jego mieszkańcy. A ludzie, aby przeżyć musieli walczyć o każdy kawałek chleba.

Książka jest dopracowana w każdym szczególe. Widać ogrom pracy jaką Autorka włożyła w jej stworzenie. Zebrała mnóstwo informacji, detali, które zostały przez nią umiejętnie połączone. To takie swego rodzaju puzzle, które na sam koniec ułożyły się w piękną i mądrą całość.

Książka ta ma piękny, wspaniały klimat. Czytając mamy wrażenie jakbyśmy sami siedzieli gdzieś na strychu domu babci czy dziadka i czytali ich stare, miłosne listy, oglądali pozostałe po nich pamiątki i ślady po ich wspólnym życiu. A jeśli do tego zaparzymy sobie herbatę w pięknych, ale kruchych filiżankach z niezapominajkami, to już całkowicie zapomnimy o wszystkim dookoła. Ja zdecydowanie miałam takie wrażenie podczas czytania. A nie ukrywam, że książkę przeczytałam jednym tchem i denerwowałam się za każdym razem, gdy musiałam (ze względu na obowiązki domowe) ją odłożyć.

Powieść jak powieść powiecie. Owszem, ale na mnie piorunujące wrażenie zrobiło także posłowie Autorki. W notatce tej Magdalena Witkiewicz napisała, że część sytuacji jakie opisała w książce wydarzyło się gdzieś i kiedyś naprawdę. I w tym momencie cała historia nabrała jeszcze innej barwy… Bo to co przeczytałam może i jest fikcją literacką, ale ile takich historii wydarzyło się naprawdę?! Powieść skłania nas także do poszukiwania i poznawania losów naszej rodziny. Ja żałuję, że niestety nie miałam możliwości (będąc już osoba dorosłą) porozmawiania ze swoimi babciami i dziadkami. Historię rodziny znam jedynie z opowieści moich rodziców…

Jestem tą książka po prostu oczarowana. Wywarła na mnie naprawdę ogromne wrażenie. I na pewno jest to historia, która bardzo długo zapadnie mi w pamięci… Z powieściami Pani Magdaleny mam tak, że mogłabym pisać o nich pisać, a powiem krótko: uwielbiam takie właśnie książki, ich się nie czyta, je się smakuje...

Ocena: 6/6
©Księgozbiór Kasiny
Magdalena Witkiewicz to jedna z nielicznych autorek, której przeczytałam wszystkie książki. Po każdą sięgam w ciemno. Wiele osób już pisało pochlebne recenzje na temat Jeszcze się kiedyś spotkamy, a mój egzemplarz czekał na półce na lepsze czasy. Do każdej historii trzeba mieć odpowiedni nastrój. Jak mnie już naszło na historię, która wiedziałam, że mnie wzruszy to pochłonęłam książkę w dwa wieczory...

Historia zawarta w tej książce jest zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Dziadek Klemens żył naprawdę, nie wrócił z wojny i nikt nie wie co się z nim stało.

Fabuła toczy się dwutorowo, czyli tak jak lubię najbardziej. W czasach teraźniejszych poznajemy losy wnuczki Adeli, która w ostatnich chwilach życia babki poznaje historię jej życia i przyjaciół: Franciszka, Janka, Racheli, Joachima i Sabiny. Grupa młodych ludzi, którzy przyjaźnili się bez względu na nazwisko, pochodzenie, czy wygląd. Mieli wielkie plany, marzenia, pragnienia, ale wojna zmiotła to wszystko już 1 września 1939.

Historia, którą my też poznamy z czasów wojennych zmienia Justynę i jej życie już na zawsze. Dziewczyna zaczyna wierzyć w siebie oraz w to, że życie należy brać takim jakie ono jest. Żałuje tego, że nigdy nie interesowała się historiami rodzinnymi. Pociesza się tym, że przed śmiercią dowiedziała się od babci co nie co o jej życiu.

Tamtego dnia, gdy babcia zaprosiła mnie na herbatę, a tak naprawdę zaprosiła, bym się z nią pożegnała przed ostatnią z najdłuższych życiowych podróży, poznałam wiele historii, a nawet kilka rozwiązanych tajemnic. Jednak dopiero po śmierci babci uzmysłowiłam sobie, jak duży wpływ miały one na moje życie, które dzięki temu zupełnie się zmieniło. Na lepsze. Chyba wreszcie dorosłam. Przestałam na wszystko CZEKAĆ.

Od pierwszego zdania czułam się oczarowana stylem, krótkimi rozdziałami, historią z przeszłości jak i tą współczesną... Wiele takich Justyn jest wokół nas, które wiecznie czekają... Magdalena Witkiewicz, specjalistka od szczęśliwych rozwiązań, zabrała mnie do czytelniczego raju, z którego ciężko mi się było oderwać i wracać do codzienności. Już wiem, co znaczą te filiżanki w niezapominajki, jakie można kupić w Home&You. Natomiast słowa: Jeszcze się kiedyś spotkamy nabrały dla mnie całkiem nowego znaczenia. Po takiej książce z chęcią poleciałabym przytulić babcię czy dziadka, ale jest już na to za późno.

Książka ma bardzo dobre opinie i moja jest taka sama. Lubię historię z wojną w tle, rozwiązywanie zagadek rodzinnych, moc wzruszeń, a przede wszystkim lekki styl autorki. Książkę można traktować niejako jak drogowskaz do lepszego DZIŚ, a nie jutra. Prześlicznie wydana, wzruszająca, nie wiem co więcej mogę napisać. Po lekturze takiej książki zawsze mam wiele przemyśleń, jak np. ile czasu warto czekać na ukochaną osobę? Czy w ogóle warto czekać?

Jeśli lubicie powieści obyczajowe to będziecie zachwyceni. Jest w niej pełno ulubionych cytatów, bardzo podoba mi się ten o diecie, chyba sobie powieszę na lodówce:

Jeśli raz nawalisz, to najprawdopodobniej nic się nie zmieni. Ale jeśli będzie się to powtarzało, to wydarzy się katastrofa. Gdy w czasie diety zjesz kostkę czekolady, to te się nic nie stanie, ale jak będziesz ją codziennie jadła, to pozamiatane. A najgorzej, jak grzeszysz i obiecujesz sobie od jutra poprawę. Może nadejść takie "jutro", że będzie za późno.

Mogę Was tylko zachęcić do przeczytania tej historii. Autorka oddała wiele serca pisząc tę książkę, fragmenty wojenne z radia czy gazet są przepisane słowo w słowo, są dane o Grudziądzu z tamtych czasów. Tę książkę czyta się za szybko, mimo tak dużej objętości.

Pani Magdo - dziękuję! Świetne! Polecam Wam z całego serca!

Ocena: 5+/6
©Matka książkoholiczka
Od momentu gdy Magdalena Witkiewicz zaczęła wspominać o zbieraniu materiałów, szukaniu wiadomości, książek gazet o wojennym Grudziądzu, aby napisać historię inspirowaną rodzinnymi wątkami, wiedziałam, że będę czekać na tę książkę całą sobą.

Moi dziadkowie pochodzili z nieodległego Grudziądzowi Inowrocławia. I mimo wielu różnic (choćby inaczej traktowani Polacy na Pomorzu i Kujawach) sama historia życia zwykłych ludzi w niewielkim mieście, w okropnych, wojennych czasach, dodatkowo okraszona nieopowiedzianą do końca tajemnicą rodziny, opisana przez specjalistkę od snucia opowieści i zamykania ich szczęśliwymi zakończeniami, musiała mnie wciągnąć i zauroczyć!

Akcja w Jeszcze się kiedyś spotkamy prowadzona jest dwutorowo. Poznajemy wydarzenia współczesne, z życia Justyny, oraz sprzed wielu lat, wojenne losy Adeli, jej babci. I zauważamy, jak mimo ogromnych różnic otaczającego kobiety świata, Justyna powiela wzorzec życia, który zbudowała babcia. Jak model wybrany dwa pokolenia wcześniej, staje się, nie wiadomo jak i czemu, jej życiem.

Dramatyczne losy grupy młodych przyjaciół wchodzących w dorosłość w momencie rozpoczęcia wojny, urzekły i przejęły mnie do głębi. Polacy, Żydówka, Niemiec, zakochanie, miłość w obliczu koszmarów września 39 roku. Potem życie w czasie okupacji. Decyzje, które należało podjąć i nie wiadomo było, czy będą właściwe, co za nimi pójdzie.

I męska wojna. Brutalna, krwawa, pełna ofiar, drastycznych wydarzeń, koszmarnych jatek.

I wojna kobiet. O przeżycie kolejnego dnia, zapewnienie bytu dzieciom, rodzicom, sąsiadom. O żywność, opał, odzież i uczucia. Trwanie, czekanie.

I pamiętanie.

Autorka opisała nam życie kilku osób, różne wydarzenia najpierw splotły ich losy, potem rozrzuciły okrucieństwami wojny, aby w końcu wszystkie zamknąć, żadnego z bohaterów nie gubiąc, każdemu dając prawo do szczęścia.

A tak było dramatycznie po drodze, że zastanawiałam się kilkukrotnie, jak też Autorka zdoła to szczęśliwie zakończyć?

Dała radę!

Cudownie!

Ogromny szacunek za drobiazgowy research, za to uwielbienie dla detalu, za to zabranie nas, czytelników do Grudziądza, którego już nie ma, i przedstawienie nam losów ludzi, których życia tryby historii zmieliły bezlitośnie. Rozrzuciły. I zebrały.

I za zwrócenie uwagi na, zupełnie nieznany i nieuświadamiany, sposób kopiowania wzorców międzypokoleniowych. Na ile postępuję jak moja babcia? Na ile czerpię z jej wzoru?

Będę o tym myśleć jeszcze długo po zamknięciu książki.

Popijając herbatkę z niezapominajkowej filiżanki!

Dziękuję Pani Magdo, to był cudowny weekend z pani historią!

Ocena: 6/6
©CzytAśka
Przez całą szkolną edukację nie lubiłam historii. Umiałam ją, ale po sprawdzianach zapominałam materiał praktycznie od razu. Przyznaję bez bicia, że ściąg też używałam, bo daty, bitwy i nazwiska nigdy łatwo mi do głowy nie wchodziły, a i nigdy nie trafiłam na kogoś, kto by mnie tą historią zaciekawił. Przy okazji matury ustnej z języka polskiego trochę się zmieniło, bo moim tematem był Destrukcyjny wpływ wojny na psychikę dziecka – wtedy też z własnej, nieprzymuszonej woli sięgnęłam po Dziewczynkę w czerwonym płaszczyku Romy Ligockiej i Byłem asystentem doktora Mengele – ciężkie książki, ale wciągające i przynoszące czytelnikowi wiele wiedzy. Często informacje w niej były okrutne, bolesne, fragmentami nawet wręcz obrzydliwe i wstrząsające, ale nie ma się co dziwić – przecież II Wojna Światowa właśnie taka była, „to ludzie ludziom zgotowali ten los”. Po latach śmiało mogę powiedzieć, że boję się książek opartych na historii. Mam wrażenie, że będą dla mnie trudne, niezrozumiałe i najzwyczajniej w świecie nudne, bo ciężko napisać powieść o tak trudnych czasach, w której nie będzie natłoku informacji i faktów historycznych. Na szczęście są wyjątki.

Do najnowszej powieści Magdaleny Witkiewicz podeszłam z pewną rezerwą. Znam jej pióro i bardzo lubię, zaciekawiło więc mnie to, co zrobiła ze swoją romantyczną historią rodzinną z wojną w tle. Widziałam, że robiła porządny research ucząc się historii praktycznie na nowo. Bałam się, że będą w niej krwawe opowieści o bitwach, że poznamy Magdę z innej strony – bardziej mrocznej i walecznej. Ale jak faktycznie było?

Gdy po raz pierwszy wzięłam do ręki swój egzemplarz Jeszcze się kiedyś spotkamy przeraziłam się i ucieszyłam jednocześnie – masywny i wielostronicowy zapowiadał długie godziny pogrążenia w lekturze oraz zwiastował problemy z wygodnym czytaniem bez podpórki. Na szczęście nie sprawił mi „logistycznych” problemów oprócz jednego – mimo ponad 500 stron moja przygoda z książką minęła bardzo szybko. Literki czytały się same, a strony same przekładały się zmierzając ku końcowi.

Główną bohaterką jest Adela – kobieta, która pomaga mamie w pracowni krawieckiej szyjąc stroje na specjalne zamówienia. Ma zgraną paczkę przyjaciół i mężczyznę u boku, poza którym świata nie widzi. Wraz z Frankiem, Joachimem, Jankiem, Rachelą i Sabiną korzystają ze spokojnego i beztroskiego życia, nie zwracają uwagi na swoje pochodzenie, wyznania czy kulturę. Dla nich liczy się to, co każde wnosi do przyjaźni i jakim jest człowiekiem – a czy Żydem czy Niemcem czy Polakiem nie ma znaczenia. Do pewnego czasu…

Ich przyjaźni wydawać by się mogło, że nie może nic zagrozić. Jedno za drugiego wiele by oddało, wzajemnie zawsze mogą na siebie liczyć. Ale w momencie, gdy rozpoczyna się wojna, rozpoczyna się też walka o życie, a pewne sprawy lepiej załatwić teraz – na szybko, bo nie wiadomo co przyniesie kolejny dzień. Tak też Adela z Franciszkiem decydują się na ślub, który mimo ogólnie panującej atmosfery jest najpiękniejszym dniem w ich dotychczasowym życiu. Odtąd stają się jednością, którą może tylko śmierć rozdzielić… Ale czy aby na pewno? Czy zaręczynowe filiżanki w niezapominajki przyniosą im szczęście na długie lata?

W jednym czasie, gdy młodzi się cieszą inna para – Rachela i Joachim – przeżywa dramat. Kobieta nagle znika, a po niej zostaje jedynie cenny pierścionek zaręczynowy, który chwilę wcześniej dostała od miłości swojego życia. Mimo niemieckich korzeni i znajomości Joachim nie wie, co się z nią stało, ale nie poddaje się i uparcie dąży do jej odnalezienia. Ale czy to się mu uda? I czy zakochana w nim do granic możliwości Sabina maczała w tym palce?

Mimo wojny do Adeli i Franka uśmiecha się los – zostają szczęśliwymi rodzicami małej Marianny. Niestety szczęście nie trwa długo, bo mężczyznę wcielają do niemieckiego wojska i niebawem musi się pożegnać z rodziną, która nie wie kiedy i czy w ogóle on wróci. Na szczęście Janek obiecuje w razie „W” zająć się rodziną przyjaciela. Na dobre rozpoczyna się walka i strach o każdy kolejny dzień…

W powieści mamy do czynienia z dwoma światami – z czasami wojny i współczesnymi, w którym główną bohaterką jest Justyna – wnuczka Adeli i Franka, która żyje w związku na odległość. To ona dociera do rodzinnych tajemnic i dowiaduje się więcej, niż mogłaby przypuszczać. W tych dwóch światach dostrzegamy wiele różnic, jak chociażby zamiana tradycyjnych listów na maile, ale tęsknota, miłość i czekanie jest takie samo. Tak samo mocne i często tak samo bolesne. W końcu historia lubi się powtarzać, a my jesteśmy obdarzeni zdolnościami, dzięki którym podświadomie powielamy losy swoich przodków…

Na książki Magdy czekam przebierając nogami. Sięgając po nie wiem, że spędzę miło czas, zrelaksuję się i nierzadko wzruszę. Jeszcze się kiedyś spotkamy jest historią niezwykle dopracowaną, widać czas i serce, jakie autorka włożyła w jej napisanie. Wiedza historyczna w niej zawarta nie jest nachalna ani trudna do zrozumienia, a nawet bym rzekła, że pozwala inaczej spojrzeć na wojenny świat. To nie są już twarde wydarzenia, bitwy, stado nazwisk i dat do zapamiętania, to wzruszająca opowieść o walkach jakie w tamtych czasach musiały stoczyć przede wszystkim kobiety – bo mężczyzna idący na wojnę martwi się o siebie, o to by on tę wojnę przeżył i wrócił do domu, a kobieta ma na swoich barkach nie tylko siebie, ale i dzieci, które trzeba wyżywić, wychować i chronić przed złem. I oczywiście męża, na którego trzeba czekać cierpliwie i z miłością. I to oczekiwanie i strach zawsze jest najgorsze, bo wyobraźnia potrafi pisać różne scenariusze…

Dawno tylu wzruszeń przy książce nie miałam, co przy tej. Kilka razy rozpłakałam się tak, że aż moim ciałem przez długi czas wstrząsał szloch. Nic w tej powieści nie jest do przewidzenia, autorka świetnie potrafi manipulować czytelnikiem i go zaskakiwać. Dla mnie to najlepsza z dotychczasowych powieści Magdy. Ma wszystko to, czego poszukuję w dobrej książce. Pamiętacie miłosną historię z Pearl Harbor? Ta kilkukrotnie ją przebija.

Ocena: 6/6
©Czytam w pociągu
7 powodów, dla których warto przeczytać powieść Jeszcze się kiedyś spotkamy Magdaleny Witkiewicz:

1. To najlepsza dotychczas powieść autorki.

Nie miałam jeszcze okazji przeczytać wszystkich książek pani Magdy, ale że mam za sobą już zdecydowaną większość, to pozwolę sobie wysnuć taki wniosek, zwłaszcza, że nie jestem w nim odosobniona. Zaledwie kilka miesięcy temu czytałam Milaczka - pierwszą powieść autorki, i chociaż nie powinno porównywać tych dwóch książek, bo należą do kompletnie innych gatunków, to jednak trzeba zauważyć, jak bardzo przez te lata rozwinął się warsztat pisarski Witkiewicz. Nawet w porównaniu z tymi poważniejszymi powieściami, jak Czereśnie zawsze muszą być dwie czy Po prostu bądź, widać ogromny postęp w kreacji bohaterów, dbałości o szczegóły, prowadzeniu narracji, wprowadzaniu kolejnych elementów fabuły. Żadna z poprzednich książek autorki nie poruszała też tak bezpośrednio tematu wojny, więc już sam dobór tematu sugeruje powieść dojrzalszą, a do tego bardziej osobistą, bo zainspirowaną rodzinną historią pani Magdy.

2. Łączy powieść historyczną z obyczajową.

Trochę to zakrawa na masochizm, ale powieści dotyczące drugiej wojny światowej zajmują szczególne miejsce w moim czytelniczym sercu. I chociaż wiem, że nie są to lekkie lektury, że każda z nich łamie mi serce, to nie mogę się powstrzymać przed sięganiem po kolejne. Kiedy usłyszałam, że Magdalena Witkiewicz pracuje nad powieścią, której akcja osadzona jest właśnie w tym okresie, to wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Już na pierwszych stronach czekała jednak na mnie niespodzianka, bo Jeszcze się kiedyś spotkamy to nie jedna, ale dwie historie w jednej książce. Losy Adeli i jej przyjaciół, brutalnie pozbawionych beztroskiej młodości za sprawą wojny, przeplatają się z opowieścią wnuczki Adeli - Justyny. Choć te historie dzieli kilkadziesiąt lat, to jednak łączy je wspólny mianownik, a babcia i wnuczka są do siebie zdecydowanie bardziej podobne, niż mogłoby się początkowo wydawać. Nie ukrywam, że o wiele bardziej przypadła mi do gustu część historyczna, bardziej zżyłam się z tamtymi bohaterami, ich losy głębiej mnie poruszyły, o wiele więcej też się nauczyłam z tej części.

3. Daje lepszą lekcję historii niż podręczniki szkolne.

Wszystkie tematy związane z drugą wojną światową przedstawiane są na lekcjach historii w sposób czarno-biały, na zasadzie kontrastów: dobry/zły, wróg/przyjaciel, Niemiec/Polak, ale życie nigdy nie jest tak jednoznaczne, zwłaszcza w trudnych, wojennych czasach. Do tej pory uczono mnie, że folksdojcz to zdrajca, nie do końca też wiedziałam, jak to właściwie było z tymi Polakami w Wehrmachcie ani nie zastanawiałam się, jak to wszystko wyglądało z perspektywy Polaków, zamieszkujących tereny przy granicy z Niemcami. Pod tymi względami powieść Jeszcze się kiedyś spotkamy udzieliła mi cennych lekcji, otworzyła oczy i uświadomiła, że wolność wyboru to luksus, na który podczas wojny nie każdy mógł sobie pozwolić.

4. Przedstawia świetnie wykreowanych bohaterów.

W tej powieści Witkiewicz powołała do życia grono interesujących, wielowymiarowych, cudownie niejednoznacznych postaci. Pozytywni bohaterowie nie są nieskazitelni, a ci negatywni nie zawsze uosabiają samo zło (może z jednym wyjątkiem), ale potrafią też mile zaskoczyć. Na przykładzie losów Adeli, Franciszka i ich przyjaciół autorka pokazuje, że wojna nieodwracalnie zmienia ludzi i często zmusza ich do podejmowania wyborów, których nie da się określić po prostu dobrymi lub złymi. Człowiek robi wtedy co musi, żeby przetrwać, żeby czasem poczuć odrobinę radości i pozorów normalności, żeby się nie załamać, ale zachować w sercu chęć do walki o każdy kolejny dzień. I wcale nie mam tu na myśli walki zbrojnej. Kolejna ciekawa rzecz, dotycząca bohaterów, to podkreślenie, że w czasie wojny nie każdy Niemiec był wrogiem, a nie każdy Polak - patriotą, o czym czasem łatwo zapomnieć.

5. Motywuje do działania.

Jednym z głównych motywów tej książki jest czekanie - Adela czeka na męża, który wyruszył na front, a Justyna na chłopaka, skuszonego przez American dream. Z kart powieści płynie przesłanie, że biernie czekając na coś, co może nigdy się nie wydarzyć, możemy przegapić przepływające gdzieś obok szczęście. Cierpliwość jest cnotą i w pewnych sytuacjach trzeba i warto się w nią uzbroić, ale czasem lepiej jest wziąć sprawy w swoje ręce i skupić się nie na czekaniu, a na działaniu,

6. Uświadamia istnienie interesującej gałęzi psychologii.

Nie wiem, czy mówi wam coś pojęcie psychologii transgeneracyjnej, ale ja nigdy wcześniej o niej nie słyszałam. W skrócie chodzi o to, że na człowieka wpływają losy jego przodków do kilku pokoleń wstecz. Zgodnie z tą teorią wszelkie rodzinne tragedie, tajemnice, doniosłe wydarzenia mogą mieć wpływ na to, jakimi jesteśmy ludźmi, czy nawet objawiać się w postaci pewnych schematów zachowań w kolejnych pokoleniach. Z pewnością jest to interesująca koncepcja, choć osobiście nie jestem do niej przekonana - wierzę raczej, że wpływ na moje życie ma przede wszystkim Bóg i ja sama. Co nie zmienia faktu, że autorka bardzo zręcznie wplotła ten temat w fabułę swojej powieści.

7. Napisana jest z ogromną dbałością o szczegóły.

W całej powieści widać ogrom pracy, jaką Witkiewicz włożyła w badanie faktów, dat i realiów życia w Polsce, a szczególnie Grudziądzu i okolicach, przed wojną i w jej trakcie. Chociaż Jeszcze się kiedyś spotkamy jest fikcją literacką i opisuje losy postaci zrodzonych w wyobraźni autorki, to w otaczającej je rzeczywistości niewiele jest fikcji. Powieść zawiera autentyczne fragmenty gazet i wypowiedzi radiowych z czasów wojny, opisuje prawdziwe miejsca, instytucje oraz wydarzenia i doskonale oddaje klimat tamtych czasów. Historia i fikcja są w niej tak nierozerwalnie związane, że zacierają się granice między nimi. Tak rzetelne podejście do researchu pokazuje, że autorka nie tylko poważnie traktuje swoją pracę, ale również szanuje czytelników. Parafrazując reklamę jednego z banków: i takie podejście to ja szanuję. Na koniec wspomnę jeszcze o dodatkowym smaczku: w książce pojawiają się filiżanki z motywem niezapominajek, bardzo ważne dla fabuły, i właśnie takie filiżanki, inspirowane powieścią, można kupić w sieci Home&You. Jak dla mnie to świetny, nowatorski pomysł. Popijając herbatę z takiej filiżanki, czytelnik może jeszcze głębiej zanurzyć się w historię Adeli, Franciszka, Janka, Joachima i Racheli - wzruszającą, trudną opowieść, która mogła wydarzyć się naprawdę.

Ocena: 5/6
©Z herbatą wśród książek
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć