Przebudzenie zmarłego czasu: Powrót
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.32 / 5.00
liczba ocen: 200
Ilość stron (szacowana): 320
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
31.90 złpremium: 19.14 zł
23.93 zł
27.11 zł
31.89 zł
31.89 zł
Pozostałe księgarnie
15.95 zł
23.93 zł
25.12 zł
25.23 zł
25.51 zł
27.10 zł
28.71 zł
28.71 zł
29.00 zł
31.89 zł
31.90 zł
Opis:

Thriller Stefana Dardy, autora mrocznego „Czarnego Wygonu”. Znany przemyski fryzjer, Olgierd Lang, popełnia samobójstwo w dniu, w którym jego niesłusznie skazany na długoletnią odsiadkę siostrzeniec opuszcza zakład karny. Jakub Domaradzki nie może uwierzyć, że jego wuj dobrowolnie targnął się na swoje życie, a tajemniczy list pożegnalny pozostawiony przez Langa zdaje się mnożyć znaki zapytania…

Tropy prowadzą do najcenniejszego zabytku Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej. Czy tysiącletnia bizantyńska gemma określana mianem amuletu magicznego skrywa nieznane dotąd tajemnice? Czy w połączeniu ze swoją zaginioną bliźniaczką jest w stanie ożywić zmarły czas? Świadom niebezpieczeństwa, jakie zaczyna mu grozić, Domaradzki postanawia znaleźć odpowiedzi na te pytania. Pewien chłopiec, który kilka lat wcześniej uległ koszmarnemu wypadkowi, bardzo potrzebuje pomocy, a gemma zmarłego czasu może być dla niego jedyną deską ratunku…

Przebudzenie zmarłego czasu: Powrót od Stefan Darda możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Recenzje blogerów
Horror kryminalny roku - taki napis krzyczy do czytelnika z tylnej okładki.

Może i tak, ale na pewno nie ta część. Może następne tomy. Może cała historia okaże się przerażająca, jak na horror przystało. Tymczasem Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót to raczej obyczajówka, na dodatek dość nudna.

Nie może być nic bardziej krzywdzącego dla książki, jak porównywanie jej do innej, albo nadawanie jej określeń, które już na dzień dobry kształtują podejście czytelnika do historii w niej przedstawionej. Niby to wiem, niby z dystansem podchodzę do takich zabiegów, ale podświadomości nie wyłączysz - spodziewałam się petardy, której niestety nie otrzymałam. I jak czytam te bardzo pozytywne opinie na temat tej książki to zastanawiam się, czy na pewno czytałam tę samą...

Jakub Domaradzki wychodzi z więzienia. W dniu odzyskania wolności ma go odebrać spod więziennych murów jego wuj - Olgierd Lang, słynny przemyski fryzjer. Niestety okazuje się, że w tym samym czasie, w którym ma przebywać już z naszym bohaterem, Olgierd popełnia samobójstwo. Okoliczności tego zdarzenia są co najmniej dziwne, a do tego dochodzi kwestia bardzo osobliwej treści listu pożegnalnego, jaki pozostawił po sobie wuj. Kuba, pomimo ostrzeżeń wuja w tymże liście, szuka rozwiązania zagadki jego tajemniczego samobójstwa.

Tak w kilku słowach przedstawia się fabuła najnowszej książki Stefana Dardy. I teraz tak - skoro okładka krzyczy, że horror, należałoby się spodziewać napięcia, dreszczy, strachu i wszelkich okropieństw, jakie tylko kojarzą nam się ze strasznymi historiami. Niestety, ale nie odczułam żadnej takiej emocji. Możliwe, że ta książka jest wstępem do naprawdę przerażających wydarzeń, ale skoro to ma być horror i na dodatek zachęcać do sięgnięcia po dalsze tomy serii, to niechże czytelnik odczuje to zagrożenie, które płynie z opisywanej historii. Z elementów grozy mamy tutaj właściwie wyłącznie zarysowane jedynie zjawiska nadprzyrodzone i - tutaj plus dla autora - osadzone w polskiej rzeczywistości i bazujące na polskiej historii.

Znajdziemy tutaj dość obszernie opisaną przeszłość Przemyśla - dla jednym może być to smaczek, innych może zanudzać, jednak jest to nierozerwalnie związane z istotą tajemnicy samobójczej śmierci Olgierda Langa. Gdy już zostają przedstawione te kwestie historyczne - czytelnik łatwo może się domyślić, jak dalej potoczy się historia i co jest prawdziwym zagrożeniem, zwłaszcza, że narracja została poprowadzona z dwóch punktów czasowych. I jakoś tak podskórnie czuję, że będzie tu trochę jak w Avengersach - niby wyszło na zło, ale da się to jakoś odkręcić.

Co do kreacji samych bohaterów, to w sumie ciężko jest mi się wypowiedzieć na ten temat. Albo nie, inaczej. Główny bohater jest jakiś taki... mdły. Taki bez wyrazu. Najbardziej wyrazistą i charakterystyczną postacią jest chyba tylko pani Róża. Jeśli chodzi natomiast o akcję, to właściwie nie ma jej wcale - o najważniejszym zwrocie akcji, czyli samobójstwie wuja Olgierda, dowiadujemy się już z opisu książki. No i może jeszcze końcówkę można zaliczyć do rodzaju tych "zwrotowych", ale to już zależy od tego, czy czytelnik czegoś się domyślił wcześniej, czy nie. Ja się domyśliłam. Gorzej, jeśli kolejny tom zacznie się statycznie, pomimo zapowiedzi rozpierduszki, że tak to ujmę.

Podsumowując, muszę dodać, że plusem tej książki jest jej objętość - dzięki podzieleniu historii na kilka tomów (4 bodajże), przypadająca na pierwszy tom liczba stron jest dość nikła i dzięki temu książkę czyta się całkiem szybko.

Ocena: 2+/6
©Zakątek czytelniczy
Do przeczytania książek Stefana Dardy namawiano mnie niejednokrotnie. Nigdy jakoś nie miałam z nimi styczności, nie było mi po drodze.
Z początkiem roku w moje ręce wpadła jednak książka, którą autor napisał do spółki z Magdalena Witkiewicz. Cymanowski Młyn - bo o nim mowa - przypadł mi do gustu. Szczególną uwagę przykuwały rozdziały, które wyszły spod pióra Pana Dardy. Dlatego kiedy pojawiła się możliwość przeczytania Przebudzenia zmarłego czasu. Powrót nie potrzebowałam nawet chwili namysłu by to zrobić.

Książka, której poświęcony jest dzisiejszy wpis otwiera czterotomowy cykl przygód Jakuba Domaradzkiego.

Jeden z przemyskich fryzjerów popełnia samobójstwo. W tym samym dniu - po wieloletniej odsiadce - zakład karny opuszcza jego siostrzeniec, Jakub Domaradzki. Mężczyzna nie może uwierzyć, że śmierć wuja jest dziełem przypadku. Nie było przesłanek, wskazujących na to by Olgierd Lang miał powody do opuszczenia ziemskiego padołu. Jedyny trop, który może być punktem zaczepienia do zbadania sprawy jego śmierci jst list pożegnalny. Słowa w nim zawarte potęgują niepokój Jakuba, a także stawiają przed nim nie lada zagadkę, którą musi rozwiązać.

Mężczyzna stara się zrozumieć powody samobójstwa wuja. Nie przyjmuje do wiadomości założeń policji, która twierdzi, że w śmierci Lagna nie brały udziały osoby trzecie. Na własną rękę postanawia rozwikłać sprawę. Zwłaszcza, że w grę wchodzi tajemnicza gemma. Pojawia się coraz więcej pytań. Czy gemma w połączeniu ze swoją zaginioną bliźniaczą siostrą są w stanie ożywić zmarły czas? Być może jest to jedyna okazja by pomóc ciężko choremu chłopcu, z którym przyjaźni się Domaradzki.

Książkę, z racji swojej objętości przeczytałam błyskawicznie. Mimo wszystko fabuła jakoś specjalnie mnie wciągnęła. Powieść czytało mi się całkiem dobrze, ale czegoś mi tu zabrakło. I pierwszy raz mam problem z oceną książki. Podobała mi się pierwszoosobowa narracja i gwara jednego z bohaterów. Same postacie jednak nie wywarły na mnie większego wrażenia. Nie byli wyraziści, nie mieli w sobie nic, co mogło by ich wyróżniać na tle innych książkowych postaci. Fabuła stworzona przez autora niewątpliwie jest interesująca, aczkolwiek odnoszę wrażenie, że pierwszy tom cyklu jest swojego rodzaju prologiem do czegoś większego.

Książka określana jest przez wydawcę mianem horroru. Ja takowego tu nie znalazłam. W mojej ocenie jest to powieść obyczajowa z elementami powieści historycznej, okraszona wątkiem kryminalnym. Znajdziemy w niej wiele ciekawostek związanych z przeszłością Przemyśla, gdzie też rozgrywa się akcja książki.

Żywię nadzieję, że wkrótce światło dzienne ujrzy kolejny tom Przebudzenia zmarłego czasu, bowiem zakończenie tego pozostawia czytelnika z pewną dozą niedosytu. Osobiście pomimo kilku "ale", chętnie poznam dalsze losy Domaradzkiego, a także rozwiązanie zagadek, które napotkał na swojej drodze główny bohater.

Ocena: 3/6

©Kasia i Książki
Znany przemyski fryzjer, Olgierd Lang, popełnia samobójstwo w dniu, w którym jego niesłusznie skazany na długoletnią odsiadkę siostrzeniec opuszcza zakład karny. Jakub Domaradzki nie może uwierzyć, że jego wuj dobrowolnie targnął się na własne życie, a tajemniczy list pożegnalny pozostawiony przez Langa tylko mnoży znaki zapytania.

Tropy prowadzą do najcenniejszego zabytku Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej. Czy tysiącletnia bizantyńska gemma określana mianem amuletu magicznego skrywa znane tylko nielicznym tajemnice? Czy w połączeniu ze swoją zaginioną bliźniaczką jest w stanie ożywić zmarły czas? Świadom niebezpieczeństwa, jakie zaczyna mu grozić, Domaradzki postanawia znaleźć odpowiedzi na te pytania. Pewien chłopiec, który kilka lat wcześniej uległ koszmarnemu wypadkowi, bardzo potrzebuje pomocy, a gemma zmarłego czasu może być dla niego jedyną deską ratunku…

Jestem chyba ostatnią osobą, która może twardo stąpać po ziemi i wątpić w to, co dla innych jest niewiarygodne.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością autora, ale zdecydowanie wystarczyło, by dołączyć do grona jego zagorzałych fanów. Nie bez powodu Stefan Darda uznawany jest za mistrza grozy na polskim rynku wydawniczym. Pisarz wyróżnia się fenomenalną fantazją, sugestywnym piórem i zdolnością prowadzenia fabuły w taki sposób, by czytelnikowi przez całą lekturę towarzyszył przenikliwy i rozdzierający strach. Mimo że z każdą stroną otumania on coraz silniej, to jednak nie ma szans zwyciężyć z ciekawością, jak dalej potoczą się losy bohaterów, a przede wszystkim, czy uda się im wreszcie znaleźć rozwiązanie iście zagmatwanej, wręcz mrocznej zagadki. "Przebudzenie zmarłego czasu" to jedna z tych pozycji, jaka utrzymuje czytających w stanie podobnym do hipnozy, a po wszystkim niełatwo od razu rozpoznać, co jest prawdą, a co tylko fikcją, czy przerażającym wymysłem bujnej wyobraźni.

Szczęśliwi umarli, którzy odeszli. Niech Bóg zmiłuje się nad tymi, którzy odejść nie mogą i strażnikami pozostaną, aż ich pokuta się dopełni.

Mroczny, przeszywający, budzący grozę klimat to bezsprzecznie fundament tej książki. Napięcie rośnie pomału, nie tylko po to, by zaintrygować, lecz również umożliwić pełniejsze utożsamienie się z postaciami i całą sytuacją. W końcu, gdy czytelnik czuje się niemal jak uczestnik niepokojących wydarzeń, stają się one coraz bardziej zagmatwane, trudne do wyjaśnienia w logiczny sposób. Mimo przerażenia, nie sposób przerwać lektury ani na chwilę, bo prywatne śledztwo i owa droga do prawdy stają się wyjątkowo fascynującym, choć również niebezpiecznym doświadczeniem. Co ciekawsze, gdzieś z tyłu głowy głos podpowiada nam, że skoro mamy tu styczność ze zjawiskami nie z tego świata, to wydarzyć może się w zasadzie wszystko. Łącząc tę świadomość z misternie skonstruowaną, wciągającą fabułą otrzymujemy hipnotyzującą lekturę, która podbije naprawdę wiele czytelniczych, lubiących mocniejsze klimaty, serc.

Jeśli do stu dni nie wrócę, wiedzcie, że spokojnym jak morze, łagodnym jak owieczka i jak kocięciem zawładnął mną spokój.

Na ogromne brawa zasługują także nakreślone postacie. To ludzie z krwi i kości, boleśnie i niesprawiedliwie potraktowani przez los, mający swoje sekrety, życiowe plany, jakie dla obcych mogą okazać się absurdalne. Mimo że główną kwestią jest tajemnicza śmierć Olgierda, nie zabrakło tu też interesujących wątków pobocznych, które jak się potem okaże, tworzą razem spójną całość. Przebudzenie zmarłego czasu to dopiero wstęp do fantastycznej, mrożącej krew w żyłach przygody i już nie mogę się doczekać kolejnego pasjonującego spotkania z tymi nietuzinkowymi postaciami.

Kuba, zostaw. Nie szukaj. Lepiej zostawić zmarły czas. Niech śpi spokojnie jak morze.

Przebudzenie zmarłego czasu to wciągająca, przesycona wyjątkowym, niepokojącym klimatem i naszpikowana tajemnicami oraz niewyjaśnionymi zjawiskami powieść, która pobije serca wszystkich fanów mocniejszych wrażeń. Stopniowo rosnące i przenikające napięcie, od którego nie sposób się nie uzależnić, elementy fantastyczne, nadające całości magicznego, intrygującego, lecz również złowieszczego klimatu, niesłychanie sugestywne pióro autora, a w tle pasjonująca, niesamowita, ale i zatrważająca historia urokliwego Przemyśla. Przygotujcie się na emocjonującą przygodę, szybsze bicie serca, ciarki na plecach, a przede wszystkim notoryczną próbę odgadnięcia, gdzie kończy się prawda, a zaczyna fikcja. Polecam gorąco!

Ocena: 5+/6
©Z fascynacją o książkach
Cóż można napisać, kiedy okazuje się, że chwytając za "horror kryminalny roku" najstraszniejszy i najbardziej niepokojący fragment powieści przeczytaliśmy na okładce...

Nie rozumiem czemu Wydawca funduje sobie tak spektakularnego samobója z dobitką: najstraszniejszy horror plus "polski Stephen King"... Tym bardziej, że Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót to całkiem sprawnie napisana, interesująca powieść, z wyraźnie zaznaczonym wątkiem obyczajowym i historycznym. Dlatego tak wielką krzywdą jest dla tej książki wrzucanie jej do jednego worka z horrorem, powieścią grozy i kryminału. Bo właśnie to zostało obiecane czytelnikowi i właśnie tego czytelnik oczekuje.

Jakub Domaradzki po wieloletniej odsiadce opuszcza mury więzienne. Jak się okazuje – był niewinny. Niestety jedyna osoba, która nigdy nie uwierzyła w winę Jakuba był jego wuj Olgierd Lang, który w dniu wyjścia na wolność siostrzeńca popełnia samobójstwo. Jakub próbuje rozwiązać zagadkę rzekomego samobójstwa wuja. Odnajduje enigmatyczny list pożegnalny, który wikła go w intrygującą zagadkę. Zagadkę, która prowadzi bezpośrednio do przemyskiej gemmy – amuletu mającego magiczną moc ale i stanowiącą wielkie niebezpieczeństwo...

Stefan Darda w najnowszej powieści skupił się na wątku obyczajowym, jedynie zasygnalizował, że w kolejnych częściach tetralogii odnajdziemy sporo grozy, niepewności i strachu. Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót stanowi niejako tło do późniejszych wydarzeń, przez co cierpi akcja, która sprowadza się do podroży głównego bohatera z Przemyśla do Tomaszowa Lubelskiego, rozmów z przyjaciółmi Olgierda oraz analizowaniu listu pożegnalnego wuja. Wspomniane elementy grozy i fantastyki jeśli są, to rozmyte przez rozważania i dylematy moralne Jakuba. Przypuszczam, że historia przemyskiej gemmy zaprowadzi nas do alternatywnej rzeczywistości i świata równoległego oraz ingerencji w kreowanie przyszłości, o czym świadczy kilka fragmentów i wzmianek odnośnie cofania czasu i naprawiania błędów przeszłości. Autor w bardzo umiejętny sposób kreuje miejsce akcji oraz postaci. Plastyczne opisy oraz ciekawy klimat osadzony w polskich realiach zachęca, aby zwiedzić i poznać Przemyśl. Bardzo duży plus dla Pana Dardy.

Możliwe, że cykl Przebudzenie zmarłego czasu porwie, przestraszy i zaniepokoi... ale w przyszłości, bo tom pierwszy bynajmniej nie pretenduje do horroru kryminalnego. Nie chodzi o "namacalne" elementy grozy – zombiaki, wampiry, duchy i inne straszydła, ale o to, że w powieści nie pojawia się nawet groza nieoczywista, czytelnik nie czuje niepokoju, podskórnej niepewności, tylko płynnie przechodzi przez kolejne sceny.

Czuję, że to będzie dobra seria, ale na tę chwilę nie mogę Przebudzenia zmarłego czasu. Powrotu polecić. Zalecam wstrzymać się z lekturą do momentu pojawienia się chociaż drugiego tomu, aby płynnie przejść do drugiej części i nie czuć konsternacji rozczarowania po przeczytaniu części pierwszej.

Ocena: 3/6
©Tylko skończę rozdział
Most do przeszłości

Nie da się cofnąć tego, co już miało miejsce. Można jedynie starać się by negatywne skutki zminimalizować i cieszyć się pozytywnych efektów. Jednak przeszłość bywa otwartym rozdziałem, nie pozwalającym skupić się tym, co tu i teraz oraz tym, co dopiero ma się wydarzyć. Wracanie do niej jest czymś więcej niż patrzeniem za siebie i rozdrapywaniem starych ran, czasem staje motywem by sięgnąć po niecodzienne środki …

Wydawałoby się, że jeśli człowiek udowodni swoją niewinność wszystko co złe już za nim. Niestety pamięć ludzka oraz doznane krzywdy dają o sobie znać tak samo dotkliwie gdy większość wierzyła w winę. Jakub Domaradzki powinien być zadowolony z odzyskanej wolności, lecz nie tak łatwo w niej się zadomowić, zwłaszcza w sytuacji kiedy bliska osoba odbiera sobie życie, pozostawiając po sobie tajemniczy list pożegnalny. Co kryje się za śmiercią Olgierda Langa? Wydaje się, że nic, lecz Domaradzki nie do końca wierzy w oficjalną wersję, chociaż nie ma żadnych dowodów, iż było inaczej. Jednak słowa zapisane tuż przed tragicznym wydarzeniem nie dają mu spokoju, a zagłębianie się w ostatnie chwile samobójcy tylko zdaje się potwierdzać przeczucia Jakuba. Dlaczego jeden z eksponatów z przemyskiego muzeum zainteresował starszego pana? Gemma na pierwszy rzut oka nie jest fascynującym zabytkiem, lecz jezeli bliżej jej się przyjrzeć zaczyna roztaczać niebezpieczną aurę. Co jest prawdą, a co jedynie żalem i chęcią zmiany przeszłości?

Książka, w której jest motyw zbudowany jest z grozy, fantastyki, horroru i kryminału, nie może być nudna. Ten kto jednak stawia na bardzo szybką akcję i krwiożercze sceny, znajdzie raczej ich odwrotność, co wcale nie jest minusem, ale ogromny plusem. Niepokój, strach, niepewność i narastająca, złowieszcza atmosfera, wyłaniające się z kolejnych stron Przebudzenia zmarłego czasu. Powrotu intrygują i przede wszystkim niezwykle skutecznie działają na zmysły. Gdzieś rodzi się zagrożenie, a mroczna strona odczuwalna jest nawet wówczas gdy nie ma o niej mowy. Stefan Darda łączy to, co dosłowne z tym, co rozgrywa się w świadomości oraz poza jej kontrolą. Z pozoru nic nie mające ze sobą wątki łączy niewidzialna nić, której prawdziwego charakteru można się jedynie domyślać. Umiejscowienie fabuły w Przemyślu doskonale wpisuje się w całość powieści, gdzieś, przy murach kamienic starówki, przemyka zło, wydające się jedynie legendą, lecz coraz bardziej odczuwalne. Pomiędzy mitem i rzeczywistością zostaje przerzucony most, będący coraz bardziej widoczny, pozostaje tylko pytanie co lub kto nim przekroczy rzekę czasu. Oczywiście w tej historii aspekt kryminalny nie jest jedynie ozdobnikiem, ale stanowi istotny element, jednocześnie mający wpływ na pozostałe składowe motywu. Stanowi on także punkt wyjścia dla jednego z możliwych kierunku rozwoju niesamowitej historii oraz idealnie wpisuje się w klimat twórczości Stefana Dardy, mistrza fantastycznej grozy.

Ocena:
©Taki jest świat
Jakiś czas temu dostałam maila od Wydawnictwa Akurat z zapytaniem czy chciałabym zrecenzować najnowszą książkę Stefana Dardy. Książkę reklamowaną jako horror kryminalny roku. To w zasadzie moje pierwsze spotkanie z Stefanem Dardą, bo nie wiem czy książkę napisaną w duecie z panią Witkiewicz liczyć czy nie?
Dobra pora przejść do sedna. Jak ja nie lubię pisać krytycznych recenzji, w zasadzie nie wiem jak się za to zabrać, bo staram się w każdej książce dostrzec to coś i kurczę w tej nie dostrzegłam. Jestem niezmiernie zdziwiona, bo książka zbiera same "ochy i achy", a może to ze mną jest coś nie tak?

Jak dla mnie jest to książka zupełnie o niczym, a nie przepraszam o krążeniu głównego bohatera Kuby Domardzkiego między Tomaszowem Lubelskim, gdzie mieszka po wyjściu z więzienia, a Przemyślem, gdzie mieszkał jego wuj, znany fryzjer Olgierd Lang, który to miał odebrać naszego bohatera z więzienia, gdzie siedział niesłusznie skazany, ale niestety w tym samym dniu postanowił popełnić samobójstwo. Wujek to nie tylko znany fryzjer, ale i miłośnik bizantyjskiej gemmy. Czy popełnił faktycznie samobójstwo czy ktoś pomógł mu zejść z tego świata tego nie wiemy. Policja twierdzi, że dokonał tego osobiści, a Kuba niekoniecznie w to wierzy i próbuje wyjaśnić przyczyny zgonu wuja. Wypytuje znajomych, w tym Pana Ludwika, który oprócz tego, że pracował z wujem w jednym zakładzie to jeszcze przez pół książki mówi gwarą, że trzeba się domyślać o co mu chodziło. Czemu ten zabieg miał służyć? Ja nie mam bladego pojęcia, ale autor coś z pewnością miał na myśli.

Nie znalazłam tu ani krzty horroru, że o kryminale nie wspomnę. Nie przemówiła do mnie ta książka i kropka.
A jeszcze ten główny bohater. Niby zwyczajny facet, ale miałam wrażenie, że spadły na niego wszystkie plagi egipskie. Najpierw niesłusznie podejrzewany o pedofilię (ostatnio bardzo na czasie i modne), potem niesłusznie odsiadujący wyrok, pomagający koleżance z liceum, której mąż go nienawidzi.
No nie wiem, nie rozumiem, nie znam się. Dla mnie z tej książki wieje na kilometr nudą i pewnie spotkam się z powszechnym oburzeniem, ale trudno biorę to na klatę i jakoś przeżyję.
Jedyny plus jest taki, że wiele dowiedziałam się o Przemyślu i nawet rzuciłam mężowi hasło, że może się tam wybierzemy.

Ocena: 1/6
©Biblioteczka u Rudej
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć