Nazywają mnie Śmierć
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.26 / 5.00
liczba ocen: 128
Ilość stron (szacowana): 320
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
31.89 złpremium: 19.13 zł
31.90 złpremium: 19.14 zł
23.55 zł
27.11 zł
31.89 zł
Pozostałe księgarnie
23.60 zł
23.93 zł
26.66 zł
26.68 zł
26.80 zł
27.10 zł
28.71 zł
28.71 zł
29.00 zł
31.89 zł
31.89 zł
31.90 zł
Opis:

Historia chłopca, który mógł zostać rybakiem, jak jego przodkowie, ale stał się jednym z najbardziej skutecznych płatnych zabójców na świecie. Ma na sumieniu 492 osoby i nadal żyje na wolności gdzieś w Brazylii…

Po realizacji zlecenia Júlio zawsze odmawia 10 razy Zdrowaś Mario i 20 razy Ojcze nasz, by prosić Boga o wybaczenie. Boi się, że skończy w piekle. Júlio nie zabija w imię żadnej ideologii – to jego zawód, którego nauczył się od wuja Cicero, gdy skończył 17 lat. W swojej 35-letniej karierze Júlio każdą z ofiar wpisywał do notesu z okładką z Kaczorem Donaldem.
Autor książki, Klester Cavalcanti, sprawia, że czytelnik obserwuje bohatera z bardzo bliska – widzi jego dramaty, marzenia, pasje i słabości. Poznaje go nie tylko jako płatnego zabójcę, ale także jako dobrego syna, kochającego ojca i wiernego męża. Przeprowadzanie wywiadów z bohaterem książki, sprawdzanie faktów, rozmowy ze świadkami zajęły autorowi 7 lat.

Recenzje blogerów
O moich ogromnych oczekiwaniach i spektakularnym zawodzie.

Czasami bywa tak, że książki, na które najbardziej się nakręcam okazują się tymi najgorszymi. Niestety tak było też z reportażem Klestera Cavalcanti, po którego przeczytaniu czuję smutek i rozczarowanie. Z bezsilności dosłownie opadły mi ręce i jeszcze tylko łudzę się, że to nie jest ostatnia książka tego autora skupiająca się na tym konkretnym zabójcy.

To historia chłopca, który mógł zostać rybakiem, jak jego przodkowie, ale stał się jednym z najbardziej skutecznych płatnych zabójców na świecie. Júlio Santana ma na sumieniu 492 osoby i nadal żyje na wolności gdzieś w Brazylii. Po realizacji zlecenia Júlio zawsze odmawia 10 razy Zdrowaś Mario i 20 razy Ojcze nasz, by prosić Boga o wybaczenie. Boi się, że skończy w piekle. Júlio nie zabija w imię żadnej ideologii - to jego zawód, którego nauczył się od wuja Cicero, gdy skończył 17 lat. W swojej 35-letniej karierze Júlio każdą z ofiar wpisywał do notesu z okładką z Kaczorem Donaldem.

Jak się okazuje w przypadku tej książki dokładne czytanie opisu staje się kluczowe. Mimo że przed sięgnięciem po książkę dokładnie go przeczytałam, to moja podświadomość zaczęła sama nadinterpretować ten opis. To mnie zgubiło. Pierwsze trzy słowa okładkowego opisu obrazują z czym będziemy się tutaj mierzyć. To historia chłopca. Dosłownie.

Jak dla mnie potencjał tej książki został totalnie zmarnowany, a ona głównie skupia się na młodzieńczych latach Júlio Santany. Osobiście uważam ten etap życia chłopaka za ciekawy, bo dowiadujemy się co spowodowało, że tak niewinna istota nagle zaczyna zawodowo zajmować się zabijaniem ludzi, jednak w tym przypadku nadmiar szczegółów zamordował moje zainteresowanie. Po prostu oczekiwałam od tej książki zupełnie czegoś innego. Spodziewałam się, że to będzie pewnego rodzaju spowiedź, że zabójca opowie o swojej pracy, o sposobach na unikanie kary, o swoich ofiarach. Tymczasem dostałam rozwleczoną historię, dodatkowo mocno nafaszerowaną emocjonalnie, o początkach jego kariery, o motywach i odczuciach, które towarzyszyły mu po zabiciu kilku pierwszych osób. Mam wrażenie, że w tym przypadku nie spodobała mi się też forma książki – historia Santany została spisana jako powieść. I nie żebym zawsze podchodziła z negatywnym nastawieniem do takich fabularyzowanych powieści na faktach, bo chociażby książka Semczuka o Knychale (Kryptonim Frankenstein) bardzo mnie wciągnęła. Jednak tutaj, przy książce Cavalcanti, miałam wrażenie, że autor zapychał dziurę wszystkimi miłosnymi doświadczeniami chłopaka i nic nie wnoszącymi dialogami między poszczególnymi bohaterami, a w takiej formie jednak miał większe pole manewru. Mało tu samej zbrodni, a wydawałoby się, że to jednak główny temat książki, za mało o bohaterze w późniejszych latach i o kolejnych zleceniach.

Jestem zawiedziona tą książką. Autor rzekomo spędził siedem lat na rozmowach z Santaną, a jeżeli to wszystko, co udało mi się z niego wyciągnąć i potwierdzić, to raczej stracił tylko sporo czasu. Raczej nie polecam tej książki, chyba że kogoś faktycznie bardzo interesuje dokładne poznanie kilku lat z młodzieńczego życia tego zabójcy. Ja do niej już nie wrócę.

Ocena: 3/6
©Rude recenzuje
W wieku osiemnastu lat miał już na koncie dwie odstrzelone głowy. Ostatecznie w jego zeszycie z „notatkami śmierci” znalazło się blisko pięćset nazwisk – mężczyzn, kobiet, a nawet dzieci. Brazylijczyk Júlio Santana to jeden z największych płatnych zabójców. Co ciekawe, wciąż pozostaje na wolności.

Przeczytałam kiedyś rewelacyjny reportaż Człowiek z lodu o płatnym zabójcy Richardzie Kuklinskim (nie mylić z Jackiem Strongiem), który zabijał głównie dla mafii, ale też w ramach tzw. sportu, czyli rozruszania kości. Pamiętam, że czytałam go z wypiekami na twarzy, niczym dobrą powieść sensacyjną. I na to samo liczyłam w przypadku Santany, zwłaszcza że opis wydawcy zwiastował kawał naprawdę dobrej, emocjonującej historii, a sama postać Brazylijczyka wydawała się mocno intrygująca. Niestety, tym razem SieWynudziłam.

Na pewno nie można odmówić autorowi dobrego pióra oraz rzetelnego i dość żmudnego researchu. Myślę też, że nie każdy dziennikarz miałby odwagę zmierzyć się z tak niebezpiecznym i trudnym tematem. I za to daję plusy. Brakuje mi jednak w tej opowieści iskry, niepokoju, napięcia – czegoś, co na dłużej przykułoby moją uwagę. W moim odczuciu Cavalcanti spisał po prostu w dość beznamiętny sposób kolejne „dokonania” Santany, w głównej mierze skupiając się na niezbyt porywających opisach na przykład polowania na partyzantów. Niewiele jest tu fragmentów obrazujących emocje związane z samym zabijaniem na zlecenie, a te które są – mam wrażenie – zostały potraktowane bardzo powierzchownie. To już zdecydowanie więcej ikry mają porcje tekstu opisujące choćby pierwszą miłość Santany czy inicjację seksualną. Szczątkowe informacje mamy także o jego dorosłym życiu rodzinnym, relacji z żoną, dziećmi, w gruncie rzeczy bardzo mało wiemy o tym, jak godził tak parszywy i brudny zawód ze zwykłą codziennością (co świetnie zostało pokazane we wspomnianym Człowieku z lodu). I nawet takie oryginalne informacje jak fakt, że po każdym zabójstwie odmawiał określoną liczbę modlitw, w naiwności licząc na rozgrzeszenie, nie były w stanie zrekompensować mi czytelniczego zawodu – miałam po prostu nadzieję na coś zupełnie innego.

Punkty przyznaję głównie autorowi – za odwagę, żmudną pracę i niezłe pióro. Mimo moich dobrych chęci niestety sama historia i sposób jej opisania nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia. Być może jednak niektórym z Was przypadną do gustu.

Ocena: 3/6
©SieCzyta
Już dawno nie mieliśmy dla Was nic z gatunku literatury faktu, zatem czas nadrobić zaległości. Wydawnictwo Muza wydało w kwietniu reportaż Nazywają mnie śmierć Klestera Cavalcantiego. Dziś, zatem jego recenzja.

Júlio Santana to płatny morderca, który do dnia dzisiejszego przebywa na wolności. Na jego koncie jest około 500 ofiar. To niewyobrażalna liczba, jeśli bierze się pod uwagę to ile rodzin straciło swych bliskich, oraz to, że tyle razy udało mu się zbiec i nie zostać złapanym.

Zawsze zastanawiało mnie to, jak żyje i funkcjonuje taki płatny morderca. Czy ma wyrzuty sumienia, czy jest bezwzględny jak bohaterowie z książek i filmów. Ta pozycja po trosze rozjaśniła mi ten obraz, pytanie tylko czy można uogólniać to w stosunku do innych płatnych morderców, czy odczucia Júlio nie są jednak tylko kwestią osobowości. Júlio Santana to tak naprawdę dwie osoby: wyrafinowany, morderca unikający kary, oraz ciepły mąż i ojciec. Czy to możliwe? Jak widać po tym reportażu tak, choć do teraz zastanawiam się jak?

Júlio Santana prawdopodobnie urodził się w złych czasach oraz miał złych aniołów stróżów. Dorastał w trudnym okresie, w domu nie opływał w dobrobyt. Poznając jego losy od lat młodzieńczych możemy zauważyć miłego, romantycznego i dobrego chłopaka, który nadal w nim jest mimo tak pokaźnej listy ofiar.

Nie bardzo chciałabym wdawać się w szczegóły losów Júlio Santany, bo z nimi możecie zapoznać się sami. Po krótce zdradzę Wam co sądzę na temat tej książki. Czyta się niezmiernie przyjemnie i szybko. Czy zaspokoiła moje wymagania? Po troszę tak. Liczyłam jednak na więcej informacji o zleceniach, planowaniu, oraz trudnościach. Możliwe, że jestem troszeczkę przyzwyczajona do tego typu opisów z książek z gatunku sensacja/thriller. Tutaj autor skupił się raczej jego wczesnych latach młodości i na początkach jego profesji, prawdopodobnie uznając, że ten okres był najtrudniejszym, oraz najciekawszym, jednak mnie bądź co bądź, laika w tej materii interesowało jakim cudem Santana uchronił się od kary w dobie tak dobrze rozwiniętej techniki i kryminalistyki. Ta książka bardziej przypominała mi delikatną sensację niż reportaż, do jakich się przyzwyczaiłam.

Czuję pewien niedosyt i nie będę tego ukrywać, jednak książka sama w sobie jest interesująca i ze spokojnym sumieniem chciałabym ją Wam polecić.

Ocena: 4+/6
©Księgozbiór
Niestety, dla mnie ta publikacja jest wielkim rozczarowaniem – nie wiem, czy wynika ono z mojego nastawienia i z tego, czy miałam zbyt wielkie oczekiwania, czy może jednak faktycznie nie jest to to, co być powinno. Może ta historia została w zły sposób zareklamowana? Tego nie wiem, ale wiem, że ta lektura zdecydowanie mnie nie zadowoliła.

Cała recenzja na blogu: Nazywają mnie Śmierć

Ocena: 2/6
©BookeaterReality
Wszystko było znacznie prostsze, jeśli osoba, którą miał zabić, była tylko twarzą i nazwiskiem.

Bardzo szanuję pracę reporterską. Wymaga poświęcenia, bystrości i odwagi. W przypadku pracy Klestera Cavalcantiego nie można zapomnieć o cierpliwości i wytrwałości. Przez siedem lat usiłował namówić Brazylijczyka – Julio Santanę – aby zgodził się na ujawnienie prawdy o "pracy" płatnego zabójcy, który na swoim "koncie" ma prawie 500 "klientów".

Takie reportaże są potrzebne, są ważne, aby zrozumieć, poznać i nie osadzać na podstawie faktów. Autorowi zależało bowiem na dotarciu do źródła. Jaką drogę przeszedł Santana? Co skłoniło go podążenia mroczną, pełną wyrzutów sumienia ścieżką mordercy?

Prawda jest taka, że sięgając po Nazywają mnie Śmierć spodziewałam się czegoś innego. Autor zrealizował swój zamysł kładąc nacisk na wydarzenia poprzedzające pierwsze zabójstwo oraz bezpośrednio związane z wydarzeniami tuż po pierwszej zbrodni. Klester Cavalcanti bardzo dużo miejsca, w mojej opinii – zbyt dużo – poświęcił pracy Santiago dla żandarmerii i polowaniu na komunistów. Reportaż zawiera stosunkowo niewiele informacji z teraźniejszego życia głównego bohatera. Niewiele przemyśleń, zwierzeń z życia prywatnego. I przede wszystkim – naprawdę mało miejsca poświęcono samym ofiarom. Przypuszczam, że taki był zamysł – skupić się na procesie "zdobywania fachu" a nie jego szczegółowym przebiegu. A mnie właśnie te informacje intrygują najbardziej: jak funkcjonował na co dzień, jak łączył pracę z życiem osobistym, jak się przygotowywał, czy miewał chwile załamania, jak radził sobie z wyrzutami sumienia, ile z zamordowanych osób znał... Niestety tych elementów znajdziemy w Nazywają mnie Śmierć niewiele. Pokuszę się o stwierdzenie, że ten reportaż jest typowo męski, konkretny, "techniczny", bez typowo kobiecego spojrzenia na emocjonalną i duchową sferę. Odrobinę zabrakło mi takich zwierzeń, które poruszają, wzruszają i skłaniają do głębszej analizy życia Julio Santany.

Kawał dobrej, reporterskiej, ale "oschłej" roboty. Doceniam, podziwiam, chociaż Nazywają mnie Śmierć nie udzieliła odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania.

Ocena: 3+/6
©Tylko skończę rozdział
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć